10K luźnego biegania, dlatego nie brałem mapy i wybiegłem w teren na czuja. Zrobiłem takie górki, że rzadko się takie zdarzają Nawet Runalyze wykrył jeden podbieg, te początkowe 200m są solidne. Chciałem przygody i przygodę dostałem. Ale fajnie było, nie narzekam, tylko zauważam
Kolegom przede mną się nie chciało aktualizować wyników, to ja to zrobię Dzisiaj później, bo rano padało, jutro pada też, to zakładam treningi na popołudnie. Przebiegłem sobie do parku o kształcie fasolki, wykręciłem dwa kółka i wróciłem. Całkiem spoko.
Tydzień kończę z wynikiem 51,6 - za tydzień longa przedłużę o 10 minut
Dziś długie interwały - 4x4 min tempem ~4:25/k. Weszło całkiem spoko, nie miałem problemów z utrzymaniem solidnego rytmu przez całe powtórzenie. Biegał w parku jakiś gość poniżej 4:00/k i to spory dystans - imponujące, jak cię taki szybkostrzałowiec mija.
Alex Staniforth przeszedł do historii, stając się pierwszą osobą w historii, która zdobyła wszystkie 446 gór w Anglii i Walii za jednym razem.
Ambasador INOV8 wbiegł na każdą górę, poruszając się między nimi na rowerze w zaledwie 45 dni, ustanawiając nowy, niesamowity rekord.
Zaczynając w Dartmoor, a kończąc w Lake District, Alex pokonał 3000 km i wspiął się na ponad 100 000 m - około 11 razy więcej niż Mount Everest.
30-latek spał w kamperze - prowadzonym przez jego partnera i przyjaciół - pod koniec każdego dnia i świętował swoje urodziny na wzgórzach.
Walczył z brutalną pogodą, kontuzjami mięśni i czystym wyczerpaniem, zdobywając każdy szczyt o wysokości ponad 610 metrów w Anglii i Walii.
Jego ostatnią górą był Helvellyn, gdzie rodzina i przyjaciele zebrali się na szczycie, aby dopingować go na finiszu.
Poprzez 446 Challenge Alex zebrał do tej pory 30 000 funtów dla Mind over Mountains, organizacji charytatywnej, która pomaga zdrowiu psychicznemu poprzez naturę.
Dzisiaj 8x400m takim tempem... na milę? Ogólnie troszkę za szybko poszedłem, ale to dlatego, że tak jak przez ostatnie dwa tygodnie dość mocno mnie męczył ten trening, to teraz... nie było źle? Jeszcze się człowiek rozpędzi i trzeba będzie podkręcić tego VDOTa na więcej jak 43.1
Poranna dyszka w parnym klimacie. Drugi tydzień Danielsa, obciążeniowo da się zrobić, ale muszę dbać o spanko, nawadnianko i rozciąganko, żeby dotrwać do końca W sensie regeneracja będzie ważnym elementem.
183,7 km w czerwcu, solidny jak dla mnie wynik. Ostatni miesiąc, który miał więcej, to marzec... 2024 (201,9 km).
Prawie 51K w tym tygodniu, dzisiaj taki longas ale delikatnie. Nogi trochę czują, to dość duży skok kilometrażowy. W planie nadal mam kontynuację, póki nie ma tragedii Następne 3 tygodnie będą powtórką tego.
Jeśli was ominął news - Faith Kipyegon spróbowała jako pierwsza kobieta zejść poniżej 4 minut na milę, wszystko we współpracy z Nike (korzystali z nowych technologii i paru innych rzeczy, przez które jej wynik nie będzie uznany jako nowy rekord świata, ale zawsze).
Jej dotychczasowy najlepszy wynik: 4:07.64, lipiec 2023 (rekord świata)
Wynik osiągniety podczas #Breaking4: 4:06.42
Splity:
400m - 1:00.20
800m - 2:00.63
1200m - 3:01.84
Jak powiedziała: "Jeśli nie ja, to ktoś inny - pewnego dnia kobieta złamie czwórkę".
Trening z wczoraj wieczora i dzisiaj rana - nie lubię takich back-to-backów, ale dziś po pracy szykują nam imprezę pracową, to kiedy człowiek miał nie orać, jak rano
Czwartek - 45 min easy + rytmy 100m/100m recovery
Piątek - 15 min easy + 4x 4min tempo 5K/3 min recovery + 15 min easy
No mocne będą te treningi od Jacka D, ale póki kółka nie odpadną - lecimy z tematem Śmiesznie, że wszystkie cztery dzisiejsze interwały były praktycznie identyko (tempo 4:27, 4:26, 4:26, 4:26). A czwartkowe rytmy ~3:20/k, też cieszy.
Wtorkowe piłowanie, czyli 8x400m tempem ścigania się na milę. Było dość mocno, ale dobrze wykonane założenia cieszą, korzystałem z recovery pomiędzy każdym powtórzeniem. A po orańsku dobre azjatyckie jedzenie, człowiek mam nadzieję zregenerowany
Dyszka z rana jak śmietana Wietrznie strasznie u mnie, ale też przyjemnie chłodno - może dlatego miałem tak niski HR? Taka niespodzianka cieszy! No i oficjalnie zaczynam oranie niebieskiego Danielsa, 16 tygodni pracy i ogarnie się pewnie jakiś wyścig na 10K
Longas krótszy, bo kilometraż tygodniowy poszedł w górę - łącznie 46K. Skorzystałem z autotrasy Garmina (daj mi dystans, kierunek a zrobię Ci trasę) i wyszło całkiem spoko - odwiedziłem kilka parków, przebiegłem kilometr nad rzeką, wróciłem fajną drogą (nawet z podbiegiem o długości 500m, całe 25m up).
Najbardziej miła niespodzianka - Garmin wliczył to w poczet bazy. I to mi się podoba!
Od poniedziałku wjeżdża pełny Daniels, 16 tygodniowy plan z zamysłem polepszenia osiągów na 5/10K.
Piątkowy trening "lite", zatem jedno powtórzenie mniej - a tempo powtórzeń było coś koło ścigania się na 5K (4:32, 4:19, 4:16). Patrząc teraz przez pryzmat tygodnia to interwałowy wtorek będzie dawał największy wycisk, tutaj było deczko łatwiej. No to teraz odpoczynek i longas w niedzielę
45 min bazy plus 8x100m rytmów - całkiem fajnie to weszło! Pod koniec serducho już mocno pracowało, ale dzięki odpoczynkom pomiędzy rytmami nie było większego kłopotu, żeby plan wykonać. Tak będą wyglądać moje przyszłe cztery czwartki!
Pierwsze porządne zapierdzielańsko od dawna. Smashrun pokazał, że najszybszy km split od miesiąca. To było "tylko" sześć powtórzeń, ale się namęczyłem, przyznaję. Za tydzień o tej porze będzie takich osiem. Coś czuję, że te elementy easy i recovery to będę szanował...
Nowy tydzień, nowy początek. Mam w planie zrobić sobie taki jakby pierwszy tydzień białego Danielsa, ale na 80-90% - mówię na to "tydzień 0" 12 października mam do wyboru lokalne dwa biegi 10K, więc 16 tygodni Danielsowania by mi nawet pasowało... ciul, że we wrześniu w góry jadę
Najwcześniejsze bieganko od 3 miesięcy - widać jak bardzo potrafię się lenić Ale zegar dzisiaj zaskoczył mnie faktem, że zaliczył ten trening do bazy. Miłe zaskoczenie, wiadomo
Niedzielny długas. Długo się do niego zbierałem, bo rano czułem się dość słabo a śniadanie jednak chciałem sobie zjeść. Wszystko poszło zgodnie z planem i gdzieś koło 11 mogłem wyruszyć w trasę. Tym razem na południe, trochę górek ogólnie (90 metrów up łącznie), a pomimo faktu, że słoneczko grzało, to biegło się tak miło, że w pewnym miejscu zdecydowałem się odwiedzić mały zakątek domków i dołożyć tam ok. kilometra zaliczając wszystkie uliczki. Podobał mi się też fakt, że spray Nivea SPF 50 na serio szybko się wchłania i człowiek może bardziej się błyszczy jak biegnie, ale paskudne UV nie ma do mnie podjazdu
@Zioman Ślicznie pozwiedzane, ładny Ci obrys wyszł był Ja dziś tak w sumie o 12 się zebrałem na rowerek, by zacząć "rozjeżdżać" zakwasy po wczoraj xD Gratulacje !