Potrzebny, mocny i dobrze zagrany serial. Porusza sporo tematów dość aktualnych i trudnych, których rozwiązanie nie jest łatwe, o ile w ogóle możliwe.
Widziałem sporo różnych opinii o tym serialu, zarówno tych bardzo pozytywnych jak i bardzo negatywnych, które moim zdaniem wynikają ze złego zrozumienia celu tego serialu. Nie, nie jest to serial tylko dla rodziców, choć większość młodszych być może powinna go zobaczyć. Nie jest to też serial kryminalny. Ma pokazać rzeczywistość, brutalną, z perspektywy różnych osób, a nie rozwiązać zagadkę. Moim zdaniem najlepszy był 3 odcinek, takie zderzenie się w sumie obu osób z czymś innym, niż wcześniej wierzyli.
Pomijając fabułę i przekaz to warto zwrócić uwagę, że serial kręcono jednym ujęciem kamery. Fantastycznie to wygląda i daje świetne wrażenia wizualne.
Główny aktor, policjant grał główną rolę w kilku sezonach "Top Boy" - serialu o gangach narkotykowych w UK. Jak dla mnie zarówno "Dojrzewanie" jak i "Top Boy" to czołówka Netflixa i warto zobaczyć oba.
Stworzony do niszczenia wszystkiego stworek Stitch ucieka z więzienia i przypadkowo trafia na ziemię. Tutaj po odrobinie rozrabiania trafia do małej dziewczynki imieniem Lilo, cierpiącej na brak przyjaciół. Mimo oporów starszej siostry Nani, która się nią opiekuje po śmierci rodziców zostaje z nimi, ucząc się o sile przyjaźni i miłości. W tym czasie jego istnienie odkrywa agent CIA, a pościg za kosmicznym uciekinierem podejmują również przedstawiciele galaktycznej Rady.
Nie oglądałem nigdy wersji animowanej, więc się do niej nie będę odnosił. Całkiem przyjemna komedia familijna połączona z chwilami wzruszeń i obowiązkowym happy endem. Można obejrzeć, zwłaszcza jeśli bombelki lubią tytułowego bohatera.
Druga wojna światowa widziana z perspektywy nastoletniego chłopca, mieszkającego w małym miasteczku w środkowych Niemczech. Przepojony nazistowskimi ideałami, od najmłodszych lat poddany indoktrynacji, powoli zaczyna zderzać się z brutalną rzeczywistością wraz z powolnym upadkiem III Rzeszy.
Film przepełniony specyficznym humorem reżysera Taika Waititi, opowiada o dramatycznych wydarzeń w absurdalny sposób. Zapewne wielu nie przypadnie do gustu, dla mnie całość na plus.
Próba odświeżenia znanej marki, gdzie oprócz gry Gebelsa dobra była jedynie kurtka Nosa, który na siłę starał się być polskim Terminatorem. Do tego to chyba pierwsza rola Andrzeja Grabowskiego, gdzie został wykreowany na Mesjasza w tak komiczny sposób, że całość wygląda niczym karykatura i parodia pierwszego serialu o tym tytule. Szkoda czasu, gniot.
Świetne anime, bardzo mi się podobało. Jest tu chyba wszystko - ładna kreska , świetna muzyka, ciekawe postacie, dobry morał, a nawet w sumie kilka... Nawet pewna amerykańska piosenka, którą kojarzę jako prostą i trochę memiczną jest tutaj pokazana inaczej i nabiera dodatkowego sensu z napisami końcowymi, choć nie wiem czy jest przetłumaczona 1:1. Przewija się natomiast przez całość w różnych formach.
Studio Ghibli nie zawodzi, tutaj akurat dostajemy bardziej życiowe, realistyczne anime tylko z małym dodatkiem ich "magii" często obecnej w produkcjach, co osobiście mi się podoba. Zastanawiałem się nad oceną 10, ale jednak dałem 9+, bo do najwyższej oceny zabrakło jakiegoś takiego poruszenia w środku, głębszej i ciężkiej do opisania emocji, którą bardzo rzadko, ale zdarza mi się doświadczyć, szczególnie w tych smutniejszych filmach, do którego to anime trochę należy, choć nie zupełnie. W każdym razie polecam, trafia do mojej topki i pewnie wrócę do niego jeszcze.
Krótki opis: biografia lady Emmy Hamilton, żyjącej na przełomie XVIII i XIX wieku angielskiej modelki i arystokratki, konkubiny lorda Nelsona.
Tak ogólnie to dobry film, ze świetną rolą Vivien Leigh i wyjątkowo nieirytującym Olivierem, ale mogli go skrócić o pół godziny, bo tak to jest zbyt rozwlekły. Dwie godziny to stanowczo za dużo na opowiedzenie tej historii.
Ekranizacja kolejnego już tomu przygód symbolisty - Roberta Langdona (Tom Hanks). Tym razem nasz bohater zmieży się z zagrożeniem na skalę światową, wywołaną przez szalonego naukowca, który popełnił samobójstwo. Langdon spróbuje zapobiec katastrofie, która będzie związana motywem z symboliką Piekła Dantego. W rozwiązaniu zagadek pomoże mu Sienna Brooks.
Niestety jest to najsłabsza z ekranizacji Langdona, a i sam Hanks zagrał tutaj raczej słabo. Historia z książki sama w sobie się ledwo trzyma kupy, ale w ekranizacji, nawet nie udawano, że ktoś spróbuje te dziury jakoś zgrabnie połatać. Dlatego wyszło jak wyszło i stąd ocena poniżej 5.
Ekranizacja 1 tomu przygód Hannibala Lectera. Detektyw Will Graham ma rowikłać zagadkę "Zębowej wróżki", ale w poczuciu bezradności zwraca się do człowieka, którego sam wcześniej zamknął w szpitalu psychiatrycznym za podobne seryjne zbrodnie. Lecter pozwoli mu zrozumieć umysł psychopaty, ale nie zrobi tego bezinteresownie.
Film niestety gorszy od Milczenia Owiec, Edward Norton też wypadł dużo poniżej swojego poziomu. Całość ciągnie właściwie tylko niezawodny Anthony Hopkins, który już zawsze będzie mi się kojarzył z tym jak potrafił zagrać postać Lectera - zwyrodnialca i kanibala, którego da się polubić jako bohatera.
Lincoln Rhyme jest byłym detektywem (Denzel Washington), który pomaga policji w trudnych sprawach. Niestety jest sparaliżowany, więc nie może sam poruszać się po miejscach zbrodni, a jego pokój i łóżko, do którego jest przykuty stanowią centrum dowodzenia akcjami. Jego oczami i uszami na miejscu zbrodni jest Amelia, policjantka, która swoim uporem i zaangażowaniem szybko wytyczyła sobie ścieżkę kariery.
Ekranizacja pierwszego tomu serii z Lincolnem Rhymem. Świetna obsada, niezła gra aktorska, może lekko tania scenografia, ale największym zawodem jest to, że kolejne tomy już nie zostały zekranizowane.
Ta sama książka została ponownie zekranizowana jako serial - Lincoln Rhyme i kolekcjoner kości (2020), ale sądząc po ocenach i zaangażoanych aktorach, raczej nie jest to produkcja najwyższych lotów.
Krótki opis: Katniss vs. Igła - starcie ostateczne.
Film zamykający (na chwilę obecną) serię Igrzyska śmierci.
Jeśli chodzi o fabułę i akcję, dzieje się więcej, niż w pierwszej części Kosogłosa, ale imo i tak powinni byli zrobić z tego jeden film i skrócić całość o godzinę, wywalając dłużyzny.
Muszę przyznać, że po obejrzeniu całej serii zmieniłam zdanie na temat umiejętności aktorskich Jennifer Lawrence. Wcześniej oglądałam z nią tylko Joy, Poradnik pozytywnego myślenia i Nie patrz w górę i miałam ją za dobrą aktorkę, ale teraz widzę, że ona potrafi grać tylko dwa typy postaci: neurotyczka (Poradnik, Nie patrz w górę) i harda, zamknięta w sobie dziewczyna doświadczana przez los (Igrzyska śmierci 1). Dramatyzm leży (oczywiście jeśli uznamy, że ukazywanie skrajnych emocji polega na czymś więcej, niż krzywieniu twarzy i darciu ryja). No trochę lipa, jak np. śp. Sutherland, który w każdej części był na ekranie może z 15-20 minut i któremu z racji wieku pewnie już się nie chciało grać oskarowych ról, ukazywał szerszy wachlarz zniuansowanych emocji, niż lansowana do niedawna (a konkretnie do 2017 roku, kiedy to aresztowano Weinsteina...) na nową ikonę Hollywood J. Law.
Krótki opis: Katniss dołącza do rebeliantów, podczas gdy prezydent Igła znowu rozpierdala całe Panem 3
Tak samo jak w przypadku W pierścieniu ognia, pierwsza część Kosogłosu jest gorsza od początku serii. Nie dlatego, że robi copy paste wątków z Igrzysk, tylko jest zbyt rozwlekła i za często przynudza. No ale tak to już bywa z ekranizacjami celowo dzielonymi na dwa filmy, bo przecież trzeba wycisnąć jak najwięcej hajsu z fanów franczyzy.
Ciekawa rzecz, że tak samo, jak spadł poziom serii, tak spadł prezentowany przez J Law poziom gry aktorskiej. Jeszcze w jedynce dała radę jako gburowata, harda nastolatka ucząca się przetrwać w niebezpiecznym świecie. Lecz już W pierścieniu ognia widać było, że niezbyt sobie radzi z ukazywaniem większego dramatyzmu, a jako ikona rebeliantów w Kosogłosie ma mniej charyzmy niż TW Bolek w podobnej roli 😏
Krótki opis: zwycięstwo Katniss i Peety w Głodowych Igrzyskach stało się zarzewiem niepokojów społecznych w Panem, co nie podoba się prezydentowi Igle. Razem z nowym przydupasem knuje on intrygę mającą na celu ostateczne rozwiązanie kwestii Katniss Everdeen.
Igrzyska śmierci1 + Jumanji z The Rockiem = Igrzyska śmierci 2
Czyli film poniżej poziomu pierwszej części, właściwie poleciłabym go tylko tym, którzy od razu planują seans całej serii (chociaż, żeby nie było, nie jest to film zupełnie nieoglądalny).
Wystarczy mi sam Jake Gyllenhaal jako główny bohater, żebym uznał jakiś film za dobry - do tej pory ani razu się nie zawiodłem na ruchomych obrazkach z jego udziałem. Podobnie było i w tym przypadku. Aktor ma w sobie coś, co okropecznie mnie do niego przyciąga (prawie jak Ennisa do Jacka w „Brokeback Mountain”), ale mniejsza o moje zachwyty osobą Gyllenhaala.
Film z początku jest bardzo chaotyczny w odbiorze i może zniechęcić do dalszego oglądania. Nie pomaga w tym zabieg z relacjonowaniem wydarzeń z podręcznej kamery czy tych montowanych na kamizelkach kuloodpornych policjantów, tak jak szybkie narysowanie trzech ważnych i łączących się ze sobą wątków: policyjnego właśnie, gangu czarnoskórych i gangu latynosów. Jednak warto przebrnąć przez początek.
Film opowiada historię dwóch partnerów policyjnych, którzy mają zadziwiające szczęście (lub pecha) do odkrywania nieprzyjemnych sytuacji. A tu postanowią obserwować dom staruszki, po czym udaje im się zatrzymać gościa w samochodzie z kustomizowaną bronią czy dragami, a to zupełnym przypadkiem wpieprzą się w większą sprawę, wykraczającą poza ich zakres obowiązków.
Skojarzyło mi się to z grą „Ready or Not”, duchowym spadkobiercą serii „SWAT”. Tam również podczas kolejnych misji funkcjonariusze natrafiają na coraz to bardziej chore sytuacje: dziecięcą pornografię, wykorzystywanie nieletnich czy handel żywym towarem. Na ile jest to prawdziwe, trudno powiedzieć, jednakże można uznać, że film pokazuje, z czym muszą się mierzyć niektórzy policjanci w codziennej pracy. Że jednak w swoim zawodzie mogą zobaczyć wiele syfu, którego normalny umysł może mieć problem objąć. No i że sam zawód jest cholernie niebezpieczny i nie dziwię się, że czasem policjantom puszczają nerwy, chociaż nie powinny. Trochę jak z wojskowymi po misjach, którzy są na wiecznej czujce i bez przerwy wyszukują potencjalnego zagrożenia.
Brakowało mi jedynie psychologicznego podejścia - jak służba wpływa na zdrowie psychiczne i zachowanie funkcjonariusza. W historii jest parę trudnych momentów dla bohaterów, po których pytają siebie nawzajem, czy wszystko w porządku. I to tyle - być może ukazanie, jak policjanci radzą sobie z pracą, nie było celem scenarzysty, jednakże nie ukrywam, że mi tego tutaj zabrakło. Niemniej to tylko moje preferencje, że wolałbym trochę więcej głębi.
Krótki opis: w dystopijnym państwie Panem, powstałym na zgliszczach USA i podzielonym na 12 dystryktów, co roku odbywają się Głodowe Igrzyska, w których dwójka nastolatków z każdego dystryktu walczy ze sobą na śmierć i życie. W 74. edycji Igrzysk bierze udział Katniss, mieszkanka najbiedniejszego, 12. Dystryktu.
Film w zamyśle skierowany głównie do młodzieży, bo na podstawie serii powieści YA, ale że w przeciwieństwie do Zmierzchu i ekranizacji wysrywów z Wattpada nie robi nieustannie urwy z logiki, to spokojnie mogą sięgnąć po niego ci, którzy już dawno nie łapią się do kategorii young adult. Kawał dobrej rozrywki na wieczorny seans zapewniony.
DiCaprio jako książę amerykańskiego snu, który mikrofonem i kokainą pokonuje zdrowy rozsądek i urząd skarbowy, gdzie moralność ląduje na dnie szklanki whiskey.
Poruszył mnie obraz unieruchomionego ciała, gdzie siła umysłu może być mocniejsza od ograniczeń fizycznych. Mocny kop, by doceniać zdrowie i każdy nowy dzień.
Najbardziej surrealistyczny polski film, jaki widziałem. Toksyczne relacje rodzące się z samotności, hipnotyzują obrazem, dialogiem i grą aktorską Borysa Szyca.
Ostatnio dowiedziałem się, że w Japonii panuje legenda o Czerwonej Nici Przeznaczenia - niewidzialnej, acz łączącej ze sobą losy dwóch osób nici. W wielkim skrócie: starzec zdradził młodemu chłopcu, że wskazana przez niego dziewczynka zostanie kiedyś jego żoną. I jak to bywa w przypadku młodych chłopców, wizja ta sprawiła, że... rzucił kamieniem w dziewczynkę.
Po latach rodzice chłopca postanawiają zaaranżować małżeństwo. Dorosły już mężczyzna poznał wybrankę dopiero w dniu ślubu. Zachwycił się jej urodą, jednakże zdziwiła go ozdoba, którą nosiła na brwi. Okazało się, że używa jej do zakrycia blizny po... oberwaniu kamieniem w dzieciństwie, który został rzucony przez nieznanego jej chłopaka.
Do tej legendy nawiązuje „Twoje imię”, wykorzystując motyw w postaci czerwonego rzemyka, symbolizującego właśnie Czerwoną Nić Przeznaczenia. Chociaż w przypadku głównej bohaterki kamień był zdecydowanie o wiele większy. :')
Pomysł na historię z pozoru jest ciekawy: nastoletni chłopak budzi się w ciele nastoletniej dziewczyny i niby wszystko wydaje się tylko bardzo realistycznym snem, to jednak okazuje się, że to samo dzieje się w drugą stronę - kontrolę nad jego ciałem przejmuje dziewczyna i jak najbardziej ma wpływ na jego życie. To doprowadza do często zabawnych sytuacji, w których na przykład bliscy i znajomi są zaskoczeni zmianą zachowania o sto osiemdziesiąt stopni z dnia na dzień. Tak samo bohaterowie są zaskoczeni, gdy odkrywają, co w ich życiach namieszała ta druga osoba.
Raczej można się spodziewać, że prędzej czy później oboje zapałają do siebie uczuciem. Przez długi czas zastanawiałem się, dlaczego po prostu do siebie nie zadzwonią, tylko „bawią się” w zostawianie sobie notatek i wiadomości napisanych chociażby na ciele. Sprawa w końcu się wyjaśnia i przyznam szczerze, że od tego momentu jakoś straciłem zaangażowanie w fabułę. Może dlatego, że nie do końca pasują mi oniryczne klimaty, zahaczające o mistycyzm.
Na szczęście anime nadrabia tym, że jest po prostu przepiękne! Warto obejrzeć ten film nawet dla samej warstwy wizualnej. I mimo że czuć tutaj typowe dla tego gatunku naleciałości (nieco zbyt naiwne romantyczne kwestie), to jednak jest to bardzo dobry kawałek kina.