Kolejny film ze świata "Obcego" nakręcony w ostatnich latach. Grupa młodych robotników z kolonii górniczej postanawia opuścić planetę, za cel wybierając sobie dryfującą na orbitę opuszczoną stację kosmiczną, dzięki której zasobom będą mogli wyruszyć w dalszą podróż. W trakcie eksploracji okazuje się, że obiekt został porzucony nie bez przyczyny, a w zakamarkach stacji kryją się rzeczy których nie chcieli spotkać.
Do filmu podszedłem bez żadnych oczekiwań i jestem pozytywnie zaskoczony. Bardzo ciekawy pomysł, fabuła dobrze skonstruowana (oczywiście jak na typowy slasher), bohaterowie też w miarę sensownie się zachowują. Minus dla mnie za obsadzenia Andy'ego - w ogóle nie czuć było że mamy do czynienia z androidem, Michaelowi Fassbenderowi ten aktor nie dorasta do pięt.
Nadeszła w końcu pora na najważniejsze dzieło w całym uniwersum, czyli film od którego wszystko się zaczęło.
Załoga statku transportowego "Nostromo" zostaje wybudzona z hibernacji z powodu odebrania tajemniczego sygnału. Sądząc że to sygnał SOS udaje się na mijaną planetę, by odkryć tam tajemniczy statek. W czasie eksploracji natrafiają na tajemnicze jaja. A reszta to już klasyka kina.
Do filmu podchodziłem z perspektywy nowszych prequeli, wiedząc także że jest to kultowa produkcja. I szczerze mówiąc film jakoś mnie nie ruszył. Może to wina technologii strasznie trącących myszką (chociaż efekty specjalne dalej się bronią), a może znajomości większości wątków ze względu na zakorzenienie w popkulturze. Oglądało się dobrze, ale raczej wracać już do tego nie będę.
No i nie rozumiem zarzutów o głupim postępowaniu postaci z poprzednich części, kiedy tutaj wcale nie jest lepiej.
"Faceta zaatakował dziwny potwór i ma go na twarzy, lepiej wpuśćmy go na statek"
"Dziwny stwór z kosmosu na nas poluje? Lepiej wejdę w pojedynkę do ciemnego kanału wentylacyjnego"
@bori teraz serial Alien Earth wyszedł niedawno ale taki pół na pół jest. Z jednej strony za⁎⁎⁎⁎ste podejście do lore i te wszystkie stworki potworki przedstawione z perspektywy naukowców, a z drugiej infantylna fabuła. Ja wiem, że sam wątek to jest przenieśli umysły dzieci do syntetycznych ciał ale z tego się zrobił taki Piotruś Pan dla dorosłych czyli ani to dla dzieci serial bo stwory mordują no i dla dorosłych to jest takie w sumie debilne z przerysowanymi postaciami i nadekspresywną grą aktorską.
@bori Twoje przykłady o głupotach nie są trafione.
Ripley nie chciała wpuścić Dallasa, Lambert i Kane właśnie ze względu na pasożyta. Kazała im czekać 24 godziny na zewnątrz statku. To Ash zignorował jej rozkaz i ich wpuścił, wiadomo w jakim celu.
Dallas wszedł sam do kanałów uzbrojony w miotacz płomieni, ale jego ruchy były monitorowane przez gówniane wykrywacze ruchu skonstruowane ad hoc. Członków załogi pozostało pięciu, kanały był ciasne, wykrywacze ruchu miały ograniczony zasięg, a do tego na statku nie było monitoringu, więc ktoś musiał stać przy śluzie. Plan zakładał wykurzenie Aliena ogniem, gdzie ciasnota korytarza mogła zakładać powodzenie tej metody, ale wykrywacze działały niedokładnie, rozhisteryzowana Lambert nie pomagała przy ocenie sytuacji i Dallas spanikował, uciekając w złym kierunku.
Bierz na poprawkę, że to nie są żadni naukowcy, czy inni eksperci od dzikich zwierząt, tylko kosmotransy na pokładzie kosmicznego jelcza ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
@modulator_serwisu Sorry kolego, fiksacja wokół DEI była modna dobre kilka lat temu. Chujowe filmy robiono na grubo przed murzynami i homoseksualistami. Odstaw Drwala i inne 300Kultury, a twoja radość z życia się polepszy.
No chyba, że naprawdę uważasz, że Przymierze było złe, bo była tam para homoseksualistów
Druga część cyklu co do chronologii zdarzeń. Statek pełen kolonistów lecący zasiedlić nowy świat na skutek zbiegu okoliczności zmienia trasę by zwiedzić nieznaną wcześniej planetę. Okazuje się ona zdatnym do zasiedlenia światem, ale bez żadnych zwierząt. Bohaterowie postanawiają zbadać go lepiej.
Po w mojej opinii ciekawym "Prometeuszu" ta część zaliczyła zdecydowany zjazd fabularny. Decyzje głównych bohaterów, przede wszystkim zbadania nierozpoznanej planety i ryzykowanie życiem tysięcy kolonistów to dla mnie absurd. No i zachowanie niektórych osób w trakcie wydarzeń często jest po prostu idiotyczne. Stąd taka a nie inna ocena.
IMO, bardzo dobry i klimatyczny Obcy. Nie ma oczywiście startu do Ósmego pasażera czy Decydującego starcia, ale jest lepszy niż Prometeusz, Romulus czy ostatnio wydany Alien: Earth. Widać że target widowni się zmienia, za dużo wciskają dzieciaków wszędzie i za bardzo się ostatnio skupiają na tych mniej ważnych relacjach między bohaterami.
Przy czym oceniam je wszystkie z perspektywy wydań reżyserskich oraz oceniam Przymierze wliczając w niego wszystkie dodatkowe shorty/krótkie filmy z YT.
Mnie jakoś nie przypadł do gustu. Mimo, że samo uniwersum lubię, to tutaj coś mi nie pasowało.
To mi też przypomina, że muszę się wsiąść w garść i dokończyć symulator chowania się w szafkach "Alien: Isolation" 😂
@FodiJoster Kiedyś mój absolutnie ulubiony film. Po latach go odświeżyłem i tak kisnę z tego ile tam jest produkcyjnych niedoróbek że głowa mała. Bitwa na wyspie to moja ulubiona kompilacja wtop. Tak kilka z głowy:
Bomby zostawione przy budynkach wybuchają w środku
Żołnierze strzelają tylko wtedy, gdy Arnie do nich strzela. Gdy Arnie musi przeładować albo ucieka, oni biegną grzecznie za nim
Przebicie typa (w kolczudze xD) naprędce wyrwaną rurą CO. Dodam że gość miał przeładowaną broń, a Arnie zdążył gołymi rękami wyrwać rozgrzaną w ciul rurę z instalacji i cisnąć nią w typa i przebić
I inne bajery typu przewracanie samochodu gołymi rękami
Śmieszy z perspektywy czasu, niemniej film to ubaw Zwłaszcza dialogi:
Pamiętasz Sully jak mówiłem, że zabiję Cię na końcu?
Ostatnio wpadła nostalgia i jakoś tak się przypomniało to dzieło. Film nie bierze jeńców, myślę, że ani wtedy ani teraz nie ma zbyt wielu bajek, gdzie w ciągu pierwszych 15 minut ktoś popełnia samobójstwo.
Zamysł pewnie pamiętacie, grupka sprzętów domowych próbuje odnaleźć swojego właściciela. I po drodze dzieją im się same złe rzeczy. Bardzo życiowe i ogólnie spoko zrealizowane, nawet teraz robi wrażenie.
Na film trafiłem, gdy szukałem czegoś o ostatnim odcinku Futuramy. Reżyser miał wcześniej fajne filmy (The Host, Parasite i Snowpiercer), więc się nie wachałem.
Film to takie śmieszkowe sci-fi. Problem w tym, że ten humor jest bardzo miałki. Ale może chociaż nadrabia fabułą? No, tutaj jest niewiele lepiej, interesujące jest pierwsze 30 minut, jak jeszcze się wydaje, że coś z tego będzie. Jednak reszta filmu okazuje się mocno oklepana (są nawet ludzie w czerwonych czapkach). Końcówka przewidywalna i naciągana. Ogólnie nie porwało.
@Hoszin moim zdaniem nie wyszło źle, tylko ludzie się spodziewali bóg wie jakiego poważnego sci-fi. A to jest lekkie, humorzaste sci-fi z dobrze zagranymi rolami m.in Patinsona
Być może niektórych to zdziwi, ale do tej pory nie widziałem żadnego filmu z uniwersum "Obcego", mimo prawie czterdziestki na karku. Postanowiłem dzisiaj to nadrobić, ale w mniej typowej kolejności niż większość osób - zaczynając od filmu pierwszego w kolejności wydarzeń, czyli Prometeusza.
Grupa badaczy na podstawie odkryć archeologicznych w różnych częściach świata udaje się na odległą planetę wskazywaną przez przodków, by na miejscu zweryfikować śmiałe tezy o pochodzeniu ludzkości stawiane przez niektórych badaczy. Na miejscu odkrywa tajemnicze budowle postawione przez nieznanych budowniczych. Czy znajdą tam odpowiedź na stawiane pytania? Kim byli Inżynierowie i jaki związek mają z ich przodkami?
Ogólnie film wydaje mi się ciekawy i klimatyczny i dziwią mnie sceptyczne komentarze co do niego. Może to kwestia braku znajomości zasadniczych "Obcych", przez co moja perspektywa jest inna niż dużej części odbiorców. Na pewno mógłby on funkcjonować odrębnie, sam w sobie będąc zamkniętą całością. Jedyny dla mnie minus to zbyt krótkie budowanie napięcia i zbyt szybkie odsłonięcie zasłony tajemnicy.
Nie polecam Obcy: Ziemia jakby kto pytał. Film w nowoczesnym stylu,by wąskie,durnowate grono odbiorców miało ubaw po pachy. Tak żenującego serialu dawno nie oglądałem.
@bori chcesz filmy w "najchronologiczniejszej" kolejności? Wszystko co istnieje poza serialem i Obcy Romulus, który jak dla mnie może być na ostatniej pozycji? Tutaj wszystko szczegółowo rozpisałem
https://www.hejto.pl/wpis/czesc-nigdy-w-zyciu-nie-ogladalem-alienow-no-moze-raz-dwa-jakis-w-tv-z-predatore
@bori tamte są dosłownie parominutowe, jako takie rozwijajki fabularne i wstępy do filmów. Niektóre były nudne, ale np. te które oznaczyłem jako (d) to były fajne historie i szkoda, że nie wykorzystano ich do czegoś dłuższego.
@b0lec a mi się właśnie podobał ze względu na to, że akcja się działa na innej planecie i dowiedzieliśmy się czegoś innego. Sporo Alienów było na jedno kopyto, że ktoś jest zarażony, potem powstaje obcy, wykańcza kolejnych ludzi a na końcu jest pokonany. Fajne budowanie napięcia i coś innego. Podobnie Prey mi się podobał, choć ludzie zjedli ten film za silną niezależną kobietę, gdzie wg. mnie tylko parę rzeczy jak jej wymachiwanie toporkiem było mało realne, poza tym spoczko.
Riggs i Murtaugh wracają. Tym razem ich celem jest grupa przestępczą wykradająca broń z policyjnych magazynów.
Film otwiera bardzo widowiskowa scena (w swoim czasie głośna ze wzgledu na wysadzenie prawdziwego budynku), która wręcz krzyczy, że wszystkiego co najlepsze w poprzednich czesciach serii będzie po prostu wiecej. I twórcy dotrzymują słowa.
Sceny akcji są monumentalne, a żart częściej wylewa się z ekranu. Ale ostatecznie autorzy stawiają na to co było największą siłą poprzedników, czyli konsekwentna ewolucja głównych postaci i umacnianie ich przyjaźni poprzez wystawiane na przeszkodzie koleje losu.
Film technicznie i aktorsko bezbłędny.
Udanie wprowadza nową postać do serii pod postacią granej przez Rene Russo, detektyw Lorny, ale i smielej eksploatuje znane już nam twarze, jak choćby Leo Getz, brawurowo zagrany przez Joego Pesci, który tym razem dostaje więcej czasu ekranowego.
Warto zauważyć, że jest to zamknięcie trylogii, która jednak doczekała się następnej części. Większość poruszonych wczesniej wątków zostaje logicznie dokończonych, a sam epilog jest wręcz laurką dla wszystkich, którzy spedzili lata przy powstawaniu franczyzy, jak i widza, który odczuwa spełnienie.
Warto poczekać do końca napisów, gdyż została po nich dodana scena, co bylo dużą nowością w latach premiery.
Jak ktoś polubił poprzednie części, przy tej bedzie czuł się jak w domu.
Moim zdaniem przereklamowane trochę - zarówno Mononoke i Totoro bardziej mi weszły, gdzie Spirited Away jest jakby pomiędzy nimi na skali "heavy" i "light" i... no właśnie - tamte pamiętam, a tutaj pamiętam tylko ze oglądałem, kiedyś. Jest dobry, ale nie rozumiem jego hype'u.
Tytuł: Co w duszy gra
Rok produkcji: 2020
Kategoria: Animacja / Komedia / Przygodowy
Reżyseria: Pete Docter
Czas trwania: 1h 46min
Ocena: 9/10
Wszystko mi się w zasadzie podobało w tej animacji. Zwroty akcji, to jak kilka razy mnie zaskoczyła, a przede wszystkim to jak nakłania mnie do refleksji podczas seansu, oraz po nim. Ciekawa rozkmina ma temat codziennego życia marzeń, pasji. Świetny jazzowy soundtrack, swietnie napisane postaci. Rewelacyjna bajka.
Fajnie że jest pytanie. To już wiem że nie warto czytać. Nadal jednak to robię nie z powodu porównań z ciekawego pytania ale czy te ejaj sobie poradzi.
12-letni Zain, wywodzący się z ubogiej rodziny mieszkającej w bejruckich slumsach, odsiaduje wyrok za próbę zabójstwa. Chłopak chce pozwać swoich rodziców za to, że się urodził.
Nie spodziewałam się, że w krajach arabskich może powstać tak zaangażowane społecznie kino, stawiające aktualne i na Zachodzie pytania o sens pro- i antynatalizmu oraz autonomiczność jednostki w przypadku dzieci. Chociaż jest tu trochę grania na emocjach, to myślę, że finalnie nie ma nachalnego opowiedzenia się za którąś ze stron w sporze światopoglądowym między proliferami i antynatalistami.
Czego też się nie spodziewałam, zważywszy na miejsce produkcji, to krytyki wydawania za mąż ledwie wyrosłych z zabawy lalkami dziewczynek i traktowania imigrantów z Afryki jak śmieci przez władze krajów arabskich.
Trochę zryło mi banię, jak przeczytałam, że aktor wcielający się w rolę Zaina w czasie kręcenia filmu sam był już nastolatkiem. Myślałam, że to 9-latek, któremu w filmie dodali lat żeby podkreślić, że Zain był niedożywiony.
Byłem w kinie kilka lat temu, strasznie ciężki film. Trochę za bardzo poszli w pornografię biedy - natrętne wręcz przedstawianie ubóstwa, sytuacji patologicznych, wręcz perwersyjne nacieranie się brudem. Reżyserka oczywiście znalazła dla siebie rolę w filmie jako tej oświeconej, dobrej i wrażliwej duszy w świecie wypełnionym syfem. Wydało mi się to jakieś fałszywe, nieszczere, jakby próbowała kosztem biednych doprawić sobie skrzydła
W dniu święta państwowego związanego z pierwszą oficjalną wizytą Hitlera we Włoszech styrana gospodyni domowa zaprzyjaźnia się z byłym spikerem radiowym wyrzuconym z roboty za orientację.
Dobry film, jedno z najbardziej znanych dzieł z udziałem duetu Loren-Mastroianni (wystąpili razem w czternastu produkcjach).
Tytuł: Czwartkowy klub zbrodni
Rok produkcji: 2025
Kategoria: Komedia / Kryminał
Reżyseria: Chris Columbus
Czas trwania: 2h
Ocena: 5/10
Lekka komedia kryminalna o grupie seniorów z domu spokojnej starości, którzy w ramach rozrywkowych próbują rozgryźć nierozwiązane sprawy policyjne sprzed lat. Jak to w takich historiach bywa, los chce, że sielankowy żywot staruszków zostaje zaburzony pojawieniem się trupa. Wiadomo do kogo będzie należało znalezienie mordercy!
Film ani zły, ani dobry, ot takie kino na niedzielne popołudnie. Ma jednak ta produkcja jeden smaczek, który wydaje mi się bardzo wartościowy w dzisiejszych realiach. Mianowicie poruszony jest problem spędzenia starości w ośrodku. Temat ten jest poruszony w dość mało subtelny sposób, bo linie dialogowe walą prosto w twarz przekaz, który brzmi: w ośrodku spoko, w domu z rodziną źle! Oczywiście dom spokojnej starości to zamek w parku, gdzie dni wypełnione są całą masą zajęć, od malarstwa, poprzez zajęcia sportowe, aż po zajmowanie się lamami. Seniorzy mają ogromne pokoje tylko dla siebie, mogą w dowolnej chwili ośrodek opuszczać, słonko ciągle świeci i ogólnie żyć nie umierać. To może jest trochę przesadzone, ale i tak sądzę, że mówienie o tym jest bardzo potrzebne.
Pojawiają się sceny, gdzie córka chce zabrać swoją mamę-starowinkę do domu, bo uważa, że będzie jej tam z rodziną lepiej, a seniorka się sprzeciwia, mówiąc, że tutaj ma przyjaciół, opiekę, a tam, w mieszkaniu będzie uwięziona niczym w klatce, bo nawet wyjście do kawiarni może być dla niej wyzwaniem, bowiem nie ma już zwykłych kawiarni, tylko są hipsterskie miejscówki, w których ona nie rozumie menu.
Są sceny, kiedy dziadek nie pamięta co tam dokładnie jadł na lunch, ale ma przy sobie dyktafon, więc zapytany o to przez żonę, odtwarza sobie nagranie z pory obiadowej, kiedy relacjonował co będzie jadł - świetny patent, dla osób z objawami demencji coś rewelacyjnego.
I tak to cały film mija w takim starczym, przesłodzonym klimacie. Plejada brytyjskich gwiazd w wieku emerytalnym, miałem wrażenie, że wzięli tam wszystkich oprócz Iana McKellena - musiał być pewnie za drogi, a to w sumie ciekawe, bo za reżyserię się wziął sam Krzysztof Kolumb.
USA, 1964 r. Kiedy dwójka aktywistów i czarnoskóry chłopak zostają zamordowani na zadupiu w Mississippi, na miejsce przyjeżdża dwóch agentów FBI, którzy rozpoczynają śledztwo. Starając się rozbić lokalne układy i doprowadzić morderców przed sąd, federalni sięgają po szeroko zakrojone i bezpardonowe środki. Ich działania wywołują falę przemocy przeciwko czarnym.
Amerykańskie Południe pokazane w rzadko spotykany w amerykańskiej kinematografii sposób – zamiast pałacyków z białymi kolumnami slumsy ubogich czarnoskórych, zamiast eleganckich bogatych panienek knujących towarzyskie intrygi, zakapiory regularnie łamiący kodeks karny.
Film mało znany w PL, ale absolutnie godny polecenia. Świetne role Hackmana oraz młodych Dafoe i McDormand.
Fajtłapowaty dyrektor Krzakowski postanawia ożenić się z córką partyjnego prominenta, która zaszła z nim w ciążę po wspólnym ONS. Istnieje jednak pewna przeszkoda – Krzakowski jest już żonaty. Aby uzyskać pretekst do łatwego rozwodu, knuje przeciwko małżonce intrygę, w którą wciąga swojego podwładnego oraz dawnego kolegę fotografa.
Z późniejszych (kręconych od lat 70.) filmów Barei, ten podchodzi mi najmniej. Nie przepadam za dziełami, których konstrukcja fabularna to zbiór luźno powiązanych ze sobą, absurdalnych scen, tak jak w tym filmie. Jednak fakt faktem, sporo cytatów z Co mi zrobisz przeszło do języka potocznego i memografii, tutaj najsłynniejszy fragment: https://www.youtube.com/watch?v=N4FvOqTdnPI
Krótki opis: Wojna z maszynami doprowadza do zagłady ludzkości. Jedynymi ocalałymi jest grupa szmacianych laleczek, wśród których wyróżnia się ta z numerem 9 na plecach.
Ciekawa animacja pokazująca do czego zmierza dzisiajszy świat i gatunek ludzki.
Mroczna, ale jednocześnie bohaterowie są pocieszający i sympatyczni. Świat trochę przypominał mi Dark Souls. Dzięki za polecenie @ErwinoRommelo
Podczas bitwy stalingradzkiej młody snajper Wasilij Zajcew, bohater radzieckiej propagandy, staje do "pojedynku" z najlepszym niemieckim strzelcem Königiem.
Jak na amerykańską produkcję, film nawet nieźle przedstawia realia wielkiej wojny ojczyźnianej, ale sporo ukazanych w nim wątków dotyczących głównego bohatera zostało wymyślonych przez Williama Craiga, amerykańskiego pseudobiografa Zajcewa (na podstawie którego książki powstał scenariusz) i stąd ciężko określić ten obraz rzetelną biografią.
Tuż po swoich 40. urodzinach Zosia przenosi się w czasie o 15 lat, do okresu schyłkowej komuny kiedy była jeszcze żoną cwaniaka Darka. Kobieta postanawia odszukać swojego przyszłego drugiego męża, by związać się z nim parę lat przed tym, zanim rzeczywiście go poznała.
Peggy Sue wyszła za mąż po roku w Polsce.
Moim zdaniem, film gorszy od swojej amerykańskiej „inspiracji”, obraz ratuje tylko Więckiewicz w roli Darka. Druga wielka miłość Zosi i całe jej późniejsze rodzinne życie przesłodzone do urzygu, plus sama postać głównej bohaterki (i też, niestety, gra Ostrowskiej) wyjątkowo irytująca.
Można się też było postarać o lepszą scenografię, bo parę razy rzuciły mi się w oczy współczesne tabliczki z nazwami ulic.