#harrypotter #plakatyfilmowe #rzeczyktorepotrzebujeszpo30stc




#harrypotter #plakatyfilmowe #rzeczyktorepotrzebujeszpo30stc


Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Atsuki Segawa - gifiarz animujacy Ukiyo-e dawne japońskie drzeworyty które tak łatwo kojarzymy z Japonią.
robi to dobrze... :face_in_clouds:
https://lit.link/segawa37 wizytówka
https://segawa37.com strona domowa
ze 2 podglądy w komentarzach, oryginały trochę ważą więc polecam.
#atsukisegawa #sztuka #ruchomeobrazki

Zaloguj się aby komentować
27.04.2024 – 🇵🇱 #diffle #difflepl
@Dzemik_Skrytozerca był pierwszy, ale wrzucił w hydepark
LINK
#grywebowe

Zaloguj się aby komentować
Bardzo polecam - Chinatown, 1974.
Pod opisem linki (vod.tvp.pl i cda)
Los Angeles, 1937 rok. Do prywatnego detektywa J. J. Gittesa zgłasza się kobieta podająca się za żonę Hollisa Mulwraya, kierującego przedsiębiorstwem zaopatrzenia w wodę i energię całego okręgu miejskiego. Prosi o dostarczenie dowodów, że mąż spotyka się z młodą dziewczyną. Gittes dostarcza zdjęcia, które ukazują się w gazecie, sprawa nabiera rozmiarów skandalu – a wkrótce potem ciało Mulwraya zostaje wyłowione ze zbiornika z wodą w pobliżu miasta. Gittes orientuje się, że sprawa ma większy zasięg, ponieważ Mulwray sprzeciwiał się projektowi budowy tamy i podejrzewał, że woda ze zbiorników miejskich odprowadzana jest gdzie indziej, powodując niedobory w mieście. Niebawem na jaw wychodzą malwersacje finansowe związane z budową tamy wodnej. Przy okazji Gittes poznaje ponurą tajemnicę rodziny Evelyn.
Nicholson od urodzenia miał konkretne zakola, a tutaj taki trochę żubr.
https://vod.tvp.pl/filmy-fabularne,136/chinatown,1269109
https://www.cda.pl/video/19928457aa
#filmnawieczor #lata70 #dobrekino #oscary #terazniemaczasow





Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Hej. Jaki może być motyw żeby korzystać z obcego nr telefonu zamawiając HEBE?
To 4-ta paczka z moim numerem , wcześniej był inpost, praktycznie nie mogłem nic zrobić - rano sms że jest w punkcie, 10 minut później była odebrana i wsio.
Myślałem że ktoś zamawia ćpanie do paczkomatu na randomowy numer. No i tym razem wybrał DPD - zdążyłem przekierować 😅 xd Przy okazji zmiany poznałem adres który zmieniam i okazało się że to ktoś kogo ledwo , ale znam "z widzenia", bywa w moim mieście kilka razy w roku, zna mój nr i wie, że nie trafi na mnie w swoim mieście.
O co może chodzić? I dlaczego hebe?
#inpost #dpd #sklepyinternetowe



@Heheszki też kiedyś dostałem maila, gdzie w adresie mam nazwisko i imię, z zamówieniem ale na buty i to z Holandii. Przekierowaniem na punkt odbioru ciut dalej od tego docelowego. Trochę się w to bawiłem, bo musiałem tłumaczyć sobie stronę.
Albo miałem jakiś newsletter też z drogerii ale ze Stanów.
Zaloguj się aby komentować
Korzystacie z czegos fajnego do słuchania podcastów na android? Żeby integrowało i wspierało przeszukiwanie największj ilości źródeł. Na tę chwilę korzystam z podcast guru, podcini mi nie podeszło.
Polecicie coś intuicyjnego/ciekawego?
#pytanie #podcasty #podcast #android #foss #opensource
Utwór muzyczny dla uwagi.

Zaloguj się aby komentować
Wynalazek na który jestem gotowy.


Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Dałem z siebie dość. xD
#kubkinado
#chce ten kubek
#hejto
#tworczoscwlasna
#glupiehejtozabawy
#heheszki

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
the breeders - no aloha (1993)
No bye, no aloha
Gone with a rock promoter
A rock promoter
I know, I saw and now may die
Oh, all the treats
Saw it on the wall
Motherhood means mental freeze
Freezeheads, no aloha
I know, I saw and now may die
No bye, no aloha
Gone with a rock promoter
A rock promoter

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Wszyscy potrzebujemy, żeby ktoś na nas patrzył. Można by nas było podzielić na cztery kategorie, w zależności od tego, pod jakim typem spojrzenia pragniemy żyć.
Pierwsza kategoria marzy o spojrzeniu nieskończonej ilości anonimowych oczu, mówiąc inaczej, o spojrzeniu publiczności.
(...)
Drugą kategorię tworzą ci, którym potrzeba do życia wielu spojrzeń znajomych oczu. Są to niezmordowani organizatorzy koktajli, przyjęć i kolacji. Są szczęśliwsi od ludzi pierwszej kategorii, którzy w momencie utraty publiczności mają wrażenie, że w salonie ich życia zgaszono nagle wszystkie światła. Prawie każdego spośród nich kiedyś to spotyka. Ludzie drugiej kategorii natomiast zawsze starają się o jakieś tam spojrzenia.
(...)
Potem mamy trzecią kategorię – tych, którym do istnienia potrzebne jest spojrzenie ukochanego człowieka. Ich sytuacja jest równie niebezpieczna jak sytuacja ludzi pierwszej kategorii. Kiedyś przecież oczy ukochanego człowieka zamkną się i w sali zapanuje ciemność.
I wreszcie czwarta kategoria, najrzadziej spotykana: ci, którzy żyją pod wyimaginowanym spojrzeniem nieobecnych. To marzyciele.
Milan Kundera, Nieznośna lekkość bytu
#cytaty #ahshitliteratura


Zaloguj się aby komentować
#uuk
* * *
Słońce wzeszło wyżej, tocząc się przez opary i dym niby zerwany balon.
Oddział Straży siedział w cieniu komina, czekał i na różne sposoby zabijał czas. Nobby w zadumie badał zawartość dziurki w nosie, Marchewa pisał list do domu, a sierżant Colon się martwił.
Po chwili przesunął się trochę i na głos wypowiedział swoje wątpliwości.
— Coś mi przyszło do głowy.
— Co takiego, sierżancie? — zainteresował się Marchewa. Sierżant Colon zrobił zbolałą minę.
— No… A jeśli to nie jest szansa jedna na milion? Nobby spojrzał na niego zdziwiony.
— Co pan ma na myśli?
— No wiecie, prawda, rzeczywiście ostatnia rozpaczliwa szansa jedna na milion zawsze się sprawdza, to fakt, jasna sprawa, ale… Zasada jest bardzo, jak jej tam, szczegółowa. Jest?
— Pan wie lepiej.
— A jeśli to szansa tylko jedna na tysiąc?
— Co?
— Czy kto słyszał, żeby szansa jedna na tysiąc się sprawdziła? Marchewa podniósł głowę znad listu.
— Niech pan nie żartuje, sierżancie — powiedział. — Nikt jeszcze nie widział, żeby spełniła się szansa jedna na tysiąc. Szansa na to jest jak,… — Bezgłośnie poruszył wargami. — Jak jeden do milionów.
— Tak. Milionów — zgodził się Nobby.
— Czyli uda się tylko wtedy, kiedy mamy szansę dokładnie jedną na milion — podsumował sierżant.
— Chyba rzeczywiście — przyznał Nobby.
— Zatem, na przykład, dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć tysięcy dziewięćset czterdzieści trzy do jednego… Marchewa pokręcił głową.
— To beznadziejne. Nikt jeszcze nie powiedział: to szansa jedna na dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć tysięcy dziewięćset czterdzieści trzy, ale może się udać.
Spoglądali na miasto, pogrążeni w gorączkowych obliczeniach.
— To może być prawdziwy problem — stwierdził po chwili Colon.
Marchewa zaczął pisać coś gorączkowo. Zapytany wyjaśnił dokładnie, jak należy obliczyć łączną powierzchnię smoka, a następnie ocenić szansę, że strzała trafi w konkretne miejsce.
— Wycelowana strzała — poprawił go Colon. — Przecież będę celował.
Nobby chrząknął znacząco.
— W takim razie szansa jest o wiele większa niż jeden do miliona — stwierdził Marchewa. — Może nawet jedna na sto. Jeżeli smok leci wolno, a czułe miejsce jest duże, może sięgnąć niemal pewności. Colon poruszał wargami, wypróbowując w myślach brzmienie zdania „To prawie pewne, ale może się udać”. Pokręcił głową.
— Nie.
— W takim razie musimy… — oświadczył wolno Nobby — …poprawić nasze szansę.
* * *
(...)
* * *
Oddział ocenił swoje wysiłki.
— No dobra — rzekł Nobby. — Jaka jest szansa, że trafi smoka w czułość człowiek stojący na jednej nodze, w hełmie włożonym tyłem do przodu i z chusteczką w ustach?
— Mmf — powiedział Colon.
— Bardzo mała — przyznał Marchewa. — Myślę, że z chusteczką trochę przesadziliśmy. Colon wypluł ją.
— Decydujcie się szybko — poradził. — Noga mi drętwieje.
* * *
(...)
* * *
Nobby przechylił głowę.
— Wygląda obiecująco — ocenił krytycznie. — Chyba mamy to, o co chodzi. Szansa, że człowiek z twarzą umazaną sadzą, z wysuniętym językiem i śpiewający Pieśń o jeżu trafi smoka w czułe miejsce będzie jakaś… Jak myślisz, Marchewa?
— Myślę, że jedna na milion.
Colon spojrzał na nich podejrzliwie.
— Chłopcy, nie nabieracie mnie chyba, co?
* * *
(...)
* * *
Colonowi drżały ręce. Miał wrażenie, że smok celuje mu prosto w gardło, że leci szybko, za szybko… — To jest to! — zawołał Marchewa. Spojrzał jeszcze przelotnie w stronę Osi, na wypadek gdyby bogowie zapomnieli o swoich obowiązkach. Po czym dodał, powoli i wyraźnie:
— To szansa jedna na milion, ale może się udać!
— Niech pan strzela! — wrzasnął Nobby.
— Wybieram odpowiednie miejsce, mój chłopcze. Wybieram miejsce — bełkotał Colon. — Nie martwcie się, chłopcy, mówiłem przecież, że to moja szczęśliwa strzała. Strzała pierwszej klasy, nie ma co, mam ją od dzieciństwa, zdziwilibyście się, gdybym wam powiedział, do czego nią strzelałem, nie ma się o co martwić…
Urwał, a koszmar zbliżał się do niego na skrzydłach grozy.
— Tego… Marchewa — szepnął słabym głosem.
— Słucham, sierżancie?
— Czy twój dziadek nie wspomniał ci przypadkiem, jak wygląda takie czule miejsce?
I wtedy smok już się nie zbliżał, tylko był, sunął nad ich głowami — lśniąca mozaika łusek, przesłaniająca całe niebo.
Colon strzelił.
Patrzeli, jak strzała mknie prosto i pewnie.
.... https://streamable.com/e/pd5fmo
Straż! Straż!

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować