Zdjęcie w tle

George_Stark

Gruba ryba
  • 746wpisy
  • 3812komentarzy

734 + 1 = 735


Tytuł: Jak hartowała się stal

Autor: Mikołaj Ostrowski

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 8/10


A co to jest ta polityka?

Pawka wzruszył ramionami.

Diabli wiedzą! Powiadają, że jeżeli ktoś przeciwko carowi występuje, to to się nazywa polityka.


No i taka mniej więcej była świadomość ideowa młodego Pawła Korczagina, jak to można wywnioskować z tego cytatu powyżej. Później się to jednak zmieniło. Później Pawka poznał przybyłego do miasta byłego marynarza Fiodora Żuchraja, który objaśnił mu to i owo, a na tym objaśnieniu nie poprzestał, bo Fiodor Żuchraj świecił przykładem. I w taki sposób Pawka, wyrzucony ze szkoły za dosypanie machorki do ciasta popa, pracujący później w dworcowym bufecie, gdzie miał okazję przyjrzeć się niesprawiedliwości carskiej Rosji stał się kim się stał, a stał się bohaterem literackim stawianym za wzór młodzieży socjalistycznej.


Jak hartowała się stal to powieść wydana po raz pierwszy w całości w roku 1936, czyli w roku śmierci trzydziestodwuletniego wówczas autora (w tym miejscu zaznaczam, że imperialistyczny Superman pojawi się dopiero za dwa lata, bo w roku 1938, a Batman jeszcze później, bo w roku 1939). Jak hartowała się stal to powieść silnie oparta na motywach autobiograficznych autora (który, w mojej ocenie, mierząc moimi wartościami, miał jednak to swoje życie dość smutne) i powieść, która należy do klasyków literatury radzieckiej (proszę nie mylić z literaturą rosyjską – uważam, że to dwie zupełnie odrębne kategorie).


Jest to być może pewien rodzaj perwersji, ale ja bardzo lubię sztukę socjalistyczną. Zachwycają mnie te propagandowe plakaty w swojej nawet nie tyle prostocie, co prostackości, lubię architekturę brutalistyczną (ja wiem, to nie tylko socjalizm tak budował) i choć zdaję sobie sprawę z tego, że jest ona brzydka, to ma w sobie coś pociągającego – to że coś lubię, nie znaczy jeszcze, że mi się to podoba, ale ciekawić to owszem, bardzo mnie ciekawi. I podobnie mam z literaturą wywodzącą się z realnego socjalizmu.


Spodziewałem się oczywiście tego, co w tej książce zastanę. Spodziewałem się, że nie będzie tam pytań, ale będą raczej odpowiedzi i to w dodatku jeszcze te z gatunku tych najprostszych, spodziewałem się toporności (choć, ku mojemu zaskoczeniu, Jak hartowała się stal nie była aż tak toporna jak się tego spodziewałem, a momentami była nawet dość przyjemna – może to kwestia tłumaczenia wykonanego przez pana Wacława Rogowicza?), spodziewałem się że wszystko w tej książce będzie czarno-białe (czy może raczej czerwono-białe, żeby zachować zgodność z kolorystyką historyczną). I tak, dostałem to wszystko, i właśnie dlatego mi się ta książka, obiektywnie dość mierna, tak bardzo podobała – bo właśnie tego od niej oczekiwałem. Było jednak kilka miejsc, w których pan Ostrowski mnie zaskoczył i to zaskoczył mnie bardzo pozytywnie.


Więc kilka słów o tych zaskoczeniach. Po pierwsze niezłomny Paweł Korczagin, który z każdej opresji (a w jego życiu jest tych opresji niemało) wychodzi zawsze zwycięsko, głównie dzięki swojemu hartowi ducha, ma również momenty zawahania. Dwa momenty zawahania konkretnie, a mnie szczególnie zaskoczył ten drugi, opisany w przedostatnim rozdziale, bo takich myśli się po bohaterze socjalistycznym nie spodziewałem. Na szczęście (tak dla socjalizmu, jak i dla samego Pawki) autor ten drugi moment zawahania wykorzystuje ku pokrzepieniu serc, serc czerwonych jak ten socjalizm, który nie odrzuca nawet i tych, którzy niemal sami siebie odrzucili. Po drugie jest w tej książce kilka porównań, które bardzo przypadły mi do gustu, kilka zdań, które są sprytne i piękne w samym swoim brzmieniu, wreszcie kilka naprawdę ładnych, obrazowych scen – głównie zapamiętam tę dziejącą się na polsko-radzieckiej granicy, bo obserwacja trafna, a i nawet z wnioskami autora się zgadzam, choć wnioski z wniosków mamy zupełnie jednak inne.


Lubię literaturę socjalistyczną z kilku względów. Po pierwsze, o czym już pisałem, ze względu na tę moją dziwną perwersję dotyczącą jej estetyki. Te książki momentami są tak złe, że aż trudno w to uwierzyć i może właśnie dlatego chce się je czytać dalej. Po drugie ze względu na pewnego rodzaju zdziwienie jak różnie można rozumieć te same procesy i jak różne można widzieć rozwiązania tych samych problemów. Po trzecie, będąc jednak bogatszym od autora o pewną wiedzę i dystans historyczny w kwestii wydarzeń po roku 1936 (jak w tym przypadku) lubię tę literaturę ze względu na możliwość obserwacji rozdźwięku pomiędzy wizją (planami?; wyobrażeniami?) przedstawionymi w książkach, a tym jak to wyglądało w rzeczywistości – tutaj wspaniałym przykładem jest zderzenie zobrazowanego przez autora ideowego podejścia członków partii i konsomołu do kobiet z późniejszymi pomysłami co wyrywniejszych przodowników ideowych, którzy te kobiety radzieckie chcieli nacjonalizować. Po czwarte wreszcie literatura socjalistyczna jest ciekawa z tego względu, że – moim zdaniem – natura człowieka niewiele się zmienia, a natura społeczności zmienia się jeszcze mniej (a przynajmniej wolniej) i zrozumienie tego co kiedyś działało jak to wszystko działało, co kierowało ludźmi i masami, którzy naprawdę wtedy w tę rewolucję wierzyli, a z dzisiejszej perspektywy, wiedząc do czego to wszystko doprowadziło, pozwala porównać pewne zjawiska. Moim zdaniem zbieżności jest wiele i są one dość smutne, jeśli nie niepokojące. Stąd świadome, krytyczne czytanie literatury socjalistycznej mogłoby pomóc nam uniknąć powtarzania starych błędów. No bo po co mamy powtarzać błędy Związku Radzickiego, skoro możemy popełniać swoje własne?


#bookmeter

bc9abf41-6906-401b-b470-3c9ff01865b6

@George_Stark Różne ludzie mają zboczenia. Przyglądanie się komunistycznym kacapom zdecydowanie do nich należy. Ale za reckę piorun.

Zaloguj się aby komentować

Kolega @splash545 mnie podpuścił . Miało być co prawda o interpapamum, no ale w międzyczasie odbyłem rozmowę z kolegą @fonfi dotyczącą hamowania się w wytwórczości kawiarenkowej i postanowiłem przykładem zachęcić do spuszczenia płynu hamulcowego, w związku z czym wytwór jest o czymś zupełnie innym, choć z samym wydarzeniem pozostaje w związku.


Jeśli kolega @bojowonastawionaowca uzna, że powinienem dodać ten tag na „p”, to zrobię to, choć wolałbym tego nie robić. Nie mam cierpliwości pana Żulczyka żeby się gdzieś po jakichś sądach szlajać .


***


Sobota, 26.04.2025


Kupione już były melon, papaja

i zaproszeni zostali goście:

– „Po prostu przyjdźcie, nic nie przynoście,

będziemy mieli czym się upajać.”


No i sobota już się zbliżała

i z dnia na dzień mi było radośniej

lecz skończyć się miało to bezowocnie

bo się dokonał żywot papaja.


Pan Żulczyk był to kiedyś przećwiczył,

prezydent się wtedy poczuł dotknięty

ale znów działa, jakby se życzył

na złe języki ponownie być wziętym.


Mniejsza z żałobą, jest dla mnie niczym,

najwyżej przed sądy będę ciągnięty

lub przez jakiegoś hierarchę wyklęty.


***


#zafirewallem

#nasonety – choć trochę na wyrost, bo wytwór jest pozakonkursowy ze względu na niezgodność z zasadami.

Zaloguj się aby komentować

Drodzy moi Znajomi Internetowi!


Ogłoszenie mam, a w zasadzie to prośbę bardziej, ale ogłoszenie brzmi bardziej dyplomatycznie, więc uznajmy, że to jednak ogłoszenie.


Otóż sytuacja wygląda tak, że postanowiłem albo wypłynąć na szersze wody albo przestać Was tutaj w naszej wspaniałej kawiarence spamować wytworami swoimi (a tak naprawdę, to mi się nudzi) i znalazłem sobie trzy konkursy na opowiadania i nawet już napisałem te trzy opowiadania na te trzy konkursy. I teraz ta proś... to ogłoszenie jest takie, że może ktoś z Was miałby czas i ochotę mi pomóc, przeczytać te teksty (albo chociaż jeden z nich) i podzielić się wrażeniami? Zawsze to dobrze usłyszeć czyjąś opinię żeby mieć później co zignorować, prawda?


Oczywiście nie muszą to być wszystkie trzy, może być jeden z nich. Dla porządku zaznaczę, że jeden ma siedem stron, jeden stron trzy, a jeden stron dwie.


No i bardziej zależałoby mi jednak na krytyce niż na pochwałach (wiecie, jakieś nielogiczności, niezgrabne zdania i tego typu rzeczy), bo o ile na pochwały jestem oczywiście łasy, tak bardziej jednak łasy jestem na nagrody w tych konkursach, szczególnie zaś na nagrody w postaci gotówki.


Z góry dziękuję za ewentualny odzew i życzę miłego czwartkowego popołudnia!


#zafirewallem

@George_Stark Przesyłaj, tylo w jakimś Wordzie (tym programie, a nie Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego) czy coś, żeby można było odesłać z uwagami w trybie edycji. Albo najlepiej daj nam dostęp do google docs, to wszyscy razem naniesiemy uwagi

@UncleFester @moll @splash545 @fonfi

Dziękuję za odzew, jutro postaram się ogarnąć.


@moll Nie mogę wrzucić, bo naruszę warunek, że opowiadanie ma być wcześniej niepublikowane. Grypsem jakimś muszę prywatnie podesłać.


@fonfi O, dzięki. Z tym GoogleDocs to dobry pomysł, bo ja piszę w LibreOffice, a nie wiem czy Word pliki .odt otwiera.

Zaloguj się aby komentować

Miało wyjść inaczej.


Jest taka bardzo ładna piosenka, nazywa się Kaja mówi i chciałem się nią zainspirować, no ale ta moja liryczna Kaja nie pochwaliła moich włosów – zresztą, nie ma się jej co dziwić, bo też i chwalić nie za bardzo jest co.


A może to była po prostu inna Kaja? Taka na przykład, która nie bardzo umie prowadzić auto:


***


Kaja

(stłuczka z maja)


To było gdzieś tak pod koniec maja:

kwitły kasztany – kręciło w nosie;

lat miałem wtedy trzydzieści osiem

i brak nadziei bym kogoś znalazł.


A ona miała na imię Kaja,

nie zatrzymała się wtedy na stopie:

zgnieciona maska, poszły półosie,

lecz mi telefon do siebie dała.


Szkodę pokryli mi z jej polisy,

z auta w zasadzie został mi wentyl –

reszta trafiła na złom w Pierzchnicy;


a ja do Kai poczułem moc mięty,

choć kiedy siada do kierownicy

sprawdzam czy pas mam dobrze zapięty.


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Szybko, bo nie ma czasu!


W życiu można zaniedbać wiele rzeczy: można zaniedbać sen, można zaniedbać zdrowe odżywianie, można zaniedbać pracę albo można zaniedbać żonę. Tym, czego zaniedbać nie można jest natomiast napisanie cotygodniowego sonetu w ramach Cyklu Grudziądzkiego, i nie ma tutaj żadnych głupich wytłumaczeń, że Jerzy napisanie takiego wiersza mógłby zaniedbać na przykład z takiego powodu, że nie żyje, no bo się utopił:


***


Bogów nie ma (przynajmniej tych wodnych)


Tonący się chwyta choćby pagaja,

który przepływa w wodnym unosie;

ach! – Posejdonie!; Aksiokersosie! –

pomóż! Wyciągaj! Ratuj! Ocalaj!


Nie znalazł Jerzy w wodzie pagaja,

bo bogów nie ma – same łososie;

łosoś Jerzemu zagra na nosie –

do Ave Maria ten nos nastraja.


Tak biedny Jerzy, wzorem kotwicy,

przez grawitację na dno ściągnięty

na wodny wypór nie miał co liczyć,


więc leży Jerzy już utonięty,

a świat w zasadzie nie przejął się niczym:

karp dalej pluska, ważka wciąż brzęczy.


***


#nasonety

#zafirewallem

@George_Stark mam tylko nadzieję, że Jerzy w kolejnej edycji mimo wszystko zmartwychwstanie. W końcu to Wielkanoc, czyż nie? 🐣

@George_Stark bezbożny sonet tuż przed świętami, coś pięknego. W dodatku tym pagajem mi przypomniałeś moje mazurskie rejsowanie.

Zaloguj się aby komentować

Kilka rzeczy złożyło się na na wytwór poniższy.


Po pierwsze mój autoban (albo autocenzura) na sonety w obecnej edycji naszej zabawy sonetowej, a nieco jestem jednak poetycko wyposzczony.


Po drugie wpis koleżanki @KatieWee , bo jeśli będzie reedycja tej opisywanej książki, to ja chętnie do takiej reedycji dołączę.


Po trzecie pogoda za oknem i wspomnienie tego, co już w tym roku przerabialiśmy, a nad czym w tym roku ubolewałem już w wytworze zeszłotygodniowym .


Po czwarte wreszcie zdobyte w związku z trzecim doświadczenie. Bo, jak to mawiali starożytni Amerykanie: fool me once – shame on you; fool me twice – shame on me.


Wiosno, więc – drugi raz już ci się mnie oszukać nie uda!


***


Nauczony doświadczeniem

czyli Widzę, ale nie wierzę (a przynajmniej nie ufam)


Za oknem słońce –

wyczuwam podstęp.


„Cudne manowce”

pisał Stachura

i ta wczorajsza pogoda bura

na takie chyba właśnie manowce

(mniej cudne – bo zimnym deszczem podmokłe)

prowadzić próbuje. Lecz nic nie wskóra.


Dwa razy się nabrać? Aha – akurat!


***


#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Postaram się nie obciążać koleżanki @Wrzoo zanadto, stąd jest to prawdopodobnie ostatni mój wytwór w tej edycji (chyba że kolega @moderacja_sie_nie_myje3 nic do piątku nie napisze, to wtedy, zgodnie z zapowiedzią – groźbą? – zrobię to za niego ja).


Jest taki stereotyp (albo topos – jak kto woli), że jeżeli stara pana, no to z kotem. A stary kawaler? I oto, w ramach walki o równouprawnienie, przychodzę do Państwa z odpowiedzią:


***


Gadzie pożądanie


„Krokodyla daj mi luby!” –

takie właśnie wymaganie

zakończyło podrywanie

gdy mi we łbie były śluby.


Nie że byłem ja za gruby,

nie że zbyt oddany mamie,

ale gadzie pożądanie

przyczyniło się do zguby.


Lecz nie z rozpaczy, a z radości piję,

gdy widzę moich kumpli-geniuszów

co żony trzymają ich nie marchwią: kijem.


I nie mam wcale problemów by zasnąć,

i kawalerkę mam nawet własną

gdzie krokodyla drapię po brzuchu.


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Mokry (z)gon


Zwłoki. Topielcy. Zwyczajne trupy.

Nie przy niebiańskiej, a przy Wodnej Bramie,

przy bramie, gdzie święty Pieter nie stanie,

bo stoją tam diabły i belzebuby.


I spod tej bramy orszak wyruszył

– takie grudziądzkie kolędowanie –

a gdy pod domem ten orszak stanie

to już za późno by pływać się uczyć.


Zaś Wisła znowu inaczej się wije –

po raz kolejny mapy retuszuj!;

uwzględnij: teraz ku Czechom płynie!


Orszak wyruszył już poza miasto

i ciągnie za sobą tę swoją straszność:

zmierza wzdłuż Wisły ku miastu Otmuchów.


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Ponieważ kolega @Dziwen ubolewa, że symulacja mu się sypie i że w kawiarence nie jest już tak jak dawniej bywało , postanowiłem wyjść mu naprzeciw i jakoś mu tę symulację spróbować załatać. Chęci miałem dobre, wymyśliłem nawet – całkiem moim zdaniem zgrabny – ostatni wers, który później (nawet w prawie niezmienionym brzemieniu) użyłem w wersji ostatecznej poniższego wytworu. Droga do tego wytworu była jednak kręta i, przyznaję, zgubiłem się na niej. Nie osiągnąłem zamierzonego celu, bo wiersz miał być o czymś zupełnie innym, ale patrząc na ten wers, który miał wieńczyć zamierzony utwór, pomyślałem sobie że przywołany w nim mięsień może boleć również z innych powodów, nie tylko w wyniku zbyt obfitej defekacji, co miało być tego zamierzonego wiersza tematem przewodnim. No a skoro o mięśniu mowa, a mięśnie się przecież trenuje, to osiągnąłem cel inny niż zamierzony, ale moim zdaniem również zgrabny:


***


Po sobotnim treningu


Siłownie wieczorną porą pęcznieją –

chłopaki ostro żelazo grzeją!

Rzeźby się jeden z drugim spodziewa:

bicka, co będzie twardy jak heban.


Myśli, że będzie suczki wyrywał,

a tu kolega tylko podziwia

ciało błyszczące od potu, olei –

komplement rzuci, rady udzieli.


Uwaga, jaka by tam nie była,

zawsze mężczyźnie jest przecież miła.

A więc kolejny wieczór – sobota,

odwiedził kolegę, ten go omotał,


bo inne mięśnie trenować by wolał:

później przez tydzień zwieracz go bolał!


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

To było tak, że koleżanka @UmytaPacha wspomniała. Mnie się wtedy łza w oku zakręciła i też wspomniałem. I zatęskniłem. I tym tęsknym, załzawionym wzrokiem spojrzałem na nasze wspaniałe logo i wtedy zatęskniłem jeszcze bardziej. Więc napisałem:


***


Tęskny wiersz poety tęskniącego


W kawiarni nad kawą goście smutnieją,

bo on był jeden, a dziś jest zero;

i pustka z jego miejsca rozbrzmiewa,

bo stolik pusty – gdzież się podziewa


orator, który nas głosem swoim porywał

kiedy wytwory nasze nagrywał

i myśmy wtedy podwójnie się śmieli?

I znów podwójnie śmiać byśmy się chcieli.


Co go zabiło? Grypa czy kiła?

A może wąsa mu ogoliła

niewiasta, którą urokiem omotał?

I wstyd bez wąsa wyściubiać mu nosa?


Więc pytam: Kolego! Gdzie żeś ty polazł?

Zostało nam po nim logo Mongoła.


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Kosmonauci z wieży T-72


No i widzicie wstrętne ruskie dranie

czym się kończy na czołgu Z wpisywanie

literze tej grozi rychłe dronem moderowanie

a potem leć w górę wieżo na wybuchowym bananie*


(*no takim z Wormsów)

Nie mam dzisiaj czasu na to dranie

Niech spontaniczne będzie moje wpisywanie

Bawicie w kosmosu moderowanie

A nawet nie nadajecie się do tego aby latać na bananie.

Ach, ci Marsjanie, ironii wiadra nie

starczy, gdy celują na X wpisy w Anie.

Chyba chcą zostać wymoderowani, e?

Bo chyba wyłapać od razu bana nie?

Zaloguj się aby komentować

To miał być sonet, ale zaczął żyć swoim życiem, a żyć zaczął na temat, który nigdy mi się chyba nie znudzi, choć sonet miał być na ten sam temat:


***


O tym jak Jerzy trafił do stomatologa


Pachy zapachy Jerzego grzały,

ciała jamiste mu w członku twardniały

i Pacha mogła się nawet spodziewać,

że znowu mu się przyssać zachciewa.


Członek mu twardość osiągnął szkliwa,

które zębinę zębów pokrywa –

to porównanie pasuje jak ulał:

w członku, jak w zębie Jerzego: dziura.


A Pacha, zamiast przyjąć amory,

krzyczy: – Jerzy! Na ząb jesteś chory!

I Jerzy – biedny: cisnęła go żądza,

taką obronę ad hoc sporządzał:


– Ja, proszę mojej kochanej Pachy

łyknąłem już dzisiaj cztery Apapy

i – choć to rujnuje mój portfel –

to dokupiłem Ibuprom Forte.

A nim “lekoman” powiesz, obalę:

błękitnych tabletek nie trzeba mi wcale!


I Jerzy długo Pachę namawiał:

stękał i kwękał, przysięgi składał,

jęczał, marudził i nagabywał

aż w końcu Pacha tak się odzywa:

– Cholera! Jerzy! Boli mnie głowa!


Wtedy Ibuprom, co w kieszeni schował

wyjął i krzyknął Jerzy: – Tadam!

Na wszelkie bóle ja tutaj coś mam!


Cóż począć? Pacha, w wyniku zaszachowania

musiała się poddać próbie przyssania.

Jerzy z radością już zbliżał się do niej

gdy działań Apapu nastąpił koniec.


I wtedy Jerzy zaszachowany

do stomatologa został wysłany:

łyknąwszy tabletkę Ibupromu Forte

odwiedził dentystkę. Z dużym dekoltem.


***


#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Śnieg stopniał i słońce wyszło no to poszłem se na spacer, niedziela w końcu. I marzłem trochę, ale widziałem nadzieję. Na drzewach ją widziałem, a co widziałem to i zapisałem:


***


Pączki

czyli Żart wiosenny


Tak jak na ranek koguty pieją,

tak też i kiedy jaskółki szaleją

– więcej niż jedna, to przyznać trzeba –

i kiedy pączki puszczają drzewa…


No właśnie: pączki – jest co podziwiać!

Aura się w końcu stała życzliwa

i doczekaliśmy, jak żeśmy chcieli

wiosny! I czapki żeśmy już z głów ściągnęli…


A wiosna nam jednak psikus zrobiła:

miała być z nami, a tylko była

dni ledwie kilka – znów mróz i słota.

A pączki przecież na drzewach! – popatrz!


Wiosno! Ten żart twój jednak trochę zabolał!

Wracaj już do nas! Najwyższa pora.


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Ponieważ kolega @fonfi twierdzi, że lubi pisać podsumowania, no to ja tak, z sympatii głównie, zapragnąłem mu dostarczyć jeszcze więcej materiału żeby musiał jeszcze więcej w podsumowaniu napisać i w związku z tym zaznał jeszcze więcej przyjemności. A w związku z tym z kolei, że od jakiegoś czasu toczy się u nas w kawiarni mniej lub bardziej otwarty i mniej lub bardziej liryczny dyskurs na temat wieku w ogóle, a wieku zaawansowanego w szczególe, to postanowiłem wziąć na warsztat przyjemności, które w tym zaawansowanym wieku człowiekowi pozostają. Stary dowcip mówi, że z czterech przyjemności na „p” to zostało mi już tylko pierdzenie, ale ten dowcip oparty jest na fałszywym założeniu. Zgodnie z zasadami logiki, żeby obalić tezę wystarczy jeden dowód przeciw i ja taki dowód przeciw założeniu tego przytoczonego wcześniej dowcipu we wierszu dostarczam. Przychodzę bowiem z jeszcze jedną, piątą już przyjemnością na „p”, a dostępną ludziom w każdym wieku, choć z pewnymi jednak zalecanymi – jak w przypadku każdej chyba przyjemności – ograniczeniami:


***


Pączki


Słodziutkie. I jeszcze lukrem zwykle się kleją.

I marmoladą je czasem nadzieją.

Albo i różą się czasem nadziewa.

I dobrze! Bo z różą też mi się czasem zachciewa.


Nie lubi ich moja cukrowa krzywa,

a i dietetyk nagle przybywa

nad ramię, jak kreskówkowi anieli

i krzyczy wtedy: – Kalorie przelicz!


Ale cóż zrobić gdy cukierni bryła,

wzniesiona po to żeby kusiła

mą silną wolę zdolna podkopać?


I tak codziennie, diecie na opak,

gdy osłabiona ma silna wolna

myśli ulegam: – „Ale bym pojadł!”


***


#nasonety

#zafirewallem

@George_Stark z tym pierdzeniem to też trzeba uważać, bo mówi się, że na starość to nie można już ufać oczom, uszom i bąkom. A nadmienię tylko, że ja już na lewe ucho niedosłyszę, właśnie odbieram nowe okulary więc… te pączki to w samą porę! 😁

Zaloguj się aby komentować

Żeby zachęcić jeszcze pięć osób (no, może cztery, bo może i kolega @fonfi też coś napisze), to udowadniam, że tekst di proposta tej LXXI edycji zabawy #nasonety w kawiarni #zafirewallem jest bardzo przyjemny i pisze się do niego łatwo. Zaświadczam też, że pisze się do niego również przyjemnie:


***


Problem zardzewiałych zawiasów


Skrzyp – to zawiasy rdzewieją.

Konserwatorzy to pewnie oleją,

bo takie czasy – ja nie zalewam –

że każdy sobie robotę olewa.


A tu wystarczy byle oliwa

żeby się zawias przestał odzywać.

Żadnych wymyślnych nie trzeba olei –

daliby radę! Gdyby się wzięli.


Żeby oliwa na wierzchu była

czeka mnie z nimi rozmowa niemiła.

Sprawa jest śliska, więc niby ot tak

mówię: – Panowie! Czeka robota!


Odezwał się jeden, tłusty jak olej:

– Stachu, matole, no ja pi⁎⁎⁎⁎lę!

Weź i ten zawias idź i mu olej.


***


#nasonety

#zafirewallem

@KatieWee @moll jakże znamienne jest to, że poza panem @George_Stark tylko panie ten komentarz „polubiły”… 🙄

@fonfi A i ja mam w sobie jakiś tam pierwiastek żeński, Ty zresztą też. Kobiety, jak uczy nas biologia, mają chromosomy XX, mężczyźni XY. Może więc żona, przestając Ci przypominać założyła, że czas na to, żeby przypomniała Ci co pół roku Twoja żeńska strona biologii? Dziwne tylko, że jako ta Twoja żeńska część biologii w tym przypadku wystąpiłem ja.

Zaloguj się aby komentować

Ech – to moje ulubione słowo ostatnimi czasy, więc, dla własnej przyjemności, pozwolę sobie zacząć jeszcze raz:


Ech. Pogoda za oknem tak se. Niezachęcająca do wysiłku intelektualnego a nawet ten wysiłek intelektualny znacznie utrudniająca. Przynajmniej w moim przypadku. Nie lubię takiej pogody.


No ale: nie ma co narzekać, trzeba przeciwdziałać. Jakoś. No to w ramach tego przeciwdziałania pomyślałem, że włączę sobie coś wesołego. I włączyłem. Padło na parodie (bo lubię), więc włączyłem sobie Letni Chamski Podryw. Zacząłem od piosenki Polo (bo bardzo lubię), a później algorytm Youtube’a wybrał mi jeszcze kilka hitów tego zespołu, którego jeden z członków mieszkał w swojej i mojej młodości kilka bloków ode mnie i kiedyś, razem ze swoim kolegą (ale innym niż tym, z którym teraz nagrywa) skroił mnie z prawie pełnej paczki papierosów. To jednak, to moje chwalenie się swoimi dawnymi związkami z szołbiznesem, to tak na marginesie. A wracając do meritum, no to jeszcze później, po tych kilku hitach algorytm postanowił mi włączyć piękny utwór Człowiek (Złota ryba) w wykonaniu pana Marka Dyjaka. Nie mam pojęcia jakim sposobem algorytmowi Youtube’a udało się połączyć pana Dyjaka z Letnim Chamskim Podrywem, no ale jakoś mu się to udało. Tak samo jak nie mam też pojęcia jakim sposobem w mojej z kolei głowie Letni Chamski Podryw i pan Marek Dyjak zdołali się połączyć z moją obecną rangą na tym portalu i dodatkowo jeszcze z zasadami ustanowionymi w tej edycji naszego sonetowego konkursu przez kolegę @fonfi, no ale jakoś mi się to wszystko połączyło:


***


Człowiek (Gruba ryba)


Pioruny

dostawałem ja za wiersze

każdy z nich

w serwer zapisany jest


i czasami

dostawałem ich za dużo

trzeba było więc

może rzadziej pisać je?


Mam przy nicku

dopisaną grubą rybę

jeśli dasz pioruna

w końcu nią przestanę być.


Słuchaj Tomku

w sumie nie jest mi najgorzej

źle jest wtedy

kiedy trzeba prowadzić.


Gdy pisałem

nagradzali piorunami,

gdy czytałem

komentarze grzmocili


i mówili:

on jest chyba po⁎⁎⁎⁎ny,

on jest chyba po⁎⁎⁎⁎ny

żeby tyle aż tworzyć.


Mam przy nicku

dopisaną grubą rybę

jeśli dasz pioruna

w końcu nią przestanę być.


Słuchaj Tomku

w sumie nie jest mi najgorzej

źle jest wtedy

kiedy trzeba prowadzić.


Wiele razy

obawiałem się zwycięstwa

i niestety

przytrafiało to się mi;


wtedy w piątek

gdy edycję się kończyło:

podsumować –

ależ byłem wtedy zły.


Mam przy nicku

dopisaną grubą rybę

jeśli dasz pioruna

w końcu nią przestanę być.


***


#zafirewallem

Wiele razy

Dopadałem bramy kawiarenki

I @fonfiego

Mnie kusiły sonety


W głowie pustka,

Wszystkie pomysły dawno się skończyły

Puste wersy,

Pozostały tylko naczteryrymy

@pingWIN ja zazwyczaj mam pustkę w głowie jak zaczynam, a jak już zacznę to idzie i czasem w zupełnie innym kierunku niż przypuszczałem na początku. xd

Zaloguj się aby komentować

I tak to jest, moi Drodzy, że jak Organizator nie daje rymów jak jakiś idiota, to i wiersze same się pisać zdają:


***


Bywa

czyli Degradacja klasowa


W młodości często randkował z nadzieją:

tory układał, by życia koleją

dojechać mógł tam, gdzie się spodziewał;

gdzie jeść miał kawior i szampan rozlewać.


Być było dobrze: gdzie mógł być – bywał;

lecz bywać przestał, bo tak już bywa,

że czasem pociąg się wykolei:

to tory krzywe, to trakcję wycięli.


I rzeczywistość, co tak cieszyła

bywa, że nie jest, choć przecież była

cieplutka i miękka – jak futerko kota.


I teraz w brodę pluje: – Idiota!;

albowiem byt jego jest bytem prola.

A pewnie pobędzie jeszcze ze sto lat.


***


#nasonety

#zafirewallem

@George_Stark A co do rymów z poprzedniej edycji to pomimo, że trudne zadałeś to fajnie było się z nimi pomęczyć. Nie może być zawsze tak łatwo. Dla mnie się podobało.

Zaloguj się aby komentować

Antoni tonący


Dziwne doprawdy rzeczy się dzieją

kiedy gruczoły dokrewne szaleją

i ani się chłopiec nic nie spodziewa

a tutaj: szast-prast! – i już dojrzewa!


Już nie strażaków – dziewczęta podziwia;

i jedna z nich wtedy – dość urodziwa –

w głowie mu robi nie po kolei;

choć Antoniemu nie daje nadziei.


Ta miłość być mogła, ale nie była:

– O ty cholero! Obyś przytyła!

Oby spotkały cię same kłopoty! –

złorzeczył Antoni. – Antoni?! Co ty?!


Antoni złorzeczył, bo ból go bolał

i smutno skończyła się jego dola:

wybrał grudziądzki ze wszystkich końcy –

tak właśnie skończył Antoni tonący.


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Dobry wieczór!


Nikt już chyba nic więcej nie napisze, więc napiszę ja. Ale i ja napiszę niewiele, no bo wiele do napisania to nie ma.


Zrobimy sobie teraz takie dziwne odliczanie. W dół i nie po kolei, a może po kolei, ale wyrywkowo:


Siedemdziesiąt – no bo ten wpis to #podsumowanienasonety w LXX edycji zabawy #nasonety w kawiarni #zafirewallem . A rymowaliśmy w niej do fragmentu utworu Śmierć poety autorstwa pana Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego , patrona mojego gimnazjum, co przypomniało mi się już po zadaniu zadania.


Dwa – no bo tylu uczestników wzięło w tej edycji udział, co być może symbolizują te dwa iksy w liczbie LXX. Co miałoby symbolizować el? – pojęcia nie mam.


Dwa – no bo tyle wierszy zostało w tej edycji napisane. A były to:


Latający Grudziądzanin autorstwa kolegi @George_Stark oraz


piękna Przewrotność losu autorstwa kolegi @fonfi – pod wierszem nie pochwaliłem, no to tutaj pochwalę, bo chwalić jest za co, a już szczególnie to za wyrażenie „Zrobiłem z Ciebie wuja!", bo bardzo mi się to wyrażenie spodobało i skłoniło mnie do uśmiechu, a i do pewnych przemyśleń nawet.


Jeden – no bo tylu może być zwycięzców i już miałem nadzieję, że to ja nim zostanę drugi raz z rzędu, co w historii jeszcze nigdy się nie zdarzyło, więc byłbym pierwszym, któremu się to zdarzyło, no ale wobec takiego obrotu rzeczy, jakim się te rzeczy obróciły, no to zwycięzcą ogłaszam kolegę @fonfi !


Serdeczne gratulacje, z ulgą jednak!

@George_Stark Dziękuję. No nie mogłem Cię zostawić samego. Nawet te dzisiejsze czteryrymy to piją do mnie, bo skończyłem z sonetem (co nie jest sonetem) grubo po 2 w nocy - jak ta sowa. Bałem się zostawić do rana, żeby się nie okazało, że znowu będę zmuszony wrzucać po zamknięciu. Ale faktycznie ten układ rymów to ciężka sprawa była, żeby to się jakoś posklejało.


No i cieszę się, że Ci się "wuj" spodobał - w mediach mówią, że takie "wujowanie" to podobno teraz na czasie jest...

@fonfi


No nie mogłem Cię zostawić samego.


Mogłeś. Przecież nie ma zapisu w regulaminie, że nie mogłeś. A nawet jakby taki zapis w regulaminie był, no to co z tego? Niemniej dziękuję, że nie zostawiłeś.


skończyłem [...] grubo po 2 w nocy


Tym bardziej dziękuję. I nie wiem czy podziwiam, czy współczuję.


No i cieszę się, że Ci się "wuj" spodobał


No bo to jest tak nieoczywiście zgrabne sformułowanie, że wstyd byłoby się nim nie zachwycić i świetnie wplecione do tego trudnego, jak się okazało, utworu. Nie mówiąc już o moim odlocie w sprawie rozważania implikacji jakie niesie za sobą takie a nie inne zakomunikowanie tego faktu.

Zaloguj się aby komentować

Pan Michau nie był dobrym gospodarzem. Pasza w jego gospodarstwie była coraz bardziej niestrawna, zbiory z roku na rok coraz gorsze (głównie za sprawą podeptanego przez złośliwe elfy zboża), ziarno coraz trudniej było oddzielić od plew, a na dodatek ogrodzenie było tak dziurawe, że do folwarku bez problemu nocą dostawali się pijani imigranci z Rumunii, którzy wykrzykiwali obraźliwe hasła o jakiejś Monice i jej magicznej waginie, w której według ich relacji znikały różne przedmioty.


Pan Michau nie chciał swojego gospodarstwa opuścić, pomimo nawet protestów zwierząt zbierających się pod hasłem Folwark upaństwowić, a parobków wypierdolić, wobec czego dwa niesubordynowane barany o imionach Emil i Krzysztof postanowiły założyć własne gospodarstwo. W 24 godziny wznieśli budynki gospodarskie i postawili ogrodzenie. Budynki chwiały się przy najmniejszym wietrze, zdarzało się, że spadały z nich dachówki, ale wszystko jako tako trzymało się kupy. Ogrodzenie za to wydawało się dość szczelne, a przynajmniej nic nam nie wiadomo o jego naruszeniach, choć powodem braku tych naruszeń może być brak prób ich podejmowania, bo gospodarstwo knurów nie cieszyło się zbyt dużą popularnością.


Barany od czasu do czasu pojawiały się gospodarstwie pana Michaua. Nie przez dziury w płocie, wchodziły tam bramą, bo pan Michau nie zamknął przed nimi drogi powrotnej. Barany prowadziły więc działalność dywersyjną – namawiały zwierzęta w zagrodzie pana Michaua do przenosin obiecując im gruszki na wierzbie zamiast znanych im już mirabelek, których zresztą wcale nie było u pana Michaua tak dużo. Na koniec barany odśpiewywały Barkę i wynosiły się do siebie, a niektóre zwierzęta podążały za nimi.


Pewnego dnia pan Michau postanowił polepszyć byt zwierząt znajdujących się pod jego opieką. Odpicował swoje budynki za pomocą farby w sprayu, w miejsce dziur w ogrodzeniu poupychał kartony i ogłosił zwycięstwo przeprowadzonej przez siebie rewolucji. Pan Michau nie wziął jednak pod uwagę jednego czynnika (być może uznał go za nieistotny?), a czynnikiem tym były potrzeby jego zwierząt. Wtedy rozpoczął się eksodus.


W gospodarstwie Emila i Krzysztofa w wyniku imigracji nastąpił skokowy przyrost populacji. Żeby nad tym wszystkim zapanować, zwierzęta ustanowiły mające rządzić ich społecznością przykazania, a przykazania te brzmiały tak:

– wszystko, co nie ma jajek jest wrogiem;

– wszystko co nie jest wrogiem, jest przyjacielem;

– żadne zwierzę nie będzie dodawać wpisów politycznych bez odpowiedniego tagu;

– w ogóle żadne zwierzę nie będzie dodawać wpisów bez odpowiednich tagów;

– żadne zwierzę nie będzie kazać innemu zwierzęciu usunąć konta;

– wszystkie zwierzęta są równe.

Zwierzęta były dumne z ustanowionych przez siebie przykazań, a przykazania te były przechowywane w niezabezpieczonym pliku tekstowym Przykazania.txt, który, jak głosi legenda, niektóre zwierzęta od czasu do czasu nawet czytały, a czytały go po to, żeby przypomnieć sobie jego treść. Strażnikiem przykazań został wyznaczony bojowo nastawiona owca.


Życie towarzyskie na farmie kwitło. Zwierzęta spotykały się ze sobą i wspólnie spędzały czas. Tworzyły się grupy, które wiązały wzajemne zainteresowania: pojawiali się miłośnicy perfum, wiecznych piór, książek, filmów, gier komputerowych, a nawet poezji. Zwierzętom nigdy nie brakowało żywności dostarczanej im z okolic Lublina, ani świeżej bałtyckiej wody odsalanej w Gdańsku.


Z czasem zwierzęta zaczęły wybierać się poza folwark. Grupy spotykały się ze sobą w mniejszych podgrupkach, które łączyła głównie geografia, ale zdarzało się że również i zainteresowania. Tak na przykład spotkali się w Warszawie miłośnicy poezji, co zorganizowała owca, bo knur Jerzy, który po rocznym błąkaniu się po bezdrożach po opuszczeniu gospodarstwa pana Michaua postanowił osiąść w tej ziemi obiecanej, zorganizować takiego spotkania nie potrafił. Wtedy zaczęły się kłopoty. Po takich spotkaniach zwierzęta zaczęły znikać.


Pierwszym, który zniknął był mongolski słoń dyskotekowy, słoń niezwykły, ze skórą nie w kolorze szarym, jak u zwykłego słonia, ale ze skórą lustrzaną, podzieloną w dodatku na segmenty, jak skóra pancernika tak, że przypominałby kulę dyskotekową, gdyby tylko nie te jego rude wąsy. Później, po kolejnym spotkaniu zniknął ostatni i jedyny na świecie czosnkowy smok. Zwierzęta poczuły się zaniepokojone, a były zaniepokojone bym bardziej, że przypomniało im się jeszcze wcześniejsze zniknięcie pewnego łosia o zbyt dużym popędzie. Niepokoje wiązały się też z pewną ptaszyną, która co jakiś czas odlatywała, ale później na szczęście wracała – być może nie leciała do Aryki wyłącznie na zimę, ale zawsze wtedy, kiedy robiło jej się zimno?


Ze względu na kurczącą się populację farmy robiło się na niej coraz mniej wesoło, więc pewnego dnia zaniepokojony pająk przyszedł do owcy i zapytał:

– Owca, coś niedobrego się dzieje. Zwierzęta nam z farmy uciekają. Może coś jest nie tak z naszymi przykazaniami?

– Nie z przykazaniami wszystko jest w porządku – odpowiedział owca. – Sam możesz sprawdzić, jeśli chcesz.


I pająk otworzył plik Przykazania.txt, a wszystkim jego dwunastu oczom ukazało się tylko jedno zdanie:


WSZYSTKIE ZWIERZĘTA SĄ RÓWNE, ALE OWCE SĄ RÓWNIEJSZE.


***


#naopowiesci

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować