296 153,01 - 2,41 - 8,89 = 296 141,71
Środa
#ksiezycowyspacer
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin






Spacerowicz, czytelnik, książkozbieracz
296 153,01 - 2,41 - 8,89 = 296 141,71
Środa
#ksiezycowyspacer
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin





Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
O panie, wleciała aktualizacja #hejtoapka na iOS. Czyli jednak Hejto może super działać na telefonie (╯ ͠° ͟ʖ ͡°)╯┻━┻
Super robota Panowie :) #aplikacja #hejto #aktualizacja
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry, Dziś przychodze do Was z pierwszym odcinkiem nowej serii - "Warto, nie warto", w której będę Wam podrzucał wskazówki, co warto robić w #korposwiat, a czego unikać jak ognia. Kilka szybkich wskazówek na dziś, pogrupowane w parach połączonych tym samym tematem - no to lecimy:
WARTO dawać z siebie zawsze 90-100% Łatwo jest zauważyć, gdy ktoś pracuje przy końcu skali swoich możliwości i stara się dobrze robić swoją robotę. Pracuj tak, żeby ludzie to widzieli.
Ale NIE WARTO dawać z siebie ponad 100% Większość ludzi, która nauczyła się grać w tę grę i tak pracuje na pół gwizdka. Dając z siebie więcej, szybko się wyróżnisz jako ten...
Coś czuję, że @bojowonastawionaowca podąża tropem książek z serii Rahla z ArtRage:
Huryska - z owcą na okładce
Idąć na rzeź - wczorajszy post urodzinowy
Księga zniknięcia - odpuszczenie moderowania Hejto
Po drugiej stronie słońca - Hejto bez moderatora
Sawuszun - "...młoda matka trojga dzieci, za wszelką cenę usiłuje ochronić rodzinę przed rozpadem świata, który zna..."
#beeeee #glupiehejtozabawy #ksiazki

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
1301 + 1 = 1302
Tytuł: O objętości czasu - Tom 1
Autor: Solvej Balle
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie
Format: ebook
Liczba stron: 232
Ocena: 6/10
Motyw pętli czasowej nie jest w literaturze niczym nowym, ale uważam, że można z niego wyciągnąć jeszcze więcej. Szczególnie jeśli zamiast kolejnej historii o ratowaniu świata dostajemy opowieść o codzienności człowieka, który musi nauczyć się funkcjonować w rzeczywistości pozbawionej jutra.
Główna bohaterka, Tara Selter, odkrywa, że czas przestał dla niej płynąć w normalny sposób. Kalendarz nieubłaganie wskazuje 18 listopada. Każdego ranka budzi się w tym samym dniu, ludzie wykonują te same czynności i prowadzą te same rozmowy, podczas gdy dla niej mijają kolejne tygodnie i miesiące.
Co ciekawe, Tary w ogóle nie powinno być tego dnia w domu. Zgodnie z pierwotnym przebiegiem wydarzeń miała nadal przebywać w delegacji w Paryżu. Jej wcześniejszy powrót sprawia więc, że znajduje się w miejscu, w którym nikt się jej nie spodziewa. Początkowo wydaje się to mało istotnym szczegółem, ale z czasem okazuje się jednym z najciekawszych elementów całej historii. Tara zyskuje ogromną swobodę działania – może pozostać niezauważona, ingerować w wydarzenia, wybierać inne miejsca i spotkania, a następnie obserwować, jak zmieniają się konsekwencje jej decyzji. Jeden dzień staje się punktem wyjścia dla niezliczonych alternatywnych scenariuszy, a każda podjęta decyzja otwiera kolejne gałęzie wydarzeń, których w normalnym życiu nigdy nie miałaby okazji poznać.
Najciekawsze jest obserwowanie, jak Tara stopniowo odnajduje się w tej sytuacji. Początkowo próbuje przekonać męża, że naprawdę utknęła w czasie. Opowiada mu o swoich doświadczeniach, rozrysowuje schematy, przewiduje wydarzenia i szuka zrozumiena. Problem w tym, że dla niego każda rozmowa jest pierwszą, podczas gdy ona przeprowadzała ją już wielokrotnie. Później próbuje dzielić się swoją historią również z innymi, aż w końcu dochodzi do wniosku, że być może nie musi już nikomu niczego udowadniać.
Ta ewolucja od desperackiej potrzeby bycia wysłuchaną do stopniowej akceptacji samotności jest dla mnie najmocniejszym elementem książki.
Sama Tara jest też dość wnikliwą bohaterką, bo zauważa np.: że produkty i jedzenie, które zużywa i zjada, się nie odnawiają i znikają ze sklepowych półek, ale nikt ich nie uzupełnia, bo w wersji historii bez niej, nie ma takiej potrzeby.
Podoba mi się filozoficzny wymiar książki:
Co oznacza upływ czasu, jeśli tylko jedna osoba go doświadcza?
Czy można budować relacje, kiedy druga strona nie pamięta wspólnych przeżyć?
Czy wieczność zamknięta w jednym dniu jest darem, czy przekleństwem?
Czy przeżywanie tego samego dnia jest realnie przeżywaniem tego samego dnia, jeśli bohaterka może go przeżywać na tysiące różnych sposobów?
Czy robiąc to samo, dzień w dzień, idąc do pracy, pracując, wracając z niej, gotując i śpiąc, nie jesteśmy również zamknięci w takiej pętli, tylko może tygodniowej a nie dziennej?
Czy w końcu jedna osoba zużywająca zasoby świata samotnie, nie będzie w stanie go pogrążyć i zniszczyć?
Problem w tym, że mam poczucie niewykorzystanego potencjału. Rozumiem, że niespieszne tempo i powtarzalność są świadomym zabiegiem autorki, ale momentami miałem wrażenie, że zamiast rozwijać kolejne konsekwencje życia w pętli, Balle zbyt długo zatrzymuje się przy tych samych obserwacjach. Jestem w stanie zrozumieć zagubienie bohaterki, bo w końcu jest to nietypowe wydarzenie, ale czasami autorka pędzie z jednymi tematami, żeby nad innymi się zbyt długo rozwodzić.
Nie pomaga również sposób wydawania cyklu przez WP. Kolejne tomy ukazujące się w odstępach miesiąca czy dwóch sprawiają, że historia zostaje podzielona na fragmenty, które trudno traktować jako samodzielne książki. A może nawet nie powinny być tak traktowane i oceniane. Pierwszy tom odbieram bardziej jako rozbudowane wprowadzenie niż pełnoprawną opowieść. Mogę tylko zgadywać, że każda kolejna książka to również będzie pełny rok (365 dni) Tary w tym dziwnym świecie. Przy tak powolnej narracji zdecydowanie wolałbym przeczytać większą część cyklu bez przerw, jeśli nie całość 6 tomów zamkniętą w 1.
"O objętości czasu" ma świetny punkt wyjścia, ciekawą bohaterkę i sporo interesujących refleksji nad samotnością, przemijaniem i sensem codzienności. Jednak po pierwszym tomie bardziej fascynuje mnie to, co jeszcze można zrobić z tym pomysłem, niż to, co autorka rzeczywiście zdecydowała się opowiedzieć.
Jestem ciekaw dalszych losów Tary, ale na razie pozostaję z poczuciem niedosytu.
Bardzo podoba mi się okładka, mega pasuje do treści po przeczytaniu, choć początkowo mi nie siedziała.
EDIT: edytowałem tą recenzję już tyle razy, że nie gwarantuję, że przeczytaliście to samo xD**
Ostani EDIT:** Zachęcam do lektury jeszcze raz ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

@WujekAlien brzmi ciekawie, uwielbiam wszystkie zabiegi związane z czasowymi anomaliami. I weź mi wytłumacz jak głupiemu ten temat z jedzeniem. Bierze jakąś szamę z półki w drugiej pętli i w trzeciej tej rzeczy tam nie ma, tak? To że się nie odnawia, to jeszcze rozumiem (prawo zachowania energii), ale że pracownicy tego nie uzupełniają? To co, po jakimś czasie sklep bedzie pusty, ale nikt nie będzie widział w tym problemu? Czy coś źle zrozumiałem?
@Cerber108 w dużym skrócie tak: idzie do sklepu spożywczego i sprzedawcy codziennie wykładają te same produkty w te same miejsca, więc jeśli dziś "kupi" 10 pomidorów, z łacznie 20 na półce w sklepie, to jutro sprzedawca ich nie uzupełni, bo codziennie wykłada np. 5 i kładzie je w te same miejsca. Dlatego zaczyna biegać po róznych sklepach. Mężowi też opierdzieliła grządkę warzyw, więc zamiast zjeść z własnego ogródka, chłop musi iść do sklepu.
@Cerber108 albo inaczej, całe miasto zaczyna dzień z pewnego punktu, który jest zależny od tego, co było na liście do zrobienia po poprzednim dniu (między 17 a 18 listopada). Jeśli ktoś miał zanieść listy na pocztę, to każdego dnia je zanosi, stoi w tej samem kolejce z tymi samymi ludźmi. Sprzedawca w sklepie ma X produktów do wyłożenia na półki, niezależnie od tego ile ich na półce obecnie jest. Dlatego jeśli Tara coś namiesza, kupi, zje, zrobi, to traci na tym całe miasto, bo punkt wyjścia i tego, co miasto robi dnia 18 listopada jest zawsze taki sam, niezależnie od tego, co ona sama zrobiła w poprzedniej iteracji 18 listopada.
W skali 1 dnia, to pryszcz, ale w 1 tomie ona przeżywa 366 iteracji 18 listopada
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
1300 + 1 = 1301
Tytuł: Carrie
Autor: Stephen King
Kategoria: horror
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Format: ebook
Liczba stron: 272
Ocena: 6/10
Po "Carrie" sięgnąłem trochę z ciekawości, a trochę w ramach przygotowania do obejrzenia serialowej adaptacji na Prime Video. W końcu to debiutancka powieść Stephena Kinga, książka, od której zaczęła się jego wielka kariera, a jednocześnie jedna z najbardziej rozpoznawalnych historii w dorobku autora. I choć rozumiem, dlaczego zdobyła taki status, po lekturze pozostał mi spory niedosyt. Z resztą nie tylko po lekturze tej pozycji autora, bo mam wrażenie, że do tej pory, po za "Dallas 63", "To", "Pod kopułą", czy serią z panem Mercedesem, to mnie za mocno nie kupił.
Fabularnie:
Carrie White jest nastolatką wychowywaną przez fanatycznie religijną matkę, która właściwie od dziecka przekonuje ją, że wszystko, co związane z cielesnością i kobiecością, jest grzeszne. W szkole dziewczyna również nie ma łatwego życia. Wyśmiewana, poniżana i odrzucana przez rówieśników, staje się idealnym celem kolejnych okrutnych żartów. Jest jednak coś, co odróżnia ją od innych - posiada zdolności telekinetyczne, które stopniowo zaczynają się rozwijać, szczególnie pod wpływem silnych emocji.
I właśnie tutaj zaczyna się mój największy problem z tą książką.
Poznajemy Carrie właściwie z każdej możliwej strony, tylko zdecydowanie za rzadko za sprawą jej samej.
King buduje historię poprzez relacje innych bohaterów, fragmenty książek, artykułów, raportów i wspomnień dotyczących wydarzeń, które doprowadziły do tragedii. Zazwyczaj taki zabieg narracyjny, pozwalający spojrzeć na tę samą historię z różnych perspektyw, mi się podoba, ale tu jakoś średnio mi pasował. Dzięki niemu wiemy, jak Carrie postrzegają koleżanki, nauczyciele, matka czy ludzie próbujący później zrozumieć, co właściwie się wydarzyło.
Ale mnie najbardziej interesowała właśnie ona.
Chciałem zdecydowanie więcej czasu spędzić w jej głowie. Zrozumieć, co czuje, kiedy odkrywa, że potrafi robić rzeczy niemożliwe dla innych nastolatków. Czy traktuje swoje zdolności jak przekleństwo, czy może po raz pierwszy w życiu dostrzega w sobie coś wyjątkowego? Czy świadomość posiadania takiej mocy daje jej poczucie kontroli nad własnym życiem? Czy zaczyna rozumieć, że jest inna nie tylko dlatego, że nikt jej nie lubi i nie kocha, ale również dlatego, że naprawdę posiada coś, czego inni nie mają? Kolejnym aspketem jest długość książki, King przyzwyczaił mnie do książek 800-1000 stronicowych, a tu nagle kończę czytać książkę, w momencie, w którym większość innych jego dzieł się dopiero zaczyna rozkręcać.
Niestety nie przekonała mnie do siebie ta historia. Mam nadzieję, że serial naprawi błędy i pokaże, że da się naprawić pierwowzór. A jedną taką ekranizację Kinga mamy już za sobą i jest to "Skazani na Shawshank" na podstawie króciutkiej nowelki.
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik: 190/128
#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
296 233,97 - 1,60 - 1,26 - 2,07 - 1,75 - 5,02 = 296 222,27
Wtorek
#ksiezycowyspacer
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
118 682 905 - 400 - 350 - 350 - 350 - 200 - 200 - 250 - 150 = 118 680 655
Zaległości od początku miesiaca
#pletwalztwarogu
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin

Zaloguj się aby komentować