Do Doliny Muminków znów zawitała powódź. Kuchnia, salon, wszystko zatonęło w wodzie wraz z meblami, imbrykiem i kawą. Ale Muminki nie należą do gatunku zamartwiającego się, płyną na spotkanie kolejnej przygodzie, podczas której niespodziewanie tworzą pierwszą w życiu sztukę teatralną. Pojawiają się nowi przyjaciele i zaskakujące rodzinne powroty.
Książka dość krótka, ledwo się zaczęła a już skończyła 😉
@osn_jallr nie wiem jeszcze nie zaczalem czytac i tez trudno mi sie wczuc w role kogos kto nie zna śląskiego ¯\_( ͡° ͜ʖ ͡°)_/¯ zrobie ci zdjecie jak bede w domu to sam ocenisz
W tej części poznajemy niesamowite przygody z czasów młodości Tatusia Muminka, które rozpoczynają się od czasu podrzucenia go w papierowym worku do domu podrzutków Ciotki Paszczaka, a kończą na pierwszym spotkaniu z Mamusią Muminka.
Pamiętniki świetnie prezentują przekorną naturę Tatusia, oraz jego zamiłowanie do przygód.
Pojawia się też sporo nowych postaci, jak na przykład Mała Mi, czy też rodzice Włóczykija oraz Ryjka.
I w tej części nie brakuje pięknych grafik Tove ♥️
“Wszyscy na Calth otrzymali taki wyrok (śmierci) [...] Możemy jedynie wybrać jak zachowamy się w jego obliczu.”
XIX część cyklu Herezja Horusa
Fabularnie jest to kontynuacja wątków zapoczątkowanych w Bitwie o Otchłań i Pierwszym Heretyku, więc jak zwykle nie da się o wydarzeniach za dużo powiedzieć bez spalenia poprzednich tomów, ale podtytuł na okładce mówi sam za siebie.
Jedno jest pewne: tą książką Dan Abnett utwierdził swoją pozycję lidera wśród autorów piszących dla Black Library i pokazał, że doskonale potrafi operować formą.
Po pierwsze samo dramatis personae zajmuje 4 strony (najczęściej mieści się na 1-2 stronach), co odzwierciedla ogrom najliczniejszego spośród wszystkich legionów - Ultramarines, ale także podkreśla wagę opisywanych wydarzeń.
Po drugie język. Nie jest to już wzniosły, melodramatyczny styl będący odbiciem chwały Horusa czy pasji Lorgara, tylko język precyzyjny i bardziej techniczny oddający opanowanie i zmysł taktyczny Guillimana oraz militarną dyscyplinę XIII Legionu. Poszczególne podrozdziały oznaczone zostały wojskowym znacznikiem czasu, odliczającym czas do umownego początku bitwy o Calth. Wraz ze zmniejszeniem wartości licznika napięcie czytającego wzrasta. W pewnym momencie powieść przeradza się w porażającą rozmachem narrację katastroficzną, by przerodzić się w zapis epickiej kampanii wojennej.
Niebiescy pokazali, że też mogą być fajni, szczególnie Ventanus, Selaton oraz ich sztandar.
Kor Phaeron umocnił się na pozycji najpodlejszej mendy uniwersum.
Intrygujący wątek z Ollem Perssonem i jego wizją łysego mordercy pdk.
Przy okazji dowiedziałem się, że kilkadziesiąt tomów Herezji to pikuś, ponieważ:
“Księga Lorgara [...] została spisana ręcznie w dziewięciu tysiącach siedmiuset pięćdziesięciu dwóch tomach. Ich ilość regularnie wzrasta.”
Zdecydowanie jedna z najlepszych części Herezji Horusa, na pewno najbardziej emocjonująca.
Dembski-Bowden lepszy. Abnett na dobre pióro, a ww pozycja jest świetna, ale takie szmiry jak wciskanie Gramaticusa i jego zgrai w niemal każdej pozycji, czy problemy z zakończeniem, gdzie najpierw historia się ciągnie niemiłosiernie, a potem wszystkie wątki są kończone w ekspresowym tempie(vide Duchy Gaunta, czy Eisenhorn) irytują mnie u niego. No i to jak zrobił z babola, jakim była pomylenie płci jednej trzecioplanowej postaci, a następnie zrobienie z tego plot twista w zakończeniu Duchów Gaunta, to jest jedno z największych partactw, jakie czytałem w książkach Black Library.
@saradonin_redux raczej się nie rozczarujesz: bromance Argell Tala i Kharna, skomplikowane uczucia Pożeraczy Światów w stosunku do ich prymarchy, Lothara Sarinn, Legion Vulpa, tytan klasy Imperator i Erebus to huj, a to wszystko w ramach jednej książki ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
@saradonin_redux te książki z HH są mega nierówne. Niektóre to arcydzieła, a niektóre to czysta grafomania. Teraz czytam cykl o Eisenhornie, bo ukazało się wznowienie przetłumaczonego wydania od Copernicusa. Na razie bardzo polecam!
@saradonin_redux w sumie jako, że planuję zacząć z tą serią niedługo to zapytam tutaj... "Czas Horusa" to jest samo co "Wywyższenie Horusa"? Rozumiem, że różnią się przekładem i czasem wydania.
Dzień dobry, miłej niedzieli, et caetera, et caetera. Ja tylko tak na momencik, bo podobno jest jakieś zapotrzebowanie na biorących udział w konkursie, by spełnić warunki regulaminu, żeby Owcen nie mógł się wymigać w żaden sposób.
Natchnieniem był wczorajszy leśny spacer, zaliczanie kwadratów w lasach, przez które biegną tory kolejowe.
Państwa zachęcić do pisania wymyśliłem sobie, że naczelną zasadą edycji bieżącej będzie: jeśli powstanie w niej więcej niż 10 wierszy oraz weźmie w niej udział więcej niż 7 osób zwycięzcą zostanie kolega @bojowonastawionaowca.
Chociaż wczoraj położyłem się spać grubo po północy (parafrazując klasyka: nie mogę spać, bo piszę sonet), to dzisiaj obudziłem się wcześnie rano. Wcześnie jak na niedzielny poranek. A obudziłem się wcześnie, ponieważ jakaś niespokojna myśl nie dawała mi spać. Dręczony tą natrętną myślą wstałem i policzyłem. Ale nie owce, a sonety. No i wyszło mi z tych obliczeń, że do tego, żeby kolega @bojowonastawionaowca zwyciężył w obecnej edycji #nasonety brakuje nam jednego (słownie: 1) wytworu. Pomyślałem sobie, że przykro by było wszystkim - z w/w kolegą na czele - gdyby tak duży wysiłek, tak wielu zaangażowanych w to zwycięstwo osób, po prostu się zmarnował. No tak być nie będzie. Dlatego przychodzę do Państwa z ostatnim, dziesiątym utworem, za który z góry Państwa przepraszam
Niedzielny poranek
I może to nie jest najlepszy czas,
Bo mówią, że nie wypada tak w lesie,
To właśnie przez cały ten spacer w las,
Chętka mnie naszła miłosnych uniesień.
Pęcznieje mi w spodniach coś niczym guz,
W myślach obracam już chwile intymne,
Aż ślinka mi cieknie z kącika ust,
(nie mówiąc już o tym, że cieknę gdzie indziej)
I kiedy rozpięty już miałem pas,
I rękę pod bluzkę chciałem jej wsadzić,
To wściekłej żony rozległ się wrzask:
Obudź się @fonfi, ty stary dziadzie!
Nie pozostaje mi nic innego, jak pogratulować koledze @bojowonastawionaowca zwycięstwa - @George_Stark czyń swoją powinność. No chyba, że te zasady to tak jak zawsze...
Skoro spełniliśmy warunki, to nie muszę się spieszyć z podsumowaniem, co w sumie mi odpowiada, bo przeszacowałem swoje poranno-niedzielne możliwości czasowe (no ok, wyjątkowo dobrze i długo mi się dzisiaj spało). Podsumowanie będzie dzisiaj, ale jednak wieczorem.
EDIT: A nie, nie spełniliśmy jeszcze, jak sam główny zainteresowany zwraca uwagę. No to tym bardziej termin przedłużony do wieczora.
Każdy mag dostatecznie sprytny, by przeżyć pięć minut, jest też wystarczająco rozsądny by wiedzieć, że w całej demonologii władza i moc tkwi wyłącznie w demonach. Wykorzystanie ich dla własnych celów przypominałoby próbę zatłuczenia myszy grzechotnikiem.
A to jest w ogóle bardzo ciekawy motyw. Bo faktycznie we współczesnej zachodniej "demonologii" wywodzącej się z chrześcijańskiej mitologii, to logika jest właśnie taka i cały okultyzm nie ma sensu. Ale sam koncept wzywania złych sił na swoje usługi, w zamian za opłatę (duszę/noworodka/założenie państwa w Azji), jest dużo starszy i tam te siły są bardziej neutralne, czasami bardzo ograniczone i dużo magi szamanicznej ma taką mechanikę. I wtedy jest to logiczne, zanim się to przemieli przez chrześcijański młyn interpretacji.
Co tradycyjnie doprowadza do absurdów w działaniu czarnej magii w popkulturze, jeśli autor nie przemysli dobrze tego, skąd bierze inspirację.
(I nie tylko - "satanizm" jakim straszył ksiądz w podstawówce jest właśnie na podobnym poziomie absurdalny 🙃)
@Dzemik_Skrytozerca przecież odniosłem się do fragmentu Pratchetta, który wyśmiewa takie subiektywne podejście do obiektywnej logiki. Jeśli w mitologii chrześcijańskiej przywołujesz demony, to jesteś debilem. A imho jeśli w nie wierzysz IRL (bo jesteś katolikiem, żydem czy innym muzułmaninem) to też jesteś debilem, sorry.
A światy, gdzie ta demonologia jest inna, a religia je zakłamuje, to właśnie światy, gdzie autor odrobił lekcję. I jest to popularny motyw (nie tylko w tym przypadku, bo zabieg relatywizacji "zła" jest dość prosty i wdzięcznym punktem wyjścia do swiatotworstwa).
Wydawnictwo Znak znów wychodzi poza ramy Czarnej Serii, poświęconej historii II Wojny Światowej. "Zachodni front. Historia pierwszej wojny światowej" Nicka Lloyda w księgarniach od 3 czerwca 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie z obwolutą liczy 672 strony, w cenie detalicznej 139,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Wojna, która zburzyła stary porządek i zmieniła oblicze świata
Linia frontu ciągnąca się od Belgii po Szwajcarię, przeszło 600 kilometrów, 4 lata i ponad 3 miliony żołnierzy – to robiąca wrażenie statystyka. Karabiny maszynowe, moździerze, granaty, haubice – to lista broni udoskonalonych do nowego rodzaju walk. Czołgi, samoloty, gaz trujący – to lista wynalazków i odkryć, które miały zmienić oblicze wojny na zawsze.
Za statystykami i listami kryją się ludzie. Żołnierze tkwiący w błotnistych okopach, którzy chowają twarze w maskach przeciwgazowych i czekają na śmierć. Generałowie, którzy w sztabach za linią frontu decydują o losach krwawych bitew, odnoszący sukcesy i ponoszący bolesne porażki. A skutki odczuwa cały świat.
Uznany historyk wojskowości Nick Lloyd w pierwszym tomie epickiej trylogii Wielkiej Wojny opisuje działania na froncie zachodnim: od niemieckiej inwazji na Belgię w 1914 roku aż do zawieszenia broni w roku 1918. Ukazuje krwawy konflikt ze wszystkich perspektyw, dzięki czemu możemy zobaczyć I wojnę światową w nowym świetle. Świetle, które nigdy nie przyćmi ogromu cierpienia, jakim konflikt zapisał się na kartach historii.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Skończyła się jesień, minęła zima i nastała długo wyczekiwana przez wszystkich wiosna. Jesienią mieliśmy #jesiennewyzwania, zimą - #zimowewyzwania i pewnie zaraz Jejekscelencjajaśnienampanująca @bojowonastawionaowca ogłosi kolejną edycję pod hasłem #wiosennewyzwania.
To ja pozwolę sobie - bardzo subtelnie i delikatnie - przypomnieć, że jeszcze nie dostaliśmy nagród za tę zabawę jesienią. No chyba, że to tylko ja nie dostałem...
@bojowonastawionaowca - Ty już wiesz co...
Choć władzę dzierży będąc jednym z nas,
I strzeże porządku w postów bezkresie,
To wyzwań jesiennych już minął czas,
A nagród wysyłka jest w ciemnym lesie.
Już tyle obietnic padło z jego ust,
Daty przesuwa, podaje wciąż inne,
Minęła zima i mamy wiosnę już,
A on się w ogóle nie czuje winny.
Owieczko, ten jeden ogarnij się raz,
Bo cieniem zwłoka tak długa się kładzie
Na Twoim imieniu, i byłby to kwas
Nie dostać tych nagród w obecnej dekadzie
#zafirewallem #nasonety #diriposta i trochę #jesiennewyzwania
Ósmy tom przygód Eddiego Flynna ponownie wrzuca byłego oszusta, a dziś adwokata, w sprawę, która z pozoru wygląda jasno, ale bardzo szybko okazuje się znacznie bardziej skomplikowana. W centrum jest proces o morderstwo, któego miał się dopuścić znany i ceniony chirurg, a Eddie podjął się bronić. Do tego kłamliwi świadkowie, manipulacje i gra pozorów, w której, jak to u Cavanagha - prawda nigdy nie leży tam, gdzie wydaje się na początku. Flynn znów porusza się na granicy prawa, wykorzystując nie tylko wiedzę prawniczą, ale też dawny instynkt człowieka, który kiedyś sam żył z oszustwa i liczne kontakt w przestępczym półświadku.
Największą siłą książki jest klimat. Czuć napięcie, czuć stawkę, a historia ma ten charakterystyczny dla serii nerwowy puls, który sprawia, że czyta się szybko i z zaangażowaniem. Cavanagh bardzo dobrze buduje poczucie, że Flynn po raz kolejny zadziera z niewłaściwymi ludźmi i że tym razem cena może być naprawdę wysoka i wyjątkowo, w tym tomie, jest. Motyw zagrożenia życia protagonisty działa, bo wpisuje się w jego charakter: to bohater, który regularnie igra z ogniem.
Podoba mi się też, że Flynn nie jest nieskazitelnym bohaterem. Nadal działa po swojemu, czasem balansując na granicy etyki, czasem ją obchodząc, jeśli uzna, że prowadzi go to do celu. To właśnie odróżnia tę serię od bardziej klasycznych thrillerów prawniczych - tu nie chodzi tylko o salę sądową, ale o ciągłą grę, w której bohater sam bywa częścią problemu. Eddie jest oszustem, a dopiero później prawnikiem i autor nigdy tego nie ukrywał.
Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to do tego, że seria zaczyna momentami korzystać z własnych sprawdzonych schematów. Flynn po raz kolejny wpada w śmiertelne tarapaty, po raz kolejny ryzykuje za dużo, po raz kolejny gra nie do końca czysto. Po raz kolejny rani to (dosłownie) kogoś z jego najbliższych. To działa, ale nie ma już efektu świeżości z pierwszych tomów.
Jest to solidny, klimatyczny thriller prawniczy, który może nie należy do najmocniejszych części serii, ale dobrze wykorzystuje to, co w Eddiem Flynnie najlepsze i co najważniejsze, nie wymaga właściwie znajomości poprzednich tomów, żeby się dobrze bawić.
Dzień dobry,
Dziś przychodzę do Was z promocjami księgarni Wydaje Nam Się - czyli firmowej księgarni Wydawnictwa Poznańskiego.
Domowe Targi Książki -50% na wszystkie książki i ebooki -LINK do promocji
Promocją objęte są też pakiety książek - LINK do pakietów
Promocja trwa do 19.04.2026 do 23:59
Rincewind miał ochotę powiedzieć: słuchaj rzuć te zabawy z chemikaliami w ciemnych pokojach, ogól się ostrzyż, weź kąpiel, albo lepiej dwie kąpiele, kup sobie nowe ubranie i wyjdź wieczorem, a wtedy... – tu musiałby szczerze przyznać, że nawet umyty, ogolony i wymoczony w solach kąpielowych Thursley nie miał szans na żadną z nagród... – a wtedy możesz dostać w twarz od dowolnej kobiety, jaką sobie wybierzesz.
@Opornik Rincewind, w stosunku do reszty magów, widział i przeżył, uciekając, nie jedną rzecz. Miał też styczność nie raz z płcią przeciwną, więc w pewnych kręgach akademickich mógł uchodzić za eksperta.