1796 + 1 = 1797
Tytuł: Doktor Jekyll i pan Hyde
Autor: Robert Louis Stevenson
Kategoria: horror
Wydawnictwo: Foksal
Format: książka papierowa
Liczba stron: 159
Ocena: 7/10
Klasyk, co tu dużo mówić. Historię każdy mniej więcej kojarzy - grzeczny nerdzik szponci, a potem hula po mieście nie będąc sobą. Bez większych zaskoczeń.
To co fajne w tej książce to narracja, głównie z trzeciej osoby - z relacji, więc wiele szczegółów dotyczących pana J/H poznajemy powolutku. Jest więc zagadka, są zwroty akcji, są rozterki, dramy i takie tam.
Czerpiąc wiedzę o losach J/H z popkultury miałem raczej wrażenie, że Hydowość bardziej potworna miała być. A tu się okazało, że faktycznie był potworem, ale takim całkowicie ludzkim, nie Marvelowskim. Jak dla mnie to było bardzo na plus.
Kiedyś ktoś mi opowiadał, że ta powieść to studium alkoholizmu. Eeee, może... Ale ja tego tak nie odczułem. Może gdybym znał kontekst Powstania tego dzieła, albo znał cokolwiek z biografii Stevensona, to może inaczej bym też patrzył na książkę. Jak dla mnie, to dalej było raczej studium jasnych i ciemnych stron człowieka oraz walki między nimi. Co by nie było, książka jest bardzo warta polecenia. Zwłaszcza, że się ją wchłania w popołudnie.
A, no i na duży plusik dla mnie miał jeden fakt opisany w książce, który jest moim zawodowym konikiem, a który nie został tu w żaden sposób przeinaczony/zgwałcony, a był celnie wpleciony w fabułę. To rzadkość. Pogilgotało mnie to pieszczotliwie.
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto
