@deafone zastanawiałem się czytając pozdrowienie @skorpion jaki rodzaj niepełnosprawności masz. Pierwszy trop - głuchoniemy (przez nick). No, ale jak głuchoniemy może polecać tyle dobrej muzy?
Dobrze, że wyjaśniłeś - kino francuskie
Podziwiam, że tak dobrze sobie radzisz 👹
Współpracownicy czterdziestoletniego Andiego odkrywają, że jest on jeszcze prawiczkiem, i postanawiają pomóc mu w seksualnych podbojach.
Ot, komedia z kategorii "ok" - nic co urywa d⁎⁎ę, ale również nic niesamowicie żenującego. Zagrane w porządku, ma kilka momentów, przy których można się uśmiechnąć i w sumie tyle. Niespecjalnie mój styl. Polecam chyba tym, których bawią komedie z Sethem Roganem.
Fun fact: Dość znanym faktem jest to, że przy scenie z depilacją Carell dał się ogolić naprawdę. Zarówno jego krzyki, jak i reakcje reszty aktorów, były prawdziwe.
Tldr: sprawdź czy nie masz jakiejś niechcianej subskrypcji na swój numer telefonu nawet jeśli nie zamawiałeś. Można zastrzec numer przed jakimikolwiek tego typu subskrypcjami.
Ja wiem, obudziłem się spod kamienia, ale...
Obejrzalem najnowszy materiał honest guide na YT o niechcianych subskrypcjach na telefon.
Postanowiłem sprawdzić czy też taką posiadam.
Wchodzę na apkę.
Wykaz wydatków? Brak
Próbuję się zalogować na komputerze, bo może inaczej działa desktop niż apka. Nie da się, bo nie przychodzi mi sms.
Infolinia. Dowiedziałem się przez 25 minut, że mam subskrypcję "portalu erotycznego" o niepodanej nazwie od 2018r. Ale nie wiem kiedy i ile mi zaczęli pobierać pieniędzy, ponieważ...
Założyli mi zgłoszenie w it, po którym usunęli moje konto na ich portalu i kazali się zarejestrować na nowo. W teorii zastrzegli numer przed subskrypcjami na przyszłość.
Otrzymałem rozwiązanie ticketa.
Rejestruję się. Sms nadal nie przychodzi.
Teraz nie mam ani apki ani dostępu na stronie.
Pójdę do nich do salonu po billing, a potem przenoszę numer.
Dwójka mało popularnych kumpli stara się zorganizować alkohol na ostatnią wielką imprezę po ukończeniu liceum.
Jakoś nie jestem fanem komedii Setha i ferajny, nigdy do mnie ten humor specjalnie nie trafiał. Ten film ogląda się akurat ok, można się kilka razy uśmiechnąć, ale do wybuchu śmiechu się nigdy nie zbliżyłem. Początek jest nawet spoko, ale gdzieś po pół godzinie straciłem zainteresowanie tym, co się dzieje na ekranie. Rozumiem czemu ten film zdobył status kultowej komedii w USA - bo większość uczniaków musiała się zmagać z misją zdobywania alkoholu na imprezy, niektórzy mogli czuć się wyrzutkami, duża część pewnie miała jakieś przygody związane z pierwszymi miłościami i nieudanymi podbojami seksualnymi. Dla mnie jednak ten klimat amerykańskiego liceum jest dość odległy, więc trochę mi latało co się tam dzieje. Polecam raczej młodszym widzom (sorry staruszki).
Trójka braci wybiera się w podróż po Indiach, by odnaleźć zarówno się, jak i samych siebie.
Nie jest to według mnie najlepszy film Wesa, ale jak to bywa z jego dziełami i tak jest dobry. Dostajemy wyraźne postaci, absurdalne sytuacje, szczyptę humoru, a wszystko to pływające w Andersonowskim wywarze symetrycznych kadrów, przemyślanej kolorystyki, oraz precyzyjnych i mechanicznych ruchów kamerą - wywar ten będzie coraz bardziej intensywny wraz z upływem lat. Wydaje mi się, że akcja jest tu trochę nierówna i pewne momenty mi się dłużyły, ale widok tych potłuczonych osobowości próbujących mimo wszystko w jakiś sposób posklejać się na nowo wywołał we mnie uczucie melancholii, smutku, ale też nadziei (). Polecam fanom twórczości Wesa, ale też tym, którzy sami są trochę rozbici.
Kategoria: Komedia, Komedia młodzieżowa, Kino drogi
Reżyseria: Todd Philips
Czas trwania: 1h 33m
Ocena: 7/10
Typowa amerykańska komedia o studentach z lat 2000.
Poziom porównywalny z kanadyjskim "Going the distance" (2004). Fajny soundtrack, rasistowskie żarty, jaranie zioła, przypały, dojenie prostaty. Beka.
Zarys fabuły:
W wyniku pomyłki Josh musi odbyć szaloną podróż przez Stany Zjednoczone, aby ratować swój związek. (1800km przez stany, zwiazek na odległość, kompromitująca przesyłka którą trzeba wyprzedzić - tego typu bęc)
BTW: uwielbiam Kyle Edwardsa, ten facet jest niemożliwy. Gdybym miał opcje upalić dowolnego zagranicznego aktora, pogadać z nim kilka godzin - to byłby on. Jakim cudem gość wyglądał tak samo w 2000r. jak dzisiaj? Zawsze jest mega zabawny - ciekawe czy musi sie bardzo starać i jak mu się żyje z taką aparycją? Poza tym "gra" tu też "Stiffler", robi te swoje Stifflerowe rzeczy - nie przepadam, ale tutaj właściwie mi nie przeszkadzał.
Mam wrażenie że zaczynają dopiero wszyscy aktorzy łapać konwencję, brnąć w absurd i dobrze się bawić, nawet Aniela już jakby mniej drewniana.
W sumie to każde komediowe seriale, jak zaczynasz oglądać to jest na początku trochę wtf - jak co ludzie powiedzą, czarna żmija czy chłopaki z baraków, ale potem łapiesz klimat i zaczyna cię to śmieszyć.
Tytuł: Brett Goldstein: The Second Best Night of Your Life
Rok produkcji: 2025
Reżyseria: Jeff Tomsic
Czas trwania: 1h i kilka min
Ocena: 5/10
Co tu dużo pisać: 5/10.
Można się zaśmiać kilka razy (tak ze 3 razy), można się uśmiechnąć (tak z 5 razy) i szybciej wypuścić powietrze nosem (może z raz). Trochę wulgarny. Raczej kariery w stand up nie zrobi...
Miałem ochotę na coś głupkowatego i to był strzał w dziesiątkę (no, ósemkę, patrząc po ocenie).
Momentami bardzo zabawna, przerysowana ze smakiem, dobrze wykorzystująca motyw zombiaków. Miło, że reżyser postawił na sprytnych umarlaków, którzy potrafili użyć zgniłego mózgu do pozyskania świeżych mózgów.
Spodobał mi się wątek mężczyzny prawie że przemienionego w zombiaka, który ostatkiem sił zdrowego rozsądku postanowił spalić się w krematorium, byleby tylko nie dołączyć do umarlaków.
No i w takim uniwersum rzeczywiście można rzec, że „Punk's not dead”. ; )
No, nareszcie świetna komedia! Zapraszam na #piechuroglada
---------
Tytuł: What We Do in the Shadows
Rok produkcji: 2014
Reżyseria: Jemaine Clement, Taika Waititi
Kategoria: #horror #komedia #dokumentalizowany
Czas trwania: 86 min
Moja ocena: 9/10
Ekipa filmowa dokumentuje codzienne życie wampirzych współlokatorów.
O rany, nie pamiętam kiedy ostatni raz śmiałem się na głos podczas oglądania komedii. Pod względem humoru, gagów, żartów sytuacyjnych i słownych oraz ich prezentacji ten film zwyczajnie trafił w moje gusta. Świetnie zmontowany film, niesamowite ile różnych drobnych żartów i powracających większych lub mniejszych motywów zostało wciśniętych w obraz trwający niecałe półtorej godziny. Wszystko się jakoś łączy, wątki się pięknie domykają. Każdy wyświechtany banał i rozpoznawalny motyw z gatunku ma tu swój zabawny twist. No złoto jak dla mnie (mojej żonie się nie podobało, ale ją bawi Kogel Mogel). Polecam gorąco wszystkim.
Trochę bez echa przeszedł występ Fluffy'ego w Polsce.
W sobotę w Gliwickiej Arenie wystąpił amerykański (meksykańskiego pochodzenia) stand-uper Gabriel "Fluffy" Iglesias.
Nie była to jego pierwsza trasa po Europie, ale pierwsza w której wystąpił w Polsce.
Na supporcie: Matt Golightly i znany historyjek Fluffy'ego Martin Moreno (a jednak istnieje naprawdę o.0)
Nie śledzę ostatnio na bieżąco jego kontentu w necie, materiał w znacznej większości był dla mnie nowy. Opowiadał o swojej poprzedniej wizycie w Europie, o obecności na Riyadh Fesival i w mailach Epsteina ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Trochę zaskoczyła mała frekwencja. Ledwie zapełnione pół areny wydaje się dość mało jak na światowej sławy komika. Promocja wydarzenia była mizerna i gdybym nie studiował w Gliwicach, to pewnie bym przeoczył. Rezerwacja miejsc na Ticketmaster też była jakaś nieogarnięta, jak z dnia na dzień ucięli Arenę o połowę, albo losowa dołączali / wyłączali jakieś sektory.
Doceniam bardzo za decyzję o nakręceniu niemego filmu w czasach, kiedy wydawałoby się, że takie ruchome obrazki zostały już dawno zapomniane. Szczerze nie myślałem, że ktoś by się pokusił. No może oprócz kina alternatywnego, z oczywistych względem.
Tym większe było zaskoczenie, jak dobrze oglądało mi się ten film. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek oglądał nieme kino - może za dzieciaka, jednak nie kojarzę.
Seans przypomniał mi moje przemyślenia sprzed lat na temat tego, jak literatura jest mało uniwersalnym medium w porównaniu do muzyki czy obrazów właśnie, ruchomych czy statycznych. Nawet bez okazjonalnych plansz z kwestiami wypowiadanymi przez bohaterów filmu bez większego trudu można domyśleć się, o co chodzi. Tym bardziej, że aktorzy świetnie zagrali różne emocje, nie pozwalając widzowi błędnie ich zinterpretować (no chyba że ktoś jest całkowicie pozbawiony empatii). W literaturze brak znajomości języka uniemożliwia zapoznanie się z danym dziełem, przy czym w piosenkach to nie przeszkadza, byleby tylko ładnie brzmiało. Co idealnie pokazuje często puszczane w radio „Pumped up kicks” xDDD.
Moją ulubioną sceną była ta, w której główny bohater przeżywał swój największy koszmar: świat poszedł do przodu, filmy przestały być nieme, tylko on pozostał bez głosu. Śmiałem się, kiedy mężczyzna z zaskoczeniem odkrył, że różne przedmioty wydają dźwięki, na przykład odstawiona na stół szklanka.
Od finalnej oceny odjąłem oczko z powodu mało wiarygodnego lub po prostu naiwnego scenariusza, przynajmniej jego części. Nie uwierzyłem w psa prowadzącego swojego właściciela do pokoju, w którym zostały zgromadzone jego wylicytowane dobra, co z kolei doprowadziło mężczyznę do kryzysu psychicznego i próby samobójczej. Bardzo głupie rozwiązanie - wystarczyłoby, żeby główny bohater sam odkrył to pomieszczenie podczas zwiedzania domu.
Nie przepadam za Zendayą, za to uwielbiam Pattinsona, więc nie mogłem odpuścić sobie tego filmu. I nie żałuję, ponieważ uważam go za bardzo dobry, i fabularnie, i komediowo, ponieważ kilka razy mocno mnie rozbawił.
Zastanowiła mnie hipokryzja „przyjaciółki” głównej bohaterki, która przyznała się do zamknięcia dziecka na klucz, co doprowadziło do jego poszukiwań, by po chwili skrytykować Emmę za to, że w wieku piętnastu lat zaplanowała strzelaninę w szkole. Tylko dlatego, że Rachel podeszła do tego emocjonalnie z powodu jej kuzynki, która ucierpiała w innej strzelaninie. W ogóle ta Rachel była okropnie irytującą postacią.
Z jednej strony uważam, że Charles, narzeczony Emmy, także zareagował zbyt emocjonalnie - w końcu nikt realnie nie ucierpiał, to były „tylko plany”. Tym bardziej, że mówimy o nastolatce, więc przez tych kilkanaście lat zdecydowanie się zmieniła. Z drugiej strony rozumiem, że mogło to go zaszokować, więc na pewno nie będę mu odbierał prawa do odczuwania takich, a nie innych emocji.
Zabawnie się obserwowało, jak ta jedna informacja z czasem doprowadziła do coraz to poważniejszych skutków.
Warto na samym początku uprzedzić, że poczucie humoru w tym programie jest bardzo specyficzne i wielu widzów może się od niego po prostu odbić. Można się wręcz zdziwić, że obejrzało się to do końca, ale tutaj z pomocą przychodzi format. Odcinki są krótkie, a w każdym sezonie jest ich tylko sześć. Dzięki temu przez wszystkie serie da się spokojnie przebrnąć w zaledwie trzy popołudnia.
Sezon 1
To był poligon doświadczalny, który pokazał, że ten format w Polsce ma sens. Największą gwiazdą był Adam Woronowicz i jego bujna czupryna. Wygrał Michał Meyer, który wykazał się niesamowitym opanowaniem, choć finałowa walka z Agatą Kuleszą trzymała w napięciu do samego końca. To była naprawdę solidna i świeża mieszanka aktorów oraz komików.
Sezon 2
Druga seria poszła w jeszcze większy absurd i chaos. Pojawienie się Jerzego Kryszaka dodało programowi charakteru, a Maciej Musiałowski okazał się totalnie nieprzewidywalnym uczestnikiem. Ten sezon był momentami bardzo dziwny, ale ostatecznie wygrała go Zosia Zborowska-Wrona, która udowodniła, że ma nerwy ze stali.
Sezon 3
Ta edycja była najbardziej „aktorska” i prestiżowa, głównie dzięki udziałowi Andrzeja Seweryna. Widok legendy kina, która próbuje nie pęknąć ze śmiechu przy żartach Izy Kuny czy Rafała Rutkowskiego (który wygrał zmagania), był wart obejrzenia. Iza Kuna zresztą kradła każdą scenę swoim specyficznym stylem. Mimo obecności wielkich nazwisk, w programie wciąż nie brakowało bardzo prostych i głupkowatych żartów.
Kryzys tylko hehe zabawnie. Zapraszam na #piechuroglada
----------
Tytuł: Big Short
Rok produkcji: 2015
Reżyseria: Adam McKay
Kategoria: #thriller #komedia
Czas trwania: 130 min
Moja ocena: 6/10
Historia amerykańskiego kryzysu gospodarczo-ekonomicznego z początku tego wieku wyjaśniająca mechanizmy stojące za katastrofą.
Nie mogłem kupić tego filmu, wydawał mi się jakoś dziwnie fałszywy. Z jednej strony wyśmiewał i piętnował amerykański system bankowy, chciwość, głupotę i obłudę graczy z Wall Street, ale bohaterami (niby nie do końca pozytywnymi) byli ludzie, którzy się na tym obłowili, przy czym pokazywano ich w sposób, który miał ich uczłowieczyć, a nawet sprawić, żeby budzili współczucie. Przy tym wszystkim zwykli ludzie, którzy najbardziej oberwali, byli jedynie niewyraźnym tłem. No ale hehe, śmiesznie, bo Margot Robbie w wannie i Selena Gomez. Ok, Ryan Gosling był świetny, to muszę przyznać, ma chłop talent komediowy. Polecam tym, którzy chcą się czegoś dowiedzieć o źródłach kryzysu, ale nie za dużo.