Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Koza, która mdleje jak na zawołanie. Koza mdlejąca, zwana też miotoniczną, to amerykańska rasa kóz, która charakteryzuje się dziwną przypadłością: osobnik przestraszony lub podekscytowany potrafi „omdleć” – drętwieje i niejednokrotnie po prostu pada na plecy lub na bok z wyciągniętymi przed siebie kopytkami. Stan ten przechodzi, ale koza zwykle potrzebuje chwili, żeby się pozbierać.
Może to wyglądać zabawnie, jednak przyczyna tych „omdleń” jest niekoniecznie zabawna. Wywołuje je miotonia wrodzona, choroba nerwowo-mięśniowa spowodowana mutacją w obrębie genu CLCN1. Mutacja ta zaburza gospodarkę chlorkową w mięśniach szkieletowych – w rezultacie pod wpływem stresu lub ekscytacji mięśnie napinają się, po czym pozostają napięte dłużej niż powinny i rozluźniają się z opóźnieniem. Mimo że popularnie określa się to jako „omdlenie”, nie wiąże się to z utratą przytomności.
Kozy mdlejące pojawiły się w latach 80. XIX wieku w Tennessee i zyskały popularność z uwagi na fakt, że nie były w stanie przeskakiwać przez ogrodzenia wyższe niż pół metra, co ograniczało ryzyko ucieczki. Bywały też dołączane do innych kóz jako dogodne ofiary dla drapieżników, ponieważ w przypadku ataku nie były w stanie od razu uciekać razem z pozostałymi. Będąc łatwiejszym łupem, odciągały uwagę napastnika od reszty stada.
Kozy mdlejące są przeciętnie mniejsze od innych, mają szersze grzbiety i pyski oraz dość charakterystyczne, wyłupiaste oczy, a pod względem zachowania są ciche, czujne i łagodne. Koźlęta często nie wiedzą, jak radzić sobie z miotonią, z tego też powodu częściej zdarza im się przewracać lub nawet panikować podczas ataku. Kozy dorosłe są w stanie reagować z większym opanowaniem i po prostu przeczekują zesztywnienie.
https://www.youtube.com/watch?v=xsAgNl1p974
#ciekawostki #przyroda #natura #zwierzeta #zwierzaczki #kozy #smiesznypiesek

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Dzisiaj musialam pierwszy raz w życiu własnoręcznie pochować własnego zwierzaka. Mąż wyjechał rano na dwa tygodnie a jak ja wstałam to zobaczyłam że jedna z naszych kotek jest w strasznym stanie, ciężko oddycha, ma szklisty wzrok, nie wstaje. Od razu taksówką pojechałam do weta i okazało się że Lili ma już zalane płuca i sine tkanki więc jest mocno nie dotleniona i się po prostu dusi. Wetka powiedziała że mała szansa jest na wyprowadzenie jej z takiego stanu, można próbować ją ratować (co i tak musiałabym robić w domu, dziś sobota - gabinet do 12) ale najprawdopodobniej i tak skończyłoby się to jej uduszeniem. Więc musiałam podjąć błyskawiczną decyzję o eutanazji. Mój mąż nawet nie miał okazji się z nią pożegnać...
Lili a właściwie Lilith była bardzo charakterną kotką, chociaż miziatą. Miała 11 lat. Gdy miała 2 lata spadła nam z balkonu z 3 piętra na wskutek czego miała oderwaną miednicę od kręgosłupa, oprócz tego kość wyskoczyła jej ze stawu kolanowego ale wskoczyła na nowo więc dopiero po czasie dowiedzieliśmy się że ma tam na wskutek tego upadku zwyrodnienie. Po tym wypadku, weterynarze nie kazali jej unieruchamiać tylko nie dawać jej skakać, mówili że z powodu bólu nie będzie mogła chodzić do kuwety a ten dzielny kot ani razu się nie zsikał na podkład tylko za każdym razem mimo bólu szedł do kuwety. Choroba nie zatrzymała jej w miejscu i cały czas chodziła pomimo tego urazu, raz nawet moja mama się na niej przewróciła i być może przez to Lili trochę krzywo się zrosła. Po rekonwalescencji chyba kręgosłup i miednica nie dokuczały jej jak ten stan kolanowy, od czasu do czasu jak sprawiał jej więcej bólu to siadała na blatach z jedną tylną łapką opuszczoną w dół. Trafiła do nas jako kociak, którego ktoś wyrzucił na osiedlu a ona wbiegła na klatkę schodową i położyla się u sąsiadów na wycieraczce. Wiedziałam że jak jej nie wezmę to ktoś ją po prostu z tej klatki schodowej przegoni. Miała być tymczasem ale po miesiącu nie wyobrażaliśmy sobie życia bez niej. Moje dwa kocury Lucyfer i Behemot jej nigdy nie zaakceptowały o co ona bardzo na początku zabiegała ale po wypadku nie miała już ochoty na integrację a w ostatnich latach burczała na każdego kota który się do niej zbliżał, prawdopodobnie z powodu tej bolącej łapki. Ale ta łapka nie przeszkadzała jej rozrabiać. Jej najważniejszą cechą było to że była wybornym złodziejaszkiem. Podczas gdy inne koty próbowały wyrywać nam wędliny, mięso i drzeć się żeby je dostać ona siadała cichutko obok i się tyllko przyglądała. Wystarczyło na sekundę odwrócić wzrok a Lilutek już uciekał warcząc z szynką z kanapki, udkiem kurczaka albo nawet całą piersią. To ona wykręciła mi kiedyś taki numer że z tymi swoimi przekoszonymi biodrami i chorą łapą wlazła na górne szafki kuchenne i z kratki wentylacyjnej odłączyła rurę od okapu i próbowała wejść do wentylacji, zaklinowała się w tej kratce i grzmotnęła razem z nią na ziemię.
Lili wszędzie czuła się jak w domu i w ogóle nie przeżywała stresu. Podczas poprzedniej przeprowadzki 9 lat temu wpadliśmy na pomysł żeby brać ze sobą koty pojedynczo jak szliśmy do nowego mieszkania coś remontować żeby poznały nowe miejsce. Pomysł niezbyt dobry, bo zarówno Behemot i Lucyfer spanikowani chowali się po kątach tak Lili od razu wyłożyła się brzuchem do góry na starej wersalce i sobie spała.
Lili miała odkąd do nas trafiła płaski nosek, trochę chyba odziedziczyła jakichś genów po persach ale chyba był i złamany w związku z czym jak miała katar to dużą trudność sprawiało jej oddychanie. Ostatnio już drugi raz zmagała się z plazmocytarnym zapaleniem opuszków. To choroba autoimmunologiczna i leczy się ją sterydami, niestety u Lili nie bardzo działały, choroba nie postępowała ale też nie następował regres, po sterydach przyszedł czas na cyklosporynę - było trochę lepiej ale stanęło i się dalej nie leczyło więc weterynarz zadecydował o odstawieniu i choroba sama się cofnęła. To było jakiś czas temu a w okolicach świąt Bożego Narodzenia choroba znowu wróciła, znowu najpierw sterydy, potem włączyliśmy pregabalinę bo miałam nadzieję że przy zmniejszonym stresie autoimmunologia odpuści; w końcu znowu weszliśmy na cyklosporynę i efekt był taki jak poprzednio. Przed lekami pomimo spuchniętych i bolesnych opuszków Lili zachowywała się normalnie, jakby nie czuła bólu ale po wejściu na leki zaczęła mało się ruszać, dużo spać, myślałam że to efekt wyciszenia po pregabalinie bo pierwszy raz nie burczała na podchodzące do niej zwierzaki. Trochę schudła ale gdy wstawała dalej była miziata. Ostatnio odniosłam wrażenie że to jednak nie wyciszenie tylko coś się z nią dzieje. Byliśmy u weta, obejrzał ją i niczego nie stwierdził ale kazał odstawić cyklosporynę tym bardziej że miała lekki wypływ z oczu jak przy lekkim katarze. Dwa dni temu zaczęła dziwnie chrapać więc pomyślałam, że może znowu ma zatkany nos bo ona przy każdym katarze furczy nosem z racji tego że ma krótkie i skrzywione przegrody. Dalej była podcięta. Wczoraj mieliśmy zalatany dzień bo mąż zbierał się do wyjazdu wieczorem zauważyłam w pewnym momencie że zeskoczyła z łóżka i jakby ciężko wciągała powietrze ale myślałam że to zatkany nos i miałam jej nawet dziś zrobić inhalację. Niestety rano już jej stan był ciężki. Nie wiemy jaki był powód - może sterydy, może ukryta wada serca ale w przeciągu ostatniego roku kilka razy była badana przez weta, może autoimmunologia zaatakowała też inne narządy - nerki albo płuca.
Tak strasznie mi przykro że jej nie ma moja nastarsza zwierzęca córunia. Królowa złodziei, piracka księżniczka...
Trzeci zwierzak, którego tracimy od przeprowadzki do nowego domu...
Pierwszy którego musiałam sama pochować...
#zwierzaczki #koty #Lilutek #zalesie





Zaloguj się aby komentować
Gruby Lucjan obudzony ale jakim kosztem. I to jeszcze w bananie.
#gertrudailucjan #zwierzaczki


Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
@Deykun jestem prosty człowiek, widzę wydrę, piorunuje

Zaloguj się aby komentować
Bestia wyszła na żer. Żaden, powtarzam, żaden mniszek lekarski nie ostanie się na ziemi, tej Ziemi. XD
Od biedy będzie koniczyna. XD
Jakby ktoś się zastanawiał co się robi z takimi żółwiami, jak jest zimno, to odpowiadam. Tworzy się piwniczaki. Tak, wrzucasz do piwnicy, przysypujesz jesiennymi liśćmi i ziomeczki sobie śpią do kilku miesięcy. Jak jest zimno losowo lub pada deszcz, to do pudełka. Ten na zdjęciach to mój ulubieniec (mamy 2). Bardzo nieśmiała bestia, ale chyba poznaje swoich. No mnie czasem. Zna mnie od 6 lat, a ma w okolicy 20. Może więcej. Nie ma pewności niestety.
#smiesznypiesek > #zolwiedziwena < #zolwie #zwierzaczki




Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Wojna
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
Nie wiem czy wiecie ale krowy z powodu swojej diety posiadają we florze bakteryjnej dużo bakterii metanowych, co potrafi powodować że ich brzuch zamienia się w balon a przy braku podjęcia działań krowa może umrzeć.
Dlatego woła się do takich krów weterynarza żeby "spuścić powietrze" xd
P.S. Nie wiem jak z owcami ale bojowy nie zaprzeczał temu, więc coś musi być na rzeczy.
https://www.youtube.com/watch?v=IZkmElLCVO8
#zwierzaczki #zwierzeta #ciekawostki
@Czokowoko Nie jestem ekspertem, bo nigdy nie pracowałem w zawodzie, ale tak jest. Potwierdzam jako technik po szkole rolniczej. Mieliśmy o tym na lekcjach z przedmiotu produkcja zwierzęca. Tutaj widzę technika full, bo kiedyś, to się krowie dziurę robiło i po prostu wkładało rurkę. Tutaj pani ma jakieś nieco bardziej eleganckie narzędzie.
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Koza zrobiona w jednorożca
Pod koniec lat 70. eksperymenty Dove'a zafascynowały Oberona Zella, znanego też jako Otter G'zell - ekscentrycznego amerykańskiego twórcę inspirującego się nurtami neopogańskimi, okultyzmem i w tamtym czasie również kryptozoologią. Zell zaczął studiować przekazy o jednorożcach i innych mitologicznych stworzeniach, a w 1977 roku wraz z żoną założył stowarzyszenie o nazwie Ecosophical Research Association powiązane z założoną również przez niego organizacją religijną. Celem stowarzyszenia miało być badanie korzeni mitów, w tym także mitu o jednorożcu, i poszukiwanie ich prawdziwego wytłumaczenia.
Opierając się na eksperymentach Dove'a oraz na własnej wiedzy zdobytej w trakcie studiów, Zell założył farmę „jednorożców” w ramach projektu nazwanego przez niego The Living Unicorns Project. Pierwszym krokiem było skrzyżowanie kozy angorskiej z kozą saaneńską, by uzyskać puszyste, brodate, białe kozy o proporcjonalnie dłuższych nogach, które w miarę możliwości będą przypominać jednorożce ze średniowiecznych tapiserii. Kolejnym krokiem była, jak można się spodziewać, ingerencja chirurgiczna.
W 1984 roku Zell opatentował swoją metodę „tworzenia jednorożców” i na przestrzeni kilkunastu lat pokazywał się ze swoimi zmodyfikowanymi kozami na festynach historycznych w Stanach Zjednoczonych i w Kanadzie, budząc zrozumiałe zainteresowanie. Jeden z jego koziołków o imieniu Lancelot był pokazywany w słynnym Ringling Bros. and Barnum & Bailey Circus, gdzie był reklamowany jako prawdziwy jednorożec, wzbudzając zarówno zachwyty, jak i kontrowersje. W myśl umowy zawartej z Ringling Bros., Zell musiał zachować milczenie w temacie pochodzenia Lancelota – zamiast tego rozpropagowano historię, jakoby „prawdziwy jednorożec” przez przypadek zawędrował do namiotu cyrkowego.
Lancelota kilkakrotnie poddawano badaniom i oględzinom, żeby ustalić, czy działalność Zella nie nosi znamion znęcania się i okaleczania zwierząt. Prześwietlenia wykazały, że pojedynczy róg najpewniej pojawił się u koziołka w wyniku interwencji chirurgicznej przeprowadzonej krótko po narodzinach, a więc podobnie, jak miało to miejsce w eksperymentach Dove'a. Formalnie zarzutów nigdy nikomu nie postawiono, choć ostatecznie Lancelot był pokazywany w cyrku tylko przez dwa lata, a nie dłużej, jak początkowo planowano.
Zell skończył z „tworzeniem jednorożców” przed 1990 rokiem, patent na metodę wygasł dwa lata później, a ostatni zmodyfikowany osobnik z jego stadka zakończył życie w 2005 roku. Czaszkę swojego pierwszego „jednorożca” podobno zachował jako pamiątkę.
#ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #przyroda #natura #historia #zwierzeta #zwierzaczki #kozy #jednorozce #ssaki #fantasy



Zaloguj się aby komentować