Grupa emerytów mieszkają w domu spokojnej starości co czwartek spotyka się, by rozwiązywać zagadki kryminalne. Wskutek chciwości lokalnego biznesmena sami lądują w środku kryminalnej intrygi, którą próbują rozwiązać zanim zrobi to policja.
Strasznie sztuczny dla mnie to był film. Świat jak z żurnala, mało brudu i "elementu" społecznego. Do tego sama intryga kryminalna też średnia. Filmu nie ratuje plejada wybitnych aktorów.
Czwórka debili popełnia największy błąd życia i daje się zaprosić na obchody święta przesilenia letniego w odizolowanej sekcie na północy Szwecji.
Największymi atutami tego filmu są niewątpliwie zdjęcia i ścieżka dźwiękowa, które tworzą intrygujący klimat.
I na tym zalety się kończą, ponieważ:
Fabularnie za wiele tu nawiązań (i to na serio, a nie w ramach pastiszu) do opowiadającego bardzo podobną historię Kultu z 1973 i szczerze powiedziawszy, mając do wyboru oba dzieła, prędzej poleciłabym komuś do obejrzenia Kult;
Nie da się ukryć, że filmu by nie było, gdyby nie ujemne IQ paczki Amerykanów - jak widzę, że reżyser robi debila z widza poprzez zaserwowanie upośledzonych umysłowo bohaterów, to zawsze zaniżam ocenę;
Last, but not least, można by spokojnie wywalić ok. 45 minut z tego dzieła i historia niewiele by straciła; tutaj dłużyzny były tak męczące, że w pewnym momencie autentycznie mi oczki śpioch pokleił.
Aktorsko było tylko poprawnie.
Przy okazji pohejtuję również tłumaczenie tytułu, które jest kolejnym przykładem niedojebania umysłowego polskich dystrybutorów. Już to kiedyś pisałam na Hejto - połączenie oryginalnego tytułu i polskiego swobodnego tłumaczenia jest idiotyczne, albo zostawiamy tytuł oryginalny, albo przekład.
@Vampiress czytałem same pozytywne opinie o tym filmie, no i obejrzałem. Wg mnie takie 3-4/10. Tłumaczenie tytułu to jakaś pomyłka, choć ja na szczęście znam osoby tylko oryginalny tytuł.
Jak go zobaczyłem w "Warfare" jako żołnierza to się uśmiałem, bo ten gość to co najwyżej może zagrać takie role jak w "Midsommar" - upośledzonego i pizdowatego.
@Vampiress Wiem, bo niestety widziałem. Gość zdecydowanie ma odchyły. W "Beau Is Afraid" zrobił plagiat Borata z tymi zapasami gołych facetów. Tyle że tam to chociaż było śmiesznie a tu żałośnie.
Szczerze mówiąc, to początkowo nawet nie miałam ochoty jechać na ten film, zwłaszcza jak zobaczyłam ile trwa - sądziłam, że zniosę tam jajo, ale dzieciaki namówiły mnie, żebym też z nimi pojechała.
Pan James Cameron jednak dowiózł, grosza nie szczędził i nie brał jeńców.
Efekty specjalne, krajobrazy są wywalone w kosmos, akcja nie daje ani chwili oddechu, neurony w mózgu są zbyt zajęte aby przebiegła ci przez głowę myśl, że oglądasz coś z banalną historią i sztampowymi postaciami. To nie jest film - to jest kino. Kawał dobrej roboty. Stworzone, żeby być wyświetlane na wielkim ekranie, oszałamiać, wgniatać w fotel, zawracać w głowie, zapychać oczy, uszy i usta. Na małym ekranie ocena byłaby niewątpliwie dużo niższa. Chcecie obejrzeć? Polecam obejrzeć w kinie. Za pół roku na VOD będzie wyłącznie wspomnieniem swojego smaku, jak tygodniowy pączek.
@BajerOp Poprzednich części nie oglądałam w kinie tylko na TV, więc imo były takie se, bajeczka dla dzieci (dlatego też nie paliłam się do oglądania kolejnej części w kinie, biorąc dodatkowo pod uwagę fakt, ze każda kolejna część jest zawsze słabsza). No ale oglądanie tego w kinie zdecydowanie zmienia perspektywę.
@GazelkaFarelka hm. Zwyczajnie byłem na poprzednich w kinie i uważam to za słabą bajkę. Jedynka była ok, bo to było nowum, ale dwójka to fabularna porażka.
Oceniam jako serial, a nie film, stąd wysoka ocena (do seriali mam mniejsze wymagania). Głównie też dlatego, że nie pamiętam kiedy ostatni raz miałam tak, że wprost kręciłam się pół dnia zniecierpliwiona by doczekać wieczora i obejrzeć z dwa odcinki. Wczoraj siedziałam do późna, bo został mi tylko jeden do końca i nie potrafiłam się powstrzymać. Lubię seriale, czasem sobie coś oglądam na dobicie wieczorami, i nawet mnie wkręcają niektóre tytuły, ale ten mnie wprost uzależnił.
Rhea Seehorm gra wzięto pisarkę romansideł fantasy, ma problem z alkoholem, lekkim wypaleniem zawodowym, ale za to ma wspierającą i kochającą kobietę. Do czasu, aż tajemniczy wirus nie przejmie prawie całej ludzkości i nie zamieni jej w jedną wielką selektywną świadomość. Wirus ma przeróżne zależności, np. nasza selektywność nie potrafi kłamać. Umie robić uniki, milczeć, ukrywać, ale bezpośrednio kłamać nie potrafi. Do tego instynkt wirusa mocny jest i pragnie się rozpowszechniać.
To takie lekkie odwrócenie borgowej selektywności - bowiem ludzie zainfekowani wirusem są mega słodcy i dobrzy, czują się szczęśliwi, nie potrafią zabijać - nic, świniaka na obiad, muchy, nawet nie zerwą jabłka z drzewa. To dość ciekawa koncepcja, jak w taki sposób owa selektywność ma przetrwać i jeszcze podbijać kosmos - bowiem nasza selektywność ma silny wewnętrzny przykaz rozpowszechniania się.
Na Ziemi pozostaje zaledwie kilkanaście osób, które nie wpadły w wir wirusa i zachowały indywidualność. Jedną z nich jest właśnie nasza pisarka, Carol. Niestety, jej partnerka umiera w trakcie rzutu infekcji wirusa, więc Carol nie za bardzo nadaje się na "nową" znajomość z naszą selektywnością. W głębokiej żałobie, z problemem alkoholowym, Carol próbuje znaleźć wyjście z sytuacji, chociaż nasza selektywność bardzo chce wciągnąć ją do siebie. W tym celu wysyła się w postaci jednego człowieka-opiekuna. Idealnie skrojoną pod gust Carol piękną kobietę, zwaną kiedyś Zosią (tak, to Polka, i ba, gra ją Polka - Karolina Wydra).
Wiem, że im coś lepszego tym większe wymagania i pewnie zaraz pojawią się krytyczny komentarze, ale moim zdaniem tylko takie seriale są skłonne wywołać tak wiele wrażeń. Mi się oglądało bardzo dobrze, lubię dobrze zarysowane, niekoniecznie pozytywnie, postacie kobiece i lubię takie poryte koncepcje, jak ta w Jedynej.
Jak zazwyczaj potrafię męczyć dany, oczywiście solidny, serial, nie wiem, na przykład jeden sezon przez miesiąc, tak Jedyną połknęłam w trzy wieczory.
@Mahjong u mnie również 6/10 ale dobrze znam ten styl Vince Gilligana. Także jestem przekonany, że cała historia jeszcze się rozkręci. Dlatego będę oglądać kolejny sezon o ile wyjdzie
To chyba inny serial oglądałem. Pierwsze 2 odcinki były rewelacyjne, później coś w 4 czy 5 się zaczeło na chwilę coś dziać, a tak to mega nuda. Pomysł na serial super. Niestety Vince gdzieś się zgubił i wyszła kupa. Ocena 3/10 jest zawyżona.
No ale zawsze się można podniecać gniotem, bo z gustami jest jak z d⁎⁎ą, każdy ma swoją.
Wyprawa eksperymentalna człowieka z kamerą, a za nim innego człowieka z kamerą. Vertov podpowiada nam co można wyczyniać z kamerą, gdy pokazuje ujęcia kręcenia.
Kamera wędruje po ulicach miasta, jego zakątkach i przede wszystkim po życiu ludzi. Czasem najpierw widzimy montowane skrawki taśmy, a kilkanaście minut później odkrywamy te sceny w pełnym ruchu. Z jednej strony ciekawy film dokumentujący życie miastowych pod koniec lat 20. XX wieku, z drugiej strony to laur miłości położony na szczyt kamery, za to, że można z nią robić tak wiele, prawie wszystko.
Vertov lubi eksperymentować i ten film tego jest wyrazem, ale nie jest to eksperyment toporny, wprost przeciwnie - dynamika filmu jest wręcz powalająca. Ten film mógłby powstać i dziś - jego wymowa jest niezmienna. Życie w oku kamery zyskuje, czemu tak jest, któż to wie? Ale tak jest i koniec - grzmi nieco z tego obrazu taka sentencja. Czy jest prawidłowa, czy się z nią zgadzamy to już mniej ważne. Ważne jest by patrzeć, obserwować. I kamerować.
/film można zobaczyć i usłyszeć między inymi na Flixclassic ze wspaniałym podkładem muzycznym The Cinematic Orchestra!/
Cast Away, tylko zimno. Zapraszam do #piechuroglada
----------
Tytuł: Arctic
Rok produkcji: 2018
Reżyseria: Joe Penna
Kategoria: #dramat #survival
Czas trwania: 97 min
Moja ocena: 7/10
Ocalały z katastrofy lotniczej mężczyzna stara się przeżyć w surowym środowisku Arktyki, oczekując na przybycie pomocy.
Film jednego aktora, w którym pada dosłownie kilkanaście słów. Historia tego, jak silna w ludziach jest wola przetrwania, ale pokazująca także, że nawet w najtrudniejszych warunkach można zachować swoje człowieczeństwo. Męczą tu Madsa Mikkelsena okrutnie i kiedy wydaje nam się, że bardziej nie można, nagle zostajemy wyprowadzeni z błędu. Postawiono tu sporo na realizm, co widać zwłaszcza w surwiwalowych aspektach filmu - rzecz warta docenienia. Polecam fanom kina o charcie ducha i mocy charakteru.
Rewolucje to ja miałem w bebechach po obejrzeniu tego filmu. Moim zdaniem - najgorsza część i nawet Lord Elrond tego nie uratował. Podczas oglądania myślałem, że się zaziewam.
Wydaje mi się, że problem z dwójką (2 i 3 część traktuje jako jedno dzieło) polega na tym, że poszli mocno w symbolizm i nawiązania i wiele osób nie nadążało.
No i starali się nie wspominać o tej bzdurnej idei bateryjek xD
Szczerze mówiąc - ta część mnie totalnie nie porwała. Nie mogę powiedzieć, że się bawiłem podczas oglądania tej części, jednakże nie było źle (jak przy oglądaniu "trójki"). Ocena w dół za długą, niepotrzebną i ciągnącą się scenę tańca/seksu (po co to komu?). Do jedynki nie ma podjazdu.
Trudny film do opisania, poprzez łatwość do zaspojlerowania.
Niech będzie więc: dziewczyna obejmuje posadę w roli pomocy domowej u pewnego małżeństwa. Obydwie strony mają swoje sekrety xD
Książki nie czytałem, czego po seansie trochę żałuję, bo pewnie by mi podeszła, a tak to trochę bez sensu do niej siadać. Film w każdym razie polecam, bardzo mi się spodobał. Ocena może ciut nad wyrost, ale z kolei 7 byłoby małym niedociągnięciem.
PS. Jak zawsze "spóźniliśmy się" na film aby uniknąć reklam, dzisiaj jedyne 11 minut... i przeżyliśmy szok, bo film się właśnie zaczynał. 11 minut w Cinema City, wieczorem, w dzień wolny od pracy - niebywałe.
Takie tam o problemach rasowych w USA. Produkcja z 2011 roku, kiedy jeszcze się dało kręcić takie rzeczy, bo ludzie nie mieli łbów przeżartych przez Twittera.
Ładny, z głupkowatą i nieciekawą fabułą, ale jednak ładny. Efekty 3D nienachalne - nie wiem, czy to kwestia ekranu (seans odbył się w kinie studyjnym) czy taka była decyzja twórców. Pod koniec prawie już nie mogłem wysiedzieć, ale to w końcu ponad trzy godziny oglądania.
W swojej kategorii, czyli czystej rozrywki, solidne 8/10. Jakby zadbano o lepszą fabułę, to mógłbym pomyśleć o wyższej ocenie.
Filmy trzeba oceniać w osobnych kategoriach. Na „Avatarach” bawiłem się znacznie lepiej niż na dowolnym filmie od Marvela i nie oczekuję od tej serii niczego innego oprócz „ładnych ruchomych obrazków”.
Opowieść o dwunastoletnim japońskim chłopcu imieniem Atari, którego wychowuje skorumpowany burmistrz wielkiego miasta Megasaki. Gdy na mocy specjalnego dekretu wszystkie psy domowe wygnane zostają na ogromne wysypisko odpadów, Atari leci na miniaturowej machinie powietrznej na „wyspę śmieci”, by odnaleźć swego ukochanego psa. Na miejscu gromadzi wokół siebie grupę czworonożnych przyjaciół i wraz z nimi wyrusza na wielką wyprawę, która zadecyduje o losach i przyszłości całej Prefektury
Specyficzny styl filmów Wesa Andersona nie jest dla każdego, ja również nie jestem fanem jego twórczości, ale tę animację bardzo fajnie się oglądało.
Animacja jest przyjemna dla oka, fabuła nie skomplikowana, dubbing (angielski) jest świetny, ale końcówka trochę zepsuła całokształt.
Podczas wykonywania ściśle tajnej misji oficer służb specjalnych ginie z rąk przełożonego. Po pięciu latach zostaje jednak wskrzeszony i powraca na Ziemię.
Fabuła średnia, CGI daremne. Chyba najsłabszy film jaki oglądałem w ostatnich latach.
Pierwszy film jaki obejrzałem w 2026 roku to Sny o pociągach. Spodobał mi się głównie przez spokojne tempo akcji i sposób, w jaki pokazano przemijanie. Bardzo na plus były widoczki i leśny klimat, które budowały fajną, naturalną atmosferę. Całość dawała takie powolne, relaksujące doświadczenie — bez pośpiechu, bardziej do odczuwania niż do analizowania. Niekiedy smutny, ale ostatecznie chillujący film godny polecenia.
USA, schyłek I WŚ. Młodziutka Pearl pod nieobecność męża walczącego na froncie mieszka na farmie z apodyktyczną matką i sparaliżowanym ojcem. Dziewczyna marzy o wyrwaniu się z rodzinnego zadupia i karierze w showbiznesie, czemu zdecydowanie sprzeciwia się jej matka. Narastający konflikt między nimi prowadzi do tragedii.
Ciekawy film, ale trochę nie rozumiem spuszczania się nad nim przez rozmaite tuzy kina (np. Martina Scorsese, który ponoć spać nie mógł po seansie), bo fabularnie ten film to trochę skrzyżowanie Psychozy i randomowego slashera dziejącego się na farmie, a wizualne nawiązania do kina lat 30-50. nie do końca się tu sprawdzają (nie ta epoka, tutaj powinny być nawiązania do estetyki kina niemego).
Kto zna historię doktora Fausta temu nie trzeba opowiadać fabuły. Dzieło Goethego w film zaklęte w wykonaniu mistrza Murnau.
W sensie wizualnym to arcydzieło. Oglądałam na flixclasiccu i tam było oznaczenie 7+, ale ja gdybym to oglądała mając 7 lat to bym miała koszmary, śniłabym o tych strasznych demonach. Brrr...
Kino nieme rządzi się swoimi prawami, czasami dla współczesnych kinomanów trochę prymitywnymi prawami, ale na mnie zawsze robi wrażenie jak bardzo twórczy musieli być wtedy reżyserzy, korzystając z takich a nie innych środków. Murnau, jak mało kto, wiedział w tamtych czasach, jak nakręcił historię tragiczną i straszną zarazem.
Nie jestem kinomaniakiem. Powiem więcej - nie lubię oglądać filmów. Dziwne lub nie - Matrixa widziałem pierwszy raz w życiu (w całości) i miło mnie zaskoczył. Przy tym filmie wszystkie poprzednie, które oceniałem w zeszłym roku zasługują na ocenę w dół (może poza Ghostbusters). Film, który ma w tym roku 27 lat wygląda w dalszym ciągu nieźle (a w 99 to pewnie musiał być kosmos totalny) i mimo wszystko jest filmem po prostu bardzo dobrym, chociaż nie idealnym. Swoją drogą nieźle się Lord Elrond rusza jak na takiego starca. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Ano i bardzo mnie ucieszył RATM na koniec filmu.
Dla mnie film jest debeściak, a Pan Keanu Reeves też jest debeściak.
Zaległy wczorajszy film z Al Pacino w roli głównej. Obejrzałem, bo był wspomniany w "Planie doskonałym", który nadrobiłem przedwczoraj (później może opiszę xD). Film jest oparty na faktach i przedstawia wydarzenia z napadu na bank przez dwóch przestępców, w którym okazuje się że nie ma pieniędzy i przetrzymują ludzi jako zakładników przez następne kilkanaście godzin, a którzy to zaczynają czuć pewną nić zrozumienia i syndrom sztokholmski. Dość trzyma w napięciu już od początkowych minut, jest też niezły plot twist (na faktach), choć nie podobały mi się 2 rzeczy:
- brak pieniędzy w banku, realnie było tam parędziesiąt tysięcy
- zmiana imienia i nazwiska "John Wojtowicz" na "Sonny Wortzik", choć może to i zaleta, bo przestępca był synem Polaka i znowu byłoby na nas xD
Na uwagę zasługuje tu jednak gra aktorska Al Pacina, czuć było ten narastający strach i zakłopotanie głównego bohatera z brakiem pomysłu co zrobić dalej. Pomimo skromnego budżetu i ulokowania 95% czasu filmu w jednym miejscu, to przyjemnie się go oglądało. Niezły był też pewien plot twist w środku (który okazał się prawdziwy), ale bez spoilerów. Film jest na CDA.
@mannoroth no, właśnie to jak krzyczał mi się podobało, aż sobie film zapazuwowałem i googlałem o co w tym chodziło i to była dość świeża sprawa z tym więzieniem a akcją filmu.
@Atexor to jeden z tych niby nic nie znaczących momentów a został tak zagrany, że wrywa się w pamięć dożywotnio... To się nazywa aktorstwo. To się nazywa marka. To się nazywa Pacino
Film jest prequelem filmu o tym samym tytule z 2019 roku. De facto można by go obejrzeć nawet jako pierwszy, bo wprowadza nas do fabuły z poprzednika (którego tu nie opisałem, ale ciii)
Opowiada nam o początkach historii budowy największego projektu w historii ludzkości - tysięcy ogromnych silników zdolnych wynieść Ziemię z orbity z powodu narastających problemami ze Słońcem, które w ciągu kilkuset lat zniszczyłoby jakiekolwiek życie na Ziemi, a które już teraz wywołuje coraz potężniejsze burze. Po krótkim wręcz piętnastominutowym wstępie, szybko wplątuje nas w wir akcji oraz rozgałęzia się na 2-3 wątki. Finalnie szkoda, że bardziej nie wyjaśniono z naukowego punktu widzenia rzeczy związanych z nasza gwiazdą. Irytowało też to, że główne skrzypce grali tylko Chińczycy i Ruscy (no cóż, chiński film), mimo że czasem się pojawiali też np. Francuzi (albo na jednym znaku była na parę chwil Polska). Brakowało mi też pokazania zaangażowania innych krajów. Również w paru miejscach fantastyka za bardzo popłynęła górą, ale Chińczycy nie mają chyba SciFuna od wyjaśniania paru rzeczy typu windy do nieba xd
Brakowało mi w nim postaci, z którymi można się utożsamiać i śledzić losy, również w przypadku ew. przeciwników. Te, które były wydawały się wręcz drugoplanowymi i nie czuło się takiego zżycia z ich losami. Za to nie można odmówić filmowi ładnych efektów specjalnych. Pomimo, że na każdym niemal kroku było CGI, to nie raziło po oczach. Film jest dość przyjemny do obejrzenia. Dostępny na cda-ha-de.
Na #aff byłą retrospektywa filmów Susan Seidelman - miałam w planach właśnie "Diablicę", ale ostatecznie nie poszłam na to. Ale wczoraj nadarzyła się okazja i obejrzałam.
Filmowy jezusicku, jaki to wspaniały film, wspaniała komedia! Roseanne Barr gra Ruth, taką typową, zwyczajną żonę i matkę. Jednak nastąpi znacząca zmiana w jej życiu - mąż zdradza ją z popularną pisarką romansów (Maryl Streep).
Ruth więc szykuje zemstę na niewiernym mężu.
Nie będę zdradzać planu tytułowej Diablicy, film gorąca polecam.
Zemsta jest zacna i przebiegle przeprowadzona i dzięki temu dostarcza widzom rozrywki najwyższej klasy. Aktorzy - brawismo, szczególnie właśnie Barr i Streep.
Niektóre smaczki są szczególnie fajne - np. w ramach zemsty Ruth zostawia dzieci na głowie męża-kobieciarza i jego kochanki, pisarki. I co się dzieje? Najnowsza powieść romansowa pisarki więcej opowiada o zwyczajnych dniach, jak pranie czy zajmowanie się dziećmi i wszyscy są rozczarowani, że nie ma kolejnego romansu, ale cóż, jak zauważa sama Fisher- pisze, to co dostarcza jej życie. Wcześniej była wolna i mogła romansować z kim chciała, a teraz jej życie nagle się zmieniło.