Zastanawiam się, czy jestem jakoś w stanie pomóc mojemu pecetowi.
Ryzen 5 3600 3.6GHz
GeForce GTX 1650 4GB
16GB RAM 2666
SilentiumPC Vero L3 500 W Bronze
Biblioteka Steam na SSD, acz GoodRam CX400
No i najważniejsze - nie mam większych wymagań. Jak na starego człowieka przystało gram w Euro Truck Simulator 2/No Man's Sky i nie zapowiada się, żeby coś się zmieniło.
Niby komputer spełnia wymagania. Niby gry stare. Ale NMS ma lepsze/gorsze dni, i to niezależnie od ustawień graficznych. Nie wiem czy to optymalizacja gry, czy ten proceduralnie generowany świat go przerasta. Czy jakieś aktualizacje rozdmuchują tą grę.
Zmieniłem niedawno procesor z jeszcze słabszego Ryzena ale nie widzę poprawy. Poza tym, komputer w 100% mnie zaspokaja
Czy zmiana GPU na powiedzmy RTX 3050 6GB (albo coś lepszego) da mu drugie życie? Nie chciałbym w niego przesadnie inwestować bo i tak do GTA V wjedzie nowsza konsola.
Ja bym raczej celował coś pokroju RTX 3060 z 8GB albo 12GB pamięci albo jakiegoś RTX 3070. Powiem tak, mam jeden podobny zestaw z którego czasem korzystam. Ten sam procek, ale sparowany z RTX 4070 oraz z 32GB pamięci i ten sprzęt daje radę. Ostatnio na nim ogrywałem (skakałem między 3 urządzeniami - dzięki za zapisy w chmurze ;D) spory ułamek Clair Obscure: Expedition 33 w 1440p - gra chodziła i wyglądała lepiej niż na Xbox Series X. Więc procek choć już swoje lata ma, to nie jest tak że on się do niczego nie nadaje.
Wcześniej tam był RTX 2060 i też nieźle działało, ale miałem jedna RTX 4070 więc wymieniłem i różnica jest zauważalna. Ale też trzeba powiedzieć że już procek ogranicza tą kartę, więc sensowniejszym wyborem będzie coś słabszego pokroju 3060/3070 w zależności od budżetu. Niemnie jestem na 100% pewny że karta graficzna jest sporo za słaba na ten zestaw.
@jedzczarnekoty No GPU wydaje się tu być trochę wąskim gardłem. Ciężko tak zdiagnozować zdalnie ale na pewno wymiana choćby na RTX 2060 da Ci z 50% przyrostu wydajności - tylko sprawdź sobie czy Ci zasilacz 500W wystarczy żeby to dźwignąć, ale chyba powinien.
podobno po taniosci mozna kupic serwerowe procki z podobnej epoki tylko z wieksza liczba rdzeni niz te biedne 4, bo to co wymieniasz to faktycznie w porownaniu do tego 4570 to jest sidegrade, a dwurdzeniowych i3 to w ogole bym nie ruszal
@jedzczarnekoty Owszem, zgodnie z wymaganiami od 8gen jest ok (nie wiem czy aby na pewno wszystkie modele 8 gen.
Ps. Prawdopodobnie na 6500 jak i na 4570 office będzie śmigał dobrze, warunkiem jest dysk SSD, podejrzewam że w tym staruszku miałeś jeszcze HDD. Z HDD to i na nowym 14600k każdy soft będzie zamulał.
Od kiedy nad windows 10 wisi BAT, ceny wszystkiego poniżej 8gen spadły dość mocno, a od 8gen naprawdę solidnie się trzymają.
Gdzieś czytałem że co prawda MS podtrzymuje wymagania 8gen, ale wycina jakieś funkcje przy sprzęcie poniżej 10 gen. Nie pamiętam jednak szczegółów.
Ostatnio w pracy potrzebowaliśmy kilku kompów do biura. Po sprawdzeniu cen sprzętów Win 11 ready, okazało się że za dopłatą można poskładać własny zestaw na nowym 12400 i 16GB RAM w dość rozsądnej cenie.
@5tgbnhy6 to nie pic na wode. Owszem, DA się obejść, ale przy najbliższym windows update masz spore szanse że przy restarcie zobaczysz blue screen i tyle z tych "myków". Owszem można ale jeśli wiesz co robisz i będzie Ci się chciało z tym walczyć co któryś update.
Nie mogłem się zebrać, ale chciałem się podzielić relacją z wizyty na Harry Potter The Exhibition. A nuż ktoś z Was na wakacjach wybiera się do Krakowa, czy konkretnie Alvernia Planet https://harrypotterexhibition.com/locations/krakow/
Organizatorzy obiecują:
Interaktywna wystawa uczci filmy o Harrym Potterze, Fantastycznych Zwierzętach oraz rozszerzy świat czarodziejów, prezentując ikoniczne, autentyczne rekwizyty i kostiumy, innowacyjne instalacje, zapierające dech w piersiach scenerie i wiele więcej! Czas zwiedzania zależy od osobistych preferencji, ale generalnie warto sobie zarezerwować na samą wystawę od 1,5 do 2h.
A co w środku?
Bilet 169zł. Dla dziecka które coś z wystawy wyniesie 149zł. Maluchy do 4 lat wchodzą gratis. Bilet rodzinny (>4 osób 149zł od łebka) to tak naprawdę zniżka dla osób dorosłych na ich wejście. Nie powiem, sporo.
Obsługa informuje o tym, że w środku nie ma toalet, na opiniach Google ludzie narzekają na to mocno - niemniej na stronie wystawy jest informacja że z dzieckiem wypuszczają (WC w kontenerze niedaleko wejścia) ale nie sprawdzaliśmy.
Na starcie dostaje się opaskę z czymś w rodzaju chipa RFID - służy on do aktywacji interaktywnych plansz. W środku jest sporo młodych osób z obsługi także można liczyć na pomoc.
Czas zwiedzania? Nam zajęło 1.5h, ale znaczna część z tego czasu to nie zwiedzanie/eksponaty tylko interaktywne atrakcje: czyli ekrany dotykowe na których można "rzucić zaklęcie" różdżką, uwarzyć eliksir. Do tego, do każdej z nich są mniejsze/większe kolejki. Także, w momencie w którym w środku jest luźniej (byliśmy w sobotę) myślę że można obejść wystawę w godzinkę z hakiem. Według mnie, jest krótsza niż się spodziewałem. A dodatkowo tłumy w środku utrudniają/przedłużają zrobienie zdjęć. Parking dyszkę za godzinę (jest jakaś mała pula biletów 3h za 20zł, trzeba kupić online).
Jeśli chodzi o eksponaty - to jest kilka takich które można dotknąć - interaktywne mandragory, piłki do quidditcha, budka telefoniczna, walizka Skamandera, fotel Hagrida. Stosunkowo niewiele za szybką - różdżki, insygnia, puchar z turnieju, kostiumy głównych bohaterów (z krótką historią każdego z nich). Do tego odtworzone pomieszczenia - schowek pod schodami Harrego, chatka Hagrida, sala do nauki eliksirów, gabinet Dolores Umbridge czy Zakazany Las. Kilka z nich nadrabia wyświetlanymi obrazami zamiast scenografii.
No i hit jest na samym końcu - sklepik z gadżetami z uniwersum Współczuję rodzinom z dziećmi - żony bratanica na szczęście zadowoliła się fasolkami za 16zł. Ale 60zł za szklankę "kremowego piwa" czyli śmietankowo-karmelowego napoju w plastikowym kuflu (zostaje na pamiątkę), 80zł za zwykły biały kubek z nadrukiem skrzata czy 80zł za długopis to lekkie przegięcie.
Wniosek końcowy: licząc na wystawę troszkę zawiodłem się niewielką ilością eksponatów. Młoda, standardowo "fajnie było". Żona, fanka Harrego ma odhaczone, też zadowolona ale z pewną nutką rozczarowania.
Mała relacja dla zainteresowanych #fotografia #streetphotography
Byłem dziś w Krakowie na zorganizowanym przez Ricoh spacerze, z możliwością testowania aparatu "do streeta" GRIII. Jakimś wielkim miłośnikiem tzw. fotografii ulicznej nie jestem, ale że szukam jakiegoś "małego" aparatu na spacery to ten model mam na liście.
Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony.
Pomijając już sam fakt tego, że aparat jest malutki i kieszonkowy - bo to widać na pierwszy rzut oka.
Jest też dyskretny, w ogóle nie rzuca się w oczy. Cichutki AF. Ogniskowa 28mm pozwalająca strzelać fotki z biodra (aczkolwiek wymaga to treningu trzymanie go pod odpowiednim kątem). Ostrość można ustawiać strefowo, ale ja polegałem na AF. Zrobiłem dziś wszystkie zdjęcia na f2.8 i jestem z nich naprawdę zadowolony. Jpegi są dla mnie bardzo przyjemne, myślę że wiele nie ustępują Fujifilm aczkolwiek od pewnego czasu korzystam głównie z trybu czarno-białego więc ciężko się na temat tzw. kolorków wypowiedzieć.
Opcją z której nagminnie korzystałem była zmiana ogniskowej pod przyciskiem funkcyjnym - domyślnie obiektyw ma 28mm, ale można sobie zażyczyć od razu cropa na 35 i 50mm. Rozmiar zdjęcia się zmniejsza, z APS-C robi się przy 50mm bodajże odpowiednik 1" matrycy.
Z minusów - jest to malutki aparat, wymaga przyzwyczajenia do ustawień i tego żeby palcem czegoś przypadkiem nie przełączyć. Nieco się grzeje - znaczy jest odczuwalnie ciepły podczas trzymania, nie miałem sytuacji żeby się przegrzał i wyłączył. No i akumulator który nie powala - na tym 2h spacerze parę osób je rozładowało.
Mnie w sumie już przekonał - czekam na premierę GRIV i zdecyduję czy iść w starszy, czy nowszy, znaczy droższy.
Jeszcze dwie fotki - jedna pstryknięta tak na ślepo, a druga celowo pod światło - dał radę. Wersja z filtrem HDF jest ciekawa - nieco zmiękcza zdjęcia, w stylu analogowym.
Potrzebuję kupić sobie pendrive do pracy. Zawsze trzymam pliki w minimum dwóch miejscach i też nigdy (nie licząc dysku HDD Verbatim) nie padła mi pamięć ale zastanawiam się - czy są jakieś lepsze/gorsze firmy?
Na razie przypadkowo były to fleszki Goodram/Kingston
Wszystkim się zdarza. Jako że wciąż używamy ich do dystrybucji customowego obrazu Windy, to swego czasu kupiłem ich trochę i testowałem. Skończyłem z czymś takim i szczerze polecam, bo setki się przewinęły i tylko jeden dotąd padł. Są przy tym bardzo szybkie w zapisie (najszybsze z testowanych wtedy), a to było dla mnie bardzo ważne:
Z jakiegoś powodu nie ma ich na polskim amazonie. Szukaj na allegro.
Największym rozczarowaniem były dla mnie peny od Patriota. Mam bardzo stary i rewolucyjny model, który służy mi do dziś, więc kupiłem partię do pracy, ale już nowszy model (starego już nie było) i padły wszystkie, co do jednego.
Przenośne SSD to też dobry pomysł, ale jest "trochę" drożej.
Najgorsze: Adata - padły mi z 4 sztuk kupowałem ze względu na różnorodność kolorów bo na każdym miałem trochę co innego. Najlepsze: Sandisk ale kupuj z metalową obudową konektora USB np pic. related. Nie połamie się od wkładania i wykładania czy trzymania razem z kuczam.
@jedzczarnekoty Kupno "taniego" pendraka to katorga. Transfery 5MB/s i padnie po roku. Niestety ale trzeba kupić coś droższego aby był sens. Poszedłbym w stronę SSD w kształcie pendrive.
Wytłumaczcie mi pewien fenomen. YT mi podrzuca filmy z Hondą PCX bo ostatnio o nowej sporo oglądałem. I takie kwiatki - ale kojarzę i inne kanały gdzie olej zmieniają co 100-200-300-500-1000km, bo oni wiedzą lepiej jak docierać. Skąd się biorą tacy ludzie, przekonani że gdyby tego nie robili to nagle ta ich maszyny stracił by moc, paliły więcej, albo, co najgorsze OPIŁKI FRUWAŁY BY IM PO CAŁYM SILNIK.
Dobrze że tutaj parę osób typa wyjaśniło, ale na grupkach na FB też się naczytałem podobnych ekspertów.
Kurde, wiele moim skuterem nie zrobiłem, ale te 10000 w 3 lata, zmieniając jedynie olej. I śmiga, nic się nie urywa, nic nie dzieje.
@jedzczarnekoty Ech, niech już wejdzie ta ustawa bo coraz więcej amatorów pcha się do tej zabawy.
Sadząc po miejscu zerwania ta śruba weszła do końca w gwint i dlatego zerwała się powyżej końca gwintu (tego w korpusie).
A mogła być za długa z powodu niedostatecznie grubej podkładki i uszczelki (to śruba spustowa oleju więc tam musi być uszczelka) albo śrub jest kilka, różnej długości i gość je pomylił.
Tak czy siak wg mnie śruba się zerwała przez olej. Olej zmniejsza tarcie i gość miał na kluczu 23 Nm a na gwincie śruby prawie drugie tyle ile razy dokręcał dwa razy tyle razy przeciągał (raz przy wykręcaniu raz przy wkręcaniu).
Jak poszukacie po forach to zerwanie gwintu przy wymianie oleju jest ulubionym sportem mechaników amatorów właśnie z tego powodu, tam zrywa w misce czyli w aluminium ale to za sprawą krótkiego odcinka gwintu i dużej średnicy śruby.
Co do łożyska to fakt, dziwne że szumi ale żeby coś powiedzieć o łożyskach to trzeba he wyjąc i dobrze rozkręcić, takie testy palcem są tyle warte że równie dobrze oba mogą być zjebane tyle że zjebać łożyska w kąpieli olejowej jest co najmniej trudno albo jedno jest dokładnie umyte i se szumi z braku warstwy ślizgowej.
Tak śrubę klasy 8.8 można zerwać przy wkręcaniu a przy wykręcaniu zastarzałej można zerwać nawet 10.9, witamy w krainie korozji elektrochemicznej oraz na lekcjach chemii (przynajmniej za moich czasów o tym uczyli).
Dwa tygodnie czekania na łożyska? Nawet najbardziej po⁎⁎⁎⁎ne np. z wewnętrzną średnicą 1/2 cala kupuję od ręki.
Czy macie jakieś doświadczenia z rowerami elektrycznymi z silnikiem Bosch?
Mam lokalnie sklep który sprzedaje rowery z tymi silnikami więc jak coś jest i serwis, ale handlują dość drogą marką.
Myślimy z żoną nad dwoma takimi sprzętami - ja mam kolano na etapie naprawy, a ona byłaby skłonna jeździć na dalsze wycieczki
I w sumie najbardziej ciekawi mnie zasięg takich rowerów, i jak pojemność baterii się na to przekłada. Wiem, sporo zmiennych ale na pewno da się jakąś średnią wyciągnąć.
@jedzczarnekoty moja żona ma silniczek boscha cx 250w w swoim rowerze, do tego bateria 500Wh. Po norweskich szutrach i górkach daje radę około 60km przejechać w trybie eco/tour i sport na podjazdach.
Do tego za jakieś 500pln dokupiłem "pastylkę" odblokowującą i ustawiłem na 30km/h żeby nie zamulała za mną po równym.
Ogólnie dobra sprawa te boszki, bardzo popularne silniki, są baterie różnych pojemności, są części zamienne i ludzie potrafiący je naprawiać. Imo lepiej trochę dopłacić niż brać chińczyka jednorazówkę i produkować śmieci.
Idealnie zaplanowałem powrót, pękło tuż przed wjazdem do garażu
Zainspirowany przez @sleep-devir też się pochwalę.
Pierwszy w życiu nowy pojazd którym tyle nakręciłem. Najdłuższa trasa to niecałe 700km, poza tym druga nieco krótsza, a tak to codzienna jazda "komunikacyjna" i wieczorna dla przyjemności.
Zero problemów póki co, tylko wymiany oleju, w tym roku poważniejszy przegląd się szykuje.
Niedzielne wsparcie spod tagu #motoryzacja potrzebne. Jakiś czas temu pytałem, ale o tańszy samochód - to ten jeszcze nam jeździ.
Lada dzień planujemy kupić drugi pojazd, rodzinny Z tym że rodzina póki co tylko dwuosobowa i to bez psa więc ma to być niewielkie autko ale żeby bezproblemowo wyjechać czasem za miasto.
Poza względną trwałością, i oszczędnym silnikiem nie mam chyba większych wymagań.
Na liście jest Swift, Sandero (którego cena budzi obawy, no i zakazy LPG, mniej/bardziej sensowne), i20, Picanto, Yaris, Clio (żonie się nie podoba ale ponoć antykorozyjnie okej i fajne małe silniki).
Budżet ~50 tysięcy to sporo, bo nigdy tyle za samochód nie wydałem, ale dobrze byłoby kupić coś maksymalnie kilkuletniego, żeby z 10 lat mieć spokój zanim zaczniemy naprawdę jeździć tylko zbiorkomem. Takie mam marzenie.
Ideałem jest silnik benzynowy który zejdzie do 4-5l w trasie, i hybrydka w Swifcie to potrafi. Sandero też, bo gazu może sobie wypić i 10. i10/Picanto też nie obciąża silnika 1.2 ale z kolei to chyba najmniejszy samochód, przewieźć rower z tyłu może być problem a do i20/Yarisa II wchodzi.
W twoim budżecie są autka trzy, cztero letnie. Silnik 1.0tce jest bardzo udany mechanicznie. Zmieniaj olej regularnie, najlepiej co 10 000km, a pojeździ długo. Jest to mała, uturbiona, trzy cylindrowa benzynka, więc pracuje specyficznie. Jazda próbna (minimum 20km) jest obowiązkowa. Patrz tylko na FABRYCZNY gaz. W tej wersji zawory są dostosowane do pracy z lpg. Wersja czysto benzynowa ma "miększe" i po dołożeniu instalacji są jaja. Tam zawory są na szklankach. W wersji lpg praktycznie nigdy się ich nie reguluje.
Logan.
To samo co powyżej. Z tym, że jest to sedan i przez to ma większy bagażnik w innym kształcie. Moim zdaniem Sandero jest praktyczniejsze.
Lodgy.
Auto jest sporo większe, ale masz możliwość wyboru benzyna wolnossąca lub turbo, albo diesel. Benzynowy 1.6 jest pancerny, choć pali trochę więcej od diesla.
Dokker.
Podobnie jak lodgy. Jest krótszy, a wciąż bardzo praktyczny.
Duster.
Krótka piłka. Jeśli ma być oszczędnie to 1.0tce z fabrycznym gazem. Ewentualnie wolnossący 1.6. Zaletą Dustera jest prześwit, dzięki któremu możesz wjeżdżać beztrosko wszędzie. Stan nawierzchni nie ma znaczenia, zawieszenie jest bardzo sprężyste.
@jedzczarnekoty ja w Kia Rio z 2020 zrobiłem w 2 lata około 70 tys km. Silnik 1.2 zagazowany (salonowe BRC). Przez ten czas 0 awarii i bardzo niskie spalanie gazu.
@jedzczarnekoty Może głosowali przeciwko zielonemu ładowi, LGBT, laicyzacji, strefom czystego transportu I oddawaniem suwerenności UE? Nie ważnie kto był po drugiej stronie.
@Fulleks zapewne tak było. Czaskoski ma sporo niedobrych skojarzeń, i sam na to zapracował.
Stąd, wynik mnie nie dziwi, bardziej że chcą żeby na arenie międzynarodowej, w tak trudnej sytuacji politycznej na świecie reprezentował ich taki człowiek. "Bo umie się bić". No super, będzie się napierdalał z innymi politykami na gołe klaty.
Mnie teraz przekonały słowa jakiegoś starszego polityka, że Trzaskowski, Sikorski i Tusk to w obecnej sytuacji dobre wyjście dla Polski. I ma to sens, druga strona brata się z... USA, które w nosie mają aktualnie wszystkie sojusze.