@Felonious_Gru Wbiłem resztę żebyś już nie wrzucał
Zaloguj się aby komentować
@Laukur poprosił to wrzucam
W. pewnej wiosce mieszkał sobie gospodarz, który miał kurnik. Co noc do tego kurnika przychodził sprytny lisek i pożerał jedną kurę albo koguta, zależy na co miał chrapkę. I tak to trwało miesiącami, aż pewnego dnia gospodarz
schwytał liska i zapytał:
- Czy to ty wyjadasz stopniowo mój drób?
Na co sprytny lisek odpowiedział:
- Nie!
A tak naprawdę to był on.
#heheszki
Zaloguj się aby komentować
Jeszcze 7 za wpisy i macie spokój
#gownowpis
Zaloguj się aby komentować
Dwóch starszych panów dyskutuje przy kawiarnianym stoliku:
- Wiesz, ja o dziwo wciąż nie mam żadnych problemów z potencją.
- Jak ty to robisz?
- Jem pumpernikiel.
Gdy się pożegnali ten drugi uderzył natychmiast do najbliższej piekarni.
- Czy jest pumpernikiel?
- Jest.
- To poproszę 10.
- Dziesięć? Połowa panu stwardnieje - mówi sprzedawczyni.
- W takim razie proszę 20.
#hejto40plus #heheszki
Zaloguj się aby komentować
Dawno dawno temu żyła sobie Zosia, która sprzedawała literki. Codziennie wstawała o siódmej, ubierała się i schodziła na dół sprzedawać literki. Nie zarabiała na tym dużo i nie miała za wiele pieniędzy, ale też nie głodowała. Pieniędzy starczało jej zwykle na zupę, a czasami, gdy trafił się bogatszy klient, który mógł sobie pozwolić nawet na trzy albo cztery literki, za zarobione pieniądze kupowała sobie do zupy kawałek chleba.
To był zwykły dzień. Zosia wstała, ubrała się i zeszła na dół sprzedawać literki. Po kilku minutach do jej sklepiku z literkami przyszła klientka, pani Ania, która miała piekarnię obok sklepiku Zosi.
Dzień dobry, Zosiu - powiedziała pani Ania - czy mogłabym cię prosić o literkę C?
Zosia podała pani Ani literkę C, a pani Ania zapłaciła, pożegnała się i wyszła.
Jakiś czas później, do sklepiku z literkami Zosi przyszedł kolejny klient. Profesor Alan poprosił Zosię o literkę A. Zosia podała mu ją, a profesor Alan podziękował, zapłacił za nią i wyszedł.
Tego dnia Zosia obsłużyła jeszcze czterech klientów. Zbliżała się już dziewiętnasta, Zosia zamierzała niedługo zamknąć sklep, ale dokładnie o osiemnastej pięćdziesiąt osiem do sklepu z literkami wszedł ostatni klient. DOCENT KAMYK, informowała przypinka przy jego garniturze. Klient wyglądał bardzo zamożnie, na takiego, który może sobie pozwolić nawet na trzy albo cztery literki. Docent podszedł do lady i obrzucił Zosię wyzywającym spojrzeniem.
- Dzień dobry - klient miał oschły głos.
- D-dzień d-dobry - wyjąkała Zosia.
- Usłyszałem, że można tu kupić literki. Czy to prawda? - Zosia pokiwała głową - Dobrze. W takim razie poproszę jeden alfabet.
Zosia zamarła. Klient który kupował trzy literki był bogaty, ale cały alfabet..? To się po prostu nie zdarzało!
- Na co czekasz? - Na te słowa Zosia rzuciła się na zaplecze, szykować literki. Była po całym dniu pracy w sklepie, a nie miała wszystkich literek. Zaczęła wykuwać nowe literki.
Zosia jeszcze nigdy się tak nie zmęczyła. Pracowała jak tylko umiała, a robiło się coraz później. Była już dwudziesta, kiedy Zosia skończyła robić literkę Z, a przecież musiała dzisiaj kupić sobie jeszcze zupę! Przybiła wszystkie literki do deseczki i zmordowana, podała ją zniecierpliwionemu klientowi. Ten popatrzył na Zosię krytycznie i popatrzył na otrzymany alfabet.
- Ale przecież tu nie ma literki O!
Zosia prawie wyrwała deseczkę z alfabetem z rąk docenta Kamyka. Popatrzyła na nią długo, ze strachem. Rzeczywiście. Nie było literki O. Zamiast niej, pomiędzy literkami N i P widniała tylko pusta przestrzeń.
ZOSIA ONIEMIAŁA.
#heheszki #hanuszki
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Trzech informatyków i trzech prawników jedzie razem służbowo na kongres. Ich firma zwraca im koszty w formie ryczałtu.
Na dworcu informatycy kupują tylko jeden bilet. Na protest prawników odpowiadają: "Poczekajcie i zobaczcie".
W pociągu, gdy zbliża się konduktor, trzej informatycy wciskają się do toalety. Konduktor puka do drzwi i żąda biletów, a jeden z informatyków podsuwa bilet pod drzwiami. Bilet zostaje skasowany i przesunięty z powrotem.
W drodze powrotnej prawnicy myślą sobie, że też tak zrobią i zaoszczędzą na dwóch biletach. Kupują jeden bilet.
Informatycy nie kupują żadnego biletu. Na ponowne pytanie prawników, jak to ma działać, odpowiadają znowu: "Poczekajcie i zobaczcie".
W pociągu znowu pojawia się konduktor, wszyscy prawnicy wciskają się do jednej toalety, a informatycy do drugiej.
Gdy wszyscy już są w środku, jeden informatyk wychodzi, puka do toalety prawników: "Bilet, proszę!"
#heheszki
Zaloguj się aby komentować
Przychodzi facet do baru i mówi:
- Poproszę setkę i jedną cytrynę.
Barman trochę zdziwiony, ale podaje mu tę cytrynę. Facet wypija setkę, bierze cytrynę, kroi ją na pół, bierze w obie ręce i z wysiłkiem na twarzy, z całej siły wyciska obie połówki cytryny. Barman całkiem zdziwiony, ale nic nie mówi. Na drugi dzień to samo:
- Poproszę setkę i jedną cytrynę.
Barman zaciekawiony, co stanie się tym razem, realizuje zamówienie. Facet ponownie wypija setkę, dzieli cytrynę i z całej siły wyciska z niej sok. Trzeciego dnia przychodzi, wszyscy są już niebywale zaciekawieni, kiedy on znów zamawia:
- Poproszę setkę i jedną cytrynę.
Facet znowu wypija alkohol, bierze cytrynę, dzieli ją na pół, bierze do obu rąk po połówce i z całej siły wyciska z nich sok. Barman się uśmiecha i mówi:
- Ja już wiem, kim pan jest!
- Tak? Kim jestem?
- Jest pan kolejarzem.
- Zgadza się. A skąd pan wie?
- Bo ma pan czapkę kolejarza.
#heheszki
Zaloguj się aby komentować
Idzie sobie zajączek przez las podskakuje, podśpiewuje... Usłyszał go krecik.
- Z czego tak się cieszysz, zajączku?
- Bo idę na dziewczynki.
- Weź mnie ze sobą, sam nie trafię, bo jak wiesz słabo widzę.
Idą dalej razem, nagle zajączek potknął się o korzeń.
- O ku.wa!
Na to krecik.
- Dzień dobry pani.
#heheszki #suchar
Zaloguj się aby komentować
Pewien znany naukowiec otrzymał tajemniczy list z Japonii, którego nie mógł odczytać. Pokazał go więc żonie. Po przeczytaniu listu żona dała mu w gębę, przestała się odzywać i bardzo szybko wniosła do sądu sprawę o rozwód. Na sprawie rozwodowej facet próbował się jakoś bronić, ale gdy pokazał w sądzie tajemniczy list, sędzia zawołał policjantów, którzy skuli go w kajdanki. Gdy facet po kilku latach wyszedł z więzienia, zapisał się na intensywny kurs języka japońskiego. Niestety, po jego ukończeniu, nadal nie mógł odczytać listu. Zapisał się więc na kurs trzyletni – znów bez skutku. Schował więc list do czerwonej szkatułki, zamknął ją na klucz i aby zgłębiać tajniki japońskiego wybrał się na rok do Japonii! Wrócił do Polski przekonany, iż zna wyśmienicie język japoński i bez trudu odczyta ów tajemniczy list. Otwiera więc szafę, w której znajduje się czerwona szkatułka, wyciąga kluczyk, otwiera szkatułkę, a tu listu nie ma, bo go myszy zjadły.
#heheszki #suchar
Zaloguj się aby komentować
Był sobie raz facet, który był zapalonym wędkarzem. Pewnego dnia dowiedział się o fantastycznym wprost miejscu, małym jeziorku w lesie, gdzie ogromne ryby niemalże same wskakują na haczyk. Nie mógł się już doczekać weekendu, zakombinował w pracy, pozamieniał się na dyżury, nastawił budzik na 4 rano, po długiej podróży odnalazł małe jeziorko w lesie, rozstawił wędki i czekał...
Minęła godzina - nic... Druga - nic... po trzech godzinach wreszcie spławik drgnął. Wędkarz szarpnął, patrzy, a tam ogromne, nadziane na haczyk gówno. Zaklął szpetnie i zauważył, że z tyłu ktoś za nim stoi. Był to miejscowy. Wędkarz, wściekły i zawiedziony, zawołał:
- Panie, skąd się tu wzięło to gówno?!
Mężczyzna stojący za nim podszedł bliżej, usiadł obok niego i w zadumie wpatrzył się w spokojną taflę jeziora.
- A bo wie pan, z tym jeziorkiem związana jest pewna bardzo smutna historia. Otóż niech pan sobie wyobrazi, przed 1 wojną światową tutaj, w tej wiosce opodal, żył młody chłopak i piękna dziewczyna, kochali się niesamowicie. To jeziorko było ich ulubionym miejscem spotkań, umawiali się tu na spacery i romantyczne schadzki. Ale niebawem wybuchła wojna. Chłopaka wzięli do wojska. Przez cały czas wysyłał listy do swojej ukochanej, a ona codziennie przychodziła nad to jeziorko wspominać wspólne chwile. Ale po jakimś czasie nadeszła wiadomość że on zginął na froncie. Dziewczyna nie mogła sobie wyobrazić życia bez niego. Jeszcze tego samego dnia przyszła nad jezioro i z rozpaczy odebrała sobie życie.
- Niesamowite - odparł wędkarz.
- Ale to jeszcze nie koniec, proszę pana! Otóż po wojnie okazało się, że nastąpiła pomyłka, chłopak przeżył, był tylko ranny. Kiedy wyzdrowiał, natychmiast wrócił tutaj, żeby spotkać się ze swoją ukochaną. Ale kiedy dowiedział o tym, co się stało, przyszedł tu, w to miejsce na którym pan siedzi, i z żalu i wielkiej miłości również się utopił!
- To naprawdę bardzo smutna historia - przyznał wędkarz - no ale co z tym gównem?
- A nie wiem, ktoś pewnie nasrał.
#heheszki #pasta
Zaloguj się aby komentować
Pewnemu rolnikowi żona robiła niesamowicie dobre kanapki, kiedy szedł robić na pole. Kanapki ze świeżego chlebka, ze świeżutkim serkiem, wędlinką, sałatką i innymi bajerami. Rolnik pewnego razu poszedł robić w pole, kanapki zostawił na kamieniu jak zawsze... Po kilku godzinach pracy, zmęczony podchodzi do kamienia skonsumować kanapki...a tu ich nie ma!
Następnego dnia żona znowu zrobiła mu pyszne, jak zawsze, kanapeczki, rolnik poszedł robić w pole, aby po kilku godzinach pracy zauważyć, że znowu mu ktoś zawinął kanapeczki! Wk*rwił się rolnik i postanowił, że następnego dnia będzie patrzył zaczajony za drzewem, jak kto mu podwędza kanapki! Jak pomyślał - tak zrobił. Zaczaił się i patrzy - a tu wielki orzeł nadlatuje i porywa jego drugie śniadanie! Rolnik biegnie za nim. Biegnie, patrzy, że orzeł leci do lasu - rolnik za nim! Orzeł siada miedzy drzewami, odpakowuje kanapki, wyciąga z nich zawartość, wyrzuca wędlinę, ser, sałatę i inne dodatki, bierze dwie kromki chleba, przykłada sobie do piersi i masując swoją klatkę piersiową woła głośno: "O k⁎⁎wa! Jaki ja jestem po⁎⁎⁎⁎ny!
#heheszki
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Do @taxidriver wsiada miejski urzędnik i każe zawieźć sie na drugi koniec miasta. Londyn, jak to Londyn - wszyscy stoją w potwornym, wielkim korku. Czas ucieka, a auto niemal się nie porusza. Pasażer denerwuje się i krzyczy na taksówkarza:– No jedź pan coś szybciej! Przecież znasz pan to miasto!– Panie, ale jak mam jechać, jak wszędzie korki i blokady? – broni się kierowca.– Mnie to nie obchodzi! – wrzeszczey urzędnik. – Masz mi tu zawiązać oczy, żebym nie widział trasy, i masz mnie dowieźć na miejsce w dziesięć minut! Taksówkarz w końcu ulega, wiąże pasażerowi oczy opaską, rusza z piskiem opon, lawiruje, wjeżdża w jakieś dziwne zaułki, pod prąd, przez podwórka i po dziesięciu minutach hamuje z piskiem. Urzędnik zdejmuje opaskę z oczu, patrzy z zachwytem wokół i pyta:
– Niesamowite! Jak pan to zrobił?! Którędy pan jechał w tych korkach?!
Taksówkarz kręci głową i odpowiada:
– Nie powiem panu, bo to też zaraz rozkopiecie!
#heheszki
Zaloguj się aby komentować
Małe szkockie miasto. Późny wieczór. Mężczyzna zatrzymuje taxi i poleca wykonanie kursu pod wskazany adres. Kiedy taksówkarz zatrzymuje się pod piękną willą, pasażer obmacując wszystkie kieszenie dochodzi do wniosku, że pieniądze zostawił w domu i nie ma czym zapłacić. Wysiada z taksówki podchodzi do kierowcy i pyta:
- Nie ma pan przypadkiem latarki? Bo mi pięćdziesiąt funtów wpadło między siedzenia.
W tym momencie słyszy zwiększające się obroty silnika i pisk opon taxi.
#heheszki
Zaloguj się aby komentować
Stanął facet przy ulicy, podniósł rękę, żeby zawołać taksówkę i w tym momencie zatrzymała się taryfa.
- Perfekcyjnie trafiony moment! Identycznie jak Mirek - mówi taksówkarz.
- Kto? - pyta pasażer.
- Mirosław Woźniak... Jest to facet, który wszystko robił w samą porę. Podobnie jak nadjechałem w chwili kiedy pan podniósł rękę. Dokładnie tak wszystko wychodziło w życiu Mirkowi - jednym słowem idealnie.
- Nikt nie jest idealny.
- Ale w przypadku Mirka właśnie tak było. Był wspaniałej atletycznej budowy. Mógł wygrać Wielkiego szlema w tenisie. Mógł grać w golfa z profesjonalistami. Śpiewał jak słowik, tańczył jak gwiazda z Broadwayu. A jak grał na fortepianie! Był niesamowitym facetem.
- No to rzeczywiście był wspaniałym człowiekiem.
- Ale to jeszcze nic! Miał pamięć jak komputer. Pamiętał urodziny wszystkich których znał. Znał się na winach, do którego dania ma które zamówić oraz jakim widelcem jeść poszczególną potrawę. Umiał naprawić wszystko. Nie jak ja. Kiedy wymieniam bezpiecznik, pół ulicy zostaje bez prądu... Ale Mirosław Woźniak robił wszystko idealnie.
- No niesamowity facet!
- Zawsze wybierał najszybszą drogę przez miasto. Nie jak ja. Ja zawsze utknę w korkach... Ale Mirek nigdy się nie pomylił. Zawsze był idealnie ubrany, a buty miał zawsze idealnie wyglancowane. Był doskonałym człowiekiem! Nikt się nie może porównać z Mirosławem Woźniakiem.
- Wyjątkowo ciekawa osoba. Jak go pan poznał?
- Nigdy go nie poznałem. Ale ciągle o nim słyszę To były facet mojej żony.
#heheszki
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Mówcie co tam za smroduchy dzisiaj na sobie macie. Ja się uraczyłem na grubo Profundum Martyr. Bardzo lubię ten zapach. Swoją drogą drugi gagatek tej marki ostatnio zmienił nazwę z Fatale na Altere i Dominik wypuścił nowy batch ze zmienioną nazwą na flakonach. Taka ciekawostka.
#conaklaciewariacie #perfumy

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować