Zdjęcie w tle

cyberpunkowy_neuromantyk

Gruba ryba
  • 462wpisów
  • 1977komentarzy

Piszę o rzeczach związanych z cyberpunkiem na blogu: https://cyberpunkowyneuromantyk.blogspot.com/ Mój tag #cyberpunkstories

316 + 1 = 317


Tytuł: Mickey 17

Rok produkcji: 2025

Kategoria: Dramat / Przygodowy / Sci-Fi

Reżyseria: Joon-ho Bong

Czas trwania: 2h 17m

Ocena: 6/10


Nie wiem dlaczego - czy przeczytałem fałszywego newsa czy zasugerowałem się siedemnastką w tytule - ale spodziewałem się kontynuacji wydarzeń znanych z powieści „Mickey 7”. Tak się jednak nie stało i „Mickey 17” to po prostu ekranizacja - niestety, niezbyt udana. 


Ostatnio jakoś mam szczęście do filmów, które można podzielić na dwie części, z czego jedna mi się podoba, a druga niekoniecznie. Tak też było tutaj. 


Pierwsza, ta przyjemniejsza w odbiorze, jest mocno zabarwiona humorystycznie. Robert Pattinson świetnie poradził sobie jako sarkastyczny narrator, odgrywając rolę gapowatego bohatera opowiadającego o swoich losach. 


Tu pojawił się pierwszy zgrzyt - rozumiem, że ekranizacje rządzą się swoimi prawami, jednakże trudno jest mi zrozumieć niektóre zmiany względem pierwowzoru. Przez co całość ma gorszy wydźwięk. 


Jak inny charakter najlepszego przyjaciela Mickeya jeszcze potrafię zrozumieć, choć ani trochę mi on nie pasuje, tak nie jestem w stanie pojąć, dlaczego reżyser postanowił zmienić całą postać naczelnika kolonii. W powieści mieliśmy do czynienia z surowym, gardzącym Mickeyem z powodów moralnych/religijnych (jedna dusza powinna mieć jedno ciało i te sprawy). Tymczasem w filmie dostaliśmy gościa gardzącego wszystkimi, bo... jest po prostu bogaty i przeświadczony o swojej wyjątkowości? Przynajmniej tak to odebrałem. 


Joon-ho Bong trochę przesadził z karykaturalizacją postaci. Może i działało to w uwielbianym przeze mnie „Parasite”, tak w „Mickey 17” mocno przestrzelił. 


I tu wrócę do Pattinsona, który mam wrażenie, że dźwigał ciężar produkcji na swoich barkach. Tym bardziej, że od pewnego momentu zaczął odgrywać dwie role jednocześnie, różniące się od siebie. Co doprowadziło do interesującej mnie kwestii: 


Czy jeśli co tydzień robione są skany świadomości człowieka, to istnieje możliwość, że po wczytaniu takiego skanu otrzymamy osobę o odmiennym charakterze? To właśnie sugeruje film - Mickey nr 17 jest gapowaty, tymczasem Mickey nr 18 wydaje się być jego całkowitym przeciwieństwem. Podobnie było z wcześniejszymi klonami - różniły się usposobieniem. Ciekawa kwestia.


Równie ciekawą kwestią jest podejście do zakazanego już w filmie występowania dwóch lub więcej klonów jednocześnie. Wszystko przez człowieka, który w ten sposób do pewnego momentu bezkarnie mordował ludzi, mając alibi - w końcu przebywał w swoim domu, nie mógł wtedy grasować po ulicach. No chyba że wysłał swojego klona.


Zastanawia mnie kwestia prawna - czy jeśli neuromantyk A popełni przestępstwo, to czy neuromantyk B powinien także za nie odpowiedzieć? Oczywiście przy założeniu, że B nie wiedział o czynach A. W teorii są tymi samymi osobami, więc jeśli A mógł, powiedzmy, kogoś zabić, to B też jest do tego skłonny, prawda? W innej teorii odtworzony B może mieć odmienne usposobienie.


Niestety, nie jest to film filozoficzny - wymienione kwestie zostały wspomniane tak naprawdę mimochodem.


Czy polecam obejrzeć? Nie - lepiej przeczytać powieść. Chyba że jak ja lubicie Pattinsona, to wtedy tak - warto dla jego warsztatu aktorskiego.


#filmmeter #filmy #ogladajzhejto #sciencefiction

6dd053f7-ebd4-4a38-bafd-6d9f1f69ef7b

Bo imho jest to też satyra na pewnego pomarańczowego człowieka i ogólnie sytuację z miliarderami w USA. Jak każda satyra z Hollywood jest tak grubo ciosana, że przestaje być śmieszna i zaczyna żenująca - ale świetnie się nadaje do oglądania ironicznego :)

Mi się film w sumie podobał, ale pomogło nastawienie, że jest to głupiutki film, ciągnięty przez pojedyncze elementy i grę aktorską :P

Zaloguj się aby komentować

660 + 1 = 661


Tytuł: Dungeons & Dragons. Legendy Wrót Baldura

Autor: Jim Zub, Max Dunbar

Tłumacz: Marek Starosta

Kategoria: komiks

Wydawnictwo: Egmont Polska

Format: książka papierowa

ISBN: 9788328157552

Ocena: 4/10


Nie jestem fanem „Baldur's Gate” - co prawda, przeszedłem jedynkę wraz z dodatkiem i do pewnego momentu udzielał mi się klimat przygody, gdy wraz z grupką bohaterów przemierzałem dzikie tereny. Tak samo uwielbiam samo uniwersum Zapomnianych Krain - spędziłem lata na odgrywaniu postaci w tym właśnie settingu. Jednakże gdyby nie to, że komiks został mi pożyczony przez kolegę, na pewno nie sięgnąłbym po niego.


Opowiedziana historia jest według mnie co najwyżej przeciętna, bohaterowie rzucają infantylnymi tekstami - rozumiem, że heroic fantasy rządzi się swoimi prawami, a Minsc od zawsze rzucał dennymi tekstami pokroju „gdzie trzeba skopać tyłek złu, tam ja w niego przykopię”, ale wciąż to do mnie nie przemawia.


Na pewno na plus jest wspomniany Minsc razem z Boo (i ikonicznym okrzykiem „po oczach go!”), tak jak obecność Corana - chodzi o sam fakt wykorzystania dobrze znanych postaci, taki „fan service”. Podobały mi się także rysunki, w szczególności szkice na samym końcu komiksu. Ale to chyba już standard w czytanych przeze mnie komiksach, że częściej zachwycam się warstwą estetyczną niż fabułą.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #komiksy #czytajzhejto #dnd #fantasy

bd735d91-0a56-495b-b307-ab138822e151

Zaloguj się aby komentować

47 + 1 = 48


Tytuł: Split Fiction

Developer: Hazelight Studios

Wydawca: Electronic Arts

Rok wydania: 2025

Gatunek: akcja | przygodowa

Użyta platforma: PC (Steam)

Czas gry: 13 (wątek główny i wszystkie poboczne historie)

Ocena: 10/10


Sytuacje, w których przyznaję jakiemuś dziełu najwyższą ocenę, zdarzają się niezwykle rzadko - pokusiłbym się o stwierdzenie, że wcale. Są jednak pewne wyjątki i tym wyjątkiem jest „Split Fiction”, czyli kolejna gra twórców „It Takes Two” i „A Way Out”.


I kurczę, myślałem, że w segmencie gier kooperacyjnych dla dwóch osób poprzeczka została tak wysoko zawieszona przez „It Takes Two”, że trudno będzie to przebić.


NIC BARDZIEJ MYLNEGO


Rany, jaka ta gra jest cudowna! Dawno nie grałem w coś, co sprawiłoby mi tyle radości z samej rozgrywki i wywołało we mnie tyle wybuchów śmiechu. Oczywiście duża w tym zasługa grania z kumplem, który ma równie popsute poczucie humoru co ja.


To pierwsza cecha, którą się zachwycałem już w osobnym wpisie - wystarczy, że grę kupi jedna osoba. Wtedy całkowicie za darmo może udostępnić kopię drugiej. Tak też się stało w naszym przypadku, ale nie ukrywam, że kupiłem własną kopę w celu wsparcia twórców. Należy im się.


Ogromne wrażenie wywarła na mnie pomysłowość i mnogość mechanik. Na przykład do jednego poziomu, dodatkowego zresztą, wpakowanych zostało więcej mechanik niż czasem w przypadku całych gier! Podziwiam kreatywność twórców i to, jak bawili się formą. Pod tym względem finałowy rozdział jest najlepszy - aż trudno opisać, jak bardzo rozwalił mi głowę. : D


Chyba jedynym mankamentem zauważonym przeze mnie jest fabuła - początkowo całkiem zgrabnie zarysowująca motywacje głównych bohaterek, z czasem jednak zaczęła się silić na poważniejsze, nie do końca pasujące moim zdaniem, tony. Pokrótce: obie kobiety to aspirujące pisarki, które chciałyby opublikować swoje opowieści. Zgłosiły się do firmy, która miałaby im w tym pomóc. Zrządzeniem losu obie trafiły do tej samej „maszyny” umożliwiającej przeżycie wymyślonych historii - a to sprawiło, że ich pomysły zostały wymieszane. No i z czasem wychodzi, że ich twórczość to jeden (albo główny) z sposobów na poradzenie sobie z różnymi problemami.


Struktura rozgrywki jest bardzo podobna do „It Takes Two” - historia została podzielona na rozdziały i raz mamy do czynienia z fantastyką naukową, a raz z fantasy. Każdy rozdział oferuje odmienne mechaniki i mimo że niekiedy widać recykling rozwiązań znanych z poprzedniej gry, to jednak za każdym razem jest powiew świeżości.


Zdecydowanie polecam każdemu fanowi gier kooperacyjnych. „Split Fiction” może nie oferuje związkowej historii jak „It Takes Two”, jednak i tak powinno się świetnie nadać do przejścia z dziewczyną/żoną/kochanką, która nie przepada za grami komputerowymi, ale chciałaby spróbować.


#gry #steam #gamesmeter

bd1b34bc-3fe5-4720-9774-0e8dc7073453

Na pewno zagramy z żoną It Takes Two było świetne na split screenie, A Way Out przeszedłem z kumplem online. Teraz zastanawiam się czy w Split Fiction grać z drugą połówką na kanapie (wygodniej, można sobie razem pokomentować) czy rozjeść się do oddzielnych pokoi (żeby jedno nie widziało ekranu drugiego, może byłaby większa frajda)

Zaloguj się aby komentować

I znów trzeba szukać nowej pracy - firmie odwidziało się i uznała, że w moim obecnym dziale wystarczy jedna osoba (mimo że rekrutowała mnie, ponieważ stwierdziła, że jednak przyda się druga osoba). Z tego powodu nie przedłużą mi umowy po końcu okresu próbnego.


Po przejrzeniu aktualnych ofert pracy zaczynam się poważnie zastanawiać, czy by nie uderzyć do WCRu. xD


#pracbaza #zalesie

@cyberpunkowy_neuromantyk jak Ci to przechodzi przez myśl to idź. Kolegi z roboty córka poszła to mówi, że gówno co robi (jakieś zaopatrzenia coś a'la katering, ciasta rozwozi itp) i kasy bierze więcej niż on xD

@cyberpunkowy_neuromantyk może mieli więcej roboty, to sobie ściągnęli kogoś za mniejsze pieniądze, bo próbny, i zaraz zrobią to samo. Zakładam, że Januszera, a nie ponowne przekalkulowanie zysków i strat

Zaloguj się aby komentować

266 + 1 = 267


Tytuł: Na rauszu

Rok produkcji: 2020

Kategoria: Dramat / Komedia

Reżyseria: Thomas Vinterberg

Czas trwania: 1h 55m

Ocena: 8/10


Jak zwykle pozwolę sobie na odrobinę prywaty.


„Na rauszu” opowiada historię o czterech kumplach-nauczycielach, wśród których jeden, Martin, jest szczególnie znudzony życiem. Nauczanie nie sprawia mu przyjemności, z żoną praktycznie się mijają, a synowie z kolei nawet go nie słuchają. Kumple namawiają go do przetestowania teorii, jakoby w ludzkiej krwi brakowało 0,05% alkoholu do optymalnego stanu. No i zaczynają pić.


Czy to opowieść o zgubnym działaniu alkoholu? Poniekąd. Początkowo bohaterowie czują się wyśmienicie, jednakże z czasem dostrzegają pierwsze negatywne skutki, aż finalnie stwierdzają, że muszą przerwać eksperyment, ponieważ sytuacja powoli wymyka się spod kontroli.


Czy film gloryfikuje alkohol? Tylko z pozoru. Moim zdaniem stanowi wyzwalacz, motor napędowy do działania ku nauce cieszenia się życiem. Martin czuje swego rodzaju luz: zaczyna eksperymentować z metodami nauczania; wraca do robienia rzeczy, które kiedyś sprawiały mu przyjemność, a które porzucił; udaje mu się chociaż po części odbudować zaniedbaną relację z żoną; świetnie się bawi z przyjaciółmi.


I tutaj odrobina prywaty. Lata temu też byłem zniechęcony życiem i nie widziałem nadziei, że w przyszłości mogłoby być dobrze - a dopiero co wszedłem w dorosłość. Do tego stopnia, że rozważałem ostateczne rozwiązanie - najpierw jednak chciałem spełnić swoje marzenie i pojechać na jeden event muzyczny. Może to zabrzmi głupio, ale prawie cały weekend spędzony na dobrej zabawie uświadomił mnie, że kurczę, w życiu jednak może być fajnie. Do tego stopnia, że dzisiaj rzadko kiedy zdarzają mi się negatywne myśli i po prostu staram się cieszyć tym, co mam i robić rzeczy, które sprawiają mi przyjemność. Nawet jeśli to prozaiczne czynności, jak czytanie książek czy jazda na rowerze.


Czy alkohol i inne używki pomagają? To zależy. Uważam, że zbyt jednak łatwo wpaść w pułapkę uzależnienia i myślenia, że „jeśli się nie napiję, to nie będę się dobrze bawił”. Sztuką jest cieszyć się życiem bez „upiększaczy” w postaci różnych substancji psychoaktywnych.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #filmy #ogladajzhejto

8f2ac7a0-84dc-447b-bb80-d2d5a655ad39

Duńczycy generalnie mają poważny problem z alkoholem. Spory odsetek odebranych praw jazdy itp. Miałem okazję kiedyś gadać w pubie (przy piwie he he) na Bornholmie z kimś, kto o tym mówił wprost. Poza tym są samotni mocno, bo zamknięci. W takim kontekście film ten nabiera jeszcze innego wymiaru.

Jeden z tych filmów, których popularności nie rozumiem. Potworne nudy, a nie jestem jakimś fanem kina akcji. Pewnie kwestia gustu czy po prostu subiektywnej oceny.

Zaloguj się aby komentować

533 + 1 = 534


Tytuł: Doktor Jekyll i pan Hyde

Autor: Robert Louis Stevenson

Wydawnictwo: Masterlab

Format: e-book

ISBN: 9788379914852

Liczba stron: 120

Ocena: 6/10


Trudno pisze mi się o rzeczach, które mnie nie poruszyły w jakiś sposób. Nie twierdzę, że ta powieść jest zła. Nie twierdzę też, że jest wybitnie dobra. W ogóle ocenianie czegoś po prawie stu pięćdziesięciu latach od premiery jest dosyć trudne. Coś, co kiedyś mogło być nowatorskie, świeże, przełomowe, dzisiaj niestety takie już nie jest. 


Samą historię doktora Jekylla znałem chociażby z „Van Helsinga”, toteż fabuła, a tym bardziej Wielka Tajemnica, nie stanowiły dla mnie zaskoczenia. A szkoda, bo to wcale niezła opowieść o upadku człowieka. 


Podobał mi się sposób, w jaki wypowiadali się bohaterowie. Z braku lepszego określenia użyję słów jak „barwnie” czy „kwieciście”, może też nieco „przesadnie dramatycznie” w niektórych sytuacjach.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #klubczytelniczy #czytajzhejto

b3e36ded-9d97-4141-9a2e-88ac799f5ff4

Zaloguj się aby komentować

510 + 1 = 511


Tytuł: Invincible. Tom 6

Autor: Robert Kirkman, Ryan Ottley, Cory Walker

Tłumaczka: Agata Cieślak

Kategoria: komiks

Wydawnictwo: Egmont Polska

Format: książka papierowa

ISBN: 9788328142268

Liczba stron: 336

Ocena: 8/10


Kulminacja chyba wszystkich rozpoczętych do tej pory wątków - ledwo opadł kurz po bardzo poważnym ataku na Ziemię, superbohaterów i Niezwyciężonego, to po chwili pojawiło się jeszcze większe zagrożenie. (Nie)zwyciężonemu udało się w końcu wykaraskać z doznanych obrażeń, to żeby mu się nie nudziło, nastąpił kolejny atak. Strasznie dużo działo się w ramach tego tomu i można pokusić się o stwierdzenie, że nawet zbyt dużo. Jednak serial zdecydowanie lepiej dawkuje emocje, no ale powtórzę się, Kirkman miał sporo czasu, żeby przemyśleć historię.


Zmiana stroju na niebiesko-czarny nasuwa mi skojarzenia z Spider-Manem, kiedy ten połączył się z symbiontem, przez co jego zachowanie stało się bardziej mroczne. Podobnie Niezwyciężony zaczął dostrzegać, że wahając się przed zabiciem złoczyńcy pozwolił na jego ucieczkę po tym, jak ten doprowadził do śmierci kilku milionów ludzi. Ciekawa zmiana w sposobie myślenia głównego bohatera.


Jestem ciekawy, jak to będzie z Niezwyciężonym w kolejnych tomach. Mam pewne obawy, że jego viltrumiańska krew może przejąć nad nim kontrolę.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #komiksy #czytajzhejto #hejtoczyta #fantastyka

1e02fc48-6c96-48a7-9954-dfac42907296

@American_Psycho To już 3 sezon wyszedł? Pierwszy mi się bardzo podobał, a drugi... cóż, no trochę zawiódł i gdzieś go zostawiłem w połowie chyba.. warto wrócić dla 3 sezonu?

Planuje się zabrać za kompletowanie komiksów. Serial mnie porwał do reszty, aż dreszcze z ekscytacji miałam momentami.

Boję się tylko, że aby przechować tyle taak ogromnych tomów, to musiałabym magazyn wynająć do tego.

Zaloguj się aby komentować

238 + 1 = 239


Tytuł: Hardcore Never Dies

Rok produkcji: 2023

Kategoria: Dramat

Reżyseria: Jim Taihuttu

Czas trwania: 1h 47m

Ocena: 8/10


W „Hardcore Never Dies” reżyser przedstawia dość wiernie bardzo popularną w Holandii subkulturę - gabberów. Takich ogolonych na zero gości, chodzących w charakterystycznych dresach i airmaxach oraz słuchających szybkich, mocnych gatunków muzyki elektronicznej. Narkotyki też są, niestety, nieodłączną częścią. :')


Nie będę ukrywał, że głównie dlatego zdecydowałem się na obejrzenie tego filmu - hardcore i pochodne są mi bardzo blisko, sama subkultura niekoniecznie, jednakże jej znajomość bardzo ułatwia zrozumienie niektórych wątków. No i przyda się wyrobiona tolerancja na hałas, ponieważ często puszczane są gabberowe kawałki.


Oprócz tego jest dosyć klasyczna historia o destrukcyjnym wpływie starszego brata na młodszego, który daje się zafascynować „luźnym” stylem życia. Film bardzo przypomina mi „Hooligans” z Elijahem Woodem, jednakże nie dajcie się zwieść mojej wysokiej ocenie - jest podyktowana mocnym sentymentem.


#filmmeter #filmy #hardcore #muzykaelektroniczna #ogladajzhejto

050becd1-c365-4fcd-a0e3-9e0375d20698

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

440 + 1 = 441


Tytuł: Mickey7

Autor: Edward Ashton

Tłumacz: Paweł Dembowski

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: e-book

ISBN: 9788383351773

Ocena: 7/10


Bardzo lekkie science fiction, z humorem i poruszające ciekawe zagadnienie, czy odtworzona osoba to wciąż ten sam człowiek czy ciało pozbawione duszy.


Główny bohater jest wymienialnym - takim gościem do zadań specjalnych, przede wszystkich z wysokim prawdopodobieństwem śmierci. W reaktorze doszło do wycieku i ewentualna naprawa wiąże się z przyjęciem kilkukrotnej dawki śmiertelnej? Wysyłasz Mickeya. Podejrzewasz, że w atmosferze znajdują się bardzo groźne bakterie czy wirusy? Wystaw na ich działanie Mickeya, żeby zobaczyć, co się stanie. A potem zaszczep jego kolejnego klona, żeby przekonać się, czy szczepionka zadziała.


Taka osoba jest bardzo przydatna podczas kolonizacji nowej planety i wokół tego kręci się część powieści.


Samo tworzenie klonów po śmierci poprzedniego jest ciekawym pomysłem, ale wydaje mi się nieco nielogiczne, że ograniczają się wyłącznie do wymienialnego. Dlaczego inni, ważniejsi członkowie wyprawy kolonizacyjnej, nie mają swoich kopii zapasowych, które można by przywrócić w razie śmiertelnego wypadku?


Wiąże się to oczywiście z uprzedzeniami wobec wymienialnych. Niektórym ludziom bardzo nie podoba się fakt, że ktoś po śmierci odżywa - według nich to nie jest już ten sam człowiek, a dziwny twór pozbawiony duszy, której ponoć nie da się skopiować.


Narrator wspomina też o innych próbach kolonizowania planet, i tych nieudanych, z różnych powodów, jak i tych zakończonych sukcesem. W ten sposób naturalnie opowiada o świecie, w którym przyszło mu żyć i mimo że nie jest to pomysły bardzo oryginalne, to zostały spisane w przyjemnym dla czytelnika stylu.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #sciencefiction #fantastyka

8c68667f-920b-4598-bf1c-ec4caae64499

Zaloguj się aby komentować

Bardzo podoba mi się prokonsumenckie podejście Hazelight Studios.


To studio specjalizuje się w tworzeniu prześwietnych gier kooperacyjnych dla dwóch osób. Na koncie mają wspaniałe „A way out” i jeszcze lepsze „It Takes Two”, a dwa dni temu wypuścili „Split Fiction”.


Oczywiście znalezienie drugiej chętnej osoby jest nieco problematyczne, jeśli nie ma się dziewczyny/chłopaka, których można namówić do zagrania (a z doświadczenia wiem, że to idealne gierki dla par). Pozostaje szukanie przez internet.


Do tanga trzeba dwojga, do co-opa dla dwóch osób także są potrzebne dwie persony. I co zrobiło Hazelight Studios? Nie zmusza nikogo do kupienia dwóch kopii, żeby zagrać razem. Wystarczy, że kupi jedna osoba, a drugą może całkowicie za darmo zaprosić do dołączenia - na Steamie pojawia się wtedy pozycja „Split Fiction - dostęp dla znajomych”. I mimo że wcale nie musiałem, ponieważ kolega udostępnił mi taką kopię, to kupiłem grę „na własność”. To studio zdecydowanie zasługuje na każde pieniądze. : D


#gry #steam #coop

1bce0fc4-0350-454c-9401-5249a8ec127d

A way out było spoko, ale It takes two w mojej ocenie było zbyt długie i po kilku godzinach było nudne. Do tego zachowanie bohaterów było irytujące i czasami bezsensowne/niezrozumiałe. Z coop fajne jest też to rozbrajanie bomby (zapomniałem nazwy) i cała seria gier We were here

@HmmJakiWybracNick


Mnie „It Takes Two” cieszyło do samego końca i ustawiło wysoką poprzeczkę, jeśli chodzi o wprowadzanie nowych mechanik. : D Ale fakt, fabuła była dosyć miałka. Chociaż czy w przypadku takiej gry rozgrywka nie jest bardziej istotna?


„We were here” przeszedłem jedną czy dwie części. Jak przypomnisz sobie nazwę tej gry z rozbrajaniem bomby, to daj znać, proszę. : )

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Czy jest na sali ktoś, kto byłby w stanie doradzić mi w wyborze roweru? : )


Mój budżet to około 3k PLN. Jestem w stanie dołożyć tych kilka stówek, jeśli zrobiłoby to znaczącą różnicę, ale bez wpadania w szał zakupowy, że o, wystarczy kolejne pięćset i będzie jeszcze lepiej, a potem tysiąc, żeby dopłacić do ramy z wyższego segmentu et cetera. :')


Planuję jeździć po Bielsku-Białej i w okolicach, tak do 50 km. Wspominam o tym dlatego, że do tej pory jeździłem głównie po płaskim terenie i nie za bardzo wiem, czego się spodziewać. W góry per se raaaczej się nie wybieram, wolałbym ograniczyć się do asfaltu i podobnych.


W oko wpadł mi FELT Verza Speed 20, jednakże wcześniej korzystałem z niezbyt drogiego crossa od Krossa, więc też nie do końca wiem, czego się spodziewać po innym rodzaju roweru. :')


#rower #bielskobiala

@cyberpunkowy_neuromantyk kup treka od lazzaro na allegro, kupilem zonie, wtedy za jakos 1900 pln o oferowal najlepsze graty wzgledem ceny, jezdzilo mi sie na nim lepiej jak na moim super ghoscie za 5 klockow wiec xD


Raczej bedzie ci sprawial radosc zaoszczedozny hajs mozesz przechlac albo wymienic pedały(bo byly srednie), zalozyc błotniki etc

Zaloguj się aby komentować

388 + 1 = 389


Tytuł: Port Cieni

Autor: Glen Cook

Tłumacz: Tomasz Nowak

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Rebis

Format: e-book

ISBN: 9788380625242

Liczba stron: 448

Ocena: 4/10


W końcu przeczytałem!


Nie wiem, czy to to kwestia zmęczenia długą serią (to jedenasty tom), czy jakością powieści, czy zmianą tłumacza, ale „Port Cieni” czytało mi się po prostu źle.


Zacznijmy od tego, że powieść została wydana prawie dwadzieścia lat po ostatniej części. Z reguły nie jestem pozytywnie nastawiony do powrotów do zakończonych już serii (patrzę na pana, panie Sapkowski) i na szczęście autor nie podjął się napisania ciągu dalszego historii, tylko postanowił przedstawić wydarzenia, które miały miejsce po pierwszej powieści.


Wracamy do czasów, w których Czarna Kompania wciąż służyła Pani. Niestety, nie jest to powrót do formy znanej z pierwszej „trylogii”, kiedy głównym bohaterem wciąż była cała Czarna Kompania, a nie jeden z jej członków (jak to bywało w późniejszych postaciach). Oczywiście, inni członkowie bandy najemników wciąż są obecni, jednakże ta obecność jest dość marginalna.


Osobiście mi się to nie spodobało tym bardziej, że Konował przeszedł przemianę w człowieka bardziej wulgarnego i prostackiego. Również jego stosunek wobec kobiet mocno się zmienił, jakby zaczął myśleć główką, a nie głową. Nie przypominam sobie czegoś takiego w poprzednich częściach, za to tutaj regularnie czułem po prostu niesmak.


Sama fabuła też nie była zbyt ciekawa. Autor postanowił ujawnić trochę tajemnicy z czasów, gdy Dominator wciąż żył. Przedstawił wydarzenia, które miały bezpośredni wpływ na to, co działo się w teraźniejszości. Niestety, całość była poszarpana. Konował wielu rzeczy po prostu nie wiedział, o wielu dowiadywał się po prostu po fakcie - jakby tak naprawdę stał z boku wydarzeń, a nie był jej częścią, przez co ucierpiała także sama narracja, która przypomina bardziej osobisty dramat, a nie kolejny tom kronik.


Czy warto przeczytać? Moim zdaniem nie - można śmiało pominąć ten tom, w moim odczuciu dopisany na siłę, który niewiele wnosi do zakończonej już historii Czarnej Kompanii. Może moje wrażenia byłyby zupełnie inne, gdybym przeczytał „Port Cieni” w kolejności chronologicznej, a nie po ostatniej części.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #fantasy #fantastyka

13920770-f965-4492-bc83-bf9881ccbfe6

Nie mialem kompletnie zadnego problemu z czterema tomami kronik, oprocz oczywiscie tego, ze to fantasy z innej epoki

Ale Port Cieni byl dziwny. Dwa glowne problemy dla mnie: duzo niepotrzebnego przeklinania i autorowi sie chyba cos pojebalo z prawdziwym imieniem Pani.

@TomAsh


Wydaje mi się, że się nie pomylił, tylko nie chciał zdradzić, która z sióstr jest Panią - to wychodzi bodajże dopiero w trzeciej części? „Port Cieni” z kolei dzieje się po pierwszej.

Zaloguj się aby komentować

Nowa Fantastyka 03/2025


„Do dystrybucji trafił marcowy numer "Nowej Fantastyki". Przygotowaliśmy w nim dla Was sporo atrakcji, o których przeczytacie poniżej.


Przede wszystkim w tym wydaniu na naszych łamach znajdziecie dwa ważne debiuty. Pierwszym jest zapowiadany już nowy felietonista, prof. Dariusz Jemielniak, wiceprezes Polskiej Akademii Nauk, którego tekst "Czwarte Prawo Robotyki" inauguruje stałą rubrykę zatytułowaną "Sztuczna patointeligencja".


Drugim jest "Ćma" - od tego numeru, co drugi miesiąc na przemian z "Lilem i Putem", będą się u nas ukazywać krótkie komiksy z tej serii, ze scenariuszem Tomka Grodeckiego, rysowane przez rozmaitych znakomitych artystów. Oprócz premierowej odsłony "Ćmy" proponujemy Wam wywiad ze scenarzystą i galerię tego komiksu. Przywitajcie ciepło naszych nowych współpracowników!


Ponadto w dziale publicystyki znajdziecie pożegnanie Davida Lyncha, obszerną relację z horrorowego Splat!FilmFestu, artykuł o serialu "Castlevania: Nocturne" i Fantastykę z lamusa, w której króluje legendarny Harry Houdini. Mamy też dla Was solidną porcję recenzji, felietony i inne stałe atrakcje.


W dziale prozy znajdziecie tym razem aż siedem opowiadań - cztery polskie, dwa włoskie i jedno kanadyjskiej autorki o trynidadzkich korzeniach. Szykujcie się na to, że w tekstach tych znajdzie się sporo grozy.


"Nową Fantastykę" możecie kupić w szanujących się kioskach i empikach, a także w księgarni stacjonarnej wydawnictwa Prószyński i S-ka przy ul. Rzymowskiego 28 w Warszawie. Niezmiennie najbardziej korzystną opcją kupna jest roczna prenumerata, którą możecie znaleźć w Gildii - towarzyszy jej nowa promocja z prezentem książkowym.


NF jest też dostępna w Nexto oraz Legimi - w formatach czytnikowych epub i mobi oraz w pdf.

Prenumeratę "Nowej Fantastyki" znajdziecie pod tym adresem internetowym:


https://www.gildia.pl/nf


E-wydanie, które również możecie zaprenumerować, na platformie Nexto:

https://www.nexto.pl/e-prasa/nowa_fantastyka_p1204368.xml


NF w Legimi:

https://www.legimi.pl/katalog/?searchphrase=nowa%20fantastyka&sort=score


Bądźcie z nami!”


#fantastyka #nowafantastyka #fantasy #sciencefiction #ksiazki #czytajzhejto

cf3aa1f3-8702-4de3-9fb9-af00ed6c5bb5

Zaloguj się aby komentować

Ograłem demko „Gothic 1 Remake” i... mam mieszane uczucia. xD


Nie wiem jak, ale twórcom udało się osiągnąć jeszcze większe drewno niż w oryginale. Animacje są pokraczne, postać wydaje się jakaś taka ociężała, no dziwnie się grało. Ale po ponad pół godzinie zacząłem się przyzwyczajać i szczerze, to może dam temu szansę, jak wyjdzie pełna wersja - a przynajmniej poczekam, aż mocno stanieje. X)


Dla zainteresowanych, jak to mniej więcej wygląda, wycinek ze streama:


https://youtu.be/jjguAeSCGEs?si=bLox8DoyT-KRsXtT


#gry #steam #gothic

92644eb0-8e26-4138-a382-0e52a79ac64b

@cyberpunkowy_neuromantyk w kopalni byłem ale musiałem uciekać przed kretoszczurami. fajnie że postać pływa i nurkuje. niby demo to wczesna wersja. zobaczy sie na piracie czy jest sens kupować

Zaloguj się aby komentować

Wczoraj przechodziłem obok i już miałem zrobić zdjęcie, ale stwierdziłem, że pewnie w Internecie znajdę lepsze ujęcie. No to macie to lepsze ujęcie, które znalazłem. : D


Miłego dnia!


#dziendobry #heheszki

69a73311-0a7c-4058-8970-d5e31a1f1159

@deafone A szkoda. Manson ostatnio spoważniał, odstawił alko, wyprostował sprawy w sądach. Ostatnia płyta nie ma słabych kawałków ale jednak wolę go z tej bardziej dzikiej strony, z czasów „Hollywood”.

Zaloguj się aby komentować

Ech, na studiach mam koleżankę, która niestety jest moim crushem. Na co dzień o niej nie myślę, ale przebywanie w jej towarzystwie jest dodatkowo męczące, ponieważ wygląda bardzo podobnie do mojej pierwszej dziewczyny - nastoletniej miłości.


#gownowpis #zalesie

@cyberpunkowy_neuromantyk Może zaproś ją na kawę? Jeśli będziesz czekać, to ci ją ktoś zwinie sprzed nosa i potem będzie większe plaku płaku.

Zaloguj się aby komentować

Opinia o „Avowed”.


W Internecie widać sporo narzekań na „Avowed”... z reguły od osób, które nawet NIE ZAGRAŁY. Hitem dla mnie, bardzo negatywnym zresztą, są różnego rodzaju YouTuberzy, którzy oglądają czyjś gameplay i na jego podstawie wyrażają swoją opinię. xD


Dlatego chciałem podzielić się z Wami filmikiem mojego znajomego, który w „Avowed” przegrał ponad siedemdziesiąt godzin i sam wyrobił swoją opinię, po prostu grając w grę. Co prawda jest fanboyem uniwersum wykreowanego w „Pillarsach”, więc trzeba wziąć poprawkę, jednakże wciąż jest to opinia osoby, która w grę ZAGRAŁA.


https://youtu.be/sgNmVoupYvE?si=zy1WXc4davejbnvQ


#gry #steam #crpg #avowed #pillarsofeternity

@cyberpunkowy_neuromantyk Poza paroma grifterami, to ja widziałem jednak streamy i recenzje ludzi, którzy grali i serio nie muszę wydawać 400 stów na coś, co wygląda jak gorszy Skyrim, i nie mówię tu o grafice. Materiał kolegi obejrzę, chociaż trochem się bojam na twoją szczerość o byciu fanboyem.


Obsidian ostatnią naprawdę dobrą gre zrobił 15 lat temu, cała reszta to najwyżej jest mid.

@sawa12721


Skąd w ludziach takie uparcie, jeśli chodzi o cenę? Dla mnie w ogóle 20 dolarów to maks (#pdk).


Samo „Avowed” traktuję na ten moment jako coś w kategorii średniaka, którego kiedyś ogram, jak będzie spora obniżka albo nawet zostanie rozdane za darmo - nie śpieszy mi się.

@cyberpunkowy_neuromantyk Zgadzam się z tą opinią, ale nie zgadzam się z tym, że trzeba zagrać, aby móc krytykować. To nie początek lat 2000, internety są zasrane od groma gejmplejem i widać jak cholernie średnie jest Avowed, czym doskonale wpasuję się do osiągnięć studia po wydaniu New Vegas.


Jeden zgrzyt na końcu filmiku kolegi-nie uważa on Avowed za grę AAA, ale pomija milczeniem cene tego tytułu.

@KUROT


Moja opinia jest taka, że kolejne gry powinny być coraz bardziej zaawansowane pod względem oferowanych możliwości, fizyki, zachowań postaci niezależnych et cetera. Uwielbiam immersive simy, więc bardzo doceniam zazębiające się systemy, jak chociażby w „Prey”, gdzie gracz otrzymuje wiele możliwości poradzenia sobie z przeciwnikami.


No i oczywiście boli mnie, gdy widzę, że „Avowed” pod pewnymi względami jest gorsze od starusieńkiego „Obliviona”... tylko ponowne pytanie, czy jest sens porównywać dwie odmienne w założeniach gry?


Pomijając to, że, ponownie, do takich filmików podchodzę dosyć nieufnie, ponieważ porównywane rzeczy mogą być tak dobierane, by w porównaniu nowa gra wypadła niekorzystnie. Jest jakaś taka dziwna nagonka na „Avowed”, zresztą podobnie jak na „Kingdom Come: Deliverance 2”, bo twórcy podjęli takie, a nie inne decyzje.


Nie, żebym bronił „Avowed”. Po prostu przeszkadzają mi niektóre ludzkie zachowania.

@cyberpunkowy_neuromantyk No pewnie, że mogę mieć opinię o grze, bez grania w nią. Mogę obejrzeć 5-10 minut gameplaya i na tej podstawie stwierdzić "za⁎⁎⁎⁎ste", "mogę spróbować", lub "ale gówno". Oczywiście nie wszystkie gry, da się ocenić poprawnie na podstawie obejrzanego fragmentu, bo to zależy od gatunku danej gry. No i oczywiście to, że ja uważam, że gra to gówno, nie oznacza, że dla kogoś innego może być za⁎⁎⁎⁎sta.

Mam na w sumie 2145 gier (tak przynajmniej podaje GOG Galaxy), duża część z nich to darmówki, dodatkowo nie wiem jak gog liczy duplikaty z różnych platform. W każdym razie zagrałem w większość z tych gier i strzelam, że w 98% jak gra nie podobała mi się już na gameplayu/recenzji, to pokrywało mi się z tym, że z gry rezygnowałem.

@HmmJakiWybracNick


Nie twierdzę, że nie da się wyrobić takiej prostej opinii na podstawie gameplaya. Mam na myśli oczywiście opinie pokroju „ta gra wygląda fajnie” albo „o nie, w to zdecydowanie nie chcę zagrać”.


Mnie chodzi o „bardziej zaawansowane opinie” jak chociażby to, że w „Avowed” ponoć (bo tego nie wiem) NPC reaguje na każdą opcję dialogową tak samo - to wybacz, ale jeśli czytam coś takiego od osoby, która sama w grę nie zagrała, a jedynie obejrzała recenzję/opinię kogoś innego, to dla mnie nie jest to wiarygodne.


Tu mi się przypomina recenzja „The Binding of Isaac” autorstwa 9kier, która napisała, że jedną z wad gry jest to, że da się ją ukończyć w półtorej godziny. Ale nie zwróciła uwagi, że ten konkretny tytuł wymaga wielokrotnego przejścia gry. Kompletny brak znajomości recenzowanego gatunku.


Mnie nie boli, że komuś nie podoba się dany tytuł. Mnie boli głównie powtarzanie opinii po kimś, często krzywdzących i stosujących podwójną moralność. Bo „Avowed” obrywa się między innymi za statyczny świat, ale coś takiego już nie przeszkadzało graczom w „Wiedźminie 3”.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować