Teraz wszystko jasne.
#drogadokokpitu #lotnictwo #samoloty


Teraz wszystko jasne.
#drogadokokpitu #lotnictwo #samoloty


Zaloguj się aby komentować
Po prawie dokladnie 8 latach od rozpoczęcia nauki latania zostałem pilotem zawodowym : O
Polecieliśmy do Katowic, ale warunki tam panowały nieciekawe, choć po drodze nie było tak źle. Zmieniliśmy lotnisko docelowe na Kraków. Wpasowaliśmy się pomiędzy Lufthansę i Scandinaviana. Stamtąd ponownie Piotrków i chwila na ziemi. Następnie wystartowaliśmy do Łodzi, gdzie zrobiliśmy 2 podejścia, tj. ILS oraz RNP. W międzyczasie wykorzystaliśmy dziurę w chmurach żeby wznieść się na 6000 stop, czyli około 2 kilometry. Tam poćwiczyliśmy różne nieciekawe sytuacje i następną dziurą przebiliśmy się do lotniska w Łodzi. Fajnie, że te dziury występowały w drugiej części dnia. Nie mogliśmy za bardzo wlatywać w chmury na tych wysokościach, ponieważ mogły tam panować warunki oblodzeniowe. 0 stopni Celsjusza występowało na około 3-4 000 stóp. Więcej opowiem wkrótce, niemniej pełny sukces - zdany egzamin na pilota zawodowego oraz do latania na instrumentach. Teraz pora na dalsze kroki w drodze do kokpitu samolotu pasażerskiego. Po raz pierwszy jednak mogę o sobie mówić, że jestem pilotem zawodowym ;).
Fotka umiarkowanie powiązana. Zdjęcie sprzed roku, czy dwóch. Ale z monke.
#drogadokokpitu #samoloty #lotnictwo


Zaloguj się aby komentować
Kończymy przegląd i lecimy egzamin na pilota zawodowego i do uprawnień na instrumenty. Dwa loty, trzy miasta. Trzymajcie kciuki.
#drogadokokpitu #samoloty #lotnictwo


Zaloguj się aby komentować
4:00 a ja już ubrany. Komu kawy? To będzie dobry dzień.
#drogadokokpitu #lotnictwo #samoloty


Zaloguj się aby komentować
W pierwszym wpisie serii o ekstremalnych warunkach panujących za oknem samolotu pisałem o ciśnieniu i związanym z nim pięknym, 100 000 razy dziennie powtarzanym „kłamstwie” kapitanów odnośnie do wysokości, na której samolot leci (sic!). Dzisiaj przyjrzymy się zjawisku temperatury powietrza. Ustalimy jak zimno może być na wysokości przelotowej, dlaczego w zasadzie im wyżej tym zimniej, skoro to Słońce nas ogrzewa oraz przyjrzymy się powodom, dla których samoloty uwielbiają zimno i dlaczego tak trudno jest zmierzyć temperaturę zewnętrzną. Wyjmiemy termometr spod pachy, umieścimy go za oknem samolotu i wspólnie się zaskoczymy nieraz. Zapraszam!
Na #drogadokokpitu opowiadam o swojej (nadal trwającej) historii zostawania pilotem samolotu pasażerskiego. Znajdziecie tutaj mieszankę typowego bloga, #ciekawostki o #lotnictwo i #samoloty oraz praktycznych informacji dla osób, które również chciałyby podjąć takie wyzwanie, np. ile to wszystko mnie kosztuje, a także ile trwa.
Tu się nie da żyć
Część 2. - czas potrzebny na przeczytanie: ~12 minut
Zero absolutnie ważne
Znajomość obecnej, przyszłej i często przeszłej (sic!) wartości temperatury jest kluczowa dla każdej osoby zaangażowanej w transport lotniczy. Począwszy od specjalisty obsługi naziemnej, pilota, członka personelu pokładowego, mechanika, przez kontrolera ruchu lotniczego, informatora służby informacji powietrznej, ratownika SAR, po pasażera – nie sposób wskazać na kogo ten parametr nie oddziałuje. Temperatura to nie tylko ryzyko oblodzenia, czy czynnik rzutujący na grubość kurtki zabranej w podróż, bądź do pracy. To chociażby krytycznie ważna zmienna warunkująca to, czy samolot w ogóle zdąży się rozpędzić i oderwać od drogi startowej, wznosić na tyle wartko aby przewyższyć wszelkie potencjalne przeszkody, albo nie zderzyć się z takowymi podczas schodzenia do lądowania. To od temperatury zależy prędkość dźwięku, parametry spalania mieszanki paliwowo-powietrznej, czy widzialność, albo też maksymalna wysokość występowania takich zjawisk atmosferycznych jak burze.
Drop it like it’s hot
Moje wpisy nie mają charakteru wyczerpujących temat. Mogą co najwyżej wyczerpać czytelnika. Nie poczuwam się do opisania wszystkiego tego, co pilot winien wiedzieć, albowiem nie wystarczyłoby mi do tego wiedzy, miejsca oraz czasu. Pozwolę sobie pominąć kwestie wysoce zaawansowane, o których – w miarę moich możliwości – możemy na życzenie pogadać w komentarzach oraz te najbardziej banalne i oczywiste.
Tytuł tego akapitu dość dobrze opisuje ogólną zasadę obowiązującą w lotnictwie – samolot lubi się z niską temperaturą. Im zimniej, tym lepsze są parametry wszelkiej maści silników oraz właściwości lotne płatowca. Wynika to z faktu, że niska temperatura koresponduje z większą gęstością powietrza, a zatem – z jednej strony obficiej go w komorze spalania, więc pozwala to na zwiększenie mocy jak przy działaniu naturalnej turbosprężarki, a z drugiej gęstsze powietrze generuje większą siłę nośną. Siarczysty mróz skraca więc rozbieg samolotu oraz ułatwia mu wznoszenie. Zjawisko to nie jest teoretyczne. W strefach tropikalnych i subtropikalnych wytycza się dłuższe drogi startowe, a trasy odlotowe z lotniska należy projektować z większą rozwagą. Sam niejednokrotnie poczułem praktyczny wpływ niskiej temperatury na to jak latają lekkie samoloty. Taki Tecnam P2006 całkiem sprawnie wznosi zimą w trakcie ćwiczenia lotu na jednym silniku, a latem trudno mu utrzymać wysokość. Z kolei niektóre szkoły lotnicze zawieszają operacje w czasie największych fal upału i bynajmniej chodzi tu o komfort w kabinie.
Druga strona medalu to przede wszystkim ryzyko związane z oblodzeniem silnika i płatowca. Nie ma przy tym liniowej zależności temperatury do poziomu zagrożenia. To ma miejsce przeważnie przy wartościach od +10 stopni Celsjusza do -40 stopni Celsjusza. Powyżej tej wartości nie powinno dochodzić do oblodzenia wlotów silnika, płatowca oraz gaźnika w przypadku samolotów o napędzie tłokowym, albowiem nawet w chmurze odpowiednio kontakt zimnej powierzchni z wilgocią (jeżeli chodzi o wlot i płatowiec) oraz dalsze zmniejszenie wysokości temperatury w wyniku dyfuzji, do której dochodzi w gaźniku, nie powinny stwarzać ryzyka. Przy takich wartościach jak -40 stopni Celsjusza powietrze jest już na tyle suche, że lód nigdzie nie powinien się gromadzić. Nawet chmury o takiej temperaturze składają się jedynie z kryształków lodu, które nie mają tendencji do osadzania się gdziekolwiek.
Przy znacznych mrozach stwarza się jednak problem z wysokością. W chłodnym powietrzu wysokościomierze barometryczne zawyżają wskazania – znowuż w wyniku wahań gęstości ośrodka. Istnieje nawet pewna mnemotechnika dla pilotów – if it’s cold, don’t be bold (jeśli jest zimno to pilnuj się synek). Procedury dla niektórych lotnisk posiadają oznaczenie temperatury granicznej, poniżej której należy zastosować określone poprawki wysokości.
Poza tym, więcej powietrza w komorze spalania – o czym dwa akapity wyżej – stwarza konieczność zwiększenia ilości spalanego paliwa w czasie celem zachowania odpowiedniej proporcji mieszkanki. Samoloty o napędzie turbośmigłowym oraz turboodrzutowym potrzebują bardzo dokładnych pomiarów do precyzyjnego sterowania pracą silników, które odbywa się za pośrednictwem automatycznych systemów FADEC – Full Authority Digital Engine Control.
Czasem istotna jest nie tylko wartość bezwzględna, ale relacja dwóch temperatur – tej zewnętrznej oraz aktualnej temperatury punktu rosy – wartości, przy której w danych warunkach dojdzie do kondensacji pary wodnej zawartej w powietrzu. Zasada jest prosta – im bliżej one się znajdują, tym mniej przejrzyście za oknem. Ich zrównanie oznacza wystąpienie mgły (przy gruncie) lub chmury (powyżej ziemi). Temperatura zewnętrzna nigdy jednak nie będzie niższa od temperatury punktu rosy. Nie ma jednak oczywiście przeszkód, by obie były ujemne. Ten temat jest silnie związany z oblodzeniem.
Zaznaczę tylko z kronikarskiego obowiązku, że temperatura jest jedynym parametrem, od którego zależy lokalna prędkość dźwięku. Im zimniej, tym dźwięk podróżuje wolniej. Fizyka fali uderzeniowej, krytyczna liczba Macha, przepływ nadkrytyczny i inne takie to tematy, do których obiecałem sobie wrócić jedynie wówczas, gdy zmusi mnie do tego konieczność uosobiona w potencjalnym przyszłym pracodawcy.
Zadajmy sobie jednak pytanie – skąd wiemy jaka temperatura panuje na lotnisku lub na zewnątrz lecącego samolotu? „Termometr, @PositiveRate, think!” to nie jest wystarczająca odpowiedź. Powodzenia przy posługiwaniu się termometrem umieszczonym na rozgrzanym nosie samolotu, który właśnie wleciał z prędkością 800 km/h w chmurę kryształków lodu.
Nie znasz – oceniaj
Wiemy już czym jest ISA (International Standard Atmosphere) oraz jak burzliwa była historia jej ustanawiania. Standard ten określa omówione już założenia odnośnie do ciśnienia, ale dotyczy także m.in. pionowego rozkładu temperatury w atmosferze. Przyjęto na potrzeby standaryzacji, że na poziomie morza panuje temperatura +15 stopni Celsjusza, a spada ona w troposferze o 0,65 stopnia Celsjusza na każde 100 metrów wysokości. W ten sposób 0 stopni Celsjusza można by było odczytać stojąc na szczycie Świnicy – góry wyrosłej na 2302 metry ponad poziom morza. Tymczasem, kiedy publikuję niniejszy tekst, tj. 21 lutego 2026 roku – o ile wierzyć pani pogodynce – za oknem mam 1 stopień Celsjusza powyżej zera. Zapewniam jednak wszelkich czytelników, że nie atakuję właśnie żadnego tatrzańskiego szczytu. Nie jestem też pewien, czy woda umieszczona w garnku wyniesionym na 200 metrów ponad moją głowę zamarzłaby. ISA przydaje się jednak w wielu sytuacjach, w których dokonywanie pewnych przybliżeń nie sprowadzi kłopotów, a pozwoli na szybkie oszacowanie sytuacji.
Chłodna kalkulacja
Jak widać – znajomość obecnej temperatury jest bardzo ważna. Źródłem wiedzy o niej może być szereg depesz meteorologicznych będących owocem pracy służb meteorologicznych w postaci przede wszystkim IMGW oraz kilku podmiotów pracujących lokalnie, na pojedynczych lotniskach. Polecam pobawić się trochę stroną https://awiacja.imgw.pl/ lub zadzwonić sobie do lokalnego portu lotniczego, gdzie można odsłuchać automatycznej informacji pogodowej (nie trzeba nic gadać i znać się na tym wszystkim – informacja o temperaturze jest poprzedzona słowem „temperature”, a o punkcie rosy „dew point”. Poniżej numery telefonów:
Bydgoszcz: +48-52-324-7137
Gdańsk: +48-58-340-7457
Kraków: +48 12 639 7557
Katowice: +48-32-392-7857
Łódź: +48-22-574-7257
Modlin: +48-22-574-5557
Poznań: +48-61-896-7357
Rzeszów: +48-22-574-7657
Szczecin: +48-91-496-7957
Warszawa: +48-22-574-5957
Wrocław: +48-71-323-4857
Na każdym z portów lotniczych znajduje się ogródek meteorologiczny, którego nieodzowną częścią jest budka umieszczona na standardowej międzynarodowo wysokości 2 metrów nad poziomem gruntu. W niej znajdują się m.in. dwa termometry, zwykły i „mokry”. Pierwszy mierzy temperaturę powietrza jako OAT – Outside Air Temperature, a długi służy określeniu wartości punktu rosy. Pomiary są dostarczane w kilka miejsc, z których jednym jest biuro służby meteorologicznej.
Aby poznać wartości na innych wysokościach można posłużyć się satelitą meteorologicznym, który wykorzystuje mikrofale oraz pomiary podczerwieni, bądź radiosondą, czyli urządzeniem przytwierdzonym do balonu meteorologicznego, która to sonda ma dość zwykłe termometry. Balony te wypuszcza się w Polsce dwa razy na dobę, tj. o północy i w południe. Mamy cztery stałe bazy, na obszarze których się to odbywa – Legionowo (koło Warszawy), Łeba, Tarnów oraz Wrocław. Oprócz tego pasjonaci i naukowcy puszczają inne balony, niemniej to już niekoniecznie na potrzeby bieżącej informacji meteorologicznej.
Samoloty zaś posiadają pokładowe termometry. Najbardziej prymitywne – rtęciowe są już niespotykane. Lekkie samoloty wyposaża się w urządzenia oparte o zjawisko skracania się i wydłużania metalowej spirali albo termometry elektroniczne, dość podobne do samochodowych.
Załogi dużych, czyli przede wszystkim szybkich, samolotów niestety nie mogą czerpać wiedzy zebranej w ten sposób. Wcześniej skierowałem życzenia „powodzenia” w stosunku do każdego, kto chciałby oprzeć się o wskazania zwykłego termometru przyczepionego do takowej maszyny. Stosuje się tam rurki, do których powietrze wpada, a jego część zakręca o 90 stopni i trafia na odpowiedni czujnik.
Najbardziej oczywistym problemem jest działanie światła słonecznego, które padając bezpośrednio na termometr, powodowałoby błędy w odczycie. Stąd, termometr musi być odpowiednio osłonięty. To jest przyczyna umieszczenia całości w rurce, która – z dalej przytoczonych powodów – ma zakręt, a całość przypomina wewnątrz literę „T”. Ponadto, prędkość samolotu względem powietrza powoduje, że to trafiające do rurki najpierw znacznie przyspiesza, a potem zwalnia w trakcie zakrętu, by znowu przyspieszyć na wylocie. Konsekwencją takiego przepływu są znaczne wahania energii gazu i przez to jego temperatury. Powietrze to może prowadzić do oblodzenia układu, więc należy podgrzewać wlot. Tego efekt musi zostać znowu ujęty w ostatecznym odczycie. Powodem rozgałęzienia do kształtu litery „T” jest konieczność odseparowania kropel wody oraz drobin lodu. Cząsteczki te posiadają bezwładność, zatem nie dają się zakręcić i, a to właśnie za zakrętem montuje się czujnik, z którym wilgoć nie ma kontaktu. Sam pędzący samolot nagrzewa się, a ciepło roznosi się także na przymocowane do niego elementy i rzeczona rurka nie jest wyjątkiem. Trzeba zatem zastosować specjalną izolację samego czujnika od rurki. Efektem działania tak skonstruowanego urządzenia jest TAT – True Air Temperature. Jego wartość jest wyświetlana w kokpicie samolotu, a ponadto trafia do ADC – Air Data Computer, gdzie jest jeszcze przeliczana m.in. na SAT – Static Air Temperature oraz wykorzystywana na potrzeby działania szeregu urządzeń. Od FMS – Flight Management System, przez wspomniany wcześniej FADEC, systemy klimatyzacji PACK – Pneumatic Air Cycle Kit or Pressure & Air Conditioning Kit I wiele innych.
TAT posiada wartość co najmniej SAT, ale w czasie lotu taka temperatura może być wyższa o 20-30 stopni od temperatury zewnętrznej. Po co w ogóle stosuje się dwie wartości? TAT jest bardzo przydatny do obliczeń osiągowych, a w szczególności do kalkulacji prędkości TAS – True Air Speed, czyli prędkości rzeczywistej względem powietrza, która uwzględnia błąd ściśliwości powietrza przy znacznych prędkościach. SAT mówi nam m.in. o lokalnej prędkości dźwięku – bo przypominam, że tylko od temperatury jest ona zależna.
Pamiętacie OAT omawiany jako wynik pracy ogródka meteorologicznego w porcie lotniczym? Możemy przyjąć, że SAT to taki OAT w locie.
No to jak zimno jest na wysokości przelotowej?
Mając już tę całą wiedzę będzie nam dużo prościej odpowiedzieć na tytułowe pytanie. Ale musimy jeszcze jedną rzecz wiedzieć – temperatura jest zasadniczo najwyższa przy ziemi, potem spada do osiągnięcia tzw. tropopauzy, która wieńczy troposferę. Od tej wysokości temperatura osiąga stałą wartość na kolejne 1-3 kilometry wysokości. Rzeczone wyhamowanie spadku temperatury powoduje zatrzymanie wszelkich zjawisk konwekcyjnych, takich jak chmury, czy burze, które nie są w stanie rosnąć już wyżej. Powyżej tropopauzy temperatura nieznacznie… rośnie. Dzieje się to w stratosferze, w której dolnych częściach napotykamy jeszcze samoloty. Z dalszym wzrostem wysokości temperatura jeszcze się waha, czasem bardzo istotnie. Termosfera nieprzypadkowo otrzymała taką nazwę, albowiem setki kilometrów nad nami powietrze – choć ekstremalnie rzadkie – ma temperaturę około 1500 stopni Celsjusza. To już dalece wykracza poza zakres niniejszego wpisu.
Dlaczego jednak w troposferze, w której spędzamy większość naszego życia, temperatura w zasadzie spada z wysokością, skoro to Słońce jest źródłem większości ciepła na Ziemi? Otóż troposfera nagrzewa się dość nieintuicyjnie. Promienie słoneczne przedzierające się przez tę warstwę atmosfery nieznacznie ją podgrzewają, a następnie trafiają na powierzchnię Ziemi. Ta absorbuje energię i oddaje ją jak nagrzany w słońcu kamień – im bliżej niej tym silniej. Im dalej tym powietrze powinno być zimniejsze, natomiast są od tego wyjątki – inwersje, będące przyczyną np. porannych mgieł, które nie mogą się unieść, bo powietrze nad nimi jest cieplejsze. Często można wydedukować pojawienie się inwersji w słoneczne, zimowe dni, kiedy to dym z kominów rozlewa się poziomo. Te wahania są istotne dla pilotów, albowiem wraz z inwersjami występują turbulencje. Spadek temperatury z wysokością może być też szybszy, albo wolniejszy i z tym wiążą się pojęcia gradientów suchoadiabatycznych i wilgotnoadiabatycznych, o których kiedyś na pewno opowiem, ponieważ są bardzo ważne dla fizyki chmur.
Wiedząc to wszystko, odpowiadam na pytanie na dwójnasób.
Bazując na ISA - -56,5 stopnia Celsjusza. Jest to wartość przyjęta tam na sztywno i bywa ona przyczyną błędnych odpowiedzi na pytania egzaminacyjne do licencji pilota samolotowego liniowego ATPL – Air Traffic Pilot Licence, które na szczęście mam za sobą. Otóż czasem każą oni dokonać obliczeń jakiegoś parametru na danej wysokości i łatwo jest zapomnieć, że spadek o ustalone 0,65 stopnia Celsjusza kończy się na tej wartości.
Jeżeli chodzi o doświadczenia empiryczne – na wysokości przelotowej raczej nie można spodziewać się wartości dodatnich, a okolic od około -30 stopni Celsjusza do nawet -85 stopni Celsjusza. Ale jak widzicie – bez względu na ostateczny wynik – proces i metoda otrzymania takiego pomiaru wymaga solidnej dawki inżynierii.
Załączniki:
schemat termometru dużego samolotu;
pionowy rozkład temperatury wraz z wzrostem wysokości;
termometr dużego samolotu;
wyświetlacz z Airbusa pokazujący temperatury TAT, SAT, ISA;
termometr z lekkiego samolotu.
Źródła:
Załącznik 3 do Konwencji Chicagowskiej z 1944 r. - Służba meteorologiczna dla międzynarodowej żeglugi powietrznej;
Padpilot Ltd. Meteorology. 2nd ed., Version 1.18. Gloucester, UK: Padpilot Ltd., December 2022. ISBN 978-1-909600- 68-3;
Padpilot Ltd. Basic Instruments. 2nd ed., Version 1.10. Gloucester, UK: Padpilot Ltd., October 2022. ISBN 978-1- 909600-70-6.






Tak się zastanawiałem, co można dodać. I nie było łatwo
Większe samoloty mają systemy anti-icing oraz de-icing, które pozwalają latać w warunkach oblodzenie. Choć warto pamiętać, że w takich warunkach, nawet mając taki samolot pilot stara sie jak najszybciej uciekać do strefy lepszej pogody. W mniejszych samolotach, bez tych systemów, warunki oblodzenia to śmiertelne niebezpieczeństwo. (Zaburzony przepływ powietrza wokół skrzydeł i statecznika poziomego, czyli problemy z wytwarzaniem sił oraz zwiększona masa samolotu przez ciężar lodu).
W stanie Alaska w USA, nadzór dopuszcza zwiększenie maksymalnej masy samolotu do 115% (max o ok. 5500kg). Jest to związane właśnie z bardzo niskim temperaturami i tym, o czym pisał autor.
Zaloguj się aby komentować
- nie poleciałem w niedzielę egzaminów z uwagi na pogodę i była to moja 9. nieudana próba,
+ dostałem nowy termin w dniu 24.02,
- prognoza jest, jaka jest,
+ dowiedziałem się, że jednak mogę zacząć bez odbycia w/w egzaminów szkolenie MCC/JOC (współpraca w załodze wieloosobowej/latanie na samolotach odrzutowych), które będzie moim ostatnim szkoleniemm przed rekrutacją, więc nie stracę 2 miesięcy czekania,
- dowiedziałem się, że nie zapłaciłem za MCC/JOC jeszcze i muszę dopłacić 13 300 zł do 21.02, którego to wydatku nie przewidywałem,
+ monke
#drogadokokpitu #samoloty #lotnictwo

Zaloguj się aby komentować
Jak widać, nadal nie zdałem mojego egzaminu na pilota zawodowego i na latanie na instrumentach. 15 lutego kolejna próba. Ostatnio pytałem Was z wyprzedzeniem „czy będzie pogoda”. Dostałem dużo feedbacku, że pogoda jest zawsze. To inaczej zadam pytanie. Niemniej, dzięki za miłe wyniki ankiety, ale niestety większość pozostawała w błędzie :<
Będą w Piotrkowie spełnione minima pogodowe (widzialność, pułap chmur, odległość od chmur) umożliwiające bezpieczne wykonywanie lotów z widocznością (VMC) oraz nie wystąpią
warunki sprzyjające oblodzeniu płatowca, dzięki czemu będę mógł wystartować stamtąd i tam wylądować?
#drogadokokpitu #lotnictwo #samoloty

Zaloguj się aby komentować
Nie pytacie co u mnie. No u mnie klasyka.
-Bogdanoff? He booked.
-What is cloud base
- 1000 m
- Dump it.
#drogadokokpitu #samoloty #lotnictwo


Zaloguj się aby komentować
Don’t do that. Don’t give me hope.
Wygląda jakby w nocy z czwartku na piątek miał przejść ten niż nad Łodzią. Oby chłop (front) się doczołgał najpóźniej do tej 2-3 rano w piątek, bo wtedy pogoda będzie się tylko poprawiać.
Jak się nie uda to powoli zacznie być gorąco, bo muszę poleciec egzamin do 24 lutego. Jesli to się nie uda to dojdzie mi jakieś 3000 zł nieplanowanego wydatku na przedłużenie uprawnienia na wielosilniki (ME) oraz nie będę mógł wziąć udziału w ostatnim szkoleniu przed rekrutacja do linii, które planowane jest na koniec lutego.
#drogadokokpitu #samoloty #lotnictwo


Zaloguj się aby komentować
Mam mieć egzamin praktyczny na zawodowego pilota 6 lutego. Ale wiadomo jak to jest z pogodą. Ostatnio już przejawiałem ból d⁎⁎y z tym związany. Jak myślicie, polecę?
#drogadokokpitu #lotnictwo #samoloty

@PositiveRate wiem o co chodzi ale de facto pytania mają błąd w swojej konstrukcji. Pogoda jest zawsze więc powinieneś pytać o to czy będzie dla Ciebie dobra lub zła.
Generalnie trzymam kciuki. Tego samego dnia mam dosyć ważne spotkanie z klientem, które może mocno wpłynąć na najbliższe kilkanaście miesięcy.
Zaloguj się aby komentować
Hej Tomki i Kasie, oto 10 #ciekawostki o lotnictwie
Cz. 5
Na #drogadokokpitu opowiadam o swojej (nadal trwającej) historii zostawania pilotem samolotu pasażerskiego. Znajdziecie tutaj mieszankę typowego bloga, ciekawostek o #lotnictwo i #samoloty oraz praktycznych informacji dla osób, które również chciałyby podjąć takie wyzwanie, np. ile to wszystko mnie kosztuje, a także ile trwa.
Jesteśmy w środku zimy, więc opowiem trochę o walce z lodem w lotnictwie.
Lód, szron, śnieg i szadź usuwa się specjalnymi płynami na bazie glikolu. Obecność tych płynów zabezpiecza też poszczególne powierzchnie przed lodzeniem na pewien czas, w trakcie którego samolot powinien wystartować. Okres aktywności tych płynów wynosi od... zera do kilkudziesięciu minut i nazywa się on holdover time. W trakcie działania płynów mówi się, że samolot jest "gorący", co jest kalką z angielskiego HOT, będącego właśnie skrótem od holdover time. Jak wspomniałem - dla poszczególnych warunków, płynów i samolotów, samolot może wcale nie być "gorący" pomimo aplikacji środków, co uniemożliwi odlot. Będzie tak w szczególności w trakcie opadu marznącego deszczu.
Mniejsze samoloty, tj. lekkie o napędzie tłokowym, przeważnie nie mają żadnej instalacji przeciwoblodzeniowej w rozumieniu takiej, która miałaby rozmrażać lub przeciwdziałać oblodzeniu powierzchni nośnych.
Lekkie samoloty wyposaża się jednak w grzałkę rurki Pitota, czyli urzadzenia mierzącego prędkość i wysokość statku powietrznego. Taka rurka widoczna jest na pierwszym zdjęciu, które wrzucam. Wykonałem je we wtorek.
Jeżeli samolot posiada gaźnik, wówczas także można włączyć jego ogrzewanie, gdyż z uwagi na spadek ciśnienia powietrza przez niego przepływającego, jest ono także ochładzane - czasem znacznie. Z tego względu, istnieje ryzyko oblodzenia gaźnika nawet jeśli temperatura zewnętrzna wynosi 10 stopni celsjusza, a obroty silnika są dostatecznie niskie. Gaźnik nie jest ogrzewany przez cały czas z dwóch podstawowych powodów. Podgrzew zmniejsza moc silnika, co pogarsza ekonomikę jego pracy i może być niebezpieczne przy starcie lub podczas przerwanego podejścia.
Oblodzenie powierzchni nośnych jest groźne przede wszystkim dlatego, że nawet cienka wartwa lodu lub szronu zwiększa masę statku powietrznego, czego nie uwzględnia się podczas kalkulacji osiągów do startu i lądowania. Ponadto, dodatkowe obciążenie może być rozłożone nierównomiernie i rzutować na wyważenie. Kolejna sprawa to znaczny wpływ oblodzenia na charakterystykę siły nośnej, prędkość przeciągnięcia i opór stawiany przez płatowiec.
Oblodzenie powierzchni nośnych w locie można zmniejszać lub mu zapobiegać na kilka sposobów. Niektóre samoloty - przede wszystkim średnie i ciężkie - posiadają ogrzewanie krawędzi natarcia skrzydeł i ogona. Metod jest kilka - od wykorzystania ciepłego powietrza z silników, przez ogrzewanie elektryczne, po metody mechaniczne, czyli boots. Ostatnie z rozwiązań polega na delikatnym nadmuchiwaniu i obkurczaniu krawędzi natarcia. Wiem, że trudno sobie to wyobrazić, więc załączam zdjęcie z napompowanymi "bootsami". Coś na kształt boots albo grzałki elektryczne to z kolei metody odladzania i zapobiegania oblodzeniu śmigieł przeważnie w średnich samolotach turbośmigłowych.
Boots stwarzają ryzyko w razie nieprawidłowego ich używania. Jeżeli bowiem za długo pozostawi się je napompowane, to lód może uformować się w takim kształcie, a ich dalsze obkurczanie i nadmuchiwanie nie przyniesie efektu.
Dopuszcza się jednak istnienie pewnego oblodzenia. Otóż paliwo lotnicze może osiągnąć bardzo niskie temperatury zanim zamarznie (paliwo Jet 1A ok. -47 st. Celsjusza, a paliwo Jet 1B ok. -60 st. Celsjusza). Co więcej - w czasie dłuższego lotu na znacznych wysokościach rzeczywiście może owo paliwo zbliżyć się do takich wartości. Czasem nawet trzeba obniżyć lot żeby nie dopuścić do blokady pomp paliwa oraz filtrów. Temperatura taka posiada pewną bezwładność, więc jeżeli wylądujemy w jakimś cieplejszym, bardziej wilgotnym miejscu, to skrzydła, w których znajdują się zbiorniki, mogą pokryć się szronem w wyniku kontaktu wilgoci z bardzo zimną powierzchnią. Jeżeli wystąpi to jedynie w granicach oznaczonych czarnymi liniami (jak np. na trzecim zdjęciu), tj. w ramach cold-soaked fuel frost area i oszronienie nie będzie znaczne - odladzanie nie jest konieczne. Wpływ tego szronu nie jest istotny dla parametrów, o którcyh pisałem w ciekawostce nr 5. Zatem, nie trzeba wpadać w panikę, jeżeli taki szron nie zostanie usunięty przed startem.
Samoloty posiadające silniki odrzutowe lub turboodrzutowe potrzebują instalacji zapobiegającej oblodzeniu wlotów do silnika. Nagromadzenie lodu stwarza ryzyko przedostania się go do środka i uszkodzenia jednostki napędowej, a także zaburza charakterystykę przepływu powietrza, co może skutkować nie tylko obniżeniem sprawności, ale nawet pompażem turbiny, który prowadzi do znacznych wibracji, wystrzałów z komory spalania lub jej zniszczenia.
Śnieg, lód, szron i szadź wpływają także istotnie na hamowanie samolotu w razie przerwanego startu i podczas lądowania. Najgorszy jest mokry lód. Jakość hamowania, tj. braking action, mierzy się co jakiś czas doświadczalnie, np. takim pojazdem jak na załączonym, czwartym zdjęciu. Załogi są informowane o stanie drogi startowej i o braking action m.in. za pośrednictwem komunikatów ATIS nadawanych radiowo... i czasem telefonicznie. O depeszach pogodowych będę pisał na pewno dużo więcej w osobnych wpisach. Na razie możecie jednak sprawdzić pogodę i w tym stan drogi startowej i braking action każdej z 3 stref aktywnego pasa startowego na Lotnisku Chopina w Warszawie, dzwoniąc na numer +48 22 574-59-57 i wysłuchując ATIS ;).





Zaloguj się aby komentować
No to jedziemy. 4:45. Ostatni lot ostatniego szkolenia w powietrzu. Potem już tylko 2 egzaminy praktyczne. Dzisiaj będzie wbite 200 godzin nalotu ogólnego, czyli minimum do rekrutacji do linii lotniczych. #drogadokokpitu #samoloty #lotnictwo


Zaloguj się aby komentować
Przyjechałem na lotnisko i zostałem najęty do robienia za żywy balast do śmigłowca, bo za ciężki na ogon.
#drogadokokpitu #samoloty #lotnictwo


Zaloguj się aby komentować
Zimowe latanie w jednym z bardziej "ą, ę" ośrodków w Polsce - na Lądowisku w Konstancinie.
Na #drogadokokpitu opowiadam o swojej (nadal trwającej) historii zostawania pilotem samolotu pasażerskiego. Znajdziecie tutaj mieszankę typowego bloga, ciekawostek o #lotnictwo i #samoloty oraz praktycznych informacji dla osób, które również chciałyby podjąć takie wyzwanie, np. ile to wszystko mnie kosztuje, a także ile trwa.
Ostatnio dolatuję ostatnie godziny potrzebne do zakończenia nauki na polskiej produkcji samolocie Aero AT-3. Jest to bardzo wdzięczny sprzęt, który przyjemnie się pilotuje. Ma świetną responsywność na stery i sprawia wrażenie dość dynamicznego. Wyposażony jest w klasyczny czterocylindrowy silnik Bombardier Rotax 912 w układzie boksera. Jego moc to niecałe 100 KM (69KW). Z wad - kabina jest dość wąska, jednak wyraźnie większe - względem Tecnamów P2006 i P2008 - wrażenie ciasnoty rekompensuje duża owiewka i naprawdę świetna widoczność.
Ten akurat egzemplarz możecie spotkać na pokazach lotniczych, jako że lata on w grupie pokazowej 3 AT3. Ich pokazy nie są może tak dynamiczne jak Żelaznych z uwagi na duży rozstrzał pomiędzy parametrami takiego Zlina Z-50 i AT3, natomiast cechują się najwyższej klasy precyzją pilotażu - dla mnie absolutnie nieosiągalną. Jak na miejsce, w którym ten AT3 hangaruje - jego wynajem jest po naprawdę konkurencyjnych pieniądzach, tj. około 650 zł na godzinę. Właściciel to bardzo sympatyczna i pomocna osoba.
Odnośnie do samego ośrodka w Konstancinie - czuć pieniądz, który w dodatku został wydany ze smakiem. Lobby jak w hotelu, wszystko świeże, sprzęt nowoczesny, krzaczki przycięte, zero pomników właściciela, gipsowych lwów i złotych mebli. Zakładam, że i trawa jest należycie pielęgnowana, ale aktualnie nie przebija się ona przez wszędzie zalegający śnieg. Śnieg, który trochę napsuł mi ostatnimi czasy planów. Odwołałem lub mi odwołano szereg lotów. Albo z uwagi na opad, albo z racji na brak efektywnego usunięcia tegoż opadu z drogi startowej. Trafiłem jednak kilka dobrych momentów i nabiłem trochę nalotu. Zaraz zbieram się znowu spróbować polatać.
Idealny podkład do oglądania fotek (reszta w komentarzach):


Zaloguj się aby komentować
Powiem tak
#drogadokokpitu #samoloty #lotnictwo


Zaloguj się aby komentować
Ja pierdykam XD CAVOK w Łodzi… but… but… how? Jakim cudem służba meteo może zrobić w jedną dobę takiego fikołka od średniej do naprawdę złej pogody w prognozach, żeby się okazało po ledwo 12(!) godzinach, że idzie bezchmurna pogoda XD
Ale to jest właśnie to doświadczenie kurde branżowe. Jakbym teraz siedział na tyłku i miał odwołane dwa egzaminy (IR/ME i angola), a w Łodzi byłby CAVOK to bym miał sam z siebie bekę. Nabrałbym się i właśnie tak by się to skończyło gdyby chodziło o egzamin PPL tych 7-8 lat temu. Wtedy ta branża by mnie właśnie tak załatwiła. Tymczasem narazka, zbieram się na angielski.
#drogadokokpitu #lotnictwo #samoloty

Zaloguj się aby komentować
No to sam się rozwiązał mój dzisiejszy problem z wyborem czy nastawiać się na egzamin praktyczny czy na ten z angola.
TAF: EPLL 081730Z 0818/0918 VRB04KT 2500 BR OVC005 TEMPO 0818/0909 1400 BR BKN002 PROB30 TEMPO 0820/0908 0600 FZFG OVC001 TEMPO 0915/0918 BKN003
(Znaczne pogorszenie pogody w prognozach)
Tak że życzcie mi szczęścia na angolu.
#drogadokokpitu #samoloty #lotnictwo

Zaloguj się aby komentować
Co robić, co robić...
Na jutro na 10:00 mam zaplanowany egzamin na uprawnienia do latania samolotami wielosilnikowymi na podstawie przyrządów (IR/ME). Potrzebuję zrobić ten egzamin do połowy stycznia, żeby móc zacząć pod koniec stycznia kurs do latania w załodze wieloosobowej (MCC). Inaczej wbiję opóźnienie o miesiąc, a tego bym nie chciał.
Też na jutro (XD) na 10:40 mam zaplanowany egzamin z angielskiego na ICAO 4/5/6, którego potrzebuję do latania zawodowego.
Stało się tak, ponieważ najpierw zaplanowałem angielski, a potem dostałem info o IR/ME.
Pogoda na jutro ma być średnia i nie jest pewne czy w ogóle polecę (INB4: fajny egzamin z latania na przyrządach jeśli nie możesz mieć złej pogody - otóż mogę, ale kurde jakoś z tego Piotrkowa trzeba wystartować i tam wylądować).
No i teraz czuję, że jak odwołam angielski to wieczorem dowiem się, że lipa z egzaminu z IR/ME i nic nie załatwię xD.
#drogadokokpitu #samoloty #lotnictwo

@PositiveRate wybierz opcję najbardziej logiczną na podstawie danych których masz. Czyli zapewne będzie to pójście na angielski. Nawet jeśli wydarzy się inaczej, to nie powinieneś mieć sobie nic do zarzucenia, bo to konflikt i problem który nie zależał od ciebie. Oceń szanse, przyłóż wagi, sens ryzyka i trudno, niech się dzieje
Zaloguj się aby komentować
Ah shit, here we go again. #drogadokokpitu #lotnictwo #samoloty


Zaloguj się aby komentować
Jutro idę na badania lotniczo-lekarskie, więc postanowiłem trochę napisać o tym co mi jutro sprawdzą, jak to zrobią, ile skasują, jak bardzo dobrym zdrowiem muszę się wykazać oraz kiedy muszę tam wrócić.
Na #drogadokokpitu opowiadam o swojej (nadal trwającej) historii zostawania pilotem samolotu pasażerskiego. Znajdziecie tutaj mieszankę typowego bloga, ciekawostek o #lotnictwo i #samoloty oraz praktycznych informacji dla osób, które również chciałyby podjąć takie wyzwanie, np. ile to wszystko mnie kosztuje, a także ile trwa.
Pamiętam swoją pierwszą wizytę w Wojskowym Instytucie Medycyny Lotniczej na warszawskim Żoliborzu...
... ale ta historia zaczyna się wcześniej.
Kiedy jeszcze chodziłem do gimnazjum, to był tam taki Paweł. Nie ma on znaczenia dla tej historii. Znaczenie ma to, że planowałem wówczas ubiegać się o przyjęcie do liceum działającego przy Wyższej Szkole Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie. Był to taki okres, w którym przeplatałem szkolne starania o średnią, czytanie o Dęblinie, zabawę symulatorami lotniczymi z dowiadywaniem się jak najwięcej informacji, które mogą mi się przydać. Wśród faktów, które chciałem ustalić były między innymi te dotyczące wymaganego stanu zdrowia. Słyszałem, że ten powinien być w zasadzie wzorowy, a kandydaci odpadają z powodu najmniejszych uchybień. Dowiedziałem się m.in., że istnieje maksymalna długość "pleców", gdyż warunkuje to ogólną zdolność do utrzymania krwi w górnej części ciała podczas większych przeciążeń. Aby rozwiać swoje wątpliwości zrobiłem przebieżkę po lekarzach, którzy unisono orzekli, że w zasadzie to nic mi nie jest... ale nie są w stanie powiedzieć czy przejdę badania w Dęblinie. Nikt też nie zmierzył mi tych pleców. Żaden z nich nie zajmował się bowiem medycyną lotniczą, a ja nawet nie wiedziałem wówczas o istnieniu tzw. lekarzy-orzeczników. Nie martwiło mnie to, jako że takie najbardziej podstawowe obawy miałem wówczas uspokojone. Ostatecznie nie złożyłem papierów do Dęblina ani na etapie szkoły średniej, ani studiów wyższych. Bynajmniej nie z powodu tego, że nie miałem odpowiednich "pleców" (których to nie miała stara wspomnianego Pawła, jak to się wtedy żartowało). Dlaczego? Nie wiem nawet. Naprawdę nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Wiem jednak, że badania do klasy Z1A (najwyższa wojskowa) są bardziej restrykcyjne od badania na klasę 1 (najwyższa cywilna).
Wracając do mojej pierwszej wizyty w Wojskowym Instytucie Medycyny Lotniczej na warszawskim Żoliborzu.
Była to jesień roku 2017. Zbliżał się początek szkolenia teoretycznego do licencji PPL (licencja pilota turystycznego). Aby takową otrzymać, należy wykazać się zdrowiem umożliwiającym wystawienie orzeczenia lotniczo-lekarskiego klasy 2 (spośród 3.). Ubiegałem się jednak o zaświadczenia klasy 1, którego wymaga się od pilotów zawodowych. Powodem było to, że chciałem od razu sprawdzić, czy ja w ogóle jestem w stanie zostać pilotem zawodowym, zanim jeszcze zacznę wydawać ciężkie pieniądze. Uważam, że jest to podejście warte polecenia.
Takie badania dzielą się na trzy rodzaje - badania wstępne, takie celem przedłużenia, jak i wznowienia orzeczenia. Zasadniczo to najbardziej wymagające (i najdroższe) są te wstępne. Obejmują też najwięcej badań.
Pamiętam jak stawiłem się w WIMLu około 7 rano. Wówczas założono mi teczkę, wręczono "checklistę" badań, które mam wykonać i skasowano mnie na bodaj około 1000 nowych, polskich złotych. Obecnie (grudzień 2025) taka przyjemność kosztuje 2100 zł. Badania okresowe kosztują za to 900 zł i o taką sumę będę jutro lżejszy.
Miła pani poinformowała mnie, że świetnie trafiłem, albowiem tego dnia, grupowo badania załatwiają podchorąży z Dęblina, a jako że jest to ośrodek wojskowy - mają oni pierwszeństwo przed cywilami. Na korytarzu było nas ponad 30 osób, a ja dzierżyłem najniższy priorytet. To znaczy ja i pewna dziewczyna, której tożsamości, ni wyglądu nie pamiętam. Wiem, że poznaliśmy się przed badaniem morfologii krwi i jakoś się już potem przecinaliśmy tego dnia w różnych kolejkach. Jako cywilcioty mieliśmy każdorazowo dużo czasu na rozmowę.
No właśnie, morfologia i mocz to pierwsze badanie. Nie potrafię szczegółowo opowiedzieć co tam jest oznaczane. Od któregoś roku podobno m.in. narkotyki, ale nie jestem pewien. W 2017 roku gabinet zabiegowy mieścił się jeszcze w innym pomieszczeniu, gdzie wisiał taki naprawdę chamski plakat gołej baby. Sądząc po stylistyce tej pani, to pochodził jeszcze z przełomu lat 80. i 90. Pytałem pielęgniarkę czy to na pewno nie jest warsztat samochodowy Cytryn & Gumiak. Wyjaśniła mi, że podobno ma to podnosić ciśnienie pilotów i zapobiegać omdleniom. Mówię zupełnie szczerze - tak naprawdę było. Obecny gabinet urządził ktoś, komu omdlenia są obojętne, albowiem gołej baby brak.
Które z badań jest następne? A to już w zasadzie zależy od pacjenta. Po kompleksie szpitalnym można się dość swobodnie poruszać (czasem zbyt swobodnie, o czym będzie dalej) i samemu sobie zdecydować o kolejności. Ma to pewien sens - kolejki rozkładają się w miarę równomiernie.
Okulista przy badaniu wstępnym sprawdza widzenie barw i trójwymiaru za pomocą dość typowych metod (książeczka z cyframi etc.). Przy badaniach okresowych nie ma takiej potrzeby. Sprawdzana jest ostrość widzenia bez oraz z korekcją wzroku. Okulista zagląda także do dna oka oraz robi komputerowe badanie wzroku. W jego ramach sprawdzane są wartości ciśnienia w obu gałkach ocznych, które zawsze wychodzą mi za wysokie. Z tego względu musiałem mieć kiedyś dodatkowo wykonaną tomografię nerwu wzrokowego. Zrobiłem ją prywatnie i doniosłem wyniki. Mam bodaj dość grubą rogówkę i komputer daje takie wyniki, ale okulista - nomen omen - nie widzi problemu.
Laryngolog sprawdza przegrodę nosową (nie musi być idealnie prosta, ale trzeba swobodnie oddychać). Zagląda też do gardła i do uszu. Na koniec badania każe stanąć przy drzwiach i szepcze jakieś słowa, które trzeba powtórzyć. Ostatnie z tych badań - trochę chałupnicze - wydaje się być mało potrzebne, albowiem wcześniej trzeba zrobić audiogram, gdzie sprawdza się progi słyszalności różnych częstotliwości. To badanie przechodzę zawsze z idealnymi wynikami, tj. mój słuch - w odróżnieniu od wzroku - dalece przekracza średnią populacyjną. W czasie tych badań sprawdza się także grubość i reaktywność(?) błony bębenkowej i czasem także prawidłowość działania błędnika.
Każdorazowo należy przejść EKG, które potem opisuje kardiolog. Mierzy on także ciśnienie i tętno. Należy przejść się także do chirurga, który sprawdza postawę, pyta o operacje, ewentualne blizny itd.
W czasie oczekiwania w kolejkach należy wypełnić dwie ankiety. Pierwsza dotyczy ogólnego stanu zdrowia, a druga stanu psychicznego. Pytają o przebyte choroby, obciążenia rodzinne, narażenia na choroby zakaźne, nastrój, poziom stresu itd.
W pewnym momencie należy udać się do pracowni RTG i wykonać zdjęcie klatki piersiowej. Problem w tym, że pracownia znajduje się w innym budynku niż pozostałe gabinety, a dotarcie tam korytarzami jest dość skomplikowane. Teoretycznie można iść jak człowiek zewnętrzem, niemniej dwa razy wybrałem inaczej i skończyłem średnio. Raz zawędrowałem w takie miejsca tego szpitala, że napotkani po drodze ludzie mówili już w innym języku, a ja czekałem tylko aż wyskoczy jakiś strażnik graniczny i zarzuci mi nieuprawnione przekroczenie granicy państwowej. Za drugim razem - w szczycie pandemii - przypadkowo wszedłem do miejsca oznaczonego jako "STREFA BRUDNA - ZAGROŻENIE EPIDEMIOLOGICZNE". To było jeszcze na długo przed Omicronem - wtedy panowała psychoza, a ja czekałem tylko aż wyskoczy jakiś człowiek w pełnym kombinezonie i skończy się to dla mnie dwoma tygodniami kwarantanny. No naprawdę nawigowanie po podziemnych korytarzach WIML wymaga zdanego egzaminu z General Navigation.
"DMUUUCHAJ!!!" krzyczała pani, u której miałem spirometrię. "TERAZ!!! DO KOŃCA!!!". Naprawdę wkładała całą siebie w ten zawód. I tutaj - będąc już na samym końcu badań - dostałem ryzyko negatywa. Pani bowiem spojrzała na wynik mojej spirometrii i oświadczyła, że ona tego nie widzi żebym dostał 1 klasę. Pytałem czy to już przesądzone, na co odparła, że raczej tak. Nie poczułem wtedy chyba nic szczególnego. Wydaje mi się, że byłem w fazie zaprzeczenia i po prostu nie dopuściłem do siebie takiej infromacji. Przy wyjściu z gabinetu napotkałem tamtą - także niskopriorytetową - koleżankę. Przekazałem jej informację o tym, że nie dostanę 1 klasy zdrowia, na co ona odparła, że również się tego nie spodziewa z uwagi na spirometrię. Udaliśmy się razem do lekarza orzecznika, który podsumowuje dzień badań wydając lub odmawiając wydania orzeczenia. Okazało się, że oboje otrzymaliśmy 1 klasę, a pan orzecznik powiedział, że pani od spirometrii często straszy kandydatów w ten sposób, ale on nie rozumie dlaczego. W każdym razie pani i tak już jest na emeryturze.
Orzeczenie wydaje się w kilku kopiach. Jest to kartka formatu A4 z pieczątką i informacją ile badania będą ważne. 1 klasa wydawana jest na rok, a w przypadku osób po 40. r. ż. na pół roku. Klasa 2 na 5 lat. Jest jeszcze klasa 3, ale dotyczy ona innego personelu - zasadniczo kontrolerów ruchu lotniczego. Za moich czasów latanie szybowcem wymagało tylko świadectwa kwalifikacji, które dość łatwo otrzymać, tj. wymogi są podobne jak do prawa jazdy.
Co jest dyskwalifikujące? Nie jestem lekarzem, więc proszę się tutaj jakoś szczególnie nie sugerować. Szczególnie, że niektóre choroby mogą być przeszkodą, ale nie muszą. Zależy np. od jej postaci, przebiegu. Np. przebyty epizod padaczkowy w dzieciństwie może nie być problemem. Jeśli chodzi o wszystkie klasy, to zasadniczo różne odmiany daltonizmu mogą stanowić przeszkodę. Podobnie niektóre choroby oczu, jak stożek rogówki. Często cukrzyca wymaga zaopiekowania i braku ryzyka nagłej utraty przytomności. Należy mieć także ogólnie dobry stan krążenia, co może rodzić problemy u starszych osób. Znam byłego pilota 737, który stracił badania lotniczo-lekarskie z uwagi na przebyty przeszczep serca. Wierzę jednak, że kiedyś pozwolą mu wrócić, szczególnie że to naprawdę fantastyczny człowiek. Bezwzględnie dyskwalifikuje schizofrenia, nawet leczona i bez remisji. Największym zmartwieniem - szczególnie w dzisiejszych czasach - bywa kwestia ostrości widzenia. Wzroku nie trzeba mieć idealnego, a nawet bardzo dobrego. Ja mam taki średni. Cierpię na krótkowzroczność i astygmatyzm. Jednakowoż dzięki korekcji widzę na tyle dobrze, że okulista nie dostrzega - hehe - ryzyka, że kiedyś z tego powodu nie będę mógł latać zawodowo. To ważne, albowiem pilotem samolotu komunikacyjnego można być nawet do 65. r. ż., a są pomysły żeby podwyższyć ten wiek do 70 r. ż.
Tak, że życzcie mi powodzenia żebym nie zaspał i aby wszystko było dobrze. No i żeby podchorąży z Dęblina nie przyjechali.

Spirometria. To moja pielęgniarka musi być po tej samej szkole. JESZCZE, JESZCZE MUSISZ!
Dopiero szwagier (na szwagra można zawsze można liczyć) mi naświetlił, że to nie chodzi o to żebym dmuchał dopóki ona przestanie się drzeć tylko żebym nie wciągnął powietrza zanim nie skończy się badanie.
Dla jasności: nie jestem pilotem tylko astmatykiem
Ja w tym roku badania LL na 2. klasę robiłem w Czechach. Szybko, przyjemnie, tanio, wszystko, co istotne było zbadanie. Po tym, jak poprzednio straciłem miesiąc w środku sezonu szybowcowego czekając aż orzecznik z GOBLL spojrzy na wyniki badań od okulisty, które musiałem uzupelnić (bo tam każdy dostaje zestaw badań jakby miał lecieć na Marsa) stwierdziłem, że jak nie będę absolutnie musiał, do polskich lekarzy nie pojadę.
Zaloguj się aby komentować