#audiobook

7
204

Nie wiem czy działa ale widziałem na pepperku: Kod na 30 dni bezpłatnego dostępu dla nowych użytkowników: PACZE30 Kod ważny do 31.05.2026

Zaloguj się aby komentować

752 + 1 = 753


Tytuł: Sezon Burz

Autor: Andrzej Sapkowski

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: SuperNOWA

Format: audiobook

Liczba stron: 404

Długość: 14h

Ocena: 7/10



Hm. Ta książka mnie nie porwała, choć nie mogę powiedzieć, że nie miała elementów, które mi się podobały - bo takich było całkiem sporo. Poszła trochę poza kolejką, bo chronologicznie dzieje się przed Mieczem Przeznaczenia, a do tego to chyba ostatni audiobook przygotowany przez już upadłe studio. Pani Jeziora musi jeszcze trochę poczekać, bo obecnie nie mam aż tyle czasu na formę pisaną.


No ale wróćmy do tematu. Sezon burz jest z mojej perspektywy opowieścią dość chaotyczną, którą można by trywialnie streścić jako: „Stary, gdzie moje miecze?”. I choć na początku średnio kupowałem ten motyw, to ostatecznie myślę, że się obronił. Poza scenami mocno memicznymi - jak walka deską - wreszcie dostajemy tu wiedźmina, który pamięta, że potrafi używać znaków, bo w sadze dzieje się to dosłownie kilka razy, a tutaj w jednej książce jest ich chyba kilkanaście. Niby trochę gryzie się to z wyznaniem Geralta, że używanie znaków wyczerpuje, więc ich nie nadużywa, ale nigdy nie byłem fanem takiego ograniczenia. Do tego pojawia się przynajmniej jeden znak, którego wcześniej w ogóle nie kojarzyłem - ten wywołujący sen, Somne.


Jest też scena przygotowania do walki - wreszcie. Wcześniej raczej dostawaliśmy opisy z perspektywy innych osób, które Geralta nie znały, a tutaj pokazano coś więcej. Pod względem samej walki Geralt z Sezonu burz przypomina tego Geralta z gier CD Projekt Red. W sadze jest głównie kozakiem od miecza, a tutaj faktycznie wygląda jak „ten” wiedźmin: niby mag, naszprycowany eliksirami mistrz walki. Same eliksiry też dostały więcej ekspozycji, co uznaję za plus. Ogólnie całe poszerzenie wiedźmińskiego lore odbieram pozytywnie.


W ogóle Sapkowski kiedyś wyjaśnił, co spowodowało tę burzę na końcu? Bo pewna czarodziejka wydaje się dość mylnym tropem. Widziałem też teorie o benkarcie ze Starszą Krwią, ale nie pamiętam, czy mężczyźni z tym genem również mogli wywoływać podobne zjawiska, jak Pavetta.


Dobre mamy za sobą, więc czas na złe. Przede wszystkim coś, za co pewnie ktoś mnie zaciuka jak Geralt kuroliszka: sposób, w jaki do pewnego momentu prowadzona jest ta historia, zwyczajnie nie pasuje do estymy, jaką cieszy się Sapkowski. Jeśli masz masę wiedzy do przekazania czytelnikowi, to robienie tego w sposób sztuczny, na zasadzie „siadaj, teraz opowiem ci niezłą historię”, jest po prostu słabe. A to dość często miało miejsce w tej książce. Od listów wysyłanych między ważnymi postaciami, po sceny, w których Geralt musi wysłuchiwać ekspozycji podanej niemal jak wpis z Wikipedii. Dobry pisarz potrafi wpleść takie informacje w fabułę tak, że nie czuć sztuczności. Tutaj momentami miałem wrażenie, że autor mówi: „siadaj, teraz będzie encyklopedia”, i trzeba tego słuchać. Kompletnie mi to nie podeszło. Gdyby był to jeden moment - spoko. Ale tego jest naprawdę sporo. Jasne, poszerzało to lore, ale w sposób bardzo nienaturalny.


Odniosłem też wrażenie, że w książce było znacznie więcej powtórzeń niż zwykle. Nie wiem, może mi się tylko wydawało, ale mam to zapisane w notatkach. No i sporo knurzenia na początku - również mam to zanotowane. Chodzi oczywiście o „związek” z Koral.


Ogólnie nie żałuję, że ukończyłem ten tytuł. Miejscami było bardzo ciekawie, w innych momentach raczej przeciętnie, ale ocena 7/10 to nie są pipeloki. Nadal było całkiem dobrze. Jezu, właśnie spędziłem godzinę nad pisaniem recenzji dla nikogo. Co ja robię ze swoim życiem. xD


Przynajmniej @fonfi się ucieszy, bo nie porzuciłem Wiedźmina przed ostatnią książką. xD


> #dziwensieodchamia <

#bookmeter #ksiazki #wiedzmin #audiobook #perypetiedziwena

26f159c9-d81f-478a-9e88-ddb9db061802

@Dziwen czyli mówisz że Sapkowski w końcu napisał książkę wierną grze. Jego szczęście - nie wiem po co CD Projekt go trzymał na etacie tyle czasu wcześniej...

@Dziwen 

Do tego pojawia się przynajmniej jeden znak, którego wcześniej w ogóle nie kojarzyłem - ten wywołujący sen, Somne.

Trochę lipa, że w sadze strażników musiał usypiać Regips


Widziałem też teorie o benkarcie ze Starszą Krwią, ale nie pamiętam, czy mężczyźni z tym genem również mogli wywoływać podobne zjawiska, jak Pavetta

Z tego co pamiętam gen męski jest recesywny i jest tylko aktywizatorem. Zanika chyba w drugim pokoleniu. Pewnie na wiedźmińskiej wiki to rozpisali.

@Dziwen Ja czytam te recenzje! I nawet dałem pioruna, ale z obrzydzenem bo 7 dla tej abominacji to tak o 5 za dużo

A audiobook "Pani jeziora" jest, ale to bardzo stary audiobook nagrany przez jednego lektora dla związku osób niewidomych. Bez porównania z tymi od fonopolis/auditeki ale jakbyś chciał to pisz.

Zaloguj się aby komentować

743 + 1 = 744


Tytuł: Kwiaty dla Algernona

Autor: Daniel Keyes

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Rebis

Format: audiobook

Liczba stron: 298

Długość: 9h

Ocena: 9/10



Kwiaty dla Algernona to jedna z tych książek, które naprawdę warto poznać. Zainteresowała mnie już jakiś czas temu, kiedy pojawiła się jako temat w kąciku czytelniczym na hejto.


Poznajemy w niej historię Charliego Gordona - mężczyzny z niepełnosprawnością intelektualną, będącego po trzydziestce. Charlie zostaje poddany eksperymentowi, który sprawia, że jego inteligencja zaczyna gwałtownie rosnąć. I w zasadzie to jedyny wyraźny element science fiction w tej opowieści - sam eksperyment i jego konsekwencje.


Tak naprawdę dostajemy tu coś dla mnie znacznie ciekawszego: podróż bohatera przez własną przeszłość, psychikę, nowe emocje i sposób postrzegania świata. Charlie zaczyna rozumieć rzeczy, których wcześniej nie dostrzegał albo zwyczajnie nie był w stanie odczuć. Wraz ze wzrostem IQ wiele spraw nabiera nowego znaczenia. Nie zawsze pozytywnego.


Całość została przedstawiona w formie dziennika pisanego na potrzeby eksperymentu, co świetnie buduje więź z bohaterem i pozwala śledzić jego przemianę z bliska. Mnie się podobało. Bardzo nieszablonowe podejście.


Podobało mi się również to, jak niejednoznacznie ukazano rozwój Charliego. Jego przemiana nie jest prostą historią gościa, który zawsze jest "tym dobrym". To postać pełna sprzeczności, momentami trudna, ale przez to niezwykle wiarygodna. No i zakończenie mocno ryje pod kopułą, mimo że było przewidywalne niemal od początku.


Mam wrażenie, że to jedna z tych książek, które potrafią zostawić trwały ślad w czytelniku. Chyba pozytywny, mimo że sama historia jest bardzo smutna. Ze mną rezonowała mocniej także przez pewne osobiste doświadczenia.




> #dziwensieodchamia <

#bookmeter #ksiazki #audiobook

20fcde64-4412-46bd-be29-e69aa07160b0

@Dziwen hej. Na czym słuchasz? Zaciekawił mnie ten tytuł i od dawna myślę żeby przestać słuchać tempe podcasty bo już znam wszystkie i plan że zacznę od tej książki ale nie wiem gdzie

Zaloguj się aby komentować

735 + 1 = 736


Tytuł: Shogun

Autor: James Clavell

Kategoria: literatura piękna, powieść historyczna

Wydawnictwo: Vis-a-vis

Format: audiobook

Długość: 52h

Liczba stron: 1132

Ocena: 9/10



Ale to było dobre. Naprawdę się tego nie spodziewałem. Głównie dlatego, że miałem już jedno podejście do tej książki. Kupiłem ją chyba rok temu, zacząłem i średnio mi siadła. Zwłaszcza na początku autor dość mocno eksploatuje tematy związane z seksem. Wiadomo, w Japonii tamtego okresu i nawet teraz, to ważny element obyczajowości, ale skala uwagi poświęconej temu w pierwszych rozdziałach nie napawała optymizmem co do reszty książki. Bardziej interesowało mnie to, jak John Blackthorne poradzi sobie jako więzień w obcym, egzotycznym kraju, niż intrygi miejscowych dotyczące oceniania długości jego przyrodzenia we wzwodzie.


Z perspektywy czasu wydaje mi się jednak, że tego było dużo głównie dlatego, że sama książka jest ogromna. Z czasem ten wątek przestał też drażnić. Jakoś tak znormalniał dla Blackthorna, przez co nie był aż tak eksponowany. Wiecie, szok, szokiem, ale gdybym chciał oglądać igraszki Anglika z Japonkami, pewnie znalazłbym to na PornHubie i oszczędził sporo czasu.


Kiedy przebrnąłem przez mniej interesujące mnie fragmenty, Shōgun po prostu mnie pochłonął. Zanim wróciłem do tego tytułu, dodatkowo skończyłem jeden z kursów od The Great Courses o historii Japonii, żeby mieć ogólne rozeznanie, gdzie James Clavell pozwolił sobie na kreatywne naciąganie faktów. Chodziło mi głównie o to, żeby nie zbudować sobie mylnego obrazu schyłku okresu Sengoku wyłącznie na podstawie powieści.


Wniosek jest taki, że pod wieloma względami Clavell naprawdę się postarał. Obraz tego okresu jest zaskakująco bliski rzeczywistości, a odstępstwa dotyczą głównie intensywności pewnych zachowań, politycznych intryg, obyczajów czy fabularnych uproszczeń - choćby sposobu zawierania tajnych układów. Podobnie z handlem między Chinami a Japonią: nie był on aż tak sparaliżowany, jak sugeruje książka, bo obie strony miały interes w utrzymaniu wymiany i często robiły to pośrednio albo pod przykrywką. Na tym polu książka i tak jest naprawdę dobra.


To, co działa dodatkowo, to postacie. Historia nie pędzi w szaleńczym tempie, a mimo to praktycznie ani razu nie pomyślałem, że coś należało skrócić, pominąć albo streścić. Bohaterowie są wiarygodni i autentycznie interesujący. Często trafiam na książki, w których postaci zachowują się nielogicznie albo brakuje im konsekwencji. Tutaj tego nie ma. Wszyscy są nieprzewidywalni, ale jednocześnie przekonujący.


Najlepsze były momenty, gdy ujawniano ich prawdziwe motywacje i przemyślenia - często zupełnie inne od tego, co sam sobie wcześniej wyobraziłem. Przez większość książki nie wiedziałem, co myśleć np. o Toranadze. Dobry? Zły? Neutralny? Naprawdę chce zostać shōgunem, czy nie? Te same pytania zadawali sobie bohaterowie powieści, a ja, mimo że znałem ich perspektywę najbliżej, również nie znałem odpowiedzi. Kiedy ujawnił prawdziwy powód zatrzymania Blackthorna, byłem autentycznie zaskoczony. Powinienem był to przewidzieć, ale nie przewidziałem.


Dodatkowo działało na mnie to, że Clavell nie przesadza z opisami. Dostajemy dokładnie tyle szczegółów, ile potrzeba i ani trochę więcej, a całkiem sporo informacji poznajemy naturalnie, przez dialogi. Nie mam papierowego wydania, tylko audiobook, więc nie wiem, jak zapisano w nim język japoński, ale w wersji audio wypadało to świetnie. Wraz z nauką języka przez Blackthorna coraz częściej pojawiały się podstawowe zwroty po japońsku i pozostawały bez tłumaczenia. Nie chodziło tylko o proste dōmo ("dzięki", "bardzo", "witaj" lub "przepraszam" - zależnie od kontekstu), ale całe sekwencje, które człowiek zaczynał rozumieć, bo uczył się ich razem z bohaterem. No i te momenty, gdy słyszymy Johna z perspektywy Japończyka, który musi zrozumieć bełkot. Też fajne.


W zasadzie jedyne, co podobało mi się mniej, to momentami burzące immersję wewnętrzne monologi niektórych postaci. Zwłaszcza Kashigi Yabu trochę na tym tracił. Czasem dobrze było wiedzieć, że z zewnątrz jest uprzejmy, a wewnątrz knuje, ale szczególnie na początku ciekawiej byłoby, gdyby jego intencje pozostały dla nas tajemnicą - tak jak dla Blackthorna.


Mógłbym napisać więcej, ale chyba nie ma sensu. Wyobraźcie sobie po prostu więcej peanów o tym, jakie to fajne i trochę smutne. xD


A i też nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że Clavell opisał Japończyków, jako "prawdziwych", myjących się barbarzyńców, mimo że sami nazywali tak przybyszów z Europy. W pewnym sensie każda z nacji obecnych w książce jest ukazana tak, że ma coś za uszami. Chyba Rodrigues pokazuje to w jednym dialogu z Mariko, a John uczy się tego przez całą powieść.


Całość skończyłem w około tydzień, nie licząc weekendu. Ocena bardzo wysoka, także dlatego, że spokojnie mógłbym spędzić z tą historią jeszcze kolejny tydzień, gdyby Clavell pociągnął ją dalej.



Tak teraz patrzę na tę okładkę i mam wrażenie, że to chyba jedna z najgorzej dobranych okładek do historii, jakie widziałem. Trochę szkoda, że dodałem Dziweński ryjec zanim skończyłem książkę, bo gdybym wiedział, wybrałbym inną. Shogun kurna nie ma ani kszty walki na koniach, zwłaszcza w przypadku Blackthorna. Ktokolwiek z Vis-a-Vis Etiuda wybierał to w wydaniu z 2024 roku - brawo. Na przyszłość warto przeczytać książkę do której robi się okładkę. xD



> #dziwensieodchamia <

#bookmeter #ksiazki #audiobook #shogun #japonia

d9cfb7ed-be99-4cf9-a504-d336eae0cb69

@Dziwen świetna książka! Szkoda, że następna taka nie była. Króla szczurów jeszcze mogę polecić, co prawda, to nie taki rozmach i poziom historii, ale ciekawa i bardzo przyjemna.

@splash545 właśnie sprawdzałem inne jego książki i z opisów nie porywają. Kiedyś siądę do Króla szczurów, ale te pozostałe jakoś mnie nie zaciekawiły. xD

@Dziwen ja poleciałem w tego Gajdzina po Shogunie i meh. Chociaż zła nie jest i niektórym się podoba, no ale dla mnie to nie to.

Zaloguj się aby komentować

730 + 1 = 731


Tytuł: Ciekawe historie vol. 3

Autor: Tomasz Czukiewski

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Selfpublishing

Format: audiobook

Długość: 4,5 godziny

Ocena: 7/10


Motywem przewodnim tego audiobooka są oszuści. I pomimo wyjścia na jaw różnych szwindli, nawet na skalę krajową czy światową, ludzie czy media dalej dają się nabrać. W szczególności media, którym, jak zauważyłem, nie zależy na sprawdzaniu faktów, tylko na tym, by wieść poniosła się szerokim echem. I jedne potrafią powielić kłamstwa drugich, nakręcając spiralę.


Na przykład obecnie jest coraz głośniej o Kornelii Wieczorek, która jak na swój młody wiek ma sporo osiągnięć, w tym została odznaczona przez prezydenta Polski. Wystarczyła jedna zainteresowana osoba, która zrobiła coś, o czym nie pomyślały media, czyli sprawdziła, czy osiągnięcia dziewczyny mają pokrycie w rzeczywistości. Widzę coraz więcej filmików i memów z nią. Szkoda tylko, że to nie media to zweryfikowały.


Wracając jednak do audiobooka: w pamięć najmocniej zapadła mi historia Elizabeth Holmes, która potrafiła zbudować wartość firmy tak naprawdę jedynie na obietnicach zysków w przyszłości. Wyszło jej to na tyle dobrze, że wiele osobistości zainwestowało sporo pieniędzy w jej projekt.


Tak sobie myślę, że to przewrotne, że te życiorysy moralnie złych osób najczęściej są znacznie ciekawsze niż tych dobrych. Jak chociażby mężczyzny, który dwukrotnie sprzedał wieżę Eiffla - kto wpadłby na tak absurdalny i wydawałoby się, że niemożliwy do zrealizowania pomysł? A jednak znalazł się odpowiednio charyzmatyczny człowiek, któremu się to udało.


Kolejnym z bardziej udanych rozdziałów jest ten ze wspomnieniami, podobny zresztą do listów z poprzedniego audiobooka. Możliwość zajrzenia w zapiski osób, które relacjonowały bieżące wydarzenia, jest cholernie fascynująca i nie dziwię się, że prawda potrafiła być niewygodna dla różnych władz.


Podziwiam to, jak skrupulatny jest autor audiobooka. Potrafił na przykład przeprowadzić czterogodzinną rozmowę z detektywem, który pracował przy sprawie Michaela Jacksona, żeby wykorzystać krótki fragment w swoich filmach o piosenkarzu. Albo że ogółem zbiera tak dużo materiałów, że mógłby tworzyć znacznie dłuższe filmy, ale stara się wybrać najciekawsze i najbardziej wyjaśniające dane zagadnienie czy opisujące daną osobę.


Zdecydowanie polecam.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #audiobook

3f15a57e-728b-46dc-abe3-7d4b256c33db

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

680 + 1 = 681


Tytuł: Wieża Jaskółki

Autor: Andrzej Sapkowski

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: SuperNOWA

Format: audiobook

Ocena: 8/10



Dzień dobry. Ja tu z recenzyją - taką, po której niejeden gotówby chwycić za widły, a inni mogą o herezji krzyczeć. Tak naprawdę to nie. No ale dość gadania - jadło stygnie, a gości nie wypada trzymać w progu. Rozgośćcie się. XD


Gdyby tego dnia po zapadnięciu zmroku ktoś zdołał cichaczem podkraść się do zagubionej wśród moczarów chaty z zapadniętą i obrośniętą mchem strzechą, gdyby zajrzał przez szpary w okiennicach, zobaczyłby w skąpo oświetlonym łojówkami wnętrzu jak Dziw cierpi katusze przez pierwsze 30% "Wieży Jaskółki". Ale to nie było możliwe. Nikt nie mógł tego zobaczyć. Chata pustelnika Dziwisza była dobrze ukryta wśród mokradeł. Na wiecznie pokrytym mgłą pustkowiu, na które nikt nie odważał się zapuszczać.


Tak, początek tego tomu był bardzo frustrujący. Nudny. Jedynym co go ratowało, to wszystko, co było związane z pustelnikiem. Nie opowieść, jaką słyszał, tylko on sam, jego historia, jego interakcje z ... . To było fajne i potrzebne. Cała reszta jednak wydawała mi się po prostu tragiczna. Od szczurów, którzy totalnie mnie nie interesują, jako postaci, przez postaci losowe, które ponownie muszą odpowiadać o świecie, kończąc na czymś, co jest typowe w seriach książkowych, a mnie mierzi prawie za każdym razem.


Chodzi o potrzebę streszczenia tego, co było wcześniej, uciekając się do sztucznych scen i dialogów. Jako, że do serii podchodzę najczęściej jednym ciągiem - ja wiem co się działo i takie rzeczy działają na mnie jak płachta na byka. Marnują mój czas. Ale jak zaznaczyłem to mój personalny problem. Ja po prostu jestem dziwny i wolałbym streszczenie ważnych rzeczy jako wstęp do książki, który mogę pominąć, niż coś narzuconego w losowym miejscu, oderwanego od historii.


Tu robi się nawet gorzej, bo streszczenie nie ogranicza się wyłącznie do przeszłości, ale zahacza też o przyszłość. W efekcie, jeśli ktoś - tak jak ja - liczył, że sceny po walce na moście doczekają się sensownego epilogu w Wieży Jaskółki, to się rozczaruje. Co więcej, coś, co było w pewnym sensie punktem zwrotnym poprzedniego tomu, czyli akceptacja przez Geralta, że nie musi dźwigać wszystkiego sam - zostaje tutaj cofnięte. Nie "na żywo". W streszczeniu. I jasne, bez tego pewnie nie byłoby sceny z Milvą, przy której po raz pierwszy prawie na głos parskłem śmiechem. Problem w tym, że sam sposób pokazania regresu Geralta po prostu mi nie siadł. Jeśli chodzi o Milvę, to też istotna rzecz z końcówki poprzedniego tomu, krwawa, zostaje rozwiązana "poza ekranem", gdzieś między wierszami relacji Jaskra.


Ale potem przychodzi moment Milvy i nagle wszystko robi się automatycznie lepsze, ciekawsze. Historia wychodzi z chaosu i zaczyna się porządkować. Każdy wątek zaczyna coś wnosić i gdyby nie te pierwsze 30%, spokojnie mówił bym o ocenie na poziomie dziesiątki. Ten "moment Milvy" jest dla mnie punktem zwrotnym - bo choć wcześniej coś już zaczynało się ruszać, dopiero wtedy naprawdę zaczęło wciągać. Tak, jak poprzednie tomy.


W mojej osobistej topce scen na pewno znalazłyby się: pewna jaskinia i rozmowa, finałowa walka, wydarzenia na wyspach - i chyba nawet Kovir. Już wcześniej pisałem, że Dijkstrze nie kibicuję, ale sposób, w jaki jest napisany, to dla mnie absolutna czołówka postaci. Bardzo podobał mi się wątek pustelnika i jego rozmowy z ... . Zakończenie tej relacji, też świetne. Fajnie, że jest, mimo okoliczności.


Przy okazji sceny z druidami też zrobiły swoje. Frustrujące to było, zwłaszcza koniec, ale potrzebne. No i wiecie które sceny z Cahirem. Nie ukrywam, że trochę to miejscami naiwne było, bo chłop miał być w sumie niemal oskalpowany, a kilka dni później, normalnie walczył. No ale nie odbiera to nic fajnym scenom z Geraltem. Plus nowa osoba w kompanii też mi się podoba. Zadziorna, fajny kontrast. Dobrze pasuje do ciotki i wujka.


Czyli w sumie ocena to:

Pierwsze ~ 30% książki: 4/10

To, co potem: 10/10


Z takich mniej oczywistych rzeczy, to całkiem ciekawie obserwuje się konflikt ras w tej serii. Chyba Yarpen miał bardzo ciekawy komentarz w "Krwi elfów", że parafrazując, to, że elfy przyszły tu pierwsze i zrobiły ze starszymi rasami to samo, co ludzie potem z nimi, daje im w ich mniemaniu prawo, by czegokolwiek żądać. Oczekują pójścia pod ramię z tymi, których wcześniej sami zniewalali. Bardzo fajny aspekt, zwłaszcza przez pryzmat rozmowy Geralta z pewnym elfem. Z pewnością da mi do myślenia podczas kolejnego podejścia do gier, już po ukończeniu cyklu.



Pisane jak zwykle na telefonie, to może być chaos, ale dzisiaj nie mam czasu poprawiać.


> #dziwensieodchamia <

#bookmeter #ksiazki #wiedzmin #audiobook #dziwenrysuje #perypetiedziwena

b0b75006-4a2b-4c66-b98f-a0fa9fc84300

Wszystko jest potrzebne i wiedźmina zawsze za mało. Jak dla mnie to mógłby wydać książkę w ogóle nie o nim, a opisującą świat i chłonąłbym to.

Zaloguj się aby komentować

657 + 1 = 658


Tytuł: Chrzest Ognia

Autor: Andrzej Sapkowski

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: SuperNOWA

Format: audiobook

Ocena: 10/10



Na ten moment Chrzest Ognia to dla mnie najlepszy tom serii, choć jak wiecie, zostało ich kilka do końca i może coś tu się zmieni. Nie mam do czego się przyczepić, dlatego napiszę pewnie tylko o tym, co mi się najbardziej podobało - wszystko. Koniec recenzji. Tak naprawdę to nie. W sensie coś napiszę, ale odpowiedzią pozostaje: "wszystko". xD


Ci, którzy mówili, że ten tom bardziej mi podejdzie, bo jest tu więcej Geralta - mieli rację. Nie chodzi tylko o to, że „dużo Geralta = z automatu lepsza ocena”. Bardziej o to, że to jest historia o kryzysach i największy dosięga właśnie naszego wiedźmina. Każda z ważniejszych postaci przechodzi tu swój własny chrzest ognia. Jedni dopiero wchodzą w ten proces, inni są już w jego trakcie, nie wszyscy wyjdą z tego w całości. I właśnie obserwowanie tego jest najmocniejszym punktem książki.


Nie ma tu wielu wielkich, epickich pojedynków (poza końcówką i kilkoma mniejszymi walkami z losowymi żołnierzami), ale kompletnie mi to nie przeszkadzało. Znowu dostajemy motyw podróży - i to jest coś, co w Wiedźminie kupuję za każdym razem. Nie wiem, czemu aż tak dobrze to działa. Może przez ekipę, jaką zawsze przy takich okazjach dostajemy. Krasnoludy robią robotę jak zwykle, a tutaj dochodzi jeszcze Regis - którego po prostu uwielbiam. Wcześniej z gry, teraz oficjalnie też z książki.


Zaskoczyło mnie też to, jak bardzo podoba mi się wątek Dijkstry, choć tu chyba dość skromnie opisany. Nie dlatego, że mu kibicuję - wręcz przeciwnie. Po prostu lubię jego opanowanie i sposób, w jaki podchodzi do swojej roli. Jest w tym jakaś chłodna konsekwencja, która dobrze kontrastuje z resztą wydarzeń.


Nie podoba mi się natomiast wątek Szczurów i to, co dzieje się z Ciri - ale mam wrażenie, że dokładnie o to chodziło Sapkowskiemu. To ma uwierać. I szczerze mówiąc - jeśli dojdzie do spotkania z Bonhartem, to nie widzę tu miejsca na współczucie dla tej grupy.


No i jestem bardzo ciekawy, co dalej z Milvą, zwłaszcza po wydarzeniach spod mostu. Sapkowski moim zdaniem umiał całkiem dobrze opisywać traumy i trudne dylematy innych postaci, więc pewnie dał jej fajną historię w kolejnym tomie.



W razie czego tu macie link do mojej poprzedniej recenzji, czyli tomu 2. xD


> #dziwensieodchamia <

#bookmeter #ksiazki #wiedzmin #audiobook #dziwenrysuje #perypetiedziwena

be3ed753-6e68-4fae-b30f-114853773e69

@Dziwen może w końcu kiedyś przeczytam. Bardziej obawiam się jak Bonhartowi dobierze się Ciri do d⁎⁎y ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

@Dziwen Też mi chrzest ognia mocno przypadł. Kolejne tomy dla mnie już oceniam trochę słabiej. 'Panią jeziora' to już chwilami męczyłem.

Dopiero po 'Pani Jeziora' jak otworzyłem 'Sezon burz' to wróciła cała wręcz szczenięca radość.

Zaloguj się aby komentować

639 + 1 = 640


Tytuł: Czas Pogardy

Autor: Andrzej Sapkowski

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: SuperNOWA

Format: audiobook

Ocena: 8/10



Nie ukrywam, że ta część podobała mi się mniej niż poprzedni tom. Są tu momenty wyraźnie lepsze pod pewnymi względami, ale też takie, które zwyczajnie frustrują. Lubię prostą zależność: im więcej w historii Geralta, tym bardziej wciąga mnie opowieść. I nie chodzi tylko o akcję.


„Problemem” jest chyba samo miejsce akcji. Kaer Morhen i podróż z Yarpenem były dla mnie ciekawsze niż lokacje z „Czasu pogardy”, co wpływa na odbiór całości. Do tego dochodzi sposób narracji, który nie zawsze mi odpowiada. Część wydarzeń poznajemy przez sceny z udziałem przypadkowych postaci, które najpewniej już nie wrócą. Rozmowy żołnierzy o rozkazach, okraszone drobnymi, niewiele wnoszącymi szczegółami, szybko zaczęły mnie męczyć, zwłaszcza gdy takich sekwencji pojawia się kilka z rzędu. Trudno się angażować w historie ludzi, którzy są tylko tłem. Wyjątkiem była scena z Tissaią de Vries i może ten fragment z królową elfów, który faktycznie coś wnosił. Rozumiem sens tych zabiegów, ale nie przekonuje mnie ich forma. Wolałbym, żeby ktoś pokroju Jaskra spiął to narracyjnie, zamiast takiego skakania między obozami i postaciami. Motyw mantikory działał, bo odnosił się bezpośrednio do Geralta i był jednorazowy.


Podobnie mam z opisami działań zbrojnych. Nawet znając mapę świata i realia, trudno się w tym połapać bez ciągłego sprawdzania szczegółów na telefonie. Jest tego dużo i momentami wydaje się to przesadzone. Zwłaszcza że oglądamy to z perspektywy przypadkowych ludzi w scenach, o których wspomniałem wyżej. Rozumiem taki zabieg, ale po prostu mi się nie podobał. Pewnie kwestia gustu.


Mimo tych zastrzeżeń to nadal bardzo... Wiedźmin. Klimat, postaci i tempo historii trzymają poziom. Wydarzenia na Thanedd to jedne z najlepszych i najbrutalniejszych scen akcji, jakimi do tego tomu uraczył mnie Sapkowski, może poza krótkimi epizodami z Riencem wcześniej. Yennefer trochę zyskuje, głównie przez relację z Geraltem i swoją "słodką tajemnicę". Motyw traumy Ciri jest poprowadzony przekonująco, a stan psychiczny Geralta zapowiada ciekawe rzeczy. Lubię takie momenty, gdy bohater musi się podnieść z naprawdę głębokiego dołka. Czuję też, że Vilgefortz będzie "dobrym" antagonistą. Ma to coś.


Zastanawiam się nad Szczurami, bo czuję, że jest ryzyko, że będą mnie irytować, ale mogą też okazać się ciekawym elementem historii. Szkoda tylko, że ich los nie jest już dla mnie tajemnicą, bo widziałem już gdzieś pewną scenę z Bonhartem.



Okładka to trochę moja głupawka. Nie miałem co robić z rękami podczas nudnych dni w robocie, to stworzyłem takie coś. Jest tag do blokowania, bo planuję ukończyć całą serię i nie omieszkam sobie pobazgrać w trakcie. Tym razem chciałem coś nowego, dlatego zacząłem rysować Dziki Gon, jak pojawił się w historii, ale potem się okazało, że tyle go w tej książce, co kot napłakał i średnio pasuje. Dlatego jest w osobnym wpisie. xD


Tak, przekleiłem ten segment z poprzedniej recenzji. xD


> #dziwensieodchamia <

#bookmeter #ksiazki #wiedzmin #audiobook #dziwenrysuje #perypetiedziwena

03c6b853-347b-4927-bba4-d713a1f7c6c7

W ogóle to czas pogardy to jest to w którym upada porządek starego świata i magii. Punkt przełomu, gdzie wszystko potem już nigdy nie jest takie samo

Zaloguj się aby komentować

628 + 1 = 629


Tytuł: Krew Elfów

Autor: Andrzej Sapkowski

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: SuperNOWA

Format: audiobook

Ocena: 10/10



Po opisie walki z Riencem trudno byłoby wystawić tej książce niższą ocenę, niż 10, zwłaszcza że jestem fanem tych wszystkich postaci i tego świata. Sapkowski umiał w opisy walk. Widzicie? Do tej pory ciary, a skończyłem tamten fragment rano. XD


Jedyne do czego mógłbym próbować się przyczepić to te głosy wewnętrzne bohaterów, ale to jest krytyka mocno na wyrost. Czasami czułem, że wolałbym nie znać myśli danej postaci. Zwłaszcza Triss na początku. Wolałbym, żeby to fabuła zmusiła ją do wyznań, choć rozumiem taki zabieg. Tak jak na początku Merigold mnie irytowała i czuć, że jej intencje śmierdzą (no wiem, że tak, bo skończyłem Wiedźmina 2), tak jest przynajmniej jeden moment w którym trudno jej nie współczuć. Niby taki lekki opis, że w pewnej sytuacji nie miała włosów, a wyobrażenie zrobiło robotę.


Gdybym miał się skupić na tym, co mi się podobało, to bym wam pewnie całą książkę przekopiował, co nie ma sensu. Ale taką sceną która najbardziej mi się spodobała, była ta, gdy Geralt tłumaczy Ciri, dlaczego nie powinni się mieszać, przybliżając historię Aelirenn i jej walki.


Być neutralnym to nie znaczy być obojętnym i nieczułym. Nie trzeba zabijać w sobie uczuć. Wystarczy zabić w sobie nienawiść.


Ogólnie cała ta wyprawa z Yarpenem miała sporo fajnych momentów. Niby nic wielkiego się nie dzieje, a człowiek nie traci zainteresowania, bo ma przed sobą dylematy moralne i z pozoru proste historie i przemyślenia. Z pozoru. A no i zakończenie tej historii było świetne. Nikt tak dobrze nie opisuje "skurwysyństwa", jak Sapkowski.


Tak, jak wspomniałem, ja jestem pozytywnie uprzedzony. Uwielbiam ten świat za to, jak wiarygodny pod pewnymi względami się wydaje. Bez pięknych słów i udawania. Gdzie potworem może być absolutnie każdy. No i uwielbiam Geralta, Ciri i Jaskra. Innych też, choć Yennefer to tak średnio bym powiedział. Dobrze napisana postać, ale polubić trudno.



Cytat niżej jest trochę dla mnie. Sporo krytyki wylało się na CDPR za to, że główną bohaterką będzie Ciri, dlatego postanowiłem prewencyjnie zbierać sobie takie fragmenty, żeby nie musieć tego potem szukać daleko. XD


– Tak zwany Znak Aard, Ciri, to bardzo proste zaklęcie z grupy czarów psychokinetycznych, polegające na pchnięciu energii w żądanym kierunku. Siła pchnięcia zależy od koncentracji woli rzucającego i wydanej mocy. Może być znaczna. Wiedźmini zaadaptowali to zaklęcie, korzystając z faktu, że nie wymaga ono znajomości magicznej formuły – wystarcza koncentracja i gest. Dlatego nazwali to Znakiem. Skąd wzięli nazwę, nie wiem, być może ze Starszej Mowy, słowo “ard” znaczy, jak wiesz, “góra”, “górny” lub “najwyższy”. Jeżeli tak, to nazwa jest bardzo myląca, bo trudno o łatwiejszy czar psychokinetyczny. My, rzecz jasna, nie będziemy marnować czasu i energii na coś tak prymitywnego, jak wiedźmiński Znak. Będziemy ćwiczyć prawdziwą psychokinezę. Przećwiczymy to… O, na tym koszu, który leży pod jabłonią. Skoncentruj się.


Czyli o tym jak łatwo jest się nauczyć używać znaków. Otóż łatwo.



Okładka to trochę moja głupawka. Nie miałem co robić z rękami podczas nudnych dni w robocie, to stworzyłem takie coś, bo te domyślne okładki Audioteki są tragiczne. Jest tag do blokowania, bo planuję ukończyć całą serię i nie omieszkam sobie pobazgrać w trakcie. xD


Tak, przekleiłem ten segment z poprzedniej recenzji. xD


> #dziwensieodchamia <

#bookmeter #ksiazki #wiedzmin #audiobook #dziwenrysuje #perypetiedziwena

b177b307-2a89-47f6-8adf-016771501444

@Dziwen ehhh tak było... Częste mycie skraca życie, a umyty pingwin to pokąsany pingwin...

Ugryzienie owcy boli, lecz to rysunki od Dziwena goją się najdłużej. Ament. XD

Ja się ogólnie zgadzam z tym że ból d⁎⁎y z powodu Ciri w W4 jest śmieszny, ale akurat argument z cytatu łatwo odbić. Pobawię się w adwokata diabła :P

– Znak Aard – stwierdziła spokojnie. – Chciałeś mi zaimponować? Za pomocą takiego samego gestu , wzmocnionego koncentracją, wysiłkiem woli i zaklęciem, mogę za chwilę wyrzucić polana przez komin, tak wysoko, że będziesz myślał, że to gwiazdy. – Ty możesz – przyznał. – Ale Ciri nie. Nie jest w stanie złożyć Znaku Aard. Ani jakiegokolwiek innego. Próbowała setki razy i nic. A sama wiesz, że do naszych Znaków wystarcza minimum zdolności. A zatem Ciri nie ma nawet minimum.

@Vakarian z tym że potem jak już trenuje z Yen, to ona jej pokazuje jak czerpać moc. Ciri tego nie umiała i dlatego nie była w stanie używać nawet znaków. Jak inaczej wytłumaczysz to, że Ciri potem normalnie posługuje się magią i w tej scenie z mojego cytatu dosłownie rozwala koszyk psychokinezą? Jeżeli potrafi używać magii psychokinetycznej, to potrafi tyle, co Triss w tej scenie z twojego cytatu. A Triss i Yen mogłyby używać znaku Aard. Po prostu dla nich jest zbyt słaby.

Rozszerzony cytat z mojego wpisu:

– Tak zwany Znak Aard, Ciri, to bardzo proste zaklęcie z grupy czarów psychokinetycznych, polegające na pchnięciu energii w żądanym kierunku. Siła pchnięcia zależy od koncentracji woli rzucającego i wydanej mocy. Może być znaczna. Wiedźmini zaadaptowali to zaklęcie, korzystając z faktu, że nie wymaga ono znajomości magicznej formuły – wystarcza koncentracja i gest. Dlatego nazwali to Znakiem. Skąd wzięli nazwę, nie wiem, być może ze Starszej Mowy, słowo “ard” znaczy, jak wiesz, “góra”, “górny” lub “najwyższy”. Jeżeli tak, to nazwa jest bardzo myląca, bo trudno o łatwiejszy czar psychokinetyczny. My, rzecz jasna, nie będziemy marnować czasu i energii na coś tak prymitywnego, jak wiedźmiński Znak. Będziemy ćwiczyć prawdziwą psychokinezę. Przećwiczymy to… O, na tym koszu, który leży pod jabłonią. Skoncentruj się.

– Już.

– Szybko się koncentrujesz. Przypominam: kontroluj wydawanie mocy. Wydać możesz tylko tyle, ile wzięłaś. Jeśli wydasz choćby odrobinę więcej, robisz to kosztem własnego organizmu. Taki wysiłek może pozbawić cię przytomności, a w krańcowym przypadku nawet zabić. Jeśli natomiast wydasz wszystko, co wzięłaś, tracisz możliwość powtórzenia, będziesz musiała czerpać jeszcze raz, a wiesz, że to niełatwe i bolesne.

– Ooo, wiem!

– Nie wolno ci osłabić koncentracji i pozwolić, by energia wyrywała się z ciebie sama. Moja Mistrzyni zwykła była mawiać, że wydawanie mocy musi odbywać się tak, jakbyś puszczała bąka na sali balowej: delikatnie, oszczędnie i pod kontrolą. I tak, by postronni nie połapali się, że to ty. Rozumiesz?

– Rozumiem!

– Wyprostuj się. Przestań chichotać. Przypominam, zaklęcia to sprawa poważna. Rzuca się je w postawie pełnej gracji, ale i dumnej. Gesty wykonuje się płynnie, ale powściągliwie. Z godnością. Nie robi się głupich min, nie krzywi, nie wysuwa języka. Operujesz siłą natury, okaż naturze szacunek.

– Dobrze, pani Yennefer.

– Uważaj, tym razem nie ekranuję cię. Jesteś samodzielną czarodziejką. To twój debiut, brzydulko. Widziałaś tamten gąsiorek wina na komodzie? Jeśli twój debiut wypadnie dobrze, twoja mistrzyni wypije go dziś wieczorem.

– Sama?

– Uczniom zezwala się na picie wina dopiero po wyzwoleniu na czeladników. Musisz zaczekać. Jesteś pojętna, więc jeszcze jakieś dziesięć lat, nie dłużej. No, zaczynamy. Składaj palce. A lewa ręka? Nie machaj nią! Opuść luźno lub oprzyj o biodro. Palce! Dobrze. No, wydaj.

– Aaach…

– Nie prosiłam, byś wydawała dźwięki. Wydaj energię. W ciszy.

– Haa, ha! Podskoczył! Koszyk podskoczył! Widziałaś?

– Zaledwie drgnął. Ciri, oszczędnie nie znaczy słabo. Psychokinezy używa się w określonym celu. Nawet wiedźmini stosują Znak Aard, by zwalić przeciwnika z nóg. Energia, którą wydałaś, nie strąciłaby przeciwnikowi kapelusza. Jeszcze raz, trochę mocniej. Śmiało!

– Ha! Ale pofrunął! Teraz było dobrze? Prawda? Pani Yennefer?

– Hmmm… Pobiegniesz potem do kuchni i zwędzisz trochę sera do naszego wina… Było prawie dobrze. Prawie. Jeszcze mocniej, brzydulko, nie bój się. Poderwij kosz z ziemi i porządnie walnij nim w ścianę tamtej szopki, tak żeby pierze poleciało. Nie garb się! Głowa do góry! Z gracją, ale dumnie! Śmiało, śmiało! O, jasna cholera!

– Ojej… Przepraszam, pani Yennefer… Chyba… wydałam trochę za dużo…

– Odrobinkę. Nie denerwuj się. Chodź tu do mnie. No, malutka.

– A… A szopka?

– To się zdarza. Nie ma się czym przejmować. Debiut, generalnie rzecz biorąc, należy ocenić pozytywnie. A szopka? To nie była wcale piękna szopka. Nie sądzę, żeby komuś bardzo brakowało jej w krajobrazie. Hola, moje panie! Spokojnie, spokojnie, po co ten gwałt i szum, nic się nie stało! Bez nerwów, Nenneke! Nic się nie stało, powtarzam. Trzeba po prostu uprzątnąć te deski. Przydadzą się na opał!

Podczas ciepłych, bezwietrznych popołudni powietrze gęstniało od zapachu kwiatów i traw, tętniło spokojem i ciszą, przerywaną brzęczeniem pszczół i wielkich żuków. W takie popołudnia Yennefer wynosiła do ogrodu wiklinowy fotel Nenneke, siadała w nim, daleko wyciągając przed siebie nogi. Czasami studiowała księgi, czasami czytała listy, które otrzymywała za pośrednictwem dziwnych posłańców, przeważnie ptaków. Niekiedy tylko siedziała zapatrzona w dal. Jedną ręką burzyła w zamyśleniu swe czarne lśniące loki, drugą głaskała po głowie Ciri siedzącą na trawie, przytuloną do ciepłego, twardego uda czarodziejki.

Zaloguj się aby komentować

626 + 1 = 627


Tytuł: Miecz Przeznaczenia

Autor: Andrzej Sapkowski

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: SuperNOWA

Format: audiobook

Ocena: 9/10



Dla mnie zbiór Miecz Przeznaczenia, to ten punkt, gdzie zaczyna się wiedźmińskie samo gęste. Tak, jak w przypadku Ostatniego Życzenia byłem w stanie wybrać najlepsze opowiadania, tutaj nie potrafię. Wszystkie mają w sobie coś fantastycznego, choć nie wszystkie są szczęśliwe.


Najbardziej zaskakujące było chyba opowiadanie "Wieczny ogień". To jaki tam powstaje chaos, jest po prostu piękne i chyba nie spotkałem się jeszcze z takimi scenami w innych tytułach, niezależnie od medium.


Gdyby ktoś mi zaczął wykręcać ręce, póki nie zdecyduję, które opowiadanie podobało mi się najbardziej i o ile jakaś zakapturzona postać by mnie nie uratowała, chyba wybrałbym "Coś więcej". Ta seria prawdziwych scen wymieszanych z halucynacjami była świetna. Zwłaszcza pewien obelisk, przy którym byłem przekonany, że imię pewnej rudowłosej kobiety było halucynacją, a tu proszę. Trochę ten temat rozwinę w recenzji Krwi Elfów. Chyba, bo nie wiem, czy taki detal można uznać za spoiler, zobaczymy.


A no i zakończenie w "Trochę poświęcenia" było mocne. Totalnie się tego nie spodziewałem. Wiadomo, świat wiedźmina jest brutalny, ale to... Ci, co przeczytali, wiedzą pewnie co mam na myśli.


Aaaaa i bym zapomniał. Pierwsze spotkanie Geralta z Ciri też mnie ujęło. Nie wiem czemu, ale lekko prychłem po tekście: "Wiesz Ciri, jak człowiekowi utną głowę, to można od tego umrzeć." Ich rozmowy to było to. xD



Okładka to trochę moja głupawka. Nie miałem co robić z rękami podczas nudnych dni w robocie, to stworzyłem takie coś, bo te domyślne okładki Audioteki są tragiczne. Jest tag do blokowania, bo planuję ukończyć całą serię i nie omieszkam sobie pobazgrać w trakcie. xD

Tak, przekleiłem ten segment z poprzedniej recenzji. xD


> #dziwensieodchamia <
#bookmeter #czytajzhejto #ksiazki #wiedzmin #audiobook #dziwenrysuje #perypetiedziwena

0fb944a9-9820-4e52-9bf2-3d9aa255e538

- Dlaczego więc twoje oczy pełne są strachu, Geralcie z Rivii? Twoje ręce drżą, jesteś blady. Dlaczego? Aż tak bardzo boisz się ostatniego, czternastego imienia, wykutego na obelisku? Jeśli chcesz, powiem ci, jak brzmi to imię.
- Nie musisz. Wiem, jakie to imię. Krąg się zamyka, wąż zatapia zęby we własnym ogonie. Tak być musi. Ty i to imię. I kwiaty. Dla niej i dla ciebie. Czternaste imię wykute w kamieniu, imię, które wymawiałem w środku nocy i w blasku słońca, w mróz, upał i deszcz. Nie, nie boję się wymówić go teraz.
- Wymów je zatem.
- Yennefer... Yennefer z Vengerbergu.
- A kwiaty są dla mnie.
Skończmy z tym - powiedział z wysiłkiem. - Weź... Weź mnie za rękę.
Wstała, zbliżyła się, poczuł bijący od niej chłód, ostre, przenikliwe zimno.
- Nie dziś - powiedziała. - Kiedyś, tak. Ale nie dziś.
- Zabrałaś mi wszystko...
- Nie - przerwała. - Ja niczego nie zabieram. Ja tylko biorę za rękę. Po to, by nikt nie był wówczas sam. Sam we mgle...


Dorosły człowiek, piąta dekada życia, czytałem te opowiadania naście razy, kilka razy słuchałem. Dalej jak czytam potrafią mnie brać dreszcze.

@Dziwen Sporo, owszem. Ale takich jak ta - dla mnie nie ma drugiej.


25 lat po pierwszym przeczytaniu, ale wciąż wybrałbym to za najlepszą książkę jaką przeczytałem.

Zaloguj się aby komentować

625 + 1 = 626


Tytuł: Ostatnie Życzenie

Autor: Andrzej Sapkowski

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: SuperNOWA

Format: audiobook

Ocena: 7.5/10



Nie jest to moje pierwsze podejście do Wiedźmina, ale muszę się przyznać, że mimo przejścia gier po kilka razy, w przypadku książek zawsze kończyłem w okolicy połowy "Ostatniego Życzenia". Nie dlatego, że to słabe opowieści, a raczej ze względu na własną ułomność lat młodzieńczych. Teraz to zmieniam, a przynajmniej się staram korzystać, mając sporo czasu w pracy.

W przypadku tego zbioru opowiadań mam pewien problem z oceną, bo większość już znałem i to w miarę dobrze. To siłą rzeczy u mnie prywatnie trochę ujmuje tego efektu świeżości. No ale jest klimat i to całkiem dobry start serii. To, co bardzo mi się podoba w tych pierwszych dwóch książkach, jest podzielenie ich na osobne opowieści. Trochę to daje takie wrażenie misji w grach i motywuje do kończenia ich jednym ciągiem. Wiadomo, to są opowiadania z fantastyki, więc taka forma była wymuszona. I dobrze.


W kwestii ulubionych opowiadań chyba najlepsze dla mnie to Mniejsze Zło i Wiedźmin, choć każde ma coś w sobie.


Świat wykreowany przez Sapkowskiego ma to coś i ten zbiór dał dobre ku temu podwaliny.



Swoją drogą ten audiobook, jaki wydała SuperNOWA to absolutna klasa światowa. W skali do 10, u mnie ma jakieś 15. xD


Okładka to trochę moja głupawka. Nie miałem co robić z rękami podczas nudnych dni w robocie, to stworzyłem takie coś, bo te domyślne okładki Audioteki są tragiczne. Jest tag do blokowania, bo planuję ukończyć całą serię i nie omieszkam sobie pobazgrać w trakcie. xD


> #dziwensieodchamia <
#bookmeter #czytajzhejto #ksiazki #wiedzmin #audiobook #dziwenrysuje #perypetiedziwena

65812cf4-610c-415f-941e-661594ef92f6

@Dziwen Ale bym chcial zapomniec cala serie i jeszcze raz ja lyknac. Jedna z niewielu serii ktore przeczytalem dwukrotnie i byly tak samo za⁎⁎⁎⁎ste 20 lat temu jak i ostatnio.

@hellgihad ja się od jakiegoś czasu przymierzam, bo Wiedźmina czytałem w gimnazjum i w sumie to poza kilkoma scenami już prawie nic z niego nie pamiętam. xd

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

589 + 1 = 590


Tytuł: Ciekawe historie vol. 2

Autor: Tomasz Czukiewski

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Ciekawe Historie

Format: audiobook

Czas słuchania: 4 h

Ocena: 8/10


Powtórzę się, ale tytuł „Ciekawe Historie” nie jest tylko przynętą. To rzeczywiście ciekawe historie i to bardzo. Jednak odniosę się do tych, które zrobiły na mnie największe wrażenie i/lub skłoniły do przemyśleń.


Zacznijmy od początku: czy pamiętnik może być wiarygodnym źródłem?


Z jednej strony tak - w końcu jego autor brał udział w wydarzeniach i opisywał je „na gorąco”.


Z drugiej strony nie - każdy przetwarza je na swój sposób i relacje świadków mogą się różnić. Dochodzą do tego uprzedzenia, różne poziomy empatii, inteligencji, także emocjonalnej.


Autor audiobooka zastrzegł, że Calek Perechodnik nie był badaczem historycznym i w swoim pamiętniku przedstawił jedynie swoją perspektywę. Niekoniecznie pozytywną dla Polaków, którym zarzucił złe traktowanie Żydów. Czy można się im dziwić, gdy Niemcy chcieli wytrzebić Żydów właśnie? Brak ich obecności w miastach oferował względny spokój.


Poza tym z relacji Calka można dowiedzieć się, że Żydzi sami źle traktowali innych Żydów. Niemcy potrzebowali robotników - nikt z getta nie chciał pójść. Wytypowano najuboższych, którzy nie mieli ani pieniędzy, żeby się wykupić, ani znajomości, które mogłyby im pomóc. Ba, sama policja żydowska była tego dowodem.


Nie chcę tutaj nikogo oceniać. Była wojna, istniało realne zagrożenie śmierci, która mogła przyjść każdego dnia. Pewnie każdy chciał przeżyć i robił to, co mógł, by przetrwać to piekło. Trudno jest postawić się w ich sytuacji i łatwo jest mówić, że mogli zrobić inaczej. Tylko że nas to nie dotyczyło i mam nadzieję, że nigdy nie będzie.


Rozdział o niewolnictwie sprawił, że zacząłem myśleć o rodzicielstwie. A raczej o tym, dlaczego ludzie decydują się na dzieci, kiedy sytuacja temu nie sprzyja.


Dzieci niewolników rodziły się już zniewolone. Nie miały na to wpływu, nie mogły dokonać wyboru - zostawały skazane na niewolnicze życie. Nie rozumiem, jak można skazać własne dziecko na ten sam bądź nawet gorszy los.


Rozumiem, że w tamtych czasach mentalność była zupełnie inna. Być może seks stanowił jedyną przyjemność dla niewolników, której nie potrafili sobie odmówić. Efektem tego były kolejne pokolenia niewolników.


Antynatalistą nie jestem, jednakże nie jestem też zwolennikiem nieprzemyślanych decyzji, szczególnie gdy dotyczą nowego życia. Które, powtórzę się, nie ma nic do gadania. Widok wielodzietnych, biednych rodzin jest dla mnie przykry i jasne, niby pieniądze nie dają szczęścia, ale dają poczucie bezpieczeństwa i zwiększają szansę na godne życie.


Cieszę się, że autor audiobooka decyduje się przytoczyć mniej znane historie, jak chociażby ta o ewakuacji polskiego złota po wybuchu drugiej wojny światowej. Nie sądziłem, że to może być tak fascynująca opowieść.


Podobnie jak ta o potomstwie Stalina. O Józefie powiedziano wiele, jednakże nigdy wcześniej nie słyszałem o jego dzieciach. Najbardziej rozbawił mnie fragment, z którego wynika, że w domu aż takim dyktatorem Stalin to nie był i czasem musiał się kryć przed swoją o wiele młodszą, drugą żoną. Kto by pomyślał. ; )


Nie żałuję decyzji o zakupie pakietu audiobooków i łapię się na tym, że wieczorami nie mogę się doczekać, aż przesłucham kolejny rozdział w drodze do pracy.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #historia #audiobook #czytajzhejto

55580544-ab86-4adf-87d3-dec00b309ceb

Zaloguj się aby komentować

Poniżej zamieszczam fragment książki Paragraf 22 czytanej przez Krzysztofa Globisza, polecam gorąco ten audiobook jeżeli ktoś jeszcze nie słyszał.

Sam fragment jest chyba moim ulubionym z książki, dotyczy oskarżenia Clevingera i jest po prostu idealny, absurdalny, zabawny ale i też niesamowicie smutny z tą puentą. To powtarzający się schemat w tej książce, jak czytelnik się śmieje do rozpuchu to zaraz dostaje cios w najmniej spodziewanym momencie, po prostu uwielbiam.

https://soundcloud.com/dzoniak/paragraf22-clevinger/s-YsekF7yWptr?si=55780ecfa22f4aa5a42922651bca1db1&utm_source=clipboard&utm_medium=text&utm_campaign=social_sharing


#audiobook #paragraf22 #ksiazki

Zaloguj się aby komentować

560 + 1 = 561


Tytuł: Atomowi. Testy nuklearne na ludziach

Autor: Łukasz Dynowski

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Agora

Format: audiobook

Długość: 6h

Ocena: 7/10



Nie wiem, czy będę w stanie napisać coś odkrywczego, bo @WujekAlien , który zachęcił mnie swoją recenzją o TUTAJ, w sumie napisał wszystko to, co ja sam mógłbym powiedzieć o tej książce pozytywnego. Przyznam, że niektóre opisy, widziane przez pryzmat obecnego poziomu wiedzy o bombach atomowych, wprowadzały w lekki niepokój. Lekki, bo w momencie słuchania siedziałem wygodnie w samochodzie, a nie na krzesełku z innymi żołnierzami, czekając na wybuch i robiąc za królika doświadczalnego.


W zasadzie jedynym grubszym minusem tej książki była jej powierzchowność. Im dalej w las, tym robi się gęściej, ale zwłaszcza na początku miałem wrażenie, że temat jest tylko zarysowany, bez większej chęci, żeby wejść głębiej. Takie Wyspy Marshalla i tamtejsza rdzenna ludność dostały ekspozycję równą może dwóm średniej długości artykułom, tylko chyba rozciągniętym na więcej słów. Kiedy kilka lat temu sam zagłębiałem się w ten temat, chcąc napisać coś na hejto, chyba wiedziałem więcej, niż wynika z tej książki. Na szczęście to najpewniej efekt tego, że jej celem było skupienie się na żołnierzach, a nie na cywilach. Ci drudzy oczywiście się pojawiają, ale wyraźnie schodzą na drugi plan wobec tych, którym wydawano rozkazy, by maszerować w stronę grzyba atomowego.


Pewnie trochę się czepiam, ale zabrakło mi też głębszego wejścia w doświadczenia tych, którzy obserwowali wybuchy z bardzo bliskiej odległości. Kilka razy przewija się opis, jakoby byli w stanie widzieć kości - swoje i swoich kolegów - podczas eksplozji, i jest to raczej traktowane jako fakt. Oczywiście nie jestem fizykiem i nie siedziałem na krzesełku na jakiejś pacyficznej wyspie, ale brzmi to, co najmniej wątpliwie. Oczy tak nie działają. To, co widzieli, było najprawdopodobniej reakcją na ekstremalnie intensywne światło, które oślepiało nawet przez gogle ochronne i zamknięte powieki. Bo powieka to w gruncie rzeczy tylko cienka warstwa skóry - ma swoje ograniczenia.


Jak wspomniałem - to raczej czepialstwo z mojej strony. Cała reszta jest naprawdę „fajna” - o ile w ogóle można użyć tego słowa w tym kontekście. Dostajemy sporo bardzo trudnych historii związanych ze śmiercią, deformacjami u dzieci i tuszowaniem wszystkiego przez różne rządy USA. Bo prawda jest taka, że nie tylko ci, którzy byli zmuszani do roli królików doświadczalnych, zapłacili za to najwyższą cenę, ale i ich potomkowie. No, nie wszyscy byli zmuszani. Chyba kilku zgłosiło się na ochotnika. Nie wiem, czy to dobrze pamiętam.


Tak jak wspomniał @WujekAlien w swojej recenzji, książka sprawdza się raczej jako wstęp do dalszego zgłębiania tematu. Punkt wyjścia, ale całkiem solidny i godny polecenia.


Skupiłem się bardziej na minusach, bo @WujekAlien przedstawił głównie pozytywy. Uznałem, że ich przepisywanie byłoby bezcelowe, zwłaszcza że z większością się zgadzam. Zresztą, kto by czytał takie recenzje-kobyły na kilka stron A4. Mam wątpliwości, czy ktokolwiek to czyta. xD



#bookmeter

> #dziwensieodchamia <

#ksiazki #audiobook #testynuklearne

b1c5dd96-7e68-45b7-8127-2c4e4a263f1d

@Dziwen fakt, ten motyw widzenia kości przewija się kilka razy, ale autorowi nie chciało się go wyjaśnić, w sumie, jak żadnych innych zjawisk, które opisuje

Zaloguj się aby komentować

532 + 1 = 533


Tytuł: Poziom śmierci

Seria: Jack Reacher

Autor: Lee Child

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Albatros

Format: audiobook

Lektor: Kamil Pruban

Długość: 15h

Ocena: 7.5/10


Wybierając kolejną książkę z tej lżejszej półki, nie spodziewałem się, że akurat Poziom śmierci wciągnie mnie aż tak mocno, zwłaszcza że zawiera pewne elementy, które zwykle mnie w podobnych tytułach irytują.


Z Jackiem Reacherem miałem już wcześniej styczność: widziałem jeden film i połowę pierwszego sezonu serialu Amazona, który porzuciłem chyba tylko dlatego, że w tym samym czasie wyszła gra, na którą czekałem. Klasyczny problem jednego slotu czasowego - musiałem wybierać. Nie wiedziałem czego się spodziewać po książkowej wersji pierwszego sezonu, ale postanowiłem, że spróbuję go ukończyć właśnie w taki sposób. I to był strzał w dziesiątkę - no, patrząc na ocenę w 7.5/10, a to całkiem sporo.


Przede wszystkim czyta się to dosłownie jak serial, lekko rozszerzony o myśli głównego bohatera. Przez pewien czas zdumiewało mnie, jak dobrze to wszystko zostało odwzorowane. Sceny z "Poziomu śmierci" przeniesione do serialu dosłownie 1:1. Książkowy Reacher też nie kipi od strony opisów, a sceny mają mocno akcyjny charakter. Możliwe, że wpływa na to mój ulubiony sposób narracji, bo ten dostajemy z głowy głównego bohatera, a że Reacher raczej nie ma zmysłu artystycznego, nie mamy opisów kurtyn w jakimś motelu na 50 stron. Nie ma też rozwleczonych scen akcji, poza jedną. Wszystko dzieje się szybko, nie ma durnych monologów złoli o tym, dlaczego coś robią, a jak do kogoś się strzela, to w głowę i koniec historii.


Jestem dość specyficzny i zupełnie nie przeszkadzają mi niedopowiedzenia. Wręcz przeciwnie, lubię je, bo dają przestrzeń do własnych interpretacji. Seria o Reacherze jest rozbudowana, więc brak natychmiastowych odpowiedzi (np. dlaczego Jack wyleciał ze służby) traktuję raczej jako coś, co może wybrzmieć później, w lepszym momencie fabularnym. Zwracam na to uwagę głównie dlatego, że widziałem to u kogoś w recenzji, jako zarzut. Dla mnie zaleta.


Są jednak rzeczy, które mnie standardowo męczą w takich historiach, jak „efekt 007”, czyli obowiązkowy wątek romantyczno-erotyczny. Mam do tego alergię, bo to często wydaje się doklejane na siłę. Tutaj jeszcze da się to przełknąć, ale mam przeczucie, że w kolejnych częściach stanie się to niestety powtarzalnym schematem.


Do tego dochodzą drobne zgrzyty fabularne. Niby nic dużego, ale momentami czuć przekombinowanie. Akcje w stylu: Reacher rozcina z impetem pudło z upchniętym hajsem, kasa frunie rozwiewana przez wiatr i to tworzy zasłonę dla głównego bohatera. No nie, nie, nie. Albo idziesz do typa, co zarządza bankiem, pytając o byłego pracownika, którego zwolnił. Jesteś na dobrą sprawę nikim, a on cię bierze do biura i robi małe TED Talks o tym, na czym nowoczesne banki zarabiają pieniądze. No nie. Znowu nie. Przekombinowane, choć nie razi aż tak mocno. Może w kolejnych książkach jest to trochę lepiej poprowadzone. Wybaczam.


Czy nie pasuje mi to, że Reacher to taki badass, co może i robi wszystko? Nie, bo nie odniosłem takiego wrażenia. Często dochodziło do sytuacji, w których chłop łapał znacznie wolniej to, co ja już widziałem od dawna. Nie chodzi tu o samą główną oś intrygi, ale jej elementy. Tak, będzie pierwszym, poza jedną osobą, który to wszystko rozgryzie, ale mam wrażenie, że czytelnik zrobi to przed nim. I to lekko mi podważa wizję Jacka wszechmogącego, nawet jak jest pod względem scen akcji trochę jak terminator. Z innej strony na dobrą sprawę ta książka nie daje mu silnych fizycznie przeciwników po szkoleniu wojskowym, którzy wiedzą, z czym się mierzą.


Dla mnie ta książka jest naprawdę fajna, a w wersji audio jeszcze lepsza i pewnie będę kontynuował w takiej formie. Nie mam ani czasu, ani chęci ostatnio do oglądania seriali. Jak wcześniej wspomniałem - ten sam slot, co gry, a tych też mam backlog ogromny.


Swojo drogo te opisy z okładek strasznie mnie krzywią. Tu lepszy od Bonda, czy Bourne'a, tam nie ma sobie równych. Najtwardszy z twardzieli. Matko Bosko. Na szczęście to tylko durne zdania z okładek.


#bookmeter

> #dziwensieodchamia

#ksiazki #audiobook #jackreacher #leechild

fba953a4-fa02-4b11-949a-678306a2229e

Zaloguj się aby komentować

#ksiazki #audiobook

"Życie w chłopskiej chacie"

Kamil Janicki

audiobook


Książki wysłuchałem w formie audio głównie przy pracy. Cóż... jakoś szczególnie mnie ona nie zaskoczyła, ale była ciekawa jako całość. Autor skupia się na życiu polskiego chłopstwa głównie w XVIII i XIX wieku od czasu do czasu odnosząc się też do początku wieku XX. Powołuje się przy tym na liczne źródła pisane: wspomnienia, prace tzw. społeczników, artykuły prasowe, opinie historyków i badaczy życia wiejskiego. Dlaczego nie miałem efektu zaskoczenia? Chyba dlatego, że wcześniej już zetknąłem się z materiałami Kamila Janickiego na YouTube, gdzie opisywał realia życia na polskiej wsi. Jednak dla tych, dla których dawna polska wieś, to fajne domki w skansenach albo "Chłopi" Reymonta, gdzie największym dramatem jest wywiezienie na gnoju książka może być niemałym szokiem. Polski chłop jadł marnie, żył w brudzie i smrodzie a jego świadomość o otaczającym świecie była mała a pomniejszana jeszcze przez zabobon. Autor w kolejnych rozdziałach opisuje różne kwestie chłopskiego życia od takich podstaw jak dieta, warunki mieszkaniowe i choroby po pożycie małżeńskie i rozrywki. Sporo wiedzy i ciekawostek podanych w dość przystępny sposób. Moim zdaniem warto. Co ciekawe słuchając o wieku XVIII czy XIX w niektórych wypadkach nie miałem wrażenia, że to czasy aż tak odległe. Mając okazję wielokrotnie rozmawiać z ludźmi, którzy pamiętali polską wieś z czasów przedwojennych lub krótko powojennych natrafiałem na opisy podobne temu, co przytacza Janicki w swojej książce.

ac3f2a62-f3a2-485f-8cbf-4781a3a616fc

Ważnym pytaniem jest to, czy można ufać w tej kwestii gościowi, który strzela nowymi książkami, jak z karabinu maszynowego, niemal dorównując w tym Remigiuszowi Mrozowi.


Mnie kiedyś przed Janickim ostrzeżono, to i ja ostrzegę, by nie brać wszystkiego, co pisze na poważnie, bo lubi dobierać przykłady pod tezę i pisać historię "po swojemu".

@Dziwen tutaj mi się treść książki jednak zazębia z pozycjami z którymi gdzieś tam się wcześniej zetknąłem chociażby we fragmentach. Plus jeszcze, to co znam z opowieści osób pamiętających chociażby międzywojenną lub powojenną polska wieś. Co do samego Janickiego, to wiem, że opinie o nim są podzielone.

@WatluszPierwszy Tak jak jedni romantyzują polską wieś, tak Janicki zdecydowanie dramatyzuje..
Przeczytałem chyba Pańszczyznę i trochę jego twórczości internetowej to się czułem jakby każdy chłop miał swojego prywatnego pana, który cały dzień go batoży i jedzenie z rąk wyrywa.


@zuchtomek w temacie polskiego chlopstwa mozna zauwazyc dwa skrajne podejscia - i Janicki zdecydowanie reprezentuje to bardziej "czarne"

@Pirazy Bo prawda jest taka, że kolorowo raczej nie było, problem w tym, że Janicki za dosłownie wszystko obwinia panów ziemskich i wszelkie zło przedstawia jako codzienność - tak jakby każdy chłop 'chciał uciec do wielkiego miasta, a Pan go przykuwał do grzejnika, poił alkoholem i torturował dla własnej przyjemności' podczas gdy to dużo bardziej skomplikowane jest, bo taki 'wolny chłop' to sam za bardzo by nie przetrwał, nie znał innego życia, nie mógł wziąć PKS'a do Krakowa (o ile wiedział o jego istnieniu) i odmienić swojego życia bo nie miał nawet wiedzy o innych możliwościach i szlachta nawet za bardzo do utrzymania tego stanu rzeczy się nie musiała przykładać pewnie.

Janicki ma mega-denerwującą manierę mówienia, jakby kiedyś leczył się z jąkania.

Tz. nic do niego nie mam i ważne, że mówi ciekawie i merytorycznie, ale w tej książce nie pasował mi lektor, który mówił płynnie a ja podświadomie czekałem na te jego pauzy

Zaloguj się aby komentować