No, siadł mi ten Saros. Trzech bossów pokonałem i bawię się przy tym świetnie.
Ogólnie to taki Returnal, ale jednak dużo bardziej dla ludzi. Jest stały rozwój postaci w formie drzewka, jest teleport startowy w każdym biomie (a często nawet po dwa), nie ma tego wydurniania się z niemożnością wyłączenia gry w trakcie runu (choć to chyba zmienili w patchach). Można poziom trudności mocno dostosować pod siebie modyfikatorami działającymi na zasadzie "coś za coś" - stosując ułatwienie jednego elementu trzeba utrudnić inny, by zachować w miarę równowagę. Gra jest ogólnie mniej duszna i samotnicza, spotykamy całkiem sporo NPC-ów po drodze. I chyba fabuła jest czytelniejsza, choć Returnal mnie pokonał i finalnie nie wiem, o co w nim chodziło (jeśli ktokolwiek wie).
I powtórzę - ta gra przypomina, dlaczego Dualsense jest najlepszym padem na rynku.
Tytuł: The Outer Workds Developer: Obsidian Entertainment Wydawca: Private Division Rok wydania: 2019 Gatunek: FPP, RPG, Użyta platforma: Steam Deck Ocena: 7/10
Ot strzelanka z elementami RPG, którą pewnie dużo ludzi zna. Są towarzysze, są różne ścieżki do zakończenia, jest trochę humoru. Daje radę.
Całkiem dobrze się grało na decku.
@crs333 grałem na premierę, bardzo się zawiodłem. O ile niektóre questy i poczucie humoru faktycznie robiły robotę, tak "otwarty świat" w kontekście tej gry to żart. Tunelowość lokacji, niewidzialne ściany i ogólny vibe gry z gatunku "średniak". Zresztą, próbuję sobie przypomnieć co tam śmiesznego było, co zapadło mi w pamięć na długo i... Nic mi nie przychodzi do głowy. Możliwe, że miałem też wysokie oczekiwania, że to miał być taki fallout w 3d na którego wszyscy czekaliśmy (to, co wysrała Bethesda to był jeden z moich największych zawodów gierkowych, jedynie new Vegas się bronił, ale wiadomo kto za nimi stał i jak ich bethesda wyruchała), a gierka była po prostu ok.
Grałem w to kiedyś. A, że ja ogólnie panikuję na FPSach, to tutaj w misjach marines nawet nie doszedłem do miejsca gdzie można spotkać alieny Wyłączyłem to w pizdu i tyle, po co się stresować
@wewerwe-sdfsdfsdf A ja odradzam nawet w promocjach, Paradox już dawno odleciał z cenami i swoją polityką dlc, a mówie to jako ktoś, kto kupował ich gry i dodatki, ale jakoś tak po Götterdämmerung i Grave of Empires zaprzestałem, szkoda czasu na kolejne nowe mechaniki, których SI nie umie nawet wykorzystywać
@wewerwe-sdfsdfsdf mimo wszystko wydatek tych parudziesięciu euro/złoty na pół roku nie był dla mnie w żaden sposób odczuwalny, a większość wielkich strategi Paradoxu to gry z naprawde solidnym fundamentem. Kiedy jedank podnieśli ceny większych dodatków coś we mnie pękło, to jak mam płacić więcej, to może niech w końcu coś zrobią z jakością tych dlc, bo prawie zawsze są problemy techniczne, zdebilniała al i często mechaniki, które po prostu nie działają. No i przerabianie rzeczy za które już raz zapłaciłem w poprzednich dlckach i ponowne żądanie za to kasy(trzykrotna przeróbka drzewka narodowego Niemiec, Chiny już dwa razy, znowu przerobione walki na morzu, kiedy część tych mechanik była zamknięta za poprzednim płatnym dlckiem). Jestem w stanie płacić za dodatki do gier, ale w moim odczuciu Paradox zżera własny ogon i niektórych jego gier, które mam w bibliotece nie chce mi się nawet odpalać, bo dawno nie kupowałem dlcków i poczucia pominięcia czegoś jest dla mnie przygnębiające, a dokładać cenę często przewyżająca wartość nowej gry nie mam zamiaru.
Tak, mogę sobie kupić abonament i mieć wszystko na miesiąc, ale dla mnie to nie to samo.
Postawiłem na tej firmie krzyżyk i jak mam ochotę zagrać w coś od nich, to sięgam po tytuły do których już dlc nie wydają.
Chyba najsensowniejsza polityka to kupić sobie abonamemnt na miesiąc czy 3, pograć że wszystkim co do tej pory wyszło i porzucić na rok, dwa, potem powtórzyć.
Ale, ja jestem zwolennikiem własności! Tylko co to za własność, jak kupisz podstawke i masz milion pustych miejsc w interfejsie na coś co dało w dlc, AI robi rzeczy których ty nie możesz, a czasem balans jest taki że gra jest niegrywalna (patrzę na ciebie EU4 i ukrycie developmentu prowincji za płatnym dlc a ty, biedny graczy jakie 1400 wystartowałeś to tak w 1800 kończyłeś z dewelopmentem bo paywall. W grze za którą już zapłaciłeś.
Tak więc tylko abo, maskować w tym czasie i porzucić. Prince and repeat. Taniej wyjdzie niż miliony monet w miliony dlc topic.
Pragmata ukończona, więc wziąłem się za #saros. Wstępne wrażenia bardzo dobre. Dynamicznie, klimatycznie, świetna płynność. Być może uda mi się to przejść na wakacjach
I kurde, ta gra przypomniała mi, jak świetnym padem jest Dualsense. Mam nadzieję, że w kolejnej generacji te haptyczne wibracje staną się standardem. Pewnie nie.
Właśnie dotarło do mnie co utraciliśmy lata temu jako gracze, a w większości nie docenialiśmy - lub ja nie doceniałem, być może nie byłem targetem, może byłem za młody.
Gazetki z grami.
Zauważyłem dzisiaj, że istnieje gra o nazwie Far West, jest nowa i popularna na steam. Ale kiedyś było już coś takiego - własnie w gazetce z grami. Pamiętam, że było nawet spoko, ale nie rozumiałem do końca o co chodzi, bo albo nie chciało mi się czytać wskazówek, albo było po angielsku. Patrzę na Gry Online, a tu ocena 8,4 i ludzie się zachwycają https://www.gry-online.pl/gry/far-west/zc15b4
Mam wrażenie, że bardzo dużo gierek z gazetek okazuje się perełkami które nie zyskały sławy w świecie, a gracze bardzo dobrze je wspominają. Jeśli nawet nie były bardzo dobre w gameplayu, to przynajmniej miały jakiś oryginalny koncept, który się zapamiętywało. Pamiętam, że traktowałem je jak gry drugiej kategorii, bo nie były zrobione przez twórców GTA. Może też dlatego, że to co dostawaliśmy na płytach to właśnie nie były tytuły z okładki (a gazeta kosztowała jednak 20zł i zawierała kilka kier, a nie 150zł z jedną AAA). Bardzo przepraszam Panów Dziennikarzy, którzy w tamtych czasach grali w różny chłam i wybierali te dobre, byśmy my, biedaki (często wtedy bez internetu) mieli w co grać i to nawet po dziś dzień (bo niejednokrotnie wracam do tych gier) i przy okazji dziękuję im za tą robotę.
A jako przykład najmocniejszych pozycji z gazetek, które w świecie są nieznane podaję Original War i Warlords Battlecry 2 - a przynajmniej te miałem i nie wiem ile podobnych perełek mnie ominęło.
Oj tak zdarzały się perełki, np the longest journey albo duke Nukem Manhattan project. Ale też warto wspomnieć o grach które były całkiem darmowe i najczęściej miałem je z komputer świat niezbędnik: liero, gene rally czy n (taka Gierka flash z ninja- dalej SE można w nią pograć) były to często genialne gry.
Ok zagrywałem się w Far West Podobała mi się szczególnie ekonomia i rozwój farmy, obrona przed bandytami. Pamiętam tylko, że dosyć szybko doszedłem do limitów rozwoju i niestety nie było już dalej co robić
A Question of Scruples to gra karciana oparta na dylematach etycznych. Gra została wynaleziona przez Henry’ego Makowa w 1984 roku i opracowana przez High Game Enterprises.
Tytuł: Vampire Crawlers Developer: poncle Wydawca: poncle Rok wydania: 2026 Gatunek: Roguelike, VS-like, Dungeon Crawler Użyta platforma: PC Czas do ukończenia: ukończona 26h, platyna Ocena: 9/10
Co tu dużo mówić, poncle znowu to zrobił. Formuła Vampire Survivors przeniesiona do karcianki i dungeon crawlera. Masa frajdy, epilepsji i syndromu jeszcze jednej walki. Topka w swoim gatunku, aż chciało się platynować. Większość osiągnięć zdobywa się w toku gry i tylko jedno musiałem dofarmić.
Udało mi się przebrnąć przez całą weryfikację podatkową, milion razy potwierdzić, że nie jestem obywatelem US, wysłać wszystkie dokumenty, zapłacić daninę 360zł, uzupełnić pierdyliard miniaturek we wszystkich możliwych wariantach i wielkościach i w końcu ostatecznie postawić stronę mojej gierki na Steam! Zwlekałem z tym za długo, ale jest, można whislistować do czego zachęcam gorąco! (podobno budowanie whishlist jest ważne) ( ͠° ͟ʖ ͡°)
@koszotorobur Oj tak, tego się boję trochę. Ciężko ocenić tak naprawdę jaki termin wybrać a jakiś trzeba (można tylko wyświetlić publicznie ewentualnie soon czy coś takiego)
Tytuł: Grand Theft Auto IV: Lost and Damned Developer: Rockstar North Wydawca: Rockstar Games Rok wydania: 2009 Gatunek: Akcja, Przygodowa Użyta platforma: PC Czas do ukończenia: 14h 09m (100%) Ocena: 7/10
W tym roku pisałem już o swoich doświadczeniach z GTA 4, ale to nie był mój ostatni kontakt z tą częścią gry - zostały mi 2 dodatki i dziś, w 18 urodziny 4 części, skończyłem pierwszy z nich.
Lost and Damned opowiada nam historie Johna Klebitza, viceprezydenta motorowego klubu Lostów, który musi się odnaleźć w nowej rzeczywistości, kiedy główny prezydent wychodzi z więzienia i przejmuje ponownie stery prowadząc gang ku destrukcji. Fabuła jest bardzo fajna (aczkolwiek liczyłem na jeden plot twist pod koniec) i to ona jest największą wartością tego rozszerzenia. Nie tylko poznajemy zupełnie nowy wycinek historii z Liberty City, ale też widzimy jak przecinają się ścieżki Johna z Niko i niektóre misje poznajemy "z innej strony". Jako, że sama historia zajmuje jakieś ~6h to naprawdę polecam ją poznać.
No ale skoro historia jest dobra, to czemu ocena tylko 7? Bo stwierdziłem, że mimo iż nie potrzebuje tego do żadnego achievmentu to przejdę grę na 100%, które przewidzieli twórcy, co dodało około 8h ekstra rozgrywki, które najlepiej by podsumował Zbychu Stonoga - nie warto było k⁎⁎wa.
Dodatek wprowadza nie tylko nowy wątek fabularny, ale też nowe aktywności i rozrywki i mam wrażenie, że te zostały wciśnięte na siłę. Zacznijmy od pierdółek - jako nowe formy spędzania wolnego czasu z braćmi z gangu dostaliśmy cybergaja, siłowanie na rękę czy też popularna u dzieci do lat 5 gra w karty, czyli "wyższa niższa". No i z tego wszystkie tylko karty działają dobrze... Jeżeli chodzi o siłowanie na rękę, to robiąc to zgodnie z podpowiedziami od twórców można się nabawić zakwasów machając myszką. Można też posłuchać ziomka w redita i dodać do tego klawiature i wygrywamy w 2". Brakuje wyważenia. Ale większym problemem jest cybergaj, gdzie przeciwnicy się klinują i gliczują. Autentycznie czekałem 5' aż przeciwnik wyswobodzi się, bo się zaklinował próbując wyprowadzić krążek ze swojego rogu. Dramat.
Aczkolwiek większym dramatem są wprowadzone tutaj wojny gangów. Żeby zrobić grę na 100% musimy zrobić ich 25 i może są lepsze niż te z San Andreas, ale nadal są wyjątkowo głupie. Musimy gdzieś pojechać z naszym gangiem i postrzelać do innych gangów. Nudzi się przy 3 takiej "zabawie" i widać, że było wprowadzone bez pomysłu, bo mamy tak naprawdę 3 wersje tylko - wysadzenie auta, wystrzelanie jadących przeciwników albo wystrzelanie stojących przeciwników. Robimy to ze wsparciem naszych gangusów, ale ja mam wrażenie, że jedyne co oni robili to tylko ginęli.
Żeby nie było tak gorzko to dodam, że fajnie rozwinięto formułę wyścigów - trasy są ciekawsze, wykorzystują to, że ścigają się motory, więc mają wąskie gardła, a dodatkowo przeciwników można zrzucać przy pomocy kija baseballowego. Podobały mi się też misje zlecane nam przez telefon przez pewnego polityka - było ich tylko 5, ale były różnorodne.
Na koniec jeszcze jednak jedna łyżka dziegciu - stan techniczy. Otóż gra mi się kilka razy scrashowała, co można by jeszcze probować jakoś wytłumaczyć, ale tego, że wczytywał mi się stan postaci SPRZED zapisu (nie leczyło mnie podczas snu, musiałem pójść spać jeszcze raz) był już bardzo dziwny.
Ogólnie to podobało mi się i powoli zacznę Balladę o Geju Tonym, ale jak ją skończę to nie zamierzam już nigdy wracać do 4 odsłony GTA, mimo iż na pewno chętnie sobie kiedyś uruchomie starsze wersje, czyli Vice City i San Andreas.