Panowie grają powermetal pełen ironii oraz prześmiewczych tekstów, kręcą bekę z poważnej muzyki "metalowej" bawiąc się przy tym świetnie oraz robiąc gruby szoł XD
W wywiadach często przebija się myśl która i mi przyświeca - "nie bierz życia zbyt poważnie ponieważ i tak nie wyjdziesz z niego żywy". Dodatkowo nie są "zawodowymi grajkami" pracując i prowadząc zwyczajne życie.
Kawałki pomimo obśmiewania "kanonu" metalu często mają swój przekaz i nie jest to bezmyślna naparzanka. Szkoda, że można polecieć tylko jedną płytą ponieważ mógłbym z czystym sumieniem rekomendować wszystkie
Ich muzyka napewno poprawia humor i daje chwilę wytchnienia
Z tej płyty pochodzi też utwór "metal boomer battalion" którego wlepkę mam na całych przednich drzwiach samochodu
W przyszłym roku w lutym będą grali koncert w #krakow i planuje się wybrać jeśli tylko będę mógł chodzić, a będzie to mój drugi koncert w życiu więc mam nadzieję, że się uda (do tej pory to tylko na Scorpions`ach byłem) XD
Witam w jesiennej edycji specjalnej #kacikmelomana czyli #kacikmelomanaekstra! Zwycięzca poprzedniego konkursu @Tomekku zaproponował następujące hasło do wyboru muzyki:
najbardziej jajcarski kawałek metalowy
Zasady uczestnictwa:
- każdy użytkownik może zgłosić jedną piosenkę, która pasuje według niego do powyższej kategorii
- propozycje zamieszczamy w komentarzach do tego wpisu
- głosujemy na najlepsze propozycje dając im pioruny. Nie ma limitu głosów, warto więc rozważyć rozdanie 1-3 piorunów maksymalnie. Głosy użytkowników niezgłaszających swoich propozycji również będą brane pod uwagę
- najbardziej piorunowana piosenka wygrywa tę edycję i zyskuje prawo do wyboru następnej kategorii lub słowa, które będzie obowiązywało w następnej edycji Kąciku Melomana Ekstra
W ramach weryfikacji opinii naszło mnie na przesłuchanie tych wydawnictw zespołu Cult of Luna, które w przeszłości oceniałem poniżej przeciętnej. Padło m. in. na Eternal Kingdom. Szukając dodatkowych informacji natrafiłem na taką oto recenzję naszego rodaka:
Dla poprawy nastroju tuż przed rozwidleniem w Jankach włączam ostatni utwór, Following Betulas. Trasę mam dopracowaną do perfekcji; 120 km/h na prostej, lekko zwalniam przed zjazdem na Shell, za fotoradarem znów dociskam stopę, liczę na zielone światło przed Maximusem. Tym sposobem, dokładnie w momencie gdy mijam budkę strażniczą trąbki oznajmiają mój triumfalny wjazd. Odpinam pasy, zwalniam do 20 km/h, uchylam okno i robię rundę honorową wokół magazynów. Robotników odśnieżających parkingi pozdrawiam lekko unosząc przedramię, czuję się jak Hitler wizytujący Gdynię.
No więc posłuchajcie sami, czy te trąbki budzą w Was podobne uczucia XD
Oceny nie zmieniłem, nadal Eternal Kingdom jest dla mnie warte 3-3,5/5, gdzie debiutowi oraz Salvation bez wahania wciąż daję pełną piąteczkę.
No to jak przy Ekspansji xD Dla mnie drugi najlepszy album CoL, pierwszy - Vertikal. Ale ja ogólnie wszystkie do Vertikala włącznie bardzo wysoko oceniam.
@dyskretna_transformata_fuhrera tak, Vertikal zdecydowanie jedna z lepszych, mocne 4,5 podobnie jak The Beyond. Natomiast jakoś tak najbardziej polubiłem debiut, może dlatego że bardziej surowy i nieokrzesany jak ja
Moją propozycją do #kacikmelomana jest najnowsza płyta Sleep Token. #metal
Z angielskiej Wikipedii:
Pod względem muzycznym Sleep Token zaliczany jest do wielu różnych gatunków, w tym alternatywnego metalu, post-rocka/metalu, metalu progresywnego, indie rocka/popu i djentu. Emma Wilkes z magazynu Revolver zwróciła uwagę na elementy trapu i jazzu. Według Mary Varvaris z magazynu The Music, „[zespół łączy] heavy metal, elektronikę, hip-hop i współczesny djent/metal progresywny”. Hobson zasugerował, że zespół ma „płynne podejście do gatunku”, twierdząc, że wykorzystuje „elementy wszystkiego, od tech metalu i alternatywy po pop i R&B”. Podobnie John D. Buchanan z serwisu AllMusic napisał, że Sleep Token „łączy post-rock, post-classical i post-metal z soulowym indie popowym wokalem w mieszankę, która brzmi jak nic innego”. Wytwórnia zespołu, Spinefarm Records, stwierdziła po prostu, że „w świecie form i gatunków Sleep Token nie da się ograniczyć”. Zespół nie precyzuje swoich inspiracji, podając jedynie „mnóstwo artystów” jako źródło inspiracji; jednak na początku swojej kariery wymienił Leprous, Agent Fresco, Bon Iver i Meshuggah jako swoje inspiracje. Komentatorzy wskazują również takich wykonawców jak Deftones, Cult of Luna, Explosions in the Sky i Ólafur Arnalds jako możliwe inspiracje.
Ni to black metal, ni to shoegaze, pewnie coś pomiędzy. Płyta zalicza się chyba do depresywnego nurtu blackmetalowego, ale nie jest ani przesadnie przygnębiająca, ani też zbyt lekka, przynajmniej jeśli nie zna się francuskiego.
Anthem bohaterów kina akcji przełomu lat 80/90. Co ciekawe podobnie jak film, do którego został napisany przypada na okres schyłku popularności tego gatunku w kinie. Prosty, genialny wpadający w ucho riff i potężny tekst napisany na chwałę ikon akcji.
Największy hit w historii kapeli, zawierający w sumie wszystko za co jest ceniona.
Zespół jednak nie grywa tego kawałka na żywo. Wg Angusa dlatego, że to jeden z tych utworów, ktore lepiej wypadają studynjnie, ale w kuluarach mówi się, że to wina basisy, ktory nienawidzi grać utworów skomponowanych z poprzednikiem.
Alice In Chains - What the hell have I (1993r.) 3:58
Piosenka napisana przez Cantrella specjalnie dla Staleya, który już wtedy bardzo nie domagał zdruzgotany śmiercią swojej partnerki i popadajacy w coraz większą degradację heroinową. Pierwotnie był to utwór komponowany na solowy album Cantrella, ale tak spodobał się muzykom, że postanowili skorzystać z propozycji nagrania go na soundtrack. Tekstowo opowiada o sławie, osiągnięciach i oczywiście jak zwykle o tym, że Staley cierpi. Niesamowity klimat utworu podbija świetnie wykorzystane elektryczne sitario.
Rudy w najwyższej formie z czasów Countdown to extincion i Youthanasi. Piosenka powstała na potrzeby tego pierwszego gdy Dave był wkurwiony na wszystkich (co u niego chyba normalne). Napisał ją w jeden dzień słuchając przy tym "Should i stay or should i go" grupy The Clash.
Wpadający w ucho energetyczny kawałek ze wszystkim co najlepsze u Mustaina.
4. Queensryche/Michael Kamen - Real World (1993r.) 4:21
Utwór napisany na potrzeby albumu Promised land tejże kapeli, jednak znalazł się dopiero na jej wznowieniu. Opowiada o zagubieniu po utraconej miłości, ale daje się doskonale zinterpretować na potrzeby filmu. Balladę przepięknie uzupełnia orkiestra pod batutą Kamena. Duży zasłużony hit.
Napisany na potrzeby kompilacji "Retro Active" potwornie cringeowy tekstowo kawałek o stalkerze przeglądającym kobietę jeszcze nachalniej niż Sting w "Every breath you take".
Pomimo to bardzo doceniony i mający na koncie kilka nagród. Muzycznie to porządna ballada Elliotowa ballada.
Utwór był nagrany na "Sound of white noise", ale nigdy tam nie trafił. Przegenialny jak dla mnie i najlepszy w całym porrfolio kapeli, choć nie da się ukryć, że ma trochę komercyjne zakupy. Wspaniałe zmiany tempa, genialny wokal. Aż szkoda, ze chłopaki nie zrobili albumu w tym stylu. Wyczuwa sie tu trochę wpływ mezaliansu waglikowcow z Public Enemy. Monumentalny utwór.
Opus magnum kapeli Tylera i spółki nagrany na debiutancki album, ale doceniony dopiero po latach. Tu w wresji live. Piosenka o sile marzeń i konsekwęntnemu dążeniu do ich spełnienia.
Przepiękny utwór idealnie pasujący do filmu.
Joe Perry tak bardzo nienawidził tego utworu, że tylko cudem trafił do nagrań. Dziś to jeden z najważniejszych wkładów w muzykę rockową wogle.
8. Alice in chains - A little bitter (1993r.) 3:52
Kolejny wielki utwór Alicji, pochodzący z tej samej sesji co poprzednik i podobnie jak tamten pisany z myślą o solowym albumie Cantrella. Dołujacy jak zwykle. Szkoda, ze Staley się zaćpał bo słychać, ze kapela rozkreciła się już całkiem i tylko można marzyć jaki kolejny album studyjny wyszedł by spod ich rąk.
Hiphopowy rodzynek na albumie, w wykonaniu latynosów z cyprysowego wzgórza. Pierwotnie trafił na ich drugi album "Black Sunday", na którym wyróżniał się mrokiem, jaki stał się ich znakiem firmowym od trzeciej plyty dlugogrającej. Genialny basowy sampel pochodzący z utworu "Uri" brazylijskiej wokalistki jazzowej Flory Purim.
Dodany dźwięk burzy z ulewą i tekst o mordowaniu tchórzy idealnie wkomponowują się w jego mroczny klimat. Nijak ma się jednak do filmu.
Potężny metalowy utwór od funkującej kapeli będący jak dla mnie prekursorem grindcorów itp. Pochodzi z albumu grupy " Give a Monkey a Brain and He'll Swear He's the Center of the Universe”.
Dla fanów ciężkiego grania. Tekst mówi o płynięciu z muzyką metalową i co tu dużo mówić, po prostu się przy tym płynie.
Piosenka napisana dla kulminacyjnych scen filmu ostatecznie trafiła na napisy końcowe zaraz po AC/DC, więc znana tylko ze ścieżki dźwiękowej. Słychać, że to taki typowy szlagier na potrzeby filmu, choć sukcesu nie odniósł. Piosenka powstała bez udziału wokalisty, który po prostu zaspiewał to co kapela mu zaproponowała.
12. Michael Kamen - Jack the Ripper (feat. Buckethead) (1993r.) 3:43
Utwór instrumentalny.
Kamen w najwyższej formie. Piękna kompozycja pełna napięcia i niepokoju na cześć jednego ze złoli w filmie. Zdecydowanie zachęca do przesłuchania całej ścieżki dźwiękowej skomponowanej przez Kamena.
A moją propozycją do metalowej edycji #kacikmelomana będzie Flapjack i ich krótkie, ale treściwe Ruthless Kick. Swego czasu podobno doceniane w całym metalowym świecie. Projekt nieodżałowanego Guzika, który zaprzęg Litze przed nawróceniem, a goscinnie drą mordy m.in. Lipa i Titus.
Bardzo dobry album z własnym charakterem. Ciekawe riffy, teksty i przede wszystkim za⁎⁎⁎⁎sta energia. Jak ktoś nie zna a polubi to bardzo polecam jeszcze drugie z kolei ich wydawnictwo Fair Play. Resztę można odpuścić.
#metal #trashmetal #hardcore
Zapraszam do wysłuchania przynajmniej pierwszych trzech utworów z debiutanckiego albumu, który nie przeszedł bez echa na światowych listach przebojów. Może ich nie podbił, ale na pewno zwrócił na siebie uwagę, bo nie da się przejść obojętnie obok tej płyty.
Ahhh nie wiedziałem przez chwilę co dodać do #kacikmelomana na edycję #metal skoro rzadko sięgam po ten gatunek. Ale po głębszym zastanowieniu stwierdziłem, że w sumie mam kilka propozycji. Wybrałem tym razem włożenie kija w mrowisko, skoro możemy mieszać #metal z innymi gatunkami.
Nie da się ukryć, że Babymetal to metal i w ich utworach można usłyszeć bardzo szeroki wachlarz wszelkiego rodzaju metalu. Poczynając od melodic metalu, death, speed, symphonic i kończąc na alter metalu. Łączącym motywem jest natomiast k-pop, a tak właściwie to j-pop bo zespół jest z Japonii. Chociaż podaje się, że gatunkiem, który uprawiają to kawaii-metal czymkolwiek by on nie był.
Czego tu nie usłyszymy. Jest tu wszystko, metalowe brzmienie, growling, elektronika, no i oczywiście trio dziewczyn jak to przystało na j-popowy zespół.
Najważniejsze jest to, że nie jest produkcja na niskim poziomie i co by nie mówić to jest kawał dobrej muzyki.
Babymetal to jakiś dziwny przypadek połączenia ze sobą totalnie niepasujących światów. Ale to wszystko tak do siebie nie pasuje, że aż jest za⁎⁎⁎⁎ste. Taki trochę Nocny Kochanek, który gra metal w otoczce k-popu xD
Imho to jest wielka sztuka zrobić coś tak przewrotnego, a jednak pasującego
Kowboje z Piekła - moment, w którym Pantera wypracowała swoje charakterystyczne, potężne brzmienie. Krążek pełen jest agresji, technicznej precyzji i ciężkich riffów. Tematyka utworów typowa dla Phila - bunt i niezależność, ambicja i duma, gniew i konfrontacja, refleksja i strata, siła i energia. Swoisty manifest nowej Pantery.
Dla mnie to był 4. w kolejnosci album Pantery, który poznałem. Odbijałem się od niego wiele razy. Aż w końcu do niego dojrzałem i pokochałem go tak jak kocham Great Southern Trendkill. — heavy metal nigdy nie był moją bajką, a tutaj jest go pełno. Mimo to z czasem doceniłem energię i charakter tej płyty. Jest nawet kilka zaśpiewów w wykonaniu Phila, które uwielbiam.
@FriendGatherArena The Great Southern Trendkill oczywiście lepsze, ale kowboje z piekła też dobra płyta. Zawsze zdumiewa mnie przemiana, jaką zrobiła Pantera na przestrzeni swojej dyskografii.
@BoJaProszePaniMamTuPrimaSorta The Great Southern Trendkill za dzieciaka wywaliło mnie z kapci, najbardziej mroczna (szczególnie w warstwie tekstowej) i agresywna zarazem pozycja w ich dyskografii
Perełka od nieistniejącej już brytyjskiej grupy The Mire. Połączenie ciężkich, technicznych riffów i bardzo melodyjnych solówek oraz growlu na zmianę z wyjątkowo dobrym, czystym wokalem.
Mimo całego ciężaru gatunkowego udało się chłopakom bardzo dużo niuansów wcisnąć w te utwory, co dodaje świeżości. Jest wiele dużo bardziej dusznych, powtarzalnych i płaskich wydawnictw.
Pierwsze trzy utwory zdefiniują, czy album siądzie, czy nie. Mi niezmiennie od tych ponad 10 lat solo z False Idol daje gęsią skórkę, której i Wam życzę.