Ogłaszam przetarg nieograniczony na zakup monitora do komputera.
Specyfikacja istotnych warunków zamówienia:
- przekątna 27"
- rozdzielczość 2560*1440p
- Dwa wejścia DP lub DP + HDMI (karta graficzna obsługuje DP "2.1b").
- zakrzywiony*)
- nie LG ani żadna chińszczyzna
- klasa energetyczna min. F (mile widziane E)
- gniazda USB opcjonalne
- głośniki zbędne
Przeznaczenie: Uniwersalny (kodowanie, prace biurowe, multimedia, gry). Zależy mi na dobrym odwzorowaniu kolorów, dobrym nasyceniu barw i płynnej pracy w grach, bez smug, artefaktów itd.
Mile widziana jak najdłuższa gwarancja.
*) Obecnie skłaniam się ku zakupowi pojedynczego monitora zakrzywionego. Możliwe jednak, że w przyszłości zdecyduję się na powiększenie zestawu o drugi, identyczny monitor o ile wygospodaruję miejsce na większe biurko. Czy używał ktoś zestawu dwóch monitorów zakrzywionych i jeśli tak, to jak to się sprawdza w praktyce? Z powyższych powodów wskazane jest, by monitor miał jak najcieńsze obramowanie.
Jakiś czas temu dzwonił do mnie telemarketer/sprzedawca z plusa celem przedłużenia umowy, ale ponieważ przekręcił moje nazwisko, to powiedziałem, że pomyłka i się rozłączył ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Ogólnie rzecz biorąc, umowa skończyła mi się już jakiś czas temu i nosiłem się z zamiarem przejścia do innej sieci, ale nie miałem czasu i głowy, żeby to ogarnąć. Dzwonili potem jeszcze kilka razy z tego samego numeru, ale nie odbierałem.
Dziś zadzwonili z innego. Jakaś kobieta agresywnym i nie znoszącym sprzeciwu tonem zaczęła recytować ofertę i ogólnie tak zaczęła naciskać, że odniosłem wrażenie, że jeśli nie wybiorę żadnego wariantu umowy, to zrzuci na mnie plagi egipskie, spali dom, wyrżnie rodzinę, sąsiadów i w ogóle jestem frajer, gołodupiec i jeśli się nie zgodzę, to mam spier*dalać na drzewo.
Tłumaczę jej, że przed podjęciem decyzji chcę sprawdzić ofertę konkurencji. Ta, z pretensjami, że nigdzie nie dostanę lepszej. Na moją uwagę, że teraz płacę mniej i w sumie nie potrzebuję tak bardzo dodatkowych pakietów/internetów/numerów i innych cudów, ona rzuca "żal panu tych 5 zł? Naprawdę?".
@MostlyRenegade moje życie stało się lepsze odkąd poznałem Flex. Tak pro klienckiego podejścia w telecomach jeszcze nie spotkałem, a dodatkowo długo jako jedyni oferowali od ręki kilka simow na jeden numer
@MostlyRenegade i nie możesz zablokować gdzieś zgody na marketing? Nigdy nie miałem abonamentu to może nie ma innej opcji pod koniec umowy, ale w pre paidach jest to do zrobienia
Jestem dziś od rana podminowany, bo mi robota nie idzie. Muszę grzebać w g*wnie robionym przez zewnętrzną firmę, co chwilę się coś wypier*dala i klnę na czym świat stoi.
Informacja kontekstowa:
Jełopki dzwoniące z banków, teleoperatorów i innych naciągaczy mają tendencję do przekręcania mojego nazwiska.
Akcja właściwa:
Siedzę i próbuję uruchomić Bardzo-Ważny-Proces-Który-Nie-Działa. Dzwoni telefon. W pierwszej chwili pomyślałem, że ktoś w firmie się niecierpliwi i będzie poważna obsuwa. Głos w telefonie:
- Dzień dobry, bla bla bla <tu standardowa formułka telemarketerów, z której nie zrozumiałem ani słowa>. Przypominam, że rozmowa jest nagrywana. Czy rozmawiam z panem MostlyRenegade <nazwisko przekręcone>.
- Nie - odpowiedziałem wyraźnie już wku*rwiony na wszystko.
Miałem to samo, pomogło granie w indyki bo tam akcja dość szybko się rozwija. Jak trafiam na gry gdzie jest długi nudny wstęp i mnóstwo dialogów, cutscenek itd to zasypiam.
Gierki od nintendo potrafią być też mega wciągające, tam zwykle nie ma fabuły tylko leci od razu fajny gameplay
Chciałem sobie skonfigurować na nowym kompie jakieś porządne środowisko deweloperskie. Zajmowałbym się na nim głównie tworzeniem wtyczek do profesjonalnych kombajnów, ale nie tylko. Kłopot w tym, że muszę obsługiwać wiele różnych wersji tych kombajnów (co roku wychodzą nowe wersje, a wspieramy także kilka poprzednich; co roku też robimy aktualizacje). Do tego dochodzi tworzenie i testowanie instalatorów.
Na starym kompie zrobił mi się od tego niemały śmietnik, bo różne wersje kombajnów, SDK do nich no i testowanie instalatorów, z których każdy potrzebuje grzebać w rejestrze windowsowym (chociaż to chyba najmniejszy problem).
W każdym razie, myślałem o tym, jak by to odizolować od reszty systemu. Może jakaś VMka? Docker? Albo jeszcze jakieś inne rozwiązanie? Jak to w ogóle zorganizować?
Na pewno będę potrzebował możliwości debugowania wtyczek pod kombajnami, więc musi to działać w miarę szybko, bo one są dosyć ciężkie.
@MostlyRenegade najwygodniej pewnie VMka z Windowsem. Jak ktoś sugerował wyżej - może combo VMka na cloudzie + CI które automatycznie wrzuci tam build i zrobi testy? Alternatywnie - Docker lokalnie, ale nie wiem jak to hula z Windowsem. WSL bym odpuścił, przynajmniej dla mnie w webdevie był totalnie za wolny (a mówiąc wendev mam na myśli backend xD)
Ewentualnie jak robisz homelab to może Proxmox? Dla mnie to był overkill, ale pewnie nie wszędzie będzie.
@MostlyRenegade docker z windą to nie ta sama bajka co zwykły docker. Nie wszytko zadziała, z UI będzie ciężko.
Jeżeli będziesz tego robić dużo, to polecam nauczyć się vagrant. Znaleźć jakiś vagrant box z Windows albo samemu zrobić. Będzie jeszcze szybsze i łatwiejsze do utrzymania porządku niż czysty vbox czy VMware. Bo vagrant to manager vm działający z konsoli i pozwalający na automatyczną konfigurację po instalacji z chocolately albo PowerShell.
Poszukuję licencji na windowsa na firmę. Musi być wszystko legalnie, z licencją itd, ale czy jest faktyczna alternatywa dla wydawania prawie 7 stów w jakimś "normalnym" sklepie?
Po internecie krążą ogłoszenia różnych sprzedawców oferujących rzekomo "używane" klucze za pół ceny. Mam na myśli normalne, zarejestrowane firmy, które wystawiają fakturę, oświadczenia o legalności itd. itp. Ale jak sprawdzić, czy kupując taki klucz nabywamy również legalną licencję?
Wiecie na czym polega różnica - sam klucz nie jest nośnikiem licencji (kiedyś była nim nalepka z hologramem, ale już chyba nie dają takiej). Taki klucz nawet jeśli technicznie będzie działał i da się aktywować, nie będzie równoznaczny z tym, że się może legalnie korzystać z oprogramowania. Klucz może pochodzić z kradzieży lub np. ze zbiorczej licencji, która nie daje prawa do późniejszej odsprzedaży. Najprościej to porównać chyba do kupna kluczyków do samochodu - samo nabycie kluczyków, nawet jeśli udokumentowane fakturą, nie daje prawa do użytkowania samochodu. Przejrzałem wiele ofert tego typu - wszystkie powołują się na wyrok TSUE, który dopuszcza odsprzedaż używanego oprogramowania z przeniesieniem pełnej licencji na nowego użytkownika. Nigdzie jednak nie widziałem informacji deklarującej, skąd konkretnie pochodzi klucz/licencja i czy kupując taki klucz otrzymuję również licencję/jej nośnik (czymkolwiek by on nie był).
Oczywiście, najprościej byłoby kupić pudełko u autoryzowanego dystrybutora i mieć spokój, ale może macie jakieś własne doświadczenia albo wiedzę w tej materii?
@MostlyRenegade Miałem ostatnio temat kupna licencji Windows Server pod Subiekta. Zagadałem do moich adminów i dowiedziałem się, że oni zawsze biorą używane licencje - niby legalne, nigdy nie mieli z tym problemu, a zdarza im się nawet jakieś .gov hostować, przy których muszą masę warunków spełnić. Więc sam mam teraz używkę.
@MostlyRenegade Takie "klucze" to niestety norma. Ale co się dziwić skoro ty przy zakupie musisz zapłacić 700zł, a korpo biorące tego tysiące hurtem schodzi prawdopodobnie do 50zł za sztukę? To trochę jechanie bez wazeliny.
Wiele "sklepów z kluczami" ma w ofercie wersję "używaną" gdzie jest ryzyko aktywacji telefonicznej oraz "nowe" gdzie wszystko idzie zawsze gładko przez automat.
Zawsze mnie ciekawi jak wygląda potencjalna "kontrola" windowsów.
Czy ktoś będzie żądał faktur, naklejek, wglądu w system?
Bo jak ja mam komuś pokazać moją maszynę wirtualną baremetal z dziesięcioma systemami na pokładzie?
A co po fakturze? Mam wpuścić do serwerowni aby ktoś liczył serwery w szafach rakowych?
Znajomy komputerowiec odradzał zasilacze modularne, ale praktycznie innych nie ma w tym przedziale mocowym. Bequiet miał model PURE POWER 12, ale już praktycznie niedostępny.
Wymagania:
Certyfikat min. gold, jak najcichszy i jak najdłuższa gwarancja.
No i żeby komp nie wybuchł przy włączeniu ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Skłaniam się w kierunku Power Zone 2, względnie modularną odmianą tego Pure Power, ale może coś jeszcze poradzicie?
Z ciekawości - dlaczego odradzał? Z niemodularnymi można jobla dostać jest taki bajzel, zwłaszcza jak masz mniejszą obudowę niż duża... Wyleczyłem się ze zwykłych już dawno temu : /.
@MostlyRenegade pierwsze pytanie, to czy na pewno potrzebujesz kilowatowe PSU? To ma sens w zasadzie tylko przy setupie z dwoma GPU, albo z potworkami pokroju RTXów 5090.
Jeśli chodzi o modularne - nie ma co się bać. Owszem, widziałem kiedyś wypalone gniazdo na zasilaczu, ale to nie był pierwotny problem i i tak gdzieś by się przysmażyło. Złącza są solidne, jedyne problematyczne to te Nvidiowe 12pin do nowszych kart graficznych - ale one mają dużo mniejsze piny niż "zwykłe" wtyki, no i problem też jest przy kartach pokroju 4080 i w górę. Ale jeśli się planuje kartę z takim złączem, to dobrze kupić taki zasilacz, który ma już na wyposażeniu takie złącze.
Za to ja uważam że, paradoksalnie, modularne zasilacze wcale nie są wygodniejsze. Tzn okej, jest mniej kabli do ułożenia, ale jeżeli mamy obudowę z w miarę dużą piwnicą, gdzie idzie zwinąć nadmiar kabli, to tak jest lepiej i wygodniej. Dlaczego? Dlatego, że za 5 lat jak będziemy chcieli dopiąć kolejny dysk czy coś innego, to nie będziemy przekopywać pół strychu - i to jest ta wygoda ale też modularne są standardem, więc na pewno nie warto z tego powodu skreślać jakiegokolwiek zasilacza. Żadna różnica jeśli chodzi o trwałość.
Szukając zasilacza certyfikat sprawności jest jakimś wyznacznikiem, nie mówi nic o konstrukcji zasilacza, stabilności napięć, etc. To tylko sprawność, czyli ile procent energii pobranej z gniazdka zostaje po przetworzeniu na napięcia prądu stałego w kompie. Mniej strat - lepiej, no i zawsze odrobinę niższy rachunek za prąd. Ale jest to jakiś wyznacznik o tyle, że śmieciowy zasilacz raczej nie będzie miał wysokiej sprawności - nie brałbym dzisiaj niczego poniżej certyfikatu gold.
I tutaj też jest ALE - jaki sprzęt planujesz? Bo jeżeli to będzie "średniak" biorący pod obciążeniem 500W w totalu, to taki 1000W zasilacz nie będzie pracował w optymalnym zakresie obciążeń - będzie zużywać więcej prądu, niż taki, powiedzmy 600-700W. Moim zdaniem nawet do trochę lepszej maszyny 750W powinno wystarczyć z zapasem, można użyć któregoś PSU Calculatora dostępnego w sieci.
be quiety są ogólnie raczej spoko, taki Power Zone 2 będzie fajnym wyborem na swojej półce cenowej, aczkolwiek dzisiaj trudno wtopić z zasilaczem, o ile nie jest to jakiś krzak - chociaż dalej zdarzają się w sprzedaży markowe zasilacze, które jednak miały premierę dekadę temu i trochę odstają od współczesnych konstrukcji. Warto googlować recenzje. Seasonic był kiedyś wyznacznikiem wysokiej jakości, i dalej jest, ale doszły tam budżetowe serie które są "tylko" OK i produkuje je kto inny - na przykład potrafią mieć relatywnie głośne wentylatory (czyli seria Core, a Focus i Prime są super ale swoje kosztują).
Z resztą - tutaj masz listę sprawdzonych PSU z wszelkimi gimmickami które mogą Cię interesować, gdzie A tier jest najwyższą notą, B trochę gorszy, itp.
@MostlyRenegade łap SS z kanału Moore's law is dead.
Z jednej strony super, bo karty są dostępne w US i to w 2-3x takim nakładzie jak seria 50 od nvidii.
Ale tylko część zostanie sprzedana z MSRP. I wygląda na to że trzeba te 100$ tak naprawdę dołożyć do tego co mówili na premierze.
Więc mamy 700 i 750$. Stosując uproszczony przelicznik EUR/PLN wychodzi ok 2900 i 3200 PLN co mniej więcej zgadza się z tym co Komputronik pokazuje na stronie. Czyli w PL chyba nie ma opcji na MSRP, albo klasycznie lecą w c⁎⁎ja