Chuopska Jaskinia prawie gotowa
#chwalesie #mancave #remontujzhejto


Chuopska Jaskinia prawie gotowa
#chwalesie #mancave #remontujzhejto

Zaloguj się aby komentować
O jaki robaczek shiny mnie odwiedził #robaczki #owady
Może @Onestone mi podpowie kto to

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
O, wczoraj miałem rocznicę pioruna xD
Przegapiłem i nie opijałem :v
#gownowpis

@Barcol ja zawsze cisnę ze śmiechu, jak mi 11 września Onedrive przypomina o moim pierwszym (i mam nadzieję ostatnim) wypadku samochodowym i dopisuje, że ma nadzieję, że to wspomnienie sprawi mi radość
Zaloguj się aby komentować
1011 + 1 = 1012
Tytuł: Sny w domu czarownicy
Autor: H. P. Lovecraft
Kategoria: cosmic horror
Wydawnictwo: Vesper
Format: książka papierowa
Liczba stron: 304
Ocena: 7/10
Drugi zbiór opowiadań Samotnika z Providence jaki dane mi było przeczytać. Moim zdaniem odczuwalnie gorszy niż Zew Cthulhu, chociaż tak ogólnie to nadal dobry.
Brakowało mi tu jakiejś wisienki na torcie w stylu Widma nad Insmouth które w poprzednim zbiorze totalnie wyrwało mnie z kapci.
Tutaj część opowiadań była serio dobra (jak tytułowe, Zeznania Randalpha Cartera, Szczury w Murach czy Rycina w Starym Domu) a część wręcz nudna, jak Księżycowe Moczary.
Sumarycznie to cały ten klimat mi się podoba, koniecznie muszę spowrotem odwiedzić knajpke R'lyeh w Krakowie
Zacząłem już Koty Ultharu, lecz wczesny świat snów i mocna rozbudowana symbolika zamiast grozy to też ciężki kawałek chleba. Ale bez spoilerów, to pewnie będzie kolejny wpis xD
W ramach siorbania klimatu zacząłem grać w Lovecraftowskie Sinking City na Switch 2 (polecał mi je @Zielczan) ale niestety popełniłem błąd i włączyłem też Gothiczka 2 NK... I oto jestem na farmie Onara.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #Ksiazki #czytanie #czytajzhejto #lovecraft

Zaloguj się aby komentować
Ło kurcza ale ktoś detale dopieścił.
Ciekawe jak wyglądało w czasach świetności imperium którego jest dziełem
#plaza #piasek #zamki #rzezba


Zaloguj się aby komentować
20 984,35 + 4,84 + 3,94 + 0,79 = 20 993,92
Zaś człowiek trochę przerwy miał i wszystko boli jakby pierwszy raz w życiu biegł :D
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu
#sztafeta #bieganie

Zaloguj się aby komentować
Z takich smutnych treści to została mi na jutro ostatnia aplikacja Kourosa 2001 z eleganckiego dekanciku z kolorową etykietką
#perfumy #zalesie #perfumemy

Zaloguj się aby komentować
Wszystko mi o nich przypomina...
#perfumy #heheszki
P.S a może tylko ja to widzę? xD

Zaloguj się aby komentować
943 + 1 = 944
Tytuł: Na zachodzie bez zmian
Autor: Erich Maria Ramarque
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Dom wydawniczy Rebis
Format: e-book
ISBN: 978-83-7818-287-0
Liczba stron: 204
Ocena: 9/10
Chryste Panie...
No ciężka książka. Ciężka.
Z jednej strony wciągająca i fascynująca, a z drugiej okropna i przerażająca.
Z jednej chciałem czytać co dalej z Pawłem i jego kompanią, z drugiej - bardzo potrzebowałem odpocząć.
Z jednej strony przeraziła mnie bezsensem świata w jakim żyjemy, natury ludzkiej, nikłości jednostki, z drugiej pozwoliła spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy, i docenić je uczciwej.
Na pewno jest to książka która zostanie w pamięci na dłużej, na pewno też będę ją polecał przy różnych rozmowach.
Jak już wspomniałem, czytało sie dobrze - tempo było odpowiednio dobrane a żonglowanie szybkimi momentami akcji i dialogów przeplatało sie z opisami świata i refleksjami w bardzo zbalansowany sposób. Książka miała nawet zabawne fragmenty, wplecione w wojnę tak zręcznie że dopiero po odłożeniu jej na bok i chwili sam na sam z myślami, człowieka bił po potylicy ten dysonans, ta sprzeczność.
Polubiłem te postacie, chyba nawet wszystkie poza Kantorkiem. Chętnie zobaczę któraś z ekranizacji.
#bookmeter #Ksiazki #czytanie #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
930 + 1 = 931
Tytuł: Algorytmy. Ilustrowany przewodnik
Autor: Aditya Y. Bhargava
Kategoria: techinka
Wydawnictwo: Helion
Format: książka papierowa
Liczba stron: 237
Ocena: 3/10
W czasach gdy dopiero zaczynałem się uczyć swojego obecnego fachu (czyli w sumie niedawno xdd) jednym ze sposobów na usypianie czujności że "hej, nie rozwijałem sie dziś" było kupowanie książek których nawet nigdy nie otworzę. NO TO PATRZ NA TO, BARCOLU SPRZED 6 LAT, OTO KOŃCZĘ KOLEJNE POZYCJE Z TWOICH ZAKUPÓW!
Co się okazuje, że samo występowania na stronie Helionu nie jest jeszcze żadnym gwarantem jakości, i tak dziś kończę książkę z gatunku tych kiepskich...
Sam zamysł takiego graficznego wstępu do algorytmów jest w miarę dobry, to znaczy weźmy podstawowe algorytmy i przedstawmy je ładnie i graficznie, przyda się, tak? No nie do końca... Problemów jest w sumie kilka:
Książka jest jakby dla nikogo. Jeśli nie wiesz nic o algorytmach to ona nic Ci nie da, bo przykłady są słabe a wyjaśnienia lakoniczne
Jeśli wiesz cokolwiek o algorytmach to też nic Ci nie da bo jest wręcz infantylna przez większość tekstu
No i same grafiki są takie... No spodziewałem się więcej graficznego przedstawienia samych algorytmów, a nie rysunków postaci które biorą w nich udział xDD
Może jak wychodziła to mogłaby być jakimś tam wstępem dla laureata konkursów gimnazjalnych, ale w tym momencie półgodzinna rozmowa z ChatemGPT będzie lepszym punktem startu niż to. I wiem, że chat robi błędy, ale w tej książce też jakieś były :P
Moim ulubionym rozdziałem jest ten ostatni, który wygląda mniej więcej tak:
"""
A teraz super ważny temat który specjalnie zostawiono na koniec bo jest tak ważny i taki super!
Wyobraź sobie że [rozbudowany przykład problemu optymalizacji]
Albo np że [drugi rozbudowany przykład problemu optymalizacji]
No więc w takich problemach świetnie sprawdzi się ten właśnie algorytm!
Niestety w książce nie ma miejsca żeby go opisać, pozdrawiam!
"""
Kurde xD
#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto #technologia

Ja pamiętam jak kiedyś czytałem książkę do DXD9 i cos mi listeningi nie chciały działać.
Po weryfikacji na stronie Amazonu okazało się, że oryginał był o 8.1, tylko ktoś wpadł na genialny pomysł, że zmienią numerek. Również w kodzie 🙃
Na szczęście książka byla ze śp. PEB.pl, to tylko się pośmiałem. A Helion omijam tak szerokim łukiem jak tylko się da.
"samo występowania na stronie Helionu nie jest jeszcze żadnym gwarantem jakości" tłumaczą wszystko jak leci, tłumaczy mają losowych, czasem technicznych, czasem jakichs totalnych humanistów, którzy wymyślają jakieś abstrakcyjne pojęcia zamiast używać żargonu. Trzeba uważać.
Zaloguj się aby komentować
Przecież jak mi to j⁎⁎⁎ie w bagażniku od gorąca to wartość auta spadnie o połowę xD
#gotujzhejto #jedzenie #bederzigol #heheszki

@Barcol pyszne to jest.
Co do smrodu, to kiedyś kupiłem na targu w takim tam mięsnym skrzydła z kurczaka. Pani zapakowała mi w plastikowa torbę, dołożyła drugą. Wsadzilem do bagażnika, jak dojechałem okazało się że te lotki od skrzydeł porobiły dziurki i trochę 'wody' się sączyło.
Wsadzilem to w kolejną reklamowke i do domu. Minął weekend idę do auta.
Czuję w garażu (w bloku) wyraźny smród, myślę koty pewnie sraja i szczaja może jakieś truchlo przyniosły.
Taaa
Otwieram auto. Kurwi jak hindusowi z tornistra. Smród, że łzy lecą. Otwieram bagażnik a tam wielka 'scieta' plama tego osocza z kurczaka.
700 PLN 4 prania tapicerki a smród jeszcze był miesiąc wyczuwalny.
@Barcol Makłowicz jadł to mówił jakie dobre, aż chciałem zmontować jak jacyś frajerzy rzygają a prawdziwy mężczyzna je ze smakiem
Zaloguj się aby komentować
Wyżalę Wam się, bo nie wiem w sumie komu mógłbym innemu, żeby mnie za wariata nie wziął xD Hejto to jednak publika cierpliwa. Nie wiem gdzie zacząć więc wybiegnę nieco wstecz, ale obiecuję że przejdę zaraz do konkretów!
Jakiś czas temu zaczęła mi doskwierać suchość oczu, taka bardzo uporczywa. Wiem, że przy pracy przed kompem to dosyć znany objaw, więc po prostu zacząłem sie zaopatrzyć w krople do oczu, ale one niestety pomagały na krótko, a ja konsumowałem ich takie ilości, że pani w aptece zaczęła mnie traktować jak ćpuna. Zrobiłem coś, co facet po trzydziestce robi raczej niechętnie - odwiedziłem lekarza xD co się okazało, to że mało mrugam. *Bardzo* mało. Praktycznie wcale, czego nie byłem w sumie świadomy. Lekarz powiedział, że obserwował mnie z ciekawości całą wizytę i mrugnąłem... ZERO razy xd "nic dziwnego że pana oczy świerzbią" stwierdził.
I tak zaczęła się moja udręka, czyli szukanie “dlaczego tak mam”. Jeśli oglądaliście Doktora House'a, który dostaje jakiś nietypowy przypadek i poświęca cały swój czas i energię na wyjaśnienie go, to pewnie rozumiecie irytację związana z każdym kontaktem z NFZ. "Nie mruga pan? To proszę zacząć. 200zł proszę". Zacząłem Googlować czy jest więcej takich osób jak ja, ale oczywiście google jak to google - diagnoza to rak albo autyzm. Albo oba. I pewnie bym tak sobie żył podłączony do kropli do oczu niby do kroplówki gdyby nie jedna poszlaka, mianowicie, rozmawiając przez telefon z moją mamą wyżaliłem się, co mi dolega, na co usłyszałem krótki okrzyk szoku okraszony wspomnieniem "tak jak babka" i nagle zabłysło. No przecież! Za dzieciaka słyszałem jak dziadek po pijaku mówił, że moja prababka nigdy nie mrugała tylko patrzyła rybim ryjem przypominając karpia na wigilię. Zapomniałem o tym całkiem, bo mówił też że była przeklęta, i że czarowała, albo że czciła potwora z morza xD i w ogóle dużo rzeczy mówił. W sumie jak tak pomyślę to cała rodzina z tamtej strony była raczej śmieszna xD mówiąc "z tamtej strony" mam na myśli moje tereny rodzinne, czyli zabitą dechami dziurę Arkamowice na przeklętym Podlasiu. Uciekłem stamtąd jak tylko mogłem, a obecnie przy życiu została już tylko moja mama właśnie, którą to z obowiązku odwiedzam raz na parę lat. Kontakt telefoniczny oczywiście mam z nią ciągle, ale szczerze nie cierpię tego miejsca... Na anno domini 2025 wygląda jak Wilkowyje w pierwszym sezonie Rancza, więc tylko wyobraźcie sobie co tam było na przełomie tysiącleci
Po dotarciu na miejsce, miłym zaskoczeniem było, że Arkamowice wyglądały tak jak je zapamiętałem. Niemiłym - że jak to jest k⁎⁎wa możliwe żeby w 15 lat się nic nie zurbanizować XDDDD
Matka powitała mnie od progu, o ile dobrze liczę to nie widzieliśmy się na żywo 4 lata. Nagotowała zagubów, których nienawidzę, i ze łzami w oczach poczęła rozprawiać o ważkości utrzymania relacji rodzinnych, co oczywiście miało za zadanie wpakować mnie w wyrzuty sumienia i zmotywować do częstszych odwiedzin. Nie chciałem prosto z mostu ładować, że ja tu tylko po stare albumy, pamiętniki, notatki, i inne zapiski. Prababka akurat nie była piśmienna, ale może któreś kolejne pokolenie coś naskrobać. Na notatki lekarza nawet nie liczę bo po pierwsze primo skoro nowożytnia medycyna nie umie poradzić, to i antycznej bym nie posądzał o remedium, a po drugie prababka jako lokalny szaman raczej z takich usług nie korzystała. I tak żeby nie sprawić matce przykrości odstawiłem moje badania na dzień drugi, mimo że wewnętrznie aż mnie szarpało żeby poszperać.
Niestety, mój “risercz” nie przyniósł zbyt dobrych skutków, i mimo przewertowania tony makulatury nie znalazłem nic chociażby szczątkowo przydatnego. Byłem na to po części przygotowany, wszak dom w którym się znajdowaliśmy był postawiony dopiero w latach 80, i to przez mojego ojca. Prababka i jej córka (a moja babka) do końca swych dni mieszkały w starej chacie, która już wtedy znajdowała się na totalnym odludziu, a teraz to chyba będzie gdzieś w środku obrośniętej puszczy. Powiem szczerze: cudem byłoby gdyby coś tam jeszcze nie zgniło, ale no muszę spróbować. Matka odradzała mi ten pomysł z niemal paniczną trwogą. Dla niej jestem już "miastowy" i taka wycieczka w głąb starego lasu to niechybna śmierć poprzez zjedzenie zatrutych jagód, i to jeszcze zanim dom zniknie mi z oczu. Myślałem, że z tego względu pójdzie ze mną, ale dość zdecydowanie odmówiła. Posiłkując się notatkami taty oraz szczątkowymi wspomnieniami moich wizyt tam, rozpocząłem podróż. Powiedzieć że było ciężko to jak nic nie powiedzieć. To była istna dżungla! Przedarcie się na miejsce zajęło mi 4 godziny! Dobrze, że ruszyłem skoro świt, bo wracałbym chyba po zmroku. Ludzki umysł to śmieszna rzecz, bo o ile przed ruszeniem przysiągłbym że drogę co najwyżej ledwie kojarzę, tak w trakcie wędrówki wiedziałem doskonale w każdym momencie którędy mam iść. Gdy trafiłem na dom to zaskoczył mnie jego stan. Owszem, był przerośnięty jakimiś bluszczami, ale generalnie wyglądał całkiem… znośnie. Nie zrozumcie mnie źle, na bookingu nie miałby raczej brania (no chyba że jakichś LARPowców) ale nie był tak CAŁKIEM rozwalony. Napawało mnie to lekkim optymizmem. Gdy popchnąłem ciężkie drzwi wejściowe, ich zawiasy urwały się i wrota runęły na podłogę generując tyle hałasu że aż się wzdrygnąłem. Wnętrze przejmowało wilgotnym chłodem i zmurszałym zapachem stęchlizny. Chyba rezydowali tu wandale bo ściany popisane były bordowymi bzdurami wyglądającymi jak szalony język, pełen apostrofów i sylab nie-do-wymówienia, przynajmniej dla mnie. Do tego jakieś rysunki przedstawiające... Chyba ryby? Jakby piranie. Albo coś podobnego. Niestety próżno było szukać książek, bo nawet jak coś znalazłem to rozlatywało się w rękach. Co totalnie mnie zaskoczyło, to że zasłonki były w dobrym stanie. Nie wiem z czego były szyte ale nie rozpadły mnie mimo wilgoci, stęchlizny, i czasu. Dostrzegłem, że jest na nich wyszyty taki sam wzór groteskowej ryby jak na ścianach, ale nie bardzo miało to sens. Jeśliby za wzór odpowiadała babka, to dlaczego popisała ściany i skąd znała litery? Jeśli za napisy odpowiadali wandale to dzierganie firanek nie brzmi jak hobby dla nich. W końcu brzytwą ockhama dotarło do mnie, że pewnie spostrzegli odrażający wzór na firankach, i że był na tyle niepokojący że wpasował w ich gusta, przerysowali go farbą na ściany. Nieco uspokojony racjonalnym wyjaśnieniem wyszedłem z domu tylnymi drzwiami. Zmroziło mnie od stóp do głowy gdy na zarośniętej polanie zobaczyłem grób. Nie spodziewałem się go tutaj. Co prawda nie wiedziałem gdzie pochowano prababkę, ale zakładałem że pewnie na cmentarzysku przy cerkwi. Czyżby jej działalność okultystyczna stanęła na drodze do takiego pochówku? Ostrożnie podszedłem obejrzeć znalezisko. Pierwszym co mnie zaskoczyło, było że grób jak i jego okolica były bardzo zadbane, a już na pewno całkiem odchwaszczone. Ziemia była tak goła, że mama chyba potraktowała ją roundupem, ale skoro dba o niego to naprawdę nie mogła tu przyjść dzisiaj ze mną? I jak w ogóle się tu dostaje, nie wierzę że 4 godziny spacerem. Co zaniepokoiło mnie nieskończenie bardziej, to gdy spostrzegłem że grób miał na kamieniu wyryte nieprzyjemne dla oka ikony, a mówiąc precyzyjniej, miał to samo ohydne okropieństwo co firanki i ściana. Tutaj jednak wyraźnie widać było ząb czasu, i straszna paszcza ewidentnie widziała wiele dziesięcioleci. Grób pozbawiony był znaku krzyża, ale jeśli ten był z drewna to nie miał prawa zachować się po dziś dzień. Zmęczony wróciłem do domu, chociaż o dziwo w tą stronę szło mi o wiele gorzej, jakbym nagle zatracił cały ten zmysł, który do ruin niemalże mnie prowadzi. Dotarłem na miejsce 7 minut po wpół do dziesiątej, gdy akurat zrobiło się całkiem ciemno. Matce ulżyło na mój widok rozchmurzyła się też znacznie. Nie rozmawialiśmy o mojej przygodzie, dopóki przy kolacji nie poruszyłem wątku który mnie ciekawił:
- Grób babki przyprawia mnie o dreszcze. Jak utrzymujesz go tak zadbanego w środku puszczy?
Mama odwróciła się od zlewu bardzo powoli. Ręce miała mokre, ale nie sięgnęła po ręcznik.
Jej odpowiedź zjeżyła mi włosy na głowie i nadal niechętnie wracam do niej wspomnieniami.
– O czym Ty mówisz? Jaki grób? Babka zaginęła na morzu i nigdy jej nie pochowano.
...a ja przecież dotykałem nagrobka. Kamień był ciepły od słońca.
Chcąc pokazać mamie gdzie dokładnie znalazłem nagrobek (bo ona upierała się że na pewno pobłądziłem) sięgnąłem do albumu który wczorajszego dnia przewertowałem na wylot. Zanim trafiłem na zdjęcie podwórka, o które mi chodziło, znalazłem fotografię której istnienia wcześniej nie byłem świadom. Prababka stała tam, jakby utkwiła w czasie, a jej oczy – zbyt duże, zbyt puste, niemal rybie – zdawały się śledzić mnie zza szklanej tafli. Nie wiem czy bardziej zmierziła mnie jej przerażająca groteskowo rybia aparycja, czy może niepowetowane podobieństwo do mnie samego które momentalnie uchwyciłem, i którego nigdy się nie wyzbędę. A może fakt, że jej twarz jednoznacznie odpowiedziała mi na pytanie co było inspiracją do owego monstrualnego symbolu rybiej paszczy, który śnić mi się będzie po nocach.
#creepypasta #tworczoscwlasna #opowiadanie
Stary, udało ci się utrzymać moją uwagę na przeczytanie całego tekstu (parę zdań pominąłem, ale to u mnie normalne).
Gratulejszyn i fajny klimat!
@Barcol bardzo ciekawe, ale klimat rozbija babka umierającą na morzu - gdzie Podlasie a gdzie morze? Poza tym reszta wiarygodna. Następnym razem zrób bardziej prawdopodobne, że na przykład wkurzyła szatana i wataha wilków ja zjadła, bo to morze... Eh
Zaloguj się aby komentować
Ma ktoś flankery Kourosa na polanie? Interesuje mnie fraicher, silver, oraz eau de sport
#perfumy
Zaloguj się aby komentować
Pijcie ze mną wodę, pierwszy raz w życiu dostałem podwyżkę tak oficjalnie i bez zmiany pracy xD
#chwalesie #czujedobrzeczlowiek #pracbaza
to jeszcze ogarnij to -> https://policzmi.pl/inflacje
bo ja już też kilka podwyżek dostałem a jestem poniżej kwoty uwzględniającej wartość początkową z uwzględnieniem skumulowanej inflacji
Zaloguj się aby komentować
Obetnij mężczyźnie trawnik a będzie miał tydzień spokoju.
Daj mu kosę spalinową a zaraz coś ro⁎⁎⁎⁎⁎doli na dobre.
Dziś ofiarą był winobluszcz pięciolistkowy. Żywotna bestia, może nic mu nie będzie bo ma jeszcze inne ukorzenione pnącza.
#ogrodnictwo

Zaloguj się aby komentować
A diete kończymy serniczkiem
Inb4 "surowe w środku!", "spalone z wierzchu!!!", "ja nie lubię bo za słone!!!!"
#gotujzhejto

Zaloguj się aby komentować
67 + 1 = 68
Tytuł: Paper Mario: The Thousand-Year Door
wydawca: Nintendo
Rok wydania: 2004-07-22
Gatunek: cRPG
Użyta platforma: Nintendo Switch
Czas do ukończenia: 30h
Ocena: 10/10
JAAAKIE TO BYŁO DOBREEEE
Ogólnie ciężko mi przychodzi odkrywanie nowych gier. Przechodzę Gothika raz do roku i przeplatam go Nocą Kruka co 2 kolejne xD ale wśród gier którym dałem szansę i które ją wykorzystały muszę wpisać dzisiejszego bohatera, czyli Mario TTYD. Gra jest luźną kontynuacją genialnego Paper Mario którego ograłem kilka razy jeszcze na Nintendo 64, ale nie wymaga żadnej wiedzy o oryginale, bo nie nawiązuje do niego w prawie żaden sposób (jest ledwie parę smaczków).
Wspomniany
TTYD to fabularny wypust spod czapki Mario w którym trafiamy do miasta Rogueport (zaproszeni orzez księżniczkę Peach) i odkrywamy że gdzieś zniknęła, a światu grozi niebezpieczeństwo. Klasyk xd
Przede wszystkim gra świetnie rozwija system walki turowej, która odbywa się tutaj jako "spektakl na scenie". Mamy widownie, możemy się jej przymilać, możemy obrywać od niej kamieniami, niektórzy bossowie ją zjadają xd mogą urywać się elementy sceny, bardzo kreatywnie to jest zrobione i potrafi zaskoczyć.
Sama walka zrealizowana jest w sposób dający dużo frajdy i przyjemny, dzięki czemu te przerywniki nie są męczące.
Jest to RPG, więc możemy hehe ekspić Mariana, rozwija statystyki, czy tworzyć własny build na podstawie znalezionych "badges" czyli takich perków.
Zacząłem od walki (nie wiem czemu) ale poza nią też jest super: świat przedstawiony jest bardzo ciekawie, ilość różnych scenerii satysfakcjonująca, a częste zmiany klimatu nie pozwalają sie znudzić. Na przykład w jednej lokacji musimy wspinać się po drabince wrestlingu, a w innej rozwiązać detektywistyczną zagadkę orient expressu. Dodatkowo gra cały czas łamie konwencję do których przywykliśmy, i zaskakuje od początku do końca.
Gra mocno korzysta z faktu że wszystko jest z papieru, i np jeśli Mario stanie w poprzek to może przelecieć przez kratki ściekowe xd non stop takie smaczki.
Bardzo fajny humor, wiele razy śmiechnąłem srogo. Fajni towarzysze, mający o wiele więcej zastosowań niż w jedynce.
Niektóre wstawki nie są moim zdaniem dobrane do najmłodszych widzów: jedna z żeńskich postaci to flirciara, mamy czasem dwuznaczne żarty, a w jednym momencie jesteśmy świadkami bardzo dramatycznej śmierci jednego z bohaterów, chociaż bez spoilerów.
Minusem jest to że niestety jest za łatwa. Grałem bardzo na YOLO, nie leczyłem się na zapas, nie planowałem buildów pod bossów, a zginąłem ledwie 2 razy i to przez głupotę. Oryginalny Paper Mario miał nawet specjalnego moda fanowskiego podbijającego poziom trudności
Podsumowując: No ja jestem naprawdę bardzo pozytywnie zaskoczony, już tą gierkę rozreklamowałem wśród znajomych
#gamesmeter

Zaloguj się aby komentować
881 + 1 = 882
Tytuł: Morderstwo w Orient Expressie
Autor: Agatha Christie
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Liczba stron: 271
Ocena: 8/10
Moje pierwsze podejście do Agathy Christie.
Nie da sie obejrzeć Star Wars i zostać zaskoczonym pokrewieństwem Luka i Vadera. Nie da się przeczytać Mr Jekyll i Pan Hyde i zostać zaskoczonym nocnymi przemianami bohaterów. Nie da się też przeczytać Nowego Testamentu i być zaskoczonym ukrzyżowaniem. Ot, pewne klasyczne dzieła są zespoilerowane już na starcie. Cena sławy.
Ciekawe więc, że nigdy nigdzie nie trafiłem na rozwiązanie zagadki Orient Expressu, mimo że sam wątek napotykałem pewnie dziesiątki razy :D
W ogóle to za książkę złapałem się, bo w grze Paper Mario Thousand Years Door był cały rozdział w Orient Expressie, wraz z motywem śledztwa xd
Ale wracając, książka BARDZO mi się podobała, taka forma powolnego zdobywania poszlak i sprytnego roztrząsania uprzednio wspomnianych faktów była niczym liryczna krzyżówka. W przeciwieństwie do @SuperSzturmowiec, ja nie domyśliłem się niestety zakończenia xd co więcej, im mnogiej poszlak było wyłożonych na stół, tym bardziej całość nie trzymała mi się kupy. Niemniej, podążanie za procesami myślowymi Herculesa było bardzo satysfakcjonujące, a w przeciwieństwie do wspomnianego użyszkodnika oraz cioci @moll - mi podobało się też zakończenie zakończenia.
Mega plus, że finalnie wszystko się świetnie wpasowało i ułożyło, a nawet najbardziej naciagane z pozoru momenty okazały się mieć bardzo dobre hehe alibi żeby się wydarzyć. Wiecie o co mi chodzi, że pewne wydarzenia wydawały sie naciągane, ale po zrozumieniu ich w pełni, okazały sie tak naturalne jak śnieg w styczniu.
Co mi się natomiast nie podobało to ciągłe wstawki w stylu przechwałek Poirota "musimy tylko użyć umysłu przyjacielu" - irytowało mnie to xd ogólnie sporo dałoby sie przyspieszyć akcji wycinając dialogi w stylu "- to niemożliwe! - A jednak się stało!".
Koniecznie muszę przeczytać kolejną książkę tej autorki, zbieram polecajki. Intryguje mnie "I nie było już nikogo". Dodatkowo czy umiecie wskazać inne powieści detektywistyczne będące klasyką klasyk? Chętnie rzucę okiem.
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #Ksiazki #czytanie #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
880 + 1 = 881
Tytuł: Koala, który się trzymał
Autor: Rachel Bright
Kategoria: Literatura dziecięca
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Format: książka papierowa
Liczba stron: 32
Ocena: 8/10
Gdy zobaczyłem na tqgu recenzje 10/10 od mojego serdecznego przyjaciela @saradonin_redux popartą pozytywnymi komentarzami, to zamówiłem od razu. Nie zwróciłem uwagi, że książka ma 32 strony xd a tym bardziej nie byłem świadomy że te strony mają na sobie po 2 zdania tekstu, okraszające piękną ilustrację.
Czy to był błąd? A skądże, książka jest naprawdę super. Moja 3 latka jest trochę za mała żeby naprawdę zrozumieć o co chodziło, ale jednak przygody Koali śledziła z zapałem.
Kibicowała mu zresztą w scenie gdzie pożerał go krokodyl, i próbowała mu pomóc ręką. [Spoiler: to było wyobrażenie strachów, nikt go naprawdę nie zjadał]
Wiemy już że książka jest ładnie wydana i wciągająca, to dlaczego 8? No w sumie nie do końca mnie przekonało że Koala tak naprawdę nigdy nie zdecydował się opuścić strefy komfortu, wymusiły to warunki zewnętrzne. Zamiast pokazać że warto się czasem otworzyć na świat (co chyba było zamysłem?), książka pokazała że nie każda tragedia musi mieć negatywne pokłosie, co też jest spoko wnioskiem ale nie takim którego oczekiwałem xd trochę niesprawiedliwy powód na obniżkę oceny ale hej, recenzja jest subiektywna, a 8 to nadal wysoko.
Generalnie polecam, wziąłem jeszcze o Pandach.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #Ksiazki #czytanie #czytajzhejto #ksiazkidladzieci

Zaloguj się aby komentować