Tytuł: Total Recall
Rok produkcji: 1990
Kategoria: Akcja / Sci-Fi
Reżyseria: Paul Verhoeven
Czas trwania: 1g 53m
Ocena: 9/10
Rok 2084. Douglas Quaid wiedzie szczęśliwe życie u boku pięknej żony, ale co noc męczą go sny związane ze skolonizowaną już przez gatunek ludzki planetą mars. Jako, że nie może wybrać się tam osobiście, udaje się do firmy zajmującej się wszczepianiem fałszywych wspomnien. Ta decyzja zburzy jego całą rzeczywistość.
Wspaniała luźna adaptacja opowiadania Philipa K. Dicka. Schwarzenegger skąd inąd odnajduje się perfekcyjnie w roli zagubionego we wlasnym umyśle robotnika. Tym bardziej, że rola wymagała dużej krzepy, a budowa "Austriackiego Dębu" nadaje realizmu scenom akcji.
Nie można też nie wspomnieć o cieszącej oko męskiej widowni mlodej Sharon Stone, która na szczęście błyszczy nie tylko urodą.
Na uwagę zasługuje pięknie wykreowany świat przyszłości z plenerami marsa na czele. Rządzi tu wszechobecny brutalizm.
To była dobra passa Verhoevena. Kolejny sukces kasowy na koncie, za ktorym szło coś więcej niz tylko widowisko. Bo Paul jak zwykle stawia pytania o nasze człowieczeństwo i moralność jako taką.
Film jest laurką swoich czasów, a o to nie łatwo bo powstawały takie jak grzyby po deszczu.
Jeden z lepszych sci fi wszechczasów.
W jednej z ról można zobaczyc Deana Norrisa znanego później jako Hank z Breaking Bad.
Letterbox pokazuje mi, że: You’ve logged 249 entries for films during 2025.
Pochwalcie się swoimi wynikami, znam osobiście przynajmniej z dwie osoby, które mnie na pewno biją o dziesiątki filmów.
I jakie macie sposoby by pamiętać te filmy?
U mnie działa zapisanie nawet krótkiej, dwuzdaniowej notki. Filmy, które okazują się sztosami (9/10 czy 10/10) to wiadomo - nie wymagają wspomagaczy, ale przy takiej ilości oglądanych tytułów przydaje się jakaś pomoc.
Podczas lotu do Paryża Felicja, gwiazda popularnego słuchowiska, wspomina swoją nieodwzajemnioną miłość do kolegi po fachu Wiktora, którego ukrywała u siebie przez całą wojnę.
Piękny wizualnie, melancholijny film. Co tu dużo gadać, to klasyk polskiego kina i absolutny must watch jak ktoś chce się zapoznać z Polską Szkołą Filmową.
Trochę mnie zirytował brak polskich napisów przy niemieckich kwestiach dialogowych. PISF, czy kto tam robił rekonstrukcję cyfrową, mógłby czasem pomyśleć, bo nie każdy Polak jest poliglotą i w związku z tym warto dawać napisy do odnawianych produkcji.
Film dostępny na CDA i YT, na tym drugim najlepsza jakość.
Przede wszystkim urzekło mnie jak tutaj pokazano relacje rodzinne, nie jeden z nas sie z nimi może identyfikować i pokazane jest to w ekstra humorystyczny sposób. Jest też dużo humoru nawiązującego do dzisiejszych czasów tzn. AI, YouTube, smartfony, Musk itp. Generalnie dobrze zrobiony humor i idzie się pośmiać. Film się trochę pod koniec dłużył i nic by się nie stało, gdyby trwał te pół godziny mniej bo trochę czułem, że na siłe jest niepotrzebnie przeciągany. Dobra animacja, szczególnie polecam obejrzeć z rodzinką
Harry Tasker jest tajnym agentem, co skrupulatnie ukrywa przed swoimi najbliższymi. Podejrzewając żonę o romans ściąga niebezpieczeństwo na całą rodzinę.
Drugi po terminatorze majsersztyk rozrywkowy z pod ręki Jamesa Camerona. Bardzo widowiskowe sceny akcji, humor sytuacyjny, jak i swietnie dobrani aktorzy sprawiają, że seans zlatuje w mgnieniu oka.
Film jest remakem francuskiego obrazu "La Totale!" z 1991, od którego to z wiadomych powodów jest dużo bardziej widowiskowy.
Soundtrack podobnie jak do terminatora komponowal Brad Fiedel.
@Piechur Muszę to tatkowi gdzieś wynaleźć, lubi Arniego ale nie predatory czy terminatory, nawet nie "Pamięć absolutną" (ogólnie sci-fi nie lubi, chyba jednak naprawdę jestem adoptowany ) a to może mu podejść.
Czasy zimnej wojny, Anglia. Istnieją przesłanki, że wśród najwyższego kierownictwa MI6 znajduje się sowiecki szpieg. Do jego dekonspiracji zostaje wyznaczony emerytowany agent.
Bardzo fajne, powolne, ale systematyczne kino. Ciekawa główna intryga otoczona pobocznymi, mniejszymi wątkami, które ostatecznie łączą się w spójną całość. Brak tu spektakularnych scen akcji, co nie znaczy, że film nie potrafi utrzymać widza w napięciu - jest to jednak napięcie innego rodzaju, jak przy rozwiązywaniu zagadki, łamigłówki. Skupienie zdecydowanie jest wymagane, ponieważ trwające na bieżąco wydarzenia przeplatane są retrospekcjami rzucającymi nowe światło na bohaterów i ich relacje. Niezwykle mocna obsada złożona z tytanów angielskiego kina, pełna "tych" aktorów, których kojarzy się jedynie z wyglądu, ale nie z nazwiska, jednak zawsze dostarczających solidnego wykonania powierzonej roli. Polecam osobom cierpliwym i potrafiącym się skupić.
Przyszły lider ruchu oporu jest już nastolatkiem. Z przyszłości przybywa kolejny terminator. Tym razem jest to o wiele nowszy model. By uratować chłopca ruch oporu wysyła mu na pomoc model cyborga, ktory 13 lat wcześniej próbował zabić jego matkę.
Skoro odswiezyłem jedynkę, to poszedłem za ciosem i odpaliłem dwójkę.
I nie mogę nic obiektywnego napisac, bo to mój ulubiony film. Dla mnie najlepszy jaki oglądałem. Najlepsza rola Schwarzeneggera, najlepszy film Camerona, soundtrack Fiedela i efekty specjalne, które ani trochę nie zestarzały się do dziś. A te, które raziły zostały poprawione w wresji 4k.
Tak się powinno kręcić kino rozrywkowe i kino w ogóle.
Z ciekawostek. Obydwie części mają identyczny szkielet fabularny. Dwojka w sumie jest po prostu lepszą wersją tego samego filmu.
Policjant, próbując odnaleźć żonę i syna niebezpiecznego gangstera, rozpoczyna operację pod przykrywką udając nauczyciela w przedszkolu.
Nie oglądałem wcześniej tego filmu i cóż, kolejny raz również nie zamierzam. Taka typowa komedia lat 80/90, pachnąca już nieco stęchlizną, nadal ok do obejrzenia, ale niezbyt porywająca. Najśmieszniejsza w niej jest oczywiście rola Schwarzeneggera, a konkretnie jego mowa ciała i mimika w momentach, gdy jest miły, wesoły, zawstydzony - jego kanciasta gęba zestawiona z łagodnymi wyrazami twarzy daje komiczny efekt. Film nie nadaje się raczej do oglądania z dziećmi, bo jest kilka scen i motywów, które mogą być zbyt mocne dla małego widza. Polecam do oglądania w tle, gdy nie ma się zbyt dużo czasu, żeby skupić się na fabule.
„Substancję” obejrzałem wcześniej niż „Together” i już wtedy stwierdziłem, że body horror do mnie nie przemawia, o czym więcej kapkę później.
Nie rozumiem zachwytów nad tym filmem, nie rozumiem też nominacji do Oscarów i zdobytej nagrody.
Samo przesłanie nie jest zaskakujące - ludzie często nie potrafią pogodzić się z przemijaniem. Z tym, że ich ciała słabną, mają mniej energii i tak dalej. Kobiety mają trochę trudniej, ponieważ w ich przypadku dochodzi jeszcze uroda. Niektórzy uważają, że wraz ze starzeniem się tracą na wartości, bo to, co mogą zaoferować, to głównie ich młodość i wygląd właśnie. I tak dalej, i tak dalej.
Rozumiem, że skorzystanie z substancji to alegoria różnych zabiegów medycyny estetycznej, mające na celu poprawienie wyglądu i odmłodzenie się. Zrozumiałem, że stworzony potworek to coś, co niektóre kobiety same sobie robią - na myśl przychodzi mi chociażby przypadek Erin Moriarty, która z ładnej, dziewczęcej twarzy zrobiła... obecnie wygląda co najmniej niekorzystnie. Powtórzę się: kobiety same to sobie robią, ulegając modzie, presji i pewnie też kompleksom.
O presji wspominając: pamiętam „aferę” związaną z twarzą głównej bohaterki, do której niektórzy gracze przyczepili się, że... ma włoski. Co jest całkowicie naturalne i oczywiste dla osób, które widzieli kobiecą twarz z bliska. Odbiegam jednak od tematu.
Zdziwiłem się, ponieważ główna bohaterka... nic nie zyskała korzystając z substancji. Początkowo myślałem, że to będzie po prostu druga, młodsza ona, o tych samych personaliach, która na nowo zachwyci świat. A okazało się, że to zupełnie nowa persona, niekojarzona z jej starszym „oryginałem”. Główna bohaterka nawet nie wiedziała, co młodsza robi. Dziwne rozwiązanie.
Najgorsze i tak było zakończenie. Coś, co chyba miało obrzydzać, mnie po prostu rozśmieszyło. Potworek wyglądał przekomicznie i całkowicie zepsuł i tak marny odbiór tego filmu.
Czytałem dużo opinii, ze odpycha ten film i jest obrzydliwy wręcz jesli chodzi o bohaterkę gdy ta substancje bierze/traci właściwości. Ja jeszcze nie ogladalem ale mam zamiar
Nie przypominam sobie, żeby w jakiś sposób poruszyła mnie chociaż jedna scena. Body horror nie jest dla mnie obrzydliwy, ale przyznaję, że najwidoczniej nie jestem targetem tego gatunku. ; )
Z przyszłości zostaje wysłany cyborg mający za zadanie zabić matkę nienarodzonego jeszcze przywódcy ruchu oporu w wojnie ludzi przeciwko robotom. W ślad za nim rusza żołnierz mający ją chronić.
Co tu dużo pisać. Kto widział ten widział, kto nie, niech się wstydzi.
Wybitny klasyk, który ogromnie wpłynął na kinematografię. Bardzo dobre (choć niekiedy trącące już myszką) efekty specjalne, błyskotliwy scenariusz i role, które na stałe wpisały się w świadomość kinomanów.
To był dopiero drugi film reżysera Titanica i Avatara, do tego autorski i od razu ugruntował jego silną pozycję w hollywood.
@FodiJoster Zapamiętałem zwłaszcza ostatnią scenę:
Sarah Connor tankuje swojego jeepa na stacji gdzieś pod Charkowem. Jakiś chłopiec pokazuje na ciemne chmury idące od wschodu, wiatr podrywa tumany kurzu. Chłopiec woła:
Proszę pani, nadchodzi wielka burza!
A zamyślona Sarah odpowiada: "Tak, wiem" i odjeżdża w stronę Połtawy.
Na zadupiu w Arizonie (bo gdzieżby indziej) spada meteoryt. Pracujący na lokalnym uniwersytecie dwaj naukowcy odkrywają na powierzchni meteorytu kosmiczne żyjątka, które rozmnażają się i ewoluują w ultraszybkim tempie. Kiedy nadzór nad terenem meteorytu przejmuje wojsko, adiunkci orientują się, że sami muszą poradzić sobie z zagrożeniem z kosmosu.
Jak na typową amerykańską "głupią komedię", wyjątkowo strawne dzieło, da się obejrzeć bez poczucia nieustannego krindżu.
Kisnę z plakatu filmu, wygląda niemal jak logo Filmwebu xD
Kontynuacja wątku z poprzedniej części. Statek z ocalałymi bohaterami "Decydującego starcia" ulega awarii i rozbija się na planecie z kolonią karną. Przeżywa tylko Ripley (ta to ma szczęście w nieszczęściu). Próbuje ustalić co się stało i chce jednocześnie się upewnić, że żaden obcy nie uciekł wraz z nią.
Ta część w mojej opinii to mocny jakościowo zjazd w dół. Brak tutaj wyrazistych postaci, klimatu i napięcia. Może to wina zbyt mocno zawieszonej poprzeczki przez poprzedników. No i ile można się rozbijać w trakcie uciekania?
Ta część w mojej opinii to mocny jakościowo zjazd w dół.
@bori i co? Mówiłem, że się Boriemu nie spodoba. Ale nieeee, @deafone i @Pstronk jak na mnie wsiedli, żeby się nie sugerować cudzymi opiniami. A tu masz, dokładnie tak jak napisałem. Bori się zawiódł. No niespodzianka. Kto by przewidział. A nie, czej. Ja przewidziałem i go kuźwa ostrzegłem, żeby przygotować.
Jak dla mnie to druga najlepsza część po dwójce xd jest klimat, jest duszno i ciasno. I jest to jedyny ze starych Alienów, którego fabuła nie dzieje się na statku.
Tropiciel dzikich zwierząt oraz młoda agentka FBI próbują rozwiązać sprawę morderstwa w indiańskim rezerwacie.
Film ten fabularnie nie pokazuje nic ciekawego, jest wręcz za typowy - nie ma żadnego plot twistu, zaskoczeń w opowiedzianej historii natomiast nadrabia klimatem. Pokazane jest tu zimowe pustkowie, zagubienie, wyższość natury co robi robotę. Plusem jest też gra Rennera bo świetnie odgrywa swoją rolę.
Luźno oparta na powieści Stephena Kinga historia oskarżonego o zabójstwo cywilów policjanta, który trafia jako uczestnik do futurystycznego teleturnieju, w którym walczy się o przetrwanie na śmierć i życie.
Kolejny klasyk z najlepszych czasów Arnolda. Klimat przywodzi na myśl filmy post apo typu Ucieczka z Nowego Jorku.
Sprawna rezyseria, dobre aktorstwo. Film trzyma w napięciu, które od czasu do czasu rozładowują ponadczasowe onelinery.
Film w swym czasie był ostrzeżeniem na temat moralności telewizyjnej rozrywki.
Nikt jak widać lekcji nie wyniósł, gdyż obecnie jesteśmy zasypywani coraz to glupszymi i obrazoburczymi programami przez większość komercyjnych tv.
Moze jeszcze nikt się nie zabija, ale upadek rozrywki i fakt, że jest tworzona z myślą o idiotach dużo o nas mówi w kontekście tego filmu.
A sam film mimo przygnębiającego przesłania to bardzo solidna rozrywka.
@Hoszin mam książkę w wydaniu kieszonkowym kupioną na dworcu kolejowym za 3zł. Przeczytałem ją chyba ze trzy razy. Świetna młucka. Film jest bardzo luźno powiązany z książką. W zasadzie tylko to, że bohater bierze udział w teleturnieju się zgadza.
Fabularyzowana biografia Hermana Mankiewicza, który do historii przeszedł jako współautor scenariusza Obywatela Kane'a.
Pamiętam, jak ten film wyszedł na Netflixie i był hype "o patrzcie, ten film wygląda jak zrobiony w latach 40!"
Tak jak nie każdy facet z widłami to Zeus, tak podkolorowanie filmu filmu na czarno-biało, dodanie filtra zmiękczającego by ukryć zmarszczki aktorów i zerżnięcie niektórych kadrów z filmów z Orsonem Wellesem nie wystarczą, żeby film wyglądał jak zrobiony w latach 40., co stwierdzi każdy, kto w życiu obejrzał choćby trzy filmy nakręcone w tamtym okresie.
Jako biopic Mank również zawodzi. Raz, jest bardzo chaotyczny i ktoś nieobeznany nie tylko z biografią tytułowej postaci, ale też historią branży i kalifornijską polityką w latach 30. nie będzie wiedział, o co chodzi. Dwa, Oldman, chociaż jak zwykle odwalił kawał dobrej aktorskiej roboty, był zwyczajnie za stary do roli 30-40+ Mankiewicza. I wreszcie, last but not least, film przeinacza historię powstawania scenariusza do Obywatela Kane'a - Welles był czynnie zaangażowany w jego pisanie (w końcu jedynego Oscara za ten film dostał, wespół z Mankiewiczem, za scenariusz), a w filmie jego wkład wygląda mniej więcej tak:
Jedynym jasnym punktem tego filmu była drugoplanowa rola Amandy Seyfried. Nie wiem, na ile jej interpretacja pokrywa się z zachowaniem i osobowością Marion Davies, ale mnie Seyfried swoją grą kupiła.
Nie warto oglądać, aż dziw, że taka kaszana wyszła spod ręki Finchera. Nie wiem, może chłop po tylu latach umie już kręcić wyłącznie thrillery. Jak ktoś szuka filmu o powstawaniu Obywatela Kane'a, to polecam Obywatela Wellesa z Malkovichem (dostępny na YT w oryginale jako RKO 281).
Wyobraź sobie narkotyk, który czyni Twój mózg niezwykle wydajnym i sprawia, że chłoniesz ogromną wiedzę. Narkotyk, który czyni cię nadzwyczaj skupionym, szybkim, sprawnym, a nawet atrakcyjnym. Narkotyk, dzięki któremu pokonujesz wszystkie ograniczenia. Niewyobrażalne staje się możliwe nawet dla Eddiego, który od życia nie spodziewa się niczego.
Kontynuacja wydarzeń z filmu "Obcy - 8. pasażer Nostromo". Dryfujący w kosmosie statek z Ripley na pokładzie po 57 latach zostaje odnaleziony. Po odhibernowaniu bohaterka dowiaduje się, że na planecie na której w poprzednim filmie znaleziono statek nieznanej cywilizacji powstała kolonia, z którą (niespodzianka) utracono jakikolwiek kontakt. Przyłącza się więc do misji zwiadowczej - tym razem z oddziałem Space Marines a nie jakimiś saskimi pierdołami jak do tej pory.
Jak na razie najlepszy film z całego uniwersum. Zawiera w sobie to, co najbardziej cenię w tego typu produkcjach - akcję, akcję i jeszcze raz akcję. Dużo strzelania i dużo trupów, do tego rozwałka i wybuchy na każdym kroku. W końcu bohaterowie robią to co od nich oczekuję - najpierw strzelają, potem pytają. Czuć tutaj szczytowy okres kinematografii lat 80. No i czas trwania - ponad 2 godziny - pozwala się w pełni zatopić w przedstawionym świecie, ale jeszcze nie znużyć. Zasłużone 9 na 10 gwiazdek.
@bori oglądałeś już kiedyś trzecią część? Bo jak nie to ostrzegam, że jak sobie tym narobiłeś apetytu i przyzwyczaiłeś do wysokiej jakości filmu no to się możesz ostro rozczarować następnym filmem z kolei. Jest spoko ale warto wiedzieć, że tam skręciła fabuła w inne klimaty.