Zdjęcie w tle

Heheszki

Gruba ryba
  • 897wpisy
  • 7250komentarzy

zaimki: to/tamto/ty chuju/dziękuję

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

TL;DR: Kupiłem kuwetę.

Kotu. Kot miał kuwety wcześniej.

Pierwsza otwarta, wysoka i wielka jak wanna dla noworodka (5L żwiru min.).

Druga była mała i zamknięta (3,5L), musiałem zdjąć drzwiczki, ale kot i tak zdecydował że zasadniczo samo dupsko się tam mieści, a górna połowa może sobie po kociemu kontemplować w danym czasie co tam na kwadracie. To była taka kuweta Schrödingera.

Na zmianę nie miał wpływu zapach bo się sprząta, nie estetyka, nawet nie krępujące spojrzenie kota gównianego centaura który niby sobie o tak stoi, ale ukrytą w środku połową właśnie sra.

Chodziło o rozrzucanie zasranego -dosłownie i w przenośni- ŻWIRKU SILIKATOWEGO NA ODLEGŁOŚCI ZUPEŁNIE NIEZROZUMIAŁE!!! Promień rozrzutu 5 metrów, a te pieprzone KAMIENIE są jak klocki LEGO!!

Trafiłem na kozacki model - kot wchodzi klapą, ale wyjść hehe może tylko górą, i stamtąd MUSI przejść się po kratce - "pozamiatane".

Odebrałem towar, złożyłem i czekam. Zwykle sra to jak najęte, chyba że na złość - wtedy nie. Mimo ekstra saszety. 6 godzin wczoraj obserwowałem unboxing do którego nie doszło, potem cała noc ciszy, "na 100% nawaliła gdzieś skrycie".


I dziś po robocie przychodzę - JEST - lekko kilogram żwiru na podłodze.

Kupa też, ale co z tego? 😓


Tak czy inaczej zostawiam do oceny największego bydlaka wśród kuwet jakiego w życiu posiądę. Kota się w końcu pozbędę, ale kuwety to chyba będzie mi szkoda, kibel mam mniejszy .


Urządzenie oceniam na 5 z minusem, z uwagi na oczywistego backdoora. Myślę że górą go teraz przerzuca...💎


Pies dla skali 😅, kota sam w niej jeszcze nie widziałem. xd


#koty i chyba też #promocje bo 99zł na erli.pl.

1eeb4c9d-b31c-4b1b-99bb-34b667b342b4
8d611f86-cf33-42ec-88a7-c6fe9b401a82

@Heheszki ech, na prawdę masz nadzieję że kot nie da rady wyskoczyć z kuwety pomijajac kratkę i wynieść ze sobą tonę żwirku? Moje nie lubią chodzić po żadnych kratach i zawsze pomijaja...

naprawdę miałem taką nadzieję, @serotonin_enjoyer

Pojedyncze sztuki spomiędzy pazurków? Ok.

Sucha wylewka ze szczochem? No nie.

Garstka piachu-rozmiar dziecięcy, wyrzucona za siebie przypadkiem? Spoko.

Codzienna ćpuńska mandala w salonie i życie w ciągłym lego-stopo-zagrożeniu? No k. bez przesady.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

"Odmiana" taka przewidywalna, że aż się rozczarowałem. :)


05.01.2024 – 🇵🇱 DIFFLE


3 słowa – 28 liter

🟢 14 🟡 2 ⚪ 12

#diffle

Zaloguj się aby komentować

#telewizja #kino #tvp2 (xd) #filmy

Właśnie obejrzałem "był sobie chłopiec" 🥰

na tvp2... jak zawsze - bez reklam.

A dziś, tak szczerze, to mógłbym obejrzeć ze dwie -"za ojczyznę" i w ogóle 🤔 A tak to pauzowałem dla siku.

No w każdym razie 19:30 to nie wszystko, a ja uwielbiam i polecam #filmnawieczor :)

https://youtu.be/-apwoGTpi7E

8525b4fe-c5cf-45eb-9f18-ee1b798a328e

Teraz też leci gitówa. "Tesciowie" (2003) z Douglasem i w ogóle.

105 minut będzie oglądane i ani minuty dłużej.

Chyba że siku.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

– Dziekanie... – wykrztusił w końcu Ridcully. – Co zrobiłeś z włosami?

Wyglądają jak szpic z przodu, a z tyłu jak kaczy kuper, wybaczcie mój

klatchiański. I strasznie się błyszczą.

– To smalec. Stąd ten zapach bekonu – domyślił się wykładowca.

– To prawda. A skąd ten kwiatowy aromat?

– Mrumrumrumrumrumrulawendamrumru – odparł posępnie dziekan.

– Słucham, dziekanie?

– Powiedziałem, że to z powodu olejku lawendowego, który dodałem –

oświadczył dziekan bardzo głośno. – I niektórzy z nas uważają, że to znakomita fryzura, do usług. Kłopot z panem, nadrektorze, polega na tym, że nie rozumie pan ludzi w naszym wieku.

– Znaczy... znaczy o siedem miesięcy starszych ode mnie?

Tym razem dziekan się zawahał

https://streamable.com/8ue1at

#uuk #terrypratchett #🤟🤟🤟

– Dwadzieścia siedem dolarów! – złościł się Ridcully.

– Dwadzieścia siedem dolarów, żeby was wyciągnąć. A strażnik cały czas się uśmiechał. Magowie aresztowani!

Przespacerował się wzdłuż szeregu smętnych postaci.

– Pomyślcie... Jak często Straż Miejska zostaje wezwana do Bębna? Znaczy, co niby tam robiliście, waszym zdaniem?

– Mrumrumrumrumrumru – powiedział dziekan, wpatrując się w podłogę.

– Słucham?

– Mrumrumrumrutańczyliśmymrumru.

– Tańczyliście – powtórzył zimno nadrektor i zawrócił. – To miał być taniec, tak? Zderzanie się z ludźmi? Przerzucanie się nawzajem przez ramię? Kręcenie się w kółko po całej sali? Nawet trolle tak się nie zachowują (nie to, żebym miał coś przeciwko trollom, wspaniali ludzie, wspaniali), a wy jesteście podobno magami. Inni mają patrzeć na was z podziwem, ale nie dlatego, że kręcicie im salta nad głowami. Wykładowco, proszę nie myśleć, że nie zauważyłem tego małego pokazu, byłem naprawdę zdegustowany. Biedny kwestor musiał się położyć. Taniec to... w kręgu, jak wiadomo, gaiki i różne takie, zdrowe zabawy,

może jakieś swobodniejsze tańce balowe... Na pewno nie wymachiwanie ludźmi dookoła niby jakiś krasnolud toporem (oczywiście solą ziemi są te krasnoludy, zawsze to powtarzam). Czy wyrażam się jasno?

– Mrumrumrumrumrumruwszyscytakrobilimrumru - powiedział dziekan,

wciąż nie podnosząc głowy.

– Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek powiem to do maga, który skończył osiemnaście lat, ale wszyscy macie rogatkę na wyjścia. Do odwołania! – huknął Ridcully.

Zakaz opuszczania terenów uniwersyteckich nie był dotkliwą karą. Magowie

zwykle nie ufali powietrzu, które nie przebywało od dłuższego czasu pod

dachem, żyli więc w ograniczonym terytorium pomiędzy swoimi pokojami a jadalnią. Ale teraz czuli się dziwnie.

– Mrumrunierozumiemczemumrumru – wymruczał dziekan.

Tłumaczył o wiele później, tego dnia, kiedy umarła muzyka, że to pewnie

dlatego, iż nigdy nie był naprawdę młody, a przynajmniej młody, będąc

dostatecznie dorosłym, by wiedzieć, że jest młody. Jak większość magów, rozpoczął naukę jako dziecko tak małe, że oficjalny spiczasty kapelusz spadał mu na uszy. A potem był już tylko... no, magiem. Raz jeszcze zaczęło go dręczyć uczucie, że coś po drodze stracił. I jeszcze parę dni temu nie zdawał sobie z tego sprawy. Nie miał pojęcia, co to było.

Chciał tylko coś robić. Nie wiedział, co takiego. Ale chciał zrobić to szybko.

Chciał... Czuł się jak człowiek od urodzenia mieszkający w tundrze, który budzi się pewnego dnia z silnym pragnieniem przejażdżki na nartach wodnych. Z pewnością nie będzie tkwił w pokoju, kiedy muzyka wibruje w powietrzu...

– Mrumrumrumrumrumruniezostanęwdomumrumru.

Porywały go nieznane emocje. Chciał być nieposłuszny. Nieposłuszny

niczemu, nie wyłączając prawa grawitacji. Z całą pewnością nie miał zamiaru składać swoich rzeczy przed pójściem do łóżka. Ridcully zapyta pewnie: ach, jesteś buntownikiem, tak; a przeciw czemu się buntujesz, a on wtedy powie... wtedy powie coś wartego zapamiętania. Tak właśnie zrobi! Był...

Ale nadrektor już sobie poszedł.

– Mrumrumrumrumrumru – rzekł wyzywającym tonem dziekan, buntownik bez przeszkody.


🤘🤘🤘

Zaloguj się aby komentować

Święty mąż siedział pod świętym drzewem ze skrzyżowanymi nogami,

opierając dłonie na kolanach. Oczy miał zamknięte, by lepiej skoncentrować się na Nieskończonym, a ubrany był jedynie w przepaskę biodrową, by okazać pogardę dla spraw przydyskowych.

Przed nim stała drewniana miseczka.

Po dłuższej chwili zdał sobie sprawę, że jest obserwowany. Otworzył jedno

oko. Kilka stóp przed nim siedziała niewyraźna postać. Później był pewien, że to postać... kogoś. Nie pamiętał dokładnie jej wyglądu, ale musiała jakiś mieć. Była mniej więcej... taka wysoka, i tak jakby... zdecydowanie...

PRZEPRASZAM.

– Tak, mój synu? – Zmarszczył czoło. – Jesteś płci męskiej, prawda? – dodał.

TRUDNO BYŁO CIĘ ODSZUKAĆ. ALE W SZUKANIU JESTEM DOBRY.

– Tak?

SŁYSZAŁEM, ŻE WIESZ WSZYSTKO.

Święty mąż otworzył drugie oko.

– Sekret egzystencji polega na zrzuceniu dyskowych więzów, stronieniu od chimery wartości materialnych i na szukaniu jedności z Nieskończonym – oznajmił. – I trzymaj swoje złodziejskie ręce z daleka od mojej żebraczej miseczki.

Widok proszącego budził w nim niepokój.

WIDZIAŁEM NIESKOŃCZONE, wyznał przybysz. NIC SPECJALNEGO.

Święty mąż rozejrzał się nerwowo.

– Nie gadaj głupstw – mruknął. – Nie możesz zobaczyć Nieskończonego. Bo

jest nieskończone.

WIDZIAŁEM.

– No dobrze. A jak wyglądało?

JEST NIEBIESKIE.

Święty mąż poruszył się niespokojnie. Nie tak to powinno przebiegać.

Szybkie objawienie Nieskończonego i znaczące skinienie w stronę żebraczej

miseczki – tak powinno.

– Jest czarne – wymamrotał.

NIE, upierał się obcy. NIE, KIEDY OGLĄDA SIĘ JE OD ZEWNĄTRZ.

NOCNE NIEBO JEST CZARNE. ALE TO TYLKO PRZESTRZEŃ. ZA TO

NIESKOŃCZONOŚĆ JEST NIEBIESKA.

– I pewnie jeszcze wiesz, jaki dźwięk wydaje jedna klaszcząca dłoń? – zapytał złośliwie święty mąż.

TAK. „KLA”. DRUGA DŁOŃ ROBI „ASK”.

– Aha, tu się mylisz – ucieszył się święty mąż, wracając na pewniejszy grunt.

Machnął chudą ręką. – Widzisz?

TO NIE BYŁO KLAŚNIĘCIE, TYLKO MACHANIE.

– To było klaśnięcie. Tyle że nie użyłem obu rąk. A właściwie jaki odcień

niebieskiego?

TYLKO MACHNĄŁEŚ. MOIM ZDANIEM TO NIEZBYT FILOZOFICZNE. JAK KACZE JAJO.

Święty mąż spojrzał w dół zbocza. Zbliżało się kilku ludzi. Mieli kwiaty we

włosach i nieśli coś, co z daleka wyglądało całkiem jak miseczka ryżu.

ALBO MOŻE EAU-DE-NIL.

– Posłuchaj mnie, synu – rzekł pospiesznie święty mąż. – Czego ty właściwie chcesz? Nie mam całego dnia.

OWSZEM, MASZ. MOŻESZ MI WIERZYĆ.

– Czego chcesz?

DLACZEGO RZECZY MUSZĄ BYĆ TAKIE, JAKIE SĄ?

– No...

NIE WIESZ TEGO, PRAWDA?

– Nie dokładnie. To wszystko powinno być tajemnicą, rozumiesz.

Obcy patrzył przez dłuższy czas, wzbudzając w świętym mężu uczucie, że jego czaszka stała się nagle przezroczysta.

W TAKIM RAZIE ZADAM CI ŁATWIEJSZE PYTANIE. JAK ZAPOMINAJĄ ISTOTY LUDZKIE?

– Co zapominają?

COKOLWIEK. WSZYSTKO.

– To... no wiesz... zdarza się odruchowo. – Potencjalni akolici minęli zakręt

na górskiej ścieżce. Święty mąż szybko sięgnął po żebraczą miseczkę. –

Wyobraź sobie, że ta miseczka to twoja pamięć. – Zakołysał nią. – Może

pomieścić tyle i nie więcej. Rozumiesz? Nowe rzeczy się zjawiają, stare muszą

się przelać.

NIE. JA PAMIĘTAM WSZYSTKO. KLAMKI W DRZWIACH. GRĘ

ŚWIATŁA WE WŁOSACH. ŚMIECH. KROKI. WSZYSTKIE DROBNE

SZCZEGÓŁY. JAKBY TO BYŁO LEDWIE WCZORAJ. JAKBY ZDARZYŁO SIĘ LEDWIE JUTRO. WSZYSTKO. ROZUMIESZ?

Święty mąż podrapał się po swej lśniącej łysinie.

– Tradycyjnie – rzekł – wśród sposobów zapominania wymienia się

wstąpienie do Klatchiańskiej Legii Cudzoziemskiej, napicie się wody z jakiejś magicznej rzeki, nikt nie wie, którędy płynie, oraz pochłanianie dużych ilości alkoholu.

ACH TAK...

– Jednak alkohol niszczy ciało i zatruwa duszę.

BRZMI OBIECUJĄCO.

– Mistrzu...

Święty mąż obejrzał się z irytacją. Przybyli akolici.

– Chwileczkę. Rozmawiam z...

Obcy zniknął.

– Mistrzu, pokonaliśmy wiele mil po... – zaczął akolita.

– Zamknij się na moment, dobrze?

Święty mąż podniósł rękę, ułożył dłoń pionowo i machnął nią kilka razy.

Wymruczał coś pod nosem.

Akolici wymienili spojrzenia. Nie tego się spodziewali. W końcu ich

przywódca znalazł w sobie drobinę odwagi.

– Mistrzu...

Święty mąż odwrócił się i przyłożył mu w ucho. Dźwięk, jaki zabrzmiał, był

wyraźnie słyszalny: klask!

– Aha... Złapałem! – ucieszył się święty mąż. – A teraz, co mogę dla was...

Urwał, gdy mózg nadążył wreszcie za uszami.

– Co miał na myśli, mówiąc: ludzkie istoty?

#terrypratchett

#uuk

91d12119-8cee-4876-9361-8d7dcfe5017a

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować