Targowe zdobycze ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
2 dolne książki żony, więc zmieściłem się w 1 cyfrowym limicie xD
Organizacja wydarzenia - dno i metr mułu - nie polecam (╯ ͠° ͟ʖ ͡°)╯┻━┻
#ksiazki #targiksiazki #warszawa


Społeczność
Targowe zdobycze ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
2 dolne książki żony, więc zmieściłem się w 1 cyfrowym limicie xD
Organizacja wydarzenia - dno i metr mułu - nie polecam (╯ ͠° ͟ʖ ͡°)╯┻━┻
#ksiazki #targiksiazki #warszawa

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
894 + 1 = 895
Tytuł: Szatańskie tango
Autor: László Krasznahorkai
Kategoria: literatura piękna
Ocena: 5/10
#bookmeter
***
Do placu Kościelnego nie było na ulicy żywej duszy, aż nawet Petrina zauważył: „Co się tu dzije? Ogłosili stan wyjątkowy?” „Nie, po prostu jest jesień – odparł ze smutkiem Irimiás. – Wszyscy siedli przy piecach i wstaną dopiero wiosną. Będą godzinami stać przy oknach, aż do zmierzchu. Będą tylko jeść, pić i obłapiać się w łóżku pod kołdrą. Aż wreszcie poczują, że dłużej już tak nie można, zbija dzieci na kwaśne jabłko albo skopią kota i znowu się na jakiś czas uspokoją. Tak to już jest, osiołku.”
Czasami, chyba po to żeby podbudować sobie ego, nachodzi mnie ochota żeby przeczytać jakiegoś noblistę, o ile nie jest to Henryk Sienkiewicz. Tak było i tym razem. To właśnie to, że pan Krasznahorkai dostał w roku 2025 Nagrodę Nobla spowodowało, że, już od jakiegoś czasu, miałem ochotę po którąś z jego książek sięgnąć. No i ostatnio pojawiła się okazja.
Zaczęło się nieźle. Autor roztoczył przede mną wizję jakiejś zapadłej pełnej błota węgierskiej dziury – osady, która, jak się później okazuje, była zlikwidowana (co to miało znaczyć, nie zostało w książce wyjaśnione, może chodziło o coś z historii Węgier?; sam jednak pomysł takiej likwidacji bardzo przypadł mi do gustu). W tej zlikwidowanej osadzie zostało kilkoro niedobitków (zawsze przecież znajdą się ludzie, którzy nie będą sobie umieli ze zmianą sytuacji poradzić), których życie wydaje się być tak samo rozpadające się jak to, co z osady zostało. Spędzają więc kolejne dnie na piciu, sypianiu ze sobą (w różnych konfiguracjach), czekaniu na pieniądze ze sprzedaży bydła (i kombinowaniu jak tu przy rozliczeniu oszukać innych żeby zgarnąć więcej dla siebie). Jednym słowem (a raczej dwoma) – marazm i degrengolada.
Okazuje się, że „niech ktoś” to podejście nie tylko polskie, ale i węgierskie (wszak Polak, Węgier – dwa bratanki). Do osady dociera wiadomość, że powraca do niej uznany (chyba) kiedyś za zmarłego Irimiás. Irimiás pracował kiedyś w maszynowni i w ogóle umiał sobie poradzić ze wszystkim, nic więc dziwnego, że w mieszkańców na wieść o powrocie Irimiása wstępuje nadzieja – przyjdzie Irimiás i nam zrobi. Irimiás rzeczywiście przychodzi i robi. Robi tyle, że roztacza wizję i obiecuje. Mieszkańcy osady ulegają, wierzą w przemowę Irimiása – to chyba była dla mnie największa wartość tej książki, obserwacja pana Krasznahorkaia dotycząca tego jak szybko z marazmu można przejść do hurraoptymizmu, a później zahaczając po drodze o rozczarowanie powrócić dokładnie tak samo zgorzkniałym do tego samego, co było wcześniej (opowieść spięta jest świetną klamrą kompozycyjną, która tak podobała mi się już wcześniej, i w Gnieździe światów pana Marka Huberatha, i w Krainie Chichów pana Jonathana Carolla).
Pomimo wspaniałego pomysłu, mimo niezłych umiejętności narracyjnych autora, książka podobała mi się tak raczej nie za bardzo. Za dużo w niej, moim zdaniem, wszystkiego, za mało w niej, moim zdaniem to wszystko łączy się ze sobą i za mało jedno z drugiego wynika. Wydaje mi się, że dla mnie ta książka jest po prostu za bardzo artystyczna, a w dodatku w nurcie za którym raczej nie przepadam. Tę teorię zdałoby się potwierdzać istnienie zrealizowanego na jej podstawie filmu, który trwa niemal siedem i pół godziny! – książka ma 340 stron czcionką jednak nie najmniejszą. Nie bardzo mam ochotę ten film oglądać, tak względu na to, co w tej książce przeczytałem – obawiam się, że mógłby to być obraz w rodzaju „filmu o facecie na łódce”, jak i ze względu na jego długość. Wydaje mi się, że lepiej ten czas spożytkować inaczej – na przykład na lekturę ostatniego tomu Septologii pana Jona Fosse, noblisty z roku 2023, co pozwoli mi nie tylko nie zmarnować kolejnych siedmiu godzin, ale również podbudować mojego ego, że jednak jestem w stanie z przyjemnością czytać noblistów i może nawet ich zrozumieć. Choćby po swojemu.

Zaloguj się aby komentować
Cytat na dziś:
Lady Felmet na moment zaniemówiła, a takie wydarzenie godne jest odnotowania w kalendarzu. Była kobietą potężną i władczą. Ludzie spotykający ją po raz pierwszy mieli wrażenie, że stają przed dziobem galeonu pod pełnymi żaglami. Efekt ten zwiększało jeszcze błędne przekonanie lady Felmet, że do twarzy jej w czerwonym aksamicie. W każdym razie nie kontrastował on z jej cerą, ale wręcz pasował do niej doskonale.
Terry Pratchett, Czarodzicielstwo
#uuk
Zaloguj się aby komentować
Newsy książkowe od Whoresbane'a!
Wydawnictwo Zysk i S-ka zapowiada kolejne wznowienie z cyklu Północna Droga. "Pasja według Einara. Trzy młode pieśni" Elżbiety Cherezińskiej ukaże się 23 czerwca 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie liczy 586 stron, w cenie detalicznej 84,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Północna Droga to cykl powieściowy rozgrywający się na przełomie X i XI wieku w Skandynawii.
Oto świat, w którym zderzają się ze sobą stare i nowe, a żadne z nich nie ustąpi.
Tłem tej epickiej opowieści jest wkroczenie chrześcijaństwa w życie wikingów – kobiet i mężczyzn, którzy nade wszystko pragną samodzielnie kształtować własne losy.
Bohaterami cyklu są członkowie dwóch rodów. Ich posiadłości rozdziela wielka rzeka Namsen, ale losy nieustannie splatają się ze sobą, jakby Norny, tkaczki przeznaczenia, połączyły nici ich żywotów na mitycznych krosnach.
Pasja według Einara
Mówią o nim, że miał dziewięć matek. Einar, syn kapłana Odyna, któremu ojciec powierzył największą tajemnicę wiary, starej i nowej. Jako dziecko zostaje umieszczony w klasztorze i ochrzczony, i choć uciekał przed brutalnością świata wikingów, dopadła go inna, równie niebezpieczna, polityczna gra. Bezgranicznie kocha Chrystusa i kobietę, silniejszą od niego samego. Poświęcił się wprowadzaniu chrześcijaństwa między fiordy, wielokrotnie ryzykując i składając w ofierze własne życie, by u kresu drogi dotrzeć tam, gdzie nie dopłynęli silniejsi od niego.
Trzy młode pieśni
Ragnar, Bjorn i Gudrun, dzieci Panów Północy, nadzieja swych rodów. Dobrze urodzeni, wychowani do sprawowania władzy. Odkryli, że mają własne wizje przyszłości. Odmienne od tych, które zaplanowali dla nich rodzice. Rozerwali nawet przepowiednię wieszczki Urd. Po wielkiej bitwie Ragnar i Bjorn szukają pomsty, lecz zamiast niej odnajdują braterstwo i przyjaźń. Gudrun rozsadza ramy przeznaczenia i swobodnie, chociaż nie bezkarnie, przemierza obszary między światami. Wszyscy oni doświadczają, jak trudno jest płynąć pod prąd, a ich losy układają się w skomplikowaną wersję opowieści o bohaterach z Wallhali. Dla tych trojga młodych ludzi Ragnarok staje się niemal namacalny.
W Północnej Drodze Cherezińska rozpisuje na sześć głosów tę samą historię, przeplatając losy bohaterów tak, że ich światy, choć równoległe, stają się osobne, a każdy wybór rezonuje w innym czasie i miejscu. Jak gobelin tkany i pruty jednocześnie.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°)
⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane
⇒ suppi.pl/ksiazkiwhoresbane
#ksiazki #czytajzhejto #zyskiska #elzbietacherezinska #cherezinska #historia

Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry,
Dziś przychodzę do Was z promocją Świata Książki związaną z Targami Ksiązki w Warszawie.
Promocja "Targi Książki | 2 książki za 30, 40, 50, 60 lub 80" obowiązuje od 28.05.2026 do 03.06.2026 lub do wyczerpania stanów magazynowych:
Nie są to może najlepsze zniżki, ale przy niższych progach, procentowo wychodzą najkorzystniej.
Darmowa dostawa od 149zł
#ksiazki #promocjeksiazkowe #czytajzwujkiem #swiatksiazki

Zaloguj się aby komentować
Newsy książkowe od Whoresbane'a!
Wydawnictwo Zysk i S-ka ogłasza cykl Opowieści o Fafhrdzie i Szarym Myszołapie. "Niefart w Lankhmarze" Fritza Leibera ma ustaloną premierę na 16 czerwca 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie zawiera 584 strony, w cenie detalicznej 84,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Wielokrotnie nagradzany cykl opowieści magii i miecza, słynący z duetu nietuzinkowych bohaterów, stworzony przez jednego z klasyków literatury fantasy.
Na długo przed tym, jak George R.R. Martin napisał Grę o tron,światem powieści fantastycznych rządził Fritz Leiber, laureat SFWA Grand Masters. Niniejszy tom zawiera pierwsze dwa zbiory jego kultowych opowieści o sympatycznym barbarzyńcy Fafhrdzie i byłym uczniu czarodzieja Szarym Myszołapie.
W pierwszej części przystojny Fafhrd ulega urokowi pięknej kobiety – i równie oszałamiającego miasta, podczas gdy Szarego Myszołapa wabi pokusa mrocznych sztuk. Obaj spotykają się pewnej nocy, gdy dokonano wielu kradzieży, a przypadkowe spotkanie przeradza się w trwałą przyjaźń.
W drugiej części dwaj łotrzykowie szukają szczęścia w Lankhmarze i poza nim. Na swojej drodze spotykają dwóch czarodziejów – Sheelbę o Twarzy Bez Oczu oraz Ningauble’a o Siedmiu Oczach. Choć początkowo dochodzi między nimi do napięć, z czasem Fafhrd i Szary Myszołap wplątują się w ich sprawy, stając się nieoczywistymi sojusznikami.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°)
⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane
⇒ suppi.pl/ksiazkiwhoresbane
#ksiazki #czytajzhejto #zyskiska #fantasy #fritzleiber

Zaloguj się aby komentować
Gdybyście się zastanawiali jak prezentują się ceny na Warszawskich Targach Książki to wrzucam filmik, na którym możecie je podejrzeć #targiksiazki #warszawa #ksiazki
Zaloguj się aby komentować
Cytat na dziś:
Duch Verenca opadł na ławę, ostrożnie, żeby przez nią nie przeniknąć, i ukrył twarz w dłoniach. Słyszał, że śmierć bywa nieprzyjemna. Po prostu nie uświadamiał sobie, jak bardzo.
Chciał zemsty. Chciał się wydostać z tego nagle obrzydliwego zamku i odszukać syna. Ale jeszcze bardziej przeraziło go odkrycie, że tak naprawdę w tej chwili chce przede wszystkim talerza cynaderek.
Terry Pratchett, Czarodzicielstwo
#uuk
Zaloguj się aby komentować
893 + 1 = 894
Tytuł: Duma i uprzedzenie
Autor: Jane Austen
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Format: ksiażka papierowa
Liczba stron: 448
Ocena: 6/10
W sumie spoko, ale tak jak na obrazku, spotkania w pokojach i plotkowanie. Szacunek dla Austen, bo musiało być solidne wtedy 200 lat temu i trzyma się nawet ok.
Film obejrzałem po i spoko, ale książkę oceniam lepiej, bo detale lepiej te historię kleją, chociaż 400 stron spotkań to xd
#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto



Zaloguj się aby komentować
892 + 1 = 893
Tytuł: Dziwne stany Ameryki
Autor: Martyna F. Zachorska
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie
Format: ebook
Liczba stron: 288
Ocena: 6/10
Link do LubimyCzytać:
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5220495/dziwne-stany-ameryki
13 rozdziałów (chciałam początkowo nazwać je esejami, ale... to jednak po prostu rozdziały) o zjawiskach, które w mniemaniu autorki opowiadają o Ameryce jako specyficznym obszarze kulturowym. Mamy tu między innymi dziecięce pokazy piękności, sitcomy, fast food, megakościoły.
Dla kogoś, kto nie ma na co dzień styczności z amerykańską kulturą i doniesieniami zza oceanu z Reddita, ta książka może być nawet interesująca. Ale dla mnie było tu trochę za dużo oczywistości, żebym wyniosła z niej jakąś wartość.
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto


Zaloguj się aby komentować
891 + 1 = 892
Tytuł: Na obrzeżach. Jak zmienia się Polska lokalna
Autor: Andrzej Andrysiak, Janusz Kucharski
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Krytyka Polityczna
Format: książka papierowa
Liczba stron: 304
Ocena: 5/10
Link do LubimyCzytać:
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5228128/na-obrzezach-jak-zmienia-sie-polska-lokalna
Lubię książki o Polsce prowincjonalnej. Ale to nie jest jedna z tych książek.
To jest książka o Radomsku. O tym, co się ostatnio działo w Radomsku. I w sumie tylko tam.
Dziennikarze "Gazety Radomszczańskiej" napisali książkę na podstawie swoich prac śledczych o działaniach lokalnych polityków, księży, o szkołach. Ale no... nie można powiedzieć, że dzięki opisowi tego, co się działo w Radomsku, można zrozumieć zmiany zachodzące na prowincji całego kraju. Północ różni się od południa, a zachód od wschodu.
To, co się dzieje w Radomsku, dotyczy Radomska. I o ile nie jest się wybitnie zainteresowanym Radomskiem, ciężko tu odnaleźć przyjemność z czytania.
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto #radomsko


Zaloguj się aby komentować
890 + 1 = 891
Tytuł: Graficzki. Nieopowiedziane historie polskich projektantek grafiki użytkowej 1945-1989
Autor: Alicja Kobza
Kategoria: Biografia, autobiografia, pamiętnik
Wydawnictwo: Karakter
Format: książka papierowa
Liczba stron: 344
Ocena: 8/10
Link do LubimyCzytać:
Tomaszewski, Świerzy, Śliwka... Tych wybitnych projektantów grafiki użytkowej zna większość osób interesujących się m.in. polską szkołą plakatu. Ale mamy też szerokie grono graficzek. Zapomnianych przez historię, mniej nagradzanych, a przecież ciężko pracujących.
Ta książka oddaje im hołd. Napisana jest bez zadęcia, bez feminocentryzmu, za to skupia się na kobietach jako osobach. Na ich sztuce, którą kojarzymy z okładek książek, opakowań cukierków, papieru do pakowania.
Pozycja bogato ilustrowana, i — jak to na Karakter przystało — wydrukowana w najwyższej jakości. Bo oni po prostu umieją w książki.
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto #grafikauzytkowa #design


Zaloguj się aby komentować
888 + 1 = 889
Tytuł: Kandydat
Autor: Jakub Żulczyk
Kategoria: literatura piękna
Ocena: 7/10
#bookmeter
***
Całe swoje życie robił wszystko, by traktowano go poważnie. W końcu został Prezydentem. Ale nawet bycie Prezydentem nic nie zmieniało – wciąż miał to okropne podejrzenie, że wszyscy się z niego śmieją, gdy tylko odwraca głowę.
Etap marketingu zaczął się jeszcze zanim ta książka pojawiła się na rynku. Pamiętam, że pomysł na jej promowanie bardzo mi się spodobał – pan Żulczyk poinformował wówczas, że napisał książkę o prezydencie, a jej tytuł będzie jednowyrazowy. Jeśli los sam daje człowiekowi takie szanse , to należy je wykorzystywać, tak uważam. Nie wiem na ile ta kampania reklamowa była skuteczna, ale akurat mnie przypadła ona do gustu.
Później – jej, to już rok temu! – miałem okazję być na spotkaniu z panem Żulczykiem, spotkaniu dotyczącym Kandydata właśnie_._ O ile autor nie zdradzał, co naturalne, szczegółów (ani nawet chyba nie zdradzał ogółów, o ile dobrze pamiętam) dotyczących fabuły, tak opowiadał trochę o pierwowzorach występujących w książce postaci (to akurat jest baaardzo czytelne, nawet jeśli ktoś w ogóle nie interesuje się polityką, ale nie żyje całkowicie odcięty od świata gdzieś w leśnej ziemiance) i mówił również dużo o tym, jak braki z dzieciństwa, szczególnie brak takiej zwykłej, bezwarunkowej miłości rodziców do dziecka wpływa na późniejsze tego dziecka życie. I chyba właśnie o tym jest ta książka. Albo ja się tamtą rozmową tak bardzo zasugerowałem, że interpretacja autora wpłynęła na moją jej interpretację.
Cała akcja książki zamyka się w jednym dniu, w dniu drugiej tury wyborów prezydenckich. Obecnemu, jeszcze urzędującemu Prezydentowi sondaże dają sporą przewagę nad Tym Drugim. Wszystko wydaje się już być rozstrzygnięte, aż tu nagle (inaczej nie byłoby przecież całej historii) pojawia się informacja o tym, że pewien Reporter wszedł w posiadanie materiałów, które mogą skompromitować Prezydenta i że właśnie próbuje te materiały sprzedać. Tak rozpoczyna się ta książka.
Kandydat opowiedziany jest za pomocą śledzenia w ciągu tego jednego dnia dwóch bohaterów – Prezydenta i Reportera. Obaj są zmęczeni, obaj mają dość, obaj chcieliby już odpocząć. Obaj jednak robią swoje bo swoje robić trzeba. Za oboma ciągnie się też ich przeszłość, bo obaj w swoim życiu sporo nagrzeszyli. Żadnego z tych dwóch bohaterów nie udało mi się polubić, żadnemu nie kibicowałem. Może trochę im współczułem, bardziej jednak Prezydentowi niż Reporterowi, a współczułem mu tym bardziej, im bardziej poznawałem jego historię. Jasne, Prezydent zrobił rzecz bardzo złą, jasne, sprawa została zatuszowana, ale było to wynikiem tego, że Prezydent od początku, od samego dzieciństwa był przez kogoś rozgrywany. Świetnie udało się panu Żulczykowi stworzyć postać człowieka, który (tak mi się wydaje) został wepchnięty na to miejsce, na którym się znalazł. Jego chyba największą winą (Prezydenta, nie pana Żulczyka) było to, że był pierdołą i nie umiał się postawić. Z drugiej jednak strony nikt go przecież tego nie nauczył.
W ogóle w tej książce nie ma chyba postaci, którą można by polubić, a jeśli już pojawiają się takie, a pojawiają się dwie, to jest ich w tym wszystkim na polubienie zbyt mało, choć na współczucie wystarczająco. Mimo tego Kandydat to dość ciekawa książka pokazująca, że w polityce są co najmniej dwie prawdy – ta prawdziwa i ta na pokaz. Nie jest to może pan Tom Clancy, daleko Kandydatowi do tego, ale fabularnie wszystko się zgadza, językowo jest nieźle, a czytelniczo książka potrafi wciągnąć – ja wciągnąłem ją w ciągu jednego dnia i nie miałem ochoty jej odkładać.

Zaloguj się aby komentować
Newsy książkowe od Whoresbane'a!
Wydawnictwo MAG zapowiada drugi tom trylogii Cień Lewiatana. "Kropla zepsucia" Roberta Jacksona Bennetta w księgarniach od 1 lipca 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie zawiera 512 stron, w cenie detalicznej 65 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Dochodzi do zbrodni na pozór niemożliwej. Funkcjonariusz Skarbu znika bez śladu z zamkniętego i strzeżonego budynku. Aby rozwikłać tę zagadkę, Imperium wysyła na miejsce swoją najgenialniejszą — choć być może również najbardziej nieprzewidywalną — śledczą, Anę Dolabrę, której towarzyszy lojalny asystent, Dinos Kol.
Wkrótce staje się jasne, że to, co na pierwszy rzut oka wydawało się zaginięciem, jest w rzeczywistości morderstwem — niezwykle przebiegłym, dokonanym przez sprawcę nieuchwytnego niczym duch. Din widział już, jak jego przełożona rozwiązuje niemal nierozwiązywalne sprawy, jednak gdy ofiar przybywa, a morderca wyprzedza każdy ruch stróżów prawa, pojawia się pytanie: czy tym razem Dolabra trafiła na przeciwnika, którego nie zdoła pokonać?
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°)
⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane
⇒ suppi.pl/ksiazkiwhoresbane
#ksiazki #czytajzhejto #mag #fantastyka #fantasy #robertjacksonbennett

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
885 + 1 = 886
Tytuł: Oko potwora
Autor: Jacek Dukaj
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Format: audiobook
Liczba stron: 176
Ocena: 7/10
Oko potwora jest znacznie bardziej kameralne, spokojniejsze i przede wszystkim dużo bardziej filozoficzne niż inne książki Dkaja, które czytałem. Sama fabuła rozwija się powoli, momentami wręcz leniwie, ale mam wrażenie, że nie akcja jest tutaj najważniejsza. Kluczowe są pytania, które książka zadaje - o sens istnienia, miejsce człowieka wobec czegoś niewyobrażalnie większego i o to, jak bardzo nasze postrzeganie rzeczywistości zależy od ograniczeń własnego umysłu.
Dukaj bardzo długo buduje atmosferę kontaktu z czymś obcym i niezrozumiałym. Nie chodzi nawet o klasyczne spotkanie z kosmitami, ale bardziej o zderzenie człowieka z czymś, czego nie potrafi opisać ani pojąć. I właśnie wtedy książka działa najlepiej - kiedy zamienia się w filozoficzną dysputę o naturze świadomości, samotności i granicach ludzkiego poznania.
Momentami miałem wręcz skojarzenia bardziej z klasycznym science fiction w stylu Lema niż z nowoczesnym techno-thrillerem. To jedna z tych historii, gdzie odpowiedzi są mniej ważne od samych pytań. Dukaj zostawia dużo przestrzeni na interpretację i nie próbuje wszystkiego tłumaczyć czytelnikowi, co bardzo dobrze współgra z motywem obcowania z czymś większym od człowieka.
Ogromnie dużo daje też forma audiobooka. I mam wrażenie, że tutaj jest to wręcz integralna część doświadczenia. Poza głosem lektora dostajemy specjalnie przygotowane głosy radiowe, komunikaty i stylizowane transmisje, które sprawiają, że całość brzmi bardziej jak zapis wydarzeń niż klasyczna powieść. Dzięki temu filozoficzne rozważania i poczucie izolacji bohaterów działają jeszcze mocniej.
To książka powolna i momentami bardzo kontemplacyjna, więc na pewno nie każdemu podejdzie. Jeśli ktoś oczekuje dynamicznego sci-fi pełnego akcji, może się odbić. Ale jeśli wejdzie w ten rytm i pozwoli historii wybrzmieć, dostanie bardzo ciekawą opowieść o człowieku poszukującym sensu w kosmosie.
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

@WujekAlien
Kluczowe są pytania, które książka zadaje - o sens istnienia, miejsce człowieka wobec czegoś niewyobrażalnie większego i o to, jak bardzo nasze postrzeganie rzeczywistości zależy od ograniczeń własnego umysłu.
Dukaj bardzo długo buduje atmosferę kontaktu z czymś obcym i niezrozumiałym. Nie chodzi nawet o klasyczne spotkanie z kosmitami, ale bardziej o zderzenie człowieka z czymś, czego nie potrafi opisać ani pojąć.
To faktycznie brzmi bardzo jak Lem.
Jeszcze do tego audiobook z Kosiorem. Zapisane na listę.
Zaloguj się aby komentować
884 + 1 = 885
Tytuł: Fortuna
Autor: Michael McDowell
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Wydawnictwo: Albatros
Format: ebook
Liczba stron: 272
Ocena: 6/10
Piąty tom sagi Blackwater jest dla mnie zdecydowanie najspokojniejszą częścią całej historii. Po wcześniejszych tomach, gdzie coraz mocniej zaczynały przebijać się elementy grozy, zjawisk nadprzyrodzonych i mrocznych rodzinnych tajemnic, tutaj McDowell wyraźnie przesuwa ciężar w stronę rodzinnej sagi i codziennego życia Caskeyów. Horror - o ile w ogóle chcemy jeszcze używać tego słowa przy tej serii - się w tym tomie ulotnił.
I to jest jednocześnie największa zaleta i wada tego tomu. Z jednej strony nadal świetnie czyta się obserwowanie relacji w rodzinie, walki o wpływy, drobne konflikty i tego specyficznego klimatu południa USA, który McDowell buduje fenomenalnie od pierwszego tomu. Blackwater od początku było przecież bardziej southern gothic i sagą rodzinną niż pełnoprawnym horrorem.
Z drugiej strony mam wrażenie, że Fortuna momentami za bardzo zwalnia. W poprzednich częściach nawet spokojniejsze fragmenty miały gdzieś pod spodem poczucie niepokoju i świadomość, że coś "nadnaturalnego" czai się pod powierzchnią. Tutaj tego napięcia jest wyraźnie mniej. Seria coraz bardziej skupia się na majątku, rodzinnych interesach i codziennym funkcjonowaniu kolejnych pokoleń Caskeyów. A trzeba przyznać, że Caskeyowie w tym tomie śpią na hajsie. Są właścicielami niemal wszystkiego w okolicy, a na ich ziemii odkrywane są co raz to większe pokłady ropy, które przynoszą im milionowe zyski, dużo większe niż tartak.
Oczywiście nadal obecna jest aura tajemnicy wokół Elinor i całego związku kobiecej części rodziny z rzeką, ale wszystko staje się bardziej subtelne, mniej agresywne i mniej "grozowe". Mam wręcz wrażenie, że McDowell świadomie pokazuje, jak nadprzyrodzoność została wchłonięta przez codzienność tej rodziny. Jedynym elementem grozy, jest poród bliźniąt, z których jedno, od razu po urodzeniu, jest inne i łaknie "powrotu" do wody.
To nadal bardzo dobrze napisana książka. McDowell wciąż ma niesamowitą lekkość prowadzenia narracji i budowania postaci. Nawet kiedy niewiele się dzieje, dalej chce się śledzić losy bohaterów. Problem polega tylko na tym, że po mocniejszych wcześniejszych tomach oczekiwałem trochę większego ciężaru emocjonalnego, a w zanadrzu jest już tylko 1 - ostatni tom sagi.
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto #wyzwanieperdido

Zaloguj się aby komentować
883 + 1 = 884
Tytuł: Ocalone w tłumaczeniu
Autor: Stanisław Barańczak
Kategoria: publicystyka literacka, eseje
Ocena: 9/10
#bookmeter
***
Mówię tu dużo (i, obawiam się, niezbyt interesująco dla osób nie będących zapalonymi miłośnikami wersologii – a takie, choć może to dziwić, stanowią podobno większość społeczeństwa) o rymach [...]
Tak już mam, że kiedy coś mnie zafascynuje, zaraz chcę się dowiedzieć jak to jest zrobione. To właśnie z tego powodu podglądam treningi akrobatów, których wcześniej oglądałem na jakimś festiwalu sztuki ulicznej, to z tego powodu miałem kiedyś przyjemność być prezenterem i realizatorem studenckiej rozgłośni radiowej (takiej z koncesją, nadającej w eterze, nie w Internecie). To z tego powodu zdarza mi się chadzać na spotkania albo czytać wywiady z autorami literatury i to z tego powodu bardzo interesują mnie niuanse pracy tłumacza. Do dziś doskonale pamiętam wrażenie, jakie zrobił na mnie artykuł pana Filipa Łobodzińskiego o tym jak zmagał się z tłumaczeniem tekstu Like a rolling stone pana Boba Dylana, choć trafiłem na niego dobrych kilka lat temu. Ostatnio coś podobnego zafundował mi pan Barańczak, tylko w znacznie bardziej zaawansowanej i obszernej formie.
Książka, a czytałem jej wydanie trzecie, poprawione i znacznie rozszerzone, zawiera teksty dotyczące teorii tłumaczenia, które autor pisywał przy rozmaitych okazjach – czy to dla celów seminaryjnych, czy do prasy (również niejako w samoobronie przed zarzutami, głównie przy tłumaczeniu Szekspira). To wydanie trzecie, z roku 2004 wzbogacone jest dodatkowo jeszcze o ostatni rozdział – o antologię czterdziestu tekstów „nieprzetłumaczalnych” z wyjaśnieniem tej „nieprzetłumaczalności”, a na końcu z ich już wykonanymi przez pana Barańczaka tłumaczeniami (no dobra – przekładami, bo to jednak różnica).
Fascynująca to była lektura, choć niesamowicie trudna, a pan Barańczak wielkim tłumaczem był! Niemal cała książka wychodzi od słów pana Roberta Frosta, że poezją jest to, co ginie w tłumaczeniu. Pan Barańczak, moim zdaniem, zdaje się zadawać kłam temu twierdzeniu. Porównując sobie oryginały (tam, gdzie byłem w stanie je zrozumieć) z proponowanymi przez niego tłumaczeniami uważam, że praca, którą wykonał pozwoliła przełożyć na język polski wszystko to, co w oryginalnych tekstach było ważne. Przy okazji autor tłumaczy czytelnikowi dlaczego właśnie tak a nie inaczej, niejednokrotnie (a właściwie to zawsze) wychodząc daleko poza tłumaczony utwór. Sięga bowiem nie tylko do całości twórczości autora oryginału, ale i do prądów panujących w literaturze w danej epoce, a robi to po to, żeby przekład był wierny nie tylko w treści, nie tylko w formie, ale i w czymś co ja nazwałbym duchem utworu.
Jeśli przyjąć tę książkę jako edukacyjną, to należałoby wówczas założyć, że człowiek uczy się na błędach, a uczyć się najlepiej – wiadomo! – na błędach cudzych. Świetnym tego przykładem jest wiersz The Tyger pana Williama Blake’a, którego przedstawione są trzy polskie tłumaczenia (pana Romana Klewina, pana Józefa Waczkowa oraz pana Adama Pomorskiego). Każdy z tych przekładów jest dokładnie przeanalizowany, w każdym zostały wskazane wady i zalety. Na koniec pan Barańczak proponuje swoje własne tłumaczenie i rzeczywiście różnica w jakości jest odczuwalna.
To, co na pewno zapamiętam z tej książki to dwie rzeczy. Po pierwsze coś, co pan Barańczak nazywał dominantą semantyczną utworu, bo jasnym jest, że poezji nie da się przełożyć jeden do jednego. Zanim w ogóle zacznie się pracę trzeba najpierw zdecydować (najlepiej prawidłowo, a to już bywa trudne) co bezwzględnie należy w tłumaczeniu ocalić, a gdzie można pójść na kompromis (choć zdarza się, że tłumacząc można napisać utwór lepszy niż oryginał – inny język daje zupełnie inne możliwości, choć w tej sprawie należy raczej stosować podejście „co zrobiłby autor, gdyby jego język dawał mu takie możliwości, jakie tłumaczowi daje język, na który utwór jest tłumaczony, a nie starać się być lepszym czy poprawiać autora). Ta wiedza przyda mi się gdyby kiedyś przyszło mi do głowy próbować jakiś utwór przełożyć samodzielnie, gdybym natomiast miał ochotę zająć się rzeczą wcale nie łatwiejszą, czyli krytyką cudzych tłumaczeń, wówczas chciałbym pamiętać o postulowanym przez pana Barańczaka sposobie oceny tłumaczeń. Polega ona na tym, że wiersz czytamy najpierw jako samodzielny utwór, zupełnie niezależny od oryginału i oceniamy jego wartość artystyczną. Dopiero kiedy ten test da wynik pozytywny należy zastanowić się nad oddaniem sensu i znaczeń oryginału. Cóż, poezja już taka jest – forma jest równie ważna co treść, a czasami nawet ważniejsza.
Choć lektura była trudna (te wszystkie jamby i trocheje, echolalie, aliteracje, a jeszcze i obce języki!), książkę czytało mi się bardzo dobrze. Nie tylko dlatego, że temat mnie interesuje, ale i dlatego, że autor wiele spraw podaje z humorem. I nie mam tutaj na myśli wyłącznie rozdziału „Wiatr porywisty na wysokości pupy” traktującego o zabawnych wpadkach tłumaczy (napisanego zresztą we wspaniałej formie praktycznego poradnika złego tłumaczenia), ale i dystans do siebie samego, bo jak bez dystansu (ale i pewnej buty, że „ja zrobię to lepiej”) porywać się na tłumaczenie czegoś, co nie tylko już zostało przetłumaczone, ale to poprzednie tłumaczenie na dodatek zostało już ogólnie uznane i weszło do kanonu (trochę się przy okazji dostało innym tłumaczom, szczególnie panu Słomczyńskiemu, ale – moim zdaniem – całkiem zasłużenie).
Kolega, który polecił mi tę książkę, polecił mi ją słowami „tobie się będzie podobać, ty lubisz dziwne książki”. Miał rację (przynajmniej w kwestii, że będzie mi się podobać, w pozostałych kwestiach nie zajmuję stanowiska). Czy ja bym ją komuś polecił? Nie wiem. Może tym, którzy mają na coś takiego ochotę. No i jeszcze może liczącym sylaby formalistom, bo z tej książki można się dowiedzieć wielu rzeczy nie tylko o tłumaczeniu, ale i o poezji w ogóle. A w kwestii tłumaczenia można się z niej dowiedzieć na przykład dlaczego angielskie równanie 10 + 8 + 10 = 28 można (a nawet warto) na język polski przełożyć jako 13 + 11 + 13 + 3 = 40.
Jeśli zaś miałbym się czegoś w tej książce czepić, to wyłącznie tego, że wiele informacji i stwierdzeń się w niej powtarza. Nie powinno to co prawda dziwić, wszak składa się ona z zebranych tekstów pisanych w różnym czasie i pod różne adresy, a każdy z tych tekstów miał istnieć i być spójny i logiczny samodzielnie. Myślę jednak, że wydając to wszystko w jednym tomie można było się pokusić o jakąś redakcję - książka byłaby wtedy być może nieco przystępniejsza.
EDIT:
A, jest też rozdział o tłumaczeniu poezji polskiej na języki obce. Że też nigdy nie przyszło mi do głowy, że w tę stronę to też działa.

Zaloguj się aby komentować
882 + 1 = 883
Tytuł: Była raz wojna; Bomby poszły
Autor: John Steinbeck
Kategoria: literatura piękna
Ocena: 5/10
#bookmeter
***
Ja w ogóle nie wiem co to za pomysł żeby wydawać te dwie książki w jednym tomie. Z tego powodu podzielę wpis na dwie części, bo inaczej nie będzie w tym żadnego sensu.
***
BYŁA RAZ WOJNA
Nie chcę twierdzić, że korespondenci kłamali. Wcale tak nie było. Wszystko, co zanotowano w tej książce zdarzyło się rzeczywiście. Nieprawda tkwi w tym, o czym w niej nie wspomniano.
Pan Steinbeck był na wojnie. Był korespondentem wojennym, tak jak inny z wielkich amerykańskich pisarzy, pan Ernest Hemingway. Mimo, że wojna ta sama, bo obaj oglądali II wojnę światową, to podejścia tych dwóch autorów, a co za tym idzie i ciężar ich relacji (a także powieści) skupia się na czymś innym. Pan Hemingway pisał o człowieku – o jego bohaterstwie i wyobcowaniu, pan Steinbeck zaś, choć też pisał o człowieku, to jednak o jego „ludzkich” cechach – o przyjaźni, współpracy i o życiu pod bombami.
Była raz wojna to zbiór tekstów z pobytu autora w czasie wojny w Anglii, Afryce oraz we Włoszech. To zestaw miniaturek skupiających się głównie na codziennych sprawach nie tylko żołnierzy, ale i mieszkańców Dover, gdzie pan Steinbeck trafił. Najbardziej chyba poruszyły mnie właśnie te relacje dotyczące życia cywilów w mieście, w którym bombardowania stały się normą (o tym mówi jeden z tekstów, Ludzie z Dovru). Bardzo przypominały mi one książkę, którą czytałem już jakiś czas temu – Sarajewskie Marlboro pana Miljenko Jergovića, która bardzo mi się podobała (w senie poruszyła mnie). Była raz wojna też mnie poruszyła, ale trochę jednak mniej.
Na dodatek teksty te podane są świetnym, obrazowym językiem, a wydanie które czytałem (Prószyński i S-ka) opatrzone jest wstępem autora, z którego czytelnik może dowiedzieć się co nieco o pracy korespondenta wojennego i o okolicznościach wydania tych relacji w formie książkowej.
***
BOMBY POSZŁY
Łatwo też dowieść, że kadeci uchodzą za bardzo atrakcyjnych. Gdy tylko zostają wysłani do jakiegoś nowego ośrodka, bardzo szybko monopolizują czas i myśli ładnych młodych kobiet z okolicy.
O ile Była raz wojna zrobiła na mnie wrażenie bardzo pozytywne, tak Bomby poszły też zrobiły wrażenie, tylko że zupełnie odwrotne. Nie byłem w stanie uwierzyć, że pan Steinbeck (a kilka jego książek przeczytałem i cenię bardzo wysoko) był w stanie napisać coś takiego. Bomby poszły to twór propagandowy, toporny, mający na celu zachęcić młodych Amerykanów do wstępowania do Sił Powietrznych. Napisany językiem prostym, wręcz prostackim, przedstawiający Siły Powietrzne jako elitę zupełnie bez wad, a młodych Amerykanów jako wspaniałych i nadających się idealnie do tego żeby do tej formacji wstąpić, co ma uczynić ich jeszcze wspanialszymi. Jedyną chyba zaletą książki Bomby poszły jest wstęp do niej napisany przez pana Jamesa H. Mereditha wyjaśniający okoliczności jej powstania i motywy, które kierowały autorem oraz zajmujący się problemem tego, czym jest propaganda (z delikatnym zarysem historii propagandy i negatywnego nacechowania tego słowa). Wstęp czytałem z zainteresowaniem, przez samą książkę nie przebrnąłem. Przerwałem ją po dwóch i pół rozdziału (z dziewięciu) – pan Steinbeck skutecznie przekonał mnie może nie do tego, że Amerykanie i Siły Powietrzne są takie wspaniałe, ale przede wszystkim do tego, że nie ma co się niczego więcej już dalej spodziewać.

Zaloguj się aby komentować