Za rogale już nawet #naczteryrymy wygrywa xD
temat: bunt dwulatka
rymy: ręczniczek - słucha - głucha - stoliczek
Życzę miłej zabawy i udanego wieczoru!
#zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna
Za rogale już nawet #naczteryrymy wygrywa xD
temat: bunt dwulatka
rymy: ręczniczek - słucha - głucha - stoliczek
Życzę miłej zabawy i udanego wieczoru!
#zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna
Zaloguj się aby komentować
Pan Michau nie był dobrym gospodarzem. Pasza w jego gospodarstwie była coraz bardziej niestrawna, zbiory z roku na rok coraz gorsze (głównie za sprawą podeptanego przez złośliwe elfy zboża), ziarno coraz trudniej było oddzielić od plew, a na dodatek ogrodzenie było tak dziurawe, że do folwarku bez problemu nocą dostawali się pijani imigranci z Rumunii, którzy wykrzykiwali obraźliwe hasła o jakiejś Monice i jej magicznej waginie, w której według ich relacji znikały różne przedmioty.
Pan Michau nie chciał swojego gospodarstwa opuścić, pomimo nawet protestów zwierząt zbierających się pod hasłem Folwark upaństwowić, a parobków wypierdolić, wobec czego dwa niesubordynowane barany o imionach Emil i Krzysztof postanowiły założyć własne gospodarstwo. W 24 godziny wznieśli budynki gospodarskie i postawili ogrodzenie. Budynki chwiały się przy najmniejszym wietrze, zdarzało się, że spadały z nich dachówki, ale wszystko jako tako trzymało się kupy. Ogrodzenie za to wydawało się dość szczelne, a przynajmniej nic nam nie wiadomo o jego naruszeniach, choć powodem braku tych naruszeń może być brak prób ich podejmowania, bo gospodarstwo knurów nie cieszyło się zbyt dużą popularnością.
Barany od czasu do czasu pojawiały się gospodarstwie pana Michaua. Nie przez dziury w płocie, wchodziły tam bramą, bo pan Michau nie zamknął przed nimi drogi powrotnej. Barany prowadziły więc działalność dywersyjną – namawiały zwierzęta w zagrodzie pana Michaua do przenosin obiecując im gruszki na wierzbie zamiast znanych im już mirabelek, których zresztą wcale nie było u pana Michaua tak dużo. Na koniec barany odśpiewywały Barkę i wynosiły się do siebie, a niektóre zwierzęta podążały za nimi.
Pewnego dnia pan Michau postanowił polepszyć byt zwierząt znajdujących się pod jego opieką. Odpicował swoje budynki za pomocą farby w sprayu, w miejsce dziur w ogrodzeniu poupychał kartony i ogłosił zwycięstwo przeprowadzonej przez siebie rewolucji. Pan Michau nie wziął jednak pod uwagę jednego czynnika (być może uznał go za nieistotny?), a czynnikiem tym były potrzeby jego zwierząt. Wtedy rozpoczął się eksodus.
W gospodarstwie Emila i Krzysztofa w wyniku imigracji nastąpił skokowy przyrost populacji. Żeby nad tym wszystkim zapanować, zwierzęta ustanowiły mające rządzić ich społecznością przykazania, a przykazania te brzmiały tak:
– wszystko, co nie ma jajek jest wrogiem;
– wszystko co nie jest wrogiem, jest przyjacielem;
– żadne zwierzę nie będzie dodawać wpisów politycznych bez odpowiedniego tagu;
– w ogóle żadne zwierzę nie będzie dodawać wpisów bez odpowiednich tagów;
– żadne zwierzę nie będzie kazać innemu zwierzęciu usunąć konta;
– wszystkie zwierzęta są równe.
Zwierzęta były dumne z ustanowionych przez siebie przykazań, a przykazania te były przechowywane w niezabezpieczonym pliku tekstowym Przykazania.txt, który, jak głosi legenda, niektóre zwierzęta od czasu do czasu nawet czytały, a czytały go po to, żeby przypomnieć sobie jego treść. Strażnikiem przykazań został wyznaczony bojowo nastawiona owca.
Życie towarzyskie na farmie kwitło. Zwierzęta spotykały się ze sobą i wspólnie spędzały czas. Tworzyły się grupy, które wiązały wzajemne zainteresowania: pojawiali się miłośnicy perfum, wiecznych piór, książek, filmów, gier komputerowych, a nawet poezji. Zwierzętom nigdy nie brakowało żywności dostarczanej im z okolic Lublina, ani świeżej bałtyckiej wody odsalanej w Gdańsku.
Z czasem zwierzęta zaczęły wybierać się poza folwark. Grupy spotykały się ze sobą w mniejszych podgrupkach, które łączyła głównie geografia, ale zdarzało się że również i zainteresowania. Tak na przykład spotkali się w Warszawie miłośnicy poezji, co zorganizowała owca, bo knur Jerzy, który po rocznym błąkaniu się po bezdrożach po opuszczeniu gospodarstwa pana Michaua postanowił osiąść w tej ziemi obiecanej, zorganizować takiego spotkania nie potrafił. Wtedy zaczęły się kłopoty. Po takich spotkaniach zwierzęta zaczęły znikać.
Pierwszym, który zniknął był mongolski słoń dyskotekowy, słoń niezwykły, ze skórą nie w kolorze szarym, jak u zwykłego słonia, ale ze skórą lustrzaną, podzieloną w dodatku na segmenty, jak skóra pancernika tak, że przypominałby kulę dyskotekową, gdyby tylko nie te jego rude wąsy. Później, po kolejnym spotkaniu zniknął ostatni i jedyny na świecie czosnkowy smok. Zwierzęta poczuły się zaniepokojone, a były zaniepokojone bym bardziej, że przypomniało im się jeszcze wcześniejsze zniknięcie pewnego łosia o zbyt dużym popędzie. Niepokoje wiązały się też z pewną ptaszyną, która co jakiś czas odlatywała, ale później na szczęście wracała – być może nie leciała do Aryki wyłącznie na zimę, ale zawsze wtedy, kiedy robiło jej się zimno?
Ze względu na kurczącą się populację farmy robiło się na niej coraz mniej wesoło, więc pewnego dnia zaniepokojony pająk przyszedł do owcy i zapytał:
– Owca, coś niedobrego się dzieje. Zwierzęta nam z farmy uciekają. Może coś jest nie tak z naszymi przykazaniami?
– Nie z przykazaniami wszystko jest w porządku – odpowiedział owca. – Sam możesz sprawdzić, jeśli chcesz.
I pająk otworzył plik Przykazania.txt, a wszystkim jego dwunastu oczom ukazało się tylko jedno zdanie:
WSZYSTKIE ZWIERZĘTA SĄ RÓWNE, ALE OWCE SĄ RÓWNIEJSZE.
***
#naopowiesci
#zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
18+
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
Dobry wieczór,
Jako, że udało mi się wygrać wczoraj, dziś mam przyjemność wybrać temat i rymy.
A zatem, dziś rymujemy następująco:
Temat: Prima Aprilis
Rymy: piorun - żart- forum - fart
Powodzenia, udanej zabawy
#zafirewallem #naczteryrymy

Lightning struck, my post went viral
Joke was dumb, yet had no rival
Forum cheered, the meme was gold
Luck ran out, sheep was told!
Do rangi potrzebny mi piorun,
Może na “czerstwe” dorzucę żart…
Tam hojnie rozdaje je forum,
Więc może dzisiaj będę miał fart?
Zaloguj się aby komentować
Czas na wybór kolejnej książki!
Przyszedł pierwszy dzień kolejnego miesiąca, a to oznacza, że ruszamy z głosowaniem na książkę na nasze kolejne (szóste) spotkanie Kawiarenkowego Dyskusyjnego Klubu Czytelniczego, które odbędzie się 15 czerwca!
20 kwietnia – omawiamy: John Steinbeck – Myszy i Ludzie (propozycja @splash545 )
18 maja - omawiamy: Erich Maria Remarque - Na zachodzie bez zmian (propozycja @AndzelaBomba )
Dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział w naszym poprzednim spotkaniu – Wasze zaangażowanie i dyskusje były niesamowite!
Jak wybieramy kolejną książkę?
- Książka powinna być łatwo dostępna, także w formie ebooka. Najlepiej pozycje, które można znaleźć na platformach takich jak Legimi, Wolne Lektury, Wikiźródła itp.
- Wybieramy książki krótsze niż 200 stron, aby każdy miał czas na przeczytanie.
- Każdy klubowicz może zaproponować jedną książkę – wpisujcie swoje propozycje w komentarzach!
- Wygrywa propozycja, która zdobędzie najwięcej piorunów.
- Ogłoszenie zwycięskiej książki nastąpi w kolejnym wpisie organizacyjnym, czyli pierwszego maja
Lista zaplanowanych/przedyskutowanych książek:
Styczeń: Franz Kafka – Przemiana
Luty: Arkadij i Borys Strugaccy – Piknik na skraju drogi
Marzec: Robert L. Stevenson – Doktor Jekyll i pan Hyde
Kwiecień: John Steinbeck – Myszy i Ludzie
Maj: Erich Maria Remarque - Na zachodzie bez zmian
Nie mogę się doczekać Waszych propozycji i wspólnych dyskusji. Wybierzmy coś ciekawego!
Wołam @splash545 @Wrzoo @cyberpunkowy_neuromantyk @adamec @Yes_Man @kiri
P.S. jeżeli ktoś chce być wołany, proszę o informację!
#ksiazki #klubczytelniczy #czytajzhejto #zafirewallem

Małe zbrodnie małżeńskie E.E. Schmitt
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/237934/male-zbrodnie-malzenskie
Zaloguj się aby komentować
A to dziś ja! I nikt nie przypomniał?
Temat: wiejskie życie
Rymy koza - płoza - zagroda - swoboda
GL&HF
#zafirewallem #naczteryrymy

@bojowonastawionaowca jak powiedziałem, że o Tobie napiszę to nie trzeba mi co tydzień przypominać. Miał być sonet, ale na razie musisz zadowolić się czteremarymami
Sen nocy wiejskiej…
O Owcy ten sen jest (choć napisał koza),
Twe runo maszynką tnę ostrą jak płoza,
Alkową nam słoma i zgrzebna zagroda,
Stop moderacji! - dziś w miłości swoboda…
Do Pacanowa zmierza pewna koza
Tu mija żelastwo, tam leży jakaś płoza
Za sobą zostawiona rodzinna zagroda
Ale za to przed nią przygoda i swoboda
Wszystkożerny ssak – koza,
Posmakowała jej nawet płoza.
Ze śmiechu aż trzęsie się cała zagroda,
Ale co tam – pełen luz i swoboda!
Zaloguj się aby komentować
W przypływie weny napędzanej dłuższymi niedoborami alkoholu postanowiłem dzisiaj zgwałcić Wasze gusta literackie, bezwstydnie publikując swoje wydaliny quasi pisarskie w ramach kolejnego wydania #naopowiesci #zafirewallem
CZTEREJ PODSTĘPNI I OFCA
CZYLI PORADNIK DLA NOWEGO MODERATORA NA HEJTO
Witaj młody człowieku w naszej serwerowni! Usiądź wygodnie na fotelu (uważaj na resztki jedzenia) i się zrelaksuj – przed Tobą rozpościerają się wspaniałe perspektywy zaszczytnej pracy na nocnych zmianach w naszym dynamicznie rozwijającym się, młodym zespole. Płacimy szalone 30,50 zł na rękę, przypominam w tym miejscu że papier toaletowy we własnym zakresie, a dwa pompnięcia soku są tylko dla zarządu.
Jeśli ciekawi Cię co się stało z poprzednikiem, to niestety musiał udać się na urlop. Codzienne pranie brudów tego portalu nadwyrężyło jego psychikę – zamknął się w toalecie i beczał pół dnia - więc razem z zarządem zasponsorowaliśmy mu wyjazd w pewne bardzo spokojne miejsce, pełne all-inclusive.
Pozwól że z tej okazji przedstawię Tobie kilka złotych rad, jakie pozostawił wypisane krwią na ścianie Twój poprzednik, zanim trafił na Dziekankę:
Zapomnij o wszystkim o czym do tej pory się dowiedziałeś – tutaj jest prawdziwy dziki zachód – czeka Cię istna orka na ugorze.
Pamiętaj, że nieważne ile argumentów przedstawi interlokutor, Ty masz zawsze rację. Ale udawaj że oni ją mają, stwarza im to iluzję ważności.
Listę haseł bezpieczeństwa masz na karteczce przyklejonej do monitora.
Co jakiś czas, zupełnie losowo, wiesza się główny serwer. Musisz go wtedy zrestartować przez wyciągnięcie wtyczki z kontaktu. UWAGA: kabel jest podziobany przez bażanty, może kopnąć prąd.
Po restarcie serwera upewnij się, że koparka Bitcoinów załączyła się prawidłowo.
W lewej szafie jest destylarnia napędzana ciepłem z serwerów. W razie nalotu policji wyrzuć ją przez okno!
W roku pomieszczenia jest stary poradziecki komputer MO-11 obsługujący bota generującego kontent. Jak zacznie rzęzić to trzaśnij go w obudowę, wtedy się uspokoi.
Czasem, o 3:15, ze schowka na miotły dobiegają jęki – to tylko echo, pamiętaj.
Jakbyś zgłodniał w nocy, to sporo jedzenia możesz wygrzebać z klawiatury.
Nasz zaawansowany algorytm wyrzuca Tobie posty z przekleństwami do moderacji. Musisz wtedy je ręcznie wykropkować.
Uważaj na użytkowników z deficytem kalorycznym. Dłuższe niedobory węglowodanów powodują urojenia, w trakcie których wydaje im się że tutaj rządzą. Cierpliwie poczekaj aż im atak minie i się uspokoją.
Programiści mają problem z implementacją trzeciego rogala przy nicku, stąd ich prośba żeby przy najbliższej okazji (ale koniecznie jeszcze przed WOŚPem!), zbanować jednego użytkownika. Nick znajdziesz w kopercie.
Nie banuj gołych bab. Użytkownicy to lubią i generują one ruch.
Co jakiś czas przeglądam skrzynkę [email protected] i odpisuj na losowe maile. Daje to złudzenie że interesują nas problemy i zdanie użytkowników.
Jeśli zauważysz że mało się dzieje, wrzuć z multikonta moderacji coś kontrowersyjnego: polityka, religia, majonez – to zawsze działa.
Dotyczy punktu wyżej: pod żadnym pozorem nie zdradź się że moderacja ma multikonto @pokojofaofca. Grozi to poważną aferą.
Szczególną troską otaczaj pacjentów z programu terapeutycznego „Dziwen” – z nimi trzeba na spokojnie i delikatnie.
Jak będziesz chciał podbić sobie rangę zrób kolejną edycję #popularitycheck.
A na sam koniec, najważniejsza rada, niech przyświeca Ci stara łacińska maksyma: Hominem te esse memento!
Z poważaniem
#nowszywlasicielhejto


Zaloguj się aby komentować
dobry wieczór!
w wyniku poczwórnego remisu, szanowne gremoim zwycięzców w postaci @fonfi @voy.Wu @Piechur oraz wyżej podpisana, ustaliło co poniżej:
rymy: skarpetka - przygodę - tabletka - przyrodę
temat: tematu brak (piszta co chceta)
Dobrej zabawy
#naczteryrymy #zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna
Życie jak śmierdząca skarpetka
Potrafi zepsuć każdą przygodę.
Na szczęście istnieje magiczna tabletka,
Która urozmaici zdechłą przyrode.
Pod łóżkiem stoi sztywna skarpetka -
Malolat znów miał z Erosem przygodę
Na starość już tylko niebieska tabletka
Ożywi mu zwiędłą majtową przyrodę
Wypełniona kostką mydła skarpetka
pozwoli zacząć z niebieską kartą przygodę
potem sądu wyrok, na uspokojenie tabletka
można w spokoju podziwiać zza krat przyrodę
Zaloguj się aby komentować
Zostałem wybrany (za co zdecydowanie nie dziękuję, ale niestety się spodziewałem), trochę się już poociągałem, ale pora na zadanie w ramach XXII edycji zabawy #naopowiesci w kawiarni #zafirewallem .
Gatunek: poradnik
Temat: pierwsze dni nowego moderatora na hejto
Liczba słów: 100-9999
Punktacja tym razem będzie szczegółowa:
2/3 oceny za liczbę piorunków
1/3 oceny za możliwość (lub jej brak) wprowadzenia takiego poradnika w życie xD Jeszcze nie wiem, na którą wersję się zdecyduję
Opowiadania publikujemy do 13 kwietnia do godziny 16:00
Dziękuję za inspirację koledze @fonfi
Dobrej zabawy!
#naopowiesci #zafirewallem
#owcacontent <- do blokowania moich wpisów
Zaloguj się aby komentować
Dobrze, moi Drodzy!
W niedzielę, 16.03.2025 napisałem: Czekam na Wasze dzieła przez dwa tygodnie, do niedzieli, 30.04. Krzty w tym zdaniu sensu ni logiki, bo to ani dwa tygodnie nie było do 30.04 od tamtego dnia, kiedy te słowa pisałem, a najbliższa niedziela, która przypada 30.04 to będzie rok 2028 (o ile do tego czasu świat się nie skończy). Postanowiłem więc XXI edycję zabawy #naopowiesci w kawiarni #zafirewallem zakończyć dziś, to jest rzeczywiście po dwóch tygodniach od jej otwarcia, w niedzielę 30.03.2025 i tym samym publikuję #podsumowanienaopowieści .
I nawet wziąłem pod uwagę to, że mamy tutaj takiego ananaska i osobę odmiennie gospodarującą czasem, którzy lubią dodawać swoje teksty w ostatniej chwili (absolutnie nie chroni to przed zwycięstwem, jak mogłoby się niektórym wydawać; nic nie chroni przed zwycięstwem! – haha!), więc jeśli koleżanka @KatieWee albo kolega @fonfi mieli taki zamiar, to można swoje opowiadania opublikować już po tym ogłoszeniu wyników. Jeśliby nawet ewentualnie opublikowali te swoje ewentualne opowiadania przed ogłoszeniem tego werdyktu, to, przyznam,: tegowerdyktu i tak by to nie zmieniło. Werdykt bowiem w tej edycji zapadł bardzo wcześnie, zapadł już po minucie od ogłoszenia konkursu.
Zrobię wszystko nie po kolei. Najpierw ogłoszę zwycięzcę:
a zwycięzcą XXI edycji zabawy #naopowiesci w kawiarni #zafirewallem zostaje kolega @bojowonastawionaowca za wspaniałe dzieło bez tytułu (brak tytułu dodatkowo podkreśla zwięzłość tego dzieła – tym większe za to dzieło należy się uznanie), a dzieło to wspaniałe można znaleźć tutaj .
Gratulacje!
***
Pozostałe opowiadania, które opublikowano w czasie trwanie właśnie kończącej się edycji to:
– piękny tekst koleżanki @moll pod tytułem Niefortunny zakład o wspaniałych pomysłach, które to mogą przyjść do głowy tylko po pijaku (a być może szkoda, że nie na trzeźwo, bo to jednak człowiek niepijący dużo z życia tarci);
– oraz mało kreatywny tekst kolegi @George_Stark pod tytułem Ławka łaski, któremu to koledze nie chciało się nic wymyślać (choć miał taki zamiar!) więc popisał coś tam coś tam sięgając do jakichś swoich wyeksploatowanych staroci i odrzutów, no bo owszem: można to opowiadanie nazwać odciętym kuponem, niemniej będzie się jednak wtedy w błędzie.
Koleżance @moll gratulujemy więc również!
A ja dziękuję za kolejną już edycję – tak piszącym, jak i czytającym, których to zachęcam do pisania! – i niecierpliwie czekam na kolejną!
@George_Stark wypraszam sobie nazywanie ananaskiem, ja po prostu odmiennie gospodaruję czasem, ot co!
@bojowonastawionaowca gratulacje, no nie mogę się doczekać na otwarcie następnej edycji
Gratuluję wszystkim Państwu, którzy do tej edycji przystąpili świadomie, a dla Pana @bojowonastawionaowca szczególne gratulacje z powodu wygranej pomimo udziału nieświadomego. Wygrana w pełni zasłużona!
Ja z bólem przyznaję się, że odmienne gospodarowanie czasem w tym, kończącym się tygodniu mnie pokonało. Nie pozostaje mi nic innego jak z niecierpliwością czekać na kolejną edycję.
Zaloguj się aby komentować
Dobry wieczór!
W związku z tym, że koleżanka @Fafalala się nie odzywa, a to już godzina 9, z wysokości miejsca drugiego wrzucam oto rymy na dziś:
Temat: Ofelia
Rymy: poleżę - wodorostów - uwierzę - po prostu
Sponsorką dzisiejszych rymów jest pani Maria Pawlikowska-Jasnorzewska.
#naczteryrymy #zafirewallem
H: "Nic nie piłem! tak se tu poleżę."
(bełkocze Hamlet wśród wodorostów)
O: "I myślisz że ci c⁎⁎ju wierzę?!"
(Hamlet w c⁎⁎ja tnie po prostu)
Hamlecie…
W nurt rzeki się położę - poleżę
Pieszczona dotykiem wodorostów,
W miłość chciałabym wierzyć - uwierzę
Gdy powiesz mi “kocham cię”. Po prostu...
Zaloty
czyli Bo o mnie się trzeba starać
Idź ty trochę pobrusz, ja sobie poleżę –
ryby sobie podjem z ryżem, wodorostów;
i dopiero wtedy być może uwierzę
żem ci przeznaczony. Na męża, po prostu.
Zaloguj się aby komentować
Padło na mnie, to szybkie rymy:
Temat: on i ona
Rymy: Łebie - Ciebie - dzika - publika
#naczteryrymy #zafirewallem

Oto plaża w pięknej Łebie -
Właśnie tu zabrałem Ciebie.
Sandu Ciorba, bomba dzika,
A w rytm pląsa już publika.
Bo nie tylko owce
To było w Łebie:
ty mnie, a ja ciebie;
potem - z rozpędu - ja jeszcze dzika
a ciebie - z rozpędu - cała publika.
Byliśmy kuńmi w Łebie
Napalałem się na ciebie
Gdy biegałaś, byłaś piękna i dzika
Tego zdania nie podzielała tratowana publika
Zaloguj się aby komentować
Nawet miałem ochotę napisać jakiś wstęp, ale kiedy skończyłem pisać to opowiadanie i przeczytałem je później w celu zgrubnego go zredagowania, to może jednak lepiej, żebym nic już więcej nie pisał:
***
Ławka łaski
Trójpodział władzy w Obozie polegał na tym, że Plusk sprawował władzę ustawodawczą w poniedziałki i czwartki, władzę wykonawczą we wtorki i piątki, a władzę sądowniczą w środy i soboty. W niedziele Plusk odpoczywał.
W każdej dobrze wykreowanej antyutopii w stworzonym przez tyrana systemie istnieje jakaś luka. Dziura jakaś czy wyrwa w tej szczelnej tkance nadzoru i inwigilacji, powstała – zdaje się – na skutek przeoczenia twórcy (twórcy systemu, nie wizji literackiej), którą to lukę bohaterowie znajdują i wykorzystują do działania przeciwko temu systemowi, bo inaczej trudno byłoby autorowi poprowadzić fabułę, a już na pewno trudno byłoby mu nadać tej fabule żądanego dramatyzmu. Później system orientuje się (a być może wie od samego początku?), że taka luka istnieje. Mało tego! System orientuje się, że jest osoba bądź grupa, która tę lukę znalazła i wykorzystuje ją do działania niezgodnie z założeniami systemu bądź też temu systemowi całkowicie przeciw. System jest jednak skuteczny. Buntowników dosięga więc karząca ręka sprawiedliwości – sprawiedliwości w jej systemowym rozumieniu oczywiście, bo czy znamy jakąkolwiek inną sprawiedliwość? System, nawet pomimo tych swoich słabości, nawet pomimo istniejących w nim luk, na koniec zawsze okazuje się zwycięski. Pada więc w tym momencie na luki i słabości systemu uzasadnione podejrzenie, że i one również mogą być zaprojektowanym elementem tego dziurawego systemu. Cały ten powyżej teoretycznie rozpisany proces miał miejsce również i w praktyce, w grudziądzkim Obozie Marka Pluska. Posłuchajcie:
Było ich trzech (naprawdę czterech)
w wiślanej wodzie chcieli schłodzić się
– Cholera, gorąco dzisiaj – mruknął Portos do siedzącego obok niego Atosa. – Niechże on już wreszcie kończy! Wskoczyłbym do wody!
– No. Dobrze byłoby się ochłodzić Wiśle. I dobrze, że ta Wisła jest tak blisko – dopowiedziała Aramis.
– A na koniec to mu powiemy, że chcieliśmy się utopić? Jak zwykle? – upewnił się Atos. – Tylko że te kamizelki nam na to nie pozwalają?
D’Artagnan, czwarty z trzech muszkieterów, jak nazywała siebie grupa obozowych buntowników, milczał. Zajęty był obgryzaniem skórek przy paznokciach. Miał z nimi duży problem i rzeczywiście, był to dla niego jeden z powodów wyczekiwania śmierci, bo nie wierzył w to, że z tym problemem uda mu się kiedykolwiek sobie poradzić.
Był wtedy czwartek, dzień ustawodawczy. Plusk przemawiał na Forum Grudziądzanum w trakcie trwającego właśnie zwołanego przez niego sejmu. Był rozdarty. Z jednej strony chciał być jednowładcą i nawet jego zaufany Ostrowski nie miał w Obozie żadnego prawa głosu, z drugiej zaś strony Plusk był patriotą. Sięgał więc do najwspanialszych tradycji demokracji szlacheckiej I RP: sam zwoływał sejmy, sam proponował ustawy, sam zgłaszał do nich weta, sam obrady zrywał i sam je później wznawiał. Plusk wyciągnął jednak z historii wnioski i przeciwdziałał możliwym trudnościom, które, jak wiedział z historii, już kiedyś sprowadziły na jego ojczyznę niemałe problemy. Z tego właśnie powodu w Obozie zabronione było noszenie imion takich jak Józef, Fryderyk, a już na pewno zabronione było noszenie imienia Katarzyna. Tym, którzy takie imiona nosili w momencie trafienia do obozu na mocy wydanego przez Pluska któregoś poniedziałku edyktu zostały te imiona w następujący po tym poniedziałku wtorek zmienione. W taki właśnie sposób Atos został Atosem, Portos został Portosem, a Aramis została Aramisem. D’Artagnan, który wcześniej miał na imię Tadeusz, chciał po prostu dołączyć do kolegów i koleżanki. Wystąpił więc w środę do sądu, a łaskawy Plusk, który ten sąd przeprowadzał, do wniosku Tadeusza się przychylił.
– Weto! Weto! – krzyczał Plusk tamtego czwartku sam do siebie zrywając wieczorem obrady i te jego krzyki niemal zagłuszyły rozmowę trzech muszkieterów, której z uwagą przysłuchiwał się Jerzy Ostrowski, szpieg Pluska – mistrz kamuflażu, człowiek o pięćdziesięciu twarzach, z których to twarzy każda była w jakimś odcieniu szarości. Twarze Ostrowskiego były szare tak z powodu niedożywienia, bo w Obozie zakazane były jego ulubione dania kuchni ormiańskiej – podawano wyłącznie zimnioki pozyskiwane od bratniego stoickiego narodu łotewskiego, czasami tylko polane sosem z odnajdywanych jeszcze gdzieniegdzie parówek, jak i były szare z powodu jego seksualnego niespełnienia, bo przyssanie się (do kogokolwiek, było mu już wtedy naprawdę wszystko jedno) nie było tym, co Jerzy Ostrowski kiedykolwiek byłby w stanie osiągnąć – taka już była jego konstrukcja psychiczna, nie wspominając o mocno poszarzałej aparycji, co stanowi pewien rodzaj błędnego koła, a dodatkowo zadaje też kłam twierdzeniu, że każda zmora znajdzie swego amatora. Kiedy okazało się bowiem, że amatorek na Ostrowskiego nie ma, Ostrowski rzeczywiście próbował znaleźć sobie chociaż jakiegoś amatora. Tych również jednak nie było.
Ostrowski był więc sfrustrowany. To właśnie z tego powodu bez wahania zgodził się na przedstawioną mu przez Pluska propozycję zostania agentem bezpieczeństwa (szpiegiem, szpiclem, donosicielem, konfidentem, konfiturą, ubekiem, wtyczką, kapusiem – czasami, kiedy Ostrowski się nudził, bawił się w wymyślanie synonimów dla swojego urzędu). Ostrowski propozycję Pluska przyjął, wychodził bowiem z założenia, że jeśli on ma źle – bo nie jest mu dane ani się przyssać, ani posilić się bozbaszem – i nie jest w stanie w żaden sposób swojej sytuacji poprawić, nie jest w stanie zrobić tak żeby miał lepiej, to mógł przynajmniej zrobić tak, żeby inni mieli gorzej. Sytuacji Ostrowskiego to nie poprawiało, ale poprawiało przynajmniej jego humor, a to zawsze przecież coś. Ostrowski nudził się jednak rzadko – stąd też biedne bogactwo synonimów dla jego urzędu, które udało mu się wynaleźć, a nudził się rzadko z tego powodu, że ciągle zajęty był pisaniem donosów. Donosów Ostrowski pisał dużo, bo pisać Ostrowski lubił.
W piątek wylądował więc na biurku Pluska donos w sprawie podsłuchanej rozmowy trzech muszkieterów, w sobotę zaś wszyscy czterej trzej muszkieterowie stanęli przed obliczem Pluska, Ostrowski bowiem, swoim zwyczajem relację trochę ubarwił dodając do niej kilka słów, których milczący D’Artagnan wcale nie wypowiedział. Ostrowski wychodził jednak z założenia, że D’Artagnan mógłby je wypowiedzieć, zresztą: czy cała czwórka z tej trójki nie kierowała się zasadą Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego? Dopiero później, kiedy przypomniał sobie to hasło, Ostrowski uświadomił sobie, że w zasadzie to nawet wyświadczył D’Artagnanowi przysługę.
– Winni! – zadecydował Plusk po krótkim procesie ograniczającym się w zasadzie tylko do wydania tego jednowyrazowego werdyktu, podniósł się zza biurka i ruszył w kierunku drzwi. Na starannie napisany i zredagowany przez Ostrowskiego donos Plusk nawet nie spojrzał, w tamtą sobotę nie miał bowiem czasu: musiał nadrabiać robienie pompek, które to zaniedbał w czasie swoje ostatniej wyprawy do Włoch w celu pozbierania z plaż Morza Środziemnego kamizelek ratunkowych, które porzucali tam przybywający do Europy nielegalni imigranci.
– No a kara? – zapytał Ostrowski, który jeszcze bardziej poszarzał na twarzy rozgoryczony swoim kolejnym niepowodzeniem – tym, że tworzonych przez niego tekstów nie chciał czytać już nawet Plusk.
– Nie wiem. Weź coś wymyśl – rzucił Plusk nie zatrzymując się, po czym zawołał psa: – Ziomuś, do nogi! – powiedział, i wyszedł zostawiając przygnębionego Ostrowskiego samego w pustym gabinecie.
Tak to właśnie Ostrowski został sam na sam z problem, co na początku mocno go zmartwiło. Zastanawiał się nad karą, którą mógłby ukarać wszystkich czterech trzech muszkieterów i nic nie przychodziło mu do głowy. Dopiero później uświadomił sobie, że Plusk właśnie po raz pierwszy oddał mu część władzy, którą – jeśli rozegrałby to sprytnie – Ostrowski mógł wykorzystać do własnych celów. I wtedy Ostrowski rozmarzył się. Wymyślił sobie, że – jeśli udałoby mu się dobrze wywiązać z powierzonego mu przez Pluska zadania – to być może udałoby mu się później przekonać w jakiś sposób Cesarza do tego, żeby pozwolił mu wybrać się do Lublina?
– „Nie no, bez przesady. Do Lublina to na pewno mnie nie puści, mowy nawet nie ma, bo i po co zresztą miałbym tam do tego Lublina jechać? Tam przecież kapoków nie znajdę, a nawet i Jednego z dziesięciu to już od jakiegoś czasu znowu nagrywają w Warszawie” – uświadomił sobie Ostrowski. – „No ale może udałoby się go na przykład przekonać żeby wysłał mnie na poszukiwanie kapoków nad Morze Czarne? Wylądowałbym sobie wtedy w Batumi, stamtąd niedaleko do Armenii, no to jak nie do Lublina, to może chociaż do Erywania by mi się udało? I może Gruzinki okazałyby bardziej łaskawe dla mojej szarzyzny niż te wstrętne p0lki? Tylko, cholera, co by tutaj dla tych czterech trzech muszkieterów wymyślić? No bo to musi być coś efektownego. Coś oryginalnego. Coś, co zrobiłoby wrażenie na Plusku.”
I próbował się Ostrowski skupić na tym zadaniu, ale nie potrafił zebrać myśli. Myśli jego uciekały już do Batumi, a oczami wyobraźni widział już wszystko to, co będzie robił z Gruzinkami tam, na tych dzikich plażach Morza Czarnego. Widział tę erotyczną konsumpcję dokonywaną zaraz po konsumpcji gastronomicznej przywiezionego im przez kuriera bozbaszu zamówionego przez jakąś stronę w rodzaju pyszne.ge czy innego pyszne.am. A miało to być wszystko to, co Ostrowski chciał zrobić z Pachą, a na co ta Pacha nigdy mu nie pozwoliła ze względu na stan jego uzębienia. Kiedy jednak Ostrowski wspomniał Pachę, zrobiło mu się przykro. Wspomniał wtedy to swoje piękne kocie życie u jej boku i zatęsknił za nim. Ostrowski bowiem Pachę stracił.
Któregoś dnia, kiedy poszli na zwyczajowy spacer nad Wisłę, Wisła nie zmieniła swojego biegu i udało mu się wtedy (nie bardzo jednak błyskawicznie, bo z pewnym trudem i po długiej walce) uporać z zamkiem błyskawicznym w kieszeni swojej kurtki i wyjąć zaręczynowy pierścionek, ale Pacha powiedziała wtedy:
– Odchodzę.
I odeszła.
Związki, nawet tak upośledzone jak ten związek Pachy i Jerzego, nie rozpadają się z dnia na dzień. Były wcześniej znaki że między tą dwójką nie dzieje się dobrze, ale Jerzy te znaki postanowił zignorować. Zamiast zająć się rozwiązaniem problemów w swoim związku, wolał wylegiwać się na ciepłym parapecie nad grzejnikiem. Pierwszym sygnałem, że coś się zmienia, była rezygnacja Pachy z paznokci hybrydowych, którymi to paznokciami hybrydowymi Pacha sprawiała tyle przyjemności Jerzemu w kociej postaci drapiąc go po jego włochatym brzuchu tak, że Jerzy aż mruczał wtedy z rozkoszy. Rozkosz się skończyła, ale grzejnik dalej był ciepły, miska dalej była pełna, a w kociej postaci Jerzy mógł sam lizać się po jądrach, więc był w stanie zastąpić sobie brak przyjemności drapania tą właśnie przyjemnością lizania. Z jego perspektywy nie było więc żadnego problemu.
Później Pacha zamieniła swoją różową hybrydową Toyotę Yaris na w pełni elektrycznego Nissana Leafa. To auto, ku zaskoczeniu wielu, było w kolorze zielonym, Pacha wymyśliła sobie bowiem, że na takim zielonym liściu będą przysiadać ptaki i ona wtedy będzie mogła je obserwować. To jej przypuszczenie okazało się słuszne – ptaki rzeczywiście na tym jej aucie przysiadały. Pacha nie wzięła jednak pod uwagę tego, że w związku z tym będzie ono nieustannie obsrane, wzorem jakiegoś pomnika, a późną wiosną i latem auto zmieni kolor na czarny za sprawą obsiadających je mszyc.
Pacha znikała wtedy z domu coraz częściej i na coraz dłużej, zamieniając swoje dni home-office na dni car-office lub forrest-office, bo jeździła wtedy do lasu.
– Jadę poobserwować ptaki – mówiła Jerzemu wychodząc z domu, ale Jerzy wtedy nawet nie podnosił powieki. Czasem machnął tylko ogonem.
Pacha zaniedbywała też swoje domowe obowiązki, przestała między innymi czyścić kuwetę Jerzego, Jerzy więc, z powodu tej niewyczyszczonej kuwety, wzorem holywoodzkich gwiazd, zmuszony był kiedyś nasrać do łóżka, o co Pacha miała do niego całkowicie nieuzasadnione pretensje. W taki właśnie sposób przebiegał powolny, acz stopiony rozpad ich związku.
Pacha lubiła tego swojego w pełni elektrycznego zielonego Nissana Leafa. Można powiedzieć nawet, że elektryczność ją wtedy zelektryzowała. Z perspektywy Jerzego ta elektryczność zelektryzowała Pachę jednak aż za bardzo.
– Dlaczego? – zapytał Jerzy, kiedy Pacha powiedziała mu „Odchodzę”. – Już zapisuję się do tego dentysty – powiedział ze zrezygnowaną miną i wyciągnął nawet z kieszeni telefon, a poszło mu to nawet sprawniej niż w przypadku pierścionka.
– Nie, Jerzy – odpowiedziała Pacha. – Tu już nie chodzi o twoje uzębienie. Na to jest już za późno. Po prostu poznałam pewnego tancerza electric-boogie i wystąpiło między nami pewne napięcie. Sam chyba rozumiesz.
Jerzy nie rozumiał, więc Pacha mu wszystko szczerze wyjaśniła. No, może nie do końca wszystko, bo Jerzy do dzisiaj nie wie czy Pacha, jeżdżąc swoim zielony Nissanem Leafem obserwować ptaki, obserwowała wtedy również ptaka tancerza electric-boogie.
I Ostrowskiemu zrobiło się smutno z powodu tych wspomnień dotyczących utraconej Pachy, ale w końcu udało mu się wziąć w garść. Nie bez znaczenia były tutaj nauki, których udział mu Plusk, nauki stoickie, no bo co Jerzy w końcu mógł poradzić na to, że ósemka mu się psuła? Pod wpływem jednak tych wspomnień przyszedł mu do głowy pewien pomysł:
– „Starożytni wierzyli w żywioły!” – pomyślał. – „Wierzyli w ogień, wierzyli w wodę, wierzyli w ziemię i wierzyli w powietrze. A prąd elektryczny? Ten, który tak zelektryzował Pachę?”
Więc wymyślił Ostrowski na początku krzesło elektryczne, ale później uświadomił sobie związane z ukaraniem w ten sposób czterech trzech muszkieterów problemy. Po pierwsze krzesło elektryczne jest jednoosobowe, a trzech muszkieterów jest czterech, więc się wszyscy na tym krześle nie zmieszczą. Po drugie krzesło elektryczne jest metodą egzekucji, a Plusk nie byłby z takiego rozwiązania zadowolony – nie chodziło mu przecież o to żeby ludzie umierali, ale żeby o śmierci pamiętali. Ostrowski miał ciągle w głowie najsłynniejsze słowa Pluska, motto jego wszystkich nauk: Przecież w życiu nie chodzi o to żeby umrzeć, tylko żeby o pamiętać o śmierci, a jak tu pamiętać o czymkolwiek, kiedy się już nie żyje? Ostrowski zmodyfikował więc swój pomysł.
Atos, Portos, Aramis i D’Artagnian siedzieli we czwórkę na drewnianej ławce na środku ogromnej hali przemysłowej, która wcześniej służyła do mechanicznego oddzielania mięsa, czego ślad można było odnaleźć jeszcze w zachowaniu czwartego spośród trzech muszkieterów: D’Artagnian w dalszym ciągu bowiem mechanicznie, to jest za pomocą zębów, oddzielał skórki wyrastające mu przy paznokciach od pozostałej części dłoni. Drewniana ławka stała na drewnianym podeście, a drewniany podest ustawiony był na betonowej posadzce. Po tej posadzce biegły druty pod napięciem, a biegły tak, że gdyby któreś z czwórki trzech muszkieterów opuściło podest i stanęło na tej posadzce zostałoby natychmiast usmażone przez prąd elektryczny. W celu zyskania jeszcze większego uznania u Pluska Ostrowski wymyślił też dodatkowy element kary. Przed skazanymi zawiesił wielki telewizor plazmowy, na którym to telewizorze przez dwadzieścia cztery godziny na dobę był wyświetlany mający przypominać im o śmierci film, film z dodatkowym, lokalnym, grudziądzkim zabarwieniem. Była to Śmierć w Wenecji – film o facecie na łódce.
Plusk jeszcze nie wrócił.
– „Pewnie poszedł gdzieś nad Wisłę pooglądać topiki” – pomyślał Ostrowski, który siedział zadowolony z siebie w gabinecie Cesarza. Ach, jaki Ostrowski był wtedy z siebie zadowolony! Wiedział, że wykonał dobrą robotę i już widział te Gruzinki na plaży w Batumi i widział też siebie pośród tych Gruzinek, już czuł dotyk rozpalonych ich ciał i czuł ten rozlewający mu się po języku boski, gorący, pikantny bozbasz! Czerpał z tego swojego zadowolenia przyjemność, a żeby tę przyjemność jeszcze zwiększyć, w odruchu warunkowym, pozostałym mu jeszcze z beztroskich kocich czasów, bezwiednie spróbował się polizać po jądrach. Spotęgowanie przyjemności uniemożliwiła mu jednak budowa szkieletu kostnego człowieka.
– „Cholera jasna!” – zdenerwował się, choć nie miał powodu żeby się denerwować, bo na budowę szkieletu kostnego człowieka nie miał przecież żadnego wpływu. To zdenerwowanie wpłynęło jednak na snute przez niego marzenia – Gruzinki stały się mniej chętne, a bozbasz zimny i niedoprawiony. Wtedy w Ostrowskim pojawiły się wątpliwości:
– „A jak i w tym Batumi też mi się nie uda?” – pomyślał drapiąc się po swojej łysinie. – „No nic. Z Gruzji to już całkiem niedaleko do Turcji, to przynajmniej włosy pojadę sobie naprawić. A – kto wie jak ta turecka medycyna jest już zaawansowana? – może uda mi się też znaleźć jakiegoś fachowca, który wyciąłby mi kilka dolnych żeber? No ale to tylko tak, na wszelki wypadek.”
Uspokoiwszy się tą myślą i zadowolony ze swojej przebiegłości Ostrowski postanowił więcej nie zastanawiać się, bowiem z tego zastanawiania się nic dobrego mu nie przychodziło, a postanowił zamiast tego zaznać należnego mu po ciężkim dniu relaksu. Ostrowski relaksował się słuchając muzyki, dlatego też włączył sobie utwór Krzesło łaski w wykonaniu pana Kazika Staszewskiego i pięcioosobowego Kwartetu Proforma .
***
2538 słów, choć nie wiem po co to policzyłem.
***
#naopowiesci
#zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
Znacie legendę o Latającym Holendrze? O tym niby okręcie-widmo z równie widmową trupią załogą? No to z tą legendą jest podobnie jak z tym że to my, Wielcy Lechici, uczyliśmy Francuzów jeść nożem i widelcem, który to sukces Francuzi teraz sami sobie przypisują. Widmowo-marinistyczne opowieści również wywodzą się z Wielkiej Lechii, a konkretnie to z Grudziądza właśnie:
***
Latający Grudziądzanin
Stanęły żałobniki
we chłodzie bazyliki;
kapłan nad księgą
przy żałobników wtórach,
i przy anielskich chórach
zamknął mi wieko.
Złożyli mnie do dołu
i na stypę pospołu
już się wynoszą.
W grobie jest raczej szpetnie,
leżeć mi się tu nie chce:
marzę szeroko!
Bo śmierć to nie jest koniec,
to port po drugiej stronie –
trumny to łodzie,
a że żyć mi się chciało,
wiatr w żagle łapię śmiało:
nurt niech mnie porwie!
***
#nasonety
#zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
No dobra, otwieramy LXX edycję zabawy #nasonety w kawiarni #zafirewallem !
Ponieważ nazwisko pana Juliana Tuwima działa na mnie jak magnes to, kiedy dowiedziałem się, że kielecki amatorski Teatr bez Suflera (piękna inicjatywa!; całkiem niedługo może uda mi się na coś podobnego załapać) planuje premierę spektaklu Na pięterku w Ziemiańskiej, który to spektakl jest oparty na twórczości patrona naszej kawiarenki, no to musiałem tam być. I byłem.
I właśnie w związku z tym wydarzeniem (i trochę po to, żeby poeksperymentować z ciekawym układem rymów), weźmiemy sobie na warsztat jako wiersz #diproposta utwór innego bywalca Ziemiańskiej, a mianowicie pana Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, a będzie to wiersz pod tytułem Śmierć poety, w którym to wierszu zresztą w jednym z wersów pada nazwa wspomnianej wcześniej kawiarni. Cały ten utwór wygląda tak:
***
Konstanty Ildefons Gałczyński
Śmierć poety
Nie pomogły zastrzyki,
recenzje i pomniki
ni kwaśne mleko:
Przyszedł szarlatan-szuja,
opukał go, pobujał:
– Dementia praecox.
Toż radość była w domu,
nareszcie koniec sromu,
skończony kłopot!
Dozorca śmiał się setnie:
– Zaraz mu nitkę przetnie
panna Atropos.
Żona klaskała w dłonie:
- Ach, przecie nadszedł koniec
pijackich orgii.
Bólów miałam niemało,
nareszcie twoje ciało
wezmą do morgi.
Wszyscy stanęli kołem
z czołem bardzo wesołem:
Prasa, kuzyni;
i szacowne to grono
orzekło unisono:
– Dobrze tak świni!
Po co dziewki uwodził,
nocą domy nachodził,
sen rwąc dzieciątek;
i po co Pod Zegarem
lał w brzucho wino stare
świątek i piątek?
Zna go dobrze Warszawa:
Pożyczał – nie oddawał,
nasienie drańskie;
a "poetyczne dale"
to były te skandale
w Małej Ziemiańskiej.
Dobrze ci, stary draniu,
za grzechy nad otchłanią
inferna zwisasz.
Najprzód gwiazdy i róże,
potem stołek w cenzurze –
sprzedajny pisarz!
Tak to nadobne grono
radziło unisono
w śmiertelnej sali.
A że lico miał bladsze
orzekli: – Pewnie nadszedł
koniec kanalii.
Zapachniały zefiry,
brzękły potrójne liry,
pierzchnęła tłuszcza.
Serce alkoholowe
unieśli aniołowie
na złotych bluszczach.
***
No ale, jak z wierszami niebędącymi sonetami, a na dodatek jeszcze charakteryzującymi się nietypowymi układami rymów bywa, powodują one pewne problemy. Problem ze Śmiercią poety jest taki, że wykorzystany przez pana Gałczyńskiego układ rymów ciężko jest skroić do czternastu wersów. Proponuję wobec tego albo wersów dwanaście (pogrubione końcówki) albo też wersów osiemnaście (dodatkowo końcówki pogrubione i pochylone). Albo, jak to mamy w zwyczaju: piszcie po prostu jak komu pasuje, mniej więcej tylko przejmując się tym, co ja tutaj o zasadach powypisywałem. Proszę się tylko przy tym pisaniu dobrze bawić, bo przecież o to wszystkim nam tutaj chyba chodzi.
Ale: – Zaraz, zaraz, Dżordżu – może ktoś powiedzieć. – A piękna aranżacja muzyczna? Przecież zwykle do wiersza dodajesz jakąś piękną aranżację muzyczną?
– Racja – odpowiedziałbym na takie pytanie. – Piękna aranżacja muzyczna tutaj .
Zaloguj się aby komentować
Piątek, zatem czas podsumowania tygodnia poetyckich zmagań w kategorii #nasonety .
Zgodnie z przedstwioną przeze mnie tydzień temu regułą, tę edycję wygrywa @George_Stark , którego sonet "Remis" zdobył w chwili liczenia 20 piorunów.
W tej edycji opublikowano, jeśli się nie mylę, a mylę się często, dwanaście sonetów, przy czym niezowodnie twórczo płodny @George_Stark napisał aż siedem.
Nie wiem, czy mogę przyznać nagrodę jury, czy nie, ale przyznam. Chciałbym wyróżnić @RogerThat za jego sonet
"Smutek miasta", ale jeszcze chyba bardziej za wstęp do tego sonetu. Smutne, piękne, prawdziwe.
Muszę się odnieść również do dyskusji, która wywiązała się między poetami @George_Stark a @fonfi . Nie będę wchodził w szczegóły, gdyż jako osoba starsza wiekiem (po czterdziestce) mam pewne kłopoty ze sprawnością intelektualną i trudno mi te wszystkie wzajemne odniesienia, prztyczki i kalumnie ogarnąć. Uważam jednak tego rodzaju dyskusje za twórcze i mobilizujące do pracy nad sobą.
W edycji tej wzięli udział również @Piechur z Sonetem szytym na miarę, który dotyczył krawiectwa oraz @splash545 z lotniczym Sonetem samolotowym.
Wszystkim bardzo dziękuję za piękne utwory liryczne. Bardzo przyjemnie się z wami rymuje.
Teraz czekamy na ruch @George_Stark i rymy na dziś!
#diriposta #zafirewallem
#podsumowanienasonety
Panu @George_Stark gratuluję zasłużonej, choć pewnie nie całkiem chcianej wygranej, a panu @adamszuba dziękujemy za doprowadzenie do szczęśliwego końca LXIX edycji (numerek dla Georga, żeby nie musiał liczyć
Pełna lista autorów i sonetów tej edycji:
@George_Stark : Prezent dla żony, Stan kawalerski, No ja pi⁎⁎⁎⁎lę, Trochę mi jednak przykro, Malarzom - niech mażą i marzą,
Rekuperacja, Remis
Inni niż @George_Stark :
@Piechur : Sonet szyty na miarę , @RogerThat : Smutek miasta, @fonfi : Nie ma szacunku dla starszych , @splash545 : Sonet samolotowy @adamszuba : Gatunek inwazyjny
Może @bojowonastawionaowca wrzuci to podsumowanie na koniec wpisu? Tak dla porządku.
Zaloguj się aby komentować
Jak pech to pech, tym razem padło na mnie.
Temat: katar
Rymy: dopadło - smarki - zmywarki - wypadło
#zafirewallem #naczteryrymy
A cóż to Ojca dopadło?
Łka, z nosa lecą mu smarki.
- Nie chciał ja kupić zmywarki,
i na mnie zmywanie wypadło.
The future is now (w Katarze)
Wnet kichnięcie mnie dopadło
razem z piaskiem wymieszane smarki
w Katarze mają nawet do nosa zmywarki
woda pod ciśnieniem, trochę chemii i co złe wypadło
Hehe
Podniecenie mnie dopadło
Z fujarki lecą białe smarki
Moja cipcio, dzisiaj nie pełnisz roli zmywarki
Bo twemu mężczyźnie dziś "horny" wypadło
Zaloguj się aby komentować
Siema,
Otwieram tag #babciapiechura
--------
Pół-pasiec
Mam półpaśca złośliwego
Przez kogoś darowanego
Ale ten ktoś pożałował
I pół paśca podarował
Cały pasiec - co innego
Sprzedałabym na Allegro
A więc teraz ruszcie głową:
Co mam zrobić z tą połową?
--------
#zafirewallem
Bo wyrzucić - jednak szkoda
Choć niech go weźnie pogoda!
Może podlać i wyrośnie?
Cały pasiec brzmi, lecz, groźnie
Bo z półpaśca jest leczenie?
A z całego? Pomorzenie?
Więc i może niech zostanie,
Pół, jak fraszka, małe danie
Jeden ma utalentowaną żonę, drugi babcię... No nie mogę. Proszę namawiać Panie do zakładania kont i dołączania. Tym bardziej, że babcia, jak się domyślam, obsługuje komputer (to przez ten wers z Allegro).
No a jeśli babcia nie uda się przekonać do założenia konta, żebym osobiście mógł złożyć jej wyrazy uznania, to kolegę @Piechur proszę o tych wyrazów przekazanie.
Zaloguj się aby komentować
Ech...
rymy: ech - niech - śmiech - pech
temat: pyrrusowe zwycięstwo
Dobrej zabawy.
Ech.
#naczteryrymy
#zafirewallem
Wiele trumn z dębowych dech
Każdy zdech a teraz niech
Niesie je mój pusty śmiech
Bo sam nie dam rady, pech
Miało być cudownie, że ech
Pozwólcie, że ulżę sobie niech
A zrobię to przez głupi śmiech
Wszak na drugie imię mi pech...
Pyrrusowe zwycięstwo
Na figle mnie naszło, więc wziąłem wdech
I rzekłem: “Małżonko, czy może nie ch…”
Lecz pogardliwy jej przerwał mi śmiech.
Więc owszem - figluję - lecz solo... no pech.
Zaloguj się aby komentować
Jakaś ta edycja rekurencyjna się w moim wykonaniu zrobiła. Ledwie wczoraj pisałem o moim stanie kawalerskim i o moich męskich marzeniach, a tu dziś mi się te dwie rzeczy połączyły w głowie. Bo – owszem, muszę się do tego przyznać przyznać – marzę czasami o żonie. Dziś mi się właśnie takie marzenie zamarzyło. A że moja ewentualna żona musiałaby być co najmniej równie udana jak i ja jestem (żebyśmy oboje mogli z uzasadnionych przyczyn narzekać na siebie nawzajem i mieć się czym i o co wzajemnie denerwować), no to to moje marzenie wyglądało mniej więcej tak:
***
Prezent dla żony
Piątkowy wieczór. Obskurna kawalerka z umeblowaniem w stylu lat ‘70. Para leży pod kołdrą na rozłożonej wersalce. Wieczór zapowiada się rozrywkowy: oboje wystawiają po jednej nodze spod kołdry – on nogę lewą, ona prawą. Odzywa się ona:
– „Ty zawsze z jakimś wyskoczysz gównem!” –
ton zrównoważył miękkość pierzyny –
komentarz do daru na urodziny,
który sprawiłem żonie mej ślubnej.
Następnie ze dwie, trzy(?), cztery(??) godziny
przywoływała wspomnienia róże:
z całego życia „nie”, „może”, „później”
i wszystkie inne moje przewiny.
A zanim sen nam powie buon giorno
film mieliśmy włączyć (komedię, nie porno!),
ale poziomo się nie chciał wyświetlić.
Lecz nim reklamację pójdę i złożę
mówię do żony: – „Weź, spróbuj może
i ten telefon w bok trochę przechyl?”
***
#nasonety
#zafirewallem
Zaloguj się aby komentować