To byłoby w porządku, gdyby istniał jakikolwiek system weryfikacji ich pracy i kwalifikacji.
A tak to jak porównać lekarza, który ciągle poszerza swoją wiedzę, faktycznie studiuje przypadki swoich pacjentów i skupia się na ich leczeniu od tych, którzy stawiają błędne diagnozy na odwal się?
W normalnej sytuacji wykwalifikowanych pracowników weryfikuje sam rynek.
Ale w sytuacji niedoboru lekarzy, jaki mamy, system kapitalistyczny - wygra lepszy - nie zadziała, bo człowiek pójdzie do jakiegokolwiek lekarza, byleby termin nie był za 2 lata.
System kapitalistyczny zresztą nigdy nie zadziała, jeśli tak ściśle regulujemy liczbę lekarzy. To się po prostu wyklucza.
Zresztą czy w 30 minut - w tym połowa czasu spędzona na "proszę się rozebrać" i uzupełnianiu dokumentacji - da się w ogóle sensownie przestudiować przypadek pacjenta?