Wydawnictwo Literackie przygotowuje samodzielne wydanie opowiadania Jacka Dukaja. "Oko potwora", znajdujące się w zbiorze "Król Bólu", ma zaplanowaną premierę na 20 maja 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie obejmie 176 stron, w cenie detalicznej 59,90 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
"Behemot V”, ciężki frachtowiec kosmiczny, w drodze z Marsa do Jowisza niespodziewanie schodzi z kursu i tak natrafia na ukrytego w pasie asteroidów Astromancera: Latającego Holendra próżni, legendarne źródło niemożliwych wynalazków i obłędnej sztuki. Zejście z kursu nie było jednak przypadkowe: ktoś zsabotował kalkulator pokładowy.
Zagłębiając się w szalone labirynty Astromancera, członkowie załogi „Behemota” pogrążają się w paranoi – każdy każdego podejrzewa. Umysły ludzi zaraża maszynowy chaos. Co czeka na nich w jego epicentrum?
"Maszyna to grzech człowieka”
Czy postęp ma granicę? Czy też dla każdej cywilizacji technologicznej można pomyśleć cywilizację jeszcze wyżej rozwiniętą?
Czy są takie odkrycia, do których nie da się dojść na drodze logicznego rozumowania, a jedynie – wyszarpnąć je z chaosu?
Mózgi Boltzmanna to inteligentne byty, które powstały nie wskutek ewolucji bądź z czyjegoś projektu, lecz spontanicznie z chaosu. To opowieść o jednym z nich.
Chaos przeciwko rozumowi – po której stronie powinien stanąć człowiek?
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
@Hilalum sprawdziłem sobie w necie i najdroższe możliwe wydanie zbioru opowiadań, gdzie to się pierwotnie pojawiło, kosztuje 94zł z przesyłką (żeby jeszcze podbić cenę końcową). I ma 4 razy więcej stron. Nieźle.
@jajkosadzone Z tą o adrianie to troche jaja były, pani przy kasie stwierdziła, że trzeba było okładkę w inną stronę odwrócić, bo ona na tę mordę nie może patrzeć - dziadek, stojący w kolejce za nami aż się zagotował ale nie pisnął, bo ja mamusi pilnowałem.
Wydawnictwo Insignis wznawia trzeci tom serii Dragon Age. "Rozłam" Davida Gaidera w księgarniach od 17 czerwca 2026 roku. Wydanie w miękkiej oprawie ma 450 stron, w cenie detalicznej 49,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Zniszczenie Kręgu Maginów w Kirkwall pogrążyło w chaosie życie magów i templariuszy w całym Thedas. Część magów dzieli już tylko krok od buntu przeciw swoim strażnikom, podczas gdy inni próbują za wszelką cenę utrzymać porządek i stabilność w obliczu nadciągających zmian.
W majestatycznej Białej Iglicy, w samym sercu potęgi templariuszy w Val Royeaux, napięcie sięga zenitu. Działania garstki radykałów przyciągają uwagę potężnej i tajemniczej odnogi zakonu templariuszy – Poszukiwaczy. Przybywają, by objąć dowodzenie i przywrócić porządek bez względu na cenę. Jakby tego było mało, po korytarzach Białej Iglicy grasuje nieuchwytny zabójca, niewidzialny dla wszystkich… oprócz Rhysa.
Rhys jako jedyny potrafi go dostrzec, więc wszystkie podejrzenia w śledztwie padają właśnie na niego. Ponieważ nie jest w stanie udowodnić swojej niewinności, jego przyszłość maluje się w czarnych barwach. Jednak biegłość w magii staje się dla niego ostatnią szansą. Rhys zostaje włączony do ekspedycji wyruszającej w głąb zachodnich pustkowi Orlais. Tam jego los splata się z piękną templariuszką, pewną udręczoną duszą oraz Wynne, bohaterką Plagi. Wspólnie odkryją sekret znacznie większy, niż mogli przypuszczać. Tajemnicę, która na zawsze odmieni los magów w Thedas.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Najbardziej moją duszę poruszyło opowiadanie „Petrichor” autorstwa Marty Bonaventura. To opowieść z perspektywy córki obserwującej jak jej mama powoli odchodzi z tego świata. Umysłowo, ponieważ to mózg rodzicielki został zaatakowany przez chorobę. Schorzenie można porównać do Alzheimera, tylko że w tej historii kobieta powoli zapomina słów i coraz częściej „zawiesza się” oraz nie kontaktuje. Przykre opowiadanie, tym bardziej, że porusza temat, którego bardzo się obawiam, czyli starzenia się właśnie. Z własnych obserwacji widzę, że jesień życia wcale nie należy do przyjemnych i potrafi być wypełniona bólem ciała coraz częściej odmawiającego posłuszeństwa.
Spodobało mi się także opowiadanie Michała Brzozowskiego, „Pięć posklejanych pająków”, w którym różne choroby psychiczne i tym podobne wywoływane są przez robaczki o ciekawych nazwach. Na przykład krzykacz bezsensownik czy negat samobójczyk - chyba wiadomo, co powoduje. I kto wie, może tak też jest w istocie, że żyje się normalnie, a nagle coś wchodzi do głowy przez ucho i wszystko się zmienia. To historia utrzymana w mniej poważnym tonie.
Z artykułów polecam zapoznać się z „Popromiennym potomstwem Fallouta” Marcelego Szpaka, który, jak można się spodziewać, opowiedział o grach mniej lub bardziej nawiązujących do popularnej serii postapokaliptycznych gier.
„Nową Fantastykę” czytam od deski do deski głównie dlatego, że dzięki autorom i autorkom często poznaję ciekawe utwory, za które normalnie bym się nie zabrał. Tak było z „Orphan Black”, o której kontynuacji szerzej napisała Aleksandra Klęczar. Niewątpliwie obejrzę ten serial jak skończę obecnie oglądane.
Pochwalę się, że pierwszy raz mogłem zrecenzować coś przedpremierowo. : D
Maciej Para powraca z kontynuacją bardzo dobrego zbioru opowiadań o krasnoludach pod tytułem „Cena honoru”. „Ścieżki zwątpienia” to jednak powieść, z którą niestety autor nie do końca sobie poradził.
Moim głównym zarzutem jest brak opanowania tempa historii, które w mojej opinii jest zbyt szybkie. Zbyt dużo się tutaj dzieje, przez co brakuje przestrzeni, żeby odpowiednie wątki mogły odpowiednio wybrzmieć. Na przykład pobyt Hargrima w szpitalu, po odniesieniu bardzo poważnych ran, wydaje się bardzo krótki. Główny bohater nie ma nawet czasu, żeby odpocząć, bo ledwo skończy się jedno wydarzenie, po chwili bierze udział w kolejnym. I wydaje się nawet nie być zmęczony całym panującym chaosem. Maciej zdecydowanie lepiej poradził sobie z opowiadaniami i szkoda, że w przypadku kontynuacji nie zdecydował się na kolejny zbiór opowiadań. Myślę, że lepiej by wyszło, gdyby poszczególne wydarzenia zostały rozłożone trochę w czasie, a nie następowały jedno po drugim. Jakby to była historia życia Hargrima - jedna kampania w drugim stuleciu życia, druga kilkadziesiąt lat później et cetera. Albo jakby rozdzielić je na powiedzmy trzy różne postacie.
A skoro już wspomniałem o postaciach: nie da się odmówić autorowi umiejętności wykreowania bohaterów, którzy łatwo zdobywają sympatię. Mimo że z czasem uporczywe trzymanie się honoru przez Hargrima zaczęło mnie męczyć, to rozumiałem jego przywiązanie do tradycji i wyznawanych wartości. Dobrze kontrastuje to z młodszym i lepiej urodzonym generałem, który prezentuje bardziej elastyczne podejście. Z satysfakcją obserwowałem zderzenie tych dwóch różnych charakterów i próby zdyskredytowania krasnoluda wyższego stopniem.
Trudno powiedzieć, który z nich ma rację. Cóż znaczy zwycięstwo dzięki podstępowi, jeśli w ten sposób zhańbimy cały klan? A może jednak warto zignorować wartości niemające większego znaczenia w „nowoczesnych czasach”, żeby oszczędzić życie wielu krasnoludów?
Na pewno pojawiła się krytyka chrześcijaństwa, jako religii bardzo wpędzającej swoich wyznawców w poczucie winy. W powieści przybrało makabryczniejszą postać. Czy było to potrzebne, żeby uwidocznić jego wady? Nie wiem.
Ciekawym spostrzeżeniem, choć oczywistym, jest to, że znajomość historii autora pomaga w odkryciu autobiograficznych wątków, chociaż nie będę zdradzał, o jakie chodzi. ; )
Żeby jednak nie było zbyt słodko, to ponarzekam jeszcze na nadmierną ekspozycję, która przeszkadzała mi w lekturze. Odniosłem wrażenie, że każde wspomnienia jakiejś postaci, miasta czy wydarzenia wiązało się z wyjaśnieniem, kto to był albo co miało miejsce. Rozumiem ideę, jednakże uważam, że było tego po prostu zbyt dużo. Czytelnikom lubiącym poznawać nowe uniwersa pewnie się go spodoba, mnie odrzucało.
Pomimo tego nie zniechęciłem się i codziennie sięgałem po powieść, dopóki jej nie skończyłem. Czytało się dobrze, jednakże uważam, że byłoby znacznie lepiej, gdyby z autorem dłużej popracował redaktor. Może nawet znacząco przerobił historię. Pozostaje mi jedynie gdybać, czy wyszłoby to na dobre opowieści, a Was zachęcić do samodzielnego zapoznania się z powieścią.
Dostaje maila z UPS, że idzie do mnie przesyłka, a nic nie zamawiałem, więc zakładam, że to scam i chcą, żebym kliknął w link, albo dopłacił do paczki.
Ale coś mnie podkusiło przepisać numer paczki do śledzenia na ich stronie i okazuje się, że idzie do mnie książka. Zdziwko jeszcze większe, bo dawno nie zamawiałem książek, a już tym bardziej w przedsprzedaży, a ostatnią szczotkę dostałem rok temu, więc to też nic do przeczytania i recenzji. Do tego zaadresowana na mój stary kołchoz ¯\_( ͡° ͜ʖ ͡°)_/¯
Przekierowuje paczkę do punktu, odbieram i jeszcze większe zdziwienie, bo to reklama usług firmy od wsparcia/doradztwa IT z książką ;)
Podziwiam rozeznanie klienta i pomysł, ale jest to pierwsza paczka tego typu w życiu, a ja już i tak nie pracuje w firmie, w której moglibyśmy współpracować.
#codourwy #kreatywnareklama #pracbaza #it #ksiazki
“Moc pozbawiona mądrości zniszczy swego pana.” inskrypcja w Pałacu Mądrości w Tizce, stolicy Prospero
XII część cyklu Herezja Horusa
Jest trzydzieste pierwsze tysiąclecie, trwa Wielka Krucjata mająca na celu zjednoczenie ludzkości rozproszonej po całej galaktyce. Świat za światem jest przyłączany do Imperium Człowieka lub unicestwiany. Na nowo przyłączonej planecie Aghoru prymarcha legionu Tysiąca Synów - Magnus Czerwony odkrywa tajemniczą, emanującą mocą górę.
Za każdym razem, gdy zabieram się za książkę napisaną przez Grahama McNeilla, mam wrażenie, jakby mi mówił: „siadaj gówniarzu, opowiem ci historię”. Mimo pewnych wad jest coś niezwykle gawędziarskiego w sposobie, w jaki opowiada.
Autor powielił sprawdzony schemat konstrukcyjny z „Fulgrima” i oparł „Tysiąca Synów” na trzech częściach: zaczął od powolnego zawiązania akcji i przedstawienia legionu z perspektywy cywilnych upamiętniaczy oraz kapitanów, przeszedł do niezbyt dynamicznych, aczkolwiek istotnych dla dalszego rozwoju wydarzeń w drugiej części, by zakończyć tragicznym zwrotem akcji i zadymą.
W kwestii poznania uniwersum na pewno znalazło się wiele ciekawych informacji. Z uwagi na specyfikę XV Legionu wiele treści miało dość abstrakcyjny charakter, w szczególności te dotyczące różnych kultów, magicznych mocy Osnowy i duchowych podróży. Część z nich jak na mój gust znalazła się jednak ryzykownie blisko nawiedzonych farmazonów spod znaku New Age. Co szczególnie istotne w końcu doczekałem się szczegółowego przedstawienia konklawe w Nikaei - przełomowego wydarzenia w dziejach Imperium, do którego niejednokrotnie nawiązywano w innych powieściach, zawierającego przy okazji całkiem zgrabną przypowieść o jaskiniowcach w wystąpieniu Magnusa.
Nie do końca zaś udały się postaci. Magnus przez cały czas był arogancki i święcie przekonany o swojej zajebistości, zaś Ahriman okazał się żenująco naiwny i pozbawiony charyzmy jak na naczelnego kronikarza rzekomo najmądrzejszego legionu.
Jako ciekawostkę dodam, że ten tom opatrzony został również kilkoma ilustracjami.
Podsumowując: „Tysiąc Synów” to samodzielna opowieść, dziejąca się na uboczu głównego nurtu Herezji, jeszcze przed Isstvanem, która fabularnie mnie nie porwała, ale zaspokoiła moją ciekawość odnośnie kilku wątków.
Kolega założył zbiórkę na wydanie swojej powieści fantasy „Ścieżki zwątpienia” o krasnoludach, kontynuację bardzo dobrego zbioru opowiadań „Cena honoru”.
Drugi tom serii z Mickey'em Hallerem pokazuje, że Connelly potrafi znaleźć idealny balans między thrillerem prawniczym, a kryminałem.
Już na początku Haller przejmuje kancelarię po zamordowanym przyjacielu i razem z dobrodziejstwem inwentarza dostaje długą listę jego klientów - w tym bardzo głośną sprawę producenta filmowego oskarżonego o podwójne morderstwo (żony i jej kochanka) w swoim własnym domu. Z pozoru wygląda to jak ogromna szansa zawodowa i finansowa, ale oczywiście szybko okazuje się, że w tle kryje się znacznie więcej brudu, manipulacji i zagrożeń, niż Haller przewidywał. Oprócz głośnej medialnej sprawy, dostaniemy też kilka pomniejszych, raczej na 2-3 strony, niektóre na góra 10, które może wiele fabularnie nie wniosą, ale pokażą jak działą Mickey i czego możemy się po nim spodziewać.
Nie jest to już ten sam prawnik z Lincolna, bo adwokat dostaje własne, ogromne biuro i cały tabun klientów, więc nie musi się martwić o kasę. Ta książka podobała mi się nawet bardziej niż "Prawnik z Lincolna", głównie dlatego, że jest bardziej dynamiczna i lepiej wykorzystuje samego Hallera. Mickey nadal jest prawnikiem o bardzo płynnej moralności, ale tutaj jeszcze mocniej widać jego inteligencję, instynkt i zdolność odnajdywania się w sytuacjach, gdzie wszyscy próbują go oszukać albo wykorzystać. Do tego Mickey wraca po dłuższej przerwie zdrowotno-odwykowej i zostaje wrzucony od razu na głęboką wodę, gdy jego organizm nie porafi jeszcze pracować na pełnych obrotach.
Bardzo dobrze działa też połączenie świata prawniczego z policyjnym śledztwem. Widać, że Connelly zaczął coraz mocniej łączyć uniwersum Hallera z Harrym Boschem, co dodaje historii dodatkowych smaczków z połączenia energii obu panów. Dzięki temu książka nie ogranicza się tylko do sal sądowych - mamy też klasyczne kryminalne napięcie i poczucie, że stawka rośnie z każdą stroną.
To również świetny przykład historii, która bardzo dobrze sprawdziła się jako materiał na serial. Pierwszy sezon "Prawnika z Lincolna" bazuje właśnie na Ołowianym wyroku (dość luźno jednak) i moim zdaniem bardzo dobrze oddaje klimat książki - szczególnie balans między cynizmem Hallera, proceduralnym aspektem sprawy i zagrożeniem wiszącym nad bohaterem.
Connelly nadal korzysta ze znanych schematów thrillera prawniczego, ale robi to na tyle sprawnie, że trudno się od książki oderwać. Tempo jest dobre, dialogi naturalne, a sama intryga ma kilka naprawdę udanych momentów. Dalej Haller jest otoczony 2 byłymi żonami, córką i przyjacielem, którzy są dla niego najważniejsi i zrobi wszystko, żeby nic im się nie stało, a zagrożenie w tym tomie jest jeszcze bardziej realne niż w poprzednim.
@WujekAlien na podstawie książek Connellego zrobiono też świetny serial „Bosch”. Muszę przyznać że conajmniej dorównuje lekturze a może nawet lekko ją przewyższa.
Tom drugi serii www . Część batalionu z pierwszego tomu się rozproszyła, jednak większa część została walczyć z Niemcami. Jest rok 1943, zbliża się data rozpoczęcia likwidacji getta w Warszawie i coś z tym trzeba zrobić. Trzeba też wytrenować nowych żołnierzy, to czemu nie w górach świętokrzyskich. Przewija się trochę historycznych postaci zarówno ze strony polskiej jak i niemieckiej. Także partyzantka z mojego rodzinnego świętokrzyskiego. Książka całkiem dobra.
Książka jest sto razy lepsza od filmu. To tak na początek. Poza tym już na wstępie mnie wkurzyła, ale wszystko zostało tak elegancko napisane, że na końcu czytelnik rozumie po co był ten zabieg. Historia zaczyna się poniekąd od finału. Widzimy dom doktora Douglasa Kelley'a i dziurę w podłodze, która powstała na skutek strzało z pistoletu. Później autor wrzuca nas an chwilę w wątek biografii psychiatry, który niedługo stanie twarzą w twarz z najbardziej prominentnymi nazistami osadzonymi w więzieniu w Norymberdze. Nie jest to książka o samym procesie, o tym jest tu stosunkowo niewiele. Jest to reportaż o nazistach, ich umysłach, o relacji doktora Kelley'a z Hermanem Göringiem i o śmierci tego ostatniego. Więcej nie zdradzę, bo po samym procesie i powrocie Kelley'a do życia zawodowego dzieje się sporo i temu też autor poświęca w zasadzie 2/3 książki i całe jej zakończenie, gdzie o samych nazistach mamy niewiele za to o doktorze bardzo dużo. Wciągnęła mnie ta historia niesamowicie i zdecydowanie polecam.
Mickey Haller to prawnik, któremu daleko do klasycznego rycerza sprawiedliwości. Pracuje głównie dla drobnych przestępców, gangsterów i ludzi, których większość społeczeństwa wolałaby omijać szerokim łukiem. Nie ma biura - jego miejscem pracy jest tylne siedzenie tytułowego Lincolna (a właściwie to 1 z 4), z którego prowadzi interesy i omawia kolejne batalie na salach rozpraw. Gdy trafia mu się bogaty klient oskarżony o brutalne pobicie prostytutki, sprawa wygląda jak życiowa okazja. Bardzo szybko okazuje się jednak, że pod powierzchnią kryje się coś znacznie bardziej niebezpiecznego.
Największą siłą książki jest sam Haller. To bohater bez kręgosłupa moralnego, człowiek, który bardziej wierzy w system i procedury niż w pojęcie dobra i zła. Bohater, który broniłby samego diabła, gdyby tylko odpowiednio dużo mu zapłacił. I właśnie to wypada świetnie. Connelly pokazuje prawnika, który nauczył się funkcjonować w świecie pełnym manipulacji, półprawd i układów, a jednocześnie sam stał się częścią tego mechanizmu. To jedna z tych postaci, które trudno jednoznacznie polubić, ale bardzo łatwo ogląda się ich działania. Mickey wypada świetnie również dlatego, że z tymi złymi ma świetne układy, a z tymi dobrymi zawsze na pieńku. Ale ostatecznie pod płaszczykiem bezdusznego prawnika, kryje się facet, który dla ludzi, których kocha, wskoczy w ogień, i kilkukrotnie to w tej książce udowania.
Bardzo podobało mi się też to, jak podobny klimat udało się później zachować w serialowej adaptacji o tym samym tytule (choć nie omawia ona 1 tomu, a tylko luźno do niego nawiązuje w kolejnych sezonach). Zarówno książka, jak i serial dobrze oddają ten świat ludzi żyjących gdzieś pomiędzy prawem a cynizmem, gdzie moralność często schodzi na dalszy plan, gdy w grę wchodzi skuteczności.
Sama intryga jest solidna i dobrze poprowadzona, choć momentami dość klasyczna dla thrillerów prawniczych. Jest kilka zwrotów akcji, których trudno się spodziewać. Connelly świetnie zna realia sali sądowej i potrafi budować napięcie nie akcją, ale rozmowami, negocjacjami i odkrywaniem kolejnych warstw sprawy. To bardzo dobry thriller prawniczy, którego największym atutem nie jest sama zagadka, ale główny bohater i jego mocno śliska moralność.