Dziś objechałem całą wyspę Chrząszczewską. Więcej nagrywałem niż robiłem fot. I w końcu dotarłem nad właściwe morze. Jestem na Wolonie. Znalazłem schody w środku lasu, zjadłem rybę i kupiłem piwo, które miało wzruszającą nazwę. Biorąc je do ręki w Dino, pomyślałem, że musi być podłe. I jest podłe (° ͜ʖ °) a zaraz czas spać
#klamrawpodrozy #podroze #ciekawostki #biwakowanie #morzebaltyckie
Ukończyłem Gothica - potrafi wciągnąć, choć jest drewniany nie tylko pod względem dialogów (chociaż poza Bezim reszta obsady wypadła nawet poprawnie) i działa jak na wpół zdezelowany wartburg. Przez niezbyt telegrafowane ataki, które potrafią złanszotować (dopóki się nie podlewelujesz, ale potem przeciwnicy stają się mocniejsi, więc znowu treba podlewelować, potem znów spotykasz mocniejszych wrogów i tak w koło macieju) potrafi być momentami trudniejsza niż dzieła fromsoftu i często czujesz, że nie jest fair, ale w sumie pasuje to do klimatu kolonii. I guess gdy walka jest jeden na jeden blokowanie jest całkiem op, więc to trochę wyrównuje szanse. Jednak, szkoda, że zrezygnowali z systemu walki jaki był Playable Teaserze, był dużo bardziej angażujący. Z Piranhowym podejściem do levelowania miałem już do czynienia w Risenach i w sumie jest ono spoko, tylko czasami psioczyłem na konieczność powrotu do tego jednego enpeca albo kitrania punktów bo kolejny upgrade kosztuje 40. Samo "drzewko" jest dość uproszczone, mamy z 10 umiejętności (nie liczyłem) i 2 atrybuty, zdrowie wzrasta automatycznie z levelem. Nie podobała mi się mechanika otwierania zamków (ale nie lewelowałem tej umiejętności, może wtedy byłaby mniej wkurzająca). Napewno mogę zrozumieć czemu w naszym kraju Gothic stał się taki kultowy, natomiast katalończykom z Alkimii może zabrakło trochę odwagi w poprawianiu niedociągnięć oryginału, jakby nie chcieli zrazić jego fanów. No i może trochę czasu, żeby wypuścić grę w lepszym stanie technicznym, choć tu przyznaję, że dość szybko wypuścili hotfixy na najbardziej rażące bugi, jednak rzeczy takie jak kiepskie AI przeciwników czy praca kamery w ciasnych pomieszczeniach i pod ścianą oraz crashe (miałem dwa lub trzy) mogłyby zostać podszlifowane, gdyby zdecydowano się trochę opóżnić premierę. Daję siódemkę z minusem na zachętę #gry #rpg #gothic #gothicremake
Jednym z moich celów czytelniczych na ten rok było sprawdzenia jak sobie radzą autorzy, od których się odbiłem oraz serie, które porzuciłem. I tu z pomocą w jego realizacji przyszedł 20 tom przygód Chyłki i Zordona.
Tak, dobrze czytacie - 20. Trudno mi trochę uwierzyć, że seria która jawiła mi się jako odtwórcza już po 4-5 tomach (bo chyba wtedy ją porzuciłem), dotrwała do 20 tomów. No ale może to tylko moje złudne wrażenie, że było aż tak źle. Po przeczytaniu kilku pierwszych tomów odłożyłem ją na bok i przez długi czas nie czułem potrzeby, żeby kontynuować tę historię.
Teraz postanowiłem sprawdzić, co słychać u Chyłki i Zordona oraz jak przez ten czas rozwinęły się ich losy. "Bezprawie" okazało się dla mnie bardziej spotkaniem ze starymi bohaterami niż książką, która rozbudziła moją fascynację tą serią.
Tym razem duet prawników podejmuje się obrony policjanta oskarżonego o śmiertelne pobicie młodego mężczyzny. Szybko okazuje się jednak, że sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana, bo oskarżony przed lata działał pod przykrywką w świecie przestępczym i do tego odegrał ważną rolę w życiu samych bohaterów. Równolegle Chyłka mierzy się z osobistymi problemami dotyczącymi rozwodu siostry i szansą na odebranie jej siostrzenicy, przez co zawodowe i prywatne wątki nieustannie się przeplatają. Aż do tego stopnia, że dzieci Chyłki i Zordona zostają porwane, a oni dostają prawnicze ultimatum, którego niedotrzymanie zakończy żywot maluszków.
Największym atutem książki pozostają sami bohaterowie. Ich relacja, wzajemne docinki i charakterystyczny sposób prowadzenia rozmów nadal mają w sobie coś, co wyróżnia tę serię. To właśnie ten element i ich relacja, sprawiły, że wróciłem do ich świata.
Niestety sama fabuła mnie mocno zawiodła. Miałem wrażenie, że wiele rozwiązań jest mocno przerysowanych, a kolejne zwroty akcji bardziej próbują zaskoczyć niż wynikają z naturalnego rozwoju wydarzeń. Im dalej w książkę, tym częściej łapałem się na tym, że zamiast angażować się w śledztwo, po prostu płynę z nurtem wydarzeń, czekając na kolejny obowiązkowy twist.
Być może właśnie dlatego uświadomiłem sobie, dlaczego kiedyś porzuciłem tę serię. Mróz nadal potrafi pisać bardzo dynamicznie i trudno odmówić mu umiejętności budowania tempa, ale dla mnie coraz trudniej zawiesić niewiarę i zaakceptować niektóre rozwiązania fabularne. W efekcie zamiast emocji pojawiało się raczej poczucie, że historia mogłaby być znacznie bardziej wiarygodna. Sam wątek porzucenia zwłok w lesie, tuszowania godziny śmierci denata, z oszukaniem GPSu w aucie, jest mocno naciągany. A jeszcze bardziej, to jak szybko polskie służby wpadają na to, że to była jednak Chyłka. Te same służby, które w ostatnich aferach, o których czytamy, tygodniami jak nie miesiącami, czekają na przesłuchanie kluczowych świadków i głównych podejrzanych. A tu nagle w niecały tydzień po "zbrodni" na gangusie, wjeżdzają Chyłce do biura i ją aresztują, jako jedyną podejrzaną. Bo przeciesz szczupła kobieta spokojnie sama dała sobie radę z rosłym napakowanym czeczenem, a później go jeszcze wtargała do auta, wywiozła do lasu i wyrzuciła między drzewami. Brzmi jak jedyny słuszny trop, nie ma sensu szukać dalej xD
Nie żałuję jednak tego powrotu. Fajnie było sprawdzić, co przez te lata wydarzyło się u Chyłki i Zordona, nawet jeśli nie przekonało mnie to do stałego powrotu do całej serii i nadrobienia poprzednich tomów. To było bardziej spotkanie z bohaterami, których kiedyś polubiłem, niż lektura, która na nowo rozbudziła mój entuzjazm.
Czy zaskoczyło mnie to, że ich ralacja jest dalej w trybie, jak status związku "to skomplikowane" na Facebooku, mają 2 dzieci i co chwilę wpadają w tarapaty, które mogą się zakończyć śmiercią kogoś z członków rodziny? Nic a nic. Bo już to czytałem w pierwszych tomach.
Ostatecznie "Bezprawie" pozostawiło mnie z mieszanymi odczuciami. To książka, którą czyta się szybko (audiobooka wciągnąłem w nieco ponad 3h), ale zapewne równie szybko o niej zapomina. Dla wiernych fanów serii będzie kolejnym rozdziałem dobrze znanej historii. Dla mnie okazała się raczej potwierdzeniem, że choć do Chyłki warto czasem zajrzeć z ciekawości, to dalej mam do niej takie zarzuty, jakimi kończyłem poprzednią z nią przygodę.