Podrzucam zawrotne cztery biegi z listopada. Potwornie mnie kopie ta jesień po głowie. Biegam, żeby nie zdziadzieć zupełnie, ale też, żeby zregenerować nogi, bo dziwnie mnie boli jedna pachwina dosłownie po każdym wyjściu. Zaleczam sobie jogą.
Miałem się teraz w weekend przebiec, ale widząc co się dzieje za oknem wiem, że to się nie zdarzy xD
Dzień dobry, dokręcam październik. Biegi bez ładu i składu, bo jesień mnie dopadła i nie mam ani siły, ani motywacji, żeby się gnębić 4 razy w tygodniu.
Perełka od nieistniejącej już brytyjskiej grupy The Mire. Połączenie ciężkich, technicznych riffów i bardzo melodyjnych solówek oraz growlu na zmianę z wyjątkowo dobrym, czystym wokalem.
Mimo całego ciężaru gatunkowego udało się chłopakom bardzo dużo niuansów wcisnąć w te utwory, co dodaje świeżości. Jest wiele dużo bardziej dusznych, powtarzalnych i płaskich wydawnictw.
Pierwsze trzy utwory zdefiniują, czy album siądzie, czy nie. Mi niezmiennie od tych ponad 10 lat solo z False Idol daje gęsią skórkę, której i Wam życzę.
Można, a nawet powoli należy nienawidzić algorytmu YT, ale tym, czym mnie dziś poczęstował, odkupił bardzo wiele swoich win.
Nie pamiętam, kiedy jakaś #muzyka tak mną rzuciła o ścianę. Coś absolutnie znakomitego, czego nawet nie będę próbował opisywać, bo w sumie słowami nie oddam wiele więcej niż otagowaniem #noiserock, #postrock i #muzykaklasyczna
Zaległe bieganie z zeszłego tygodnia, bo dopiero się dopchałem do swojego kompa, żeby sensownie to wrzucić. Interwałki, easy i niedzielny półmaraton w Krakowie. Dwa tygodnie przed nim, prawie umierając, zrobiłem 1:56h, więc teraz po wcale-nie-tak-bardzo-oblewanej-kolacji dzień wcześniej i nadal z kaszlem brałem 1:50h za absolutny szczyt, na jaki będzie mnie stać. A tu nie dość, że cały bieg udało się trzymać serce w ryzach, to jeszcze przy 19km zacząłem przyśpieszać. I ostatecznie Pan Garmin powiedział, że połówka siadła w 106 a oficjalnie wyszło dosłownie 10 minut szybciej, niż ostatnio w Gdańsku. A gdybym wiedział, że tyle pary mi zostanie, zacząłbym grzać jeszcze wcześniej. Ale aż tak zachłannym nie można być. Dałbym sobie rękę uciąć, że nie ma opcji na złamanie życiówki, a tu proszę. Do tego zaliczona koronka tegoroczna. Jest w pytę.
Widziałem pięknego @enron, ale rozmawiał przez telefon, przez co moje nawoływania zdały się na nic, a nie było jak podejść. Ale pozdrawiam cieplutko teraz.
@HerrJacuch Wspaniale!!! Dobra Robota!!!
Zupełnie inaczej idzie z ludźmi niż solo, co nie ?
Swoją drogą Pan "W Dredach Przez Świat" zającował na 1:45, fajny filmik nagrał ^_^ https://www.youtube.com/watch?v=uLrDdXLhaPg
Jak tam Wasze mamy i babcię? Wiedzą już, że ich poczucie stylu i odwaga w wyprzedzaniu swoich czasów w końcu zostały dostrzeżone przez szerszą publikę? xD
#moda #heheszki
Bieganie z ostatniego tygodnia. Krótkie środowe easy, czwartkowe interwałki i longinus z soboty. W końcu temperatury, przy których człowiek się nie gotuje. Szkoda, że pozostałe suwaki pogodowe zaczynają robić wszystko, żeby jednak to bieganie uprzykrzyć.
Trzy lata mi dziś mijają na Hejto, można brać po dwa.
Też się wybrałem na półmaraton w Gdańsku, ale nie wiem czy było warto. Dosłownie kilkanaście godzin po ostatnim treningu - 16 km, które siadły pięknie w zeszłą sobotę, kompletnie mnie złożyła koronka. Momentalna gorączka, gówno w płucach, no szrot z człowieka. Koło czwartku zacząłem nawet wracać do żywych, co podbudowało mnie i postanowiłem jednak pojechać. Pogoda piękna, ludzie uśmiechnięci, organizacja wspaniała. No ale po około 13 km biegu bożego przy pacemakerach zaczęło mnie składać. Ból u podstawy klatki piersiowej, coraz płytszy oddech, klasyczne słyszalne "charczenie". No palce lizać. I resztę biegu na zmianę stękałem i dochodziłem niestety. Już czułem delikatne głaskanie dwójki z przodu w wyniku ostatecznym, ale nie dałem się bestii. Chyba najtrudniejszy start, jaki pamiętam. Następnym razem się porządnie doleczę.
I pozdrowienia cieplutkie dla @Trypsyna i @scorp, których minąłem bezwiednie przed biegiem, a potem, mimo chęci, już nie znalazłem. Piękne wyniki!
Dzień dobry, drodzy współtuptacze. Podrzucam to, co nakręciłem w tym miesiącu po powrocie z urlopu. Bardzo standardowe biegi, zaskakująco szybko wdrożyłem się ponownie w regularne treningi po praktycznie całych wakacjach rwanych biegów bez większego sensu.
Ciekawe jednak, jak będzie dalej, bo po latach olewania kardiologa, w końcu się wybrałem i się okazało, że z jednej niedomykającej się zastawki, zrobiły się już dwie i to tak ponoć już całkiem zauważalnie. Czeka mnie echo serca przez gardło i się okaże czy będzie zabieg, czy nie.
Za tydzień połówka w Gdańsku, chwilę potem w Krakowie. Żeby koronkę ukończyć. A potem już pewnie wokół komina zostaną biegi i stare szlagiery ze znajomymi ewentualnie.
Ale za to wczoraj miałem piękny bieg. Ostatni longinus w letniej aranżacji. Najpierw bulwary o zachodzie słońca, ludzi pełno, ale jacyś tacy bardziej cisi i uśmiechnięci, niż zwykle. Z bulwarów do parku, gdzie ludzie łapali te ostatnie ciepłe chwile przy grillach, przypominając zapachem ile czasu tam spędziłem na studiach. Niezawodny radar następnie poprowadził mnie na Copernicon (o którym nie miałem pojęcia, a pełno przebranych osób po drodze nic nie zasugerowała), a stamtąd na uliczny koncert chłopca, który miał może z 10 lat maksymalnie, i który grał sobie Metallicę na fortepianie obok mojego ulubionego muzeum etnograficznego. Nie pamiętam kiedy miałem tak kojący trening.
Zawrotne wyniki z dotychczasowego sierpnia, gdzie pogoda na bieganie jest tylko, gdy się szlajam po Polsce, a czas, gdy leje, jest lampa absolutna albo nie mam ze sobą szpeju biegowego. No skandal, jakich mało. Ale wczoraj za to wleciał półmaraton w Wałbrzychu razem z @CapraCrepa
Najpierw na początku roku pula benefitów została "uproszczona", a tak naprawę dość mocno ograniczona. Rekompensatą miała być prywatna opieka zdrowotna za 30 zł miesięcznie. Dużo osób się zapisało, bo po 6 miesiącach miała wjechać opieka stomatologiczna.
Dziś wpadł na pracowych socjalach wpis, że "sorry, ale nie, od 20 sierpnia płacicie XD". Wpis pojawił się o 13:02. Od 13:00 wyłączyli możliwość generowania kodów potrzebnych podczas rejestracji wizyt. Ludzie poumawiani na przyszłość zostali na lodzie. Wszyscy inni wściekli.
Komentarze niepochlebne usuwali, ale chyba już się poddali. Propaganda sukcesu padła im na mordę strasznie dziś XD
A pod tym postem bezpośrednio zaproszenie na 7h webinar "Komunikacja, która łączy w świecie różnorodności" xDD
Trafiłem dziś na bardzo ładny reskin dla last.fm (autorką jest katelyn ) montowany lokalnie za pomocą Tamper(Violent)monkey w przeglądarce. Bardzo estetycznie, pełno możliwości personalizacji. Super sprawa.
Pozostała bieda z tego miesiąca zanim postanowiłem rzucić wszystko i jechać w Czechy. Pozdrawiam wszystkich tuptaczy i tuptaczki, obiecuję dopiorunować każdego, jak już wrócę na spokojnie.
Odgruzowywanie nogi i bebzona czas zacząć. Po dwóch tygodniach przerwy (w tym kulawym tygodniu) wybrałem się dziś, żeby jednak coś jeszcze w czerwcu wrzucić. Nogę nadal czuję, ale i tak najbardziej boli du(p/m)a, że serce cofnęło się w rozwoju o spokojnie kilka miesięcy w tym czasie. Teraz czekamy czy jutro rano wstanę xD
To niezaprzeczalnie mój ulubiony album spośród szeroko pojętych gatunków ciężkiej muzyki. Tak, jak pisałem wcześniej o QOTSA i ich Songs for the Deaf, Mass VI również jest wydawnictwem definiującym mój gust na tym poletku. Jest wolno, nisko i długo. Strzelam, że fani black metalu powiedzą, że może być wręcz nudno. Ale o mój borze, co tam się dzieje. Wolne i spokojne, czasem nawet prawie-że-drone'owe sekcje, przechodzą w rzeźnię. Mimo, że znam w sumie całość na pamięć, riffy za każdym razem odciskają mi się gdzieś w pamięci i bezwiednie je potem nucę pod wąsem, jakbym właśnie złapał kolejną świeżą zajawkę. I ponownie mimo tego, że to wszystko już doskonale znam, nigdy nie jestem pewien co ta płyta ze mną zrobi, bo bywa tak, że jest motywująca, czasem potrafi oczyścić atmosferę ze złości, ale też jest w stanie dobić, jeśli wyczuje, że coś tam siedzi nieprzepracowanego.
Dla samej Amenry pewnie też był to krok milowy, bo mimo, że we wcześniejszych płytach (zwłaszcza Massach) widać, że wszystko dążyło do takiego brzmienia, dopiero tutaj się to uformowało w pełni. Od 2017 roku czuć klimat tej płyty we wszystkim, co wydali.
Wrzucam wyjątkowo nie jako playlistę, ale jeden materiał, bo tak to powinno być zawsze odtwarzane. Sporo osób będzie pewnie doskonale znać A Solitary Reign, ale może ktoś odkryje na nowo wspaniałą końcówkę Plus Près De Toi albo mojego ulubionego Diakena.