Czy będzie można liczyć na jakieś podsumowanie tagu #dwanascieksiazek ? Inicjatorka całej akcji zrejterowała stąd na amen, a warto by zobaczyć statystyki książek przeczytanych w ramach tej akcji.
#ksiazki #pytanie



Społeczność
Czy będzie można liczyć na jakieś podsumowanie tagu #dwanascieksiazek ? Inicjatorka całej akcji zrejterowała stąd na amen, a warto by zobaczyć statystyki książek przeczytanych w ramach tej akcji.
#ksiazki #pytanie


Zaloguj się aby komentować
1810 + 1 = 1811
Tytuł: Para w ruch
Autor: Terry Pratchett
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Format: e-book
ISBN: 9780385538268
Liczba stron: 336
Ocena: 6/10
Kontynuując to co zaczęte w 2025
W tomie kończącym trylogię, Pratchett zmienia rolę głównego bohatera z "oszusta w złotej marynarce" na "kierownika projektu". Dick Simnel buduje pierwszą lokomotywę w Świecie Dysku, Vetinari daje zielone światło na rozwój kolejnictwa, a Moist von Lipwig dostaje bojowe zadanie, aby w ekspresowym tempie położyć tory, ogarnąć inwestorów (Harry King), PR i całą machinę kolejowej biurokracji PKP Świata Dysku. W tle wrze u krasnoludów, więc kolej ma dowieźć nie tylko towar i ludzi, ale i... cywilizacyjny pokój. Finał to wielka misja ratunkowa pędząca po świeżo ułożonych szynach.
Najlepsze tu jest poczucie podmiany epoki: jak miasto uczy się rozkładów jazdy, zasad bezpieczeństwa, jak zwykli ludzie (i gobliny) dostają nowe zawody i są dumni z pracy. Chemia relacji Moist-Vetinari wciąż bawi, a pojedyncze absurdalne scenki (regulaminy, fetysz rozkładów, religia pary) powodują uśmiech na twarzy. Jako domknięcie wątku "modernizacji Ankh-Morpork" od poczty przez bank po kolej - książka działa wyśmienicie.
Tylko że... zmęczyła mnie ta jazda lokomotywą. W porównaniu z "Piekłem pocztowym" i "Światem finansjery" to słaby tom: tempo siada, dygresji i wykładów o torach, normach i przepisach jest więcej niż akcji, a sam Moist częściej bywa menedżerem ryzyka niż błyskotliwym iluzjonistą demolującym status quo. Antagonista (frakcja krasnoludów) jest raczej tezą niż postacią, a paradny przemarsz znanych bohaterów bywa tu bardziej listą obecności niż koniecznym elementem fabuły.
Podsumowując: fajna idea, ale brak iskry do odpalenia tego dynamitu. Doceniam wizję pary, która zmienia świat i kilka bardzo udanych żartów/obserwacji, ale brakuje tej świeżości, którą miały dwa poprzednie tomy. Dla fanów Świata Dysku - wciąż przyjemny przejazd. Dla mnie - najsłabsza część trylogii Moista, z długim postojem pośrodku niczego, przez co solidne 6/10 i odrobina ulgi, że choć ze sporym opóźnieniem, to jednak dojechałem do stacji końcowej.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik: 208/128
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #czytajzwujkiem

Zaloguj się aby komentować
1809 + 1 = 1810
Tytuł: Brytyjski lotniskowiec HMS Hermes
Autor: Grzegorz Barciszewski
Kategoria: historia
Wydawnictwo: Agencja Wydawnicza CB
Format: książka papierowa
ISBN: 978-83-7339-310-3
Liczba stron: 48
Ocena: 9/10
Licznik #dwanascieksiazek: 18/12
Zwięzła monografia pierwszego okrętu w historii, który został od początku zaprojektowany i wybudowany jako lotniskowiec. Prace projektowe rozpoczęto w 1917 roku, stępkę położono w 1918 roku, zwodowano w 1920 roku a służbę rozpoczął w 1924 roku. Okręt służył Jego Królewskiej Mości na 3 ocenach, pływał nawet na rzece Jangcy. W czasie II wojny światowej ścigał niemieckie okręty głównie na Atlantyku. Został zatopiony w 1942 roku koło Cejlonu przez japońskie samoloty w czasie rajdu Kidō-butai na Ocean Spokojny.
Zeszyt numer 233 z serii "Typy Broni i Uzbrojenia", wydawanej z przerwami od 1970 roku. Pozycja mimo niewielkiej objętości bogata w dane i ilustracje. Duży plus za sporą ilość danych technicznych oraz rysunków okrętu, ale przede wszystkim za ogromną ilość archiwalnych zdjęć.
#bookmeter #ksiazki #historia #iiwojnaswiatowa #lotniskowiec #wielkabrytania


Zaloguj się aby komentować
Jeśli ktoś zmaga się z czytelnictwem i ma problem ze znalezieniem w sobie tego zainteresowania książkami co kiedyś, to serdecznie polecam "Na południe od Brazos" Larry'ego McMurtry - wróciłam do domu z mrozu i myślałam tylko o powrocie do fabuły + da się autentycznie śmiać na głos z szermierki słownej bohaterów. Sama powieść ma cztery tomy, akcja dzieje się na Dzikim Zachodzie (no bo gdzie indziej!), immersja jest ogromna. Dawno mnie nic tak nie wciągnęło. Augustus to by na spokojnie mógł tutaj z nami lurkować - jeden z głównych bohaterów, na razie mogę opisać go jako gadułę, lekkiego kombinatora, ale w gruncie rzeczy równego chłopa. Zobaczymy co następne ileśset stron przyniesie. #ksiazki
@bojowonastawionaowca Zanim wstawiłam posta to starałam się rozejrzeć w lokalnych zwyczajach tagowych i zauważyłam, że bardzo aktywnie się tutaj udzielasz. Pytanie z czystej ciekawości (i słabo skrywanej zazdrości): jak ty to robisz, że tyle czytasz? Czytasz szybko czy to raczej kwestia umiejętności skupienia na tym co robisz, bez wracania do poprzedniego akapitu?
@Al_Spacino no właśnie ten rok czytelniczo był dziwny xD większość książek przypadło na listopad i grudzień, co wynikało z problemów sprzętowych (z trudem dyszącego laptopa), więc nagle uwolniło mi się mnóstwo czasu, który przeznaczyłem na czytanie xD I to chyba jest najważniejsze, bo technika czytania już schodzi na dalszy plan. Co nie zmienia, że czytam dosyć szybko, zazwyczaj strona na minutę - ale tak miałem od zawsze, nigdy się nie szkoliłem w tej kwestii xD
Zaloguj się aby komentować
1808 + 1 = 1809
Tytuł: Ośli brzuch
Autor: Andrea Abreu
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: ArtRage
Format: książka papierowa
ISBN: 9788396481276
Liczba stron: 153
Ocena: 2/10
Historia toksycznej i jednocześnie podszytej wzajemną fascynacją przyjaźni dwóch dziewczynek, Isory i Shit, dorastających na Teneryfie w latach ’00.
Brutalnie prawdziwe
New York Times
Ostentacyjnie szczere
Il Corriere della Sera
To jest gówno
Vampiress
Nawiązanie do pasty o psie w muzeum jest nieprzypadkowe. "Ośli brzuch" to wysryw Juleczki alternatywki, mający szokować na siłę, a jego lansowanie przez libkowe media wzięło się chyba stąd, że zachodnioeuropejskie lemingi podświadomie tkwią mentalnie w XIX wieku i musiało im styki przepalić, jak zobaczyli, że kobieta może przeklinać i mówić o sraniu, i automatycznie uznali te popłuczyny po Bukowskim za objawienie literackie. Aha, no i jeszcze główne bohaterki są trochę LPG!
Jako, że clou tej książeczki to ciągłe gadki o gunwach, baginach i ocierankach, nie pomyli się ten, kto pomyśli teraz, że jest to pozycja pozbawiona wartości literackich. Fabuła nie istnieje, postacie byłyby ciekawe, gdyby tę historię dać utalentowanemu pisarzowi. Problemy, które Juleczka autorka chciała poruszyć – toksyczna przyjaźń między dorastającymi dziewczynkami, homoerotyczna fascynacja, dorastanie w dysfunkcyjnym środowisku, zaburzenia odżywania, konflikt klasowy pomiędzy lokalnymi Arcadio zasuwającymi za psi uj w turystyce a bogatymi turystami - w tym wydaniu praktycznie nie wybrzmiewają, wspomniane ledwie mimochodem, i znów, gdyby ten materiał dostał w swoje ręce utalentowany pisarz…
Inna rzecz, która mnie uderzyła przy okazji lektury, chociaż nie wpłynęła ona na moją ocenę końcową, to mocno zaakcentowana obecność tłumaczki – jej nazwisko pojawia się na okładce, a w książce zamieszczono jej krótkie bio i posłowie. Chociaż uważam, że praca tłumaczy jest mocno niedoceniona, tak w tym przypadku mam wątpliwości, czy autorce tłumaczenia należało się aż tyle uwagi. To po prostu wierny przekład, a samo wyguglanie kanaryjskich dań to imo za mało, by uczynić panią Ostrowską niemal współautorką.
Btw, jeśli ktoś szuka powieści o toksycznej damskiej przyjaźni, mającej swój początek w dzieciństwie, to polecam "Kocie oko" Margaret Atwood.
#bookmeter

Zaloguj się aby komentować
1807 + 1 = 1808
Prywatny licznik: 39 + 1 = 40
Tytuł: Co chciałabym, żeby ludzie wiedzieli o demencji
Autor: Wendy Mitchell
Kategoria: poradnik
Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Relacja
Format: książka papierowa
ISBN: 9788367555203
Liczba stron: 244
Ocena: 7/10
I znowu demencja, która jak się okazuje była chyba moim ulubionym tematem do czytania w tym roku (zaraz obok starości xD), tym razem w formie poradnika pisanego przez osobę, która sama od kilku lat ma demencję. Zbiór tematów, które IMO idealnie znajdą swoich odbiorców u osób, które są świeżo po diagnozie i próbują się w niej odnaleźć. Jak sobie radzić z poszczególnymi etapami i objawami demencji, o co zadbać zawczasu, jak zadbać o samą siebie - czyli generalnie rzeczy, o których raczej osoby z demencją nie otrzymają wystarczających informacji od lekarzy i muszą ich szukać na własną rękę.
I w sumie od razu uprzedzę możliwe pytanie - to nie tak, że mi grozi demencja, raczej jest to znikome i jak już, to oddalone w czasie zagrożenie; liczba książek o tej tematyce wynika z zainteresowania narzeczonej i Jej jednym z możliwych zajęć w przyszłości
#bookmeter #ksiazki #demencja #chorobaalzheimera
#owcacontent

Zaloguj się aby komentować
1806 + 1 = 1807
Prywatny licznik: 38 + 1 = 39
Tytuł: Wymyślić miłość na nowo. Jak patriarchat sabotuje związki między mężczyznami a kobietami
Autor: Mona Chollet
Kategoria: esej
Wydawnictwo: Karakter
Format: książka papierowa
ISBN: 9788367016391
Liczba stron: 303
Ocena: 2/10
Miałem trochę inne oczekiwania co do tej książki - tymczasem okazało się, że jest to esej, w którym autorka w zdecydowanej większości powołuje się na twory innych feministycznych autorek, by krytykować to, jak patriarchat urządził kobietom obraz miłości i związków. Nie twierdzę, że w przynajmniej części te zarzuty nie są słuszne, jednakże zdecydowanie się nie zgadzam z jednoznacznym postawieniem winy po męskiej stronie i całkowitym wybieleniem strony kobiecej. Tak samo nie zgadzam się z generalizowaniem zachowań na podstawie patologicznych zachowań pojedynczych postaci ze świata polityki czy kultury.
Gdyby jeszcze książka podsuwała jakieś ciekawe i życiowe rozwiązania wymienianych problemów - ale niestety były one bardzo nieliczne, a jak już, to dosyć oderwane od rzeczywistości (jednym z pewnie bardziej absurdalnych, które mi zapadło w pamięć, było podzielenie przestrzeni mieszkalnej na dwie strony - osobno matki, osobno ojca, między którymi łącznikiem miała być przestrzeń dziecka).
Wystarczyły mi 2 z 4 części książki, by stwierdzić, że to książka po prostu nie dla mnie, ja w swoim życiu stosuję dużo lepsze, naturalniejsze i skuteczniejsze metody na zadbanie o równość w związku niż tego rodzaju intelektualne zabawy w wyobraźni. Dalszą część (mniejszą połowę
#bookmeter #feminizm #ksiazki
#owcacontent

Zaloguj się aby komentować
1805 + 1 = 1806
Prywatny licznik: 38 + 1 = 39
Tytuł: Ojciec chrzestny
Autor: Mario Puzo
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Albatros
Format: książka papierowa
ISBN: 9788378858645
Liczba stron: 479
Ocena: 9/10
Fabuły chyba nie muszę nikomu przedstawiać xD Bo możliwe że byłem ostatni, który nie znał
Ekranizację za sprawą narzeczonej obejrzałem w tym roku po raz pierwszy, po czym wziąłem się za lekturę - różnic większych (poza rozbiciem części materiału źródłowego na 2 część filmu) nie stwierdziłem. Kawał kapitalnej literatury, sama przyjemność z czytania
#bookmeter #ksiazki
#owcacontent

Zaloguj się aby komentować
1804 + 1 = 1805
Prywatny licznik: 37 + 1 = 38
Tytuł: Małe eksperymenty ze szczęściem
Autor: Hendrik Groen
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Albatros
Format: książka papierowa
ISBN: 9788379857432
Liczba stron: 400
Ocena: 7/10
Urocze, zabawne, ale i czasem smutne bywa życie staruszka w ośrodku - taki obraz powstaje z książki będącej dziennikiem prowadzonym przez cały rok przez seniora, który trafił do domu opieki na własną prośbę, gdy zauważył, że przestaje być w pełni samodzielny, a nie ma nikogo bliskiego zdolnego do wsparcia. Drobne psotki i miłostki, wielkie przyjaźnie, małe i mniejsze podróże, ale również różnego rodzaju schorzenia czy śmierć bliskich ludzi. Przyjemna lektura, która rozgrzewa serduszko w zimne, jesienne wieczory. Starość, mimo pewnych niewątpliwych problemów, może być całkiem optymistyczna, jeśli się o ten optymizm zadba - to nauka dla #hejtoportaldlastarychludzi
#bookmeter #ksiazki
#owcacontent

Zaloguj się aby komentować
1803 + 1 = 1804
Tytuł: Wieczna wojna
Autor: Joe Haldeman
Tłumacz: Zbigniew A. Królicki
Kategoria: science fiction
Format: ebook
Ocena: 8/10
W 1997 roku William Mandella zostaje powołany na wojnę z kosmitami, w której z powodu dylatacji czasu walczy ponad 1000 lat. Oprócz kolejnych misji wojskowych obserwuje też zachodzące zmiany społeczne.
Książka mocno antywojenna i pacyfistyczna, odzwierciedlająca doświadczenia autora z wojny w Wietnamie. Bardzo ciekawie pokazuje bezsens i głupotę wojny, pranie mózgu jakiemu poddawani są żołnierze, a także problemy z odnalezieniem się w zmienionym społeczeństwie po powrocie do domu. Mandella po swojej pierwszej misji, która trwała dwa lata wraca na Ziemię, gdzie jest już rok 2024. I to co zastaje jest dla niego tak obce i szokujące, że niedługo później zapisuje się znowu do wojska. Autor porusza też różne tematy społeczne, które nadal grzeją, nawet takie jak używanie dziwnych zaimków (a to gdzieś w latach 70. pisane).
A oprócz tego że jest niegłupia to jest też bardzo dobrą, napisaną w angażujący sposób rozrywką z porządnymi scenami bitew i innych akcji.
Mały minus to naciągane zakończenie.
#ksiazki #bookmeter #scifi #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
1802 + 1 = 1803
Tytuł: Cząstki elementarne
Autor: Michel Houellebecq
Tłumaczka: Agnieszka Daniłowicz-Grudzińska
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: W.A.B.
Format: książka papierowa
ISBN: 9788328074743
Ocena: 5/10
Mam duży problem z oceną powieści, dlatego użyłem tej po środku skali.
Bardzo dobrze czytało mi się „Cząstki elementarne”. Dzięki „Stonerowi” odkryłem, że lubię poznawać historie zwykłych ludzi, ich prozę życia. Powieść Houellebecqa najpierw przeczytała moja dziewczyna i często czytała na głos co ciekawsze fragmenty czy przemyślenia bohaterów. Wydało mi się to na tyle intrygujące, że sam postanowiłem zabrać się za książkę i bardzo szybko ją skończyłem.
Jednocześnie jest kilka rzeczy, które skutecznie zniechęcają mnie do tego, by z czystym sercem móc polecić komukolwiek „Cząstki elementarne”.
Odniosłem wrażenie, że autor nienawidzi albo brzydzi się osób w średnim wieku. W szczególności kobiety opisywał w mało atrakcyjny sposób, jakby wyznawał szkodliwy pogląd, że po osiągnięciu trzydziestki kobiety do niczego już się nie nadają. Może to był wyraz jego osobistego bólu d⁎⁎y, że sam nie należał już do najmłodszych – miał czterdzieści pięć lat, gdy ukazała się powieść. Może nie potrafił pogodzić się z przemijaniem. Mimo że brakuje mi jeszcze półtora roku do trzydziestki, odczuwam, że moje ciało nie regeneruje się tak szybko, jak jeszcze dziesięć lat temu, gdy wystarczyło mi parę godzin snu, by dobrze funkcjonować. A co dopiero w przypadku sprawności seksualnej, która z wiekiem u mężczyzn po prostu powoli zanika – to musi zdecydowanie boleć takiego czterdziestolatka, ponieważ Houellebecq bardzo często wspomina o tym problemie w przypadku jednego z bohaterów.
Trudno jest sympatyzować z tymi bohaterami. Jeden z przyrodnich braci, Bruno, jest zafiksowany na punkcie seksu. Ciągle skupia się na swoich brakach. Rozumiem, z czego to wynika; był gnębiony w czasach szkolnych i to na tyle mocno, że odczuwałem wkurwienie, gdy czytałem opisy tego, co mu robiono. Nie dziwię się, że bardzo negatywnie wpłynęło to na jego dorosłe życie i odniosłem wrażenie, że mniej lub bardziej świadomie bez przerwy wystawiał się na pośmiewisko. Niby nie miał dużego członka, ale mimo to chodził i jeździł na różne „wyzwolone spędy”. Niby był pogodzony z tym, że nie zrobi tam furory, ale jakoś wciąż miał nadzieję, że ktoś zwróci na niego uwagę.
Współczułem mu tego dążenia do seksu i popędu seksualnego. Nie wyobrażam sobie masturbacji w komunikacji zbiorowej, ponieważ tak mnie podniecił widok jakiejś młodej dziewczyny, że nie byłbym w stanie wytrzymać napięcia i musiałbym sobie tam ulżyć. A jego to chyba jeszcze bardziej nakręcało, że ktoś mógłby go przyłapać czy cokolwiek.
Zresztą Houellebecq chyba też nie przepadał za braćmi, ponieważ każdemu finalnie zafundował trochę szczęścia i odebrał je w dokładnie ten sam sposób. Za pierwszym razem przejąłem się, za drugim wzruszyłem ramionami, ponieważ powtórzona sztuczka nie zrobiła już takiego wrażenia.
Na pewno jest to literatura wywołująca emocje, jednakże trudno powiedzieć, czy o takie emocje chodziło autorowi. Samą powieść uważam trochę za przeintelektualizowaną. Rozważania filozoficzne nie zawsze są na tyle interesujące, żeby poświęcić im aż tyle miejsca. Nawet nie chodzi o to, nie zgadzam się z przedstawianymi filozofiami, ale że autor nie pokazał ich w sposób zachęcający do ich poznania.
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #literatura

@cosbymzjadla
Właśnie moja dziewczyna była bardzo zaskoczona jego stylem. Chciała przeczytać jakiegoś erotyka - poszukała rankingu najlepszych tytułów, żeby rozeznać się w gatunku, i „Cząstki elementarne” były jednym z bardziej polecanych.
Mnie erotyka kojarzy się raczej z czymś wysublimowanym, artystycznym, a nie brudnym i walącym prosto w twarz.
Zaloguj się aby komentować
1801 + 1 = 1802
Tytuł: Alien Clay
Autor: Adrian Tchaikovsky
Kategoria: science fiction
Format: ebook
Ocena: 4/10
Książka o rewolucji politycznej i rewolucji biologicznej.
Całą ziemią rządzi faszystowski Mandat, a rewolucjoniści są zsyłani do obozów pracy na odkrytych obcych planetach. Tak właśnie profesor biologii Arton Daghdev trafia na Kiln. Planetę, gdzie odkryto tajemnicze ruiny obcych, a miejscowa biologia działa w bardzo dziwny i ciekawy sposób.
Co w tej książce było spoko - to jak autor umiejętnie użył elementów sf do zbudowania metafor, którymi pokazał co myśli i o rewolucji i o różnych skrajnych ideologiach. Co nie było spoko - reszta.
Historię opowiada nam główny bohater, który jest męczący i irytujący jak cholera. Mieszanka zdziecinniałego naukowca rodem z powieści Andiego Weira, tyle że nieśmiesznego, z marudnym dziadem. Smęci w kółko to samo przez całą książkę, jak nie ciągnące się te same przemyślenia na te same tematy co parę stron, to te same wspominki z ziemskich czasów.
Jeśli chodzi o fabułę to cała część w obozie, gdzie jak nietrudno się domyślić, rewolucjoniści robią kolejną rewolucję, była zbędna. Nic to nie wniosło, nic mnie nie obchodziło tym bardziej, że oprócz głównego reszta była nijaka jak cholera. A część poza obozem, gdzie badają planetę, która powinna być ciekawa, klimatyczna, a przez sporą część straszna jak horror, była psuta przez tę głupkowatą narrację.
Ciężko mi uwierzyć że to napisał ten sam chłop co "Dzieci czasu". Może miał jakiś termin na oddanie kolejnej książki i normę stron do wyrobienia. xd
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #scifi

Zaloguj się aby komentować
1800 + 1 = 1801
Prywatny licznik: 36 + 1 = 37
Tytuł: Normalni ludzie
Autor: Sally Rooney
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: W.A.B.
Format: książka papierowa
ISBN: 9788328097308
Liczba stron: 304
Ocena: 3/10
Książka z rodzaju: była na półce, to wziąłem i przeczytałem. Nie było warto. O ile do bzdurnych tekstów na okładce zachwalających książkę już przywykłem i działają zdecydowanie odstraszająco, o tyle to jest jeden z większych scamów w tytułach książek. TAK SIĘ NIE ZACHOWUJĄ NORMALNI LUDZIE. Ja rozumiem, że nastolatkowie mają prawo być nieogarami pod względem komunikacji i że generalnie z fatalnym skutkiem próbują się domyślać różnych rzeczy - wszyscy tacy byliśmy - o tyle po 10 latach to oczekiwanie, że komunikacja zajdzie bez słów czy jakiejkolwiek nawet interakcji jest dosyć naiwne - albo to ja jestem idealistą i na swoje szczęście na takich ludzi na drodze nie natrafiam.
Poza tym trochę linia czasowa leży i kwiczy, bo dziwnym trafem wszystko się dzieje za każdym razem co kilka miesięcy. Niby autorka próbuje jakoś łatać te dziury czasowe, ale średnio jej to wychodzi.
Już pomijam dosyć nachalne ze strony autorki wciskanie tematów politycznych do książki - bo już widzę, jak na normalnej nienerdowskiej imprezie nastolatek się pyta dziewczyny, co ona myśli o teorii komunistycznej.
Dla mnie zupełnie nierealistyczna książka, małe fragmenty na plus, ale kompletnie nie rozumiem fenomenu - no chyba że czytają ją nastolatkowie, to wtedy faktycznie książka może być jakkolwiek ciekawa. Nominacja do Bookera czy jakieś nagrody to jakiś żart XD Jeszcze gdyby to było jakieś Zimbabwe czy inna Sri Lanka, to można niby argumentować kolorytem czy innymi bzdurami, no ale na litość boską, to Irlandia XD
Niemniej wciąż mam założenie, że kiepskie książki też warto czytać (albo chociaż przejrzeć), żeby bardziej doceniać te znakomite
#bookmeter #ksiazki
#owcacontent

Zaloguj się aby komentować
1799 + 1 = 1800
Prywatny licznik: 35 + 1 = 36
Tytuł: Zrzutka Haywardów
Autor: Janice Hallett
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: Znak
Format: książka papierowa
ISBN: 9788324068937
Liczba stron: 538
Ocena: 5/10
Już było tak dobrze, to pora spaść do przeciętniactwa xD Dawno temu "wyrosłem" z kryminałów (po prostu zaczęły mnie nudzić treścią), do książki zachęciła mnie przede wszystkim jej forma - czyli całość historii złożonej wyłącznie z maili, SMSów czy policyjnych raportów. I chyba ta ostatnia część wypadła zdecydowanie najsłabiej, jako że dosłownie prowadziła czytelnika za rączkę co jest ważne i na co powinien zwrócić uwagę. Co nie zmienia tego, że jak w końcu doszło do morderstwa (spoiler alert - powyżej 300 strony), to potem "nagle" zaczęły wypływać nowe dowody i książka bardzo usilnie zachęcała do powrotu do wcześniejszych stron by odczytać ówczesne maile w nowym świetle - tyle tylko że już po prostu nie miałem ochoty na grzebanie w tym raz jeszcze i chciałem byle dojść do końca. Finałowy plot twist w większości (acz nie całości) odgadłem, więc nie był jakiś porywający - podejrzewam, że osoby bardziej oczytane w tym rodzaju literatury będą ode mnie lepsze.
Tak więc w sumie jedynie forma książki się tu broni (w miarę), jest całkiem nowatorska, więc nie dziwi mnie, że autorka kolejne podobne teksty wypuszcza już hurtowo. Reszta absolutnie średnia, taka też ocena.
#bookmeter #kryminal #ksiazki
#owcacontent

Zaloguj się aby komentować
1798 + 1 = 1799
Prywatny licznik: 34 + 1 = 35
Tytuł: Diabły i święci
Autor: Jean-Baptiste Andrea
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Znak Koncept
Format: książka papierowa
ISBN: 9788383678955
Liczba stron: 336
Ocena: 10/10
Moje osobiste odkrycie tego roku, cóż to była za przygoda książkowa, idealnie mój typ. Uwielbiam książki, w których ważną rolę odgrywa muzyka (wcale nie jest tak, że dlatego moim uwielbionym autorem jest Jaume Cabré, wcale a wcale), w których autor płynnie przechodzi między teraźniejszością, przeszłością a dalszą przeszłością, w których historia jest po prostu boleśnie prawdziwa, a nie wszystko kończy się tak, jak by się chciało. I taka ta książka jest.
Zaczyna się niewinnie, od artysty grającego ten sam utwór na wielu publicznych fortepianach, czekającego na osobę, która po prostu będzie wiedziała. Co takiego? Tego dowiemy się, podróżując z bohaterem przez dzieciństwo naznaczone muzyką, brutalnie przerwane przez zostanie sierotą i znalezienie się w sierocińcu. I tam, mimo codziennego okrucieństwa tłumaczonego religijnością znajdzie przyjaciół, nastoletnie zakochanie czy nieuchwytny ideał, który jak się w pewnym momencie okaże, sięgnął jednak bruku.
Zachwycać mógłbym się wieloma kwestiami - znakomicie nakreślonymi postaciami (Jakoenen! Rothenberg!), boleśnie uderzającą dziecięcą niewinnością, i tak dalej, ale chyba i tak najlepszą rekomendacją będzie fakt, że nie mogłem oderwać się od książki aż do zakończenia o 7:13 rano, kiedy 2 minuty później miałem mieć budzik. I była tego absolutnie warta.
I o ile na początku podszedłem do tej książki z myślą, że dam 9/10, bo wiem, że autor potrafi lepiej i że jeszcze ta dyszka wpadnie - ale jednak dyszka wpada już teraz. Kolejna książka autora natychmiast trafiła do koszyka zakupowego. A ta trafiła na półkę moich ukochanych książek.
#bookmeter #ksiazki
#owcacontent

Zaloguj się aby komentować
1797 + 1 = 1798
Prywatny licznik: 33 + 1 = 34
Tytuł: Hańba
Autor: John Maxwell Coetzee
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Znak
Format: książka papierowa
ISBN: 9788383672311
Liczba stron: 272
Ocena: 7/10
Pierwsza moja przygoda z Coetzee, nie ostatnia na pewno. Wykładowca akademicki, który nie czuje wyrzutów sumienia z powodu romansowania ze swoimi studentkami i córka żyjąca na południowoafrykańskim bezludziu, których wkrótce połączy mocne hańbiące zdarzenie. Każde z nich stara się z tym odczuciem walczyć na swój sposób - jeden walczy za wszelką cenę, druga bezwolnie się temu poddaje i stara się żyć dalej.
Bardzo dobra książka, zdecydowana polecajka, acz jestem trochę rozczarowany zakończeniem, w moim mniemaniu bardzo niedokończonym. Na plus sporo wątków apartheidowych i budowania "wspólnej" przyszłości RPA, pokazanej bardzo brutalnie, ale (przynajmniej przy mojej dosyć ograniczonej wiedzy na ten temat) dosyć szczerze.
#bookmeter #ksiazki #rpa
#owcacontent

Zaloguj się aby komentować
1796 + 1 = 1797
Tytuł: Doktor Jekyll i pan Hyde
Autor: Robert Louis Stevenson
Kategoria: horror
Wydawnictwo: Foksal
Format: książka papierowa
Liczba stron: 159
Ocena: 7/10
Klasyk, co tu dużo mówić. Historię każdy mniej więcej kojarzy - grzeczny nerdzik szponci, a potem hula po mieście nie będąc sobą. Bez większych zaskoczeń.
To co fajne w tej książce to narracja, głównie z trzeciej osoby - z relacji, więc wiele szczegółów dotyczących pana J/H poznajemy powolutku. Jest więc zagadka, są zwroty akcji, są rozterki, dramy i takie tam.
Czerpiąc wiedzę o losach J/H z popkultury miałem raczej wrażenie, że Hydowość bardziej potworna miała być. A tu się okazało, że faktycznie był potworem, ale takim całkowicie ludzkim, nie Marvelowskim. Jak dla mnie to było bardzo na plus.
Kiedyś ktoś mi opowiadał, że ta powieść to studium alkoholizmu. Eeee, może... Ale ja tego tak nie odczułem. Może gdybym znał kontekst Powstania tego dzieła, albo znał cokolwiek z biografii Stevensona, to może inaczej bym też patrzył na książkę. Jak dla mnie, to dalej było raczej studium jasnych i ciemnych stron człowieka oraz walki między nimi. Co by nie było, książka jest bardzo warta polecenia. Zwłaszcza, że się ją wchłania w popołudnie.
A, no i na duży plusik dla mnie miał jeden fakt opisany w książce, który jest moim zawodowym konikiem, a który nie został tu w żaden sposób przeinaczony/zgwałcony, a był celnie wpleciony w fabułę. To rzadkość. Pogilgotało mnie to pieszczotliwie.
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
**Klienci Poczty Polskiej kupili w 2025 roku prawie milion książek. Łącznie w ofercie w punktach pocztowych dostępnych było około 700 tytułów.**
Jak wynika z podsumowania, klienci najczęściej wybierali książki obyczajowe i publikacje z zakresu literatury faktu. Do najbardziej popularnych pozycji należały: „Akuszerki” Sabiny Jakubowskiej, „Tajemnica bibliotekarki” Wioletty Piaseckiej oraz „Zima w Nałęczowie” Anety Krasińskiej. Wśród literatury faktu szczególne miejsce zajęły publikacje z nurtu ludowej historii Polski: „Chłopki. Opowieść o naszych babkach”, „Służące do wszystkiego” Joanny Kuciel-Frydryszak i „Ziemianki. Co panie z dworów łączyło z chłopkami” Marty Strzeleckiej. Dużą popularnością cieszył się również zbeletryzowany reportaż George’a Orwella „Droga na molo w Wigan”.
W kategorii książek dla dzieci Poczta Polska oferowała dotychczas wyłącznie publikacje edukacyjne i aktywnościowe, a największe wzięcie miały książeczki dźwiękowe, łamigłówki i kolorowanki. Natomiast pod koniec roku Poczta rozszerzyła asortyment o literaturę dziecięcą. Do oferty trafiły popularne serie takie jak przygody Pucia, Kici Koci czy Jadzi Pętelki.
Serca klientów podbiła też seria książek „Klasyka literatury”, a w niej tytuły z kanonu polskiej i światowej literatury. Wśród klasyków największym zainteresowaniem cieszyły się „Wiersze wybrane” Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, „Znachor” Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, „Rok 1984” George’a Orwella, „Jądro ciemności” Josepha Conrada i „Przygody dobrego wojaka Szwejka” Jaroslava Haška.
Poczta rozwija także swój autorski projekt „Placówka Kultura”. Zorganizowano już kilkadziesiąt spotkań autorskich, a gośćmi byli m.in.: Agnieszka Lis, Anna H. Niemczynow, Marta Nowik, Kasia Bulicz-Kasprzak, Gabriela Gargaś, Justyna Jelińska, Katarzyna Majgier, Monika Wawrzyńska, Sławomir Koper, Teresa Godlewska Krystyna Mirek i Urszula Gajdowska.
W 2026 roku Poczta Polska planuje nie tylko zwiększenie liczby spotkań, ale również wprowadzenie nowego formatu tych wydarzeń.
Spółka zamierza też zaangażować się w przygotowanie wyjątkowej książki na temat własnej działalności.
Dodatkowo, w ramach wspierania czytelnictwa i integracji miłośników książek, planuje uruchomienie Pocztowego Klubu Czytelniczego.
#ksiazki #pocztapolska

Zaloguj się aby komentować
Ela przyjechała na koniec roku (ʘ‿ʘ)
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°) ⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane
#ksiazki #czytajzhejto #chwalesie #zyskiska #elzbietacherezinska #cherezinska #historia

Zaloguj się aby komentować
Wydawnictwo SQN zapowiedziało wydanie książki "Kat Gaudiego" autorstwa Aro Sainz De La Manza, w tłumaczeniu Roberta Kędzierskiego i Anny Krochmal. Książka ta otwiera cykl: Morderstwa w Barcelonie z inspektorem Milo Malartem. Dostępne będą wydanie miękkie ze skrzydełkami w cenie 59,99zł i ebook w cenie 47,99zł. Data wydania to 14.01.2026.
Nie jest to pierwszy raz, gdy dostajemy tłumaczenie hiszpańsko-języcznej powieści po wyjściu jej ekranizacji - dostępnej na platformie Netflix pod tytułem Miasto cieni (2025).
Opis książki od Wydawcy:
Jego dzieło jest napędzane złem. I musi być doskonałe. Działa z precyzją artysty i okrucieństwem kata. Czy jego ofiarą może być… miasto?
Na fasadzie budynku Casa Milà w Barcelonie zawisa płonące ciało mężczyzny. Wszystko wskazuje na starannie zaplanowaną zbrodnię – bez śladów, za to z brutalnym nagraniem, które paraliżuje mieszkańców miasta.
Do śledztwa dołącza inspektor Milo Malart. Ma ostatnią szansę, aby udowodnić, że jego intuicja nadal działa jak skalpel. Z pomocą bystrej profilerki Rebeki Mercader, odkrywa kolejne elementy układanki. Znaki pozostawione przez sprawcę oznaczają jedno – miasto Gaudiego jeszcze długo spokojnie nie zaśnie.
Kat Gaudiego Aro Sainza de La Mazy otwiera cykl Morderstwa w Barcelonie. Mroczny klimat, precyzyjna intryga i bohater, który sam balansuje na krawędzi – to kryminał idealny dla fanów solidnych, klasycznych dochodzeń z pełnokrwistą psychologią i gęstą atmosferą miasta.
#ksiazki #czytajzhejto #czytajzwujkiem #zapowiedziksiazkowe

Zaloguj się aby komentować