Klasyka kina brytyjskiego oraz kina o narkomanach.
Środowisko szkockich ćpunów. Główny bohater Mark Renton po wielu próbach postanawia zrezygnować z nałogu na dobre, przenosi się do innego miasta, zakochuje w dziewczynie. Jednak przeszłość w postaci dawnych kumpli od strzykawki oraz zatwardziały recydywista podąża jego śladem, aby go dopaść....
W filmie wykorzystano muzykę takich brytyjskich grup jak: Pulp, Blur, czy Lou Reed
"Dzisiaj, w pewnym popularnym dyskoncie z owadem w logo, usłyszałem rozmowę, która kompletnie poprawiła mi humor. Na pytanie klienta: „A te zupy to dobrze smakują?”, pewien kasjer odpowiedział z kamienną twarzą:
„Nie ma tak, że dobrze czy niedobrze…”
I ja uważam, że to było piękne. Cóż, chyba nie ma lepszego dowodu na to, jak głęboko „Asterix i Obelix: Misja Kleopatra” wsiąkł w nasz język, humor i popkulturowe DNA. Zrobiło mi się cieplutko na serduszku.
Bo umówmy się — „Misja Kleopatra” to jedna z najlepszych komedii wszech czasów i absolutne wyżyny polskiego dubbingu. Tak naprawdę to jeden z niewielu (obok RRRrrr!!!) filmów aktorskich, w których dubbing działa lepiej niż oryginał. A skoro o tym dubbingu mowa, to jedno nazwisko: Bartosz Wierzbięta.
Są tacy ludzie, których nie widać, a bez których nie byłoby filmowej magii. Wierzbięta to dialogista absolutny. To dzięki niemu pewien ogr nauczył się mówić po polsku, a my wiemy, żeby mówić komuś prosto w profil. Ma niezwykłe wyczucie języka, rytmu, humoru i tę rzadką umiejętność pisania dialogów, które bawią i dzieci, i dorosłych jednocześnie. To jego słowa usłyszeliśmy w takich hitach jak „Uciekające kurczaki”, „Shrek”, „Potwory i spółka”, „Lilo i Stich” czy właśnie „Asterix i Obelix: Misja Kleopatra”.
Dla mnie to był fenomen dzieciństwa – film, który cytowało się w szkole, na podwórku i przy stole. A dziś? Stał się zjawiskiem pokoleniowym – wciąż sporo go w memach, a nawet w rozmowach, jak ta dzisiejsza przy kasie. Żyćko."
Nie znajdę tego, ale lubię też fragment, gdy podczas poszerzania plaży nad polskim morzem, reporter TVP opowiada, że "widzą Państwo jak za moimi plecami maszyna bierze piach z dna morza i wyrzuca na plażę, samo gęste leci, aż się paski na pompie grzeją". I think it's beautiful.
Z takich moich życiowych sukcesów, to dopiero w ubiegłym tygodniu dowiedziałem się że Danuta Stenka, Katarzyna Herman i Agata Kulesza to trzy różne aktorki.
Nawet jak oglądaem "1670" czy "Idę" to myślałem że to Stenka
Przypomniałeś mi ostatni materiał tvfilmy, jaki oglądałem, gdzie szef całego kanału radośnie przyznał bez chyba żadnej autorefleksji, że nie wie kim jest Katarzyna Herman xD
Widocznie masz zadatki na prowadzenie kanału z >220k subów.
@HerrJacuch nie ma żadnej szansy na to że rozpoznam je na ekranie nawet teraz jak wiem że to trzy różne osoby. To jak z Margot Robbie, Jamie Pressly czy Emmą Mackey - dla mnie to ta sama aktorka
Ja w ogóle jakoś polskich aktorek nie kojarzę z nazwisk (poza kilkoma wyjątkami). Jak zobaczę twarz to coś tam dzwoni, że grała tam czy tam, ale jak małżonka się czasem pyta "o, a słyszałeś że (i tu pada nazwisko) będzie grała w nowym filmie czy serialu / wyszła za mąż / rozwiodła się / urodziła dziecko itd" to u mnie jest zawsze taka sama reakcja: Yyyyy...
Reżyseria: Jeremiah Zagar i Salli Richardson-Whitfield
Czas trwania: 7x1h
Ocena: 8/10
Po Mare z Easttown spodziewałem się od jego twórcy kolejnego dobrego serialu i się nie zawiodłem. Wszystko jest tutaj spójne, wciągające, bardzo dobre role i historia dopięta od początku do końca. Finał świetny. Nic tylko oglądać!
Ofcen mi kazał zapalić świeczke i obejrzeć ulubiony film no to obejrzałem. Tzn jestem w trakcie, bo ten film to tak naprawde trylogia wiec musze obejrzeć wszystkie części.
A co do filmu:
Saruman to pała
Arwena kocham cie
Boromir troche ciota bo chciał ukraść pierscień
Peregrin Tuk uspokój sie bo strasznie wszystkich wkurwiasz
Kończy się sezon w nadmorskim miasteczku, kończy się dość dramatycznie bo morderstwem właściciela lodziarni. Lokalny milicjant rozpoczyna śledztwo, niebawem dołączy do niego porucznik Szczęsna z komendy wojewódzkiej.
Ot, kryminał schyłku PRL-u. Całkiem sporo komediowych elementów, ogląda się szybko, z zainteresowaniem, można się pośmiać.
Zaczołom wczoraj oglądać z córką jako film na dobranoc. I tak jak jeszcze przełknęłom, że główny bohater jest rycerzem gejem, tak wkurwionej niebinarnej lesby co zapomina o dniu nóg i nie potrafi wybrać sobie zaimków nie dałom rady oglądać.
Córka też nie dało.
"Tata, czemu ona gada jak nienormalna".
edit: dodam jeszcze dla formalności, że typiara ma moc "identyfikowania się jako wybrane zwierzątko" i wtedy jak się z nim identyfikuje to się nim staje. Hej
#filmy #netflix #gownowpis
@FodiJoster analogicznie mialem z Boots, po trailerze zapowiadalo sie nawet całkiem calkiem, ale motyw totalnej p⁎⁎do-cioty wstepujacej przez pomylke do marines mnie przerósł.
@FodiJoster mnie glowny bohater po 3 odcinkach zaczął mocno irytować swoją pizdowatoscią, nieporadnością i jakims takim infantylnym podejściem... jak rozchodze to jeszcze spróbuję wrócic, ale chyba juz poczekam na 'prawdziwy' film o marines
Jak sama nazwa wskazuje od czasu do czasu będę wrzucał losowa ścieżkę dźwiękową lub kompilacje utworów inspirowanych danym filmem.
Tych drugich pewnie będzie więcej bo lubię tego typu wydawnictwa ze wzgledu na możliwość odkrywania perełek, których często ze świecą szukać wśród oficjalnych wydawnictw danego zespołu.
Zawsze pochylę się nad utworami, które warto poznać.
Tyle tytułem wstępu ( i tak nikt tego nie będzie czytał).
Zaczniemy od bardzo popularnej klasyki, bo znając życie, ktoś się zesra o brak tego albumu, a ja raczej za nim nie przepadam ze względu na koleżankę z młodości, która chyba nie wiedziała, że istnieją tez inne kasety magnetofonowe i katowała mnie tym za każdym razem jak ją odwiedzalem.
Tytuł: Music from the motion picture Pulp Fiction
Kompozytor: Różni wykonawcy.
Wydawca: MCA
Rok wydania: 1994
Czas trwania: 41m 10s
Jak to zwykle u Tarantino, który sam dobiera utwory do swych dzieł tu także królują przede wszystkim lata 60-70, a więc jest dużo disco, popu i surf rocka.
Album uzupełniają dialogi z filmu wrzucone pomiedzy utworami, co dodaje klimatu i nie pozwala zapomnieć z jakim filmem mamy do czynienia.
2. Dick dale & his del-tones: Misirlou (1962.)
Utwór instrumentalny.
Bez wątpienia najbardziej popularny utwór otwierający film. Kompozycja pochodzi z regionu wschodniego morza śródziemnego gdzie od lat jest znana jako pieśń ludowa. Wersja wykorzystana w filmie jest surfrockową interpretacją przeboju Jana Augusta z 1964r.
Piosenka po raz pierwszy ukazała się jako premierowy kawałek na płycie Greatest Hits ww autora w 1975r.
Jeden z najlepszych utworów z czołówek filmów w ogóle, zwlaszcza po znakomitym początkowym dialogu Tima Rotha i Amandy Plumer.
4. Kool & the Gang: Jungle Boogie (1973r.)
Piosenka o murzynskim ugi bugi do tańca i hulańca.
Ten funkowy utwór oryginalnie pochodzi z czwartego albumu grupt "Wild and peacefull" i był wielkim przebojem dyskotek w swoim czasie.
5. Al Green: Let's stay together (1971r.)
Wykorzystana w scenie wejscia Vincenta i Julesa z walizką do baru Marcellusa gdzie ten trzeci dobija właśnie targu w sprawie bokserskiej walki Butcha.
Utwór właściwie ginie w filmie, ale w momencie wydania był ogromnym hitem przez 16 tygodni utrzymującym się na 1 miejscu listy Billboard Hot 100. Opowiada o naiwnym pantoflarzu wierzącym, ze miłość jego pani nigdy nie przeminie.
Pochodzi z albumu o takim samym tytule, ale wydanym dopiero rok po sukcesie singla.
6.Tornadoes: Bustin' Surfboards Alternate Take(1962r.)
Utwór instrumentalny.
Scena zażywania heroiny przez Vincenta.
Bardzo trafnie dodana.
Utwór instrumentalny bardzo mało znanego zespołu, który to był ich jedynym hitem docenianym zwłaszcza, za użyte w tle nagranie szumu morza co sprawiało wrażenie pobytu na plaży podczas odsłuchu.
Popularność przyszła właśnie dzięki wykorzystaniu jej w Pulp Fiction co przyniosło za sobą comeback, trasę koncertową, a nawet nowe wydawnictwa.
8. Dusty Spriengfield: Son of a preacher man (1968r.)
Piosenka napisana z myślą o Aretcie Franklin opowiada o dziewczynie mającej kisiel w majtkach ma widok tytułowego syna pastora.
Duży hit w swoim czasie współczesnym słuchaczom bardziej znany jako sampel w Anthemie o legalizacji marihuany zespołu Cypress Hill na albumie Black Sunday.
10. The Centurions: Bullwinkle Part II. (1963r.)
Utwór instrumentalny.
Kawałek z debiutanckiego albumu kapeli.
Znany najbardziej z obecności w tytułowym filmie. Użyty w scenie heroinowego haju Vincenta. Cały debiutancki album jest w klimacie tego utworu.
12. Chuck Berry: You never can tell.
Opowieść o dwójce nastolatków, którzy wzieli ślub i z czasem dorobili się na tyle, że kupili auto i jadą do Nowego Orleanu uczcić rocznice.
Utwór bardzo trafnie dodany do sceny z konkursem twista, w którym biorą udział Mia i Vincent.
Berry napisał ją w więzieniu, do którego trafił za złamanie ustawy Manna ( https://en.wikipedia.org/wiki/Mann_Act ).
Cokolwiek by nie napisać piosenka na stałe wpisała się w świadomość melomanów jako ilustracja ww sceny.
13. Urge Overkill: Girl, you'll be a woman soon (1994r.)
Cover piosenki Neila Diamonda z 1967r.
Krzyk rozpaczy apsztyfikanta zakochanego w młodej dziewczynie, której wszyscy powtarzają, że nie jest jej wart.
Kawałek był dosyć dużym hitem w czasie promocji filmu. Scena samotnego tańca naćpanej Umy Thurman wpisała się na stałę do kultowych scen w kinie.
14. The Revels: Comanche (1959r.)
Utwór instrumentalny.
Słyszymy go gdy Butch decyduje się uratować d⁎⁎ę Marsellusa z rąk Zeda.
Kolejny genialnie dobrany utwór, który zupełnie nie pasował by do sceny gdyby nie unikalny klimat Pulp Fiction.
Wykonawcy byli znani w kręgach popularności surfrocka.
17. The Lively Once: Surf Rider (1963r.)
Utwór instrumentalny.
Ostatni utwór godny zaznaczenia. Ostatni na ścieżce dźwiękowej oraz w filmie. Trwa jeszcze na napisach końcowych.
Jest to cover kompozycji "Spudnik" zespołu The Ventures, który to brzmi przy nowszej wersji jak demo.
Podsumowując, muszę przyznać, że odsłuchując soundtrack bawiłem się świetnie wbrew początkowemu nastawieniu.
Jest to album kompletny idealnie uzupelniający wybitne dzieło Tarantino, ale też potrafiący żyć niezależnie od obrazu.
Odkopał masę zapomnianych perełek, które zyskały nowych fanów i przede wszystkim chwała mu za to.
Bardzo polecam.
Młoda funkcjonariuszka rzuca wszystko, żeby udawać członkinię ETA i ryzykuje życiem, aby poznać kryjówki terrorystów zlokalizowane na południu Francji.
Film oparty na faktach, jakto rozbijano w Hiszpanii ETA. Są momenty gdzie trzymał w napięciu, dobrze zagrany. Nie podchodziłem do tego jak do filmu opowiadającego historię Hiszpanii, ale podejrzewam, że dla Hiszpanów, czy Basków to będzie jeszcze lepsze widowisko. Mnie to tak nie poruszyło, jak zapewne poruszy ich. Ogólnie warty obejrzenia.
Reżyseria: Michał Waszyński, Jan Nowina-Przybylski
Czas trwania: 1h 18m
Ocena: 7/10
Czasem trzeba łyknąć prostą rozrywkę, ludzie wtedy chwytają zwyczajowo za amerykańskie średniaki, a ja wtedy włączam polskie komedie przedwojenne.
Obawiam się jednak, że wszystkie lepsze polskie komedie z okresy dwudziestolecia międzywojennego już widziałam.
"Panienka z poste restante" nie jest złą komedią, był fun? Był. Ale to jednak o wiele mniej śmieszniejsza i urocza komedia niż np. "ABC miłości" czy "Jadzia".
Cenię bardzo chada Aleksandra Żabczyńskiego (amant polskiego kina, laski waliły drzwiami i oknami na jego filmy), ale dla mnie jest za sztywny nieco w tym obrazie, wiadomo, taka rola znów mu się trafiła, ale jednak najbardziej rolą odstaje Alma Kar w roli prowadzącej kobiecej. Zresztą nigdy Kar zawrotnej kariery nie zrobiła w Polsce ani nigdzie indziej.
Za to profeskę odwalają jak zwykle aktorzy starszej daty jak Ćwieklińska czy Znicz - sceny z nimi to gwarantowana rozrywka.
Sama komedia? Jak to bywa w polskich komediach romantycznych to po prostu czysta komedia omyłek, która produkuje z widza salwy śmiechu. Do tego romans pięknym młodych ludzi i mamy akuratnego hita.
Szkoda, że film nie zachował się w całości. Ewidentnie brakuje tam kilku scen.
Film ten można obejrzeć za darmoszkę na Ninoteka, znajduje się tam całkiem sporo polskich filmów przedwojennych - z takich najlepszych polecam "ABC miłości" bo to 10/10, można się tarzać ze śmiechu, a grają tam Adolf Dymsza i Maria Bogda, czyli praktycznie topka aktorska z tamtych czasów.
Znów mi się trafił ostatni film reżysera. Tym razem mistrza Wajdy. Film opowiada o polskim malarzu Władysławie Strzemińskim, który przed wojną był praktycznie bolszewikiem, ale kilka lat po wojnie został pozbawiony wszelkich praw artysty, gdy sprzeciwił się wdrażaniu idei socjrealizmu - wywalono go z uczelni, wywalono go ze związku, który sam zakładał, bez papierów nie mógł nigdzie znaleźć pracy. W roli głównej Bogusław Linda.
Na filmwebie i w ogóle ludzie krytykują ostatni film Wajdy, ale mi ogólnie się podobał - to smutna opowieść o tym, jak system potrafi zniszczyć sztukę i jego twórcę.
"Mój ojciec - Zabójca BTK", Netflix, premiera 10 października tego roku.
Zabierając się do oglądania tego filmu, nie miałem właściwie żadnej wiedzy o BTK poza wzmianką, która o nim była w Mindhunterze.
Dokument niestety daje nam dość szczątkowe informacje na temat popełnianych przestępstw. Jest to raczej telegraficzny skrót stanowiący zachętę do samodzielnej eksploracji tematu już po obejrzeniu filmu.
Film skupia się na Kerri Rawson, która jest córką Dennis Radera (BTK). Dowiadujemy się w jaki sposób poznała prawdę o swoim ojcu, a także jakim rodzicem był seryjny morderca. Kerri wspomina także o ostracyzmie społecznym, którego doznała.
Archiwalne materiały to z pewnością najciekawszy element filmu i to one dają nam obraz tego, jakim zwyrolem był BTK. Wywiady ze śledczymi, pokrzywdzonymi i nagrania z rozprawy to coś, czego powinno być tutaj dwa razy więcej. W tego typu produkcjach zawsze denerwuje mnie inscenizowanie niektórych scen mających miejsce w przeszłości (dla mnie zawsze ma to vibe Sędzi Anny Marii Wesolowskiej) - tutaj są takie momenty.
Ogólnie werdykt jest taki, że jako wstęp do historii BTK jest to dobra pozycja, ale po jej obejrzeniu konieczne jest zapoznanie się z bardziej szczegółowymi treściami jak podcasty czy książki.
Sergiusz – nastolatek z technikum – jest niezrozumiany przez rodzinę i prześladowany przez rówieśników z powodu pasji do fantastyki i gier LARP (live action role-playing). W niesamowitym świecie wyobraźni i przygód spod znaku magii i miecza jest prawdziwym herosem – męskim, dzielnym, niepokonanym. W świecie rzeczywistym – już niekoniecznie. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy w klasie chłopaka pojawia się nowa uczennica – piękna Helena, w której ten zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Niestety dziewczyna zaczyna kolegować się z grupą popularnych uczniów. Sergiusz czuje, że w starciu ze szkolnymi trollami ma nikłe szanse na zdobycie serca Heleny. Wszystko zmienia się, gdy niespodziewanie odkrywa tajemnicę nastolatki, a do miasta przybywa sławny autor bestsellerów.
Nie wiem co dalej w scenariuszu, ale to pewnie bardziej jakieś takie bajkowe romansidło gdzie wszystko kończy się "szczęśliwie" i nerd zdobywa fajną d⁎⁎ę niż lepiej odpowiadający rzeczywistości dramat, gdzie laska wybiera jednak najbardziej przebojowego przygłupa, zachodzi z nim w ciążę, przygłup ją zostawia i nerd jest wtedy brany pod uwagę, no przynajmniej do czasu odchowania bąbelka (a potem się zobaczy)
Jaki jest wg. mnie najlepszy polski serial kryminalny? Ekstradycja, czy Sfora? Nieee. Erynie? To już bardzo wysoko zawieszona poprzeczka, ale imho, przebija je Glina z Jerzym Kawalerowiczem.
Właśnie wraca na ekrany za sprawą Netflixa i oby tego nie zj€bali!
W artykule jest też zwiastun - w razie paywalla otwierać w oknie prywatnym:
Jak to ludzie pisali po premierze "polski Tarantino". W sumie więc gwarancja dobrej zabawy - i tak było. Ale czy coś więcej? Ot, kolejny polski średniak, dobrze zrealizowany, fajny scenariusz, fajni aktorzy (szczególnie Bielenia, bo sam Braciak jako Kościuszko chodzi wiecznie z jedną miną).
Takie tam historyczne kino akcji. Do obejrzenia, rozkoszowania się, ale tam nic więcej nie ma. A lepszy fun mogą sprawić filmy samego Tarantino.
PS, Najbardziej podobały mi sceny gdy Więckiewicz wjeżdżał gdzieś ze swoją grupką żołnierzy i każdy na ich widok przestraszony krzyczał "Rosjanie!".
Ostatni film mistrza Tarkowskiego. Bardzo osobisty i duchowy. To film o mężczyźnie, który przerażony zbliżającą się zagładą postanawia szukać pomocy u Boga. Jest zdolny poświęcić wszystko by uratować swoich bliskich.
Film napełniony symboliką, pięknymi ujęciami - jedna z ostatnich scen to mistrzowska jednoujęciówka.
Nie jest to kino łatwe, wręcz bym napisała, że uber trudne. W każdym razie ja miałam problem po seansie, musiałam się posiłkować pomocą w necie, a przecież widziałam kilka filmów Tarkowskiego wcześniej - jednak i one sprawiały mi spory problem, ale tak to bywa gdy jest się ateistką a wiara przebija się praktycznie we wszystkich filmach Tarkowskiego.
To nie zmienia tego, że kino Tarkowskiego jest ponadczasowe, piękne i bardzo człowiecze. Kto się nie boi trudnego kina to polecam gorąco. Mi samej zostało jeszcze kilka filmów mistrza.
@Mahjong Dzięki za przypomnienie - muszę w końcu się zebrać do tego, tylko jakoś ostatnio dobrego momentu nie mogę trafić, bo w wypadku Tarkowskiego trzeba być w odpowiednim nastroju aby to zacząć oglądać.
Film który, z jednej strony pokazuje jak to czlowiek potrafi robić okropieństwa ze względu na kolor skóry i budzi nienawiść do rasizmu, a jednocześnie złość do białych o to co robili.
Jest sporo materiałów i z prawdziwego życia, i z literatury, które mogłyby stanowić kanwę udanego polskiego serialu. Ale po co wymyślać, skoro można klepać to, co już było?
Btw, zabrakło mi ciekawostki, jak Skarbek "odmłodziła" się na początku wojny o 7 lat (otrzymała od Brytoli dokumenty z późniejszą datą urodzenia, niż jej prawdziwa i potem oficjalnie podawała się za młodszą).