358 705,9 - 11,5 = 358 694,4
#gory
#szyndzielnia nocą
#ksiezycowyspacer
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastats.pl/ksiezycowyspacer/


358 705,9 - 11,5 = 358 694,4
#gory
#szyndzielnia nocą
#ksiezycowyspacer
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastats.pl/ksiezycowyspacer/


Zaloguj się aby komentować
#gory robię nocne wejście na #szyndzielnia a jak nóżka będzie podawała to może też #klimczok
W komentarzach postaram się robić relacje na bieżąco, także zapraszam.


Zaloguj się aby komentować

Worek Raczański to część Beskidu Żywieckiego na samym południu województwa śląskiego. Jego najwyższe szczyty to Wielka Rycerzowa i Wielka Racza. Na obu szczytach są schroniska górskie. Hala Rycerzowa oferuje chyba najpiękniejszy widok w regionie.
Informacje praktyczne
Wielka Racza
Najkrótszy szlak...
Siema,
Dziś powrót do zimowych klimatów i zarazem ostatni wpis dotyczący 2021 roku. Zapraszam na #piechurwedruje
---------
Szczyty: Durbaszka, Borsuczyny, Wysoka (Pieniny)
Data: 28 grudnia 2021 (wtorek)
Staty: 15km, 6h50, 650m przewyżyszeń
Ach, jak lepiej zakończyć rok, niż wyprawą w góry? Pod koniec grudnia, ponownie dzięki życzliwość mojej mamy, nadarzyła się okazja, żebyśmy wraz z żoną mogli skoczyć gdzieś wspólnie, a że zima ładnie trzymała, chciałem, żeby była to wycieczka z ładnymi widokami. Dość szybko nasunął mi się pomysł, żeby odwiedzić ponownie Wysoką, dzięki czemu żona miałaby kolejny szczyt do kolekcji w ramach #koronagorpolski . Wyznaczyłem trasę, dałem znać komu trzeba i już wczesnym rankiem jechaliśmy na dwa samochody do Jaworek wraz z żoną, tatą oraz dwoma moimi kolegami.
Po dojechaniu na parking szybko ubraliśmy stuptuty, rozdysponowaliśmy kijki i kwadrans po 7 ruszyliśmy w drogę. Mróz był okrutny, dwucyfrowy, i trzeba było szybko rozgrzać się marszem; minęło dobre 10 minut, zanim poczułem, że zrobiło mi się względnie ciepło.
Pierwszą część drogi musieliśmy przebyć chodnikiem wzdłuż drogi prowadzącej do Szczawnicy i dopiero w miejscowości Szlachtowa odbiliśmy na żółty szlak. Szliśmy zacienionym zboczem, ale słońce powoli zaczynało oświetlać białe zbocza leżące naprzeciw nas. Widać już było, że decyzja o przyjeździe w to miejsce była strzałem w dziesiątkę, klimacik był iście magiczny. Powietrze było bardzo mroźne, ale suche. Śniegu było po połowę łydki, był sypki i w ogóle nie przyklejał się do ubrań.
O 8:30 znaleźliśmy się pod Huściawą, gdzie szlak żółty łączył się z niebieskim. Co to był za widok. Wchodząc na grań naszym oczom ukazały się tatrzańskie szczyty skąpane w promieniach słońca, otoczone niczym ramką górami Magury Spiskiej. Musieliśmy zatrzymać się tam na dłużej, bo widoki po prostu były warte marznięcia.
Po dłuższej chwili ruszyliśmy dalej, krocząc w górę zbocza, znad którego wyłaniało się już słońce. Od tamtej pory zrobiło się już nieco cieplej (choć nadal było mroźno). Marsz sprawiał wszystkim bardzo dużo radości, często zbaczyliśmy z wydeptanej ścieżki tylko po to, by móc przebiec się po głębszym śniegu, który rozsypywał się na boki. Dzięki temu, że szlak prowadził odsłoniętą granią, cały czas mogliśmy podziwiać zachwycający ośnieżony krajobraz górski.
Po drodze zahaczyliśmy o schronisko pod Durbaszką, do którego trzeba było odbić ze szlaku i zejść kawałek niżej. Z jego dachu zwisały olbrzymie sople lodu i wyglądało bardzo przytulnie. W środku posililiśmy się i napiliśmy gorącej herbaty, po czym wróciliśmy na trasę. Przeszliśmy przez dwa znajdujące się po drodze szczyty - Durbaszkę i Borsuczyny - i znaleźliśmy się pod Wysoką.
Ten kawałek drogi był już bardzo stromy i równie bardzo oblodzony. Dałem swoje raczki koledze, reszta również założyła swoje nakładki, a ja asekurując się kijkami starałem się iść ostrożnie i nie zjechać na dół. Był to odcinek wymagający, ale na szczęście niezbyt długi, i wkrótce znaleźliśmy się na skalistym szczycie pokrytym grubą warstwą śniegu.
Widok zapierał dech w piersiach bardziej, niż lodowate powietrze, i do tej pory znajduje się pierwszej dziesiątce najładniejszych panoram, jakie było mi dane oglądać z różnych miejsc. Przejrzystość była idealna, sceneria bajkowa. Tatry wyglądały, jakby można było na nie wskoczyć (czego zdjęcia niestety nie oddają). W oddali widać było sterczący cycek Babiej Góry. Takie widoki można było tylko chłonąć i to też robiliśmy, starając się zapamiętać wrażenia i nastrój, jaki nastał. Zrobiliśmy sobie kilka pamiątkowych zdjęć, żona przybiła pieczątkę do #koronagorpolski , po czym zaczęliśmy schodzić jeszcze ostrożniej, niż wchodziliśmy.
Gdzieś przy skrzyżowaniu szlaku niebieskiego z zielonym poprosiłem towarzystwo, żeby na chwilę się zatrzymało, po czym wyjąłem kuchenkę turystyczną, garnek i przygotowałem nieprowadzącej części ekipy grzańca, bo taki fajny ze mnie gość. Po opróżnieniu butelki zaczęliśmy schodzić zielonym szlakiem przez rozległą polanę, która skryta była jeszcze w cieniu góry. Minęliśmy bazę namiotową, przekroczyliśmy zamarzniętą Kamionkę i zaczęliśmy zbliżać się do rezerwatu Wąwóz Homole.
I tu ponownie okazało się, że lepiej nie można było tej trasy zaplanować. Wąwóz przykryty grubą warstwą białego puchu wyglądał po prostu cudownie. Klimacik był bajkowy, jak z opowieści z Narnii: strzeliste drzewa iglaste posypane obficie śniegiem jak cukrem pudrem, wystające z ziemi skały i prowadzące między nimi schodki, małe mostki nad zamarzniętym potokiem, wysokie ściany skalne okalające to wszystko. Magia.
W końcu doszliśmy do wejścia na teren rezerwatu, które znajdowało się w Jaworkach. Parking był kilka kroków dalej, ale nie mogliśmy odmówić sobie z tatą i żoną tego, żeby tradycyjnie po wycieczce zanurzyć stopy w potoku. Był lodowaty, ale nie aż tak bardzo, jednak koledzy nie dali się namówić na ten zabieg.
Tym akcentem zakończyliśmy bardzo udaną wyprawę, z której mam wiele fajnych wspomnień. Polecam wszystkim tę trasę na zimę - bez sprzętu w postaci stuptutów i raczków się nie obejdzie, ale na prawdę warto.
#gory #podroze #wycieczka #wedrujzhejto #fotografia #pieniny





Zaloguj się aby komentować
#gory #latarki #oswietlenie
Jakie oświetlenie zabrać ze sobą na nocne chodzenie po górach?
Czołówka czy coś więcej? Jakie zasilanie - baterie czy akumulatory?
Mam starą, chińską czołówkę ale to chyba za mało.
Wołam @Piechur i proszę o rady.


Ja już kiedyś pisałem, że mam i w sumie polecam czołówkę Black Diamond Spot 400 . Głównymi zaletami są lekkość, wodoodporność, różne tryby świecenia, oraz to, że można dokupić do niej akumulator , czyli bazowo idziesz z aku, a w zapasie bierzesz paluszki na wszelki wypadek, bo można stosować wymiennie. Mi wytrzymuje całą noc na akumulatorze naładowanym na full, świecę 1/3 mocy + korzystam z opcji maksymalnego oświetlenia co jakiś czas (uruchamiana dotykiem palca z boku obudowy). Minusy to cena i to, że zjada jednak szybko baterie, więc pasuje dokupić akumulator, na którym działa już dłużej.
Chodziłem też z Mactronic Nomad i też jest bardzo spoko, na baterii trzyma dłużej niż Spot 400, ale żeby było fajnie, to trzeba jedną zmianę zrobić w nocy - i tu jest wyższość Spot 400 z dokupionym akumulatorem.
Z najtańszą z Decathlona też chodziłem, ale komfort był kiepski - noszę okulary i zwyczajnie było mi za ciemno. Poza tym szybko bateria schodziła.
Chodziłem też z taką chińską latarką i w sumie miała fajną opcje zooma/koncentracji światła, ale wraz z użytkowaniem akumulatory straciły moc i już po 2h dawała bardzo mało światła. Dodatkowo ciężkie gunwo.
Ogólnie, jeśli to pierwsza wycieczka w góry nocą, to chińska, którą masz, wystarczy w zupełności. Ja zwykle jeszcze biorę na wszelki wypadek zapas baterii i latarkę ręczną. Jak się zajawisz to możesz pomyśleć o czymś lepszym. Ogólnie bym polecał zacząć od wschodów słońca, żeby było przyjemnie, a full night zrobić w zimie jak spadnie śnieg, bo wtedy już nie ma odwrotu i się bakcyla łapie
@Lubiepatrzec Trochę łaziłem nocami po górach i zdecydowanie polecam mieć i czołówkę i mała latarkę ręczną. W jasne noce nie potrzebujesz w zasadzie świecić bo księżyc i gwiazdy oświetlają szlak na tyle, że można sobie poradzić bez dodatkowego światła. Gdy jest ciemniej i trzeba wspomagać się latarką, ja wolę mieć ją w ręce - czołówka "daje po oczach" przez co trudniej przyzwyczaić się do półmroku i świecić sobie na trasę. Musisz obracać całą głową zamiast wykonać drobny ruch nadgarstkiem. Czołówka natomiast jest świetna gdy rozbijasz obóz nocą lub zatrzymujesz się na posiłek, wtedy obie ręce wolne są bardzo potrzebne. Ja preferuję latarki na wymienne baterie. Nie martwię się gdzie naładować akumulatory tylko kupuję w każdym napotkanym sklepiku kilka paluszków i mam problem z głowy.
Zaloguj się aby komentować
Po drodze na Rannerdale Knotts, 12h w pracy wczoraj i dzisiaj, 3 nad ranem w domu a budzik o 4:45, warto bylo
Nie wiem nawet ile zdjec zrobilem, ale zaraz po pracy bede ogarnial
#uk #fotografia #astrofotografia #gory #astronomia #mojezdjecie
Sony a7 + samyang F2.8 18mm
ISO 1000, F2.8, 8s.

Zaloguj się aby komentować
Jadę jutro w góry na Mogielicę, wyjazd z #krakow, mam jedno miejsce w samochodzie. Pogoda taka sobie, ale pieczątki do korony gór polskich trzeba zbierać.
Jakby ktoś chciał dołączyć to zapraszam.
#gory

Zaloguj się aby komentować
Zdjęcia zorzy uchwycone w #gory Sudety
#zorza #nocneniebo #mojezdjecie #astronomia



Zaloguj się aby komentować

Worek Raczański to piękny widokowo i dziki fragment Beskidu Żywieckiego. Obejmuje szczyty Grupy Wielkiej Raczy.
Worek Raczański to jedna z głównych atrakcji Beskidu Żywieckiego. To niemal dziewiczy i bardzo widokowy fragment tego pasma. Obejmuje przede wszystkim Wielką Raczę (1236 m n.p.m.),...
Siema,
Dzisiaj w #piechurwedruje
---------
Szczyty: Ostrysz, Trupielec (Podgórze Wiśnickie)
Data: 7 kwietnia 2024 (niedziela)
Staty: 5km, 2h50, 175m przewyżyszeń
Wiosna tego roku dopisała, więc żal było tego nie wykorzystać do uroczystego zainaugurowania sezonu wycieczek górskich z rodzinką i wdrożenia najmłodszego, 8-miesięcznego Robaczka, w ten cudowny świat pocenia się, sapania i ciężkiego dyszenia. Jak to bywa przy takich dzieciaczkach, trasa musiała być krótka i w miarę bliskiej odległości. Na szczęście było z czego wybierać, bo od stycznia marzyłem o tym momencie i miałem kilka propozycji w zanadrzu.
Kilka dni wcześniej dałem znać o wycieczce Myszy, żeby miała czas się oswoić z tą ideą: polecam tę metodę; zwykle na początku jest opór, ale im bliżej terminu tym lepiej. W końcu, w piękne, niedzielne przedpołudnie wyruszyliśmy w stronę Dobczyc z ogonem w postaci szwagierki i brata, którzy zdecydowali się do nas dołączyć i jechali za nami na motorze.
Trasę zaczynaliśmy z miejscowości Kornatka, z miejsca, w którym kończyła się asfaltowa droga. Po szybkim spsikaniu się środkiem przeciw kleszczom zapakowałem Robalka do nosidła na brzuchu, które postanowiłem zabrać zamiast chusty. Ruszyliśmy w drogę, która według map miała trwać 1h20 - o naiwności!
Mysz dreptała na nogach z tyłu, trzymając mamę i ciocię za ręce. Co jakiś czas zatrzymywała się i pytała, czy daleko jeszcze - wycieczkowy klasyk. Ja starałem się iść bez zatrzymywania, licząc na to, że miarowe bujanie uśpi młodą w nosidle. Nie myliłem się i wkrótce, po odśpiewaniu sobie serii kołysanek, zasnęła.
Żółtym szlakiem weszliśmy na Ostrysz. Podejście nie sprawiło problemów, choć były krótkie momenty zasapania. Ciocia i wujek stawali na wysokości zadania wynajdując różne rzeczy, które mogłyby zainteresować i rozkojarzyć Mysz tak, aby szła i nie marudziła: patyk, błoto, którego było dużo, kałuża, kupa na drodze. Aż do Ostrysza te metody działały, ale na górze trzeba było już wyciągnąć coś słodkiego na zachętę.
Następnie niebieskim szlakiem rozpoczęliśmy krótki marsz do Trupielca, który swoją uroczą nazwę zawdzięcza temu, że przy okazji jakichś dawnych potyczek pełno było na jego zboczu trupów, których szczątki zostały poroznoszone po lesie przez dzikie zwierzęta. Robak spał w najlepsze, Mysz dreptała tym razem ze mną i bratem, więc wszystko szło zgodnie z planem. Przed Trupielcem było miejsce na postój, ale zaplanowałem go dopiero po zdobyciu tego imponującego szczytu.
Może teraz napiszę o wrażeniach wizualnych ze szlaku: otóż było łyso i tak sobie. Na drodze błoto, drzewa jeszcze nie do końca porośnięte liśćmi, ściółka za to była ich pełna, z tym, że odkąd jesienią spadły z gałęzi, zdążyły wyblaknąć i stracić jakiekolwiek urok. I w takim otoczeniu przyrody znaleźliśmy się pod Trupielcem, gdzie pod tabliczką ze szkieletem zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie.
Następnym krokiem był powrót do mijanej wcześniej ławeczki, gdzie zrobiliśmy przerwę. Wyszło idealnie, bo najmłodszy członek wyprawy domagał się już coraz rozpaczliwiej cycusia. Reszta również się posiliła (kanapkami), napoiła (herbatą) i odpoczęła (na ławce).
Do samochodu wróciliśmy szeroką, nieoznakowaną szlakiem drogą. Ostatecznie wycieczka trwała 2h50, czyli mniej więcej te dwa razy dłużej, niż pokazują mapy, a jak kiedyś wspominałem taki przelicznik najlepiej mi się sprawdza przy planowaniu trasy z dziećmi. W każdym razie, byłem zadowolony z jej przebiegu, choć mogła być ostatecznie 30 minut krótsza ze względu na Robaczka. Wszyscy jednak daliśmy radę i obyło się bez płaczów i większego narzekania, także wyszło na plus.
#gory #wycieczka #wedrujzhejto #fotografia #podgorzewisnickie




Zaloguj się aby komentować

Kolejne odwiedziny Gór Bystrzyckich. Tym razem objazdowo -odkrycie ruin zamku Szczerba i Solnej Jamy, wejście na wieżę na Czerńcu i obydwa wierzchołki Jagodnej.
Byłem dwa razy w Górach Bystrzyckich, ale zawsze interesowała mnie tylko Jagodna, czyli najwyższy szczyt tego pasma sudeckiego. Zresztą do...
Siema,
W poniedziałkowym #piechurwedruje
---------
Szczyty: Turbacz, Kiczora (Gorce)
Data: 11 listopada 2021 (czwartek)
Staty: 17km, 6h25, 790m przewyżyszeń
Święto Niepodległości zapowiadało się idealnie pod względem pogody, także oczywiście zacząłem myśleć o wyskoczeniu gdzieś na szlak. Na całe szczęście moja mama ofiarowała swoją pomoc w opiece nad Myszą, dzięki czemu nadarzyła się okazja aby pójść razem z żoną. Dołączyła do nas również koleżanka, z którą poprzedniego miesiąca byłem na Pilsku.
Naszym celem stał się Turbacz, ze względu na przynależność do #koronagorpolski , do której dziewczyny potrzebowały pieczątek. Jako, że jest to jeden ze szczytów, na którym byłem już sporo razy i trochę mi się znudził, poszukałem trasy, którą jeszcze nie wchodziłem. W ten sposób o godzinie 8 znaleźliśmy się na osiedlu Zarębek Niżni w miejscowości Łopuszna, skąd niebieskim szlakiem mieliśmy dojść do schroniska.
Poranek był dość chłodny, więc naszą wycieczkę rozpoczęliśmy w kurtkach i czapkach. Początek trasy prowadził asfaltową drogą, po czym skręcał w las, gdzie nachylenie zwiększało się momentalnie. Trochę zasapani doszliśmy do osiedla Zarębek Wyżni, skąd kontynuowaliśmy marsz. Koleżanka trzymała się z przodu i w pewnym momencie w ogóle znikła nam z oczu, natomiast ja towarzyszyłem żonie, która kondycyjnie była gorzej przygotowana.
Niebieski szlak, którym wchodziliśmy, nie zachwycił mnie za bardzo, ale może była to wina pory roku. Las wyglądał ponuro, liście już dawno opadły i gniły na ściółce, a łyse gałęzie wyglądały smutno. Dodatkowo droga była bardzo błotnista, więc na podeszwie mieliśmy po 2 centymetry dodatkowej, niechcianej warstwy. Z plusów: zrobiło się na prawdę ciepło, więc kurtki i czapki wylądowały w plecakach.
Doszliśmy do Bukowiny Waksmundzkiej, z której nareszcie można było zobaczyć Tatry. Od razu zrobiło się ładniej. Jak to w Gorcach, na trasie było jeszcze kilka innych polan, z których rozpościerał się fajny widok na bliskie i odległe szczyty, dzięki czemu marsz był przyjemny. Minęliśmy krzyż poświęcony partyzantom, pod którym znajdowało się kilka zniczy, a obok na proporcach wisiały biało czerwone flagi. Do schroniska został już tylko kawałek i wkrótce się przy nim znaleźliśmy.
Gdzieniegdzie leżał jeszcze śnieg, który padał niewiadomo kiedy. Błotnistą ścieżką poszliśmy w końcu zdobyć szczyt, przy którym czekała na nas koleżanka. Na Turbaczu zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie pod obeliskiem, po czym usiedliśmy na chwilę na ławeczce rozkoszując się ciepłymi promieniami słońca. Chwilę później poszliśmy do schroniska, w którym dziewczyny przybiły pieczątki do książeczek, a później zrobiliśmy przerwę na bułę i herbatę.
Powrót zaplanowałem czerwonym szlakiem, którym udaliśmy się po uzupełnieniu zapasów energii. Idąc przez Halę Długą przez spory kawał czasu mogliśmy podziwiać Tatry, które jak zawsze kusiły swoją pozorną bliskością. Rozpoczęliśmy ostatni odcinek, który prowadził pod górę, wchodząc na znajdującą się na szlaku Kiczorę. Na drodze w niektórych momentach był zrobiony trakt z drewnianych desek, z których część była już mocno spruchniała. Las był ładny, choć widać w nim było placki uschniętych drzew.
Na Kiczorze znowu zrobiliśmy krótki postój, bo było przyjemnie. Następnie zaczęliśmy schodzić w stronę polany Rąbaniska, skąd mieliśmy odbić na czarny szlak. Droga szła przez inne polany, także ładnych widoków s dalszym ciągu nie brakowało: można było dostrzec m.in. błyszczące słońcem jezioro Czorsztyńskie. Mi natomiast udało się wypatrzeć dzięcioła, co zawsze powoduje u mnie radość.
Czarny szlak prowadził początkowo pięknym lasem, który w promieniach słońca nie był już taki smutny, a opadłe liście tworzyły cudowny pomarańczowy dywan. Po jakimś czasie przestałem jednak na to zwracać uwagę, bo znowu zrobiło się błotniście, ślisko, a kolana zaczęły mi dokuczać. Gdzieś przy polanie Chłapkowej zanurzyliśmy jeszcze z żoną stopy w lodowatym potoku i wkrótce potem dotarliśmy do auta.
Wypad był fajny, ale uważam, że są ciekawsze podejścia na Turbacz. To było po prostu ok. Może inną porą roku spodobałoby mi się bardziej, kto wie - trzeba to będzie przetestować.
#gory #wycieczka #wedrujzhejto #fotografia #gorce





Zaloguj się aby komentować
Dolina pięciu stawów w pięciu wydaniach, 2024 - 2020.
Wszystkie obrazki z końca majówki.
#tatry #gory





Zaloguj się aby komentować
Czy mogę użyć #hejtopiwo w niedzielę?
Sam ale @pol-scot dał mnie na czarną, poza tym wątpię byśmy się chcieli spotkać
Szkocja pozdrawia w niemal całym składzie.
Wołam też @razALgul bo chciał widzieć Daisy szczęśliwą i brudną. Voilà!
A jeszcze trzeba zejść. Piszę to z samej góry bo w dolinie nie ma zasięgu
#manwithmalamute #szkocja #psy #pieskiezycie #gory



@smierdakow w tym rzecz, że zablokował choć kiedyś mu skomentowałem i to nieraz, że fajne miejsca i choć sam nie jestem fanem muzeów i skansenów, to coś od niego zapiszę na liście. No ale to on zablokował - zamiast udzielić odpowiedzi. To on ograniczył sobie widoczność własnych wątków.
Niemniej perypetie z pracy mnie nie kręcą, a to jaki charakter pokazywał w postach to - nie lubię takich ludzi. Ale ja sobie umiem oddzielić politykę od prywatnego życia
@smierdakow z trochę większa powagą - kontent (częściowo) ma fajny, ciekawe miejsca i chętnie bym piorunował. Zresztą zastanawiam się nad wrzuceniem polityki na czarną, czasu mało, a jest dużo innego kontentu do przeglądania. Choćby... Przeglądam sobie tag Szkocja to czasami coś widzę. Ale specjalnie na profil nie wchodzę. Bo można zobaczyć, nie można reagować.
Cóż, to on mógłby ignorować dyskusje w polityce. Nawet jakbym coś napisał to nie musi odpowiadać. Nie mój problem
Jak już sam kogoś wrzucam to gdy się przekonam, że jest durny, zawsze. o tym informuje by delikwent wiedział.
Zaloguj się aby komentować
359 755,6 - 12,0 - 8,7 = 359 734,9
#szyndzielnia żółtym szlakiem a potem na dół kolejką. #gory
#ksiezycowyspacer
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastats.pl/ksiezycowyspacer/


Zaloguj się aby komentować

W Tokio spędziłam trzy dni. Był początek września, ale parny upał panował nadal i miał panować jeszcze do października. To miasto nie ma szczęśliwej lokalizacji. Znajduje się w szerokim obniżeniu otoczonym od północy, zachodu i południowego zachodu górami, od wschodu zaś jest ciepły ocean, do...

Krótka i łatwa widokowa trasa na malowniczą Halę Jaworową pod Kotarzem. Czerwony szlak z Przełęczy Salmopol, zwanej też Biały Krzyż, prowadzi wygodną leśną ścieżką, praktycznie bez większych przewyższeń i stromych podejść. [...]
Przez przełęcz przechodzą dwa szlaki turystyczne: żółty ze Szczyrku do...
Zaloguj się aby komentować
50 km pękło, ale spuchlem kiedy Naviki stwierdziło, że najlepsza trasa rekreacyjna na Tresną wiedzie przez Kozubnik 😅 Więcej pchałem niż jechałem.
#rower #gory #ebike



Zaloguj się aby komentować
Siema,
Zapraszam na #piechurwedruje
---------
Szczyt: Mogielica (Beskid Wyspowy)
Data: 6/7 lutego 2023 (poniedziałek/wtorek)
Staty: 12.5km, 6h45, 600m przewyżyszeń
Czasem człowieka najdzie uporczywa myśl, która mimo starań nie chce odpuścić. Na początku lutego tą myślą była dla mnie nocna eskapada na Mogielicę. Według prognoz temperatura w tamtym czasie miała wynosić poniżej -10°C, śniegu również miało być sporo, zachmurzenie małe, także warunki wydawały się idealne. Szybki telefon do taty i już miałem ochotnika na wspólne wyjście.
Na parking w Gryblówce dojechaliśmy o 20. Okolicę pokrywała gruba warstwa śniegu, także nasze twarze od razu rozpromieniły się w uśmiechu. Wysiedliśmy z ciepłego samochodu i momentalnie zaatakował nas mróz. Szybko zaczęliśmy pakowanie, ubieranie stuptutów i mocowanie do plecaków rakiet śnieżnych, które tata tego samego dnia wypożyczył. Wszystko to trwało ledwie 10 minut, ale wystarczyło, żeby zimno stało się nieznośnie dotkliwe: dłonie zaczęły grabieć i szczypać, chłód ogarniał całe ciało. Nie było na co czekać - ruszyliśmy w drogę.
Udaliśmy się niebieskim szlakiem, który prowadził stromym zboczem, na którym stało kilka domów. Ten krótki, ale męczący odcinek, zapowiadał jak miała wyglądać reszta drogi: śniegu było po kolana, szło się ciężko, ale dzięki temu krew zaczęła sprawniej krążyć po organiźmie i niebawem znów poczułem w dłoniach ciepło.
Weszliśmy w końcu w las, w którym warunki nie były lepsze. Za to widoki... Księżyc świecił intensywnie rozświetlając drobinki lodu pokrywające grubą warstwę śniegu, sprawiając, że skrzył się on jak gdyby na jego powierzchni rozsypane były niezliczone ilości małych brylancików. Niesamowity widok.
Doszliśmy do polanki, z której końca mogliśmy podziwiać dalej ten wspaniały zimowy pejzaż. Następnie ruszyliśmy dalej, powoli przedzierając się przez zaspy. Nachylenie nie było wielkie, jednak warunki na trasie bardzo nas spowalniały. W końcu, po sporym kawałku, stwierdziliśmy, że warto założyć rakiety. Ciężko opisać jak zwiększył się komfort chodzenia, gdy to zrobiliśmy: nie zapadaliśmy się już tak bardzo, a dzięki szerokiej podstawie kwestia wyciągania nóg ze śniegu odeszła w zapomnienie. Mam nadzieję, że uda mi się wrzucić film w komentarzu, który to pokaże.
Dzięki rakietom nasze tempo nieznacznie wzrosło i w końcu doszliśmy do przełęczy pod Małym Krzystonowem. Od tamtego miejsca druga była już ubita pod trasy narciarskie. Spróbowałem zdjąć rakiety, ale buty przebijały wierzchnią warstwę lodu i zapadały w znajdujący się pod spodem śnieg, co utrudniało chodzenie. Założyłem je więc ponownie i ruszyliśmy dalej.
Księżyc cały czas lśnił na niebie, a wokół niego lśniły gwiazdy, widoczne na ciemnym niebie jak na dłoni. Przeszliśmy przez małą polanę, która migotała wesoło kryształkami lodu. Tuż za nią teren zaczął wznosić się bardziej pod górę, ale nie odczuliśmy tego znacząco dzięki temu, że droga była twarda. Niebawem weszliśmy na Polanę Stumorgową, na końcu której widać było nasz cel: przykryty chmurą szczyt Mogielicy. Klimat był nierealny.
Przed końcowym podejściem znajdowała się wiata z ławą, więc postanowiliśmy zatrzymać się przy niej na chwilę w drodze powrotnej. Zaczęliśmy wspinaczkę, która była bardzo męcząca: było stromo, a śniegu znowu było po kolana. Udało się nam jednak dotrzeć pod wieżę, która w tamtych warunkach wyglądała jak wyjęta z jakiejś powieści fantastycznej. Ostrożnie weszliśmy na górę po jej oblodzonych stopniach. Oczywiście nie liczyliśmy na żadne widoki, jednak sama wieża, obrośnięta lodem, kusiła swoim wyglądem, przynoszącym skojarzenia z kopalnią soli.
Po zejściu postanowiłem spróbować przybić pieczątkę do #diadempolskichgor , a że mróz był bezlitosny, umówiliśmy się z tatą, że zejdzie już do wiaty i odpali kuchenkę, aby przygotować kawę. Z przybijania pieczątki nic nie wyszło: co prawda tusz był, jednak gąbka zamarzła, więc stempel nie został odpowiednio odsądzony i zamiast ładnego rysunku wyszła ogromna plama. Straciłem na tej zabawie zbyt dużo czasu i powoli przestałem czuć palce, więc zabrałem bety i zszedłem do umówionego miejsca. Taty jednak tam nie było.
Od razu domyśliłem się, co się stało - schodząc tata nie odbił w prawo na niebieski szlak, tylko poszedł na wprost żółto-zielonym. Ręce drżały mi już z zimna i ledwo udało mi się wykręcić do niego numer. Na szczęście odebrał i potwierdził, że źle idzie i musi zwrócić. Wyciągnąłem z plecaka koc termiczny, owinąłem się nim jak się dało i czekałem. Było wręcz okrutnie, a ja miałem na sobie bieliznę termoaktywną, podkoszulek, cienki sweter i cienką kurtkę - odpowiedni ubiór do wędrówki, beznadziejny przy długich postojach.
Tata w końcu dotarł, ale zrezygnowaliśmy z robienia kawy, zamiast której rozgrzaliśmy się herbatą z termosa, po czym udaliśmy się w drogę powrotną. Część trasy mieliśmy schodzić czerwoną ścieżką dydaktyczną, która odbijała od żółtego szlaku z polany Stumorgowej. Żadnej ścieżki jednak nie było, bo wszystko przysypane było grubą warstwą śniegu. Kolejny raz dziękowaliśmy za cud w postaci rakiet śnieżnych; nie wiem, jak poradzilibyśmy sobie bez nich.
Schodzenie było już samą przyjemnością. Las wyglądał obłędnie, co chwila widzieliśmy bałwanki stworzone z obsypanych białym puchem niskich drzewek, gałęzie wysokich uginały się natomiast tworząc jak gdyby bramy. W pewnym momencie zeszliśmy ze znakowanej ścieżki i skręciliśmy w jedną z oznaczonych na mapach dróżek. Chyba byliśmy pierwszymi osobami, które szły nią od długiego czasu, bo nie było na niej widać żadnych śladów. Rakiety sprawowały się perfekcyjnie, ułatwiając marsz i dając sporo radości.
Wkrótce doszliśmy do utwardzonej już drogi biegnącej wzdłuż Mogielicznego Potoku, którą też trafiliśmy na parking, gdzie czekał na nas oblodzony, gotowy do skrobania samochód. I teraz podsumowanie: według map ta trasa miała nam zająć 3h50, co w latem zajęłoby pewnie 3h. W ciężkich zimowych warunkach trwała jednak 6h45 i to z odpowiednim sprzętem (kijki, rakiety). Wybierając się w góry zimą trzeba mieć zawsze na uwadze, że planowana droga zajmie dłużej, niż może być to pokazywane na mapach turystycznych. Dobrze dobrany sprzęt oraz kondycja to podstawa, żeby taka wycieczka zakończyła się sukcesem.
#gory #podroze #wedrujzhejto #wycieczka #zima #fotografia #beskidwyspowy #noc





Zaloguj się aby komentować