Leciało w radiu i siadło. Swoją drogą myślałem, że twocolors to polski zespół xD
https://www.youtube.com/watch?v=9RoodygBGS4
#muzyka

Leciało w radiu i siadło. Swoją drogą myślałem, że twocolors to polski zespół xD
https://www.youtube.com/watch?v=9RoodygBGS4
#muzyka
Zaloguj się aby komentować
W Polsce może nie jest to tak bardzo widoczne, ale przez ostatnie "zmiany" na świecie coraz więcej osób zaczyna unikać produktów/usług powiązanych z USA. Z tego tytułu powstaje ankieta
Jeżeli w apce nadal ankiety się nie pokazują poprawnie to tu jej treść:
Czy w ostatnim czasie zmieniłeś/aś swoje podejście do kupowania produktów lub usług powiązanych z USA?
Tak, staram się unikać amerykańskich produktów/usług.
Nie zwracam na to uwagi, kupuję jak wcześniej.
Wręcz przeciwnie, teraz chętniej wybieram produkty z USA.
Nie mam zdania na ten temat.
#ankieta #polityka #usa #europa #zakupy

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
387 + 1 = 388
Tytuł: Eksperyment
Autor: Grzegorz Kopiec
Kategoria: horror
Wydawnictwo: Vesper
Format: książka papierowa
ISBN: 9788377313749
Liczba stron: 528
Ocena: 7/10
Nie jestem wielkim fanem horrorów czy szeroko pojętej "grozy", jednak książkę napisał znajomy, więc z ciekawości przeczytałem.
Niektóre wątki średnio mi odpowiadały, ale nie było momentu w którym mogłem się nudził. Całość jest napisana w nowoczesnym stylu i znajdziemy tu różne scenariusze: intryga, kryminał, zdrady, tortury, romans i kilka innych. Końcówka mnie zaskoczyła, myślałem, że będzie bardziej szablonowo.
Widać też ogromne napracowanie przy ilustracjach (jest ich z 10) jak i samej okładce (na żywo robi większe wrażenie) i miły dodatek, czyli zakładka w stylu książki.
Opis:
"Troje młodych ludzi z Lublińca wybiera się na krakowski festiwal miłośników grozy. Gdy nie wracają na noc do domów, zaniepokojeni rodzice zgłaszają zaginięcie. Policja jest jednak bezsilna, w sprawę zaangażowany zostaje więc prywatny detektyw Michał Majer. Jego śledztwo także nie przynosi rezultatów, aż do momentu, gdy odzywa się do niego francuska policjantka Christine Benoit. Okazuje się, że w Paryżu doszło do zaginięcia młodego człowieka w bardzo podobnych okolicznościach. Majer wyrusza do Francji i razem z Benoit starają się rozwikłać zagadkę porwań. Rozpoczyna się wyścig z czasem, a para detektywów stanie w obliczu zagrożenia rodem z najgorszych koszmarów."
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #czytajzhejto #ksiazki
Prywatny licznik: 2

Zaloguj się aby komentować
Nowy rok, nowe problemy z samochodem. Czemu nowe? Bo auto miało w czerwcu 2024 remont silnika.
W weekend wracając ze sklepu zamyśliłem się i przegapiłem wjazd na miejsca parkingowe pod mieszkaniem.
No dobra, zrobię krótkie kółko wokół domu, nic się nie stało.
Warto jeszcze dodać, że był to dzień kiedy się rozpadał śnieg a wcześniej asfalt obficie okryła sól drogowa.
Wracając do okolic pierwotnego miejsca parkingu, zobaczyłem, że na asfalcie są tęczowe ślady (placki)..
Na ulicy XY jeździła już garstka osób, więc w głowie pojawiła mi się scena z filmu chłopaki nie płaczą:
"cicho. cicho, cicho, cicho. k⁎⁎wa, to chyba mój"
Sobota wieczór, humor popsuty. Za temat zabrałem się w poniedziałek z rana, kiedy nie padał już śnieg i warsztaty były otwarte.
A więc:
Sprawdziłem na tylnej kamerce samochodowej, czy to na pewno moje plamy. Potwierdziło się, że 11.01 była lipa, bardzo dobrze widoczna na mokrym, osolonym asfalcie. Co ciekawe 10.01 problemu na kamerce jeszcze nie było widać.
Podstawiłem duży karton pod samochód.
Odpaliłem i sprawdziłem, czy coś kapie. KAPAŁO ciemne gunwo (pikachuface.jpg)
Sprawdziłem stan oleju, nadal bliżej MAX
Odpaliłem ponownie samochód i zobaczyłem, czy od góry da się sprawdzić w czym jest problem. Olej lał się przez przewód od pompy vacum.
Wizyta pieszo u lokalnego mechanika, pokazałem zdjęcia i nagranie. Potwierdził, że na 99% jest to wina przewodu.
30 minut później samochód stał na lawecie i dał się podwieźć do warsztatu całe 2 minuty.
W warsztacie wadliwy pęknięty przewód usunęli, wymienili na nowy + uszczelki, wyczyścili zaplamione miejsca. Testowali czy na pewno już nie cieknie i z 320km zasięgu paliwa po testach zrobiło się 190km.
Dzisiaj odebrałem samochód, chwilę pojeździłem po mieście i za miastem. Wcześniej jeszcze podjechałem na chwilę do warsztatu, bo poziom płynu chłodniczego był bliżej stanu MIN niż MAX. Szef warsztatu pokazał mi, że wszystko jest ok i jak dokładniej można sprawdzić ten poziom (na zimnym silniku). W każdym razie dolał płynu do obu zbiorników i nie chciał za to już kasy.
Minusy:
o 1000zł chudszy portfel
kolejny wkurw
Plusy:
akcja działa się w mieście a nie daleko od domu
udało się szybko zorientować, że jest wyciek (pogoda bardzo w tym pomogła)
szef lokalnego warsztatu był bardzo uprzejmy i pomocny, dobry kontakt na przyszłość
Dzisiaj jest losowanie nagród Inpost. Chętnie bym przygarnął te Renault Megane E-Tech
#2025 #samochody #zyciezyciejestnobelo #nobodycares
Zaloguj się aby komentować
90 + 1 = 91
Tytuł: Czarna owca medycyny. Nieopowiedziana historia psychiatrii
Autor: Jeffrey Alan Lieberman
Kategoria: popularnonaukowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie
Format: książka papierowa
ISBN: 9788366517400
Liczba stron: 344
Ocena: 7/10
"To samo co może nas uczyć, może też nas zranić"
Książka pokazuje jak psychiatria się rozwijała i nadal rozwija. Niestety ta specjalizacja kiedyś była na tyle niewdzięczna, że bardzo często były podejmowane całkowicie złe diagnozy i próby "leczenia" chorych. Tak naprawdę dawniej uprawiano wolną Amerykę a chorych psychicznie po prostu zamykano i sprawiano, żeby byli mniej problematyczni.
Z takich ciekawostek to nie wiedziałem, że homoseksualizm był zaliczany do chorób biblii psychiatrycznej czyli DSM.
"Jeśli jedynym narzędziem, jakim dysponujesz, jest młotek, to cały świat zaczyna wyglądać jak gwóźdź."
Z czasem świat psychiatrii stał się bardziej świadomy, że nie można się przez cały czas ograniczać do jednej formy terapii (jak początkowo np. samą psychoanalizą) i potrzebny jest pluralizm, czyli łączenie różnych form i jej aspektów. Dodatkowo każdy szanujący się psychiatra w dzisiejszym świecie nie stoi w miejscu i powinien się stale dokształcać.
Te zdanie mi się bardzo spodobało i może to być w pewnym sensie definicja tematu:
Mózg jest jedynym narzędziem, który może cierpieć na to, co można by nazwać "chorobą egzystencjalną" - gdy jego działanie zaburzone jest nie przez fizyczne uszkodzenie, ale przez niedostrzegalne doświadczenie.
W książce często odnosiłem wrażenie, że autor chciał ją napisać bardzo fachowym językiem. Późniejsze poprawki na pewno stały się bardziej dostępne dla przeciętnego czytelnika, ale niektóre rozdziały i zdania nadal wydały mi się męczące i w pewnym sensie nudne.
Jeszcze taka rozkmina: Autor pod koniec pisał, że kiedyś nie oczekiwało się, że przy ciężkich chorobach psychicznych osoba XY będzie jeszcze mogła normalnie funkcjonować. Tak było kiedyś. Teraz (w teorii) jest odwrotnie, bo wychodzi się z założenia, że chorego w większości przypadków można wyleczyć. W książce co chwilę podaje wiele szczęśliwych historii osób które odniosły wielkie sukcesy zmagając się z najróżniejszymi chorobami. Zawsze jednak przy tych historiach jest pewien wzór: Są to osoby ze wspierającą oraz majętną rodziną. Samotne osoby nawet jeżeli trafią na super hiper psychiatrę i optymalnie dobrane leki będą nadal mieć ciężki orzech do zgryzienia.
Nie jest to jakaś krytyka, tylko takie są fakty. W każdym razie książka jest bardzo dobra (stąd 7), ale nie rewelacyjna. Pod koniec autor wspomina też, że na szczęście żyjemy w czasach kiedy kończy się stygmatyzacja osób psychicznie chorych i to chyba każdy obserwuje również w Polsce.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Prywatny licznik: 1
#bookmeter #ksiazki #psychiatria

Zaloguj się aby komentować
W weekend grubość pokrywy śnieżnej w okolicach Szczecinka/Koszalina może wynieść prawie 30 cm
Reszta kraju w prognozie stabilne kilka cm, jedynie za Zieloną Górą podobne wartości.
#pogoda #prognozapogody #zima

Zaloguj się aby komentować
Osoby które budowały dom bądź remontowały mieszkanie:
Z czego jesteście super zadowoleni a z czego mniej?
Po fakcie jest coś irytującego czy wszystko wyszło idealnie?
Budując/remontując kolejny raz zrobilibyście coś inaczej?
#budujzhejto #remontujzhejto #budownictwo #kiciochpyta #luznerozmowy

Zadowolony: architekt wnętrz, bo świetnie wykorzystał przestrzeń i zaprojektował bajeczne oświetlenie, duża kuchnia, spiżarnia, ogrzewany garaż, rekuperacja, bo chłodzi, grzeje i oczyszcza powietrze, podłoga ceramiczna wyglądająca jak drewno, szerokie schody z niskimi stopniami, zlew techniczny w kotłowni, oddzielny budynek gospodarczy, automatyczne nawadnianie ogrodu, wysokie poddasze mieszkalne dzięki pianie pur, młynek do odpadów to pierwsze co mi przychodzi. Niezadowolony: kiepska jakość kostki brukowej i płyt tarasowych, bo się brudzą, balkon, bo nieużywany, a ciągle problemy, jasna elewacja.
Moje błędy remontowe to
błyszczące czarne płytki na podłogę i przy prysznicu - teraz ciągle widać smugi kamienia (w mojej okolicy dużo kamienia w wodzie), płytki szybko łapią rysy i się matują. Teraz bym za wanną dał coś ala drewno bo na tym nie widać kamienia.
dałbym gniazdka gdzieś w szafkach przy odpływach umywalkowych - jestem fanem bajerków i innych pierdołek i kusi mnie np automatyczny kran w WC
mogłem gdzieś zrobić kranik przy WC do nalewania wiadra itp. sięganie do kranu wanny za szklaną półkę by napełnić wiaderko jest niewygodne
Więcej gniazdek, potem zawsze się okazuje, że i tak jest za mało.
Jeśli masz mieć w kuchni czarny blat, to przy zlewie nie polecam płyty meblowej, nie idzie doczyścić smug z kamienia. Sam czarny zlew z konglomeratu spoko, tylko trzeba olejować co jakiś czas
Płytki imitujące drewno w łazienkach okazały się sztosem, prawie nic na nich nie widać
armatura z Ferro obecnie g***, bo trzech latach prysznic z deszczownicą był do wymiany, bo się termostat zepsuł. O dziwo marketowa Invena daje radę (połączenie matowej czerni i błyszczącej stali), żadnych odprysków i pięknie się czyści
meble na wymiar zawsze będą najlepsze, mimo że mamy kilka mebli z Ikei (w tym łóżko) i bardzo lubię antyki (ale mam blisko do Czacza na swoje usprawiedliwienie xD)
bez spiżarni rzeczywiście nie da się żyć, zwłaszcza gdy masz kuchnię połączoną z salonem
Zaloguj się aby komentować
11 + 1 = 12
Tytuł: Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia
Reżyseria: Peter Jackson
Kategoria: Fantasy/Przygodowy
Czas trwania: 3h 20min
Ocena: 10/10
Przy ostatnim filmie narzekałem na wersję rozszerzoną, ale w przypadku Władcy jest wskazana
Produkcja w moich oczach się nie zestarzała. W sensie: Po niektórych efektach widać, że technologicznie nie jest to już najwyższa liga dzisiejszych czasów, ale całościowo bije na głowę nowe premiery swojego gatunku. Nie będę się nawet wypowiadał o serialu LOTR, bo szkoda na to słów (chociaż opinie pewnie są podzielone).
Tak jak wiele lat temu tak i teraz przy ostatniej scenie miałem uczucie "DAWAĆ WINCYJ!"
Ah, no i soundtrack według mnie idealnie dopasowany do wszystkich scen i krajobrazów.
Jeżeli ktoś nie oglądał to polecam
#filmmeter #filmy

1111 Musieli upchnąć Eowinę jako silną postać kobiecą ! I ten wątek z Arveną która buntuje się przeciwko patriarchatowi uosobionemu w postaci Elronda. Do tego para gejów musiała być (Merry i Pipin) i mniejszości rasowe mużyni w armiach Mordoru.
A tak serio, bardzo przyjemnie się ogląda taki czysty film, bez upchniętych na siłę wątków, seksualizacji i innych wymysłów Hollywood.
@nobodys filmy są dalej super, ale jednak pomimo 12 godzin słabo w nich czuć długość, epickość i trudność tej całej wyprawy, jakoś wszystko się szybko dzieje w porównaniu do książki
Zaloguj się aby komentować
9 + 1 = 10
Tytuł: Czas Apokalipsy (Redux)
Reżyseria: Francis Ford Coppola
Kategoria: Dramat/Wojenny
Czas trwania: 3h 16min
Ocena: 7/10
Tym razem chyba zrobiłem błąd, pokusiłem się o wersję rozszerzoną.
Film pod wieloma względami jest bardzo dobry (nie dostał dwóch Oscarów za nic). Gra aktorska na wysokim poziomie, ogromne napracowanie przy scenach, temat bardziej mrocznego wątku wojny też ciekawy.
Wersję oryginalną zgaduję, że ogląda się dużo lepiej, bo jest pewnie więcej "mięsa" i spójności. W "Redux" miałem wrażenie, że niektóre sceny i ich wydłużanie jest na siłę.
Gdyby ktoś miał zamiar nadrobić jeden z dawniej bardziej popularnych filmów (i nadal bardzo wysoko oceniany) to polecam, jednak wersję krótszą niż dłuższą
#filmmeter #filmy

Zaloguj się aby komentować
Mi by się chyba zakręciło w głowie. Wam by się też zakręciło w głowie? ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
#filmiki #lyzwiarstwofigurowe
Zaloguj się aby komentować
Nie jestem fanem trzymania wszystkiego w sieci, co ma oczywiście swoje minusy.
Raz na jakiś czas muszę robić backupy nowych zdjęć na komputer i dyski zewnętrzne, akurat dzisiaj jest taki dzień.
Dzień backupu/kopii zapasowej to oficjalnie 31.03, ale już teraz zachęcam do wspólnego zgrywania ważniejszych plików na nośniki zapasowe
#nowyrok #backup #protip #nobodycares

Podrzucam pomysł wykorzystania którejś z usług "cold storage" jako nośnik off-site dla backupów typu disaster recovery.
Np. Amazon S3 Glacier Deep Archive to koszt ~$1/miesiąc/TB, a więc mega tanio w porównaniu do kupowania dedykowanych nośników fizycznych.
Zadbajcie tylko o odpowiedni backup danych dostępowych do AWS (hasło + dostęp do authenticatora) w sytuacji po prawdziwym disaster typu "wszystkie moje urządzenia spaliły się razem z domem".
Zaloguj się aby komentować
Psina nigdy nie wchodzi do łazienki, ale w tą jedną noc robi wyjątek i się tam chowa.
Oczywiście szczęśliwego nowego roku
#pokazpsa #sylwesterzhejto

Zaloguj się aby komentować
Najważniejsze terminy zapisane do nowego kalendarza.
#2024 żegnaj
#2025 napierdalaj
#gownowpis #kalendarz

Zaloguj się aby komentować

Pan Wiesław przy ul. Spółdzielców w Krakowie od 1991r. prowadzi zakład w którym naprawia drobny sprzęt AGD. Odkurzacze, żelazka czy ekspresy do kawy nie mają przed nim tajemnic. Postawił na nogi tysiące urządzeń, nie ważne czy 5-cio, czy 30-letnich. Jak sam twierdzi w tym fachu najważniejsza jest...
Kevin sam w domu nadal bawi, ale wolę odcinek wigilijny 13. posterunku
https://youtu.be/IuyYl6tEbak?si=HX-xd0ULozCcxNOz
#seriale #13posterunek #swieta
Zaloguj się aby komentować
Dzwonię do rodziców raz na kilka tygodni. Ogólnie nie mam z nimi zgrzytów, ale czasami rozmawia się jak ze słupem.
Ostatnio poruszyliśmy temat kilku wcześniejszych dramatów rodzinnych i efektów z nimi związanych.
<Matka stwierdziła, że w pewnym momencie jak w 2 miesiące przytyłem 30kg to było przecież normalne, bo nudziło mi się, dorastałem i lubiłem jeść. (była to przeprowadzka do obcego kraju)
<Innym razem kiedy choroba ojca pochłonęła nam przez kilka dobrych miesięcy życie, to też nie widziała niczego dziwnego w tym, że dobiłem do swojej wagi maksymalnej w ciągu krótkiego okresu. I znowu, miałem apetyt i pewnie jadłem z nudów.
<Kiedy 10 lat temu sam miałem duży problem to również nie widzieli z ojcem w tym niczego złego, że w ciągu krótkiego okresu dobiłem do swojej minimalnej wagi. Widocznie byłem zarobiony i zapominałem jeść.
Kiedy powiedziałem wczoraj rodzicom, że te zarówno zajadanie jak i głodzenie było skutkiem ubocznym stresu to nadal się z tym nie zgadzali, bo "przecież nie płakałeś jak twoja siostra, więc jaki mogłeś mieć stres".
Mam ich za osoby jako-tako inteligentne, ale czasami ich ignorancja mnie rozbraja.
Do czego zmierzam z tym wszystkim? Jeżeli macie w swoim kręgu osoby które ostatnio bardzo szybko nabrały kilogramów albo je straciły i wam na nich zależy, to warto zapytać co się u takiej osoby w życiu dzieje.
Jeżeli to nie jest określona dieta w której ktoś chce szybko schudnąć albo przytyć to istnieje duże ryzyko, że dzieje się coś więcej.
W większości przypadków nie jest tak, że ludzie nagle dowiadują się o istnieniu majonezu kieleckiego (czy tam winiary..) i zaczynają go do wszystkiego dodawać i tyć. Tak samo przeważnie "od tak" nie rezygnujemy z posiłków, które się sprawdzały u nas przez lata. Tak samo większość ludzi nie jest jak Christian Bale który do filmów rotuje swoją wagą i sylwetką.
Swoją drogą, może kiedyś wy również mieliście takie epizody nagłych zmian wagi w dużej mierze przez sytuację życiową?
#nobodycares #rozkminy
@nobodys może nie jedz tyle a nie rodziców się czepiasz
Wielu rodziców nie rozumie wielu rzeczy, zawsze tak było.
Swoja droga, co do rodzicow, to tez bylem kiedys w kryzysie, jak mialem 17/18 lat - niestety oni zupelnie nie kumali, ze mozna np takiego dzieciaka wyslac do chociaz psychologa xD I zreszta nadal tak jest.
Na szczescie, jak juz bylem dorosly, to sam wiedzialem, jak takie rzeczy ogarnac. Teraz przynajmniej mam wsparcie od partnerki w razie czego, a i pojscie do psychologa nie jest niczym strasznym. Ot normalna wizyta w razie jakiejs gorszej zyciowej sytuacji.
Znajomy, ktory ma depresje tez wiedzial co i jak, poszedl do psychiatry po leki. Mam wrazenie, ze nasze pokolenie millenialsowe jest o wiele bardziej swiadome i nie stygmatyzuje tak zdrowia psychicznego. Dla tamtego pokolenia cokolwiek zwiazanego z psychologiem/psychiatra to "pojscie do czubkow" XD
Ot spad po komunie i ruskiej mentalnosci.
Oj niezła dyskusja się wywiązała, za to lubię hejto
Podsumowując
@nobodys
Ja osobiście po latach doświadczeń.
Liczę kalorie - ale nie obsesyjnie, obserwuję trendy bardziej niż co do grama, u mnie sprawdza się Cronometer, bo angielski to wręcz mój drugi język, ale Fitatu jest w PL najbardziej popularne.
Staram się - bo Ci nie zawsze wyjdzie - jeść świadomie i komponować sobie papu tak, by nie mieć żadnych hipoglikemii wynikających z bomb kalorycznych... dziś Wigilia więc będzie challenge, bo nawet jakbym chciał to nie wybiegam jedzenia O_o Tak samo staram się mieć w lodówce zdrowe, a w szafce głęboko słodkie, by dostęp do zdrowego był łatwiejszy ^_^
No i ruch, aktywność fizyczna to konieczność, by czyścić głowę, może dla Ciebie np książki, filmy, seriale, muzyka, jest coś, co Cię odrywa od tego całego światowego bajzlu i pozwala się uspokoić.
Obecnie sen jest dla mnie największym wyzwaniem, no ale sobie wymyślam coraz to ciekawsze cele jeśli chodzi o fitness, to muszę nad tym pracować konsekwentnie.
Jak widzisz, przez lata nie jest idealnie, ale jakoś ta waga ani nie szoruje po dnie ani nie poszła w kosmos, czyli jakoś-tam działa, oby jak najdłużej

Zaloguj się aby komentować
Pora na podsumowanie roku 2024, który pod wieloma względami mnie przeorał i był bardzo zmienny.
Będzie to długi wpis z różnymi rozkminami i pozwolę sobie założyć tag #nobodycares którego czasami planuję używać w przyszłości. Będzie to też dosyć symboliczny wpis, bo (przypadkowo) mój 1000 na stronie.
Styczeń 2024 zaczął się niewinnie. Minął pierwszy rok od utworzenia konta na hejto, wtedy jeszcze miałem wystarczająco wiele swobody na regularne wypady na siłownię jak i tworzenie dłuższych ankiet. Zacząłem również czytać książki i faktycznie do połowy roku udało mi się ich ukończyć ponad 10. Wszystkie moje sportowe cele (hehe) na 2024 rok zaplanowałem na czerwiec/lipiec, jednak życie zweryfikowało.
Do kwietnia było stabilnie i można powiedzieć, rutynowo. W kwietniu uzyskaliśmy wiadomość gdzie różowa (wtedy narzeczona) dostała się na specjalizację z psychiatrii. Wyglądało na to, że przeprowadzimy się z miasta wojewódzkiego do powiatowego i bardzo nam ta zmiana pasowała. Byliśmy zmęczeni dużym miastem. Musieliśmy szukać samochodu, bo mieszkając przez wiele lat w centrum dużego miasta był on nam zbędny, a nawet problematyczny.
<KIŁA (w sensie samochód, nie choroba)>
Tutaj zaczyna się pierwsza jazda i nauczka na przyszłość (wcześniej się tym nie żaliłem). W przeszłości kupiłem kilka samochodów i wiadomo, że używki nie są idealne, ale zawsze byłem zadowolony. Tym razem: co się nawkurwiałem to moje. Podczas jazdy testowej KIĄ (teraz mówimy na nią kiła) wszystko wydawało się być OK. W skrócie: Przyśpiesza, hamuje, skręca, nic nie stuka, nic nie puka, nie dławi się, każdy bieg wchodzi gładko, samochód jedzie prosto, cud, miód, malina. Czyli tak naprawdę większość czego oczekuje się od gruza za trochę ponad 10k. Powrót do domu 100km, wszystko ok. Kolejna wycieczka z psiną w góry 150km, wszystko ok. Jakiś czas później przegląd. Głównie zalecenie wymiany opon (co planowałem zrobić) i wymiana jednej żarówki. Dodatkowo informacja, że podwozie ma małą plamę od oleju. Wcześniej tego nie widziałem, a w Mondeo ST220 przez X lat silnik się lekko pocił i nigdy z tego tytułu nie sprawiał dalszych problemów, również kuzynowi któremu sprzedałem Forda i jeździł nim jeszcze przez kilka lat.
Myślę więc, ok, w warsztacie ogarną wymianę opon, wymienią olej, filtry, klocki hamulcowe i może uda im się powiedzieć czy jest jakiś problem.
Problem pojawił się przed wizytą w warsztacie, bo na autostradzie wyskoczył Check Engine i oczywiście tryb awaryjny, w którym samochód miał osiągi malucha.
Oddałem samochód do warsztatu (po fakcie mogę powiedzieć, że bardzo dobry warsztat) i powiedziałem jaki jest problem. Wymienili wszystko co mieli wymienić, sprawdzili check engine i generalnie samochód był już gotowy do wydania. Robią jazdę testową i coś zaczyna stukać w silniku.. dzwonią do mnie i pierwsze zdanie to "musi Pan do nas przyjechać i to zobaczyć", tymczasem OP pikachuface.jpg.
Bez rozpisywania się: Silnik do wymiany albo remontu. Komis albo wcześniejszy sprzedawca musiał znać problem i zalewał silnik tzw. doktorem (czyli konsystencja przypominająca miód) a sama uszczelka była oczywiście silikonem. Wcześniej wydawało się zarówno mi: jak i kilku osobom którym pokazałem samochód, jak i na stacji diagnostycznej, jak i warsztatowi - że silnik chodzi w porządku. Działo się to właśnie do momentu wymiany oleju.. (polecam odcinek kickstera "Kupiłem KIĘ!" gdzie miał trochę podobną przygodę)
Dzisiaj całkiem inaczej bym podszedł do sprawy, ale wtedy samochód był mi prawie na cito potrzebny, więc zdecydowałem się na remont. Panowie sprawnie ogarnęli temat i po miesiącu samochód śmigał. Miał jeszcze jedną mniejszą bolączkę która wyszła z czasem, ale to już załatwił teść, bo ja nie miałem więcej nerwów i wtedy wolnego czasu. Finalnie remont oczywiście kosztował tyle co sam samochód. Był to najgorszy zakup w moim życiu, ale jeździ i będzie jeździć do jego usranej śmierci
Ta przygoda dała mi bardzo dużo do myślenia. Dodam jeszcze, że różowa mnie wtedy bardzo wspierała i nie uważała tę sytuację za porażkę.
<MIESZKANIE>
To teraz zostawiamy temat samochodu i zaczyna się w pewnym sensie ciekawszy, czyli początki przeprowadzki do powiatowego 150km od domu i tak naprawdę odkrywanie nowego miasta.
Różowa miała zacząć swoją pracę 1 sierpnia, więc wcześniej musieliśmy już się przeprowadzić. Najpierw planowaliśmy wynająć coś na rok i zastanowić się czy opłaca się kupić własne mieszkanie albo ogólnie żyć w danym miejscu. Z ciekawości oglądaliśmy jedną nieruchomość na sprzedaż, ale nie okazała się ciekawa. Tu wkracza przypadek.. bo kobieta z biura nieruchomości wspomniała, że będzie mieć mieszkanie na sprzedaż, ale nie jest jeszcze wystawione, bo w etapie czyszczenia. Po wyczyszczeniu i usunięciu meble nam je chętnie pokaże.
Wyczyszczone musiało być bardzo dokładnie, ze względu na wcześniejszego właściciela mieszkania (wątek bardzo ciekawy, ale za prywatny oby go opisywać).
Po oględzinach bardzo nam przypasowało miejsce w którym się znajduje mieszkanie, sam budynek też w porządku, garstka sąsiadów (po fakcie mogę stwierdzić, że wszyscy tu są pomocni i mili), cisza i spokój. Mieszkanie co prawda ruina przez wcześniej wspomnianego właściciela, ale rodzice różowej mają spore doświadczenie przy remoncie ruin.
Ja nie byłem przekonany, ale teściowie i różowa przekonywali, że zakup i remont będzie dobrym pomysłem.
Ustaliliśmy plan oraz podział kosztów i zadań (udało się bez kredytu).
Co tu dużo pisać, u notariusza podpisaliśmy umowę (z którą też był lekki cyrk przez biuro nieruchomości) i różowa z teściową zrobiły casting na ekipę, która by miała podjąć się remontu.
Ja niestety w tym czasie nie mogłem być przy pełnym castingu, bo 150km dalej miałem umówiony zabieg z psem gdzie miała mieć wyrwane 2 zęby, dodatkowo zaplanowane wizyty w PGNiGu i inne obowiązki.
Teściowie mają swojego sprawdzonego "majstra", niestety musiał on pozostać opcją awaryjną, bo 150km robi różnicę i mogło by się to nie opłacać. Na castingu pojawiały się różne osoby i "co jeden to lepszy". Panu który np. chciał na wstępie zwrot kosztów za benzynę (15km) z góry podziękowaliśmy. Na szczęście na sam koniec pojawił się najbardziej ogarnięty majster z prawdziwego zdarzenia, który zwykle nie podejmuje się takich małych remontów mieszkań (głównie przetargi), ale dla nas zrobił wyjątek. Wysłał nam kosztorys który był sensowny oraz umowę remontu, na którą się zgodziliśmy. Pod koniec czerwca maszyna ruszyła.
<GDZIES TRZEBA ŻYĆ, czyli pół-przeprowadzka>
Remont generalny to niestety nie kwestia jednego miesiąca, więc musieliśmy wynająć jakieś mieszkanie. Tym się trochę stresowaliśmy, bo wielkiego wyboru nie było, a nie każdy też akceptuje zwierzęta w domu. Na szczęście trafiła nam się super para która własnoręcznie wyremontowała mieszkanie 33m2 pod wynajem i na start było w sam raz. Akurat w tamtym miejscu nie chcielibyśmy z wielu powodów mieszkać dłużej (i tu, nie będę się rozpisywał), ale kilka miesięcy na przechowanie się było ok.
Właściciele tak jak wspominałem okazali się bardzo uczciwi i pomocni, w przyszłości na pewno jeszcze się spotkamy i porozmawiamy.
Sama pół-przeprowadzka była z logistycznego punktu widzenia (jak to przeprowadzki) męcząca, ale kiła (nadal samochód) cała wypakowana dzielnie wszystko przewoziła.
<NOWA PRACA RÓŻOWEJ>
A więc po X latach na studiach medycznych różowa zaczyna pracę. Oczywiście bardzo się stresuje, i w tym momencie zaczyna się moja rola prywatnego psychologa dla początkującego psychiatry.
Na początku była podekscytowana. Chwilę później stwierdziła, że w oddziale większość przypadków to uzależnienia od alkoholu i narkotyków (kiedyś wydawały jej się dosyć nudne, ale to się zmieniło) i czy ona na pewno dobrze wybrała.
Było wiele skrajnych emocji związanych z pracą i przez chwilę też myślałem: na kij my kupiliśmy mieszkanie i je remontujemy. Teraz mogę powiedzieć, że nadal ma co do swojej pracy różne przemyślenia, jednak się w niej spełnia i jest z niej zadowolona. Po czasie wydaje mi się, że nowa praca + pół-przeprowadzka + ślub kilka tygodni później + remont mieszkania + kolejna przeprowadzka w głowie to było za dużo, i dopiero teraz może się w pełni koncentrować na swojej pracy i po niej dokształcać w wolnym czasie. Swoją drogą przez (albo dzięki) mojej roli cichego psychologa mam wiele informacji z jej pracy z pierwszej ręki i widzę w których kwestiach świat psychiatrii się sprawdza, a w których jest wielkie pole do poprawy.
<PRZERWA NA ŚLUB>
Jakie remonty, jaka praca?? OPie czy zapomniałeś, że w połowie sierpnia masz ślub?
Na nasze szczęście organizowaliśmy tylko cywilny + restauracja na 20 osób. Całość ograniczyła się do tego, że ślub cywilny zajął 20 minut w ładnym urzędzie stanu cywilnego, a później luźny czas w restauracji z wcześniej zarezerwowanym noclegiem. Nie musieliśmy się przejmować tym, że będą osoby które zobaczymy pierwszy raz w życiu. Dalsze ciotki, wujki, siurki z którymi człowiek się spotyka na takich spotkaniach raz w życiu i już ich nie pamięta. Tylko najważniejsze dla nas osoby i tę decyzję podjęlibyśmy ponownie. Ah, no i nie było alkoholu! Różowa najbardziej się stresowała tym, że ktoś potajemnie kupi/przyniesie alkohol. Na szczęście aż takich alkusów w rodzinie nie mamy. Było za to kilka zgrzewek piccolo, więc symbolicznie zastąpiło inne trunki.
Sam ślub nie był męczący. Bardziej męczące były spore przebiegi które musieliśmy robić wokół ślubu, bo czasami musieliśmy być w kilku miejscach na raz.
Różowej oświadczyłem się rok wcześniej. Ze statusu konkubiny (żartowaliśmy, że konkubicy), do statusu narzeczonej zrobiła lvl up do pełnoprawnej żony.
<REMONT>
To mógłby być najdłuższy wpis, ale postaram się ograniczyć. Nie dziwię się, że niektórzy nagrywają vlogi z generalnych remontów albo budowy domu, bo o tym często można pisać książki.
Mieliśmy ustalony termin wyprowadzki z mieszkania wynajmowanego na końcówkę października, czyli do tego czasu remont musiał być gotowy (musiał się zakończyć w kilka miesięcy).
Niestety przez to, że gonił nas czas nie mogliśmy wielu rzeczy zaplanować na spokojnie, dodatkowo nie byliśmy na miejscu i przyjeżdżaliśmy sprawdzać pracę tylko co tydzień, dwa. Ogólnie niektóre kwestie wyszły dobrze, niektóre mniej, ale na prawie każdym etapie miałem wrażenie, że muszę myśleć za innych (i tak niestety było). Rolą różowej i teściowej było zajęcie się projektowaniem łazienki i kuchni + wnęki w przedpokoju (z tym, że przedstawiłem im kilka punktów które muszą być w projekcie). Koniec końców kiedy różowej zaczęła się praca to ja byłem na każde zawołanie i musiałem się o wszystko dopraszać. Problemem nie był sam "majster" i jego załoga, tylko to, że traktowali te mieszkanie jako faktycznie coś pobocznego. Gdyby mieli wszystkie dostępne materiały typu okna/drzwi itd. to jestem przekonany, że remont mógłby się zakończyć w trochę ponad miesiąc. Przyznam się też, że za bardzo pod względem technicznym (nie estetycznym, bo brzydko mówiąc miałem wyjebane na kolory ścian i innych elementów) zaufałem wyborze różowej i teściowej.
Podam kilka przykładów:
- Mamy dosyć budżetowe drzwi wejściowe, co prawda z bolcami antywłamaniowymi, ale bez wizjera ani drugiej "zasuwy" czy chociaż wygodnego sposobu na zamykanie zamka od wewnątrz (trzeba zamykać się od środka kluczem).
Za to mamy tapety za grube tysiące, gdzie sam tapeciarz to koszt 4k..
- Różowa wymyśliła, że chce mieć bidetkę w łazience 2x1,50m. Bidetka którą zamówiły nie pasowała do standardu zamontowanego przez fachowców, bo ściana między łazienką a kuchnią była za cienka. OPie Opie, ratuj! Musiałem więc poszukać takiej, która będzie pasować i wymóg "MUSI BYĆ CZARNA". W sklepach można było zapomnieć, w internecie znalazłem tylko 2 modele które się nadają (marki no-name).
- Różowa z teściową przy planowaniu zabudowy wnęki w korytarzu zapomniały, że nad przejściem będzie zamontowana klimatyzacja. Tak więc małe górne drzwiczki szafki zawadzają przy otwieraniu o klimę.
- Listwy przypodłogowe.. zresztą, szkoda gadać.
Fachowcom pod różnymi względami też za bardzo zaufałem i na dzień dobry po przeprowadzce mieliśmy zapchany odpływ prysznicowy i nieszczelną kabinę prysznicową (która swoją drogą była dosyć droga ale 2/10 i wolałbym jakiś głęboki brodzik akrylowy). Stolarze jak montowali meble kuchenne to oczywiście nawet po przyklejeniu wydrukowanych zdjęć gdzie są umieszczone kable się przez nie przewiercili. Zrobiłem dokładny rzut mieszkania gdzie mają być listwy a gdzie ma ich nie być, i oczywiście jeden majster zapomniał pokazać drugiemu, więc były poprawki. O termin malowania dopraszaliśmy się kilka razy (sam malarz 10/10). Pod koniec musiałem też przypomnieć, że ma być zmywarka i czemu nie ma jeszcze adaptera na 2 odpływy. Tak samo wszyscy zapomnieli o tym, że kocioł gazowy musi mieć zasilanie/gniazdko. Po prostu jeżeli chodzi o grube prace wszystko przebiegało super, ale wykończeniówka.. gdybym miał zgadywać, to na pewno niektóre rzeczy zrobiłbym (chociaż lvl noob) lepiej, nawet, gdyby mnie przy tym prąd kopnął.
To się trochę pożaliłem
<PEŁNA PRZEPROWADZKA>
Pod koniec października musieliśmy się przeprowadzić do docelowego mieszkania. Ja dzięki temu, że pracowałem zdalnie mogłem się przeprowadzić szybciej i odbierać tam np. sprzęt AGD i różne meble, które po pracy czasami sam, czasami z różową składałem. Samą przeprowadzkę wspominam dosyć przyjemnie głównie przez fakt, że nareszcie mogliśmy zacząć mieszkać w jednym miejscu. Wynajmowane mieszkanie ładnie wysprzątaliśmy, właściciele oddali nam kaucję co do złotówki i zamieniliśmy ze sobą jeszcze kilka miłych słów. Przewieźliśmy również pozostałości ze starego mieszkania (kiła ponownie załadowana po sam dach + teść miał akurat dostęp do busa, tak samo załadowany).
Z ciekawostek to różowa nie kłamiąc ma lekko z 500kg książek i były zapakowane w walizki i różne torby ala ikea.
Przeprowadzka udana, więc można zacząć bezstresowo żyć, prawda?
Nie do końca. Już w pierwszy wieczór powstał problem o którym wyżej pisałem, czyli prawie nieistniejący odpływ pod prysznicem. Na dodatek myśleliśmy, że nowa pralka też jest popsuta, bo zrobiła się pod nią kałuża. Kałuża powstała, bo fachowcy widocznie mało fachowo zamontowali kabinę prysznicową, albo model jest upośledzony, albo jedno i drugie. W każdym razie pralka na szczęście nie była uszkodzona.
Zaczął się stres, czy z tym odpływem uda się coś zrobić, ale 2kg kwasu cytrynowego i 2kg sody oczyszczonej na to w 100% pomogły. Z kabiną nadal muszę się brzydko mówiąc j⁎⁎ać, bo jest to jakaś anomalia (ale spoko spoko, teraz będę miał więcej czasu i ogarnę). Prysznic wytrącił nas z równowagi, bo najbardziej nam w łazience właśnie na nim zależało, miał być "bezproblemowy". Marzyło nam się coś w stylu walk-in ze zwykłymi zasłonami, ale przez metraż łazienki było można o tym zapomnieć i wybór był ograniczony. Może kiedyś
Jeżeli chodzi o same mieszkanie to było i jest w sam raz. Blisko do sklepów, blisko do parku/lasu, różowa ma blisko do pracy, okolica spokojna, nie czuć smrodu smogowego (a w niektórych częściach miasta czuć), gwarancja zaparkowania samochodu pod budynkiem (nawet gdybyśmy mieli kilka samochodów). Ogólnie szybko się przyzwyczailiśmy do tego miejsca. Po przeprowadzce musieliśmy jeszcze poskładać i ustawić/zawiesić jakieś małe meble i dodatki. Na tym się miało skończyć. Nareszcie było można koncentrować się na rutynie, mieć więcej czasu na czytanie książek, zapisać się ponownie na siłownię, pojeździć rowerem nawet pomimo już słabej pogody, różowa mogła się zacząć w pełni koncentrować na nowej pracy.
Tak miało być, a jak było?
cytując Dzień Świra:
-Miałem wiersz napisać, wiersz.. d⁎⁎a z pisaniem, c⁎⁎j z poczytaniem. Nawet sportu w gazecie nie zrozumiem. Jestem w proszku. Kompletnie rozmontowany.
<HALO HALO, JAKIE HOME OFFICE, "WRACAMY DO BIURA">
Na początku listopada czyli akurat krótko po naszej "pełnej przeprowadzce" jakieś 240 osób łącznie ze mną dostały informację, że albo "wracamy" do siedziby biura na drugim końcu polski, albo się rozstajemy ze swoją pracą.
W takim momencie np. kijowa kabina prysznicowa poszła w odstawkę i musiałem się zaangażować w zrozumienie sytuacji, która nawet teraz jest symbolicznym "c⁎⁎⁎em w d⁎⁎ę" (będą ją jeszcze analizować pewne instytucje). W pewnym poście opisywałem problem. W skrócie osoby które przez wiele lat pracowały w pełni zdalnie (grubo przed covidem) miały się teraz zdecydować, czy chcą pracować w biurze czy tracą pracę. Jest to tzw. wypowiedzenie zmieniające warunki pracy i płacy przy którym nawet grupy chronione nie są chronione.
Nie będę opisywał WIELU chamskich zagrywek, jednak znam sytuację od wewnątrz i kiedy myślisz, że nic Ciebie nie zaskoczy, to wchodzi firma i mówi "pa na to". Samo to, że we wrześniu cała korporacja dostała wiadomość, że wszyscy wracają do biur, a HRy przez 2 miesiące przekonywały nas, że pod żadnym względem nie chodzi o nas. Zresztą, nawet przy końcowym etapie rozstawania się z firmą dział HR okazał się inwalidą, i większość ich działań według mnie sztuczna inteligencja może bez problemu w przyszłości zastąpić (czyli np. wciskać kit).
Tak więc jestem w okresie wypowiedzenia do końca stycznia i żegnam się z firmą. Podpisałem rozwiązanie umowy za porozumieniem stron, które tym razem jest dużo bardziej korzystne niż w przypadku zwykłego wypowiedzenia. W tle dzieją się jeszcze pewne rzeczy, ale nie zmienia to faktu, że tu już nie mogę ani nie chcę pracować.
<bez większego planu na 2025>
Cele na nowy rok? Nie no, nawet nie żartujmy. Wiele osób chce od razu szukać i zaczynać nową pracę, a ja chwilę odpocznę, szczególnie od korporacji. Różowa teraz musi nadrabiać naukę związaną ze swoją pracą oraz dyżury, więc będę chciał ją jak najbardziej w tym przez jakiś czas wspierać (czyli potocznie mówiąc pranie, sprzątanie, gotowanie, i innych spraw załatwianie). W weekendy ma ostatnio chwiejny nastrój i w pewien egoistyczny sposób muszę jej pomóc to ogarnąć, żebym w przyszłości sam się mógł bardziej koncentrować na własnej dalszej drodze.
Ludzie z pracy mają różne sytuacje i niektórym bardzo te wieści siadły na psychikę. Mi było na początku smutno (uczucie bycia wykorzystanym), później byłem nastawiony bardziej bojowo (pozdrawiam owcę), a od jakiegoś czasu pogodziłem się ze zmianą w życiu.
<ogólnie o 2024>
W okresie czerwiec-sierpień schudłem przez nerwy 10kg. W młodości zajadałem stres a od lat sytuacje stresujące powodują u mnie mocny skurcz brzucha i kompletny brak apetytu (jem na siłę). Z plusów robiłem rutynowe badania krwi, kału, moczu, USG tarczycy i nic niepokojącego z nich nie wyszło. Wiem, że są ludzie którzy mają dużo gorzej i moje przejścia mogą kogoś śmieszyć (nawet własną matkę i ojca), ale łatwiej jest się przyznać do różnych emocji niż np. zapijać je alkoholem.
Z kolejnych pozytywów to poznałem wiele ciekawych osób które pokazały mi trochę inny obraz na świat. Niektórzy mnie zaskoczyli, ale oczywiście były też osoby na których się mocno zawiodłem.
Dlaczego teraz planuję zrobić sobie chwilę przerwy? A dlaczego nie? Po wielu latach wydaje mi się, że jest to dobry czas na przerwanie wyścigu szczurów.
Mieszkanie gotowe i spłacone, samochód jeździ (nic lepszego mi nie potrzebne), brak dzieci do utrzymywania, jakaś poduszka finansowa nadal jest, różowa teraz też nie może narzekać na zarobki.
Nie nastawiam się, że w 2025 będzie lepiej albo gorzej. Będzie mi prostu inaczej.
Zastanawiałem się przez chwilę czy nie skasować swojego konta na hejto przy nowym roku, ale hasztag.. bezprzesady, bo to już by podchodziło pod chorobę Grubej Ryby
P.S. ulubioną grą w tym roku został.. Battlefield 2042, w który prawie co weekend gramy z kuzynem i kumplami.
#rozkminy #2024 #2025
Kurde, ale kronika. W sumie to nie powiedzialbym, ze to byl zly rok. Ot, nornalne zyciowe problemy. Najwazniejsze, ze (jakby banalnie to nie brzmialo) wszyscy zdrowi :) wesolych swiat
Zaloguj się aby komentować

Hotel Murat w Redzie lata świetności ma już za sobą. Świetnie niegdyś prosperujący obiekt dzisiaj już nie przypomina tego sprzed lat. Z dnia na dzień popada w coraz większą ruinę i straszy swoim wyglądem przy głównej drodze. Hotel Murat położony jest w pięknym mieście Reda, przy międzynarodowej...
Zaloguj się aby komentować