#zafirewallem

32
2871

Dzień dobry wszystkim kawiarenkowiczom!


Czas na publikację opowiadań minął, nadszedł czas na ogłoszenie wyników XXIII edycji naszych zmagań literackich:


W aktualnej edycji konkursu wzięły udział 3 osoby:

@fonfi ze swoim opowiadaniem It's full of stars...

@KatieWee ze swoim opowiadaniem Czy cienie umierają?

@George_Stark ze swoim opowiadaniem Cień czający się na pograniczu jawy i snu (tutaj mam obiekcje, bo ciężko mi je powiązać z fantastyką lub horrorem)


Poziom był bardzo wysoki, komisja w składzie mojej osoby i moich urojonych przyjaciół po podliczeniu piorunów i komentarzy ma przyjemność ogłosić zwycięzcą. A jest nim (werble)... @KatieWee ! Serdecznie gratulujemy! Nagrodę w postaci palety majonezu Kieleckiego wyślemy pocztą.


Pozostałych uczestników zapraszam po odbiór nagrody pocieszenia.


#zafirewallem #naopowiesci #podsumowanienaopowieści

bori userbar

Zaloguj się aby komentować

TRZECIE W HISTORII, A PIERWSZE W TYM ROKU SPOTKANIE KAWIARENKI #zafirewallem (acz wstęp wolny dla wszystkich) #hejtopiwo #hejtosoczek #hejtowoda


DATA I GODZINA: 24 maja 2025, godzina 17:00


MIEJSCE: Warszawa (mam nadzieję, że na świeżym powietrzu, ale zobaczymy jak z pogodą)


Ogłoszenie już robiłem, ale dowiedziałem się, że zainteresowani powiadomień nie dostali ani z tagu, ani ze społeczności, to może tym razem wyjdzie Zapraszam!


#owcacontent



#hejtopiwowarszawa

Zaloguj się aby komentować

Cień czający się na pograniczu jawy i snu


Podłoga – bo Jerzy uświadomił sobie, że leży na podłodze – była twarda i zimna. Plecy bolały go jeszcze bardziej niż zwykle, na dodatek czuł jakieś dziwne kłucie w nerkach. Pewnie od tego zimna – cholera wie, jak długo już tam leżał. Bolała go też głowa, a w ustach miał tak sucho, jakby trociny zagryzał wapnem. Żadna jednak z tych rzeczy nie była powodem tego, że Jerzy był przerażony.


Jerzy był przerażony ponieważ po obudzeniu się nie mógł otworzyć oczu.


***


Już od jakiegoś czasu Jerzy miał kłopoty ze snem. Wszystko zaczęło się jakoś mniej więcej wtedy, kiedy Pacha zmieniła swoją różową hybrydową Toyotę Yaris na zielonego Nissana Leafa. Samo to nie było niepokojące – ot kolejna fanaberia Pachy, na którą Jerzy nie zwrócił większej uwagi, tak i nie zwracał większej uwagi na wszystkie inne jej fanaberie tak długo, dopóki miska była nieustająco pełna, a kuweta regularnie czyszczona. Miska jednak coraz częściej była pusta. Jerzy trącał ją pyszczkiem powodując donośne brzęczenie, a Pacha mówiła wtedy „Oj, przepraszam Jerzy – zapomniałam. Tyle mam na głowie”. Z kuwetą sprawa miała się podobnie, choć jednak odwrotnie – to znaczy, że kuweta również był zaniedbana, bo była pełna i to nie tylko żwirku. „Oj, przepraszam Jerzy – zapomniałam. Tyle mam na głowie” – mówiła Pacha, a Jerzy dopiero po chwili mógł sobie ulżyć, bo po awanturze, którą mu kiedyś Pacha urządziła, bał się drugi raz nasrać do łóżka.


Jerzy trenował więc swoje zwieracze i ścianki jelita grubego, ale Jerzy zaczął się też tym niekorzystnym dla ich związku obrotem spraw martwić. Chodził więc za Pachą po domu i podglądał ją zastanawiając się co też mogło być przyczyną tej jej nagłej zmiany w podejściu do swojego ukochanego. Próbował wytropić jakieś wskazówki, na których mógłby zbudować sobie jakąś teorię, którą następnie uznałby za prawdziwą. W taki właśnie sposób Jerzy zauważył, że Pacha podczas suszenia włosów wykonuje dziwne ruchy. Zupełnie jakby raził ją wtedy prąd.


– „Jakieś przebicie czy ki czort?” – pomyślał Jerzy i zdecydował, jak prawdziwy mężczyzna, sprawdzić czy z suszarką jest wszystko w porządku. – „Najwyżej poświęcę dla niej jedno ze swoich żyć. Mam ich w końcu dziewięć.”

– „Ale tylko jedno” – postanowił w końcu, kiedy już zdecydował się dotknąć tej suszarki, do której zabierał się jednak jak pies do jeża.


Z suszarką było wszystko w porządku. Skąd więc ta zmiana zachowania Pachy? Jerzy nie miał pojęcia.


To właśnie ten niepokój był przyczyną kłopotów ze snem Jerzego, choć Jerzy nie zdawał sobie z tego sprawy. Biedak przejmował się jednak swoim stanem, wertował więc internet w poszukiwaniu rozwiązania. Paraliż senny – to było to, co udało mu się znaleźć i nad czytaniem o paraliżu sennym, zwanym przez niektórych zmorą, spędził ostatni tydzień. Objawy co prawda nie pasowały, ale temat wydał mu się ciekawy.


***


I właśnie o tym paraliżu sennym Jerzy przypomniał sobie wtedy, kiedy obudził się na tej zimnej podłodze i nie mógł otworzyć oczu. Natychmiast poczuł ucisk w klatce piersiowej.

– „Może to Pacha?” – łudził się jeszcze przez chwilę, bo przecież od dawna już próbował namówić ją na to, żeby na nim usiadła. Co prawda miał na myśli twarz, a nie klatkę piersiową, ale jak się nie ma co się lubi, no to i klatka piersiowa też może przecież być. Jerzy wiedział jednak, że sam się oszukuje.


– Pacho! Pacho! – zaczął wykrzykiwać na tyle głośno, na ile było go wtedy stać, ale nie było go stać na wiele – brakowało mu przecież powietrza w płucach. (Zauważmy jednak, że nawet w takiej sytuacji Jerzy nie zapomniał użyć wołacza, który to wołacz jest pięknym przypadkiem, choć niestety już zanikającym za sprawą byle mianownika.)


– O! Już się cholero obudziłeś? – usłyszał głos Pachy. – Pięknie się wczoraj zaprezentowałeś! Po prostu pięknie! Ciebie tylko puścić do ludzi, albo ludzi do ciebie! Taki wstyd przed Erwinkiem!

– Co się stało? – zapytał Jerzy, zapominając na chwilę o swoich oczach, bo wobec gniewu Pachy nawet i ślepota była niczym. Zresztą, Homer też był przecież ślepy. Choć, z drugiej strony, nic nam nie wiadomo o tym, żeby spotykał się z jakąś kobietą. Może dlatego pamiętamy go do dzisiaj?

– Co się stało?! Jeszcze się głupio pytasz?! – wściekała się dalej Pacha. – Uchlałeś się wczoraj, zresztą Erwinek też był nie lepszy! No i jak powiedział, że strasznie ma ochotę jakieś stopy pooglądać, chciał mnie nawet namówić, ale się nie zgodziłam, to ty wtedy, ty cholero, zdjąłeś skarpety i podsunąłeś mu pod te swoje stopy pod nos! Erwinek stwierdził, że za mało kobiece, a ty wpadłeś w szał. „Za mało kobiece?! Za mało kobiece?! Czekaj, ja ci jeszcze pokażę!” – zacząłeś krzyczeć i pobiegłeś do łazienki. Chwilę tam posiedziałeś, a potem to już było słychać tylko huk, bo się przewróciłeś, ty ochlejusie jeden, i zasnąłeś na podłodze! Czekaj chwilę, sprawdzę czy znowu ci jakiś bocian siana nie podprowadził.

Jerzy poczuł rękę Pachy sięgającą do jego kieszeni i wyjmującą z niej portfel.

– No, są pieniądze. Całe szczęście – powiedziała Pacha.

– Pacho – zaczął Jerzy, wciąż nie zapominając o wołaczu – ja nic nie widzę!

– No i nie dziwota, ty moczymordo! Tak ci się zachciało być dla Erwinka kobiecym, że pomalowałeś się moim cieniem do powiek. No a potem usnąłeś i w nocy ci się te powieki posklejały.


***


#naopowiesci

#zafirewallem


***


EDIT: A, zapomniałem: 848 słów.

Jakby to miało jakieś znaczenie.

@George_Stark Ja mam tylko dwa pytania natury porządkowej:


  1. Tak dla rozwiania moich wątpliwości, ten incydent łóżkowy to miał miejsce pod postacią kota, prawda?

  2. A znowu fetysze z Erwinkiem to w ludzkiej postaci po skarpetach tuszę? Czy to miała być współczesna interpretacja "Kota w butach"? Znaczy się w skarpetach...

Zaloguj się aby komentować

Nawet nie opowiadanie, ale krótki obrazek, niecałe trzysta słów.


Czy cienie umierają?


Na początku wszystko wydawało się być z tym dzieckiem w porządku. Dziesięć paluszków u rąk, dziesięć paluszków u stóp, błędne spojrzenie w kolorze burzowego nieba i nieobecny uśmiech jakby przeznaczony dla kogoś innego niż ci którzy gruchali, przewijali i całowali pokrytą ciemnym puchem główkę.

Matka, która pierwsza to odkryła, o mało co nie wypuściła dziecka z rąk na zimną podłogę. Przerażenie złapało ją za gardło i zmiękczyło jej kolana, prąd strachu płynący wzdłuż kręgosłupa pozbawiło ją tchu.


Dziecko nie miało cienia.


To znaczy miało, ale nie swój. 


Gdy uniosła je w góry światło lampy ukazało jej nie cień niedużego tłumoczka zawiniętego w poduszkę, ale starca! Wysokiego, wyprostowanego, ale wyraźnie wykrzywionego już przeżytymi latami.

Drżąc podeszła do ściany i opuszkami palców dotknęła cienia, który jakby wzdrygnął się pod tym dotykiem.

Miałą wrażenie, że ściana w miejscu gdzie pada cień jest cieplejsza, jakby mężczyzna ogrzewał ją swoim ciałem i oddechem. 

Pokiwał do niej ręką, a ona podała mu dziecko, aby mógł je potrzymać. Kołysał malutką dziewczynkę, aż zmrużyła oczki i zasnęła. 


Towarzyszył małej w każdej chwili jej życia i był z nią wszędzie. 


Gdy w pokoju paliło się kilka świateł i wszyscy i wszystko inne miało cienie podwójne, potrójne, rozczworzone, zwielokrotnione, mała dziewczynka miała tylko jeden cień, czarniejszy niż inne.

Matka nauczyła się zostawiać niewielką lampkę przy łóżeczku dziecka. Gdy się budziło cień podnosił się i bujał ją delikatnie w ramionach, aż znowu usnęła.

Bawił się z nią lalkami i klockami, podtrzymywał pod pachami gdy stawiała pierwsze kroki.

Gdy podrosła ledwo nadążał za jej krokami, ale zawsze pozostawał gdzieś w pobliżu. 


A pewnego dnia zniknął, żeby już nie powrócić. Dziewczynka i jej matka szukały go wszędzie, widziały go w każdym innym cieniu, nawoływały, on jednak odszedł na zawsze.


#naopowiesci #zafirewallem

1ea10538-a214-4d8a-9e15-4c9f78e8bb3e

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Tym razem, tak dla odmiany postanowiłem wyrobić się na czas. No bo termin mija chyba dopiero jutro o godzinie 19:00 czasu środkowoeuropejskiego, prawda? Prawda?!


Przyznam się szczerze, że na początku miałem zupełnie inną koncepcję na to opowiadanie. Ale jak to z koncepcjami bywa, one sobie, a życie sobie. Tak więc kiedy w końcu siadłem i zacząłem pisać, to moje myśli non stop wędrowały w kierunku @Dziwen a. Czy wysyp wszelkiego rodzaju postów związanych z #perypetiedziwena w ostatnich dniach mógł mieć na to wpływ? Nie wiem. Ale tego nie wykluczam. W każdym razie możliwości jakie otworzyła przede mną misja Grudziądzkiej Centralnej Agencji Kosmicznej wydają się tak nieograniczone i tak kuszące, że nie potrafiłem się im oprzeć. Po raz kolejny. No cóż, ten drugi pomysł będzie musiał poczekać na jakąś kolejną edycję. Albo może nie będzie musiał bo znajdę trochę czasu, żeby go skończyć pozakonkursowo...?


W każdym razie oddaję Państwu kolejny, świeży, jeszcze gorący odcinek space opery o międzygalaktycznej arce Santa Maria.


Miłej lektury.


************


It's full of stars...


Od dobrych kilku minut Dziwen siedział jak sparaliżowany, a w uszach ciągle dźwięczało mu echo płaczu. Płaczu małego dziecka. Bał się wykonać jakikolwiek, choćby najmniejszy ruch, chociaż kubek z gorącą kawą parzył go w dłonie. Ale to pieczenie - tak ku⁎⁎⁎⁎ko nieznośne - było jedyną rzeczą, która podtrzymywała jego poczucie rzeczywistości. Chwycił się go jak tonący brzytwy, żeby tylko nie oszaleć. 


Najpierw ostrożnie rozluźnił palce na kubku, czując że jeśli tego nie zrobi, naczynie za chwilę pęknie i pokaleczy mu ręce. Skupił się na dźwiękach otoczenia upewniając się, że płacz naprawdę już przebrzmiał, a to słabnące poczucie czyjejś obecności to wytwór jego wyobraźni. Rozejrzał się powoli po jasno oświetlonym kambuzie, pozwalając by oddech mu się całkiem uspokoił. Jedyne co teraz słyszał to szum wymienników powietrza systemu wentylacyjnego międzygalaktycznej arki Santa Maria oraz sporadyczne pikanie robotów kuchennych.


Jak tylko szok minął i całkiem odzyskał zdolność poruszania się, pobiegł do ambulatorium. Położył się pod automatycznym skanerem i wystukał na panelu polecenie uruchomienia pełnej diagnozy, wraz ze szczegółowym rezonansem mózgu. Kiedy aparatura ożyła i przystąpiła do badania, Dziwen zaczął się zastanawiać od kiedy ma te… No właśnie, co? Zwidy? Halucynacje? Doliczył się siedmiu “epizodów”, jak je do tej pory nazywał. Pierwszy pojawił się już pierwszego dnia, tuż po uruchomieniu prototypowego napędu i wykonaniu skoku w bliżej nieokreśloną przestrzeń kosmiczną. Jednak wtedy zrzucił to na ogromne ciśnienie i stres w jakim przyszło mu funkcjonować. Nagła ucieczka z Ziemi, pierwsze użycie napędu skokowego, które równie dobrze mogło odparować całą arkę wraz ze wszystkimi uciekinierami albo zmaterializować ich w centrum czarnej dziury lub we wnętrzu jakiejś gwiazdy. I to wszystko wyłącznie na jego głowie.


Wrócił myślami do tych wydarzeń. Przypomniał sobie jak w jednym momencie, poprzez wibracje, czuł przeciążenie generowane przez potężne silniki wyrywające Santa Marię ze studni grawitacyjnej Ziemi. Pamiętał końcówkę odliczania przed skokiem. A chwilę potem klęczał już na pokładzie mostka wymiotując. Nie potrafił dokładnie opisać jak przebiegał sam skok. Miał tylko wrażenie, że ktoś wywrócił go na lewą stronę i wyrzucił w upstrzoną gwiazdami czarną otchłań, po czym szarpnął jak za smycz i sprowadził z powrotem na pokład. Do pozycji klęczącej. W której wrażenie przenicowania znajdowało ujście za pomocą gwałtownych torsji. Wtedy właśnie to poczuł. Głęboki niepokój, jakby coś monstrualnego przyglądało mu się z zaciekawieniem zza ciężkiej, niewidzialnej zasłony. Po kilku sekundach uczucie zniknęło, ale on był już wtedy zbyt zajęty kontrolą systemów statku, żeby zawracać sobie tym głowę.


Z zamyślenia wyrwało go piknięcie i komunikat “skanowanie zakończone” wypowiedziany syntetycznym głosem komputera medycznego. Dziwen wywołał wyniki badania na ekran i gorączkowo przewijał długą listę w poszukiwaniu jakichkolwiek odstępstw od normy. 


Nic. Tak samo jak przy poprzednich skanach.


— Jak tak dalej pójdzie to od samych tych skanów zwariuję, albo będę świecił w ciemnościach - pomyślał, schodząc ze stołu medycznego i kierując się z powrotem w stronę kambuza. 


Dziwen, choć od samego początku uczestniczył w pracach Grudziądzkiej Centralnej Agencji Kosmicznej przy projektowaniu systemów symulacji dla krio-kapsuł, to na stanowisko Głównego Kreatora został przydzielony w ostatniej chwili, dosłownie na kilka godzin przed startem. Wszystko potoczyło się wtedy szybko i gwałtownie. Inwazja, strach, ucieczka, start i skok… A teraz już pół standardowego roku przemierzał samotnie kosmiczną przestrzeń, nadzorując pracę arki. 


Samotnie - jeśli nie liczyć kilku tysięcy zahibernowanych ocalałych.


Po pierwszym epizodzie, co do którego Dziwen cały czas miał jeszcze wątpliwości, czy jednak faktycznie nie był efektem intensywnego stresu, drugi wyrwał go z głębokiego snu na początku trzeciego miesiąca tułaczki. Obudził się gwałtownie z takim samym intensywnym uczuciem bycia obserwowanym. Ale wtedy też zignorował wrażenie, tłumacząc je sobie po prostu złym snem. 

Kolejne zdarzały się coraz częściej i przyjmowały coraz bardziej intensywne, niemalże realne formy. Od poprzedniego minęło raptem dwa dni.


Dziwen wszedł do kambuza, rozejrzał się na wszelki wypadek i zabrał ze stołu kubek z zimną już kawą. Nie lubił zimnej kawy. Wylał zawartość do zlewni, podstawił kubek pod ekspresem i nacisnął przycisk. Ekspres zaterkotał młynkiem i w pomieszczeniu rozszedł się przyjemny zapach świeżo mielonych ziaren. Oparł się rękami o szafkę i czekając aż ekspres skończy przygotowywanie napoju przycisnął czoło do miłej, zimnej powierzchni białych drzwiczek, dając myślom zupełnie odpłynąć. Ekspres skończył parzenie i znowu nastała cisza, urozmaicona jedynie szumem wentylacji. 


Zabrał gorący napój i spojrzał na stolik przy którym przed chwilą tak wyraźnie słyszał płacz dziecka. Zdecydował, że woli się jednak przespacerować i skierował kroki w stronę znajdującej się nieopodal hali widokowej. Usiadł ostrożnie na miękkiej kanapie. Naprzeciwko miał wielkie panoramiczne okno, o rozmiarach ekranu kinowego, osłonięte przez większość czasu przez grube pancerze chroniące przed radioaktywnym promieniowaniem. Systemy arki pozwalały na otwarcie osłon na nie dłużej niż 15 minut w jednym cyklu dobowym. Chociaż w przestrzeni kosmicznej nie było ani dnia ani nocy, to komputery pokładowe utrzymywały 24 godzinny cykl zegarowy, a kalendarz pracował w tzw. systemie standardowym, bazującym na Ziemskim kalendarzu gregoriańskim.


Dziwen wyjął z kieszeni terminal, z którym nigdy się nie rozstawał, rzucił okiem na ogólne podsumowanie systemów sterujących, a nie widząc tam nic niepokojącego uruchomił system hali widokowej i otworzył osłonę. Wraz z jej otwarciem, rozbłysły zewnętrzne reflektory oświetlając statek. Jego oczom ukazało się monstrualne “cielsko” Santa Marii w całej swojej okazałości.


Większość pomieszczeń “socjalnych” znajdowała się na ogromnym pierścieniu obracającym się wokół głównego kadłuba. Obrotowy ruch pierścienia zapewniał pokładom sztuczną grawitację, natomiast w centralnej części panował stan nieważkości. Tam też znajdowały się hangary, magazyny, wszelkiej maści pomieszczenia techniczne i komory z prototypowymi systemami napędowymi. Dziwen podszedł do okna i oparł się o szybę przyglądając się temu niesamowitemu wytworowi grudziądzkiej myśli technologicznej. 


W pewnym momencie kątem oka dostrzegł ruch. Skupił wzrok w tym miejscu i zauważył na zewnątrz jakąś skuloną postać. Poczuł jak znowu ogarnia go panika. Jego umysł nie mógł poradzić sobie z przetworzeniem informacji, że w pustej, zimnej przestrzeni kosmicznej unosi się… dziecko! Mała dziewczynka! A kiedy uświadomił sobie, że postać nie jest na zewnątrz, ale że wpatruje się w jej odbicie w szybie, odwrócił się jeszcze bardziej przerażony. 


Na kanapie, na której przed sekundą siedział on sam, kucała mała - mniej więcej 7 letnia - przestraszona dziewczynka. Zrobiło mu się ciemno przed oczami a kubek wypadł mu z ręki i z brzękiem roztrzaskał się na twardej podłodze. To przywołało go do rzeczywistości.


— Co tu się, k⁎⁎wa, dzieje?! - zdołał z siebie wydusić


Na dźwięk jego głosu, dziewczynka cofnęła się, wtuliła mocniej w miękkie oparcie kanapy i rozpłakała się. W tym samym momencie na statku zamrugały światła a terminal zasygnalizował zakłócenie w systemie zasilania. Zdezorientowany Dziwen nie bardzo wiedział jak ma zareagować. Zacisnął pięści, aż paznokcie wbiły mu się w dłoń, głównie po to żeby upewnić się, że nie śni.


Dziecko nie przestawało kwilić. I wpatrywało się w niego wielkimi, czarnymi, praktycznie pozbawionymi białek oczami.


Zrobił krok w stronę kanapy. 


Kolejny. 


Dziewczynka szlochała ale nie spuszczała z niego wzroku. Jej intensywne spojrzenie natychmiast przywołało to silne, znajome już uczucie bycia obserwowanym. Nie wiedzieć czemu, cały strach, który przed chwilą go tak paraliżował, teraz gdzieś zniknął. Usiadł na krawędzi, wyciągnął zachęcająco rękę w jej stronę i zapytał:


— Masz jakieś imię?


— Nazywam się Santa Maria — odpowiedziała. A w jej czarnych oczach zamigotały gwiazdy.


************

1138 słów


#zafirewallem

#naopowiesci

@fonfi Dobre! Podoba mi się jak konsekwentnie ciągniesz to swoje uniwersum 🙂


No i zdążyłeś. Już się bałem że nikt nie napisze xD

Zaloguj się aby komentować

Blednie i słabnie mój wielki wysiłek,

Me ciało więdnie... opada niczym placek,

Nie przywraca mi sił najlepszy nawet posiłek,

Na dno Stynksu ciągnie pełen oczekiwań wacek.

Zaloguj się aby komentować

Ponieważ w obecnej edycji zabawy #nasonety w kawiarni #zafirewallem nie dołożę nadmiarem swoich opublikowanych wytworów roboty nikomu innemu jak tylko sobie, więc mogę sobie na to moje swobodne spamowanie bez wyrzutów szczątków mojego sumienia pozwolić.


Kolejny wiersz jest wierszem z gatunku „nie znam się, to się wypowiem”, bo wszak jestem bezdzietny, choć na teorii wychowania znam się zapewne jak nikt!


To miała być lekka zabawa homonimami albo wieloznacznością słów, czego ślad – mam nadzieję – widać w jeszcze w pierwszej strofie. Ale później mi to wszystko uciekło.


No i trochę ekshibicjonizmu, czyli wszelkie skojarzenia (w tym również i te muzyczne), które ja, autor, we swoim wytworze odnalazłem już po jego napisaniu:


– piosenka To wychowanie zespołu T.Love,

– ale chyba bardziej Kochajcie dzieci swoje pana Kazika Staszewskiego;

– oraz, co chyba oczywiste, słowa hetmana Jana Zamoyskiego: Takie będą Rzeczypospolite, jak ich młodzieży chowanie

– i, choć trochę na odwrót – bo jako odpowiedź: wiersz Do młodych pana Adama Asnyka, bo – tak mi się wydaje – każda zdrowa relacja powinna być obustronna i, tak jak młodzi nie powinni deptać przeszłości ołtarzy, tak i starzy powinni pozwolić młodym wznosić ich własne ołtarze teraźniejszości, no bo nie przyszłości przecież.


Dziękuję za wypowiedź.


***


Zasady

albo Wychowanie


Opracowaliśmy różne zasady –

porządek się na tych zasadach zasadza.

Zasady wpaja się poprzez przykłady,

więc do przykładów się warto przykładać:


jeżeli męża nazywasz „stary”,

jeżeli miłość dajesz na kredyt,

to nie dziw się, że syn cię później nazywa „stara”,

choć może ciężko jest ci to przeżyć.


Czasem podtopisz się w życia wirze,

czasem się będzie walić i palić,

lecz z najbliższymi bądź co dzień bliżej:

tako mieć będziem, jak żeśmy chowali.

Zaloguj się aby komentować

Co to za wierutna bzdura

by expić bijąc szczura

taki heros to później kpina

ale i tak boi się go cała gmina


przy okazji niedawnej premiery remasteru Obliviona

Wielka rozkmina #2


Wszystko co robię to wierutna bzdura,

Biegnę w wyścigu jak szczur obok szczura,

To nie jest życie, to z życia jest kpina!

Pod maską czarna jak gęsty smog mina…


A bo mi ten poprzedni coś nie brzmiał...

Ostatnie wybory to była bzdura:

wybraliśmy sobie jakiegoś szczura,

a szczur ten to jedna jest wielka kpina,

bo nawet nie wie co powiat, co gmina.


Taka rozkmina.

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry się z Państwem,

Tak jak obiecałem, co jakiś czas będę wrzucał tutaj wytwory, które przypadkowi ludzie zostawią pod ramką Punktu Wymiany Poezji przy Wrzeniu Świata w Warszawie i oznaczał je odpowiednim tagiem: #punktwymianypoezji - można obserwować, można czarnolistować. Jako, że to pierwszy wpis, to w kilku zdaniach opiszę na czym w ogóle polega idea PWP.


W różnych miejscach w Polsce (ale nie tylko - mapka tutaj ) znajdują się ramki pod którymi dyndają takie kolorowe zwisy zakończone najczęściej jakimś spinaczem albo innym klipsem. Każdy, kto ma na to ochotę może swój wiersz, myśl, sentencję czy cokolwiek innego czym chciałby się podzielić, przymocować do ramki przy użyciu wspomnianego mechanizmu mocującego. Może też poczęstować się wiszącymi tam karteczkami. Co jakiś czas, opiekun danej ramki - np. ja - sprawdza czy coś nowego (co nie zostało zabrane przez przypadkowego przechodnia) nie pojawiło się pod ramką. Taki nowy wiersz, jest fotografowany i przesyłany do "centrali". Centrala przygotowuje wiersze zebrane od opiekunów, i dystrybuuje w postaci pliku, ozdobione grafikami z AI. Wiersze te opiekunowie drukują i rozwieszają pod swoimi ramkami. W ten sposób wiersz powieszony przez kogoś w jednym miejscu trafia do pozostałych ramek. Proste jak 20m drutu w kieszeni.


A poniżej wiersze, które znalazłem dzisiaj po drodze do pracy:


——————————


Gdy patrzysz mi w oczy,

myślę, ile czasu upłynie,

gdy pozwolisz, bym okrył Cię

kocem mej miłości.


Robert Traczyński,

poeta młodego pokolenia,

z tomu “Oczy mrużę"


——————————


Flower Moon

self-discovery journey

by shibari rope


MxChX


——————————


Oraz te, z "centralnej dystrybucji", które powiesiłem (na zdjęciu, to te kolorowe karteczki z grafikami):


——————————


Wiersz z nagłówków


Są wytyczne

Zmieni się

Przyjeżdża

Rozjechał

Będzie nowe

Powiedział ten i ten

Powiedział, zrobił, zapisał,

Nagrał, przeprosił, zwyzywał...


Mikołaj Godyń


——————————


Jesienne nastroje


Rozkochała się w świecie barwami,

W sto kolorów całuje ustami,

Ciepłym wiatrem powiewa w zachwycie,

Mgłami tuli mokre łąki o świcie,

Już jesiennie jest, pięknie i barwnie,

Łąka strojna w kolory powabnie,

Lasy w brązach, czerwieni i złocie,

Czasem ciepłe, a raz w deszczu słocie,

Gdzieś nad głową klucz żurawi w odlocie,

Jesień kroczy w kolorowej kapocie,

Słońce krócej i słabiej ogrzewa,

Ciszej ptak obok mnie dzisiaj śpiewa,

Tęskno robi się czasem po lecie,

Na dwór trzeba wyjść w ciepłym żakiecie,

Pozamieniać garderobę na szale,

Trzeba lato pożegnać, choć z żalem.


Jolanta Gołowska


——————————


5-7-5


Jeżeli jesteś

Proszę nie mów nic więcej

To ja mam wierzyć


——————————


#zafirewallem #punktwymianypoezji - tag do czarnolistowania

3b369665-94b0-4c16-bfad-3f5e0e56a785
107b0a53-2b02-4d26-bcf4-928a0da2f016
9f022856-5875-4d8a-b142-1fa06dd5d760

Zaloguj się aby komentować

@George_Stark ale poproszę trochę hejta na @splash545, bo mnie to się dostało!


Pobladłem jak ściana, walnąłem ekran i z nóg zrobiło się masło,

Wrzeszczą alarmy, silniki umilkły, świat zamarł, zasilanie zgasło,

Dramatycznie kartkuję manualna, z mózgu zrobiła się margaryna,

Nurkuję d⁎⁎ą w planetę, chyba nie powtórzę wyczynu Gagarina.

Z drogi mlecznej zrobiło się masło

Potem czarna dziura i wnet słońce zgasło

w tym mroku i ciszy powstała margaryna

Przywieziona z kosmosu w statku Gagarina

Zaloguj się aby komentować

Ponieważ jestem nosicielem bardzo nienachalnego optymizmu, to uważam, że na świecie dzieje się coraz gorzej (i jest to bardzo niepokojące). Szukałem rozwiązań, ale ich nie znalazłem, znalazłem za to przyczynę. Otóż, proszę Państwa przyczyna jest metafizyczna, a na świecie dzieje się źle przez:


***


Lenistwo aniołów


Diabeł się ponoć ubiera u Prady,

co gust całkiem niezły u niego zdradza;

to nie to co te anielskie dziady,

w jakichś tunikach zwyczajne chadzać.


Diabeł wykwintny – wybiera Paryż:

to Luwr odwiedzi, to siądzie przy wieży,

i jeszcze przejdzie Wielkie Bulwary.

Później Watykan wpadnie odwiedzić.


Aniołom chyba jest za to bliżej

do jakiejś biednej – ja wiem? – Portugalii?

I kiedy diabeł się pachni w mirze,

oni na plażach pozalegali.


***


#nasonety

#zafirewallem


I tak, ja wiem, że w Portugalii jest Fatima i to sanktuarium tam to, no co tu dużo ukrywać: złote, a skrome, ale mi się ładnie rymowało.

Zaloguj się aby komentować

Teraz


Kiedy minęła ubiegła godzina,

Kiedy niedziela, a zaczęła sobota?

Cały ten tydzień to jedna kpina

Jutro poniedziałek i znowu robota


Ponarzekać chyba każdy może,

Więc nie narzekaj, że narzekam

Przeczytanie tego Ci nie pomoże

Zabrałem Ci czas, a teraz uciekam


Skoro jeszcze me wywody czytasz,

Ze swym czasem nie masz co robić,

To mimo wszystko dałeś się wrobić


Taka ładna pogoda, a Ty tu przebywasz,

Człowieku, weźże wyjdź na pole!

Nie kiś się w domu, no ja pi⁎⁎⁎⁎le!


(╯ ͠° ͟ʖ ͡°)╯┻━┻


---------------------------------------

#zafirewallem #tworczoscwlasna #poezja

nie taguje nasonety, bo to pozakonkursowe i jeszcze mnie znowu wciągną ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Pan @sireplama chyba nie zauważył, że wygrał. A w kawiarni cisza - nikt się nie odzywa, nikt się o rymy nie upomina...

No to niech będzie, że znowu wystąpię w zastępstwie.


Temat: Leniwy wieczór

Rymy: cisza - umyka - klisza - muzyka


Miłego rymowania


#zafirewallem #naczteryrymy

Po wyjściu z kina nastała cisza

sens decyzji scenarzystów mi umyka

miało być epicko, a wyszła Netflixa klisza

Janko Muzykant to teraz John Muzyka

Wieczór z przyjaciółmi


Po bąku zwykle zapada cisza,

bo błyskotliwość z gazem umyka;

rozmowa rwie się jak urwana klisza,

a kiedy się skończy zapadła cisza,

symfonią rozbrzmiewa dęta muzyka.

Zaloguj się aby komentować

No ja prawie zawsze mam skojarzenia muzyczne, bo muzykę bardzo lubię i nic na to nie poradzę, a nawet nie będę nic poradzić próbował, bo próbować coś poradzić nie chcę. I nie mam pojęcia, czy – już po napisaniu wytworu poniższego – bardziej kojarzy mi się on opisem muzycznych talent shows w wykonaniu pana Kazika Staszewskiego , czy też może z diagnozą sytuacji ogólnej w wykonaniu pana Bruce’a Springsteena :


***


Festiwal Żenady


Rozpoczynamy Festiwal Żenady!

Komisja się długo nie będzie naradzać,

u nas – jak wszędzie – rządzą układy:

zwycięzców już znamy, lecz nie ma co zdradzać.


Najpierw pan Kamil, co łoi browary

na czas, choć nikt mu czasu nie mierzy,

po panu Kamilu nam będą śpiewali

Fałszerze. Konkretnie: Kwartet Fałszerzy.


Później Aneta – żongluje ryżem,

Adam – on pewnie biblię tu spali,

a żeby poprzeczkę ustawić niżej

nadzy magicy już się rozebrali.


I tak nam z reklam wzrosną obroty,

a nim ktokolwiek z państwa ochłonie

to ten, co zbierze najwyższe noty:

sam prowadzący – wystąpi na koniec.


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Będzie krótko #nasonety


Zwierzyniec


Mam pająki, mam też gady

Może będę mieć też płaza

No i żywe mam owady

Bo to karma, choć odraża


Mam też psa co ma puchary

Na zawodach ząbki szczerzył

Chciałem mieć też kazuary

Lecz by nikt mi w to nie wierzył


Mam też zwierzę co sra w żwiże

Do kuwety kloce wali

Potem d⁎⁎ę sobie liże

Czystość trzyma, to się chwali


#zafirewallem

7d4f8f1a-0901-46f1-b8f6-9086ec39212b

@splash545

Do kuwety kloce wali

Potem d⁎⁎ę sobie liże

Taaak, znam to. A później przychodzi na "buziaczka"...

Zaloguj się aby komentować

Postanowiłem urządzić dzisiaj nadprogramowy Dzień Kobiet i w związku z tym zrobić Paniom prezent. Pod poprzednim wytworem z Cyklu Grudziądzkiego koleżanka @Wrzoo wyraziła nadzieję na to, że Jerzy zmartwychwstanie, no bo Wielkanoc w końcu, a koleżance @KatieWee spodobała się nieistniejąca strona bierna czasownika „utonąć”, no to zdecydowałem się te dwie sprawy we swoim nowym wierszu uwzględnić.


Wszystkiego najlepszego więc, drogie Panie! – dobrze że już żadna więcej nic tam nie napisała.


***


No a nad tytułem wytworu poniższego myślałem przez chwilę, a później mi się przypomniało, że na tej płycie pana Stasiuka i zespołu Haydamaky, którą to płytę zresztą bardzo lubię, piękna jest nie tylko Alpuhara, ale też i na przykład Upiór , więc niech będzie o tym grudziądzkim upiorze:


***


Upiór


No: Alleluja! I nie ma rady,

Wielkanoc w końcu cudami obradza,

bo chociaż trochę nadgryzły go kraby,

się utonięty Jerzy odraza.


Na brzeg wypełznął, bieży przez szuwary,

z paznokci resztki pozdrapywał śniedzi,

ostatnie krople strząsnął już z fujary:

był się utopił, a przeżył.


– "Podejdź tu dziewczę, chodź ku wodzie bliżej" –

to szept Jerzego czy fali?

– "Nie wstydź się wcale, przecież nikt nie idzie,

w Wiśle się będziem kąpali".


Dziewczę już w stroju: stanik i galoty,

Jerzy podniecony całym ciałem płonie,

płonie tak jak płoną utonięte chłopy

bo dziewczę też zaraz utonie.


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Najlepszym testerem jest czarne prącie

można przepuścić przez nie elektrony

gdy się spali, kupisz nowe w dyskoncie

starego czarnucha odrzucisz na stos usmolony


z dedykacją dla @moderacja_sie_nie_myje3

Gasnę


Umysł mi więdnie jak u starca prącie,

W gąszczu neuronów giną elektrony,

Piętrzą się myśli jak palety w dyskoncie,

Gasnę - jak pieniek ogniem usmolony…

Zaloguj się aby komentować

Ignorantia iuris nocet.


Jak widać, nie tylko nieznajomość prawa szkodzi, ale jego niezrozumienie również. Gdybym wiedział, że te pioruny będą sumowane, to sam bym tę papaję zjadł, a nie się nią z Wami dzielił w tym ostatnim wytworze w edycji LXXIII.


No ale trudno: dura lex, sed lex w końcu.


***


Czyli to mnie przypadł ten zaszczyt i niewątpliwa przyjemność otwarcia (a, jeśli dożyję, to jeszcze niewątpliwsza przyjemność zamknięcia) kolejnej, LXXIV edycji zabawy #nasonety w kawiarni #zafirewallem. No to otwieram.


Ponieważ to zwycięstwo kompletnie mnie zaskoczyło, zupełnie nie jestem przygotowany i zadam pierwszy tekst, który przyszedł mi do głowy, więc sięgniemy sobie do ballady pana Adama Mickiewicza i zajmiemy się jednym z najbardziej marszowo-rytmicznych tekstów jakie znam, a będzie to fragment ballady Alpuhara stanowiącej fragment Konrada Wallenroda . Całość tekstów można zaleźć pod linkami w tytułach, piękne wykonanie w pięknej oprawie muzycznej można zaleźć tutaj lub w wersji na żywo tutaj , w tej wersji na żywo okraszone dodatkowo interpretacją kolegi pana Andrzeja Stasiuka , gdyby kogoś któraś z tych rzeczy interesowała. Rzeczony natomiast fragment, którym się w tej edycji zajmiemy zamieszczam poniżej:


Adam Mickiewicz

Alpuhara

(fragment)


Już w gruzach leżą Maurów posady,

Naród ich dźwiga żelaza;

Bronią się jeszcze twierdze Grenady,

Ale w Grenadzie zaraza.


Broni się jeszcze z wież Alpuhary

Almanzor z garstką rycerzy.

Hiszpan pod miastem zatknął sztandary,

Jutro do szturmu uderzy.


O wschodzie słońca ryknęły spiże,

Rwą się okopy, mur wali;

Już z minaretów błysnęły krzyże,

Hiszpanie zamku dostali.


Jeden Almanzor, widząc swe roty

Zbite w upornej obronie,

Przerznął się między szable i groty,

Uciekł i zmylił pogonie.


***


Tam wyżej jest szesnaście wersów, a jest ich tyle dlatego, że przy układzie rymów ABAB czternastowersowy utwór ciężko żeby się dobrze rymował, a ja, będąc łaskawym, do konkursu dopuszczam tak utwory di risposta dwunastowersowe jak i szesnastowersowe – jak kto woli albo jak się komu chce.


***


Ponieważ to zwycięstwo kompletnie mnie zaskoczyło, zupełnie nie jestem przygotowany i nie mam pojęcia jakie zasady oceniania będą obowiązywać za tydzień, kiedy to przyjdzie mi wyłonić zwycięzcę, wiem za to jedno, a wiem, że na czas tej LXXIV edycji decyzją organizatora stara rzymska zasada lex retro non agit zostaje uchylona.


***


Dziękuję.


Proszę się dobrze bawić.


***


Aha. I tag #diproposta , bo później na mnie krzyczą.

Zaloguj się aby komentować

Gdzieś przed dziewięcioma miesiącami

Spotkała się na schodkach zacna drużyna

Aby przy wypatrywaniu za owcami

Kręciła się dalej wierszy maszyna


Potem w Lublinie, nieopodal @moll

Ta sama drużyna, choć w innym składzie

Po zamkach i knajpach wysyłała patrol

By na Świętego Spokoju znaleźć się pokładzie


Przyszła więc pora ogłosić poniższe

Trzecie spotkanie Kawiarenki, w Warszawie

Szykujcie się więc na tygodnie najbliższe


Bowiem o 17:00, w sobotę 24 maja

Miejsce nieznane - zapewniam, będzie ciekawie

Zjawi się na spotkaniu kawiarenkowa zgraja!


#zafirewallem #kawiarenka #hejtopiwo #hejtosoczek #hejtowoda #hejtopiwowarszawa #warszawa

#owcacontent <- do blokowania moich wpisów

@bojowonastawionaowca Ja nie wiem jak Pan Moderator ten wpis wrzucił, że mi żaden z tagów nie zatrybił i gdyby nie czujność @George_Stark to nic bym o tym zgromadzeniu nie wiedział. Ale skoro już wiem, to tak łatwo się mnie nie pozbędziecie. Patrząc jednak na dość skąpe w swej liczbie komentarze pod wpisem, to obawiam się, że ta informacja mogła nie dotrzeć do sporej części potencjalnie zainteresowanych. Może trzeba zawołać? Jakąś wstępną listę obecności przygotować?

Zaloguj się aby komentować