#pasta

36
673

#pasta


Postanowiłem zabrać ojca na zlot starych samochodów. Niedługo kończy 60 lat, zdrowie już trochę nie dopisuje, wyprowadził się na wieś, więc rzadko bywa w mieście, a samochody też lubi, więc dobrze, jedziemy. Nastaliśmy się w kolejce, wreszcie wjechaliśmy. Ja sam mam balerona, ojciec jest dumny że takie dobre auto kupiłem.Ojciec chodzi sobie po terenie, widać że mu się podoba. Ooo, mówi, takie Audi 100 to było moje marzenie w latach 80. Najpiękniejszy samochód tamtych czasów. A jak ono było świetnie wykonane. Oko mu się świeci na widok ładnie zachowanego Mercedesa beczki. Beczka to najwspanialszy wóz, najtrwalszy na świecie! Jaki wygodny! Zagaduje właściciela, zaczynają rozmawiać o tym że diesle Mercedesa to milion kilometrów jedzą na śniadanie. Idziemy dalej, ojciec cmoka z zachwytu nad odrestaurowaną Alfą Romeo Giulią. Jeden znany aktor za PRL miał taką, ojciec nawet wymienia jego nazwisko, ale nic mi ono nie mówi, z PRL-owskich aktorów znam tylko Bareję. Idziemy dalej, ojciec pokazuje na jakieś Corrado na glebie, mówi - co ono tak nisko siedzi? Przecież tym się jeździć nie da. No ale co kto lubi. Spacerujemy dalej. Piękny Saab. A jaka wspaniała Lancia.Ale zaraz, mówi ojciec. A co tu robi Polonez? Polonez to szmelc. Nie powinni go tu wpuszczać! Widzę, że już trochę stracił zapał do tego zlotu. No ale tato, chodźmy zobaczyć co tam jeszcze na końcu. Ojciec z obrzydzeniem idzie wzdłuż rzędu 125p, nawet na nie nie patrzy. Tylko coś mamrocze. „Zmarnowane miejsce na to ścierwo”. Trochę się ożywia, jak widzi Garbusa, bo miał kiedyś Garbusa. Idzie pogadać z właścicielem, pokazuje trik jak wyciągnąć silnik w Garbusie w piętnaście minut, ha ha ha hi hi hi gadki starych garbusiarzy. Ojciec odwraca się i idzie w moim kierunku, w stronę rzędu Maluchów zakończonego Syreną. Koło niego przechodzi jakiś młody człowiek, na oko 20-latek, w bluzie z napisem „CZAR PRL”.Ojciec jakby go piorun poraził.Co to k….a jest CZAR PRL? – widzę, że już jest słabo, wściekłość lvl 9000 – CZAR PRL K…WA? Czar jak mnie milicja pałowała i trzymała na dołku bez zarzutów po 48 a potem wypuszczała żeby znowu złapać? Czar jak #!$%@? kraj przez 45 lat rozkradali i kłamali w telewizji? Czar jak nie można było butów kupić, ani mięsa, tylko j…ny ocet był w sklepie? Czy ich posrało? Tępi gówniarze! Czar PRL! Ja bym im kazał żyć w tamtych czasach, to by dziś debile takich ciuchów nie nosili!!! Co następne będzie, czar trzeciej rzeszy? Czar głodu na Ukrainie 1933? Jadę stąd! – nagle wracają mu siły, raźnym krokiem rusza do naszego samochodu. Po drodze spluwa na widok Tarpana, krzycząc w kierunku właściciela „MIAŁEM TO GÓWNO, PODPAL TO I KUP COŚ NORMALNEGO!!!!””. Wsiada do auta, trzaska drzwiami i zamyka się od środka. Siedzi obrażony tak od pół godziny


#pasta #motoryzacja #heheszki #polonez #prl

Zaloguj się aby komentować

operator koparki - bardzo spoko sprawa, jeździsz sobie po kraju i operujesz koparki


to trochę jak weterynarz


jesteś powiatowym operatorem koparki


masz zgłoszenie, ze na drugim końcu powiatu koparko ładowarka caterpillar 428c ma zwyrodnienie stawu łyżkowego i musisz przepisać smar przeciwbólowy i kąpiele w WD-40


na miejscu po badaniu okazuje sie, że niewiele możesz zrobić, zwyrodnienie dotarło do zawiasów


własciciel koparki gładzi ją czule po gąsienicy


ze łzami w oczach wspomina pierwsze dni z caterpillarkiem, gdy jeszcze małego przygarnął go ze schroniska dla porzuconych koparko ładowarek


mówi, że bardzo łagodna, nigdy nie przejechała żadnego dziecka


koparko ładowarka cicho mruczy


kiwasz głową i ze łzami w oczach mówisz, że już za późno na smary i WD-40


pozwalasz włascicielowi pożegnac się ze starym druhem


caterpillar po raz ostatni podnośi go swoją łyżką


potem podchodzisz, i wlewasz czystą benzynę do baku


spracowany diesel powoli przestaje pracować


reflektory koparki gasną


własciciel zanosi się płaczem


czym ja ją gurwa zakopie w ogródku


gurwa znowu zgon na dyżurze


#heheszki #pasta #koparka #zawszesmieszy

Zaloguj się aby komentować

Dziecko sąsiadów było strasznie głośne i denerwowało mnie, ale udało mi się nawiązać z nim kontakt przez ścianę, udawałem, że jestem krasnoludkiem, mieszkam w ścianach i jestem bardzo głodny, a żywię się drucikami. Poprosiłem je, aby mi taki drucik przyniosło i podało przez dziurkę w kontakcie, od tamtej pory mam spokój.


#pasta #heheszki #czarnyhumor #elektryka

Zaloguj się aby komentować

Opowiem wam pewną historię


Mam lat 43, więc dojrzewanie padło na lata 80


Gdy biegaliśmy z kumplami po boisku to rozeszła się informacja, że po 20 będzie film, jakiś Czechosłowacki i będzie gola babka.


A że pojawi się niespodziewanie to jest szansa, że rodzice nie zdążą wygonić z pokoju.


Boisko szybko opustoszało.


Oglądam i jest w połowie filmu scena, zaniosło się na sex i partner zapytał:


- chcesz bym spuścił roletę


Ona na to


- nie nie chce


----------


Kuźwa co to oznacza spuścić kobiecie roletę


Jak to się robi?


Rozumiecie PRL, komuna, niczego nie było, miasteczko 30;parę tysięcy, nic nie mieliśmy, żaluzja, roleta to było obce dla nas młodych słowo.


Nie mogłem zasnąć, raz że widziałem cycki a dwa, że nie wiedziałem jak się kobiecie spuszcza roletę.


Na drugi dzień na boisku, powoli się rówieśnicy schodzili i pytam co to oznacza, kumpel mówi


- no ja też o tym myślałem, nie wiem.


Debatowaliśmy, padały różne pomysły, przypuszczenia, nikt nie miał pewności.


Pojawił się jeden kumpel, posłuchał co gadamy i mówi, że to także zasłony na oknie.


Wszyscy umilkli i po chwili, towarzystwo jebnęło śmiechem.


- Łosiu co ty wiesz o seksie, chłop chcę kobiecie spuścić roletę a ty o oknach pierdolisz


#heheszki #pasta

@ChuckMcGill o k⁎⁎wa, jedna z moich ulubieńszych xD

Dawno nie czytałem, aż się przypomniały złote czasy pierwszych past xD

Zaloguj się aby komentować

Ogólnie ci wszyscy muzyczni eksperci co twierdzą, że poziom muzyki puszczanej dzisiaj w radiu to już nie to co było np. w latach 90tych, chyba nie są świadomi, że listy przebojów podbił facet, który nazwał się Scatman John i śpiewał o swojej obsesji, czyli scacie (z gr. σκατά, skatá – kał, nazwa filmów pornograficznych oraz praktyk seksualnych, związanych z kontaktem z kałem).


Co więcej, Scatman John w refrenach często używał onomatopei, które miały naśladować dźwięki defekacji, najczęściej ostrej biegunki. Przykładowo mogło być to:


Ba-da-ba-da-ba-be bop ba bodda bope


John deprawował nieświadomą młodzież swoją muzyką, ponieważ wpadała w ucho, a wielu radiowców nie rozumiało słów jego piosenek i tym samym ich treści. Artysta często i gęsto zachęcał w nich do uczestnictwa w swoim ulubionym fetyszu, podkreślając, że jak on może, to inni też.


If Scat Man can do it, so can you.


Niszowa branża nagle stała się niezwykle popularna, a jego piosenki kultowe wśród jej amatorów. W niektórych krajach jak Arabia Saudyjska do tej pory utwory Scatmana puszczane są podczas inauguracji zabawy szejków z modelkami z Instagrama.


#pasta #muzyka #heheszki #gownowpis


https://www.youtube.com/watch?v=Hy8kmNEo1i8

Zaloguj się aby komentować

Ciekawa historia wiąże się z tym obrazkiem, bo jak widać ludzie z Australijskiego Parku Narodowego zauważyli kangura olbrzymiego (Macropus giganteus) któremu młode kangurzątko odgryzło penisa, bo młode kangury są na tyle głupie, że po wyjściu z torby nie odróżniają samców od samic i gdy chcą się napić mleka to szukają czegoś co przypomina sutka, a sutki kangurzyc są jedne z najsilniejszych na świecie tzn. można podobno przyczepić do nich jeepa i go przeciągnąć, dlatego młode kangury mogą tak mocno ssać (ewolucja!), a przy okazji zaciskają szczęki, więc odgryzanie penisów kangurów jest całkowicie normalne w naturze, a kangury w naturalnym środowisku 'leczą' to moczem, który ma skład podobny do lekkiego alkoholu (podobno aborygeni pili właśnie mocz kangurów, żeby ten dodawał im sił i zdrowia), dlatego pracownicy parku narodowego starają się zakleić taką ranę substancją najbardziej zbliżoną do moczu kangura, czyli właśnie piwem, a tak naprawdę zmyśliłem to wszystko i nie wiem co teraz piszę


#heheszki #pasta #humorobrazkowy

231cc7c9-4346-4b32-b1aa-ed8829e47bc5

Zaloguj się aby komentować

gdyby antysamochodowe szury żyły w średniowieczu:


- dopuszczone do ruchu byłyby tylko konie z kilku hodowli prowadzonych przez zaprzyjaźnionych z królem magnatów, konie urodzone w chłopskich gospodarstwach nie mogłyby wyjeżdżać poza pole.


- owies dla koni byłby produkowany tylko przez jedno przedsiębiorstwo należące do króla, przez nie dystrybuowany i dostępny tylko w jego placówkach. ciążyłby na nim ogromny podatek i byłby specjalnie znaczony. owies do siewu albo dla świń już mógłby być zbierany przez każdego, ale nakarmienie nim konia byłoby surowo karane, jeśli w konskich odchodach zostalby wykryty.


- wlasciciele koni musieliby miec tabliczke z corocznie przybijanymi przez weterynarza pieczątkami świadczącymi o stanie zdrowia konia. koń ranny, z chorym uzębieniem byłby rekwirowany przez policję (konną).


- „rząd w jakim stanie? o, tutaj strzemiono prawie się urywa, będzie mandacik 100 talarów. a gdzie są zimowe podkowy?”


- handlarze i wszyscy inni mieliby zakaz wjazdu brykami i wozami na rynek. zakaz nie dotyczylby rajców miejskich, króla i jego funkcjonariuszy, lokalnego pana, biskupa, którzy wozili sie ogromnymi karocami.


- wjazd do miasta bylby mozliwy tylko koniem nie starszym niz 5 lat, który miałby odpowiednio ustaloną normę pierdzenia. norma byłaby wyznaczana we współpracy z hodowlami, tak żeby eliminować konkurencję z innych hodowli i żeby trzeba było co kilka lat kupować nowego konia, a starego dawać do rzeźni.


- ulice bylyby zwężane, tak żeby piesi i jeźdźcy przeszkadzali sobie wzajemnie – np tak żeby dwa wozy nie mogly sie minąć. istniałyby specjalne blokady, żeby tylko pieszy się mieścił.


- w ramach „alternatywnego transportu” panstwo promowaloby osiołki i specjalnie sprowadzało je z Grecji, osiołki nie nadawały by się do roli, bo byłyby za małe, za słabe i szybko by się męczyły, a po jednym zranieniu trafiałyby do rzeźni.


- koń woźnicy przyłapanego na jeździe po pijaku byłby zabierany do rzeźni.


- dostawaloby sie mandat za zostawienie konia na trawie.


#heheszki #pasta #bekazaktywistowmiejskich #samochody #motoryzacja

Fajny post. Szczególnie, kiedy ulice we współczesnych miastach są barierami większymi niż rzeki. A jedynie dzięki temu "komunistycznemu, antysamochodowemu" prawu mogę sb chodzić ulicami Starego Miasta. Bo od czasu powstania samochodu nie mogę zrobić tego samego po ulicy przy której mieszkam.

Zaloguj się aby komentować

W listopadzie stary kumpel się żenił. Spisywałem od niego notatki do matury i piłem z nim do połowy studiów, więc wypadało pójść. Wyciągnąłem z szafy garnitur, odpaliłem dziewczynę kasę na sukienkę, wsadziłem trochę oszczędności do koperty i pajechali!


Sam ślub był w porządku – hymn do miłości, Mendelsohn i sypanie kwiatków, tylko ksiądz mocno zaciągał – człowiek ze wsi wyjdzie, ale wieś z człowieka nigdy. Chwilę potem zameldowaliśmy się na wsi (wesele organizował brat jednego z gości, więc było taniej) i tu zaczęła się zabawa. Wóda zryła banię, Zenek padł już o 21, dzieciaki darły mordę, moja zakumplowała się przy winie z kuzynkami panny młodej, a ja gadałem z ludźmi – z jednym, nieudolnym pisarzem, o literaturze, z drugim o polityce, a z trzecim, z pozoru typowym wsiurem, o sytuacji na Dalekim Wschodzie – o dziwo się znał.


Około 23 wjechał na stoły prezent od ojca panny młodej (swoją drogą, miała kapitalne szpilki) – 15 litrów bimberku. Nektar bogów był pyszniutki, aczkolwiek nieco za duży dodatek piołunu i podejrzane grzybki na zagrychę miały zgubne skutki. Do oczepin zacząłem widzieć potrójnie, pan młody zgubił buty i chodził boso, brat panny młodej zaczął pospolicie skrzeczeć nad kiblem, a nieudolny pisarz spektakularnie zbełtał się świadkowej w dekolt w tańcu. O północy zaczęła się ostateczna apokalipsa – goście podostawali prawdopodobnie halucynacji i bełkotali bez sensu, ktoś szalał na parkiecie z Krzyśkiem krzakiem wyrwanym z ogródka, jakiś dziadyga opowiadał swoje wspomnienia z rzezi (nadal pamiętam, co można zrobić z widłami i ogniskiem), a mi objawiła się jakaś plugawa szkarada i darła się, że więcej nie piję. Potem okazało się, że moja luba po szóstym kieliszku zrobiła „EEEE” i padła twarzą w sałatkę. Koło 3 rano we wszystkich trzymających się jeszcze na nogach wstąpił duch bojowy i z okrzykiem „ZAWSZE I WSZĘDZIE...” pijane towarzystwo ruszyło na krucjatę, którą powstrzymał zamek w drzwiach. O świcie resztki towarzystwa, które w większości zasnęło po kątach, zerwało się do jakiegoś psychodelicznego tańca.


Nie pamiętam, jak dotarłem do domu, ale kiedy o 17 rano obudziłem się na kacu gigancie, przez spustoszone etanolem szare komórki przetoczyły się dwa pytania: Jakim cholernym cudem jeszcze żyję? I dlaczego cholerny Staszek Wyspiański przez całą noc stał pod ścianą i notował, patrząc na resztę weselników z pogardą?


#pasta #heheszki #wesele

Zaloguj się aby komentować

#pasta #heheszki


Ø Bonć mno


Ø Lvl 13


Ø Początek gimbazy


Ø Masz nawet kilku qoompli


Ø Wszystko spoko gdyby nie pewien #!$%@?


Ø 1,90 wzrostu, biceps wielkosci mojej glowy


Ø Nazwijmy go patol


Ø Od poczatku #!$%@? wszystkim jedzenie I picie


Ø NIkt mu nie mogl nic zrobic bo syn wicedyrektorki


Ø Pewnego dnia przy próbie odbicia kanapki jeden z naszych dostał od niego w łeb


Ø Pałka sie przegła


Ø Rozpoczęliśmy naradę co z nim zrobić


Ø Najlepszy kumpel, nazwijmy go Gruby bo ważył tyle co patol tylko że był z pół metra niższy XDDD


Ø Gruby zaproponował że trzeba to zrobić raz a dobrze I przedstawił nam swój plan XDDd


Ø Plan doskonały.


Ø Zaczynały się wakacje więc mielismy czas na przygotowania


Ø Na samym początku wakacji kupiliśmy sok, taki naturalny sok owocowy coś jak frugo ale bez konserwantów


Ø Otwarliśmy go, Gruby wypił pół a potem się tam odlał


Ø Zakręciliśmy I postawiliśmy w słonecznym miejscu na dachu u Grubego XDDDDDDD


Ø Czas na etap drugi


Ø Jedziemy do Warszawy z moim dziadkiem( z Krakowa ale #!$%@? mamy wakacje XDDDDDDDD) po taki owoc


Ø Sysnapol


Ø Co zmienia smak wszystkiego na słodki


Ø Sam nie ma smaku ale jak się go zje to nie czuć gorzkiego etc


Ø Zdobyliśmy ale drogie #!$%@?ństwo


Ø Po powrocie do krakowa zamówiliśmy jeszcze aromat mango bo taki był smak napoju oryginalny


Ø Koniec sierpnia, pierwszy raz chciałem żeby wakacje już się skończyły XD


Ø Idziemy do Groobego


Ø Napój stoi jak stał


Ø Kto otwiera


Ø NAPEWNO NIE JA XD


Ø Dobra Gruby Twoja chata otwierasz XD


Ø Zasyczało


Ø WTF TO NIE BYŁO GAZOWANE XDDDDDDDD


Ø I wtedy to poczuliśmy


Ø #!$%@?ŁO JAKBY ZDECHŁO TAM TYSIONC KRUF A NAWET GORZEJ XD


Ø Do dzisiaj nie zapomnialem tego smrodu


Ø Gruby się porzygał I prawie rozlał naszą drogocenną miksturę XDDDDDDDDd


Ø Dobra jedziemy


Ø Wsypaliśmy tam aromat mango żeby nie było czuć. Wciąż lekko #!$%@?ło ale nie tak żeby poczuć od razu XD


Ø Etap trzeci: przynęta XD


Ø Drugi dzień szkoły. Gruby w plecaku trzyma kanakpkę z tym owocem I Miksturę


Ø Wszyscy zesrani bo nas patol pozabija jak się skapnie XDDDDDDD


Ø GRUBY CZMU MU PO PROSTU TABLETKI NA ROZWOLNIENIE NIE WSYPALISMY


Ø Anon bo przeciez to wyjdzie na badaniach I bedzie przypix a tak to nikt sie nie przysra XD


Ø 30 stopni I slonce


Ø #!$%@? to sie musi udać XD


Ø Jazda gruby wyciaga na przerwie kanapke z owocem na oczach patola. Zgodnie z planem ten podbija I mu wyrywa.


Ø Karyny zachwycone. My też XDDDDDDDDDDDDD


Ø Patrzę na zegarek I wymieniam spojrzenia z resztą


Ø Panowie teraz godzina żeby owoc zaczął działać


Ø Czuj się jak Bond JAMES BOND XDDDDDDDD


Ø Koniec lekcji, czas zacząć działać


Ø Siedzimy na ławce I czekamy az patol wyjdzie otoczony karynami jak zawsze XDDDDd


Ø Idzie


Ø Gruby nie #!$%@? tego XD


Ø Cały spocony zresztą jak każdy bo jest #!$%@? 30 stopni w cieniu


Ø Wyciaga miksturę I otweira. Lekko syknęło ale nie #!$%@?ło o dziwo


Ø Idzie patol. #!$%@? może zdążymy się wycofać on nas #!$%@? XDDDDDdd


Ø Podbił do grubego, karyny śmieszkują


Ø Dorbze że gruby odkręcił bo nie syknęło


Ø Plan był taki że weźmie dwa łyki I #!$%@? bo zwykle tak robił


Ø Ale było gorąco


Ø I Wypił całość dusziem.


Ø #!$%@? MAĆ ON UMRZE XD


Ø Patrze spanikowany po kolegach


Ø Gruby cały czerwony na ryju reszta #!$%@? XDDDDddd


Ø Chyba na mnie już czas


Ø Patol podchodzi do dziewczyń I sobie idą


Ø Wyrok odroczony XD


Ø Gruby mówi że w takim gorącu I tak nie pobiegnie żebym go tu zostawił I ratował siebie XDDDDDDD


Ø GRUBY TO NIE FILM PO PROSTU CHODZ XDDDDDDDDD


Ø No dobra


Ø I wtedy to usłyszeliśmy


Ø Zresztą jak cała szkoła XDDD


Ø Ryk rannego nosorożca


Ø Patol leży na ziemi I rzyga Karyny #!$%@?ą w popłochu XD


Ø Cały obrzygany, jeszcze spodnie obsrał XDDDD


Ø JA JEBE CO MYSMY ZROBILI


Ø GRUBY IDZ SPOKOJNIE NIKT NIE WIE ZE TO MY XD


Ø Reszta czeka na nas pod trzepakiem XD


Ø Cali zesrani


Ø Pytam się grubego CO TU SIE #!$%@?


Ø A ten mówi że do tej kanapki jeszcze kiełbasy starej dorzucił żeby się upewnić XDDD


Ø Jakiś paranoik wydarł mordę GRUBY TY #!$%@? DEILU JAD KIEŁBASIANY MOŻE ZABIĆ XDDDDDDDDDD


Ø Kuuuuurwa co teraz XD


Ø Rozeszliśmy się do domów, nikt nic nie wie


Ø Na drugi dzień wracamy do szkoły nauczycielka mówi że patol w szpitalu zatruł się czymś bardzo poważnie


Ø Patrzę na grubego


Ø Patol żyje, nie pójdziemy siedzieć XDDD


Ø Tydzień później, patol wraca.


Ø Gruby siedzi w kiblu cały obsrany.


Ø Mówię do niego że #!$%@? przecież ci nie #!$%@? przy nauczycielach XD


Ø Przerwa, wychodzimy z klasy, patol podchodzi do Grubego XD


Ø I mówi że w szpitalu o mało co nie umrał I postanowił że już nigdy nie będzie nikomu nic zabierał I wgl że będzie dobrym człowiekiem XDDDD


Ø I że ksiądz mu kazał coś dobrego zrobić jako zadośćuczynienie więc co może dla niego zrobić XDDDDDDDD


Ø Gruby mówi że trzy pączki I są kwita XDDDDDDDD


Ø Patol się ucieszył I na następnej przerwie przyniósł paczki XD


Ø Od tamtej pory z patolem żyliśmy w zgodzie nawet z Grubym się zaprzyjaźnił


Ø I mamy nadzieje że nigdy się nie wyda to co zrobiliśmy


Ø BO BY NAS #!$%@? POZABIJAŁ XDD

Zaloguj się aby komentować

Biedronka to zatoczyła niezłe kółko xD Pamiętam jak za gówniaka był to synonim sklepu z najgorszym chłamem: jakieś no-name marki, produkty guwnojakości, afery z mobbingowaniem z pracowników - sam dół łańcucha pokarmowego. Już nawet taki lider szajs który też był sklepem z syfem i taniochą (1.5 litra ichniej koli za chyba 69 groszy AD 2004 xD) był level wyżej. Pierwszy raz byłem w biedronce chyba w 1999 w Olecku na koloniach i zrobiła na mnie tak złe wrażenie, że przez kolejne 10 lat omijałem tę sieć xD W świadomości ludzi był to sklep dla biedoty i ta opinia przywarła na długo: vide reportaż z koszykiem Kaczyńskiego i jego "Biedronka to jest sklep dla najbiedniejszych" xD W gimbazie cisnęliśmy sobie, że twoja stara robi zakupy w biedronce XD I nagle koło 2008 zaczeło się to zmieniać, po tym jak walnął kryzys i znaleźli czuły punkt polskiej duszy. Hej, pst, zobacz tu. Zobacz, tu masz dajmy na to keczup z napisem Pudliszki za 4.50 a tu masz keczup marki biedronka za 2.50. A zobacz, ten keczup biedronki też produkują pudliszki. No przecież to jest to samo, na tej samej linii robione. Oszczędzasz dwa złote, a dostajesz tę samą rzecz taniej! To się opłaca! Hehe, polak potrafi! No i Polacy dostali istnego pierdolca, w koncu nie ma nic bardziej polskiego niż zaoszczędzić parę złotych. Biedronki nie były już sklepami dla biedaków, a tych hehe cwańszych - i zaczęły mnożyć się jak bakterie na gąbce w zlewie. Trochę im zajęło zerwanie z łatką sklepu dla biedaków (w 2009 gdy po raz drugi w życiu wchodziłem mimowolnie czułem dyskomfort), ale dużym wysiłkiem się udało: sklepy już nie wyglądały jak więzienia, jakość produktów poszła mocno do góry, ceny były baaardzo korzystne - coraz więcej ludzi zaczynało się przekonywać, że ta biedronka (czy ogólnie dyskonty) nie są takie złe.


No i minęło trochę czasu i jak jest teraz? No jak w lesie xD Ceny z d⁎⁎y, wszędzie syf i burdel, bajzel z promocjami, cenówki na półkach się nie zgadzają z tym co nabija kasa, podłoga się lepi od brudu, chłodziarki zapleśniałe i śmierdzące, w zasadzie co zakupy to jakaś pozycja na paragonie oszukana xD Alejki ciasne, że polaki przeciskają się i wiją jak karpie przez przepusty. Przy kasie ludzie dyszą ci w kark: czy może pan szypciej klikać zakupy, szypciej je pakować w tej kasie samoobsługowej? Mi się spieszy do domu, potrzebuję oglądać netflixa 5 sekund dłużej! A kasy samoobsługowe to już w ogóle xD Walą komunikatami co 5 sekund: POTRZEBNE INFORMACJE! ZABIERZ ARTYKUŁY! jak automatyczni strażnicy w jakiejś mrocznej antyutopii. Najgorsze jest to, że teraz ta zaraza jest wszędzie i nigdzie blisko nie idzie zrobić zakupów w normalnym sklepie. Serio, tak długo już tam łaziłem, że jak pójdę kawałek dalej do jakiegoś FRAC-a czy Leclerca to normalnie przeżywam szok kulturowy jak chłop co w latach 80 pierwszy raz wyjechał na zachód. Jak to, to w sklepie mogą być szersze alejki? To towar może leżeć na półkach a nie w kartonach albo na paletach? To można sobie zrobić zakupy na czilu a nie latać jak wariat i przepychać się między innymi? Ale jak to?;0 Walę Biedronkę, wracam mentalnie do robienia zakupów raz na tydzień jak w latach 90 - i wam radzę to samo.


#biedronka #przemyslenia #gownowpis trochę #pasta

1ad73d35-70cc-46b5-855c-c9cb2dd0c853

@knoor biedronka to zawsze byl i dalej jest sklep dla biedakow, ale bardziej umyslowych – zla jakosc, fatalna obsluga, brzydota koszmarna, nagminne łamanie przepisow bhp (chocby te słynne zastawione przejscia ewakuacyjne), wieczne problemy z higieną, najgorsze warunki pracy – zadna inna siec nie przegrala tylu procesow o zle traktowanie pracownikow. dla mnie to kwestia sumienia zeby tam nie chodzic, nie zamierzam dawac zarabiac sieci ktora jest tak koszmarrnym pracodawcą. biedronka to jedyny sklep w zyciu z ktorego przynioslem do domu robale. ceny wcale nie sa niskie poza pojedynczymi produktami.

w sumie przy calej swojej chujowosci to niesamowicie dziwne, ze ten sklep jest tak bardzo popularny w polsce. ale moze polacy po prostu lubią byc traktowani źle.

@knoor Najgorzej, że tego chłamu nastawiali na każdym rogu, chodzę tam bo mam najbliżej. Niestety, taki Auchan czy Carrefur może i jest większy i ma szerszy asortyment, ale mają taki sam syf jak wszędzie, non stop trafiam na spleśniałe warzywa i przeterminowane produkty. Lidl jest gdzieś pomiędzy tą sodomą a gomorą Szczerze to nie wiem, gdzie robić zakupy żeby było cywilizowanie.

Zaloguj się aby komentować

W moim prywatnym rankigu zwierząt o dziwnych zwyczajach godowych, wirki z rodzaju Pseudobiceros zajmują pierwsze miejsce. Gdy taki wirek spotka wirka, może przyjść mu na myśl "niezła d⁎⁎a!" i mu stanąć. A że wirki są hermafrodytami, to drugiemu wirkowi przyjść może ta sama myśl i takoż mu staje. 


Sytuacja robi się trochę niezręczna. Dla rozładowania atmosfery wirki przystępują do epickiego pojedynku na własne przyrodzenia. Cel jest prosty - zapłodnić przeciwnika i samemu nie zaciążyć. Jeden w wirków wygrywa pojedynek w chwili, gdy jego przyrodzenie przebija delikatną skórę przeciwnika i wtłacza w jego ciało świeżutkie plemniki. 


Teraz on jest tatusiem, a przegrany - czy teraz już raczej przegrana - mamusią. Oj, w świecie wirków warto przyłożyć się do lekcji szermierki!


Aby uczynić rozmyślania o życiu seksualnym wirków jeszcze bardziej pojebanymi, możemy sobie wyobrazić podobne zachowania u ludzi. Wyimaginujcie sobie tę kultową scenę z "Potopu" - ulewny deszcz, przerwana bitwa, dwie zwaśnione bandy, a pośrodku nich stoją naprzeciw siebie Kmicic i Wołodyjowski, zdecydowani stoczyć szermierski pojedynek o wszystko. W tym przypadku raczej nie na śmierć i życie, a na życie samo. Ściągaja gacie i szykują się do pojedynku. Dwa wzwiedzione fallusy lśnią w świetle rozdzierających niebo arterii błyskawic. 


Andrzej Kmicic mierzy "Małego Rycerza" wzrokiem.


- Waść nie wyglądasz na wielkoluda!


Nawykły do kpin Wołodyjowski rzecze chłodno:


- Chcesz waść poczekać aż siąpić przestanie? Żal prokreować w taki deszcz.


- Mi tam wszystko jedno. Oficer zaciąży to i niebo płacze!


Obaj przeciwnicy ujmują swoje członki w dłonie i zaczynają walkę. Ku zaskoczeniu Kmicica, Wołodyjowski macha swoją fają jak wirtuoz, kontroluje pojedynek, kręci młynki jak helikopterem tak szybko, że zdawać by się mogło, że uniesie się zaraz w powietrze i odleci w sobie wiadomym kierunku. Imć Andrzej Kmicic nie składa jednak broni, macha batem to w lewo, to w prawo, z obrotem, z półobrotu, bezskutecznie odbijając się od naprężonego prącia Wołodyjowskiego. Coraz bardziej spocony i zdesperowany.


- Waść machasz jak cepem - dogryza mu "Mały Rycerz".


Po raz kolejny technika okazała się ważniejsza od rozmiaru. Zręcznym ruchem, samiusieńką końcówką żołędzia, Wołodyjowski wytrąca Kmicicowi fallusa ze spoconych rąk.


- Podnieś! 


Upokorzony Kmicic sięga ponownie po swoje przyrodzenie, nie widząc już jednak nadziei na wygraną. Wie, że Wołodyjowski się z nim po prostu bawi. Gdy ponownie skrzyżowały się ich flety, zdesperowany prosi:


- Kończ waść, wstydu oszczędź! 


- Proszę!


Zręcznym ruchem Wołodyjowski pokonuje dziurawą gardę swojego przeciwnika, przebijając mu czoło i wtłaczając przez bliznę miliony malutkich Wołodyjowskich. Kmicic pada na kolana, świadom tego, że w tym momencie stał się mamuśką. 


K⁎⁎wa. Chyba czas poprosić psychiatrę o jakieś tabletki. 


#grupazanizaniapoziomu może #pasta #heheszki #gownowpis

#niemoje #pasta


>bądź na uczelni


>pójdź do starego wydziału z kumplem


>zauważ dwie dziewczyny, wprawdzie z żadną nie gadałeś, ale kojarzysz z twarzy


>jedna jest 10/10, cała cymes, milutka i chyba wolna


>czekajcie na otwarcie auli im. prof. Gąbki i gadajcie sobie


>znaczy się większość mówi kumpel


>ogarnij, że powinieneś powiedzieć coś zabawnego i bystrego


>nad wejściem do sali wisi zegar z kukułką i wahadłem


>"a więc wahadło... wiecie, że jego częstotliwość to nic innego jak jeden przez okres, a jako płeć żeńska to oczywiście znacie się na innym okresie"


>patrzą na mnie lekko zmieszane i wystraszone


>jest tylko gorzej


>pointa wchodzi jak perełka po długim gorącym dniu


>zacznij świstać z powstrzymywanego śmiechu wskutek wlasnego żartu


>morda czerwona jak Jelcyn u końca kadencji i też nie panujesz nad nogami


>dziewczyny patrzą na ciebie i powoli wychodzą, kiedy leżysz na podłodze i odgrywasz kompilację śmiechu Waldka Kiepskiego przez twój nieudolny pik komedii


>kumpel wściekły, że przez ciebie nie zapuści mrówkojada


>obsmarkaj się i tak, pisząc to

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Widzieliście kiedyś na żywo prawdziwą naukową dyskusję? Ja miałem okazję wczoraj w jednej uczestniczyć. Przygotowałem prezentację o metylacji DNA (trudne zagadnienie), produkowałem się pół godziny, ale dobrze poszło. Ostatni slajd, na nim ”dziękuję za uwagę”, mówię:


- Dziękuję za uwagę. Czy ktoś ma jakieś pytania albo komentarze?


Atmosfera na sali trochę się rozluźniła. Głos zabrał doktor habilitowany Karwiński:


- Z całym szacunkiem, panie Anonimski, według mnie pańska prezentacja zawierała szereg błędów. Po pierwsze, metylacja DNA...


Zaczęło się. Czułem się, jakbym schodził po schodach i nie trafił w stopień. Serce zamarło, po czym przyspieszyło do stu dwudziestu na minutę. Karwiński po kolei punktował wszystkie słabostki mojego wystąpienia


- ...mam wrażenie, że przeczytał pan jedynie przeglądówki sprzed piętnastu lat, a i to pobieżnie. Czy pan w ogóle odróżnia metylację DNA od metylacji histonów?


- Panie docencie... ja... ja... - dukałem nieporadnie. To koniec. Obrona nie była możliwa. Cały mój wysiłek poszedł na marne, słońce zaszło za chmurami, a z nim nadzieja na zaliczenie seminarium. Zawiodłem i przegrałem.


Niespodziewanie inicjatywę przejął mój promotor, profesor Bujewicz.


- Szanowni państwo - zwrócił się do zebranych - z całą pewnością wszyscy słyszeliśmy żałosne wywody docenta Karwińskiego. Jakże jednak mamy traktować je poważnie, skoro pan docent, jak powszechnie wiadomo, ma małą i giętką pałę oraz lubi ssać męskie penisy?


Szmer uznania przetoczył się przez audytorium. Ludzie kiwali głowami, przychylając się do słów profesora.


- Panie profesorze - oburzył się Karwiński - Co to do cholery znaczy? Co ma długość mojego członka do metylacji DNA? A „męski penis” to masło maślane, zna pan jakieś "żeńskie penisy"? Pan obraża naukową dyskusję!


- Sam pan ją obraża swoją paskudną mordą, docencie Karwiński. W kwestii „męskich penisów” to tak, znam jednego właściciela „żeńskiego penisa” – pana, docencie, bo pan p⁎⁎da jesteś. Pytał pan jeszcze, co ma długość pańskiego fistaszka, którego szumnie określił pan nazwą członka, do metylacji DNA? Ano to, że tankował pan wódkę z przemytu, zmetylowało panu k⁎⁎⁎sa i jego rozwój zatrzymał się na trzech centymetrach.


Widownia wybuchła śmiechem. Z osłupieniem obserwowałem tę scenę. Karwiński poczerwieniał jak burak, Bujewicz zaś, bez zażenowania, wyciągnął cygaro, zapalił je i zaciągnął się z satysfakcją. Ktoś z sali krzyknął:


- Brawo profesor Bujewicz!


- Kto wpuścił tego debila na salę? Wy⁎⁎⁎⁎⁎olić Karwińskiego!


- Wy⁎⁎⁎⁎⁎olić!


Docent poczerwieniał jeszcze bardziej, podszedł do Bujewicza i warczącym głosem zaczął mu dogryzać:


- Że niby ja mam jakieś braki? A co z panem, profesorze, co? Bujewicz-bezchujewicz! Stary impotent, bez viagry to nawet myśleć o ruchaniu nie może! Spójrzcie na niego, jakie cygaro wyciągnął, pewnie kompleksy ma! Lubi pan brać długie, grube rzeczy do gęby, co nie?


Profesor Bujewicz zaciągnął się cygarem, wypuścił dym prosto w twarz adwersarza.


- Chyba pana stary, docencie. Panie magistrze, proszę pocisnąć torpedę docentowi Kurwińskiemu. - zwrócił się do mnie.


Rozgorączkowana publiczność pokazywała nas sobie z zaciekawieniem palcami. Karwiński był już skompromitowany, a do mnie należało jego ostateczne dobicie. Widownia oczekiwała świetnej wiązanki, mój promotor patrzył na mnie z nadzieją, Karwiński zaś próbował zamordować mnie wzrokiem. Wyprostowałem się, spojrzałem mu prosto w oczy i wyrzekłem.


- Pytał się pan, docencie Kurwiński, co wiem o metylacji. Wiem, k⁎⁎wa, wszystko. I c⁎⁎j pana obchodzi, z jakich źródeł korzystałem, bo i tak pewnie czytać pan nie potrafi. Jeśli moje wywody o metylacji DNA się panu nie podobały, to może mnie pan w d⁎⁎ę pocałować. Albo w wała possać, tak jak pan lubi!


Docent skrzywił się nieprzyjemnie, wycelował oskarżycielsko palcem.


- Panie Anonichuimski! Merytorycznie pana praca leży i kwiczy, to dno plus metr mułu, gówno psie i wie pan co?


- Co? - odparłem odruchowo. Błąd.


- Chujów sto!


Audytorium zaśmiało się. Dałem się zrobić jak dziecko. Karwiński uśmiechnął się triumfalnie, pewien zwycięstwa. Profesor niewzruszony palił swoje cygaro. Kiwnął przyzwalająco głową. Zripostowałem.


- W pana d⁎⁎ę, docencie Kurwiński! Tak, jak pan lubi!


Zerwała się owacja. Karwiński starał się coś odeprzeć, coś dodać, bronić, się, atakować, ale lud nie dał dojść mu do słowa.


- Wypierdalaj! Wypierdalaj! WY-PIER-DALAJ!


- C⁎⁎j ci na imię! Kurwiński, c⁎⁎j ci na imię! C⁎⁎j ci na imię! - skandowali.


Biedny docent nie miał gdzie się schować. Usiadł na swoim miejscu, skurczył się w sobie i (choć wydaje się to niemożliwe) poczerwieniał jeszcze bardziej. Zasłonił twarz rękami. Nie wierzę. Triumfowałem. Wygrałem naukową dyskusję.


- Czy ktoś ma jeszcze jakieś pytania lub komentarze? Dla odmiany sensowne?


- Tak - podjął jeden z kolegów na sali - czy metylacja w obrębie intronów też może mieć znaczenie na skuteczność transkrypcji genów?


Uśmiechnąłem się. Z sali zaczęły padać coraz to nowe pytania, ja zaś odpowiadałem na nie zgodnie z moją wiedzą


#heheszki #memy #pasta

@Funkmaster @de9 potwierdzam częściowo. Oczywiście, że tu wszystko ciutkę podkoloryzowane, ale pisząc to opierałem się na faktach.

@de9 W czasach studenckich byłem członkiem Rady Wydziału jednego z uniwersytetów z ramienia samorządu studentów. Posiedzenia odbywały się raz na miesiąc. Co najmniej 3 razy byłem świadkiem wulgarnych rozmów pomiędzy doktorami i profesorami „rywalizujących o władze” na wydziale kierunków. Oczywiście są również wykładowcy o wysokiej kulturze dyskusji, ale tacy jak w paście to na oko ze 30% kadry.

Zaloguj się aby komentować

Ukradlam wpis spod artykulu o atakach na kanarów w autobusach bo dobra #pasta


Macie. Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy #heheszki


Dlatego uważam, że bilety w komunikacji powinno sprawdzać Blackwater albo Wagnerowcy. Wyobraźcie to sobie.


> Rok 2025


> Jedziesz 502 na rynek


> Nagle przez szyberdach do autobusu coś wpada


> Granat błyskowo - hukowy


> Babcia z miejsca obok leży i krzyczy bo rozerwało jej bębenki uszne


> Nagle ktoś wybija boczna szybę, wpada oddział komandosów


> Kierowca leży zastrzelony przez snajpera


> Znaczek Solaris powoli staje się karmazynowy od krwi


> Komandosi zaczynają krzyczeć "BILETY DO KONTROLI"


> Skuwają ci ręce, dociskają kolanem do ziemi


> Wyrywają ci bilet okresowy z kieszeni kurki, po czym rzucają przed twarz


> Nad autobusem słychać berzeczenie udzielającego wsparcia ogniowego UAV


> Babcia bez słuchu nie zrozumiała polecenia, kilka kopniaków w żebra wyjaśniło jej czego chcą


Udało ci się spojrzeć na ramię jednego z komandosów


> "Blackwater - Rewizor Special Command"


> W końcu dopadają studenta na tyłach autobusu


> "Mamy kod 32, brak legitymacji studenckiej, bilet nieważny od 2 minut"


> Biorą go za ramiona i wyszarpują z autobusu


> Student przez chwilę krzyczy że ma rodzinę i błaga o litość, po czym dostaje kopniaka w twarz i knebel w usta

Zaloguj się aby komentować

W więzieniu nauczyłem się pić denaturat. Byłem świetlicowym i przyszli do mnie pijany fryzjer i równie pijany starszy kalifaktor. – A świetlicowy trzeźwy? Tak być nie może – stwierdzili. I wyciągnęli denaturat. Nie chciałem, ale naciskali. Fryzjer nalał mi szkopeczek, czyli taką szklaneczkę po musztardzie. Najpierw miałem wymiotny odruch, ale piję… i czuję całkiem przyjemny zapach oranżady! – I co? Jeszcze jednego, no nie? – pyta fryzjer. No, koniecznie. Potem pokazali mi, jak się robi takiego drinka z denaturatu. W więzieniach było sporo sztucznego miodu. Fryzjer dodawał go do taraku – czyli pozostałości po czaju. Gotował ten tarak, odcedzał i rozpuszczał w nim miód. Do tego wszystkiego dolewał denaturatu. Na fryzjerni to wszystko robił, bo tam zresztą mieszkał. Trzymał ten specyfik w dużych słojach po ogórkach. To stało tak z dobę i się przegryzało, a na koniec dodawał oranżadki w proszku. Drink był zresztą ciemny, po teinie, więc nawet kolor nie był obrzydliwy. Jak się piło, to człowiek w nosie miał oranżadę, w ustach miód. Ale rano szczało się na fioletowo. #ciekawostki #pasta #wiezienie #alkoholizm #alkohol #drinki

041842d0-a3cc-4dbd-9ac0-cc5173d2eea4

Czy znacie historię o niemym Michałku, który żuł gumę tak długo, aż oślepł? ( ͡° ͜ʖ ͡°)


To teraz już będziecie znali


#heheszki #pasta #memy #kapitanbomba #chatgpt

d7a63410-d33c-47b4-ad1c-64a89a66dbe2

Zaloguj się aby komentować

Poznałem wczoraj w barze starszą babkę. Wyglądała całkiem nieźle, jak na 60 lat. W zasadzie, to nawet lepiej niż nieźle. Tak sobie myślę, że musi mieć naprawdę ładną córkę. Wypiliśmy kilka piw i zapytała mnie, czy miałem kiedyś “sportowego dubla". Zapytałem. Co to?


"To trójkąt z matką i córka" -


odpowiedziała.


Bardzo spodobała mi się jej odpowiedź, i zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że nie, nie miałem.


Wypiliśmy jeszcze trochę, po czym mrugnęła do mnie okiem i powiedziała - "dziś jest twoja szczęśliwa noc"


Poszliśmy do niej. Wchodząc do holu, zapaliła światło, i zawołała:


mamo, nie śpisz jeszcze?


#pasta #heheszki #suchar

Zaloguj się aby komentować

#pasta #metro2033 #metro #heheszki


"Jak to wszystko pierdolnie"


Wszystko zaczęło się, kiedy byłem jeszcze małym chłopcem. Chaos przyszedł niespodziewanie i po dziś dzień zastanawiam się, czy można było tego uniknąć. Znaki


o zbliżającej się katastrofie dostawaliśmy już od 2005 roku, kiedy to Benedykt XVI rozważał wykorzystanie tzw. Santo subito, dzięki któremu to Papież Polak miał zostać uznany za błogosławionego bez konieczności odczekiwania pięcioletniego okresu po śmierci wyżej wymienionego. Sygnały nie były z początku oczywiste – ot, jakiś gość wróżący z kart Cheetos potrafił spaść z rowerka po wywróżeniu kataklizmu spowodowanego beatyfikacją wysłannika piekieł. Z upływem lat pojawiało się coraz to więcej przesłanek, że sytuacja staje się kryzysową – jednak media milczały, aż do ostatniej chwili, a kiedy się odezwały… nie było już ratunku.


Dzień nie zapowiadał żadnych rewelacji, wstałem, zjadłem śniadanie i ogarnąłem wszelkie podstawowe obowiązki. Nie pamiętam dokładnej godziny, jednak przechodząc obok salonu, zostałem zawołany przez babcię.


- Anyon! Weź, no przyjdź mnie tu i telewizora podgłośnij, bo coś ważnego u tych Rzymianów tam robią.


Nie ociągając się, podbiegłem do stolika, poprawiłem klapkę od baterii i na życzenie staruszki pogłośniłem odbiornik. To co się tam odjebało to ja nawet nie. Kamery krążyły po Placu św. Piotra, a z balkonu papież odprawiający mszę zaczyna wygłaszać, iż Karol Wojtyła oficjalnie zostaje beatyfikowanym, czyli błogosławionym. Tłumy zaczynają wiwatować, gdy nagle ziemia zatrzęsła się i rozstąpiła pod nogami wiernych, którzy to masowo zaczęli spadać we wrzącą czerwień. Wszyscy, którzy jeszcze trzymali się na nogach, uciekali w popłochu, a całe grono patriarchalne w przerażeniu obserwowało dziejące się na ich oczach wydarzenie.


Nie miałem pojęcia co się odkurwia, wszystko działo się tak szybko. Matka, która do tej pory gotowała bigos, widząc całe zamieszanie, przybiegła do salonu i kazała pakować najpotrzebniejsze rzeczy. Zesrany jak jasny c⁎⁎j – usłuchałem.


Po jakichś 5 minutach miałem pod ręką trzy pary bielizny, bluzę Anti Poland Poland Clubi i PC’ta z zestawem gier. Matka uderzyła mnie z liścia i kazała zostawić komputer. Żegnaj PC’ciku – pomyślałem, odstawiając go. Po odłożeniu balastu, który przez ostatnie 5 je⁎⁎⁎⁎ch lat był moim jedynym oknem na świat, podniosłem wzrok na babcię. Trzęsła się w fotelu jakby dostała ataku padaczki. Torsje były tak silne, że upuściła trzymane na kolanach szydełka, po chwili wszystko zamilkło. Spojrzałem mamie w oczy, a później oboje wróciliśmy wzrokiem na staruszkę. Nie minęła chwila, a babcia uniosła się i demonicznym głosem zaczęła przerażające śpiewanie barki od tyłu, rzuciła się na nas, jak ksiądz na ministranta w pustym kościele. Po krótkiej przepychance udało nam się przycisnąć ją do ziemi i skręcić kark – tak… to była jedyna opcja, jaką wtedy widzieliśmy. Dalej słyszę ten chrzęst kości, porównywalny z upadnięciem tyłkiem na paczkę chrupków.


Wraz z równie przerażoną co ja matką, pobiegłem w dół Klatki Schodova i po kilkunastu minutach autystyczngo truchtu przez spowite paniką miasto, dotarliśmy do Centrum – a z niego, zeszliśmy do odgrywającego kluczową w tej historii rolę Warszawskiego Metra. Mimo przerażenia czułem swoisty dreszczyk emocji. Wiecie sami. Całe dzieciństwo spędzone na strzelankach i pierwszych fallout’ach, czy czytanie Glukhovskiego, wniosło do mojej młodej głowy wizję zostania za⁎⁎⁎⁎stym stalkerem, lub czymś na ten wzór. Już widziałem te wszystkie epickie batalie, w których będę brał udział, a kobiety będą wręcz kłębiły się wokół. C⁎⁎ja tam. Nadal nie odgrywam żadnej znaczącej roli w naszej podziemnej społeczności. Żyje z dnia na dzień jak j⁎⁎⁎ny pasożyt. Matka po kilku miesiącach padła na jakieś tałatajstwo – dalej nie wiem, czy to choroba weneryczna od losowego gościa, z którym to baraszkowała po nocach, myśląc, że nie słyszę, czy może przez powszechny syf panujący


w metrze. Z czasem po prostu przestałem o tym myśleć.


- Anyon, k⁎⁎wa! Wstawej do cholery. – obudził mnie stryj Szczepan. – We no młody kilka obrazków z komody i skoczże do


Witalija po kremówki, bo w lodówcy nic ni ma. – Tak, pudełko na lód, w którym od 1999 nie było choćby kostki lodu, to naprawdę świetna lodówka – a przynajmniej według stryja…


- Dobrze, już… Dobrze. Tylko się ubiorę. – powiedziałem w miarę spokojny, jak na fakt, że przez darcie p⁎⁎dy tego debila, zajebałem głową o górną część łóżka piętrowego.


Po niespełna kilku minutach byłem gotowy na wyjście. Spojrzałem na szwendającego się po „domu”, stryja Szczepana, który tak jak każdego ranka od dziesięciu lat, czytał


z wystającym językiem, ten sam egzemplarz „Auto Światu”. Bez dłuższej zwłoki wyjąłem


z szuflady dwa obrazki z wizerunkami świętych. Jeden miał na sobie Jadwigę Andewageńską, a drugi był już na tyle wytarty, że chyba nikt nie rozpozna, kogo on tak naprawdę przedstawia. Obrazki takie są u nas walutą. Ich powszechnie przyjmowana wartość wynika


ze zdolności ochrony przed powstałymi w wyniku beatyfikacji, kleryko-demonami, jaką owe obrazki dają. To jaką dokładnie dana karta ma wartość, określane jest przez Centralę Utylizacji Monet – w skrócie CUM, dzięki której działaniom; niszczenie monet z wizerunkiem orła, leżących na ziemi, z szacunku dla podłogi – złoty przestał obowiązywać. Siła karty zależy w głównej mierze od tego, jaki święty się na owej znajduje, w jak dobrym karta jest stanie, jaka modlitwa znajduje się z tyłu, no i oczywiście od stopnia profanacji obrazka. O co chodzi ze stopniem profanacji, zapytacie. Przykładowo czysta karta jest warta o wiele mniej niż karta z dorysowanym specjalistycznym długopisem wąsem i okularami. Takie przyozdobienie to najbardziej powszechny sposób wzmacniania mocy kart. Im bardziej bezczelnie wygląda karta, tym większa jest jej skuteczność w walce z demonami. Na niektórych stacjach istnieją nawet specjaliści w dziedzinie profanacji kart. Najczęściej otaczają się oni zniewolonym ku wyższym celom, gimnazjalistom, których poziom spierdolenia pozwala na odkrywanie coraz to nowych technik wzbudzania cringe’u i poczucia beznadziei.


Opuszczając naszą blaszano-kartonową lepiankę, przebiłem się przez kiczowate, koralikowe sznurki wiszące w przejściu i ruszyłem w kierunku Strefy Handlowej znajdującej się w północnej części stacji. Idąc przed siebie, minąłem znane mi widoki – baraki, wokół których krążyli mieszkający w nich sąsiedzi, podniszczone duchem czasu ławki, dzieciaki grające w klasy – urozmaicone tak, że zamiast zwykłych skoków, przemieszczały się susami na styl tańca fortnite, i wiele, wiele innych.


Zmierzyłem wzrokiem ścianę z wyrytą na niej nazwą stacji – „Normicza” i podszedłem do handlarza Witalija, z którym to stryj od lat ma na pieńku, przez co to właśnie ja zmuszony jestem robić zakupy.


- A kogo moje oczy widzą! Anyon, no mów tam jak tam życie. – wybełkotał z entuzjazjem, gładząc się po flanelowej koszuli.


- Cześć Witek. Stryj wysłał mnie po zakupy. Mimo że dalej żywi urazę za twoją opinię na temat Passata TDI, to najwidoczniej wie, że lepszych produktów na Normiczej u nikogo nie zgarnie.


- Haha. Otóż to młody. No to mów czego ci tam potrzeba, bo zaraz muszę się zbierać. Krążą plotki, że z Wykopowickiej wydostał się jakiś RiGCz-owiec. Podobno sytuacja nie jest u nich najlepsza i biedaczyna zmuszony był wyjść na powierzchnie, by ominąć zawalony tunel


i szukać pomocy na sąsiednich stacjach.


Wykopowicka to stacja na drugim końcu linii metra. Jakieś 10 lat temu doszło do incydentu związanego z wypowiedzeniem „Jan Paweł II nie j⁎⁎ał małych dzieci”, który to doprowadził do zawalenia się tunelu i pogrzebania wielu RiGCz-owców. Do tej pory nie widziałem żadnego z nich, nie było po prostu ku temu okazji, gdyż zawsze uzupełniali zapasy na sąsiednich stacjach, jednak z doniesień Witalija, odkąd Wolnościowa w wyniku ataków grup konspiracyjnych, przekształciła się w IV Rzeszę Równouprawnioną – zamieszkałą w 90% przez imigrantów i trzecią płeć, których to głównym źródłem dochodu stało się zastraszanie sąsiednich stacji i zbieranie haraczu, nazywanego przez nich socjalem, handel z tą stacją zakończył się z dnia na dzień.


- Cholera, faktycznie sytuacja nie prezentuje się zbyt


ciekawie. Powiedz mi jednak, po co na niego czekasz? Przyznaj, na pewno masz w tym jakiś interes. – zaryzykowałem.


- Oczywiście, że mam w tym interes! Takie jest życie, trzeba łapać się, czego popadnie, żeby związać koniec z końcem. Jeśli ja się nim nie zajmę, to zrobi to ktoś inny,


a wtedy kasa przechodzi mi koło nosa. – uniósł się Witalij.


- Rozumiem. W takim razie powodzenia z tym RiGCz-owcem, czy jak mu tam…


Od słowa do słowa wróciliśmy do transakcji. Witalij w zamian za obrazki dał mi kilkanaście wczorajszych kremówek, kilka wychudzonych szczurów na kiju i butelkę zaganiacza.


W drodze powrotnej zatrzymałem się na chwilę u mojego przyjaciela Racimira, któremu to za przegrany zakład winien byłem flaszkę Kremovkowej. Przywitał mnie


z otwartymi ramionami i zaproponował nocną libację – rzecz jasna, zgodziłem się.


Zegary na naszej, jak i najpewniej wszystkich pozostałych stacjach, nie działają już od kilku lat. Pewnego wieczoru po metrze przeszło niewyjaśnione do dzisiaj trzęsienie ziemi,


w wyniku to którego siadła większość urządzeń elektrycznych – niektóre udało się już naprawić, jednak zegary jakby na zawołanie stanęły na godzinie 21:37, i tak to sobie wiszą od cholera wie, jakiego już czasu. Godzinę określamy teraz dzięki masywnym klepsydrom wytopionych z butelek po flaszkach. Każda stacja ma jedną taką klepsydrę w samym centrum, a wyżej wymieniona jest obsługiwana przez wyszkolonych do tego pracowników – majstrów. Co godzinę od 6 do 22 na całej stacji rozlega się krzyk, najczęściej schlanego operatora klepsydry, który informuje o godzinie. Oczywiście godziny te są dość umowne. Doba trwa o wiele krócej, jednakże nikomu to nie przeszkadza. W końcu kogo obchodzi to, czy na powierzchni jest słońce, czy księżyc, skoro i tak mało kto tam przebywa – a ci wyjątkowi, którzy rezydują w fortach na górze – czerpią wiedzę z zegarów słonecznych.


Wracając jednak do nocnej imprezy z Racimirem, w międzyczasie wyciągnąłem spod materaca jedną ze schowanych na czarną godzinę kart i zakupiłem u Witalija jeszcze dwie butelki sikacza, które następnie skryłem we wnęce pod barakiem moim i stryja, by poczekały na swój moment. Gdy pijany operator klepsydry wykrzyczał „Dwuu… Dw… WUDZIESTA PJERSZA”, odczekałem chwilę, żeby upewnić się, że stryj na pewno się nie obudził i stąpając na palcach, opuściłem barak.


Na moje oko nie minęła nawet godzina, a ja, Racimir i Dajka byliśmy już ostro wstawieni. Najmocniej uderzyło Dajkę, który to co chwila wychodził za mieszkanie, żeby zwymiotować na torowisko. Znikał tak na pół godziny, wracał na minutę, czy dwie, oznajmiał, że czuję się chujowo i znowu wracał do wymiotowania na klęczkach. Kiedy wyszedł tak już piąty raz, Racimir zaczął:


- Aaaa się schlałem Anyon. Świat mi wiruje.


- Cholera, stary. Nawet nie gadaj. Czuję, że jak podniosę się z tapczanu, to skończę, leżąc obok Dajki. W ogóle to… - tu przerwałem przez czknięcie – Witalij mówił coś o jakimś RiGCz-owcu, który idzie w kierunku Normiczej. Podobno na Wykopowickiej dzieją się ostre inby. Wiesz może coś więcej o całej tej sprawie?


- Pewnie. Cała stacja huczy o tym od kilku dni. Jakim c⁎⁎⁎em dopiero się dowiedziałeś, spałeś cały ten czas?


- No… Można tak powiedzieć. Ksawery i Soczekowski organizowali jakąś barakówkę na chacie tego pierwszego. Dali mi nowy towar na bazie cukru pudru.


- Wziąłeś od nich to świństwo? Słyszałem, że ojciec Soczekowskiego znalazł to na powierzchni w jednym z budynków. Brawo gościu, wciągnąłeś pył z napromieniowanej kremówki. Ciesz się, że żyjesz. Słyszałem o takich, którzy spadali po tym z rowerka.


- Dobra, pieprzyć tę kremówkę. Mów co wiesz o RiGCz-owcu! – wykrzyczałem po stuknięciu kolejnego kubka wódki.


- Z tego, co mi wiadomo, to po tunelach w tamtej okolicy rozchodzą się ostatnio nasilone dźwięki i zapachy. Chodzą plotki, że kiedy tunel się zawalił, to uszkodził rurę kanalizacyjną biegnącą w tamtym rejonie, i że opary, które kumulowały się pod gruzami przez całą dekadę, w końcu się uwolniły i zaczęły mącić im w baniach. Ile w tym prawdy? Sam nie wiem, ale dopóki nie doleci to do nas, to gówno mnie to


obchodzi. – tu się zaśmiał. Heh, łapiecie? Gówno go to obchodzi… bo kanalizacja heh… Mniejsza.


Rozmawiałem z nim do białego rana, około 7 rano wrócił do nas skacowany Dajka, który zasnął nad torowiskiem. Reszta rozmów nie oscylowała już wokół tajemniczego przybysza. Skupiliśmy się na pijackich gadaniach o tym jakbyśmy to się nie pieprzyli


z kobietami z sąsiednich stacji, bo u nas to same brzydkie i nie ma w czym wybierać – ta, c⁎⁎ja tam. Tłumaczenie każdego przegrywa. Rola naszego stulejarstwa jest tutaj znikoma, więc nie będę się nad nią specjalnie rozwodził. Ważne jest to, że mogliśmy się odprężyć, wygadać i odpocząć przed kolejnym pracowitym dniem.


Gdy dobiła 8 rano, tak jak każdego dnia musiałem iść do pracy – to dość oczywiste,


że każdy obejmuje tutaj jakąś rolę. Darmozjadów nie potrzebujemy, takie są zasady. Każdy ma włożyć do społeczności coś od siebie, a ja nie byłem wyjątkiem. Moim zadaniem było dbanie o czystość toalet i podłóg na terenie Strefy Czyszczenia – chyba spierdolenia… Bez zbędnej zwłoki, wyszedłem od Racimira i ruszyłem prosto w kierunku miejsca powinności. Uwierzcie mi, nie ma czego opisywać. Mimo apokalipsy i ogólnej atmosfery przytłoczenia, ludzie jak byli je⁎⁎⁎⁎mi zwierzętami, tak są nimi nadal. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że spora część mieszkańców stacji, uwolniła swoje prawdziwe „ja” dopiero po katastrofie.


Toalety czyszczone są codziennie, a mimo wszystko każdego dnia jest k⁎⁎wa to samo. Otwierasz drzwi, a do twojego nosa dolatuje cała zawartość tablicy Mendelejewa i to


w wersji extended. Maski z filtrem, których używają na powierzchni i dzięki którym są w stanie przetrwać - w tym miejscu podwójnie opuszczonym przez Boga, jakim jest toaleta, te maski c⁎⁎ja dają. Całe sprzątanie opiera się o umiejętne wyliczanie pojemności płuc


i dystansu od drzwi do toalety, za którą muszę się zabrać w następnej kolejności. Po kilku godzinach walki z zapchanymi sedesami, koszami, z których wysypują się zmywaki do naczyń, służące obecnie za podpaski i innym obrzydliwym ścierwem, którego wymieniania wam daruję, udało mi się zakończyć pracę.


Po opuszczeniu toalety oniemiałem – na drugim końcu stacji dostrzegłem mężczyznę w nietypowym pancerzu. Tak! To na pewno RiGCz-owiec. Z entuzjazmem podbiegłem do niego, by się przywitać i wypytać o szczegóły dotyczące jego podróży. Ten jednak spojrzał


z obrzydzeniem na moją ubrudzoną fekaliami twarz i przez emanujący ode mnie zapach zwymiotował. Mimo usilnych przeprosin kazał mi spierdalać… Mówi się trudno.


Kilka godzin później, gdy byłem już czysty, RiGCz-owiec wciąż krążył po stacji. Udało mi się dostrzec jak gada z jednym z moich rówieśników. Zakradłem się i nasłuchiwałem. Mówił mu coś o tym, że jeśli nie wróci za ileś tam czasum blah, blah, to ma udać się na Hydraulicznej i prosić o pomoc z problemem panującym na Wykopowickiej. Dostrzegłem tu swoją szansę na przeżycie przygody, jednak wiedziałem, że stryj na pewno bez robienia problemów, nie pozwoli mi dołączyć do takiej wyprawy. Żeby go przekupić, poświęciłem całe pięć obrazków ze świętymi i zaopatrzyłem się w egzemplarz „Auto Światu”, z rocznika 2009,


o którym to marzył odkąd tylko pamiętam, ale na którego to zawsze szkoda mu było wyłożyć karty. Z przygotowanym w głowie monologiem wszedłem do baraku śpiącego Szczepana.


- Stryju… Stryju! – wykrzyczałem do wąsacza leżącego w rogu izby.


- CO, CO JE KUR… Anyon, a żeś mnie wystraszył. Czego chcesz?


- Spójrz no, co dla ciebie przyniosłem. – z uśmiechem wyciągnąłem dłoń.


- Co takiego mogłeś mi… O jasny c⁎⁎j! ROCZNIK 2009? Skądżeś to wziął!?


- Przechodziłem obok straganów i pomyślałem, że może ci się spodobać.


- No niechże cię uściskam młody, haha! – odkrzyknął z entuzjazmem i bez zwłoki zaczął przeglądać gazetę.


- Stryju. Mam do ciebie sprawę. Sam przecież wiesz, trochę lat już mam na karku


i chciałbym spróbować czegoś nowego. Wiesz, że jestem odpowiedzialny i poradzę sobie wszędzie. Moje pytanie brzmi. Pozwolisz mi ruszyć na Hydrauliczną? Chcę pomóc odległej stacji, myślę, że moja wiedza pomoże rozwiązać ich problem. Pozatym chcę poznać trochę


świata! Nigdy nie wyszedłem dalej niż na dwusetny metr za Normiczą.


- Ni ma mowy! Ni! – uniósł się, wciąż czytając gazetę. – Nigdzie nie idziesz. W domu mosz pomagać. Masz tu swoje obowiązki i MASZ brać za nie odpowiedzialność. Zrozumiano!?


- Nie będę całe życie taplać się w odchodach je⁎⁎⁎⁎ch normików. Twoje niedoczekanie stryju!


- Stul pysk gówniarzu i do pokoju, ALE JUŻ!


- TU NIE MA POKOJÓW. MIESZKAMY W JE⁎⁎⁎YM BARAKU NIE WIĘKSZYM NIŻ 5m²!


- NIE DYSKUTUJ, BO POŻEGNASZ SIĘ Z WYPŁATAMI. WSZYSTKO CI BĘDĘ KONFISKOWAĆ. NIGDZIE NIE IDZIESZ, I KROPKA. JA TAK MÓWIĘ I TAK MA BY… - tutaj nagle urwał. Jego ręce zaczęły się trząść i upadł na posadzkę.


- Stryju? Stryju!? Co ci się dzieje!? – zapytałem przerażony jego stanem.


- JA, ŻEM CZTERY LATA NA NIE ZBIEROŁ! VOLVO S60 R WYCOFALI Z PRODUKCJI! – wykrzyczał ostatnim tchnieniem i padł głową na posadzkę.


Nie wiem po dziś dzień co się wtedy odjebało. Stryj umarł na wewnętrzne roz⁎⁎⁎⁎⁎⁎lenie się totalne. Świat pogrążył się w apokalipsie, wszędzie pełno piekielnych istot, a stryj przekręcił się, bo nie wiedział, że jeszcze przed klęską świata, wycofano z produkcji jakieś auto, na które odkładał hajs. No cóż… teraz już nikt mi nie zabroni iść

Zaloguj się aby komentować