#przemyslenia

7
1559

#pilkanozna #mecz #przemyslenia

Wczoraj cały internet zasypany tym że Morata jest trzecim strzelcem na Euro w historii, co popchnęło mnie do przemyśleń jaki jest sens mieszania statystyk ery nowożytnej, albo nawet tej sprzed aktualizacji turnieju, ze starszymi?


Kiedyś runda finałowa to były 4 drużyny, następnie 8, 16, a teraz AŻ 24. To znaczy że szczęśliwcy mogą sobie pofarmić na słabszych drużynach i nazbierać gole, więc jaki sens wrzucania takiego Platiniego do jednego worka z jakimś Moratą czy nawet Mbappe skoro oni teraz będą mieć sezon ogórkowy? To jak liczenie bramek razem z meczami towarzyskimi i dorzucenie sobie 3-4 z takim San Marino czy Wyspami Owczymi. Wow gość zdobył 100 bramek w reprezentacji grając z półamatorami, no ale liczby to liczby, za 20 lat nikt nie będzie o tym pamiętał.

Zaloguj się aby komentować

Boże, jaki teraz ten internet z passkey'ami wygodny


Bez haseł, wygodne, bez jednorazowych tokenow, SMSow i innych wkurzających rzeczy. Logujesz, klikasz akceptuj i tyle. Resztę mi ogarnia bitwarden.


#przemyslenia #internet #passkeys

Zaloguj się aby komentować

Skoro sporo osób tak płacze, że jak to tak wysoki wynik konfederosji to przepraszam bardzo, ale na kogo wyborcy konfederosji, czyli centrowcy anty PO-PIS mieli głosować? Zwłaszcza Ci co uważają, że obecna Unia jest szkodliwa i należy ją zreformować (nie wyjść)?


PiS - totalitaryzm, zamordyzm, mafie i zniszczyli realnie ten kraj. Mieli być prawicowi a byli eurokratami. Robią pijar na aborcji. Gdyby rozwiązać problem aborcyjny poprzez referendum to mieliby 15%, bo z tego co się orientuje w ich uniwersum to sporo katolików, lub osób prawicowych tylko dlatego na nich głosuje.

KO - eurokraci bez żadnych kompetencji. Łykają wszystko co urszulka mówi. Wprowadzanie zielonego ładu, który jest ewidentnie skinieniem w stronę Niemców i niezaprzeczalnie szkodliwy dla przeciętnego Polaka (zresztą Niemca, Włocha, Francuza też). Nikogo nie rozliczają tylko robią teatrzyk tak samo jak PiS kiedyś. Oprócz Sikorskiego to nie ma tam nikogo sensownego. W dodatku jak będzie jakiś stołek w europarlamencie to szybko uciekną. Zabawa w rządzenie zamiast realne rządzenie.

3 Droga - ostatnia partia, która powinna rządzić. Kosiniak który powinien iść pod sąd za zaniedbanie MON-u i śmierć żołnierza. Lider Hołownia z mniejszą charyzmą, bez inteligencji i obycia w polityce. Imo zakompleksiony, który swoimi kompleksami psuje Polskę.

Lewica - no to wiadomo. Bezmyślny socjalim i zamordyzm wobec mężczyzn. Brak realnego pomysłu na Polske.

Konfederosja - sporo pożytecznych idiotów i niestety "Pro-life". Czyli aborcja niet nigdy, ale mamy w d⁎⁎ie matke, która zostaje sama. Bozia pomoże hehe a Ty miej zniszczone życie na zawsze. Na szczęście w EP nikt nie będzie na ten temat debatował. Poza paroma ludźmi też nie ma tam nikogo kompetentnego. Jeszcze nie mieli okazji nasmrodzić, bo nie rządzą. Niemniej jednak patrząc jakim gównem jest reszta to nie ma lepszego wyboru. Zwłaszcza, że są za zmianą UE i jako jedyni reprezentują grupę pracujących 18-35 lat. Wyjść nie wyjdą, bo nie mają takiej siły przebicia a jak tak mówili to jest to czysta propaganda.


Bezpartyjni - czyli parta stworzona pod rozcieńczanie głosów. Brak lidera, za dużo post pisowców.

Polexit - nikt o zdrowych zmysłach nie jest za wyjściem z UE, ale Żółtka szanuje i gdyby byly jakieś przesłanki, że może wejść do EP to bym zagłosował.


Poczekajcie na wybory prezydenckie. Tam dopiero będzie znikomy wybór.


#polityka #przemyslenia #konfederacja

Zaloguj się aby komentować

W pozornie złych dla nas rzeczach można dostrzec pozytywy i nauczyć się czegoś nowego bądź też spróbować.


Z losowej sytuacji jak słuchanie nowego album, zakochałem się w piosenkarce nie dostępnej dla mnie. Niby siada mi psychika, ciągle myślę o niej wiedząc, że nie mam szans żadnych na związek. Muszę przeczekać aż mi przejdzie.


Z drugiej strony: zebrałem się by pierwszy raz napisać krótkie opowiadania czy wierszyki, chętniej się uczę angielskiego tłumacząc sobie teksty, słuchając muzyki po angielsku, czy oglądając film. Kariery pisarskiej niestety nie zrobię, ale przynajmniej spróbowałem czegoś nowego i nie żałuję.

#przemyslenia

Zaloguj się aby komentować

Polskich kierowców co nie potrafią zachować odstępu od poprzedzającego pojazdu powinno się profilaktycznie co tydzień j⁎⁎ać po jajach rozgrzanym prętem fi12.


Ledwo co zjechałem z promu w Karlskronie, przejechałem z 30-40km i już mi busiarz na d⁎⁎ie z lubelskiego cwel j⁎⁎⁎ny usiadł. Droga 2+1, ograniczenia 100kmh, wąsko bo po szwedzku barierki po obu stronach, a ten zjeb trzyma 3m odstępu.

Mam nadzieję że kiedyś się wypierdoli i sobie ten głupi ryj rozwali. Wkurwił mnie niemiłosiernie…


O wcześniejszym chojraku z bmw 5 na tablicach NOS nie wspomnę, bo najpierw na ograniczeniach 60 czy 80kmh chce wyprzedzać (ale się boi), a potem na 40kmh z fotoradarem tak dał bo heblach że chyba do 20 zwolnił… No i oczywiście każda soczewka w reflektorze świeci k⁎⁎wa gdzie indziej, bo czemu by nie…


#przemyslenia #polskiedrogi w Szwecji #japierdole #motoryzacja

Zaloguj się aby komentować

Jaki dziś dzień? Ano dzień relacjonowania o postępach w moim osobistym ogarnianiu się. Hmm będzie długo, a jak zawsze i tak zapomnę o czymś napisać. Z najistotniejszych rzeczy jakie się wydarzyły:


  • Pisałam 7 maja, że dziś już będę po wielkim rozstrzygnięciu tego, czy dostanę historyczny awans. No więc nie dostałam. Minęło już parę dni od tego czasu, ale wciąż jest mi trochę przykro ponieważ ci, którzy powinni mnie poprzeć i którzy to narzekali jak u nas w pracy jest źle, okazali się nielojalni i poparli kandydata, który zapewni im to, że nadal będzie źle. Tyle dobrego, że będą mieli na co przez kolejne 4 lata narzekać. Ta nielojalność trochę boli. Ale z drugiej strony - nawet na "gorąco" po wszystkim, przy całym moim rozczarowaniu, byłam dumna z siebie, że jednak próbowałam. Że miałam tyle odwagi, by to zrobić. Było, minęło.

  • Dalej trenuję dość regularnie, tak z 4 dni w tygodniu. Tylko że teraz nieco bardziej różnicuję swoje aktywności. Byłam np. już 2 razy na zajęciach z boksu (są raz w tygodniu), chyba ze 3 razy na zajęciach dotyczących mobilności, no i ogólnie coś się robi. Jak to u mnie - zawsze jest jakieś ale. Trochę się boję bokserskich - mam słabą psychikę, ogólnie wszystkiego się boję, więc i tego, że ktoś mi przyłoży również. Taka ze mnie fighterka. Dlaczego więc postanowiłam chodzić na te zajęcia? Bo mam słabą psychikę i ogólnie wszystkiego się boję, w tym tego, że ktoś mi przyłoży. A chciałabym się wzmocnić psychicznie. Więc mimo tego, że bardzo mi się nie chce, wymyślam wymówki żeby tylko nie pójść, to i tak dzisiaj zbiorę się i pójdę na te zajęcia.

  • Kiedy jeszcze oglądałam youtuba (o tym za chwilę) to w tym miesiącu przede wszystkim oglądałam filmy z Davidem Gogginsem. Kiedyś myślałam, że to jest taki sobie wariat, który nie potrafi powiedzieć zdania bez przynajmniej jednego f*ck i motherf*cker. A na dodatek promujący jakieś "chore" teorie w stylu "musisz cierpieć" itd. Ale kiedy go dobrze posłuchałam okazało się, że facet ma naprawdę wszystko poukładane w głowie. I że nie jest masochistą, ale że jego celem jest zdobycie kontroli nad sobą i budowanie siły psychicznej. Czyli tego, do czego ja także powinnam dążyć. I nieco mnie "olśniło" i trochę poukładało w głowie. No ale nie - nie doznałam nirwany i nie jest tak, że teraz dosłownie wszystko idzie mi wspaniale, moja samodyscyplina jest niezłomna itd. Bynajmniej. To cały czas walka, którą także przegrywam.

  • Postanowiłam sobie miesiąc temu, że koniec ze słodzeniem (LOL, ale i postanowienieXD). Od dawna nie używam cukru, teraz odstawiłam też słodziki. Jeszcze pewnie powinnam odstawić produkty, które zawierają cukier, ale jedyne jakie jem to serki homogenizowane, które i tak stanowią tylko dodatek do np. twarogu, żeby mi się go w ogóle chciało zjeść. Ale proporcje są jak 1:3 na korzyść czystego twarogu, więc tego słodkiego smaku w zasadzie nawet nie czuć.

  • Kolejna sprawa - odstawiłam całkiem rzeczy w stylu youtube (i ogólnie - słuchanie muzyki) i media społecznościowe. Nie byłam od tego w żaden sposób uzależniona (mówię o społecznościówkach), ale i tak zdarzało mi się nieco za długo przeglądać np. obrazki na instagramie. Finito. Jedyna społecznościówka jaka mi została to hejto, ale też pewnie będę jeszcze bardziej ograniczać. Odstawienie tych rzeczy ma na celu to by się nimi nie "znieczulać", no bo np. idę na spacer i zamiast słuchać otoczenia, zamiast słuchać własnych myśli, słucham sobie muzyki albo jakiegoś podkastu. Drugi powód - bardzo lubię muzykę, podobnie - bardzo lubię podkasty popularnonaukowe, więc w celu takiego "hartowania się" trzeba było je wywalić z życia. I nawet nie czuję braku.

  • Nie wiem, czy kolejną rzecz mogę zaliczyć in plus, czy raczej in minus - od poniedziałku odstawiłam kawę. Piję ją codziennie, nawet 3 kubki dziennie i pomyślałam, że w ramach pracy nad sobą to też musi zniknąć. Ale objawy odstawienia po 3 dniach mnie pokonały. Senność (wystarczyło, że usiądę na parę minut już odpadam) i straszny ból głowy. Tak więc ten eksperyment jest raczej nieudany.

  • Od 10 maja prowadzę taki swój "dziennik", gdzie zapisuję różne przemyślenia. Czy mi w czymś pomaga? Nie wiem, ale podobno warto to robić.

  • Prawie skończyłam pisać artykuł, choć mam wrażenie, że jest duża szansa, że pozostanie na poziomie "prawie". Bo jeszcze musiałabym pokopać do niego informacji, bibliografii itd., a nawet nie wiem gdzie mogłabym go puścić. A już na pewno nie wiem, czy mi go ktoś wydrukuje. I z jednej strony nie chcę być kimś, kto odkłada kolejny (już 3!!!) nieskończony artykuł do szuflady, a z drugiej - nie chcę inwestować więcej czasu w coś, co może się w ogóle nie opłacić.

  • Na bazie moich przygód z pisaniem artykułów i świadomości tego, jak bardzo duże mam braki jeśli chodzi o metodykę tej działalności, postanowiłam się dokształcić. Więc teraz robię sobie kurs na coursera dotyczący ogólnie "informacji naukowej". Tak - jestem naukowcem i potrzebuję takich kursów. Bo mnie nie nauczyli tego na studiach, a potem już tylko trzeba było "umieć" a nie się uczyć.

  • Podjęłam też decyzję co do tego co będzie tematem mojej habilitacji i będę składać wniosek o grant na rozpoczęcie badań. Czy go dostanę? Pewnie nie. Ale trzeba spróbować. No i już też ogólnie orientuję się w temacie.

  • Starałam się jeśli chodzi o pracę. Niby to powinna być oczywistość, ale niech będzie, że i to wymienię.

  • Starałam się też mniej zwlekać jeśli chodzi o rzeczy dla mnie trudne - jestem nieśmiała, więc załatwianie różnych spraw jest dla mnie stresem, ale trochę szło mi z tym lepiej. Ale nie zawsze.

  • Starałam się też być lepszym człowiekiem, ale mam wrażenie, że tutaj nigdy nie odniosę żadnych sukcesów. Brakuje mi "wychowania", "ogłady" itd. Ogólnie - umiejętności społecznych. A tego się chyba nie da tak po prostu nadrobić. A nade wszystko mam taki "pasywno-agresywny" sposób myślenia o ludziach (nie wszystkich rzecz jasna) i wydaje mi się często, że jestem od nich "lepsza". Co oczywiście jest nieprawdą.


Ok, to teraz faile:


  • Pisałam wyżej, że nie zawsze moja dyscyplina jest żelazna. Wręcz przeciwnie. W ciągu tych 30 dni 4-5 razy złamałam swój reżim deficytu kalorycznego. Zawsze dzieje się to w podobnych okolicznościach, potrafię je precyzyjnie wskazać, ale nie potrafię przeciwdziałać. Co najgorsze - jak już wpadam w obżeranie się to w ogóle nie obchodzi mnie ani to, że tyle czasu pracowałam na siłowni, liczyłam kalorie itd. Nie obchodzi mnie też to, że "przyszła ja" będzie żałować takiego objadania się. Nie. Istnieje tylko tu i teraz. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie.

  • Powinnam już choć raz czy dwa wybrać się w góry... ale nie potrafię się wyrwać z kieratu roboty. Nieśmiało myślę, że może w przyszłą sobotę by się udało? Ale może będę jeszcze bardziej niż zwykle zawalona robotą. Nie wiem.

  • Chciałam zacząć biegać, ale... po dwóch biegach na 5k znów odezwała się moja cera naczynkowa i wywaliło mi naczynka na nosie. Cieszyłam się, że udało mi się je w lutym zamknąć laserem, a tu znów wróciły. Ponowny zabieg kosztował mnie 300 zł i już raczej nie będę porywać się na taki intensywny wysiłek. Tj. pewnie mogłabym stopniowo przyzwyczajać się do biegania tak, żeby mi nie wywalało tętna do 160 i wyżej, ale boję się, że znowu wyjdą mi te głupie naczynka. A nie chcę ich już oglądać.

  • Powinnam też wziąć się bardziej za swoje zdrowie, a nadal odkładam to na świętego nigdy. Przede wszystkim dlatego, że "da się żyć" z moimi dolegliwościami, a po drugie - proces leczenia byłby bardzo trudny i wymagający dużego hartu ducha, którego po prostu nie mam.


Na pewno zapomniałam tu o bardzo wielu rzeczach, o których powinnam była wspomnieć. Mam tak, że np. już na 2 tygodnie przed takim raportem jak dziś myślę sobie "o, to napiszę i to i to", a potem jak siadam do pisania to zapominam. A czy można potem jeszcze robić aneksy, bo coś mi się przypomniało?

W każdym razie sami widzicie, że nie ma tu żadnych spektakularnych osiągnięć, raczej proces, który w większości dzieje się w mojej głowie. Chciałabym, tak już kończąc, obudzić się np. za rok i pomyśleć sobie, że bardzo się rozwinęłam itd., chciałabym przede wszystkim móc być z siebie dumna.

#rainsieogarnia #przemyslenia

Zaloguj się aby komentować

Jestem od tygodnia w Polsce i mam kilka różnych przemyśleń:

1. W Biedronkach jest niesamowity syf i burdel. W tej koło mojej babci w Śródmieściu Radomia nie sposób przejść z wózkiem, podłoga jest brudniejsza niż chodnik przed sklepem a jak odpadła cenówka w lodówce to za nią był taki pasek pleśni i grzyba. Nie kupiłem nic tam, poszedłem do Aldiego i było przestronnie, czysto i świeżo. Serio nie wiem jak tam można chodzić. A w drugiej której byłem z ciocią przy rondzie warszawskim mydło i powidło, proszek do prania koło schabu i jakiś niedobitków z tygodni tematycznych rozjebanych na pół podłogi. Nie wiadomo co ile kosztuje, zero jakiejkolwiek logiki w układaniu towaru i tylko jedna kasa czynna a wcale nie jest jakoś bardzo taniej niż gdzie indziej.

2. Starzy ludzie naprawdę kąpią się tylko w sobotę. Nawet u jednych i drugich dziadków nie widziałem żeby rano albo wieczorem brali prysznic. Przecież mają ciepłą wodę, natryski więc to nie jest tak że nie mają warunków - ochlapią się w zlewie i na tym kończy się codzienna kąpiel. Okropność, wracałem też autobusem z bazarku z geriatrią i naprawdę j⁎⁎ią potem.

3. Ceny w sklepach są nadal niemalże 1:1 jak w UK, jedyne tańsze rzeczy z moich obserwacji to owoce (choć i tu nie wszystkie), niektóry nabiał, pieczywo i mięso. Wszelkie produkty przetworzone są w takich samych cenach albo nierzadko droższe niż w UK. A przecież tak jak moi dziadkowie mają po niecałe 2k emerytury to jest dramat. Mój serek radomski waniliowy w sklepie kosztuje 2.99zł a w UK kupuje go po 65p. A przecież ktoś jeszcze go musi z tego Radomia przywieźć do UK!

4. inPost to jest goat. Nazamawiałem sobie płyt, książek, babci jednej kupiłem odkurzacz bezprzewodowy drugiej dekoder DVB-T2 z allegro i wszystko przyszło następnego dnia do paczkomatu. Nic dziwnego że poczta upada :D A jeszcze miałem ten darmowy smart to już w ogóle.

5. Bazarki jeszcze mają się dobrze ale klientela głównie 50+. Przeszedłem przez Korej w sobotę i czwartek i wybór produktów super, wszystko świeżutkie i stosunkowo niedrogie truskawki czy czereśnie albo moje ulubione jagodzianki czy obwarzanki ale praktycznie nie widać ludzi młodych. Serio tylko dziadki jeszcze chodzą na bazarek a reszta nie? :D

6. Nowoczesne, tanie i punktualne autobusy. To mi się podoba. Tym razem nie wynająłem sobie auta i polegam na transporcie publicznym i w Radomiu nie ma prawa nikt narzekać. Klima, dużo elektryków, hybryd, punktualne - czego chcieć więcej. Ceny też spoko, 3.60 za bilet to jest w sumie niewiele. Ale i tak od cholery gapowiczów, kanara nie widziałem ani razu tym razem.

7. Ogromny wybór materiałów budowlanych. U nas pójdziesz do takiego B&Q to 10 rodzajów paneli na krzyż a tu w PL wszystkie możliwe modele, kombinacje i co chcesz. Kupiliśmy z dziadkami w Castoramie i będę im kładł w dużym pokoju bo parkiet mają okropny, nie zmieniany od lat 70 a babci się wymarzyły panele. Pytała firmy o cyklinowanie to krzyknęli jej 2k a panele nowe zapłaciliśmy niecałe 700zł.


#polska #przemyslenia #radom


Jak coś mi się przypomni to dodam jeszcze.

Zaloguj się aby komentować

Odnośnie ostatniego wpisu, chciałbym pochwalić ludzi za to, że ułatwili sobie życie - a przez to mi wybór.

Chodzi dokładnie o ubrania. Styl no-logo to jest coś, co popieram jak po⁎⁎⁎⁎ny xD


Już w 2016 ogarnąłem, że to jest śmieszne. W Austrii pod pracbazą był sklep "sir-anthony" - sklep z drogimi ciuchami.

Jak drogimi? Polo na wystawie kosztowało 500-1000 Eur. Tshirt 300-800 eur. Kurtki - po 2000-5000 eur.


Wszystkie te drogie ciuchy miały jedną wspólną rzecz. Miniaturowe logo lub brak logo. Jakość była ok, ale czasem również śmieszna-bo jedna koszulka z polyesteru za 300Eur była. Mniejsza o jakość.


Jak zobaczy się teraz na inne marki - to najtańsze T-shirty to są te, z wielkim logo firmy. A najdroższe-to te gdzie te logo jest małe.


Ludzie płacą nieadekwatne pieniądze za ciuchy, by być chodzącą reklamą z logo firmy wyj%@#% na pół koszulki. Szukają przez te drogie marki poszanowania dla siebie? Chcą udowodnić, że mają kasę? A działa to odwrotnie, jeśli ktoś ogarnia, że wielkie logo = najtańsza koszulka marki.


Ogólnie mi to lotto co tam ludzie sobie noszą na co dzień, ale czasem mam takie przemyślenia, co nimi kieruje.

Co sprawia, że ludzie zarabiający mniej niż średnia, tak usilnie chcą mieć drogie marki ciuchów, z ich logo - a najbogatsi nie chcą logo na nich?


Przeglądam sobie właśnie zdjęcia Elona Muska, Steve Jobs, Billa Gatesa, pierce brosnan, Mark Zuckerberga.

Z nich wszystkich tylko Elon ma ciekawe tshirty - z jakimś tam 'przesłaniem', ale nigdy nie mają żadnego logo marki.


#przemyslenia #moda

ed2a88b7-d482-4621-9774-3a18e06c63bf
5a87c1b9-d877-4fa8-96e0-27d05818461e

Ja jedną koszulkę Ralpha mam już 7 lat i nadal wygląda świetnie. W zasadzie to wszystkie markowe rzeczy, poza swetrem z Tommym z amerykańskiego marketu, są w bardzo dobrym stanie nawet po wielu latach użytkowania. I teraz pytanie, co się bardziej opłaca koszula za 120zł co po kilku praniach wygląda jak kupa, czy koszula za 500 którą masz kilka lat?

Zaloguj się aby komentować

Najgorsze czego w życiu doświadczyłem to była depresja. Nigdy w życiu nie doświadczyłem czegoś gorszego od tego paskudnego uczucia. To jak do⁎⁎⁎⁎doli to już jest c⁎⁎j. Nie istnieje nic, co miałoby sens, gdy człowiek jest na to gówno chory. Jak teraz o tym myślę z perspekrywy czasu to jest to aż nieprawdopodobne, że można się tak czuć i tak bardzo nieracjonalnie odbierać wszystko co otacza, łącznie z samym sobą.


#przemyslenia #depresja

evilonep userbar

@evilonep

i tak bardzo nieracjonalnie odbierać wszystko co otacza

błąd. właśnie wtedy jest racjonalnie bo faktycznie nic nie ma sensu.

Zaloguj się aby komentować

slucham ciągle tego samego


Dokopałem się do starego konta z muzyką i tak jak czułem ciągle jest to samo. W pełni się za playlistami, które tam robiłem podpisuję jedynie mniej rapu słucham, ale to też raz pop raz rap bardziej.

Może jedynie przerwę od Shaw Mendesa miałem bo jego " illuminate " słuchałem głównie mając zwałe po alkoholu. Reszta się przeplatała co jakiś czas.Obecnie bym dorzucił " tourted poets department" Taylor Swift i tyle. Na pewno kocham dźwięk pianina i to mi zostało, oraz uwielbiam wersje instrumentalne


Moją uwagę przykuły 2 piosenki bo całkowicie zapomniałem o ich istnieniu a po włączeniu pamiętałem tekst i melodię:


" I don't wanna live forever" - Zayn, Taylor Swift to jest z Greya


" Little things" - one direction


Greya obejrzałem w 2020 a do teraz słucham " love me like you do" I sam nie wiem czemu zapomniałem " I don't wanna live forever"


Co możecie polecić by rozszerzyć gust muzyczny?


#muzyka #przemyslenia

2030fba1-0097-46b2-8809-2588e791fd3a
b435946c-2024-4f9d-908c-0ecf68d883ac
994640fe-9866-42e3-920c-d1a33c39be94
5e999e0a-4518-467c-8b86-4c37e2db6932
e9310174-7e76-45ce-95b7-8edeb8775b83

@Dudleus nie dogadali byśmy się xD twoja playlista wygląda jak "nie mam gustu, słucham co tam się akurat wyświetla"


Oczywiście mogę się mylić i poprostu trafia do ciebie taki styl ale no, niedogsdlaibysny się xD

@Dudleus jak za nastolatka w koncu się do internetu dorwałem to miałem taki myk, że sobie wpisywalem okres albo gatunek, the best of i tak sobie zwiad robiłem po wykonawcach. Jak się jakiś gatunek bardziej podobał to się też głębiej szukało.


No i jak ktos mi się podobał to jednak całymi płytami już się słuchało.

@Dudleus ja często podczas dłuższych tras odpalam playlisty od jakichś randomów które są publiczne. interesują mnie takie które mają ponad 200 utworów bo sporo przełączam po kilku dźwiękach ale nie powiem - trochę muzyki tak poznałem... W domu natomiast gra radio internetowe

Zaloguj się aby komentować

Robercik powinien kopnąć w 4litery swoja "partnerkę" biznesowa z ktora ma dzieci. Powiecie co mnie to obchodzi ze podczas bachaty ociera sie pierogiem o kolano cygana albo zakłada arabskie gogle podczas sparingów męża otóż nic mi do tego, może lubi mieć przyprawiane rogi nawet symbolicznie. Chodzi o jego image biznesowe ktore będzie sie kojarzyć z bycie beciakiem, konformista bez własnego zadania. Będziecie chcieli coś kupić jak robercik beciak to zareklamuje? #przemyslenia #heheszki

Robercik powinien kopnac w 4litery swoja "partnerkę" biznesową?

543 Głosów

Pierdoleniw, dobrze że ma hobby, a że ma kontakt z kimś innym? Hobby, jakby robercik skakał na spadochronie i pierwsze loty jesteś podczepiony do instruktora, masz zajebiesci bliski kontakt z innym człowiekiem i dajmy na to że instruktorką by była za⁎⁎⁎⁎sta blondyna, to co też by ludzie to komentowali ja prd. To hobby, to się robi bo się lubi. Że ludzie się tym podniecają ja pi⁎⁎⁎⁎le... rozumiem jakby robercikowa waliła filmiki z protektora jak na piksie tańczy z mokebe whatever to przypal ale k⁎⁎wa jakieś tam hobby xD

Zaloguj się aby komentować

Z racji tego że średnia użytkowników na tym portalu wskazuje że są już w większości po pierwszym i kolejnym badaniu prostaty, pomyślałem że warto tutaj zadać pewne pytanie.


Czy uważacie że od czasu jak weszliśmy do Unii Europejskiej i wdrożeniu min około ekologicznych dyrektyw, macie poczucie że czystość środowiska dookoła poprawiła się znacząco (lub w jakikolwiek sposób)?


A może np uważacie że są inne czynniki które na to wpływają, jak np bogacenie się społeczeństwa?


Jestem bardzo ciekaw waszych spostrzeżeń. (bez ankiety)


Zastanawia mnie czy po tym wszystkim te działania są widoczne/odczuwalne dla szarego kowalskiego.


#uniaeuropejska #srodowisko #przemyslenia #pytanie #rozkminy

@Czokowoko To pewnie zależy od miejsca zamieszkania. U mnie na Górnym Śląsku zmiana jest radykalna. I to nie tylko w dziedzinie infrastruktury, czy zagospodarowywania miejsc, które uznawałem za utracone dla życia biologicznego na zawsze. Widzę również zmianę w myśleniu ludzi, którzy po prostu nie chcą już żyć w chemicznym i pokopalnianym syfie. Nawet górnicy, przynajmniej niektórzy.

@Czokowoko śmiecą dużo mniej, ale to chyba wynika z tego, że pokolenie starych dziadów dla których wszystko co państwowe to niczyje sukcesywnie schodzi z tego świata, np. mój sąsiad miał takie zjebane przyzwyczajenie, że wszystkie śmieci gdzieś wywoził, cholera wie gdzie choć jednocześnie płacił za wywóz śmieci. nigdy nie wystawiał worków, ciekawe, nie? ale starym capom nie przetłumaczysz.


natomiast ogólnie powycinali bardzo dużo drzew przez co upał w lecie jest nie do zniesienia, jest zupełnie jak na patelni.

dla władzy to dobrze bo dzięki temu można zrzucić winę na "globalne ocieplenie" i ściągać jeszcze więcej podatków

Zaloguj się aby komentować

Jeże mają świetnych pr-owce... TFI! PR-owców!


Widziałem dzisiaj przejechanego jeża i moja reakcja to było "Oooo :'(" gdzie pewnie na szczura lub nawet kota to byłoby "Fu... Ktoś mógłby to sprzątnąć"


Nieźle się ustawiły.


#jeze #zwierzaczki #zwierzeta #przemyslenia

sireplama userbar

Ogólnie nie dziwie się teraz, że Google działa zjebanie.


Stara technika/algorytm ich pozycjonowania nie działa-czyli pozycjonowanie na podstawie linków do strony.


Teraz praktycznie każde forum, każdy portal dodaje do linków zewnętrznych rel="nofollow".


W sumie sprytnie, bo zabezpiecza przed "spamem", ale z drugiej strony... Linki, które w kontekście są ważne, nie są punktowane przez SEO.


Nawet jak zrobisz złoto, i twój link jest cytowany na reddicie, medium, nawet tu - na hejto - to nie pomaga to pozycjonowaniu dobrego kontentu. Nawet linki na githubie mają ten atrybut, który blokuje pozycjonowanie strony projektu.


Więc poprzez nadużywanie tego atrybutu, wyniki wyszikwania są z d⁎⁎y i często są spamem, bo budżet na SEO spamerzy mają większy niż ktoś, kto napisał coś za friko, ale jest dobry kontent


#przemyslenia #seo #programowanie #google #wyszukiwarki

a55df4cc-7dc1-4dd1-8517-2562631282ba

To nie do końca tak że jak dasz nofollow to nie łapie autorytetu. Sprawa jest bardziej skomplikowana. Dzisiaj jeszcze działa onpage SEO, a bardzo mocna jest klasyfikacja autorytetu domeny - ostatnio w ramach eksperymentu parę specjalistów kupiło domeny i totalnie zmieniając ich kontekst wbijali na pierwsze miejsce, korzystając tylko z historycznego autorytetu bez kontekstu.


To dopiero patologia

A jaką wyszukiwarkę polecacie by wyniki były tego co się szuka? Dzisiaj wpisując mediana wynagrodzeń w Polsce pierwsze dziesięć linków to gowno artykuły o średniej wynagrodzeń. Google przestało być wyszukiwarką a stało się jakimś gowno narzędziem do promowania gowno artykułów

@Klopsztanga No tak, miliardowa korporacja zajmująca się między innymi aplikacjami internetowymi nie zauważyła, że wszystkie witryny dają do linków nofollow i na pewno nie uwzględniła tego w swoich algorytmach indexowania i wyszukiwania...


Google działa coraz gorzej ale jednocześnie inne wyszukiwarki też działają słabo. Wiele razy próbowałem innych i za każdym razem odbijałem się bardzo szybko kiedy nie mogłem znaleźć czegoś co wyskakiwało mi zawsze od razu w Google. Przypominam też, że wszystkie Duck Duck Go, Ecosie, Qwanty itp są gówno warte bo one nie indexują samodzielnie sieci tylko używają wyników z Binga a te są bardzo mierne. Nie ma nic lepszego od Googla na ten moment, AI miało to zmienić ale jak widać na przykładzie Binga AI, no nie pykło.

Zaloguj się aby komentować

„Helldivers 2”

Moja opinia o grze.


Po 140 godzinach zdobyłem prawie wszystko, co było możliwe: stratagemy, ulepszenia statku, bronie, zapełniłem też stany magazynowe trzema rodzajami probówek oraz wypełniłem kredytami konto. Zostało mi mozolne wbijanie kolejnych poziomów i odblokowywanie kolejnych tytułów/rang, a także jedna przepustka premium (Polar Patriots), ale z tym mi się nie śpieszy. :') Regularnie grywam na najwyższym poziomie trudności, który przy zgranej ekipie nie stanowi wielkiego wyzwania.


Początkowo nie byłem przekonany, czy na pewno chcę kupić „Helldivers 2”. Zniechęciły mnie problemy techniczne z serwerami oraz fakt istnienia waluty premium możliwej do kupienia za pieniądze - nie jestem zwolennikiem chowania czegokolwiek za paywallem. Między innymi to było powodem, dlaczego przestałem grać w „Killing Floor 2”. Tripwire Interactive postanowiło sprzedawać fajne bronie, a darmowe były reskinami już istniejących. Świetny pomysł na zniechęcenie do grania. Obawiałem się, że w „Helldivers 2” może być podobnie.


Na szczęście moje wątpliwości zostały rozwiane przez kolegę, który powiedział, że walutę premium można na spokojnie zdobywać w trakcie gry. Rzeczywiście tak jest - super kredyty porozrzucane są po mapie w tak zwanych „interesujących miejscach”. Jak ma się pecha, to można w ogóle nie znaleźć kredytów. Normalnie zdobywa się z 10-40 podczas misji, jak ma się wyjątkowe szczęście, to można trafić także na 100 super kredytów - zdarzyło mi się to parę razy. 


Istnieje także w pełni legalny sposób farmienia super kredytów. Wystarczy wejść na misję na najłatwiejszym poziomie trudności i odwiedzić wszystkie interesujące miejsca. Część z nich jest oznaczona takim żółtym laserem skierowanym w niebo, część trzeba znaleźć samemu - to nie jest trudne na tak małych mapach. W pięć minut można zwiedzić całą mapkę, a potem wystarczy polecieć z powrotem na okręt. Jak wspomniałem wcześniej, w ten sposób można zdobyć od 10 do 40 super kredytów.


Czy jest sens farmić? Jeśli komuś zależy na tym, by jak najszybciej zdobyć interesujące go bronie bez wydawania prawdziwych pieniędzy - czemu nie? Ja tak zrobiłem: tu godzinka, tam godzinka i zanim się obejrzałem, a odblokowałem wszystkie przepustki premium (jedna kosztuje 1000 super kredytów - 45 złotych w growym sklepie). Później wcale mi na tym nie zależało, a i tak w miarę szybko uzbierałem na kolejną. Na czerwcową (o ile twórcy utrzymają tempo wydawania przepustek co miesiąc) już mam odłożone miesiąc wcześniej.


Super kredyty można zdobyć także z wspomnianych przepustek. Z darmowych można zdobyć łącznie 750 - niestety, to nie wystarczy nawet na pierwszą płatną. Z płatnych zaś można „odzyskać” po 300 super kredytów. 


Wiadomo, twórcy muszą na czymś zarabiać, chociaż wolałbym, żeby przyjęli strategię podobną do tej od twórców „Deep Rock Galactic” - czyli oferować kosmetyczną zawartość w ramach płatnych DLC. Dodam tylko, że kupiłem wszystkie takie DLC w przypadku „DRG”. :')


Bądź co bądź nie uważam, żeby było warto płacić za przepustki premium i szkoda, że Arrowhead Game Studios jak na razie nie dodaje nowych stron w darmowej przepustce.


Żeby nie było: to na szczęście nie jest gra pay to win. Moja ulubiona broń na roboty pochodzi właśnie z darmowej przepustki.


Skoro już rozwiałem wątpliwości, to czas przejść do meritum: jak się w to gra?


Krótko pisząc: „Helldivers 2” z miejsca stało się moją drugą ulubioną kooperacyjną grą (pierwsze miejsce zajmuje „Deep Rock Galactic”) i wciągnęło mnie tak bardzo, że przez dwa tygodnie siedziałem wieczór w wieczór i łupałem w nią razem z kumplami. Gdy po raz pierwszy wylądowałem na planecie i rzucił się na mnie rój robali, poczułem się, jakbym był Kosmicznym Żołnierzem. Zresztą, premiera „Helldivers 2” spowodowała wzrost zainteresowania filmem, a dzięki temu zapoznałem się także z powieścią. Widać sporo inspiracji ekranizacją książki i to jest na duży plus. 


Robale są różne. Od najprostszych i najłatwiejszych do pokonania, przez bardzo skoczne i jednocześnie irytujące, aż po bardzo twarde i nieustępliwe. Niektóre kamuflują się i zakradają się od pleców, niektóre plują kwasem na odległość, a niektóre są ogromne i również okropnie uparte: podążają za graczem, żeby go zdeptać albo także opluć kwasem. 


Żeby nie było nudno, jest także drugi rodzaj przeciwników: roboty. Podobnie jak w przypadku robali, dzielą się na łatwiejsze do zabicia i trudniejsze do zabicia. Co lepsze, i robale, i roboty wymagają odpowiedniej taktyki. Broń dobrze sprawująca się przeciw robalom może kiepsko radzić sobie z zabijaniem robotów i na odwrót. Dobrze, że twórcy to urozmaicili. W planach jest także trzecia wroga frakcja, ale o tym na razie cicho - Ministerstwo Prawdy dementuje wszystkie plotki. 


Walczymy w zróżnicowanych warunkach. Czasem lądujemy na planetach w części pokrytych śniegiem (można robić śnieżki!), przez który postać brnie z trudem i lodem (postać się ślizga), planetach pustynnych, przemierzamy dżungle et cetera. Czasem musimy stawić czoła burzom piaskowym czy zamieciom śnieżnym albo zmagać się ze znienawidzonymi przez graczy ognistymi tornadami, które wydają się podążać za helldiversami.


Nie mam nic do zarzucenia grafice ani optymalizacji. Gram na średniobudżetowym sprzęcie kupionym dwa lata temu i spokojnie gram na najwyższych ustawieniach graficznych w rozdzielczości Full HD i mój komputer z reguły trzyma stałe sześćdziesiąt klatek na sekundę. Czasem zdarzają się spadki do około czterdziestu, ale nie ma tragedii.


W ręce graczy oddany został spory arsenał. Są shotguny, karabiny automatyczne, snajperki, broń laserowa bądź rażąca prądem. Są także różne warianty tych broni: na przykład karabin, który przebija średni pancerz albo strzelba strzelająca zapalającymi pociskami. Do tego różne rodzaje broni przybocznej. Granaty: zapalające, ogłuszające, kontaktowe, dymne i inne. Jest także sprzęt „pomocniczy”: różnego rodzaju karabiny maszynowe, wyrzutnie rakiet, granatniki, plecaki z amunicją czy dronem, który strzela do wrogów, tarcza osobista, jetpack et cetera.


Żeby tego było mało i gracz nie poczuł się osamotniony, czuwa nad nim wsparcie powietrze (o ile oczywiście je wybierze przed misją) oraz może przyzwać sobie różne wieżyczki. Jest sporo opcji do wyboru, jednakże...


NERFIENIE BRONI


Niestety, odnoszę wrażenie, że twórcy nie grają w swoją grę. Praktycznie wszystkie fajne bronie prędzej czy później są w jakiś sposób nerfione. Problem w tym, że często nie ma jakiegoś sensowniejszego zamiennika. 


Na przykład Quasar: moim zdaniem jest obecnie najlepszą bronią na pancernych przeciwników, nieważne czy to boty czy robale. Co prawda trzeba go „naładować” przed oddaniem strzału, ale tytana potrafi zabić dwoma strzałami w główkę, chargera jednym, hulka także jednym, jak się dobrze wyceluje. Nie zużywa amunicji i nie trzeba go przeładowywać ręcznie - > wystarczy poczekać dłuższą chwilkę i jest gotowy do kolejnego strzału. 


Inne wybory? Tak zwany przez mnie „palestyński RPG” początkowo był zabugowany i potrafił zabić całą drużynę. Z czasem zostało to poprawione, ale ma ograniczoną amunicję. Inna wyrzutnia działa jak Javelin - namierza wrogów. O ile to namierzanie rzeczywiście działa. Inna broń z kolei jest świetna, ale również ma ograniczoną amunicję i żeby ją przeładować, trzeba się zatrzymać. Teoretycznie można ją przeładowywać razem z towarzyszem, za co jest nawet osiągnięcie do zdobycia, ale wtedy to dwie osoby stoją w jednym miejscu. A przy przeważających siłach wrogów stanie w miejscu to najgorsza rzecz, jaką można zrobić.


Twórcy zamiast nerfić dobre bronie, powinni sprawić, by rzadziej wybierany ekwipunek był na tyle atrakcyjny, żeby w ogóle pomyśleć o zmianie.


Dla porównania wspomnę ponownie o „Deep Rock Galactic”, gdzie broni jest o wiele mniej, ale wszystkie wydają się przemyślane, tak samo jak przemyślane są ich ulepszenia i tak zwane „overclocki”, które czasem prawie całkowicie zmieniają działanie broni. I odkąd twórcy udostępnili możliwość losowego wyboru ekwipunku, gram w ten sposób cały czas. Czasem trafia się przekokszony zestaw, czasem taki, że naprawdę trudno się gra, ale przynajmniej próbuję nowych połączeń. Brakuje mi tego w „Helldivers 2”. To jest problematyczne szczególnie na wyższych poziomach trudności, w przypadku których trzeba kierować się ekonomią a nie frajdą. Na szczęście zdecydowana większość sprzętu sprawia radość z korzystania.


NIEDOKOŃCZONA GRA


Czasem odnoszę wrażenie, że twórcy nie do końca panują nad swoją grą i często dodane przez nich nowe rzeczy po prostu nie działają. 


Na przykład pojawiły się ulepszenia statku czwartego poziomu, które oferują nowe bonusy, jak to, że broń z stratagemów ląduje wypełniona amunicją . Oczywiście nie działały na początku, trzeba było czekać na łatkę naprawczą. 


Wydłużyli czas potrzebny do schłodzenia Quasara po oddanym strzale? Oczywiście, że nie poprawili paska na HUDzie, który obrazował, ile czasu zostało do ponownego użycia broni. Przez to wyświetla się, że niby powinna być już schłodzona, mimo to wciąż jest nieaktywna.


Albo to, że udostępniona w ramach nowego warbanda broń nie wyglądała nawet tak, jak na trailerze. 


Lub wspomniany wcześniej palestyński RPG, który miał źle zaprojektowaną detekcję przeciwnika i detonował się na byle czym, najczęściej na towarzyszach. Twórcy zrzucili to na „fazę eksperymentalną”, co niby pasowało do lore. 


Namierzanie Speara do dzisiaj nie zostało naprawione. 


Niektóre inne znane bugi występują do dzisiaj. 


Czasem nie otrzymuje się medali za wykonane przez społeczność Ważne Zadanie albo otrzymuje się je ze sporym opóźnieniem.


Z reguły nie są to jakieś spore rzeczy, ale istnieją i gdzieś tam kłują w bok. 


Prawdopodobnie to wina działania pod szyldem Sony, które być może wymusza na Arrowhed Game Studios comiesięczne wypuszczanie nowych płatnych przepustek, byleby tylko wyciągnąć pieniądze od graczy. I przy ograniczonych mocach przerobowych może im po prostu nie starczać czasu na przetestowanie wszystkiego. 


Przynajmniej taką mam nadzieję, że to spowodowane jest naciskiem wydawcy, a nie nieudolnością czy lenistwem twórców. I chyba poniekąd zostało to potwierdzone: ostatnio ktoś z zespołu twórców zdradził, że hełmy, które obecnie pełnią funkcję wyłącznie estetyczną, miały oferować różne bonusy. Na przykład hełm medyka miał pokazywać stan zdrowia. Ponoć nie wystarczyło im czasu ma zaimplementowanie tego.


CZY WARTO KUPIĆ TĘ GRĘ?


Szczerze: nie wiem.


Z jednej strony bardzo polecam. Niemożebnie mnie wciągnęła i gram praktycznie codziennie: głównie po to, żeby zrobić dzienną misję, w weekendy dłużej, bo z kumplami. Sprawiła mi ogrom radości i nawet zachęciła do tego, żeby włączać nagrywanie, ponieważ często zdarzają się przezabawne sytuacje. Na przykład mój Azorek (taki dron, który strzela wiązką laserową) przez przypadek odpalił wielką bombę, przy której akurat stał kumpel. xD


Bardzo podoba mi się także powiązanie rozgrywki z tworzoną historią. Na przykład gracze otrzymali zadanie: ewakuować dwie planety, na której prowadzone były prace nad nowym sprzętem, palestyńskim RPGiem i minami przeciwpancernymi. I gracze musieli wybrać, ponieważ mogli dostać od razu tylko jedną nową zabawkę. Na przetransportowanie drugiej nie wystarczyło czasu.


Albo inna sytuacja, kiedy środek owadobójczy, który w założeniach miał redukować społeczność robali na planetach, sprawił, że niektóre stały się odporne i zaczęły się mnożyć na potęgę, co przełożyło się na znaczne zwiększenie ich liczebności podczas misji. Ten stan utrzymywał się, dopóki gracze nie wykonali Ważnego Zadania, w którym mieli wyłączyć wieże rozprzestrzeniające ten środek.


Najfajniejsze jest to, że tak zwany Mistrz Gry (albo Joel) trzyma pieczę nad rozwojem historii i bierze pod uwagę zwycięstwa graczy, jak i ich porażki. Na przykład niedawno ponownie otrzymali szansę zdobycia min przeciwpancernych, tylko musieli przerobić 2 biliony robotów na materiały produkcyjne. Nie udało się to im, więc produkcja min ponownie się opóźniła. Super sprawa!


Rozgrywka także jest miodna. Bronie mają kopa, wybuchy wyglądają na potężne, w grze pojawia się także licznik zabójstw w serii (mnie udało się zabić z 60, kumpel miał wynik powyżej 100!), robale i roboty fajnie się rozpadają, wybuchają. Postacie też wydają się czerpać radochę z eksterminacji wrogów. Na przykład jak strzelałem ciągłą serią z karabinu maszynowego, to moja postać zaczęła się śmiać jak psychopata. : D Ogółem postacie często krzyczą różne kwestie albo po prostu z bólu.


Helldiverzy giną często i gęsto, równie szybko wracają z powrotem do bitwy. Według oficjalnych danych Ministerstwa Prawdy średnia przeżywalność wynosi od minuty do godziny, ale z doświadczenia mogę powiedzieć, że zdarza się nawet kilka sekund. :') Przeciwnicy, przypadkowo spuszczone naloty na głowy, przyjacielski ogień zupełnie przypadkowy lub zamierzony, nieprzyjazne otoczenie - zagrożeń jest sporo, ale tym lepiej. :')


Da się też grać z losowymi ludźmi, jednakże polecam hostować misje. Gra potrafi czasem wywalić do pulpitu albo zgubić połączenie z serwerem - raz miałem tak, że wyrzuciło mnie kilkadziesiąt sekund przed przylotem wahadłowca. Czterdzieści minut oraz wszystkie zebrane próbki poszły w piach.


Zdarzają się też narwani gracze albo tacy, którzy nie potrafią grać. Jestem bardzo wyrozumiały, jeśli chodzi o brak umiejętności: ostatnio graliśmy z kumplem i losowym graczem, który ciągle umierał na najwyższym poziomie trudności, mocno nadwyrężając nasze zapasy uzupełnień. Czy go wyrzuciliśmy? Oczywiście, że nie.


Innym razem zaś trafiłem na niby doświadczonego gracza (sądząc po poziomie), który grał tak, jakby do jego komputera dorwał się młodszy brat - przez piętnaście minut walczył w jednym miejscu, zamiast zerwać kontakt z wrogami i pójść w stronę celu misji. Praktycznie całą misję wykonałem sam.


Oczywiście to pojedyncze przypadki - większość misji z losowymi ludźmi odbyła się bez problemów. Z niektórymi można nawet pogadać (gra oferuje wbudowany czat głosowy, niestety domyślnie otwarty), ale wiadomo, o wiele lepiej gra się z kumplami, z którymi można pośmieszkować. I którzy nie obrażą się, jeśli „przez przypadek” dostaną półtonówką w twarz. :')


Z drugiej strony niedopracowanie gry, czasem dziwne decyzje twórców odnośnie nerfienia broni - nie udało mi się dotrzeć do wybuchowej kuszy, zanim ta została znerfiona i prawie że nie nadaje się do użytku na najwyższym poziomie trudności, nacisk na comiesięczne wydawanie nowych przepustek i niedostateczne (albo wręcz brak) testowanie nowych rzeczy (z najnowszej przepustki interesuje mnie tylko jedna broń z oferowanych czterech...), ostatnia afera z PSN i Sony, które wycofało „Helldivers 2” z sprzedaży w wielu krajach. Populacja graczy dość mocno spadła po początkowym sporym zainteresowaniu - z 274k i 458k w peaku na Steamie w lutym do 88k miesięcznie i 200k w peaku.


Dlatego trudno powiedzieć, czy jestem w stanie polecić grę z czystym sercem. Nie ukrywam, że trochę mi się przejadła po tych 140 godzinach i podejrzewam, że nie jestem w tym odosobniony - pewnie stąd spadek w liczbie graczy.


Jednakże jestem podekscytowany rozwojem historii w grze. Ostatnio twórcy ogłosili rozpoczęcie Drugiej Galaktycznej Wojny, co napawa mnie nadzieją na ciekawsze misje, niż mieliśmy do tej pory. Mam również nadzieję, że posłuchają graczy narzekających na nerfy i skupią się na dopracowaniu gry zamiast na dostarczaniu nowej zawartości.


#gry #steam #helldivers2 #przemyslenia

45973597-c68e-4f4a-b7a8-50854d7e4086
032f2c5a-37d4-4e97-8b90-1898c8d4c80f

@cyberpunkowy_neuromantyk w DRG mam 1600 godzin i koło helldivers 2 chodziłem dość długo. W końcu kupiłem pograłem chwilę (fakt mniej niż 2 h) i zwróciłem. Idea bardzo mi się podoba ale mapy wydają się płaskie. Najbardziej razi brak współpracy. Przez te niecale dwie godziny nie trafiłem na nikogo kto odpowiedzialby na chacie czy przez mikrofon. Może kiedyś jak będzie na promoce znów podejdę.

Z update na update jest pula nowych nerfów i bugów. Osobiście polecam exploit na nieskończone granaty. Klikasz 4 i wyrzucasz 3 granaty w powietrze jak zostanie ostatni bez przybliżenia/celowania PPM. Spamujesz menu strategemów(w moim przypadku zmieniłem na klawisz C) klikasz w to jak najęty z ostatnim granatem w ręce, w międzyczasie dołączasz LPM jakbyś chciał rzucić granat ale menu strategemów blokuje. Przestajesz klikać c/ctrl klikając dalej rzut, w momencie gdy aktywuje się animacja rzucania granatu(postać w miedzyczasie rzeczywiscie rzuci ten ostatni granat) przestajesz klikać rzut i spamujesz chwilkę menu strategemów. W tym momencie w twojej kieszeni pojawia się 4 294 967 295 granatów.

c79059f1-8902-42de-a795-27ff4d043ff6

@cyberpunkowy_neuromantyk Nie mam ekipy do grania, ostatnio udało mi się w końcu dołączyć do ogarniętych ludzi i zrobić misje na poziomie 7. W końcu wpadły jakieś ultra rzadkie sample.

Mam te same odczucia w stosunku do Deep Rock Galactic, rewelacyjny coop, świetnie zbilansowana gra. Plus społeczność na luzie.

Zaloguj się aby komentować

The Forest Quartet


Od czasów, kiedy czasopismo CD-Action było jeszcze moim głównym źródłem oryginalnych gier, zawsze dziwiłem się narzekaniom dotyczących dodawanych pełniaków. Obecnie tak samo się dziwię, gdy gracze narzekają na gierki z darmowych rozdawnictw (w czym króluje Epic Games Store). „Dlaczego nie dali tego i tamtego?”, „Ale bieda w tym tygodniu/miesiącu” et cetera.


Pełniaki z CDA czy gierki rozdawane za darmo traktuję jako taki bonus: w końcu interesujące mnie tytuły mogę kupić sobie sam, więc tym bardziej się cieszę, gdy w ofercie pojawi się „indyk” - ogółem coś, czego normalnie raczej nigdy bym nie kupił, ale za darmo chętnie sprawdzę. W ten właśnie sposób poznałem między innymi przygodówki point and click, w których się zakochałem, czy skradanki (seria „Thief”, „Dishonored” i tym podobne).


I gdyby nie darmowe rozdawnictwo, to pewnie nigdy nie trafiłbym na „The Forest Quartet”, krótką, ale bardzo ładną gierkę logiczną.


Opowiada historię tytułowego kwartetu składającego się z trzech muzyków i wokalistki. Każdy z mężczyzn zmaga się z dużym problemem: jednego dręczy depresja, drugi cierpi na stany lękowe, a trzeci nie potrafi radzić sobie z agresją. W przeszłości wokalistka Nina zebrała ich w zespół i zabrała do lasu (stąd ich nazwa), gdzie pomogła im się uporać z demonami. Tylko że umarła i zabrakło czynnika spajającego muzyków.


Nina wraca zza grobu i jako duch ponownie stara się pomóc swojemu zespołowi, by zebrali się w celu zagrania ostatniego, pożegnalnego koncertu. Sama rozgrywka jest bardzo prosta: latamy jako duszek i rozwiązujemy nieskomplikowane zagadki logiczne. Podzielone są na trzy zestawy (po jednym dla każdego muzyka). Moim ulubionym było łączenie kabelków w odpowiedniej kolejności, żeby przeszedł przez nie prąd, który sprawi, że zapali się żarówka albo pojawi się most. :')


„The Forest Quartet” nie należy do długich gier. Przejście zajęło mi niecałe półtorej godziny i był to czas dobrze spędzony. Grafika jest bardzo ładna, udźwiękowienie również mi się spodobało. Tym bardziej, że to w końcu projekt bardzo małego zespołu.


Z strony na Steamie można wyczytać:


„The Forest Quartet to projekt osobisty i rodzinny. Kompozytorem oryginalnej muzyki jazzowej jest tato Madsa, głosu Ninie udzieliła jego siostra, a ścieżkę dźwiękową nagrali muzycy należący do Danish Radio Big Band z Kopenhagi w Danii.”


Niemniej na pewno nie zapłaciłbym pełnej ceny (45,99 PLN) za ten tytuł - na szczęście można go kupić za grosze. Tylko że jak wspomniałem wcześniej, sam raczej bym się nie zainteresował tą gierką.


https://store.steampowered.com/app/1620720/The_Forest_Quartet/


Ile zostało gier w backlogu: 362


#gry #steam #neuromantykpisze #przemyslenia

33d3a75a-b6b7-4fc4-bb35-b1247612d892

Zaloguj się aby komentować

Za c⁎⁎ja bym nie poszedł drugi raz do IT. Gdybym mógł się cofnąć w czasie to teraz poszedłbym na medycynę, zrobił specjalizację z radiologii. Siedziałbym sobie w chacie i opisywał rezonanse magnetyczne. Kasa lepsza, zawód bardziej potrzebny, ludziom się pomaga w najważniejszej dla nich sprawie i jeszcze ciekawe to, bo się ogląda przypadki.


#przemyslenia

f173922e-8ca3-41bb-9018-12a0e07ee8fd
evilonep userbar

@evilonep kasa lepsza dopiero po wielu latach, to nie IT gdzie łebki wciągają po 25k. Poza tym dobrze zarabiający lekarze robią w opór godzin. No i ten mit radiologa z laptopem na plaży to bujda xD

@evilonep Jak ja ciebie rozumiem. Wczoraj robiłem pantomogram i tak patrzyłem jak w pokoju siedzi sobie 50-letni chłop, strzela zdjęcia i niczym się nie martwi. Radiolog to praca życia.

Zaloguj się aby komentować

Wczoraj podczas pytań od cioci na #sejm padło coś, co przeszło prawie niezauważone.


Otóż ciocia zapytała pinokia, czy zgadza się z poglądem, że wola ludu stoi ponad prawem. Jest to pogląd jego ojca, który m.in. stanął po stronie Rosji w kwestii aneksji Krymu i ogólnie łatwo zrobiłby karierę w ruskiej TV.


A pierwotnie jest to pogląd wylansowany przez niemieckiego teoretyka prawa Carla Schmitta, czołowego jurysty Hitlera do czasu, aż w latach 40-tych popadł w niełaskę w III Rzeszy.


Generalnie pogląd ten jest narzędziem do wprowadzania autorytaryzmu i totalitaryzmu.


Zagarniamy jak najwięcej zasobów dla partii, wcześniej oczywiście unieszkodliwiając mechanizmy mające temu zapobiegać.


Potem angażujemy zgromadzone ogromne zasoby w propagandę w celu zbudowania przekonania, że chociaż prawo, konstytucja, traktaty itd. coś tam mówią, to jednak ewidentnie lud w tej chwili chce, żeby np. lider naszej partii został dyktatorem.


A wola ludu stoi ponad prawem. Kto staje przeciw woli ludu, tego można nawet przemocą unieszkodliwić, prawo jest tutaj drugorzędne.


Dziwne, że mało kogo szokuje niedawny premier dużego państwa członkowskiego UE w r. 2024 mówiący na komisji śledczej do protokołu, że “wola ludu stoi ponad prawem”.


#polityka #bekazpisu #faszyzm #historia #politologia #filozofia #prawo #przemyslenia

52760278-e611-41c4-885d-89d1ef6ee69a

Zaloguj się aby komentować

Nie macie wrażenia, że nagła ilość pożarów może być powiązana ze służbami BY i RU?


Tak, wiem, że w poprzednich latach ten okres roku to był początek sezonu na grillowane wysypiska ale teraz doszła Marywilska i 10 autobusów w Bytomiu.


#przemyslenia #rosja #wydarzenia

@jarezz Marywilska (i wysypiska) to chyba jest po prostu efekt pewnego specyficznego (i bezkarnego) podejścia do rozwiązywania problemów. Tam były protesty, albo najemcy rozwiązali problem nierozwiązywalnych umów, albo inwestor przygotował grunt pod ciekawszą inwestycję. Byłyby to bardzo dziwne cele dla obcych służb, myślę, że mamy sporo ciekawszych obiektów, składów, magazynów.

@jarezz no na pewno. Zapalanie centrum handlowego w nocy gdzie nie ma ludzi to na pewno terroryzm żeby kupować ruskie i białoruskie ciuchy. Rusz mózgiem heheh.

Zaloguj się aby komentować