No zapowiadał, że będzie się działo, i się dzieje xD
Donald Trump ogłosił, że Stany Zjednoczone nałożą cła na "zewnętrzne" produkty rolne od 2 kwietnia. To najnowsza z fali taryf, z których często korzysta prezydent USA.
"Do Wielkich Rolników Stanów Zjednoczonych: Przygotujcie się na rozpoczęcie masowej produkcji produktów rolnych, które będą sprzedawane WEWNĄTRZ Stanów Zjednoczonych. Cła na produkty zewnętrzne wejdą w życie 2 kwietnia. Bawcie się dobrze!" – napisał prezydent w poniedziałek w mediach społecznościowych.
Trump nie podał szczegółów dotyczących tego, które produkty zostaną objęte taryfami ani czy będą jakieś wyjątki. Nie jest również jasne, czy jego plan jest częścią wcześniej ogłoszonego zamiaru wprowadzenia tzw. wzajemnych ceł na niemal wszystkich partnerów handlowych USA.
Prezydent już wcześniej nałożył 25 proc. cła na import stali i aluminium, a także zapowiedział wprowadzenie dodatkowych taryf w różnych sektorach, takich jak motoryzacja, farmaceutyki, półprzewodniki, drewno i miedź. Jak twierdzi, działania te mają na celu ochronę amerykańskiego przemysłu i pobudzenie krajowej produkcji.
Nowa groźba Trumpa pojawia się w niepewnym momencie dla gospodarki USA, gdzie uporczywa inflacja jest jednym z głównych problemów Amerykanów, jak pisze Bloomberg. Wielu ekonomistów ostrzega, że wyższe podatki importowe jeszcze bardziej podniosą ceny, ponieważ firmy przerzucą koszty na konsumentów.
Było biednie, była inflacja, była bezdomność - teraz na pewno sobie z tym poradzi za pomocą cła
Zwłaszcza jak im ceny żarcia wzrosną. Bo ofc w 26 dni rolnicy zdążą nowe jedzenie wyprodukować xDDD
Megaport Tuas od rozpoczęcia działalności we wrześniu 2022 roku obsłużył 10 milionów kontenerów. W latach 40. XXI wieku jego możliwości zwiększą się kilkukrotnie. Będzie obsługiwał 65 milionów kontenerów… rocznie.
Ze względu na swoje strategiczne położenie Singapur od dawna jest znaczącym ośrodkiem przeładunkowym i punktem handlowym. W dzisiejszych czasach, ze względu na niewielką powierzchnię państwa (Singapur to jedno z najmniejszych państw, jego powierzchnia to zaledwie 733 km kw., jest więc tylko nieco większy od Gdańska, który ma powierzchnię 683 km kw.), a tym samym brak ziemi do wykorzystania czy zasobów naturalnych, na których można oprzeć gospodarkę, postawiono na jeszcze większy nacisk na działalność portową. Ściśle związany z nim jest przemysł: elektroniczny, precyzyjny, rafineryjny, chemiczny i maszynowy, który pozwala przetworzyć importowane produkty i sprzedać z jeszcze większym zyskiem.
W związku z planami rozwoju terminale PSA i Pasir Panjang mają zostać zamknięte odpowiednio w 2027 i 2040 roku, a ich ruch całkowicie przejmie megaport Tuas, który rozpoczął pracę we wrześniu 2021 roku (oficjalne otwarcie miało miejsce 1 września 2022 roku z trzema nabrzeżami). Kluczową częścią projektu uruchomionego przez Zarząd Morski i Portowy Singapuru jest automatyzacja nowego portu, gdzie ma pracować ponad 1 tys. zasilanych akumulatorami pojazdów autonomicznych (obecnie jeździ ponad 200) i flota ponad 1 tys. zautomatyzowanych dźwigów. - Tuas, gdy zostanie w pełni rozwinięty, będzie największym w pełni zautomatyzowanym terminalem na świecie – mówił Nelson Quek, szef planowania Tuas w PSA Singapore. 26 kilometrów nabrzeży będzie mogło przyjąć największe na świecie statki kontenerowe. Oprócz tego port udostępni przestrzeń dla firm, co ma poprawić relacje między portem a przedsiębiorcami.
Czemu wspomina się o automatyzacji?
W pobliżu portu znajduje się centrum dowodzenia, gdzie zespół ludzi monitoruje i w razie potrzeby zdalnie obsługuje pojazdy i dźwigi, używając dużych ekranów. Każdy z szybko ładujących się pojazdów AGV autonomiczne poruszających się po terminalu może przewozić do dwóch kontenerów 20-stopowych (6,1 m) lub jeden kontener 40-stopowy (12,03 m) z prędkością do 25 km/h. AGV mogą pracować przez 6 godzin, po czym potrzebują zaledwie 20-minutowego ładowania. Wyposażone są również w zabezpieczenia zapewniające stałą komunikację, która pozwoli zachować dostęp nawet wtedy, gdy niektóre systemy sieciowe portów zawiodą.
Według dostępnych informacji automatyzacja procesu i wycofanie pojazdów napędzanych olejem pomoże ograniczyć o 50 proc. emisję dwutlenku węgla. Obiekt będzie również korzystał z inteligentnego systemu zarządzania siecią, co w połączeniu ze specjalnie zaprojektowanymi budynkami umożliwi pobieranie 60 proc. mniej energii elektrycznej, niż podobnej wielkości konstrukcje. Zostaną także zainstalowane panele fotowoltaiczne.
W lutym 2024 roku w porcie Tuas funkcjonowało osiem nabrzeży, zaś obiekt zatrudniał 500 osób. Wszystkie porty w mieście miały zdolność przeładunkową 41,12 milionów TEU w całym ubiegłym roku, co plasuje go na drugim miejscu, tuż za portem w Szanghaju, który ma zdolność przeładunkową 50 milionów TEU. TEU (ang. twenty-foot equivalent unit) jest jednostką pojemności używaną często w odniesieniu do portów i statków. Jest równoważna z objętością kontenera o długości 20 stóp (6,1 m). Po ukończeniu całej inwestycji megaport Tuas przekroczy liczbę 65 milionów TEU.
Kolejne dobre informacje dotyczące żelastwa dla naszych żołnierzy:
W najbliższych dniach ma zostać podpisana umowa wykonawcza na 116 bojowych wozów piechoty Borsuk. Zapłacimy za nie ok. 6 mld zł. To duża szansa dla polskiego przemysłu zbrojeniowego.
Umowę ramową na zakup BWP podpisano dwa lata temu, 28 lutego 2023 r. Dotyczy ona pozyskania łącznie blisko 1400 pojazdów, z czego ponad 1000 mają stanowić BWP Borsuk. Pozostałe wozy specjalistyczne to: gąsienicowe transportery rozpoznawcze Żuk, gąsienicowe wozy dowodzenia Oset, wozy ewakuacji medycznej Gotem, wozy zabezpieczenia technicznego Gekon oraz transportery rozpoznania skażeń Ares – informowali wówczas urzędnicy resortu obrony. Ma to być podstawowy pojazd bojowy piechoty, ponieważ dziś w Wojsku Polskim wciąż jeszcze korzystamy z mających po kilkadziesiąt lat BWP-1, które zostały skonstruowane jeszcze w Związku Sowieckim, a których kilkaset egzemplarzy przekazaliśmy broniącej się przed rosyjską agresją Ukrainie.
116 borsuków za ok. 6 mld zł
Kluczowe jest, że borsuk to produkt w dużej mierze polski. Po zawarciu tzw. umowy ramowej, czyli ogólnych ram kontraktu, Agencja Uzbrojenia oraz konsorcjum Polskiej Grupy Zbrojeniowej i Huty Stalowa Wola przystąpiło do negocjacji umowy wykonawczej. Te jednak były długie i żmudne, a na linii wojsko–przemysł długo nie dochodziło do porozumienia co do ostatecznej ceny. Negocjowane były m.in. poszczególne elementy, a armia weryfikowała też ceny u poddostawców PGZ i HSW, co często kończyło się ich radykalnym obniżeniem. Ostateczna cena jest znacznie niższa niż ta pierwotnie proponowana przez przemysł, choć wymagania nie zmieniły się istotnie.
Teraz wreszcie udało się opracować ostateczny kształt umowy. Kiedy uda się ją podpisać? – To kwestia ostatnich formalności, projekt umowy jest w Prokuratorii Generalnej, a gdy zostanie zatwierdzony, będziemy mogli go podpisać – mówił przed weekendem Paweł Bejda, wiceminister obrony narodowej odpowiedzialny za zakupy uzbrojenia. Wiadomo, że dokument został przesłany w ubiegłym tygodniu, a Prokuratoria ma 14 dni na wydanie opinii. – Jeśli pojawią się poważne zastrzeżenia, to wrócimy do negocjacji warunków umowy. Jeśli nie, to będziemy gotowi do jej podpisania – wyjaśnia „Rzeczpospolitej” płk Grzegorz Polak, rzecznik prasowy Agencji Uzbrojenia
Zwolennikom teorii pół-spiskowych polecam zastanowić się jakie są możliwości produkcyjne HSW. Oczywiście można by od razu zamówić 500-600 sztuk, zamrozić kasę i czekać na dostawy przez kilka najbliższych lat. Tylko jaki w tym sens? Kolejna sprawa w jakim tempie wojsko może przyjmować te pojazdy. Przecież trzeba je wdrożyć, przeszkolić załogi, zapewnić wsparcie techniczne itp. Jeżeli poczytacie komentarze ludzi będących blisko tego projektu to oni są dość spokojni o jego przyszłość. A co do ceny - to pierwsza partia zawsze jest droższa bo wrzuca się w nią koszty prac rozwojowych, adaptacji, usprawnień rozruszania produkcji itp. Kolejne powinny być już nieco taniej.
Służby prasowe US Army niedawno opublikowały zdjęcia przybycia śmigłowców Apache z Alpha Company, 1-3rd Attack Battalion, 12th Combat Aviation Brigade do Joint Multinational Readiness Center (JMRC) w niemieckim Oberpfalz, niedaleko Hohenfels. Zaprezentowane fotografie są pierwszymi, które ukazują w wysokiej rozdzielczości przeciwpancerne pociski kierowane Spike Non-Line-of-Sight (NLOS) Mk 5 wdrożone do służby na śmigłowcach uderzeniowych AH-64E Version 6 Apache.
Allied Spirit to coroczne ćwiczenia organizowane przez US Army, mające na celu wzmocnienie interoperacyjności sił NATO w Europie. W przeciwieństwie do większości amerykańskich ćwiczeń kładących nacisk na własne brygadowe zespoły bojowe, Allied Spirit jest przewodzone przez jedno z państw sojuszniczych. Tegoroczna edycja odbywać się ma od 22 lutego do 24 marca. Zgodnie z komunikatem udział 1-3rd Attack Battalion w Allied Spirit 25 oznacza pierwszą od dziesięcioleci rotację organicznego śmigłowcowego batalionu uderzeniowego do amerykańskiego centrum szkolenia bojowego, jakim jest JMRC.
Podczas ćwiczeń amerykańskie i francuskie lotnictwa wojsk lądowych będą współpracować ze sobą, prowadząc misje uderzeniowe we wspólnych formacjach wspierając litewskie pododdziały naziemne. Kooperacja między United States Army Aviation (USAA), _Aviation légère de l’armée de Terre (_ALAT), a także Army Air Corps (AAC) – formacjami posiadającymi najsilniejsze lotnictwo śmigłowcowe w NATO – pozwala na wspólne umacnianie sił, prowadzenie ćwiczeń, wymianę doświadczeń i wniosków z m.in. rosyjskiej inwazji na Ukrainę.
Jeśli zaś chodzi o pociski, to:
Pociski Spike NLOS to długo wyczekiwane wzmocnienie lotnictwa uderzeniowego US Army. Pozwalają na rażenie celów z odległości nawet 32 kilometrów, co stanowi czterokrotność maksymalnego zasięgu skutecznego obecnych pocisków AGM-114 Hellfire i AGM-179 Joint Air-to-Ground Missile (JAGM). Broń ta ma być wykorzystywana w zwalczaniu elementów zintegrowanych systemów obrony powietrznej przeciwników oraz innych celów o wysokim znaczeniu. Proces pozyskiwania tego pocisku zaczął się w 2020 roku, gdy zadecydowano o wyborze Spike NLOS jako systemu uzbrojenia określanego jako I-LRPM (Interim Long Rance Precision Munition), będącego rozwiązaniem przejściowym do czasu wdrożenia właściwego LRPM. Proces integracji i certyfikacji trwał do 2024 roku. Podczas tego okresu dokonano paru testów – najpierw na śmigłowcach AH-64E wersji v4, później na docelowym AH-64E v6.
@damw ciekawostka, pociski Spike latają na kablu xd ciągną za sobą światłowód który przekazuje obraz do operatora, który dzięki temu może strzelać bez widoczności celu, lub zmienić cel już po wystrzeleniu. Wg Wiki, wersja NLOS ma 8km światłowodu, a reszta zasięgu juz bezprzewodowo.
Ciekawostka 2, Spike jest też produkowany w Polsce, w Mesko w Skarżysku Kamiennej, chociaż nie wiem które dokładnie wersje.
Trochę dodatkowych informacji o produkcji w #polska amunicji różnych typów:
Wojna na terenie Ukrainy pokazała wydatnie, że ciężka artyleria odzyskała znaczenie na polu walki. W tle informacji są podpisane dzień później ze słowackim przemysłem zbrojeniowym kontrakty przez polską prywatną firmę ZSP Niewiadów. Ta jest już zaawansowana w stawianiu zakładu produkcyjnego i jej prezes deklaruje, że produkcję może zacząć już za dwa lata.
PGZ produkuje zaledwie niecałe 50 tys. pocisków wielkokalibrowych rocznie, podczas gdy potrzeby wojenne na tylko miesiąc wojny to ok. 1 mln sztuk
W marcu PGZ przedstawi biznesplany w ramach ustawy zwiększającej zdolności produkcyjne uchwalonej w listopadzie 2024 r.
Jednocześnie prywatna firma ZSP Niewiadów planuje z kolei uruchomić produkcję 120 tys. pocisków rocznie do końca 2026 r., również współpracując ze Słowacją
Słowacja ma ogromne zdolności produkcyjne amunicji — jedne z największych na świecie, nie tylko w Europie — zaznaczono w materiale. A my tych zdolności nie mamy. To znaczy grupa PGZ produkuje i owszem, ale mniej niż 50 tys. sztuk amunicji wielkokalibrowej 155 mm rocznie.
Dla zobrazowania, ile to jest, na prowadzenie wojny obronnej przez ok. 30 dni szacuje się, że potrzebne będzie ok. miliona sztuk takiej amunicji. Tak przynajmniej wynika z doświadczeń z wojny na terenie Ukrainy.
— Program produkcji amunicji 155 mm […] chcielibyśmy w najbliższych dwóch–trzech latach rozwinąć do zdolności produkcyjnych na poziomie 150 tys. szt. pocisków — powiedział prezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej Krzysztof Trofiniak na posiedzeniu Komisji Obrony Narodowej w Sejmie w styczniu.
Co więcej, jak informuje Business Insidera prezes Niedzielski, nie dość, że biznesplany na produkcję amunicji 155 mm już są dawno przez spółkę wykonane, to wkrótce wybiera się on do siedziby państwowej, słowackiej firmy zbrojeniowej Konstrukta, żeby podpisać umowę na zakup urządzeń do produkcji wielkokalibrowych pocisków.
13 marca udajemy się do słowackiego Trenczyna do siedziby firmy Konstrukta, producenta linii technologicznych do elaborowania, czyli napełniania metodą ślimakową skorup pocisków materiałem wybuchowym. Będziemy podpisywali umowę na zakup dwóch pierwszych linii o wydajności do 60 tys. sztuk amunicji 155 mm na rok każda. Linie te zostaną zamontowane w naszej hali przez Słowaków nie później niż w czwartym kwartale 2026 r. Strona słowacka wykonała stosowne studium wykonalności tego projektu we wskazanej przez nas hali i zaakceptowała lokalizacje tak pod względem technicznym, jak i bezpieczeństwa — mówi Business Insiderowi prezes Niedzielski.
Według naszego harmonogramu pierwsze sztuki zaelaborowanych korpusów amunicji 155 mm powinny zejść z linii produkcyjnych na przełomie października i listopada 2026 r. Będzie to jednoznaczne ze znacznym zwielokrotnieniem możliwości produkcyjnych polskiego przemysłu w tym zakresie — informuje.
Według niego, patrząc na liczbę firm oczekujących na przyjęcie zamówienia przez producentów i konieczną długość cyklu inwestycyjnego, kolejne po nich podobne wdrożenia w Polsce możliwe są realnie dopiero w 2029 r.
Niewiadów zapowiadał to już od początku wojny, ba mógł już produkować, ale po co jakieś dokumenty wypełniać i wtedy Pan Niedzielski mówił, że nie skupiają się na amunicji xD
Kolejny kraj zaczyna się obawiać o współpracę z USA po tym, jak Trump został prezydentem:
Korea Południowa stoi w obliczu rosnących obaw o sojusz z USA po sporze Donalda Trumpa z Wołodymyrem Zełenskim — podaje "Korea Times". Gazeta zauważa, że kłótnia prezydentów "podkreśla tendencję przywódcy USA do porzucania sojuszników", gdy nie postrzega ich już jako służących amerykańskim interesom. "Korea Południowa może nie być wyjątkiem" — stwierdzono.
Gazeta cytuje analityków, według których kontrowersyjne spotkanie Trumpa i Zełenskiego podkreśla potrzebę opracowania przez Koreę Południową kompleksowego pakietu dyplomatycznego w celu ochrony jej interesów narodowych. "Ostrzegli, że pod rządami Trumpa Stany Zjednoczone stają się coraz bardziej nieprzewidywalnym sojusznikiem"
"Poprzez to spotkanie Trump obnażył swój zamiar nietolerowania tego, co postrzega jako darmozjadów" — nawet ze strony sojuszników, którzy polegają na wsparciu USA, sami nie wnosząc wystarczającego wkładu" — ocenia Doo Jin-ho, starszy badacz w Korea Institute for Defense Analyses (KIDA).
Doo zasugerował, że Korea Południowa powinna przyjąć bardziej pragmatyczne podejście w swojej dyplomacji z USA, strategicznie wykorzystując swoje opcje w odpowiedzi na dyplomację transakcyjną Trumpa, jednocześnie zmniejszając zależność od gwarancji obronnych ze strony USA.
Nie ma gwarancji, że Trump, postrzegając dyplomację jako transakcję, nie potraktuje Korei Południowej w ten sam sposób — powiedział Lim.
Większym wyzwaniem dla Seulu w sferze bezpieczeństwa jest jednak stanowisko Trumpa w sprawie denuklearyzacji Korei Północnej.
Korea Południowa sprzeciwia się byciu odsuniętym na bok w potencjalnych rozmowach Waszyngton-Pjongjang, ale realistycznie rzecz biorąc, nie ma powodu, aby Trump uwzględnił żądania Seulu dotyczące odgrywania kluczowej roli — powiedział Lim. — Co gorsza dla Korei Południowej, Trump może po raz kolejny zagrozić wycofaniem wojsk amerykańskich z Półwyspu Koreańskiego jako karty przetargowej, aby przypodobać się Kim Dzong Unowi — tak jak to robił w poprzednich negocjacjach.
Trump to jest taki zwykły Janusz, tyle że z hajsem. Trochę pokombinuje tu, trochę tam, tu biznes, tam drobny przekręcik. C⁎⁎j współpraca, c⁎⁎j zaufanie, c⁎⁎j stabilność. Byznes musi siem kręcić.
To jest po prostu prostak i tyle.
A ludzie takich wybierają, bo sami są podobni, tylko za mało cwani żeby hajsy robić na innych prostakach.
Przyjęty przez Stały Komitet Rady Ministrów projekt nowelizacji przewiduje likwidację wymogu budowy określonej liczby miejsc postojowych towarzyszących budowie budynków mieszkalnych w ramach inwestycji mieszkaniowej realizowanej na podstawie tzw. specustawy mieszkaniowej.
Przygotowany przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii projekt zakłada m.in. uchylenie dwóch przepisów specustawy. Pierwszy przewiduje, że dla inwestycji mieszkaniowej minimalna liczba miejsc postojowych wynosi co najmniej 1,5-krotność liczby mieszkań przewidzianej w ramach tej inwestycji.
Drugi z przepisów, który miałby być uchylony przewiduje, że dla inwestycji mieszkaniowej zlokalizowanej w obszarze zabudowy śródmiejskiej minimalna liczba miejsc postojowych jest co najmniej równa liczbie mieszkań w tej inwestycji.
Projekt zakłada również, że rada gminy w standardach urbanistycznych może określić liczbę miejsc postojowych dla danej inwestycji mieszkaniowej. Obecnie samorząd może określić liczbę miejsc, pod warunkiem że będzie ona większa niż wynikająca z ustawy.
W uzasadnieniu do projektu ustawy o zmianie ustawy o społecznych formach rozwoju mieszkalnictwa oraz niektórych innych ustaw wskazano, że aktualne brzmienie przepisów "ogranicza możliwość modyfikacji tego wskaźnika przez gminę i uniemożliwia dostosowanie go do lokalnych uwarunkowań w danej miejscowości, uwzględniających np. lokalizację terenu inwestycji, stopień rozwoju transportu publicznego, czy sieci dróg rowerowych, tak jak jest to ustalane w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego".
W sumie to bym rozumiał ten płacz, gdyby te miejsca parkingowe były ogólnodostępne i darmowe, a jak i tak trzeba za nie płacić 20-60k to bez różnicy. To już lepiej parkować w płatnej strefie na taryfie dla mieszkańców.
Aby rozwiązać problem deweloperzy podniosą swoje marże tak że jak kupisz mieszkanie na nowym osiedlu to ratę kredytu będziesz mieć taką że na samochód już cię nie będzie stać.
Do sieci trafiło zaskakujące zdjęcie, przedstawiające pierwszy śmigłowiec AW149 wyprodukowany w zakładach Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego PZL-Świdnik. Maszyna podobno już przeszła do działu testów w locie.
Fotografię jeszcze niepomalowanego śmigłowca wykonał 26 lutego spotter i fotograf Wiktor Sawicki. Maszyna znajduje się przed jednym z hangarów zakładów PZL-Świdnik. Jest to pierwszy AW149 złożony na linii montażu końcowego w Polsce.
Jak dowiedzieliśmy się od PZL-Świdnik pierwszy AW149 z polskiej linii montażowej przeszedł już na tzw. Flight Lane. Tam wykonane zostaną ostateczne testy w locie. Po tym według planów trafi do Wojska Polskiego jeszcze w tym roku.
PZL-Świdnik oficjalnie ogłosił otwarcie linii montażu końcowego śmigłowców wielozadaniowych AW149 w czerwcu 2024 r., a w obecnym etapie pierwszy śmigłowiec produkowany w Polsce, w Świdniku jest już w dziale prób w locie (Flight Line). Prace prowadzone są zgodnie z harmonogramem, a kolejne śmigłowce AW149 są w produkcji na krajowej linii montażu końcowego. Ten ważny dla wojska aspekt, tj. lokalna produkcja śmigłowca, jest kluczowym czynnikiem budującym odporność państwa, suwerenność przemysłową i tym samym militarną - wskazuje w oświadczeniu dla Interii GeekWeek PZL-Świdnik.
Umowa na 32 AW149 dla Wojska Polskiego została podpisana 1 lipca 2022 z zakładami PZL-Świdnik, podlegające pod koncern Leonardo, który zaprojektował śmigłowiec. To właśnie w tych polskich zakładach ma być wytworzona większość AW149 według umowy, opiewającej na 8,25 mld złotych brutto.
Mimo że oficjalne otwarcie linii montażu końcowego śmigłowców w Świdniku miało miejsce w czerwcu 2024, to tak naprawdę działalność zaczęła już od maja. Jej roczna przepustowość ma wynosić do 10 maszyn rocznie, choć przy nowych umowach jest możliwość zwiększenia tempa produkcji.
Warto wspomnieć, że ze względu na narzucone tempo dostaw, pierwsze śmigłowce wielozadaniowe AW149 dla Polski wyprodukowano w zakładach we włoskim Verigate. Część maszyn już została przekazana docelowemu odbiorcy, jakim jest 7. Dywizjon lotniczy w 25. Brygadzie Kawalerii Powietrznej. Tam zastąpią starsze śmigłowce W-3 Sokół, które także były dawniej produkowane w Świdniku.
Jeden kosztuje około 250 milionów złotych i tworzy miejsca pracy w Polsce.
Tymczasem podpisaliśmy kontrakt na zakup 96 śmigłowców Apache od jankesów, które kosztują ponad 600 milionów sztuka, generują miejsca pracy w Ameryce a w razie W może się okazać że zostaną uziemione bo pomarańczowemu się nie spodoba że strzelamy do jego nowych kolegów. Powinniśmy chyba anulować tę umowę i za to zamówić więcej tych ze Świdnika.
W tych całych #hejtowyzwanie to najfajniejsze są te: Zdobądź XX piorunów. Nie jest ważne czy wpisy, czy komentarze, więc można sobie normalnie korzystać z serwisu: tu dodać jakiś wpis, tam potrolować, gdzieś coś skomentować i piorunki wpadają same. A te za komentarze to kurde dramat...
Jakiś czas temu pisałem o przeciekach dotyczących zestawów z serii Icons jakie mają się pojawić w tym roku. Jednym z nich ma być rzekomo Enterprise NCC-1701D który ma się pojawić chyba w listopadzie.
Patrzę teraz na daty w jakich ten okręt służył: 2364 - 2371 i sobie coś uświadomiłem: w podobnym czasie Benjamin Sisko dowodził Deep Space Nine (zaczął w 2369). Czemu w ogóle o tym wspominam? Bo na rebrickable znalazłem przez przypadek MOCa z bohaterami DS9 w wersji BrickHeadz
Patrzę teraz na daty w jakich ten okręt służył: 2364 - 2371 i sobie coś uświadomiłem: w podobnym czasie Benjamin Sisko dowodził Deep Space Nine
@damw No przecież w pilocie Enterprise zabezpieczał przekazanie Terok-Nor w ręce Bajoran, a Picard osobiście odprawiał Sisco jako przedstawiciela federacji na DS9 (ich spięcie o Wolf-359 i oskarżenie Picarda o zabicie jego żony to przepiękna scena i świetne aktorstwo Brooksa i Stewarda).
@sireplama może gdybym oglądał ten serial nie wiem - może rok czy 2 lata temu to bym pamiętał. Ale ja go cisnąłem w okolicy 2007-2008 i po prostu już nie pamiętam co było w pilocie i w poszczególnych sezonach xD
Grupa doświadczonych inżynierów, w tym były główny architekt AMD Jim Keller, dołącza do startupu AheadComputing, który stawia na rozwój procesorów opartych na architekturze RISC-V. Nowa technologia ma potencjał, by zagrozić dominacji układów x86, co może doprowadzić do istotnych zmian na rynku procesorów.
AheadComputing to firma, której trzon tworzą byli inżynierowie Intela, pracujący wcześniej w zaawansowanym zespole badawczo-rozwojowym Intel Advanced Architecture Development Group. Wśród nich znajdują się Debbie Marr, Mark Dechene, Jonathan Pearce oraz Srikanth Srinivasan – specjaliści, którzy przez dekady brali udział w projektowaniu najbardziej zaawansowanych układów scalonych Intela.
Nowy startup może pochwalić się wyjątkowo mocnym zespołem:
Jim Keller - znany z prac nad architekturą Zen oraz procesorami Ryzen, które przyczyniły się do powrotu AMD na pozycję lidera wydajności. Jako członek zarządu AheadComputing wniesie swoje doświadczenie w zakresie projektowania nowoczesnych układów scalonych i optymalizacji architektur procesorowych.
Debbie Marr – przez 33 lata związana z Intelem, kluczowa postać odpowiedzialna za technologię wielowątkowości (Hyper-Threading), która znacząco zwiększyła efektywność procesorów x86.
Mark Dechene – były główny inżynier i architekt procesorów Intela, współtwórca linii Haswell, Broadwell, Goldmont i Tremont. Właściciel 15 patentów związanych z technologią procesorową.
Jonathan Pearce – ekspert od procesorów CPU, AI oraz układów graficznych, z 19 patentami na koncie. Przez 22 lata pracował nad kluczowymi technologiami Intela.
Srikanth Srinivasan – rekordzista w liczbie patentów (ponad 50). Twórca rozwiązań dla układów Nehalem, Haswell i Broadwell.
RISC-V, otwarta architektura procesorowa, zdobywa coraz większą popularność, oferując elastyczność, niższe koszty produkcji oraz większą efektywność energetyczną. Nie bez powodu Chiny i Rosja wykazują duże zainteresowanie tą technologią – możliwość tworzenia własnych układów bez konieczności płacenia licencji gigantycznym korporacjom, takim jak Intel i AMD, jest niezwykle kusząca.
Mimo że AheadComputing nie ujawnia jeszcze szczegółowych informacji na temat swoich pierwszych produktów, analitycy przewidują, że firma skupi się na wysokowydajnych rozwiązaniach do zastosowań w AI i obliczeniach chmurowych. Istnieje również możliwość licencjonowania opracowanych technologii innym firmom, co mogłoby znacznie przyspieszyć popularyzację RISC-V.
Na razie AheadComputing skupiło się na zabezpieczeniu finansowania. W ciągu zaledwie sześciu miesięcy startup pozyskał 21,5 mln USD od inwestorów takich jak Eclipse Ventures, Maverick Capital, Fundomo oraz EPIQ Capital Group. Co więcej, Jim Keller osobiście zainwestował w projekt, co dodatkowo podkreśla jego zaangażowanie i wiarę w sukces RISC-V.
Hmm jeśli Jim dołącza do tego projektu, to przy odpowiednim finansowaniu mogą faktycznie całkiem sensowne układy zaprojektować O_o
@MostlyRenegade nie widzisz szansy na to, żeby np te CPU siedziały w serwerach i napędzały bazy danych, http serwery czy coś takiego? Bo laptopy/pc to faktycznie mała szansa
@damw no, jestem sceptyczny. Szczególnie, że RISC-V rozwijany jest już od przeszło 15 lat, ale nic konkretnego i komercyjnego się nie ukazało do tej pory.
Wbrew pozorom, otwartość platformy może stanowić przeszkodę. W ostatecznym rozrachunku, w biznesie liczy się efekt i cena, a nie to, jak bardzo otwartego rozwiązania używamy (vide Linux). Zamknięte i własnościowe produkty będą dominowały jeśli będą po prostu oferowały więcej.
Uprzejmie donoszę, że w marcu będzie kilka fajnych premier.
Jurassic World - Szkielety dinozaurów: tyranozaur 76968 , 3145 elementy, cena katalogowa 1099,99 zł - premiera 15.03.2025
Ninjago Warsztaty w mieście NINJAGO 71837 , 3244 elementy, cena katalogowa 1099,99 zł - premiera 01.03.2025
Disney - coś dla fanów kurczaka z Vaiana/Moana - Heihei 43272 , 566 elementy, cena katalogowa 174,99 zł - premiera 01.03.2025
I na koniec 2 bolidy F1: Technic Red bull RB20 42206 , 1639 elementy, cena katalogowa 999,99 zł - premiera ??.03.2025 - na stronie widoczny tylko placeholder
Technic Ferrari SF-24 42207 , 1361 elementy, cena katalogowa 999,99 zł - premiera ??.03.2025 - na stronie widoczny tylko placeholder
Jeśli ktoś planował kupować coś w 4 serii Bricklink Designer Program (a jeszcze z jakiegoś powodu tego nie zrobił) to jest to już ostatnia chwila. Na liczniku zostało około 28h. Do kupienia ciągle jest fajny #pociag naszego kolegi @llucky w klimacie #western oraz 2 jakieś inne dziwne sety. Zamki standardowo znikneły pierwsze w kilka godzin od otwarcia zbiórki.
@damw LEGO to niech sobie daruje zestawy, niech zacznie luźnymi klockami w przystępnej cenie handlować. Dla nich oszczędności na pakowaniu, logistyce i qc. A fani zrobią i tak lepsze zestawy i takiej
@PanNiepoprawny świadome osoby sobie wejdą na rebrickable, zaciągną instrukcję i listę klocków, na bricklink/S@H kupią i zbudują. Ale 99% innych customerów nigdy wtedy nie kupi produktu od lego, bo to będzie dla nich za trudne. Oni wolą iść do Carrefour czy innego Tesco i z półki kupić gotowy zestaw
Lego to niech to dostarcza max w 2-3 tygodnie. Uwazam ze to jest obecnie najwiekszy mankament LEGO. Jestem w stanie zaplacic ta cene ale szlag mnie trafia gdy czekam na to 3 miesiace. Bo tyle czekalem ostatnim razem na zamowienie.
Druga sprawa, niech to pakuja jakos w papierowe woreczki, bo to we 2 osoby kilka godzin sprawdzali czy wszystko przyszlo.
przy okazji jak nazywaja sie te klocki dachowe z tego MOCa? I klocek odzwierciedlajacy dzwon szukam.
28 lutego wyjątkowa noc. Kolejne takie zjawisko w 2161 roku
Nad Polską szykuje się prawdziwa uczta dla miłośników astronomii. To niezwykle rzadki układ planet. W piątek wieczorem po zachodzie Słońca na niebie pojawi się siedem planet, które ustawią się w jednym sektorze nieba
Parada planet to zjawisko, w którym kilka planet jest widocznych w jednym sektorze nieba z perspektywy Ziemi, często po jednej stronie Słońca. Z naukowego punktu widzenia nie oznacza to, że planety układają się w idealnie prostą linię – ich orbity są lekko nachylone względem płaszczyzny ekliptyki, czyli umownej płaszczyzny opartej na orbicie Ziemi wokół Słońca. Z tego powodu w przestrzeni trójwymiarowej ich położenie nie jest perfekcyjnie wyrównane, ale z naszej, ziemskiej perspektywy mogą wydawać się skupione w wąskim obszarze nieba.
Obserwację parady planet możemy zacząć w piątek 28 lutego po zmierzchu, gdy Słońce schowa się za horyzontem, a niebo przybierze głęboki granatowy odcień. Około godziny 17.26 światło dzienne ustąpi miejsca mrocznej głębi nocy, a planety zaczną się wyłaniać na tle spokojnego nieba.
Spoglądając na wschód, jako pierwszego zauważymy Marsa, który na niebie wygląda jak czerwona kropka. Przesuwając wzrok na południe, zobaczymy Jowisza i Urana. Następnie, patrząc na południowy zachód, dostrzeżemy Wenus, Neptuna i Merkurego. Całe widowisko zakończy Saturn, który pojawi się na niebie jako ostatni.
Naukowcy NASA podpowiadają, że przed rozpoczęciem obserwacji parady planet, musimy zwrócić szczególną uwagę na wysokość, na jakiej znajdą się one nad horyzontem. Jeśli chcemy dostrzec planetę gołym okiem, powinna ona znajdować się co najmniej kilka stopni nad linią horyzontu, a optymalnie – 10 stopni lub więcej.
Dlaczego jest to tak ważne? Ponieważ w pobliżu powierzchni Ziemi atmosfera działa jak filtr, który rozprasza i przyćmiewa światło obiektów niebieskich. W takich warunkach nawet najjaśniejsze planety mogą stać się trudne do zauważenia, a czasem wręcz niewidoczne. Ich światło zostanie rozproszone i pochłonięte, zanim dotrą do oczu obserwatora.
Dodatkowe wskazówki jak przygotować się do "parady":
lokalizacja : wybierz miejsce z minimalnym zanieczyszczeniem świetlnym – najlepiej na obrzeżach miasta;
sprzęt: choć większość planet będzie widoczna gołym okiem, w przypadku Urana i Neptuna rekomendowane są lornetki lub mały teleskop. Jeśli chcemy uzyskać maksymalny obraz, warto zaopatrzyć się w stabilny statyw;
technologia: warto skorzystać z aplikacji astronomicznych, takich jak Star Walk 2. Dzięki funkcji "Planet Walk" możemy na bieżąco śledzić ruchy planet, ustalić ich pozycje na niebie i dokładnie zaplanować obserwację. Wystarczy skierować urządzenie ku niebu, a aplikacja wskaże nam, gdzie znajduje się każda z planet.