Zdjęcie w tle

Dziwen

GURU
  • 924wpisów
  • 8290komentarzy

Tak naprawdę to jeste Samiec DROZDA

618 + 1 = 619


Tytuł: Superman

Rok produkcji: 2025

Kategoria: Superbohaterski / Akcja / Sci-Fi

Reżyseria: James Gunn

Czas trwania: 2h 9min

Ocena: 8/10


TLDR:

PLUSY:

- Superman i jego motywacja

- Lex Luthor

- "Ludzkość" niektórych postaci i scen

- Całkiem dobre i dynamiczne sceny akcji

MINUSY:

- Przerysowane złole

- Sceny na bliskim wschodzie wydawały się naiwne

- Narzędziowe traktowanie postaci pobocznych

- Nietrzymanie się zasady "Pokaż, nie mów" ("Show, don't tell")


Bierzcie poprawkę na to, że ja się na komiksach wychowałem, dlatego pewne rzeczy były dla mnie ważniejsze w ocenie, niż pewnie dla typowej osoby idącej do kina na ten film. 


Chciałbym przede wszystkim zaznaczyć, że od strony samego pomysłu na fabułę, ten film jest naprawdę bardzo dobry. Wydał mi się dużo lepszy niż Człowiek ze Stali, bo poniekąd odwraca to, co było założeniem tamtej produkcji. Superman Cavilla w wizji reżysera miał uosabiać postać boga wśród ludzi - przejść przez próbę i zdecydować, czy ludzkość w ogóle zasługuje na to, by jej pomagał i by się jej podporządkował. Dlatego sporo scen ma charakter metaforyczny i zawiera świadome nawiązania do chrześcijaństwa - w tle pojawiają się krzyże czy witraże z Jezusem, a sama historia prowadzi bohatera przez śmierć i powrót do życia. Tamten Superman był zaszczuty, wychowywany jako odszczepieniec, którego rodzice zachęcali, by ukrywał swoje prawdziwe oblicze, nawet jeśli mogło to oznaczać tragedię dla innych. Był to celowy zabieg reżysera. Snydera fascynuje religia jako forma opowiadania o władzy, poświęceniu i przeznaczeniu. Właśnie dlatego większość jego filmów ma podobną, patetyczną formę. Niezależnie od tego, czy komuś to odpowiada, jego filmy mają w sobie jakiś magnetyzm, postacie poboczne zazwyczaj nie są płaskie ani naiwne, a całość tonie w gęstym filozoficznym sosie. Mnie to odpowiada, ale mam wrażenie, że to, co chciał tam przedstawić nie pasuje do Supermana i trudno się dziwić, że otrzymał sporo hejtu za swoje decyzje, bo w niektórych przypadkach celowo "wywracał stolik", by pokazać, że nawet boga da się zmusić do złamania własnych zasad - chodzi o tę scenę z zabiciem Zoda, bo jak przyznał, wiedział, że to nie pasuje do Supermana, ale chciał go zmusić do takiej decyzji fabularnie.


I tu na scenę spada pobity Superman Jamesa Gunna, który wygląda zupełnie inaczej. To nie jest bóg wśród ludzi, ale bohater pełen wad, kierujący się sercem i prostym pragnieniem pomagania innym. Nie kalkuluje, jak zostanie odebrany - jego celem jest ratowanie życia. Bo tak naprawdę, kto z nas, mając takie moce, nie pomyślałby o zakończeniu konfliktów zbrojnych? Czy w takiej sytuacji pytalibyśmy o zgodę prezydenta, jeśli widzielibyśmy, że to nasi sojusznicy są agresorami i zabijają niewinnych? Ten Superman nie pyta - po prostu działa, bo wie, że życie ludzkie jest najważniejsze. I to jest absolutnie najciekawsze: kiedy inni herosi często mają gdzieś potencjalne ofiary starć w środku miasta, on skupia się właśnie na ich ocaleniu, nawet kosztem starcia z głównym przeciwnikiem. Wie, że poza nim nikt inny tego nie zrobi. Dzięki temu całość wydaje się dużo bardziej ludzka i na dobrą sprawę przywraca znaczenie symbolowi "S" na jego piersi - nadziei i trosce o zwykłych ludzi.


Świetnie zagrały też sceny z jego rodzicami. Zamiast wyidealizowanej filmowej pary, która wygląda jak z pocztówki i mówi wyważonym językiem, dostajemy zwykłych, sympatycznych staruszków. Nie są perfekcyjni, nie wyglądają idealnie - ale przez to są prawdziwi. Ich kilka krótkich scen zrobiło na mnie dużo większe wrażenie niż cały wątek rodziców w filmach Snydera. Były autentyczne i zwyczajnie ludzkie. Nawet Lex Luthor wydawał się przekonujący w tym, jak został zagrany, choć pewne sceny powodowały, że krindżmeter szedł ponad skalę. 


To, co bardzo mocno obniża loty tego filmu, to dla mnie jedna z największych zbrodni, jakie mogą popełnić twórcy - stworzenie postaci sztucznych, które dla dobra fabuły zachowują się wbrew swojemu charakterowi. Poza Supermanem, Lois Lane i może Luthorem, większość bohaterów sprawia wrażenie narzędzi fabularnych, a nie prawdziwych ludzi i nie mam tu na myśli tych, które są totalnie przerysowane, aż do poziomu karykatury, bo takie też tu są, choć mają bardzo małą rolę.


W dobrze skonstruowanej historii najpierw tworzy się postać - jej charakter, motywację, sposób myślenia - a potem wrzuca się ją w fabułę i sprawdza, jak zareaguje. Jeśli coś musi się wydarzyć, to zadaniem scenarzysty jest tak poprowadzić historię, by reakcja była naturalna, a jednocześnie popychała akcję do przodu. Tutaj takich nienaturalności jest niestety mnóstwo. Zaczyna się od prostych scen, w których ktoś powtarza informacje, które widz już zna, poprzez momenty, które w realnym świecie nigdy by nie miały miejsca, aż po coś, co nazywam "tekstem z d⁎⁎y", czyli dialog pojawiający się bez żadnej podstawy. Przykład? Postać z tłumu mówi nagle: "To nie może być prawda..." jeszcze zanim zobaczymy kluczowy wywiad, który dopiero miał to uzasadnić. Innym klasycznym przypadkiem są sceny, w których ktoś tłumaczy Supermanowi coś, co on już dawno wie - tylko po to, żeby publiczność też miała podane na tacy informacje. Zamiast pokazać wydarzenie albo zbudować scenę naturalnie, postacie recytują ekspozycję, jakby bohater zapomniał o własnym życiu.


Na minus muszę jeszcze zaliczyć sceny na Bliskim Wschodzie, rozgrywające się między dwoma fikcyjnymi państwami, które dość bezpośrednio przypominają pewien realny konflikt. Sama idea nie jest zła, ale sposób, w jaki to zostało przedstawione, sprawił, że autentycznie się krzywiłem. Nie chodzi o sam pomysł, tylko o wykonanie. Gdyby ktoś wyciął te fragmenty i powiedział, że to pochodzi z taniego serialu od CW, spokojnie bym uwierzył. To było dziecinne wyobrażenie konfliktu, pokazanego na tak małą skalę, że trudno uwierzyć, iż ktoś uznał to za dobry pomysł w filmie o takim budżecie. Wielki konflikt, a wszystko rozgrywa się na przestrzeni odpowiadającej maksymalnie trzem boiskom piłkarskim. 


Mógłbym pewnie pisać dalej, ale tu i tak nikt nie doczyta. A no i Guy Gardner został zagrany idealnie. Odpychający typ, zupełnie, jak w komiksach. Big fan. xD

---------------

#filmmeter #ogladajzhejto #filmy #superman #komiksy #dccomics #dziwenoglada

b9c87c73-5b46-43f4-96ac-24373403dab4

Zaloguj się aby komentować

Stworzyłem właśnie nieoficjalnie-oficjalny Kanał EKSPERTÓW Z HEJTO na Discordzie i chciałbym zaprosić tych z was, którzy chcieliby razem z nami oglądać mecze lub dzielić się czymkolwiek związanym z - na ten moment - piłką nożną, fantasy - głównie ekstraklasą. Opcja na inne ligi też jest, zwyczajnie na hejto nikt chyba nie prowadzi Fantasy Premier League i innych. Główna pompka jest na ekstraklasę i to ona tam będzie dominować, więc się nie zdziwcie. Nie tylko sama liga, ale puchary i PP też. Poza tym mecze Barcy i MU, LM, wszystko, co może grzać, choć ja sam skupiam się tylko na klubach naszej ligi. Od innych macie @bojowonastawionaowca i @ErwinoRommelo .


Zdarzą się też inne sporty, jak tenis, koszykówka, dart, czy cokolwiek uznacie za ciekawe.


No i wiadomo, kto by chciał przegapić nasze profesjonalne porady w kwestii transferów w Fantasy? Takie jak na obrazku so rzadkie. xD


Trochę eksperyment, ale zobaczymy, jak wyjdzie. No i muszę was ostrzec, że jesteśmy dość porąbani. Z pewnością tam będzie mało normalności. Poznacie już po emotkach. xD


LINK NIŻEJ JEST WAŻNY PRZEZ 7 DNI jak nie będzie dostępny, to napiszcie do mnie na PW lub w komentarzu, to wyślę nowy. Zapraszam serdecznie. xD

https://discord.gg/7sHfXCHA

-------------

#pilkanozna #sport #ekstraklasa #fantasyekstraklasa #samogeste

Ciekawe, czy chociaż jedna osoba dołączy. xD

0509a075-2bbb-458b-815e-49325bfefbfe

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

SŁOWA ŚWIATŁOŚCI

Brandon Sanderson

seria ARCHIWUM BURZOWEGO ŚWIATŁA


Zastanawiałem się w sumie tak długo nad tym wpisem, że aż skończyłem po drodze Tancerkę Krawędzi i jestem w jakichś 10% Dawcy Przysięgi [liczę oba tomy razem]. No bo jak napisać o książce, która jest kontynuacją serii tak, by nie zalać was spoilerami i dać opcję na czyste podejście, przy jednoczesnym wyrażeniu swojego zdania? Spróbuję. Nie będzie tu żadnych spoilerów, obiecuję, choć zdradzę odrobinkę na temat Tancerki Krawędzi na samym dole w odpowiednio oznaczonym miejscu. W poprzedniej recenzji napisałem trochę więcej o tematyce Archiwum i tu jest utrzymana. Twarde fantasy, trochę średniowieczne z niekonwencjonalną magią i zagrożeniem, które może zniszczyć ludzkość.


SŁOWA ŚWIATŁOŚĆI

Dość długo przyszło mi się zastanawiać, co dokładnie sprawia, że przez te "cegły" płynę jak ciągnięty rzecznym prądem, a sporo mniejsze książki, nie mniej uznanych autorów powodują, że zamiast czytać/słuchać, lecę gdzieś myślami po chwili i zaczynam się gubić? Chciałem dać sobie chwilkę. Przerwać serię czymś mniejszym, innym, ale okazało się, że to nie takie proste. No i mam swoją odpowiedź czemu Archiwum jest takie burzowo świetne. Przez opisy. Te książki, a raczej Brandon ma to do siebie, że nie jest wylewny w tym, jak opisuje detale tego świata. Jedną z największych bolączek mojego dzieciństwa były lektury, które zamiast historii, oferowały niekończące się opisy izb, krajobrazów, czy samych bohaterów. Próby przebrnięcia przez takie pozycje kończyły się często frustracją, bo takie sekcje musiałem czytać po kilka razy, by je sobie w ogóle wyobrazić, a nawet jak to robiłem, to pojawiało się jedno, ważne pytanie: "Po co?". No i to jest coś, co moim zdaniem odróżnia książki Sandersona, a przynajmniej te, które przeczytałem. On opisuje tylko to, co jest naprawdę ważne. Gdy jakaś scena nie wymaga opisu ubrania rywali lub pomieszczenia w którym się toczy, on tego nie robi. Sporo miejsc i rzeczy tak naprawdę odkrywamy dopiero po czasie, z urywków opisów i w taki sposób nawet nie trzeba się nad nimi mocno zastanawiać, bo one po prostu stają się z czasem łatwe do zapamiętania. Słowa Światłości mają ponad 1200 stron lub 51h audiobooka i wiesz ile z tego bym wyciął? Maksymalnie 30-40 stron, czy jakąś godzinkę audio. Bo tu liczy się historia, droga jaką przebywa się z książką i dialogi, które wszystko kształtują. To jest coś, czego nie doceniałem w Czerwonym Świcie [inna niesamowita seria] i coś, co pokochałem w Archiwum. 


Dodatkowo Brandon wraz z kolejnymi książkami moim zdaniem zmienia coraz bardziej styl na taki, który staje się coraz płynniejszy. Jednym z większych krytycyzmów, jakie miałem po ukończeniu Drogi Królów, był fakt skakania po historiach opisywanych z punktu widzenia różnych bohaterów zbyt często, zostawiając czytelnika w zawieszeniu, po prostu zwalniając akcję i powodując lekką frustrację. W Słowach Światłości Brandon się trochę opanował i to zaczęło działać, a Dawca Przysięgi w ogóle już się nie boi długich segmentów o jednej postaci, dlatego mam wrażenie, że mimo podobnej objętości, ukończę go nawet szybciej, niż DK i SŚ. Podejrzewam, że to trochę kwestia tego ile osób miał do pomocy w sztabie, bo ten z każdym Tomem rozrasta się o masę nowych pomocników i doradców. 


To co dodatkowo wyróżnia te książki, od tych typowych - a przynajmniej takich, jakie zaliczyłem w przeszłości, to fakt, że nawet postaci poboczne mają osobowość i styl. Od Drogi Królów utrzymany jest trend do tego, by nawet bez dodatku w postaci "powiedział cicho IMIĘ" wiedzieć, kto to mówił. Trochę przesadzam, ale w 90% przypadków można to poznać po samym stylu napisania tych postaci. Każda ma coś, co sprawia, że są częścią świata, że nie są tylko narzędziami fabularnymi lub wydmuszkami o jednej osobowości w wielu ciałach. To jest świeże dla mnie. 


Dodatkowo motywacja postaci i ich zachowanie w zasadzie w ogóle nie zalatuje tym, że są traktowane, jako wspomniane narzędzia. Dam ci przykład, bo nie wiem czy to umiem dobrze opisać inaczej. Mamy główną postać, która musi coś zrozumieć, przemyśleć. Dlatego autor typowych książek wykorzystuje jakąś postać drugiego planu i zadaje odpowiednie pytania, które trochę zalatują sztucznością i w taki sposób osiągamy efekt. W tej serii do tej pory nie ma takich rzeczy -poza Tancerką Krawędzi, o której wspomnę za chwilkę. Tak, jak w Czerwonym Świcie, tu każda postać ma swoją logikę, ma swój rozum i nie służy jako wytrych dla scen, a raczej jako część świata, której autor nie nadużywa. Nie ma wychodzenia poza rolę tylko po to, by ułatwić sobie dotarcie do pewnych założeń autora.


Cała reszta sprowadza się w zasadzie tylko do tego, czy lubimy pewne postaci, czy też ich nie lubimy. Z pewnością trudniej będzie przetrwać pewne rozdziały, gdy trafimy na znienawidzoną osobę. Sam tak naprawdę miałem duży problem tylko z jedną postacią, ale pod koniec okazała się całkiem znośna [tak, znowu pocisk w Tancerkę Krawędzi]. 


Moim zdaniem Droga Królów i Słowa Światłości stanowią wspaniałą pierwszą fazę tego uniwersum i jestem przekonany, że jak ktoś boi się takiej inwestycji czasowej we wszystkie 5 tomów, to ukończenie nawet tylko 2 jest jak najbardziej akceptowalne, głównie dlatego, że zakończenie SŚ jest trochę bardziej otwarte. Droga Królów woła o kontynuowanie lektury, a Słowa Światłości dla mnie po części dają wybór. Masz już wiedzę o X, Y, Z, chcesz kontynuować? No i nawet przy odmowie uważam, że czasu nie zmarnujesz. Trochę jak przerwać The Last of Us po pierwszym sezonie. Wiadomo, że walka trwa, ale pewną część historii masz już odklepaną i nawet jak nie znasz pełnego zakończenia, to masz wystarczająco dużo, by się tym cieszyć. 


No i tak... Nie jestem w stanie krytykować tej serii. Może za zbyt duże skupienie na postaciach, które akurat nie są moimi faworytami, ale to rzecz w 200% subiektywna. Jestem przekonany, że inni polubią tych, których ja nie darzę szczególną sympatią. 


10/10 drużyn mostowych. Polecam chyba nawet bardziej, niż Czerwony Świt. 


------------------

TU BĘDZIE O TANCERCE KRAWĘDZI 

Przede wszystkim zacznijmy od tego, że lektura tej książki jest niezbędna dla zrozumienia wydarzeń i postaci w przyszłości. Jeżeli nie chcesz mieć dysonansu, będziesz musiał się za nią zabrać, mimo że moim zdaniem jest tak nudna, że miejscami miałem ochotę zasnąć. Odlatywałem myślami dość często, a jedną z większych zbrodni [choć to takie moje personalne tetate], jest fakt, że interludium Tancerki w Słowach Światłości jest 1:1 powtórzone w jej dedykowanej książce i stanowi 20% jej objętości. Jak przeczytasz tę historię w SŚ, to potem i tak będziesz musiał to zaliczyć w TK, bo jestem pewny, że założysz sobie, że nie wszystko pamiętasz na tyle dobrze po jakichś 500 stronach głównej książki, by nie zgubić się w historii Zwinki. Zbrodnia nr 2, to niegrający dualizm tej postaci. Co w przypadku, gdy autor chce stworzyć postać małego dziecka, które z jednej strony zachowuje się jak małe dziecko i ma głupiutkie pomysły, ale w określonych momentach, gdy do sceny wymagana jest "dorosła logika", ona ją dostaje? Mnie to wybijało z immersji. To jest ten element o którym wspomniałem wyżej, że postać staje się narzędziem i tym miejscami była Zwinka. Narzędziem fabularnym. 


Ostatnie rozdziały sporo rekompensują i mocno rozszerzają lore tego świata, a główna bohaterka przestaje być irytująca. Przynajmniej na chwilkę. U mnie naciągane 6/10 i to głównie przez porządne zakończenie. 

------------------

#dziwensieodchamia < tu takie tetate so

#archiwumburzowegoswiatla #brandonsanderson #ksiazki

Pora piękna na dodanie, ale obiecałem sobie, że to wreszcie zrobię, nawet jak ma polecieć w niebyt. xD

50b2a4eb-c274-4b82-93f1-adf075447e45
b047cdb5-3f0f-4cb4-814a-eed552ed8f2e

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

A tak poważniej odpowiadając na pytanie. Próbowałem zagłębiać się w różne odpowiedzi i niestety nie mogę się od tak zmusić lub przekonać do którejś typu religia. Nie chcę w sumie wchodzić zbytnio w kwestia religijne teraz. Ja nie odczuwam dyskomfortu związanego z tym, że wydaje mi się, że po śmierci zupełnie nic nie ma, pustka, nicość, drop database i tyle. Jest to swego rodzaju odpowiedź na pytanie. Staram się żyć w zgodzie ze sobą i być w miarę dobrym człowiekiem, więc wierzę jedynie w to, że jeśli faktycznie istnieje jakikolwiek pozaziemski byt to jednak na zasadzie sprawiedliwości, której nie ma na tym świecie, a może tam jest, to jednak trafię do tego "lepszego miejsca". A jeśli nic nie będzie, cóż, żyję z tą świadomością i jest mi z nią dobrze. Niektóre chwile sprawiają, że po prostu chcę żyć i życie mimo swoich wad jest piękne bez względu na to co nas czeka po śmierci.

bef369fe-1a66-488c-8717-d27d5ab04461

Uważam, że jest dokładnie tak jak jest to opisane na obrazku i oczywiście mogę się mylić. Jednakże jest to chyba najbardziej niezależna rzecz ze wszystkich rzeczy niezależnych ode mnie, że jest mi z tego powodu tak wszystko jedno jak to tylko możliwe. ¯\_(ツ)_/¯

Zaloguj się aby komentować

@entropy_ Czy nie uważasz, że klasyfikowanie planet na lepsze i gorsze przypomina najmroczniejsze czasy ludzkości?


STOP NIENAWIŚCI, SEGREGACJI I PODZIAŁOM!!!

Zaloguj się aby komentować

A taki tam rysunek, żeby rozsierdzić @entropy_ . W sumie tylko po to powstał. Mam nadzieję, że poprawi mu to humor od rana. xD

--------

#perypetiedziwena #rysujemyszka

#heheszki #astronomia #pluton

79867878-0979-4775-92f9-5e797079829f

Zaloguj się aby komentować

Efekt głupawki, choć u mnie to norma. Zwłaszcza jak @ErwinoRommelo tworzy kontent pod ciekawy tekst, często nieświadomie. xD

To coś powstało na podstawie tego tekstu pod wpisem @cebulaZrosolu . xD

---------

Nic nie poradzę. HH bez chamstwa nie jest wcale taki zły dla mnie. xD

#sunoai #perypetiedziwena #rapsyerwinkaidziwena < xd

#pulawy

---------

Eee, o tu,

Tylko Puławy,

Moje miasto AZOTU.


Idę przez ulice, które pamiętają więcej niż ja.

Bloki stoją jak świadkowie - leci wolno czas,

Patrzymy w niebo, jakby tam miał być ratunek,

a świecą tylko lampy sodowe, zamiast gwiazd.


Każdy niesie coś w plecaku -

nie książki, a ciężar, co łamie plecy.

Śmiech nie jest radością, tylko maską,

co pozwala oddychać w powietrzu stojącym od lat.


Poszedłem z małym dresiarzem na rewir,

jego oczy mówiły: zysk i strata - życie to handel.

Zaczęło pizgać złem, jak w kieleckim,

Tak łatwo udawać, że to wszystko normalne.


Humor? Gituwa - zawsze gituwa,

bo inaczej nie da się tu przetrwać.

Śmiejemy się, zajadamy smutki,

żeby nie słyszeć w głowie, że nic nie ma sensu.


Teraz zakładam żółtą kamizelę, widzę - świat jest mój.

O tak, już tak - chcę być właśnie tu.


Szczypiorek, szczypiorek tak na mnie wołają,

Ludzie spoza mego miasta, ech oni pewnie rację mają.

Puławy, Puławy i tak już pozostanie,

Najlepsze mleko tu z cycków jest od MAME.


Czy tego chcesz, czy nie - lecisz na fali,

AZOTU syp syto aż liście podpali.

Pierwsze me słowa - serio, nic fejkowego,

TATE nauczył - „POMIJAJ BORIEGO!”.


Stoję przy Wiśle - tu wszystko zostaje,

hej, tylko ziemia pod stopami pamięta,

że gnijemy szybciej niż powinniśmy, 

łatani na szybko - przetarty materiał.


Miasto nie śpi, ale też się nie budzi.

To sen, w którym każdy powtarza rolę.

Życie jak spektakl bez publiczności, bez ludzi,

a graffiti na murach krzyczy ulicy prawdę.


A jednak zostajemy tu. Zawsze.

Może z przyzwyczajenia, może z nadziei.

Puławy - ciężar i korzeń jednocześnie.

Nie pozwalają odlecieć, nie pozwalają się zgubić.


Może w stagnacji kryje się sens,

może w betonie i zielone zakwitnie.

Może złudzenie - a jednak tu trwam.

Bo ta ziemia trzyma mnie mocniej niż sprej farbę na płótnie.


I znowu zakładam żółtą kamizelę, widzę - świat jest mój.

O tak, już tak - chcę być właśnie tu.


Szczypiorek, szczypiorek tak na mnie wołają,

Ludzie spoza mego miasta, ech oni pewnie rację mają.

Puławy, Puławy i tak już pozostanie,

Najlepsze mleko tu z cycków jest od MAME.


Czy tego chcesz, czy nie - lecisz na fali,

AZOTU syp syto aż liście podpali.

Pierwsze me słowa - serio, nic fejkowego,

TATE nauczył - „POMIJAJ BORIEGO!”.


Czasem czuję, że świat dawno utonął.

Zostaliśmy na dnie, w zielonej poświacie.

Śmiejemy się, pijemy, kochamy -

ale wszystko dzieje się pod wodą.


I tylko refren wraca jak mantra,

jakby ktoś próbował nas obudzić,

a my dalej śnimy.


Szczypiorek, szczypiorek tak na mnie wołają,

Ludzie spoza mego miasta, ech oni pewnie rację mają.

Puławy, Puławy i tak już pozostanie,

Najlepsze mleko tu z cycków jest od MAME.


Czy tego chcesz, czy nie - lecisz na fali,

AZOTU syp syto aż liście podpali.

Pierwsze me słowa - serio, nic fejkowego,

TATE nauczył - „POMIJAJ BORIEGO!”.


A jednak w tym wszystkim jest coś, co trzyma.

Może ból, może pamięć,

może nadzieja, że nawet na dnie,

można znaleźć kawałek nieba,

cebulę z rosołu...

Zaloguj się aby komentować

@Dziwen @bojowonastawionaowca Ja strony do przeczytania po prostu zapisuję jako zakładkę w dedykowanym folderze w przeglądarce. Ale ja chyba jestem jakiś dziwny

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Mem oparty na faktach. Historia tak prawdziwa, jak tajska królewska para pilotująca Boeinga 737. XD

-----

Innymi słowy kolejne #perypetiedziwena , które mają was zachęcić do tworzenia ambitnej treści ku uciesze parzystokopytnych. XD

-----

#perypetiedziwena #czerstwyhumor #heheszki #hejtomeme i #czarnolistodziwen xD

72410c6b-5d1c-46d1-9f98-90e53aa42620

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Trochę #perypetiemanata , trochę #perypetiedziwena , bo trochę dorysowane, a trochę też #czerstwyhumor bo tak. No i #hejtomeme i #heheszki . Z dedykacją dla @Rozpierpapierduchacz . Mam nadzieję, że mydełko nie upadało często. XD

bb346832-1997-4c41-900b-ebb6d912f303

@Dziwen jakieś takie liche te pióro. Zmarniało chyba w pace od braku atramentu @Rozpierpapierduchacz - grypsowałeś?

Zaloguj się aby komentować

@Dziwen już wiem co mi nie pasowało. "Stara szkoła' amerykańskich rysowników superbohaterów zawsze dawała "majtki" na wierzchu w kostiumie xD

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować