#bookmeter

170
4582

1344 + 1 = 1345

prywatny licznik: 44/52


Tytuł: Mort

Autor: Terry Pratchett

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Format: książka papierowa

Liczba stron: 231

Ocena: 6/10


To ta część o śmierci. O przepraszam, O ŚMIERCI. O tym, który wszędzie jeździ z kosą (na koni Pimpusiu) i PRZEMAWIA WIELKIMI LITERAMI. Jednak i on czuje się czasem zmęczony. Dlatego znajduje sobie praktykanta imieniem Mort (skrót od Mortimer, ale i tak wszyscy mówią do niego "Chłopcze"). Mort to dobry chłopak, tylko trochę się zamyśla, to wszystko. Po otrzymaniu ekspresowego szkolenia awansuje na Asystenta Śmierci, a sam ponury żniwiarz udaje się na z dawna zasłużony urlop. Oczywiście wynikają z tego same problemy, bo Mort nieopatrznie używa kosy śmierci nie na tej osobie której to było pisane...


Jak pisałem przy wcześniejszych Pratchettowych recenzjach nie jestem wielkim fanem cyklu. Jak coś wpadnie to przeczytam, ale całości (jeszcze) nie czytałem. Po naprawdę dobrych przygodach Moista, które czytałem i oceniałem w zeszłym roku poprzeczka została zawieszona wysoko. Poza tym to książka z której ciocia mól chyba z pół roku wrzucała cytaty, a i na lubimy czytać i wszędzie indziej recenzje ponadprzeciętne. I co? I jajco. Po niezłym początku utwór pogrąża się w chaosie a fabuła kuleje, brak jej jakiejś głębi, czegoś co by wciągnęło czytelnika. Oczywiście, jest to kopalnia zabawnych cytatów, tylko jakoś umyka nam cała ta historia. Ot, Mort gdzieś tam jeździ, coś próbuje zrobić, miota nim jak szatan po całym dysku i niewiele z tego wynika. Książka ma ledwo ponad 200 stron a męczyłem ją ponad tydzień, bo zwyczajnie nie chciało mi się tego czytać. W końcu jakoś przebrnąłem z nadzieją, że może końcówka mnie powali na kolana, ale niestety. Może to jednak nie dla mnie. Ocena zawyżona o oczko bo "jezusmaria toż to Pratchett", no i jednak tego specyficznego humoru nie da się jej odmówić.


#bookmeter

fe659864-84da-4234-a20c-fbb05be85895
trixx.420 userbar

Zaloguj się aby komentować

1343 + 1 = 1344


Tytuł: Cień Bogów

Autor: John Gwynne

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Fabryka Snów

Format: audiobook

Liczba stron: 566

Ocena: 5/10


Rozpoczynamy kolejną trylogię! 


Tym razem mamy do czynienia ze światem mocno wzorującym się na nordyckim. Mamy twardych wojowników, umarłych Bogów i ich dzieci, czyli tzw. Spaczonych, którzy mają nadludzkie moce. W tej części śledzimy losy trzech postaci, których losy na pierwszy rzut oka nie mają nic ze sobą wspólnego. Powiem szczerze że jakoś te historie mnie nie porwały, postacie trochę na jedno kopyto, wszyscy wielce honorowi, brutalni, żądni przygód. Dopiero pod koniec akcja zaczęła iść do przodu i zaczęło być widać połączenia wątków. Ja trylogii dam szansę, szczególnie że finał zapowiada bardzo ciekawą drugą część. 


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto

a6222fca-550c-40f7-ab00-87de0305b7b4

@Endrevoir Ten autor ma u mnie krzyzk za jego pierwsza serie "Wierni i upadli". Nudne, generyczne fantasy pelne infantylnych postaci.

Zaloguj się aby komentować

1342 + 1 = 1343


Tytuł: Kraina jednej szansy. O edukacji w Korei Południowej

Autor: Anna Sawińska

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Czarne

Format: e-book

ISBN: 9788383961507

Liczba stron: 280

Ocena: 7/10


Dzieci w Korei zdają sobie sprawę z tego, że jedynie dzięki wykształceniu są w stanie osiągnąć w życiu sukces. Dlatego od najmłodszych lat wkładają nieproporcjonalnie dużo wysiłku we wtłaczanie do głów ogromnych zasobów wiedzy, które są przydatne tylko do zdobywania punktów na egzaminach. Ochoczo wspierają ich w tym rodzice umożliwiając im naukę po szkole (z korepetytorami czy w popołudniowych szkołach) do późnych godzin wieczornych - niezależnie od możliwości, zainteresowań czy sił.


Koreański system edukacji, oparty na nieustannej rywalizacji i presji jest patologiczny, a do jego skutków należy jeden z najwyższych wskaźników samobójstw wśród dzieci i młodzieży.


Poprzednie książki tej autorki, które czytałam (W Korei i Przesłonięty uśmiech. O kobietach w Korei Południowej) jakoś mnie nie porwały. Pierwsza, z tego co pamiętam, była chaotyczna i o niczym, druga była idiotycznie skonstruowana i bardzo słabiutka, dziwiłam się, że Czarne to wydało i nawet reklamowało.


I tak jednak dałam szansę Krainie jednej szansy, ponieważ najzwyczajniej na świecie interesuje mnie temat życia codziennego Azji wschodniej.


Książka cierpi na bolączki poprzednich w o wiele mniejszym stopniu i jako źródło wiedzy jest całkiem w porządku. Mamy tu co prawda całkowicie seulocentryczne postrzeganie zjawiska edukacji i autorka po raz kolejny nie postarała się, aby wyjść ze swojej bańki, ale gdy już wiemy, że nie ma co spodziewać się opowieści o prowincjonalnych szkółkach, to całość wypada całkiem nieźle.


Czy polecam?

Z dużymi zastrzeżeniami, ale tak.


#bookmeter #ksiazki

1d3dfac6-a166-4d70-ac60-956804f321dc

Koreańczycy mówili że min. dlatego mają katastrofalnie niską dzietność (jak i my). Po prostu nie stać ich na więcej dzieci, gdy każde zapierdziela na masę zajęć dodatkowych.

Zaloguj się aby komentować

1341 + 1 = 1342


Tytuł: Coaching i mentoring w praktyce, podejście kongwistyczne

Autor: Maciej Bennewicz

Kategoria: rozwójosobisty

Format: książka papierowa

ISBN: 9788393752492

Liczba stron: 900

Ocena: 6/10


**Początek, etyka:**

 Duży nacisk na etykę i gdzie szukać informacji, zgłaszać nadużycia. Zawsze trzeba pytać o zgodę czy chcemy dać informację zwrotną, zaproponować ćwiczenie do wykonania. 

Po każdej sesji trzeba sporządzić raport.


Test modalności nie zawsze miał odpowiedzi dla mnie. Np. Odnośnie odczuć z gorącego lata to jedyne co mi przychodzi do głowy, że słabo się czuję a nie szumy fal, budząca się natura, pływanie w jeziorze uprawianie sportu na zewnątrz.


**Różnorodność ludzi:**

Rozdział o percepcji był nudny bo znałem to wszystko, a analogia z mapą nie podobała mi się. Chodzi o to, że mapy nie są wiecznie aktualne, teren się zmienia tak jak nasze przekonania.

Dalej jeszcze o archetypach, symbolach itp. nuda bo wiem, że chodzi o to, iż różnie odbieramy te rzeczy zależnie skąd się wywodzimy a tutaj każda drobnostka jest omówiona. Co mi się w tej kwestii nie podoba to, że wszystko ma znaczenia i trzeba analizować zachowanie, otoczenie. Np. co innego o człowieku mówi czy ma drobny gabinet z tyłu firmy a pokaźny, z drewnianymi meblami i swoim fotelem wyżej niż interesantów. Mnie uczono, że w relacjach trzeba mieć więcej luzu i tak nie analizować bo ktoś może mieć gorszy dzień, więcej stresu ostatnio. 

Było zadanie, żeby z opisu wnioskować cechy osobowości to nie było przykładu kogoś wycofanego, tylko sami dynamiczni ludzie sukcesu z pasją, łatwo nawiązujących kontakty. Męczyły mnie opisy samych ludzi sukcesu. Po przeczytaniu wolałem zrobić przerwę by zagrać na keyboardzie.


**Przekonania:**

Wszystko siedzi w głowie i błędne przekonania nas hamują w rozwoju.

Zmiany przekonań są proste wystarczy wałkować temat, zadawać kilkanaście pytań i klient sam dochodzi do rozwiązania, że źle myśli i to ogranicza. Na koniec podać rękę by utwierdzić w nowym przekonaniu. 

Oczywiście w książce skuteczność zmiany przekonań wynosi 100%. wydaje mi się, że w prawdziwym życiu nie wygląda to tak dobrze.


_Ostatnia cześć to już typowo rozwojowa gadanina._ Mnie to wymęczyło


**O czynnikach sukcesu:**

-Potrzeba i wiara w możliwość jej zrealizowania są kluczowe.

-Nie można się załamywać po kontuzjach rzucił mi się w oczy przykład Arkadiusza Milika, który po kontuzji wrócił do gry, książka jest z 2017 i to się źle zestarzało bo już za bardzo nie pograł tylko kolejne kontuzje miał. Sprawdzając przez AI na szybko od tamtego czasu ominęły go 382 dni gry. 


**O szczęściu:**

nie można seksu, narkotyków niczego co daje szybką gratyfikację. Tylko nasze działania, ich sens, rozwój i dążenie do celu dają szczęście.

Ja nie dostałem żadnych nagród za swoje działania, robię aktywności bo muszę, to według żadnej definicji nie będę szczęśliwy i dlatego jestem w stanie zobojętnienia. Tylko tutaj nie zgadza się z tym, że będąc w zobojętnieniu się je tylko fastfoody. Ja nie jem ich tylko staram się zdrowo bo muszę. 

Są ćwiczenia odnośnie określenia swojej pasji, nie robiłem ich bo nie jestem w stanie wymienić czynności, które sprawiają mi przyjemność. Bo alkohol i masturbacja się w to nie wliczają.


Typowe dla korpo kreatywne rozwiązywanie problemów i ćwiczenia typu burza myśli. 


Jest, że wszystko jest naszym wyborem i robić wyłącznie aktywności, które dają nam szczęście. Super, że gdybym ja wybierał takie aktywności to nie miałbym co jeść, gdzie żyć.


**Koniec:**

Tutaj podsumowanie, że trzeba lubić ludzi, by być dobrym coachem i jedna książka tego nie nauczy, ludziom różnie zajmuje nauka. Na rynku jest dużo szarlatanów.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #rozwojosobisty #coaching

1d8999b3-53ae-46b5-bf32-d91e8bd3e1cf

Zaloguj się aby komentować

1340 + 1 = 1341


Tytuł: Ława przysięgłych

Autor: John Grisham

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Amber

Format: książka papierowa

ISBN: 8324121587

Liczba stron: 352

Ocena: 10/10


Znalazłem jakiś czas temu tą książkę na regale z książkami typu "losowa makulatura do wzięcia". Pamiętam że czytałem to jakieś 20 lat temu i miałem jakieś mgliste pojęcie o czym to jest. Postanowiłem, że sobie przypomnę i jak bardzo moje pojęcie było błędne. Nie pamiętałem wręcz nic z fabuły.


Książka opisuje proces wytoczony producentowi papierosów przez wdowę po palaczu, który przez połowę życia wypalał po 2 paczki dziennie i zmarł na raka płuc. Przypadek jakich wiele na świecie, nie pierwszy w stanach. Niby jest to na podstawie prawdziwego procesu ale nie jednego konkretnego tylko tego jak działa system sądownictwa w stanach w ogóle.


Książka całkiem wciągająca. Przyjemnie się to czytało. Ta książka pamiętam, że sprzedawana było w kioskach przez co wydana jest po taniości. Skompresowana do 350 stron z normalnych 500 które mają inne wydania.


#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto #lawaprzysieglych

75f6166a-2f13-40f3-91f9-f10a1924a9bc
owczareknietrzymryjski userbar

@WujekAlien @Vakarian ja pamiętam ze czytałem ta książkę i mi się podobala tylko dzięki tej okładce z serii mistrzowie sensacji która urwała się po 4 książkach. U Grishama fajne jest to ze książki wciągają. Minusem jest to ze prawdopodobnie widziałem juz film na ich podstawie jak to jest z raportem pelikana

Zaloguj się aby komentować

1339 + 1 = 1340


Tytuł: Neuromancer

Autor: William Gibson

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Mag

Format: audiobook

Ocena: 10/10


Pierwszy tom trylogii ciągu


Początkowo miałem mały problem z imersją. Nie była to nawet kwestia mnóstwa neologizmów, bo wiele z nich zdążyło się już przyjąć w cyberpunkowym uniwersum (choćby w Deus Ex czy Ghost in the Shell). Na pewno Gibson nie trzyma czytelnika za rękę, tylko wrzuca go w sam środek wykreowanego przez siebie świata. Stąd też pewne trudności sprawiało połapanie się w wydarzeniach i gąszczu postaci. Sprawy nie ułatwiały liczne, niespodziewane przeskoki pomiędzy rzeczywistością, cyberprzestrzenią, wspomnieniami oraz ‘streamem’ z symstymu z perspektywy Molly, a także styl książki, który pewnie niektórzy mogliby określić jako grafomański: chaotyczna narracja, luki w logice oraz nowe postaci wyskakujące jak z rękawa.


Z drugiej strony - to jest THE Cyberpunk! Fundament, na którym zbudowano cały gatunek. Klimat tej powieści jest niesamowity, mroczny, wyraźnie nawiązujący do detektywistycznego i gangsterskiego kina noir. Atmosferę potęgują charakterystyczne opisy, raczej poetyckie niż obrazowe, które nadają brutalnemu światu jakiejś takiej melancholijnej głębi. W ten brudny, odrzucający świat znakomicie wpisują się główni bohaterowie, którym daleko do typowych, nieskazitelnych protagonistów. Są wadliwi, uwikłani w uzależnienia, obciążeni przeszłością i zmuszeni do podjęcia ryzykownej misji.


Neuromancer to kawał historii literatury, bez której nie byłoby takich tytułów jak Matrix, Deus Ex czy Shadowrun. Lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć korzenie cyberpunku. Śmiało mogę polecić ją również tym, których intryguje estetyka gangsterskego filmu noir, tylko że z hackerami i sztuczną inteligencją zamiast mafiosa z tommygunem.


Będę musiał kiedyś powtórzyć w wersji papierowej, żeby lepiej skupić się na detalach.


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #cyberpunk

1b2d9bdc-2549-483d-80fa-b192b131ccd5

Dla mnie niestety było to chaotyczne ponad wszelką miarę i nic w pamięci nie zostało. Kojarzę tylko urywki z drugiej lub trzeciej historii z tego omnibusa.

@Cerber108 niestety to się kompletnie nie nadaje do słuchania przy okazji robienia czegoś innego: przegapienie jakiegoś wydarzenia, powoduje niezrozumienie kolejnych. Raz musiałem się cofnąć o niemal 2 godziny, bo mi coś uleciało i nie wiedziałem co się dzieje.

Zaloguj się aby komentować

1338 + 1 = 1339


Tytuł: Krytyka czystego rozumu

Autor: Immanuel Kant

Kategoria: Filozofia

Wydawnictwo: Onepress

Format: książka papierowa

ISBN: 9788328349049

Liczba stron: 572

Ocena: 7/10


Jest i on, final boss spośród wszystkiego co przeczytałam w ostatnich latach xD

572 strony drobnym druczkiem, wywodów, napisanych dość nieprzystępnym językiem. Nie będę ukrywać, że niektóre strony czytałam kulkukrotnie, próbując zrozumieć całkowity sens. Nie zawsze się udawało.

Filozofia nie jest rzeczą, w której mam większe pojęcie, choć parę pozycji uprzednio czytałam, dlatego przerobienie tego dzieła zajęło mi 4 miesiące xD

Gdyby książka ta nie była tak wybitnym dziełem, zapewne poddałabym się, jednakże trzeba Kantowi przyznać, że wyniósł filozofię i zagadnienia ludzkiego poznania na zupełnie inny poziom i mimo, że wymagało dużego wysiłku intelektualnego, czytałam z wielkim zaciekawieniem.

Co do oceny to odejmuję punkciki za język xd


#bookmeter

199c5802-0cf0-4169-957d-2f33fad7ca3f

Zaloguj się aby komentować

1337 + 1 = 1338


Tytuł: Wenus w futrze

Autor: Leopold von Sacher-Masoch

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 5/10


#bookmeter





Niestety, demon jakiś opętał mnie w zupełności. Widocznie był to diabeł Mefistofel, albo tylko… piękna kobieta, która oparła się na moich plecach jak zmora całym swoim ciężarem.


Jest sprawą, wydaje mi się, powszechnie wiadomą, że nazwa sadyzmu, jednego z zaburzeń preferencji seksualnych, wywodzi się od nazwiska markiza Donatiena Alphonsea Françoisa de Sade, autora pozycji (he, he) takich jak Filozofia w buduarze czy Sto dwadzieścia dni Sodomy. Wydaje mi się również, że mniej powszechną jest wiedza o tym, że druga (miększa) strona tego sadomasochoistycznego pejcza, zaburzenia przeciwne do sadyzmu (choć z tym sadyzmem uzupełniające się), a mianowicie masochizm, również zawdzięcza swoją nazwę autorowi literatury. Panu Leopoldowi von Sacher-Masochowi, konkretnie, którego najbardziej znanym dziełem jest właśnie przeczytana przeze mnie Wenus w futrze.


O ile książki autorstwa markiza de Sade są ponoć (ponoć, bo żadnej nie czytałem – być może jeszcze) napisane bardzo dosłownie i obrazowo, tak u pana Masocha, a przynajmniej w jego Wenus futrze nie ma ani zbyt wielu opisów, ani zbyt wielu momentów, a opisów momentów to nie ma już w ogóle (piszę o tym już na samym początku, bo jeśli ktoś na to liczył, no jednak nie tutaj – można się rozejść i poszukać gdzie indziej).


Co zatem w tej książce jest? Ano jest historia miłości. Miłości płomiennej, nagłej i wyobrażonej jednak, bo Seweryn, główny bohater tej powieści, zakochuje się w Wandzie dlatego, że bardzo przypomina mu ona posąg Wenus. Jak to się czasami zdarza (głównie jednak w książkach chyba), ta nagła miłość Seweryna do Wandy jest tak silna, że mężczyzna chce się z nią żenić natychmiast. Wanda temu ożenkowi nie jest jednak aż tak chętna. Potrzebuje roku (jaka sama stwierdza) na zastanowienie się, a w czasie tego roku mieliby mieszkać z Sewerynem razem i zachowywać się tak jak małżeństwo. Sytuacja szybko jednak zmienia się, a w wyniku tej zmiany Seweryn zostaje niewolnikiem Wandy (spisują nawet stosowny kontrakt!) i Wanda upadla go na rozmaite sposoby, choć robi to na jego własną prośbę i czasami nawet ku jego zadowoleniu.


Dobra powieść mówi nam prawdę o jej bohaterze, zła powieść mówi nam prawdę o jej autorze – takie słowa napisał kiedyś pan Chesterton i myślę, że w przypadku Wenus w futrze pasują one doskonale. To nie jest dobra książka. Nie jest ona napisana jakoś wybitnie (choć, muszę przyznać, żeby była napisana źle, to też nie). Jest jednowątkowa, a jej bohaterowie są jednowymiarowi (choć nie płascy, a tylko przedstawieni wyłącznie w tym wymiarze, który tej historii jest potrzebny). Internetowi rzeczoznawcy od spraw damsko-męskich mieliby pewnie po lekturze Wenus w futrze używanie, bo to, czego chce Wanda to nie przyjąć Seweryna takim, jakim on jest, ale chce od niego zdecydowania i określenia się. Wanda potrafi być też wobec Seweryna bardzo okrutna, a okrucieństwo to bywa wyrafinowane (szczególnie jedna ze scen zapadła mi w pamięć, ale na tym portalu nie ma opcji ukrywania spoilerów, więc nie mam o niej jak napisać zachowując zasady czytelniczego savir-vivre’u). O Sewerynie z kolei można powiedzieć wiele rzeczy, ale na pewno nie to, że jest zdecydowany. Seweryn miota się, i to miota się cały czas – tak w sprawie wspomnianego małżeństwa, tak w sprawie kontraktu z Wandą, jak i w sprawie swojej reakcji na zadawane mu przez nią tortury (niekoniecznie tylko fizyczne). To właśnie ta ostatnia sprawa zwróciła moją szczególną uwagę w tej książce i jest dla mnie największą jej wartością. Przed lekturą zapoznałem się bowiem (dość pobieżnie, ale jednak) z sylwetką autora i cóż: pan Masoch miał skłonności masochistyczne. Wziąwszy pod uwagę ten fakt, bardzo ciekawym wydały mi się przemyślenia jego bohatera – jego wstyd, miotanie się i jego satysfakcja z bycia poniżanym, wiążąca się jednak później z czymś w rodzaju poczucia winy lub też wyrzutów sumienia. Ile w tym wszystkim jest autora, a ile jego fantazji? – nie mam pojęcia. Tego mogę się tylko domyślać.


Bez wątpienia jednak zostaję po lekturze Wenus w futrze z wnioskiem, że skomplikowanie ludzkiej psychiki jest czymś niesamowicie fascynującym i że taka, dajmy na to fizyka jest chyba o wiele prostsza. W fizyce mam wzory i zasady i wiem na przykład, że jeśli przyjdzie mi kiedyś smagać kogoś batem (albo też być smaganym, bo to nigdy nic nie wiadomo), to to, że ten bat wydaje swoje charakterystyczne „strzelenie” wynika z faktu, że jego końcówka porusza się z prędkością większą niż prędkość dźwięku – jest to dokładnie to samo zjawisko, które ma miejsce w przypadku samolotów naddźwiękowych (może ktoś kojarzy ten huk), tylko w mniejszej skali.


***


Tak poza wszystkim, to wydanie, które czytałem zawiera też bardzo zgrabne słowo wstępne od profesora Kazimerza Imielińskiego (seksuologa), z którego bardzo interesującą wydaje mi się być koncepcja upatrująca źródeł zachowań masochistycznych jako potrzeby wymierzenia sobie kary za pojawiające się skłonności sadystyczne.


Sama zaś książka Wenus w futrze (to z kolei zdanie pana Wernera Fulda, autora Krótkiej historii książek zakazanych – nie bardzo ją jednak polecam) prawdopodobnie przepadła by w mrokach dziejów gdyby nie to, że – ze względu na jej obsceniczność – próbowano jej zakazywać. Znowu dwa ciekawe wnioski: po pierwsze to, jak przez te około sto pięćdziesiąt lat, od roku 1870 do dzisiaj, zmieniło się rozumienie obsceniczności, a po drugie, że zakazywanie czegokolwiek może mieć efekt zupełnie odwrotny do zamierzonego. Bo oto dziś mamy tej obscenicznej książki, o której mieliśmy nigdy nie usłyszeć, trzy adaptacje filmowe (nie widziałem żadnej), mamy bardzo dobry utwór Venus in furs zespołu Velvet Underground i mamy też liczne pewnie nawiązania, jak choćby to w tekście Pidżamy Porno do piosenki Mokry od twoich łez , które właśnie, w połączniu z książką pana Fulda sprawiło, że Wenus w futrze zdecydowałem się przeczytać.

1af8df1b-59cc-43b0-b0da-f2de0f1744ba

@George_Stark a ciekawe bo utwór znałam i bardzo mi się podobał, a książkę myślałam że przeczytam kiedyś za 50 lat jak mi się przypomni :v

@Umypaszka Czytać tego, jeśli nie ma się w tym jakiegoś konkretnego celu, to moim zdaniem nie warto. Znam kilka przyjemniejszych lektur, nie mówiąc już o przyjemniejszych czynnościach.

@George_Stark ja nie czytam dla przyjemności, zajmuję się historią kultury i książki uważane w różnych okresach jako szokujące i nieobyczajne traktuję po prostu jako źródło

Zaloguj się aby komentować

1331 + 1 = 1337


Tytuł: Kraków. Miasto zero.

Autor: Rafał Matyja

Kategoria: esej

Wydawnictwo: Karakter

Ocena: 6/10


Opisywanie historii dawnej i współczesnej #krakow z perspektywy Cmentarza Rakowickiego, jako punktu wyściowego do analiz. Generalnie książka nie za bardzo wiadomo o czym, pan profesor chyba miał potrzebę wydania czegokolwiek i popisania się erudycją, bo zbyt dużo wsadził skakania po tematach, dygresji i jakichś swoich teorii niepopartych doświadczeniem, które jako Krakus, a w zasadzie Nowohucianin weryfikuję negatywnie. Przeczytałem w pociągu i chyba zapomnę prędzej niż później #bookmeter #ksiazki

0b56b75b-5d5f-41e2-a196-70944a436629

Zaloguj się aby komentować

1335 + 1 = 1336


Tytuł: Nemezis i inne utwory poetyckie

Autor: H.P. Lovecraft

Kategoria: poezja

Wydawnictwo: Vesper

Format: książka papierowa

ISBN: 9788377313138

Liczba stron: 492

Ocena: 7/10


Tym razem przyszła kolej na tomik poezji. Gdy te kilka lat temu odkryłem Vespera, to po prostu kupiłem jak leci wszystko z napisem "Lovecraft" na okładce i takim właśnie sposobem na półce pojawiły się, poza dwoma wcześniej opisywanymi zestawieniami, mniejsze tomiki, pokrywające się z nimi w ogromnej mierze oraz ww. zbiór wierszy właśnie, za którymi to z reguły niezbyt przepadam. Była to jednak ciekawa odmiana, znacznie przyjemniejsza w odbiorze niż się spodziewałem; do tego obok tłumaczeń znalazły się tu także oryginały wszystkich zamieszczonych utworów, tak więc człowiek mógł posiłować się z angielskim w starym stylu.

Od razu zaznaczę, że jestem prostym człowiekiem i dla mnie wiersz musi się rymować, a ich odmiana biała nie zasługuje nawet na moje pogardliwe spojrzenie. Do tego zwracam szczególną uwagę na rymy, rytm i szeroko rozumianą płynność odbioru (oczywiście bez nazywania rzeczy po imieniu, bo, jak już mówiłem, jestem istotą nieskomplikowaną), natomiast niewielką wagę przykładam do faktycznego przekazu lub drugiego dna, bo do interpretowania lub odkrywania ich skutecznie zniechęciła mnie szkoła.

Tym razem nie będę pisał o wszystkich utworach, bo nawet poświęcenie ledwie jednego zdania każdemu z nich dałoby w rezultacie ścianę bardzo powtarzalnego i zupełnie nieciekawego tekstu. Zamiast tego wspomnę o rzeczach, które wywarły na mnie jakieś wrażenie - czy to dobre, czy też nie - lub po prostu czymś się wyróżniły.


"Grzyby z Yuggoth" - z kronikarskiego obowiązku wspomnę o pierwszym w kolejności w tym zbiorze cyklu 36 sonetów traktujących o rzeczach przeróżnych, przy czym w części z nich można znaleźć fragmenty, które w późniejszych latach staną się mniej lub bardziej istotnymi elementami opowiadań i powieści.


"Aletheia Phrikodes" - wiersz biały, tak więc po prostu przez niego przeleciałem.


"Prastary szlak" - wreszcie aabb, do tego urokliwa, nostalgiczna, acz i posępna atmosfera powrotu na znajome tereny.


"Hallowe'en na przedmieściu" - (tytuł napisany poprawnie) na pierwszy rzut oka bez ładu i składu, ale posiada wyjątkową, bardzo melodyjną formę. Po Polsku nie dało się oddać wszystkich walorów oryginału jednocześnie - rytm trochę ucierpiał.


"Miasto" - ponownie zabawa formą, przy czym tutaj ostatniego wersu każdej zwrotki za nic nie umiałem sensownie wyrecytować. Tego typu utworów znalazło jeszcze kilka i nie wiem, jak się on zwie.


"Październik" - marzycielski, nostalgiczny, w oryginale płynniejszy.


"Do śniącego" - został po mistrzowsku przetłumaczony; oryginał człowiek duka, a spolszczenie recytuje niczym wieszcz. Nastrój także wysokiej próby.


"Psychopompos: opowieść rymowana" - wyróżniające się długością, przedstawia prostą historię.


"Poza Zimbabwe" - w oryginale niesamowicie melodyjne.


"Nathicana" - wiersz biały pełny żenujących powtórzeń i pozbawiony sensu.


"Na marność ludzkich dążności" - niesamowicie aktualne i piękne w swej prostocie.


"Na śmierć krytyka poezji" - po pierwsze zgrabne - zarówno w oryginale, jak i w tłumaczeniu - ale także na ciekawy temat: o tytułowym krytyku, człowieku pełnym sprzeczności, cenionym za jedne cechy, za drugie niemal wzgardzanym; o mieszanych uczuciach - podmiotu i innych - związanych z jego odejściem.


"Sir Thomas Tryout" - tak jak nie cierpię kotów, tak owy kawałek na cześć zmarłego przedstawiciela tego gatunku należącego do pewnego dżentelmena był doprawdy uroczy.


"Papier jałowy" - z dopiskiem "poemat o głębokiej nieistotności" jest wierny i jednemu, i drugiemu. Bełkot, w którym nawet nie próbowałem doszukać się sensu. W posłowiu okazuje się, że zawiera mrowie nawiązań. Jest to na szczęście parodia utworu, którego Lovecraft nie cenił, tak więc negatywne odczucia są jak najbardziej na miejscu.


"Wyrafinowanemu młodemu dżentelmenowi" - o problemach starszego pana w znalezieniu wartościowej lektury dla wnuka. Cały wiek później problemy wciąż te same.


Także i ten tomik wzbogacony jest o wartościowe posłowie nadające kontekstu i umiejscawiające poezję pośród całości twórczości Lovecrafta. Jak już wspomniałem na początku, ogólny odbiór większości zawartości tej książki był lepszy niż się pierwotnie spodziewałem: poza wierszami białymi i innymi dziwnymi przypadkami reszta utworów była napisana rymem, prostszym lub bardziej wyszukanym. Nastroje w nich panujące są różne, na takie też mniej więcej kategorie zostały podzielone.

Generalnie umiarkowanie polecam: jak ktoś lubi wiersze, to dlaczego nie spróbować tych spod pióra Lovecrafta? I na odwrót: jak ktoś lubi Lovecrafta, to dlaczego nie spróbować jego mniej typowej twórczości? Równie dobrze można potraktować to jako odskocznię od zwyczajowo pochłanianej prozy, tak jak miało to miejsce po części w moim przypadku (a tylko po części, bo sięgnąłem po to jako kontynuację styczności z tym autorem, a nie stricte przerwę od prozy).


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #lovecraft #vesper #poezja #ksiazkicerbera

283b99d1-c512-4096-9a64-6d6c6cf696ab

Zaloguj się aby komentować

1333 + 1 = 1334


Tytuł: Nędznicy

Autor: Victor Hugo

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Świat Książki

Format: e-book

ISBN: 9788382891836

Liczba stron: 1296

Ocena: 7/10


Wchodzi ci do rąk książka niewinna jak cielę, której nie warto by było obalać potęgą krytyki. Gdzie heroizm zachwyca, a i pali namiętną naiwnością jak dawne eposy rycerskie, jeżeli wiele przeżyłeś lat. W erze historycznej między strzaskanym cesarstwem i nową rewolucją błądzą postacie dosłownie ulepieni z przyczyn popsutego społeczeństwa francuskiego, les miserables. Podług świata z wyższą opatrznością chrześcijańską przeciw nędzy własnego losu i ścigającemu lichu wykrawają sobie wielkość, czasem za najwyższą cenę. Umiłowani paladyni XIX wieku doprawdy.


To dosyć dobra i wartka powieść przygodowo-bohaterska, dlatego dosyć wysoko oceniłem. Złotówka dla romantyków nie ubolewa współczesnego sumienia, ale pan Mariusz zostałby niechybnie dziś skazany za stalkerstwo. Chrzęści w zębach niestety bajkowością. Tu też cudowny skarb Fary ocala istnienia. Z mamoną walczyć skromnością to obowiązek, ale trzeba nią błogosławić. Bandyci to diabły i brzydale, a sumienie staję nie ością, ale normalnie kijem od szczotki w gardle u bohaterów. Autor lubi wykorzystać imperatyw moralny dla dania postaciom pomyślnych torów drogi. Bóg tak chciał dla nich pewnie. Muszą być bronią i oskarżeniem wobec obojętności i okrucieństwa ludzi, odtrącającego żebraków oraz upadłe kobiety; zainteresowanego głównie pieniędzmi oraz niewybaczalnego dla byłych przestępców. Normalnie w tym świecie bałbym się damskie gacie ukraść ze sznurka dla żonki, jeżeli ciążyłaby na mnie recydywa za kradzież suchego chleba dla konia. Obok wymuszania biegu wydarzeń są także powstrzymywania, przez co niektóre wydarzenia potoczyłyby się pomyślnie, ale przecież muszą dać drzwi dramatowi i odkupieńczemu aktowi. Do tego dość ciekawe opisy historyczne i urbanistyczne.


Jean VanJean to taki Kazuma Kiryu, który zacząłby się biczować, gdyby nie zareagował na beczenie niemowlaka bez zmienionej pieluszki.


#ksiazki



#bookmeter

87ae1695-e25a-4daa-ad96-176b6c1c893e

@ErwinoRommelo kupiłam sobie nędzników z 10 lat temu i dochodząc do końca zastanawiam się jakciekręce jak to zakończą, a po krótkiej konsternacji okazało się że to tylko pierwszy tom xD

Zaloguj się aby komentować

1334 + 1 = 1335


Tytuł: Jak mówić żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać żeby dzieci do nas mówiły

Autor: Adele Faber, Elaine Mazlish

Kategoria: Poradnik

Wydawnictwo: Media Rodzina

Format: e-book

ISBN: 9788372785015

Liczba stron: 288

Ocena: 8/10


Każdy kto ma dzieci wie, że wychowywanie to często nie jest bajka. Każdy rodzic chyba kiedyś miał taką sytuację, że próba doprowadzenia dzieci do pionu kończyła wydzieraniem się na nie i poczuciem bezsilności spowodowanym tym, że pomimo wszystkich gróźb i kar dziecko staje okoniem. 

Ta książka pozwala podejść do takich sytuacji z innej strony. Każdy rozdział proponuje kilka technik na różne konfliktogenne sytuacje. Proponuje też różne ćwiczenia mające ułatwić wczucie się w sytuacje dziecka. Na początku jest też kładziony nacisk na to, żeby przez książkę przechodzić powoli, stopniowo próbując przedstawione sposoby - tego zalecenia akurat się nie trzymałem bo już tak mam, że nie potrafię książek czytać na raty. Ale zaznaczyłem sobie trochę fragmentów, żeby do nich stopniowo wracać. 

Jak do tej pory już parę razy udało mi się z jakimś powodzeniem spróbować metod przedstawionych w książce i już mogę stwierdzić, że będą one pomocne. Cudów nie ma się co spodziewać - na pewno jeszcze będę miał do czynienia z sytuacjami w których będę miał ochotę sprawdzić, czy moje dzieciaki mieszczą się jeszcze w oknie życia ale mimo wszystko myślę, że zaoszczędzi mi i dzieciom sporo nerwów. Dużą wartością książki jest także to, że kładzie nacisk na spojrzenie na sytuację z drugiej strony. Podczas lektury naszły mnie wspomnienia z mojego dzieciństwa, kiedy pomimo ponad godzinnej tyrady mojej mamy stwierdziłem, że będę robił na odwrót z czystej młodzieńczej przekory. Na pewno pomaga to inaczej podejść do pewnych sytuacji. 

Polecam wszystkim, którzy chcą polepszyć swoje relacje z dziećmi i zaoszczędzić sobie oraz im sporo nerwów.


#bookmeter #rodzicielstwo

17fe8924-fd2e-4f95-b83a-f50fca52682c

Zaloguj się aby komentować

1333 + 1 = 1334


Tytuł: Homo Bimbrownikus

Autor: Andrzej Pilipiuk

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Fabryka słów

Format: e-book

ISBN: 9788363944223

Liczba stron: 360

Ocena: 6/10


Mój powrót do opowieści o Jakubie Wędrowyczu po kilkunastu latach przerwy. I chociaż nie bawił już tak jak za bardziej szczenięcych lat to mimo wszystko przy czytaniu bawiłem się dobrze. Autor ma umiejętność lekkiego prowadzenia narracji dzięki czemu nie męczymy się przy czytaniu. Humor z gatunku Disco-polo a żartu kręcą się generalnie koło jednego tematu, ale chyba każdy kto kiedykolwiek słyszał o tej serii wie czego się spodziewać.

Pomimo tego, że dosyć przaśny to ja ostatecznie nawet lubię ten swojski klimat, więc nie zamierzam narzekać, że to lektura urągająca mojej inteligencji.

Do poczytania w celach ściśle relaksacyjnych się nadaje.


#bookmeter

e8a3a580-65a1-4429-b3b6-05fe74bb88e3

Zaloguj się aby komentować

1332 + 1 = 1333


Tytuł: 27 śmierci Toby'ego Obeda


Autor: Joanna Gierak-Onoszko


Kategoria: reportaż


Wydawnictwo: Dowody


Format: e-book


ISBN: 9788365970343


Liczba stron: 343


Ocena: 7/10


27 śmierci Tobiego Obeda” to książka, która naprawdę rozwala emocjonalnie. Świetnie napisana, wciąga od pierwszych stron, bo opisuje rzeczy, które aż trudno sobie wyobrazić. Kanada zwykle kojarzy się z kolorowym multikulti, otwartością i dumą z różnorodności. A tutaj dostajemy obraz, którego nie ma w mainstreamie – czarne karty historii, które państwo i Kościół katolicki najchętniej wymazaliby z pamięci.


Porażającym jest fakt, że to wszystko działo się jeszcze tak niedawno. Rdzenni mieszkańcy byli odbierani rodzicom, zamykani w szkołach, gdzie odbierano im język, kulturę i godność. Traktowani gorzej niż zwierzęta, a jedyne, co im zostawało, to walka o przetrwanie i próba odzyskania choć części swojego człowieczeństwa. To naprawdę ściska w gardle, bo te rany są wciąż świeże, a mimo to do dziś trudno usłyszeć szczere przeprosiny czy zobaczyć prawdziwe zadośćuczynienie.


Ta książka zostaje w głowie na długo. Daje zupełnie inną perspektywę na Kanadę – pokazuje, jak piękny wizerunek kraju potrafi przykrywać cierpienie ludzi, którzy powinni być jego fundamentem.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytanie #czytajzhejto

dbabf8ce-cad3-413d-8d05-7e6441987d08

1331 + 1 = 1332


Tytuł: Wielki Gatsby

Autor: F. Scott Fitzgerald

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Rebis

Format: e-book

ISBN: 9788373016262

Liczba stron: 183

Ocena: 5/10


Sięgnęłam po tę pozycję z racji jej popularności.


Po prostu przyjemna lektura, opowiedziana bardzo ładnym językiem. I to chyba koniec plusów.

Nie poczułam żadnej więzi z jakimkolwiek bohaterem. Do tego nie do końca zawsze rozumiałam dialogi, mam wrażenie że był w nich trochę chaos i niedopowiedzenia.


#bookmeter

2e54e756-91b9-4fdf-b75c-c9adb90110f5

@Trypsyna Wielki Gatsby to historia, w której wszyscy udają kogoś innego, a największą ambicją jest mieć większy basen niż sąsiad i bardziej błyszczące cekiny na sukience niż sąsiadka 😂 Fabuła pokazuje, że w pogoni za marzeniami można wpaść po uszy w konfetti, plotki i kłopoty… a złote serce i ogromny majątek wcale nie gwarantują happy endu.

Zaloguj się aby komentować

1330 + 1 = 1331


Tytuł: Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka

Autor: Swietłana Aleksijewicz

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Czarne

Format: książka papierowa

ISBN: 9788375368505

Liczba stron: 512

Ocena: 8/10


Książka opowiada o zmianie ustrojowej w rosji z perspektywy ludzi którzy byli świadkami tego okresu. Ale sporą część książki zajmują opowieści z wcześniejszego okresu, nawet do lat 30.

Z książkami Aleksijewicz mam pewien problem. Mam wrażenie że opowieści swoich rozmówców nie przepisuje wprost lecz mocno redaguje je opowiadając swoimi słowami. Tu aż tak mocno tego nie czuć ale w "Cynkowych chłopcach" to bardzo mi się to rzucało w oczy. A druga rzecz która mnie mocno denerwuje to sposób w jaki mówią rozmówcy. Oni nie mówią tylko jęczą jak im źle. I tak samo tutaj to jeszcze idzie wytrzymać to w "Cynkowych chłopcach" to wymęczyło mnie strasznie. No ale akurat moje odczucia są mocno subiektywne więc ktoś może to widzieć całkiem inaczej.

Ponarzekałem trochę na formę ale mimo to książka jest świetna i warto się z nią zapoznać. Gdyby była tylko o czasach po roku 90 to pewnie oceniłbym ją sporo niżej, ale na szczęście tak nie jest. Dostajemy sporo wspomnień z czasów gdy radziecki aparat opresji działał na pełnych obrotach. I bardzo fajnie dzięki temu widać jak rosjanie zapominają o tym, albo nawet czasem usprawiedliwiają dawny reżim i jak tęsknili za kimś takim kim stał się w przyszłości putin. Coś niepojętego. Niektóre historie po prostu wbijają w fotel. Zarówno te starsze jak i z czasów transformacji. Autorka stara się być obiektywna ale czuć lekko że i ona lekko tęskni za czasami schyłku ZSRR.

Na pewno nie jest to książka miła w odbiorze. Cytując klasyka: Niby się człowiek brzydzi a wzroku oderwać nie może.


Prywatny licznik: 18/30


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #literatura #czytajzhejto #hejtoczyta

b5fe635c-e0ca-4348-8358-f4411c139fff

@AndzelaBomba

Dlatego napisałem ze to moje subiektywne odczucia. Ale średnio mi się chce wierzyć że byli żołnierze (Cynkowi chłopcy) czy ludzie mieszkający na ulicy mówią o swojej historii tak elokwentnie i z opisem swoich uczuć

Próbowałem znaleźć info to tej ostatniej kobiecie co wyjechała za morderca ze snu na środek Syberii, niestety mi się nic nie udało znaleźć, ktoś miał więcej szczęścia?

Zaloguj się aby komentować

1329 + 1 = 1330


Tytuł: Overthinking, czyli gdy myślisz za dużo. 23 techniki pokonywania paraliżu analitycznego i skupiania się na teraźniejszości

Autor: Nick Trentor

Kategoria: nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)

Format: e-book

Ocena: 7/10


Książka o tym, jak wydostać się z pętli myślenia, gdzie jedna negatywna prowadzi do innych i błahy problem przeradza się w coś znacznie większego. Na początek jest wyjaśnienie, z czego to wynika, a później jak to zastopować. Różne sposoby i nie ma tu mowy o chodzenia na terapię, tylko na uświadomieniu sobie "z czym to się je". Krótka, ale konkretnie.


Prywatny licznik: 111/200


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

ef02c339-8a1d-42a5-b9a8-9afa2e6cc175

1327 + 1 = 1328


Tytuł: 2017: Wojna z Rosją

Autor: Richard Shirreff

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Format: książka papierowa

Ocena: 6/10


Nie tak dawno jeden z przedstawicieli polskiej szkoły osintu pisał głupoty odnośnie wojny hybrydowej. Poruszyło to byłego już mundurowego do napisania wątku, gdzie wyjaśnia co i jak. Tytuł tej książki też tam był. Generalnie jest to fikcja, gdzie w 2017 roku Rosja zajmuje Ukrainę i przemierza się do krajów bałtyckich. Dobrze ukazane, w jaki sposób Rosja korzysta przy pomocy "swojej" ludności do wywierania wpływu. Zabójstwa głównych liderów prorosyjskiego ruchu mające podjudzić ludzi do "zaproszenia" obcych wojsk. Atak cyber poprzedzający atak kinetyczny, gdzie wojska NATO jako misja szkoleniowa obrywają. Do tego to się jakoś to się trzymało, ale im dalej to już nie wiem co. Rosjanie zajmują Łotwę i nie przeszukują każdego krzaka, gdzie brytyjski oficer (pewnie wcielenie autora) przez kilka tygodni z odziałem ot, tak sobie koczuje w lesie? Atak na śmigłowiec z ekipy Putina, gdzie ten po 5 dniach od zajęcia kraju leci na jakąś konferencje i FSB nie sprawdza niczego? NATO zbierające się bez żadnych przeszkód przez prawie miesiąc bez jakiekolwiek ataku cyber, dywersji czy innego ze strony Rosji? Serio? Oczywiście pierwsze skrzypce gra Wielka Brytania, która z racji redukcji kosztów traci jeden lotniskowiec, ale wykombinowali coś, co jest chyba rootkitem, gdzie przerywa łączność z Kaliningrad i uniemożliwiają korzystanie Rosji z tamtejszych głowic jądrowych. Jeszcze Iskandery przeprogramowali... Na plus jest wskazanie polityki, gdzie Niemcy, Węgry, Grecja opierają się, co do wysłania wojsk NATO. No i fakt, że Brytyjczycy zmienili zdanie po utracie lotniskowca. Fikcyjna fikcja.


Prywatny licznik: 110/200


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

e3b031ae-ebb7-4dfc-9d11-81e00e4a75a9

@CzosnkowySmok naklejka: Bestseller "Sunday Timesa" też pomaga

Jedyny napis jaki akceptuję na okładkach, oprócz autora i tytułu oczywiście, to informacja o nagrodzie, jaką książka zdobyła.

Zaloguj się aby komentować

1326 + 1 = 1327


Tytuł: Odprysk Świtu

Autor: Brandon Sanderson

Seria: Archiwum Burzowego Światła

Kategoria: Fantasy

Wydawnictwo: Mag

Format: Audiobook

Długość: 7h

Ocena: 8/10 szczęściosprenów


Odprysk Świtu to druga krótka (176 stron) opowieść, która rozwija Archiwum Burzowego Światła o wątki poboczne, prawdopodobnie istotne w przyszłości, ale trochę odbiegające od głównych tomów i tych głównych postaci. Chronologicznie dzieje się między Dawcą Przysięgi a Rytmem Wojny i opowiada o wyprawie na tajemniczą wyspę. Tym razem fabuła skupia się na niepełnosprawnej kobiecie dowodzącej całą ekspedycją, która musi udowodnić swoją wartość mimo sceptycyzmu załogi.


Historie poboczne różnią się od głównej serii stylem narracji - tutaj akcja jest bardziej liniowa, bez retrospekcji czy skakania po czasie i miejscach. Lecimy od punktu A do punktu Z, co stanowi świeże urozmaicenie wobec rozbudowanych, wielowątkowych tomów. W Tancerce Krawędzi takie uproszczenie nie wyszło najlepiej - sama opowieść była nudna i momentami wręcz infantylna, a dopiero finał ratował całość. Odprysk Świtu jest inny: czerpie z interludiów znanych od pierwszego tomu, ale jednocześnie przynosi całkiem nową historię. W przeciwieństwie do Tancerki, tutaj nie znajdziemy powtórzeń - tam niemal 20% książki było dosłownym przepisaniem interludium Zwinki ze Słów Światłości, tu Sanderson całkowicie od tego odszedł i wyszło to na plus.


Największy minus to decyzja o bardzo szybkim zdradzeniu jednej z tajemnic. Jednym z wątków jest próba ustalenia, kto sabotuje wyprawę. Niestety autor ujawnia sprawcę wprost, pokazując scenę jego narady ze "wspólnikami". W efekcie intryga przestaje być zagadką „kto za tym stoi?”, a zamienia się w oczekiwanie, kiedy bohaterowie odkryją coś, co czytelnik wie już od dawna. To zdecydowanie osłabia napięcie. Owszem, najważniejszy pozostaje motyw samej wyspy, ale przyjemniej byłoby samodzielnie rozgryźć spisek niż patrzeć, jak bohaterowie powoli do tego dochodzą.


Moje drugie zastrzeżenie dotyczy ceny. Nie rozumiem, czemu tak krótka książka i audiobook kosztują niemal połowę tego, co znacznie obszerniejsze tomy główne. Odprysk Świtu jest na tyle ważny, że trudno go pominąć ale przynajmniej portfel ucierpi mniej niż przy Tancerce Krawędzi, bo tam to smutny obowiązek, a tu mamy mimo wszystko fajną historię. Polecam, bo to ciekawa, zaskakująco lekka opowieść z nutą nietypowego humoru. Herdazkiego. xD


-------

#bookmeter #dziwensieodchamia #ksiazki #archiwumburzowegoswiatla #abs #brandonsanderson #cosmere

1576e706-d842-4d48-965a-72dede9001b8

Zaloguj się aby komentować

1325 + 1 = 1326


Tytuł: Animal Heroes, Band 2: Rochenstachel

Autor: Thilo

Kategoria: literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Ravensburger

Format: książka papierowa

Ocena: 6/10


Prywatny licznik: 28/50+ (14 książek, 4 komiksy, 3 klasyki, 7 klubowych)


Syn dostał tę część "Animal Heros" jako nagrodę w szkole. Pierwszą część "Falkenflügel" czytali w szkole z nauczycielką. "Rochenstachel" przeczytaliśmy wspólnie, a rzadko czytam mu niemieckie bajki, bo młody za często mnie poprawia xD Typowa opowieść dla chłopców - grupa nastoletnich bohaterów walczy z grupą nastoletnich złoczyńców. Wiadomo kto wygra, a wszystko dzięki współpracy i przyjaźni. 


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #czytajzhejto #ksiazki #czytamponocach

10fcbb53-9dbb-4a65-9bae-fc3bc2aad6e9

Zaloguj się aby komentować