Lubie oglądać foty na FB znajomych z wakacji. Kto gdzie był i co zwiedził.
Już pomijam słynne all inclusive bo nie każdy umie jechać sam bez biura podróży do hotelu, ale niezależnie czy ktoś wybiera Egipty, Tunezje czy inne Malty i Sardynie to wszyscy jak jeden mąż mają pierdolca na punkcie basenów.
Może ktoś z Was mi wyjaśnić jaki jest fenomen siedzenia w hotelu na basenie? W takim Białymstoku jest z 7 basenów. Po co to lecieć gdziekolwiek, by tracić na to czas?
@tosiu no pływać nie umiom! A zresztą kto to wie? Może basen lepiej wygląda na Insta niż plaża?może cycki łatwiej wyeksponować na krawędzi basenu niż na plaży (tam trzeba dupny dół wykopać)?
Czytam i w sumie nie wiem czy trolujesz czy tak serio.
Po pierwsze i chyba najważniejsze- nie każdy lubi to samo co ty i uwaga- jak ktoś lubi coś innego, a ty tego nie rozumiesz to nie znaczy, że on się myli.
Po drugie- byłem kilka razy w Białymstoku, spałem tam w 2 czy 3 hotelach i z tego co pamiętam to żaden nie ma całorocznego, odkrytego basenu z palmami. Nie kojarzę też żeby przenosili Białystok na południe w okolice Hiszpanii więc możliwe, że słusznie nie budują tych basenów bo dałoby się korzystać z nich kilkanaście dni w roku.
Po trzecie- rezerwuje sobie w ciągu roku dwa dłuższe urlopy, jeden poświęcam na zwiedzanie, szukanie fajnych miejsc, próbowanie nowych rzeczy, a drugi poświęcam praktycznie w 100% na leżenie nad basenem. Czytam wtedy książkę, opalam się, zaczepiam ludzi przy kawce nad basenem i sobie gawędzimy jeśli akurat mówią po angielsku. Plażę mam 500 metrów dalej, ale nie lubię piachu, fal, wiatru, mew. Wieczorem idę tam tylko na spacer.
Obydwu tych urlopów potrzebuje tak samo, obydwa wyjazdy są równie wartościowe i rozwijające. Gdybym miał z któregoś zrezygnować i wybrać tylko jeden rodzaj to chyba z tego zwiedzenia byłoby mi łatwiej. Bo planowania, spieszenia się, przemieszczania się z punktu do punktu mam na codzień aż nadto.
I tak szczerze mówiąc to trudniej mi zrozumieć ludzi, którzy planują urlop z tak napiętym grafikiem, że w zasadzie ich wakacje różnią się od mojego normalnego dnia tym, że są w innym kraju i że oni za to płacą, a ja zarabiam
@kiri poszukaj w sieci owczarków niemieckich z lat 1938 rok - podziękujmy hodowcom, to nie są psy, to są kaleki z wrodzonymi chorobami stawów biodrowych z bezwładem tylnych kończyn- tego nie powinno się rozmnażać - cała rasa jest do uśpienia
@kiri opie, hodowcy w pogoni za kasą zdegradowali biologicznie i geneteczynie te pieski - to kaleki ze zdegenerowanym kręgosłupem i stawami biodrowymi - kupuj jak masz kasę na WETE.
@Crap charakter wilczaka a owczarka są zupełnie inne...
Doskonale sobie zdaję sprawę z tego, jakie problemy orto (oraz inne xd) mają owczarki, mam swojego Kudła, znam mnóstwo właścicieli innych owczarków, a w schronisku owczarek jest jedną z najczęstszych ras. Po prostu mówię ci, że samo "brzydkie" chodzenie nie zawsze oznacza poważne problemy ortopedyczne plus trochę "jak dbasz, tak masz" i nawet pies z dysplazją może być długie lata zupełnie sprawny, jeśli pilnuje się ruchu, wagi i diety.
Wbrew pozorom kundle i ogólnie psy ras dużych (im większe, tym gorzej) też często mają problemy z układem ruchu - rasą z najczęściej diagnozowana dysplazja są np labradory. Po prostu owczarki niemieckie są w Polsce wyjątkowo popularne i stąd wydaje się, że to głównie owczarki chorują.
A co do hodowli samej, to kątowanie nie jest największym problemem, zdecydowanie gorsza jest nadmierna histeryczność i agresja, ktora również wynika ze słabego doboru hodowlanego. Wydaje mi się, że dotyczy zwłaszcza owczarków długowłosych, które są rozmnażane (i to od niedawna, bo są uznawane przez zkwp od niecałych 15 lat dopiero) "na kłak", a nie pod kątem zdrowia czy psychiki.
@kiri od 3 lat nie mam psa - są dwa koty wykastrowane znajdy - skończyły się problemy z myszami i szczurami w zabudowaniach gospodarczych/ekologicznym małym kurniku
@Heheszki w Polsce za 30 zeta dostaniesz zapiekankę z ketchupem (najtańsze g*uano z hurtowni spożywczej), butelka wody mineralnej 0,5 litra kosztuje 12 zł. piwo 0,5 litra za 20 zeta. chcesz odpocząć i dobrze zjeść - leć na ALL INCLUSIVE do Maroka/Turcji
Jezus począł czynić wyrzuty miastom, w których najwięcej Jego cudów się dokonało, że się nie nawróciły. Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno w worze i w popiele by się nawróciły. Toteż powiadam wam: Tyrowi i Sydonowi lżej będzie w dzień sądu niż wam. A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do Otchłani zejdziesz. Bo gdyby w Sodomie działy się cuda, które się w tobie dokonały, zostałaby aż do dnia dzisiejszego. Toteż powiadam wam: Ziemi sodomskiej lżej będzie w dzień sądu niż tobie.
Matthew 11:20-24
At that time: Jesus began to denounce the cities where most of his mighty works had been done, because they did not repent. ‘Woe to you, Chorazin! Woe to you, Bethsaida! For if the mighty works done in you had been done in Tyre and Sidon, they would have repented long ago in sackcloth and ashes. But I tell you, it will be more bearable on the day of judgement for Tyre and Sidon than for you. And you, Capernaum, will you be exalted to heaven? You will be brought down to Hades. For if the mighty works done in you had been done in Sodom, it would have remained until this day. But I tell you that it will be more tolerable on the day of judgement for the land of Sodom than for you.’
Tytuł: Harry Potter and the Methods of Rationality - Book 1
Autor: Eliezer Yudkowsky
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: HPMOR.com
Format: ebook
Liczba stron: 357
Ocena: 8/10
Nie wiem, czy kiedykolwiek czytałem fanfik, który z taką łatwością przekracza granicę między zabawą cudzym światem, a pełnoprawną powieścią. HPMOR bierze na tapet dobrze znane uniwersum Harry’ego Pottera i zadaje jedno, pozornie proste pytanie: co by było, gdyby Harry wychował się nie u Dursleyów, ale w domu naukowca? Efekt jest zaskakująco wciągający. Zamiast chłopca, który intuicyjnie pakuje się w kolejne przygody, dostajemy jedenastoletniego racjonalistę, który próbuje zrozumieć magię metodą naukową, kwestionuje wszystko, co słyszy i każdą hipotezę próbuje zweryfikować eksperymentalnie.
Fabuła pierwszej księgi w dużej mierze pokrywa się z początkiem "Kamienia Filozoficznego" - do czasu. Harry odkrywa, że magia istnieje, trafia na Ulicę Pokątną, poznaje Draco Malfoya, otrzymuje różdżkę, zostaje przydzielony do domu - Ravenclaw i rozpoczyna naukę w Hogwarcie. Tyle że niemal każda z tych scen została napisana od nowa. Autor nie próbuje opowiedzieć historii Rowling własnymi słowami - wykorzystuje jej wydarzenia jako punkt wyjścia do zupełnie innych rozmów, przemyśleń i relacji między bohaterami. Dzięki temu nawet doskonale znając oryginał, nie miałem poczucia, że czytam to samo, wręcz przeciwnie. Sporą zmianą jest jednak to, że do świata magii, Harrego wprowadza Profesor McGonagall i to ona ma za zadanie udowodnić mu, że świat magii istnieje i jest wart pozniania.
Największą siłą tej książki są dialogi. Uwielbiałem momenty, w których Harry dyskutuje z McGonagall o metodzie naukowej, rozkłada na czynniki pierwsze poglądy Draco Malfoya, prowadzi psychologiczne eksperymenty na jego ojcu Lucjuszu czy zadaje nauczycielom pytania, których nikt wcześniej nie odważył się postawić. Bardzo podobało mi się również to, że autor nie sprowadza bohaterów do prostych ról. Draco nie jest po prostu zarozumiałym antagonistą, Lucjusz okazuje się znacznie bardziej złożony niż u Rowling, a profesor Quirrell od pierwszego pojawienia się, kradnie każdą scenę, w której występuje. Mam też wrażenie, że relacja Harry'ego z Hermioną została napisana znacznie ciekawiej niż w oryginale - opiera się przede wszystkim na wzajemnym szacunku i intelektualnym partnerstwie, oboje są potwornie inteligentni i oboje kwestionują zastaną rzeczywistość, poznając ją z perspektywy wychowania z mugolami. U Rowling w pierwszym tomie Hermiona była kujonką, która musiała nadrobić dzieciństwo, które inni czarodzieje mogli poświęcić na poznawianie świata magii, a Harry był ciamajdo-fajtłapą z piętnem w postaci 2 blizn - nazwiska i tej na czole, który leciał głównie na farcie. Tu jest zupełnie inaczej.
Jednocześnie HPMOR nie jest książką dla każdego. Momentami bardziej przypomina wykład z psychologii poznawczej, teorii decyzji czy rachunku prawdopodobieństwa niż powieść fantasy. Autor regularnie zatrzymuje akcję, aby pozwolić Harry'emu tłumaczyć błędy poznawcze, twierdzenie Bayesa czy mechanizmy manipulacji. Mnie to w większości przypadków bawiło i angażowało, ale były fragmenty, w których miałem ochotę wrócić do samej historii zamiast kolejnego eseju o racjonalności. Harry również bywa chwilami aż za błyskotliwy – trudno uwierzyć, że jedenastolatek potrafi prowadzić rozmowy na takim poziomie z praktycznie każdym dorosłym.
Najbardziej spodobało mi się jednak to, że autor nie próbuje udowodnić, iż racjonalność daje odpowiedź na wszystko. Wręcz przeciwnie. Im więcej Harry wie, tym częściej odkrywa, jak wiele jeszcze nie rozumie. Jego największą siłą nie jest inteligencja, ale gotowość do zmiany zdania, kiedy pojawiają się nowe dowody. To podejście bardzo dobrze współgra z motywem badania magii jak nieodkrytej gałęzi nauki i sprawia, że świat Rowling zyskuje zupełnie nową perspektywę.
Pierwsza księga kończy się bardziej obietnicą niż kulminacją. To dopiero początek większej historii, ale już na tym etapie widać, że autor ma bardzo konkretny plan i konsekwentnie go realizuje. Jeśli ktoś szuka wiernej adaptacji Harry’ego Pottera, raczej się odbije. Jeśli jednak lubi czytać książki, które bawią się znanym materiałem i zmuszają do myślenia, HPMOR jest naprawdę ciekawym doświadczeniem.
Dla mnie 8/10. To jeden z najbardziej oryginalnych retellingów znanego świata, jakie czytałem w życiu. Nie wszystkie filozoficzne rozważania mnie porwały i czasami autor przesadza z intelektualnymi popisami Harry'ego, ale liczba świetnych pomysłów, błyskotliwych dialogów i świeżego spojrzenia na uniwersum Pottera zdecydowanie wynagradza te słabsze momenty. Na pewno sięgnę po kolejne tomy, bo bardzo spodobała mi się ilość róznic względem materiału źródłowego.
Jest to fanfik, więc musicie pamiętać, że nie dostaniecie go w polskim tłumaczeniu, ale za to jest za darmo, zarówno w formacie PDF, EPUB, jak i w audiobooku na Spotify.
@Hoszin nie, może nie jest to książka dla 11-latków, ale z punktu widzienia dorosłego, nie ma w niej nic trudnego
Mieszanka podstaw filozofii, psychologii, analizy czy ekonomii, ale bez bariery wejścia.
@bojowonastawionaowca ukryty w wydawnictwie - LINK
Księga 1 - "Harry James Potter-Evans-Verres and the Methods of Rationality" to pierwsze 20 rozdziałów
Czytałem, strasznie mnie wciągnęło i podobało się, ale mam jeden zarzut. Z tego co pamiętam to tutaj Hari Pota jest w tym samym wieku co w pierwszym tomie, a to absolutnie nie pasuje do jego poziomu wiedzy, inteligencji i ogólnie zachowań. Gdyby miał 16, 17 lat to okej, w miarę by się to trzymało.
Na pewno fajnie się chłop nabijał z głupotek wymyślonych przez Rowling jak sztywny kurs złotych do srebrnych monet.
Inspiracją dla tytułu płyty było spotkanie Dariusza Malejonka z ukrywającym się rosyjskim lotnikiem, ofiarą doświadczeń genetycznych. Wręczył on muzykowi rysunek lotnika (później znalazł się okładce płyty), który na czapce miał czerwoną gwiazdę. Symbolizował on kondycję armii rosyjskiej. Tytuł albumu powstał ze skojarzenia czeskiego odpowiednika dla słowa Superman – „Extra Pan”. Jak stwierdził Malejonek: „Z radia nagrałem sobie czeski zwrot: «genetycki modyfikowany organizm». Otwiera on cały kawałek.
@Half_NEET_Half_Amazing postać kontrowersyjna bo znalazły się dokumenty w archiwach - zlecał przenoszenie pdfów i molestatorów na parafie zagraniczne np. do Austrii
Forever Grey to pochodzący z Los Angeles projekt coldwave i darkwave, łączący mroczną estetykę post-punku z melancholijną elektroniką.
Label: Young And Cold Records
Album: Sympathy Garden
Wykonawca: Forever Grey
Utwór: Cold Hand
Kraj wydania (label): Niemcy
Kraj pochodzenia: USA
Wydany: 12.12.2022
Gatunek: Electronic, Rock
Styl: Coldwave, Post-Punk