5 dni temu pisałem https://www.hejto.pl/wpis/kojarzycie-raspberry-pi-to-dzisiaj-bedzie-opowiesc-jak-tworcy-tego-sbc-zrobili-w o raspberry pi fundation które ma lekkie opóźnienie z wydawaniem poprawek do jądra dla swoich produktów. Wczoraj po 2 tygodniach jak cały świat się łatał poprawka trafiła do repo, według git już we wtorek poprawili https://github.com/RPi-Distro/linux-packaging ale paczki w repo były wczoraj po 15 naszego czasu.
Nie trzeba było im co tydzień przypominać. Dzisiaj jest kolejny błąd na uzyskanie dostępu do root. Ciekawe jak szybko im to zajmie.
Z powodu zmiany gałęzi przez rpi alpine linux na które przerobiłem większość swoich urządzeń też ma opóźnienie z dostarczeniem poprawek.
Mateusz Chorobok wrzucił jakiś czas temu film pod tytułem "czy aktualizacje mają jeszcze sens". Mówi o tym, że gdy znajdzie się jakąś dziurę w sofcie, nie ważne czy open source czy nie, od momentu wydania łatki do momentu kiedy zaktualizujesz swój komputer mija pewnien czas, kiedy jesteś potencjalnie zagrożony. W przypadku open source wprost wiadomo co zostało poprawione i można próbować wykorzystać ten błąd na systemach bez aktualizacji, a w przypadku closed software trzeba posiłkować się reverse engineeringiem wspomagając się bieda changelogiem lub... Binarką. Z użyciem AI ta droga (znalezienie błędu i wykorzystanie go) skraca się do kilku dni i przewiduje się że w najbliższym czasie skróci się do nawet kilku godzin. W perspektywie lat może się okazać, że wydanie łatki to będzie tylko instrukcja dla hakerów który program ma dziurę i w którym obszarze.
Także oni sobie to pewnie wzięli mocno do serca. Tylko zapomnieli, że są open source i to inaczej działa niż closed source
Od czasu do czasu @Made_In_China wrzuca wpisy z jakimiś promocjami, często tam się pojawia jakiś #hardware . Taguje, gatunek póki co zazwyczaj ignoworany. No i tak sobie dziś klikając w obrazek patrzę sobie na cenę dysku HDD 6tb, oczywiście droższy niż kilka miesięcy temu (może jakaś poprawka co do modelu, nie chcę głębiej sprawdzać). I to zastanowiło mnie, czy nie sprawić sobie dysku #ssd do mojego #homelab #selfhosted .
Opowiem więc, co mi dolega. Na początku lutego kupiłem sobie SSD M.2 za 329 zł w mediaexpert (teraz taki sam chodzi po 379 zł). Włożyłem go do laptopa, wyjąwszy SSD M.2 1TB, i postanowiłem zainstalować sobie #nixos #linux (distro hopping, na ubuntu to jeździłem od 2023, w tych zamierzchłych czasach SSD SATA 128GB kosztował 45 zł). Stary dysk z laptopa miał pójść do #raspberrypi w celu przechowywania nań kroniki #bitcoin . Na malince postawiłem #proxmox umożliwiający spełnianie przezeń wielu funkcji naraz. Skręciłem zestaw i okazało się, że malinka nie widzi dysku. Trochę kombinowałem, moduł do odczytu M.2 działał (czytało mi ten świeżo zakupiony dysk z laptopa), okazało się, że ten SSD to jakiś western digital co się nie lubi z malinką. Kupiłem więc obudowę zewnętrzną na ten dysk 1TB na alledrogo za 130 zł, malinka przez tę obudowę już widziała dysk. Mogłem w końcu zsynchronizować węzeł Bitcoina, ale na tym dysku już robiło się ciasno. Gdy chciałem włączyć serwer electrs, to się jednak okazało, że do tego trzeba zindeksować kronikę, co zajmuje miejsce. I tego terabajta było mało. Obudowa na dysk SSD miała jeszcze port na kartę SD, więc kupiłem kartę 256 GB, wsadziłem, przeniosłem tymczasowo kronikę na HDD i zacząłem kombinować z utworzeniem woluminu btrfs obejmującego SSD i SD. Ale przy próbie kopiowania pojawiały się błędy niestworzone, czytnik SSD nie wyrabiał zapewne. Miałem gdzieś w domu pendrive 256 GB, więc zamiast karty SD jest wolumin btrfs obejmujący SSD i pendrive. A do karty SD sobie dokupiłem czytnik i teraz to ona mi robi za ten pendrive. No i tak się patrzę na te ceny dysków SSD, przez te całe ej aj ceny już wyjebało, i się zastanawiam, czy czegoś sobie nie dokupić, w razie gdyby wyjebało jeszcze bardziej. Format może być zarówno SATA (mam pierdołkę SATA-USB3), jak i M.2 (tylko żeby nie gryzło się z malinką). Jeżeli chodzi o pojemność, to 2 TB no to by było fajnie, a jeżeli chodzi o 4 TB, to na teraz to trochę byłby overkill, ale jeżeli ceny mają jeszcze bardziej rosnąć, a potrzeby się zwiększą (może pobieranie dystrybucji linuxa? jakieś media, niby mam ten hdd 6tb, ale myślę, że on to głośny jest i póki co odłączony), to w sumie wolałbym teraz przeboleć zakup tych 4TB, żeby potem znów nie kombinować tak jak teraz z tym btrfs.
Jeszcze gdy chodziłem do podstawówki, to był tam taki Paweł, i ja jechałem na rowerze, i go spotkałem, i potem jeszcze pojechałem do biedronki na lody, i po drodze do domu wtedy jeszcze, już do domu pojechałem
@209po - to jest jedyne zdanie ze znakiem zapytania:
Jeżeli chodzi o pojemność, to 2 TB no to by było fajnie, a jeżeli chodzi o 4 TB, to na teraz to trochę byłby overkill, ale jeżeli ceny mają jeszcze bardziej rosnąć, a potrzeby się zwiększą (może pobieranie dystrybucji linuxa?
teraz to jak spojrzałem, co na tym homelabie się dzieje - niespodzianka, zero miejsca na btrfs. c⁎⁎j, kupię chińczyka 4tb gdzieś na alledrogo za 1250 zł
Kojarzycie raspberry pi? To dzisiaj będzie opowieść jak twórcy tego SBC zrobili własny system pod swój produkt i mają na niego wywalone. Jest on oznaczony na stronie jako zalecany, więc każdy nawet bez pojęcia o linux ma go zainstalowanego.
Rpi jako system bootowania jest oparny o gpu a nie cpu jak w większości komputerowego świata więc wymaga specjalne przygotowanej wersji dystrybucji linux. Architektura procesora nie jest problemem, tylko sam firmware.
Pierwszą styczność z tym sprzętem miałem w 2012 roku. Obecnie najstarszy działający egzemplarz mam z 2013 roku. Na początku system przygotowany przez twórców elektroniki bazował na debianie armel, który był pod armv4 a sbc miało procesor armv6.
W 2013 roku wydali własny zmodyfikowany debian armhf określony jako raspbian, z różnicą do debiana który był pod armv7. Systemy nie były ze sobą zgodne, ponieważ paczki skompilowane pod debiana armhf nie działały na raspbianie armhf z powodu braku instrukcji procesora.
Przy swoich projektach zauważyłem, że mają mocno wywalone na aktualizacje swojego systemu. Jedno czy 3 egzemplarze były do przeżycia przy ręcznej własnej kompilacji. Z debiana na którym system bazował nie dało się wziąć bo by nie działało.
Pracowałem w firmach które wykorzystywały to SBC do różnych rzeczy i tam przy efekcie skali już było odczuwalne. Trzeba było ogarniać samemu aktualizacje do softu i je utrzymywać.
Ten stan rzeczy trwał do 2020 roku aż wydali bety 64 bitowej wersji swojego systemu. Oczywiście dało się już wcześniej używać innej dystrybucji, bo te już 5 lat wcześniej ogarniały 64 bitowe procesory jak i samą kompatybilność ze sobą w 32 bitowych wydaniach dla tego SBC.
Od 2022 wydanie 64 bit stało się oficjalne. Jest to czysty debian arm64 ze zmodyfikowanym jądrem i firmware.
Zatem gdzie widzę problem? Minęło 12 lat odkąd pierwszy raz zauważyłem, że coś jest nie tak z aktualizacją oprogramowania, a tam nic się nie zmieniło. Od ponad tygodnia są dostępne w sieci exploity na 3 różne bugi w samym jądrze linux a oni podchodzą to tego tak: https://github.com/raspberrypi/linux/issues/7346
The next apt kernel will be 6.18 and is imminent, but we are just finalising testing.
Fajne podejście, nie? Cały świat się łata a oni podchodzą: robimy nowe rozwiązanie i testujemy, więc starego nie załatamy.
Jądro to nie jedyny problem np. ja kodowałem w php i wersji 8.2 obecnie nikt przez 3 lata nie zaktualizował w 32 bitowym wydaniu gdzie debian zrobił to już wielokrotnie.
W moim przypadku stare egzemplarze przerobiłem na alpine linux, gdzie dostarczają w miarę na bieżąco aktualizacje. Z częścią softu jest problem, ale można skompilować samemu. Lepsze to niż włam na urządzenie wystawione do internetu.
W przypadku komercyjnych rozwiązań, to duża część używało ubuntu już 10 lat temu ale tylko w przypadku nowszych płytek. Stare poszły w niepamięć. Kiedy był kryzys z dostępnością raspberry pi wybrali inne rozwiązania i obecnie te pewnie zastąpiły już SBC co do którego nie ma się pewności na poziomie bezpieczeństwa.
Od zawsze traktuję ten system jako Arduino do embedded linuxa albo quick start w tej dziedzinie, generalnie amatorskie użycie. Komercyjnie nikt tego nie używa i nie widzę ani powodu by używać, ani sensu.
Ile to zarobiłem na odsprzedaży "uszkodzonych" malin to moje
Firma zmieniała płytę główną w wyciskarkach do lodu na nowsza wersje płyty wraz z budowanym wyświetlaczem. Więc stare wg nich uszkodzone leciały do kosza.
A uszkodzenie polegało na tym że , były sprawne w 100% tylko soft zapisany na karcie nie chciał się wczytywać, bo karta potrafiła się zapisać w innym formacie i przez to maszyna nie działała.
Więc zaproponowałem darmowe pozbycie się elektroniki (za utylizację trzeba płacić).
Karty po łączeniu partycji I formacie miały pełną sprawność i szły od razu na allegro
A maliny to co najwyżej wytarłem z kurzu.
I szły w cenie dumpingowej na portalach.
Kart sprzedałem prawie 600
I podobną ilość malin po 350 sztuka.
Pandemia to był piękny czas na zarabianie pieniędzy
Od kilku dni zastanawiam się jak sobie ułatwić życie z szukaniem czegoś ciekawego do czytania. Jakieś niusy, ciekawostki, wiadomości, itd. Mam Raspberry Pi w domowej sieci, które może coś tam działać, aby mi z tym pomóc. Tylko nie bardzo wiem jak to ugryźć ;/ Używać jakiś RRS? Czy bezpośrednio pytać Gemini o niusy i dodawać je do Discord kilka razy dziennie? Czy jeszcze coś innego? Jakieś sugestie?
Szukam sprawdzonego sposobu na stabilne zasilanie Raspberry Pi 4B, pod które podpięty jest dysk M.2 (USB 3.0) oraz radio Zigbee do Home Assistant. Boję się, że limit 1.2A na portach USB w końcu nie wyrobi, więc jak u Was wygląda setup, żeby uniknąć błędów napięcia i "undervoltage"? Polecacie konkretne modele aktywnych hubów USB z własnym zasilaczem, czy może stosujecie jakieś inne patenty na odseparowanie zasilania dysku od samej płytki?
U mnie były ciągłe spadki i odcinało mi dysk. Próbowałem ustawiać stany energetyczne gdzieś po kernelu i flagi w fstab, nie pomogło, zrobiłem drut - daemon co monitorował czy dysk jest i go ponownie montował (z resetem kontrolera USB, a jakże). Przynajmniej dysk wracał po wypięciu.
W końcu podpiąłem dysk zewnętrzny HDD (Toshiba canvio basics), nie żadne cudowanie z dyskiem ze starego laptopa w adapterze USB. No i działa.
Jakbym był mocno przywiązany do tego setupu to bym zdecydowanie dokupił hub z osobnym zasilaniem, albo samą kieszeń z zasilaniem, bo też widziałem. Ale powoli myślę (od pół roku, to trzeba na spokojnie) nad przesiadką na jakiegoś thin clienta, więc w graty do RPi nie inwestuję
@serel zasilany hub usb jest w tej chwili na szczycie pomysłów. Najmniej jebania I najtaniej. Więc jak za tydzień zmienię zdanie i kupię jakiegoś NASa to nie będzie problemu i żalu wywalić :) No i będą wolne USB do ładowania gratów :)
#homeassistant Chciałbym zainstalować node-red w home assistant, ale mam home assistant na dockerze i nie ma sklepu tam tylko hacs. Zainstaluje node-red na dockerze i potem jakoś to połączy razem? #raspberrypi
Jeśli nie wiesz jak to zrobić to najlepiej zapytać jakiegoś au jak perplexity czy chatgpt. Wtedy możesz wklejać swoje konfiguracje itp i przeprowadzi Cię krok po kroku
Potrzebuje fajny sposób i skuteczny aby na ds220+ synology, robić backup karty pamięci systemu z raspberry pi 4b. Aby w razie padu sd odzyskać dane. #synology #raspberrypi #rsync #syncthing
W "na żywo" działającym systemie to nigdy nie zrobisz takiego 100% backupu karty - musisz raspberry wyłączyć, wyciągnąć sd i ją fizycznie skopiować na innym urządzeniu.
Tak w ogóle, ze swoich doświadczeń polecam stosować raczej pendrive zamiast karty sd - pendrive jednak o wiele bardziej odporne na błędy zapisu.
Tak czy owak - najważniejsze, to (tak jak w każdym linuxie) robić regularne backupy katalogów /etc/ no i oczywiście /home/{$USER} - tam są wszystkie najważniejsze ustawienia no i oczywiście dane użytkownika.
Jeśli chcesz mieć to z automatu, to musisz oskryptować we własnym zakresie i skorzystać np. z crona (żeby np. raz na dobę/raz na tydzień samo się robiło) + zamontowany udział synology (ftp, samba...) i wtedy kopiowanie z (obowiązkowym!) zachowaniem uprawnień - ale jak masz ba synology partycje np. w ntfs, to żeby zachować uprawnienia, to musisz zastosować np. kompresję z zachwianiem uprawnień - najlepsze tar.gz z (czyli tar z flagą -pcvf).
Ogólnie, to w obecnych czasach łatwo coś takiego sobie napiszesz z użyciem jakiegoś asystenta typu chatgpt, czy tam innego czat-gówienka
/edit :)
znowu z mojego własnego doświadczenia - w przypadku raspberry, to najlepiej na karcie sd / pendrive trzymać tylko partycję /boot do startu, a resztę systemu mieć na podpiętym przez usb dysku ssd - wtedy masz raczej spokojna głowę, że raczej nic się nie zepsuje. no ale znowu - partycję /boot tak czy owak musisz obowiązkowo backupować - bo po każdej aktualizacji kernela, wpisy też się tam zmieniają i system nie ruszy, jeśli przywrócisz system, wcześniej nie przywracając aktualnego /boot
Z rok nic nie majsterkowałem tym razem dość prosty temat, bo musiałem uruchomić dwie stare drukarki OKI 3220 a więc stworzyłem print-server na Raspberry Pi Zero. Funkcje:
- obsługa wielu różnych drukarek (oprogramowanie cups) przez microUSB
- przycisk funkcyjny, który można dowolnie zaprogramować (teraz czyści kolejkę druku)
- trzy diody kontrolne (uruchomiony serwis, podłączona i widoczna drukarka, wydruk w trakcie
Z błędów jakie popełniłem to, jak widać na pierwszy rzut oka, śruby powinny być na dole obudowy xD No ale tak mi było łatwiej wydrukować (btw macie jakiś sprawdzony patent jak mierzyć sobie te wszystkie odległości tak żeby wydrukować od razu dobrze zwymiarowaną obudowę?).
Gdyby kogoś coś takiego interesowało, zrobię na zamówienie ( ͡°͜ʖ͡°)
@radek-piotr-krasny riscv? Ja tym chińskim wynalazkom nie ufam. Mam pudełko różnych pi gdzie 99% jest martwe. Raspberry pi ani jedno mi nie padło, a przerobiłem ich setki.
@radek-piotr-krasny A dlaczego by miało nie dać rady uciągnąć desktopa do pracy? Przecież te płytki mają parametry jak słabsze albo lekko przestarzałe telefony a te od dawna już mają wystarczającą moc żeby uciągnąć takie rzeczy.
Ale co do pracy jako "daily desktop" to bym się wstrzymał bo to zależy dla kogo. TBH nie widzę opcji na ten moment abym był w stanie na tym pracować komfortowo przy developmencie np apki w next.js. Pewnie kompilowanie Rusta też by szło powolnie.
Ale jak ktoś potrzebuje do pracy tylko przeglądarka + pakiet biurowy albo inne lekkie narzędzia to jak najbardziej może zastąpić desktopa no i przecież ludzie używają już RaspberryPi w takim celu od jakiegoś czasu.
Czy da się za pomocą któregoś pinu Raspberry pi 4 wygenerować sygnał zegarowy z zakresu 1 ... 20 MHz? Potrzebuję go do taktowania układu ADC. Nie musi być idealny co do wartości, może być z "ogonkiem" typu 2,137 MHz.
Z tego co widziałem na pinout.xyz można użyć GPCLK, ale poszukiwania jak to zrobić (najlepiej systemowo) nie pomogły. Wolę używać C zamiast pythona, ale przeportować dam radę.
@macgajster Musi być bezpośrednio na raspberry? Jak nie to może SI5351? Skoro wspominasz o pythonie, to pewnie robisz to pod Linuxem. Nie wiem, czy na systemie, który nie działa w czasie rzeczywistym wyciągniesz tak wysoką, stabilną częstotliwość.
@6502 nie chce mi się już dodawać zewnętrznych modułów, bo tak naprawdę mógłbym dodrutować kynarem jakiś kwarc do ADC. Tylko kwarcu nie mam, a rozwiązanie wyjściem z RPi byłoby czyste, jeden dodatkowy przewód, wszystko hula
Tu chyba tylko sprzętowo dałoby się coś osiągnąć. Zwykły OS mógłby dostać przynajmniej lekkiej czkawki, a pakowanie się w RTOS to też trochę armata na komara. Dlatego sprzętowe rozwiązanie sprzętowego problemu byłoby fajne.
Jej obsługa SPI polega na nadaniu tego samego bufora jako nadawczego i odbiorczego. Funkcje biblioteczne mam podzielone na nadawanie i odbieranie. Do tego dane nadawane są uint8, a odbierane uint32. Duuuużo zbędnej roboty poszedłem w kierunku natywnej linuxowej biblioteki SPI, a zegar mam nadzieję wygenerować lokalnie w ADC
@milew To chyba powstało z myślą o krajach trzeciego świata jako tani prosty i energooszczędny komputer do zastosowań ogólnych. Raspberry Pi 5 jest już na tyle wydajne, że do zwykłej pracy biurowej i przeglądarki wystarczy. Pewnie sprawdzi się też dla osób mało technicznych w sensie jakiś seniorów którzy chcieli by coś poklikać w komputer ale nie ma sensu kupować dla nich całego PC żeby leżał i się kurzył. Albo jako pierwszy komputer dla dziecka np.
@kkdawid czekam na alternatywne płytki, zamówiłem juz CM5 w wersji 16gig ram i plan jest kupic io board pasującą do normalnej budy atx. No i pecet po prostu bedzie