W przeciwieństwie do magów, którzy najbardziej ze wszystkiego lubią skomplikowaną hierarchię, czarownice nie dbają o ustaloną strukturę rozwoju kariery zawodowej. Każda z nich sama decyduje, czy przyjąć do siebie jakąś dziewczynę i po śmierci przekazać jej swój teren. Czarownice nie są z natury towarzyskie, przynajmniej wobec innych czarownic, i z pewnością nie mają żadnych przywódczyń.
Babcia Weatherwax była najbardziej szanowaną ze wszystkich przywódczyń, których nie miały.
W ramach przygotowań do prowadzenia Kultu Boskości Utraconej przeczytałem Pieśń Bogini Kali Dana Simonsa. I muszę przyznać, że to całkiem dobra książka. Zakończenie jest nieco mało w stylu Kultu, ale sam opis Kalkuty jest niesamowity. Nigdy nie byłem fanem Indii, nie jest to kraj do którego chciałbym lecieć, ale teraz nie poleciałbym tam tym bardziej. W kwestii wzbudzania grozy środowiskowej, książka jest niesamowita. Miasto to właściwie osobny bohater, wrogi, nieprzyjemny, odpychający. W sumie to polecam
Zły to kryminało-romans z czasów odbudowującej się Warszawy po II wojnie światowej i klimat tamtego miejsca i czasu jest bardzo mocno odczuwalny (zarówno pozytywnie, jak i negatywnie). Wątek jest zdecydowanie niepotrzebnie zawiły i ciągnący się jak stara guma do żucia pod ławką w szkole. W pewnym momencie eksperymentalnie przeskoczyłem o 50 stron do przodu i miałem wrażenie, że niczego nie przegapiłem. Wtedy więc bez skrupułów przeszedłem o kolejną setkę do ostatniego rozdziału, gdzie w końcu coś się zaczęło dziać.
Główny bohater tej książki to nie tytułowy Zły, będący superbohaterem ratujących zwykłych Warszawiaków od przemocy kryjącej się we wciąż widocznych na mapie miasta ruinach, a świeżo powojenna Warszawa - dosłownie 80% tej książki to (piękne!) opisy poszczególnych miejsc w Warszawie czy bardzo bogate przedstawienia reprezentantów poszczególnych klas społecznych, tyle że ci bohaterowie dosłownie po tej scenie nigdy się już nie pojawią. Trochę zdziwiony byłem absolutnym brakiem przejawów stalinizmu w szczytowym wszak jego okresie (książka wydana w 1954 roku), ale nie wiem na ile to zamysł autora, a na ile to mogło być wymuszone przez cenzurę.
Książka, która sumarycznie baaaardzo mnie wymęczyła. Czy pan Tyrmand potrafi pisać - potrafi, i to jak! Natomiast moim zdaniem to jest zdecydowanie przerost formy nad treścią, przeczytać ją warto przede wszystkim dla klimatu tamtych lat, na fabułę nie za bardzo jest co liczyć i jak zaczyna męczyć, to wystarczy przeczytać ostatnie kilkadziesiąt stron. Nie dla mnie, w moich oczach źle to się zestarzało.
@bojowonastawionaowca kurde blaszka, chciałem przeczytać, ale teraz będę się wahał. Chyba zacznę, ale jak mnie znudzi, a znudzi na pewno, to zacznę tak skakać albo zupełnie odłożę, z tym że bez skrupółów.
@Telezajaczek być może dla większości będzie bardzo dobra, mi się nie podobała Ale jednak mam wrażenie, że duża część z pochlebnych opinii to ludzie, którzy w dzieciństwie mieli do czynienia z taką Warszawą albo którzy w młodości czytali tę książkę i te opisy Warszawy, które naprawdę są piękne, do książki ich przekonują
@bojowonastawionaowca jeszcze kilka lat temu przeżyłem mocną fascynację historią Warszawy. Kocham to miasto i mieszkam w nim z wyboru, nie z urodzenia, już trochę czasu. Tyrmand i "Zły" to tutaj autor i książka absolutnie kultowe. Ja za czytanie tej pozycji brałem się dwa razy i niestety dwa razy poległem. Napisane jest to sprawnie, Warszawa jest niemal bohaterką tej książki ale jednak nie dałem rady. Po prostu w tak dużej dawce mnie to zwyczajnie znudziło i poddałem się w połowie.
Książka naprawdę bardzo solidna i dobra, ale trochę nie dla mnie xD Gdybym był bardziej zafascynowany ptakami, to spokojnie byłoby 8/10, a tak widziałem u siebie sporo patrzenia ile jeszcze stron do końca rozdziału, które sobie bardzo powoli dawkowałem. Autora bardzo cenię i lubię go słuchać w radiu, ma bardzo szeroką i głęboką wiedzę i w naprawdę dobry dla pasjonatów sposób ją oddał w tej książce.
Bardzo duża liczba ciekawostek w ogólnej tematyce zachowań ptaków w sytuacjach stresowych zgrupowana pod poszczególnymi tematami (np. jak rozmnażanie, żerowanie czy komunikacja), dla mnie aż za duża - dosłownie przechodziło się z ciekawostki do ciekawostki, z jednego gatunku ptaka do drugiego. Zdjęcia piękne, ale wolałbym je nawet mniejsze niż na całą stronę, ale za to częściej. Czasem autor w swoim flow odpływał ze wstawkami personalnymi czy w porównaniach zachowań ptaków do ludzi, acz dla mnie to nie było problemem.
Osobie, która jest zainteresowana ptakami, zdecydowanie polecam. Dla mnie niespecjalnie (ale kupiłem ją dla narzeczonej w prezencie, więc ja tu tylko przechodzę bez tragarzy)
@bojowonastawionaowca taki typ książki, którą się docenia bardziej dopiero jak człowiek się mocno interesuje ornitologią. U mnie ocena była przez to bardzo wysoka i miałem odwrotnie. Nie chciałem, żeby ta książka się kończyła. XD
Wydawnictwo Vesper zapowiada kontynuację w Wymiarach. "Pod gwiazdami" Mary Robinette Kowal ma ustaloną premierę na 15 czerwca 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie liczy 458 stron, w cenie detalicznej 79,90 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Rok 1961. Ludzie postawili pierwszy krok poza niebieską planetę, budując na srebrnym globie pełnoprawną bazę dla kolonistów. Elma York, słynna „Pani Astronautka”, pilotuje wahadłowce na trasie Ziemia-Księżyc, jednakże prawdziwym wyzwaniem, przed którym stoi ludzkości, jest kolonizacja Marsa. Gdy ruszają przygotowania do pierwszej misji załogowej, okazuje się, że wśród wybranych nie ma ani jednej kobiety.
Problem w tym, że bez nich misja może się nie udać. Zawodne komputery nie są w stanie zastąpić ludzkiego umysłu. Na pokładzie statku międzyplanetarnego musi zatem znaleźć się ktoś, kto w kluczowych momentach podejmie decyzję i skoryguje kurs wyprawy na Czerwoną Planetę. A obecnie wszystkie takie osoby to… kobiety. W świecie, który sięga nowych planet, największą przeszkodą może okazać się nie technologia, lecz uprzedzenia.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Książka składająca się ze wspomnień wszelkiej maści animatorów polskiej sceny metalowej u jej zarania. Mamy tutaj całą górę wypowiedzi nt. muzyków, zespołów, zinów, koncertów, mody i wszystkiego, co łączy się z tematem. Materiału jest ogrom a całości dopełniają fotografie. Uwielbiam takie wspominkowe wydawnictwa z nutką nostalgii. Jako stary punkowiec wszystko to pamiętam, tyle że z lat 90. i w punkowym wydaniu. Czyta się na prawdę przyjemnie ale... no właśnie. Wydawnictwo Kagra publikuje książki tak, jakby czas zatrzymał się jakieś 30 lat temu. Papier nieprzyjemny, słaba jakość zdjęć, rozumiem że sporo tu fotografii "z epoki" ale w dzisiejszych czasach na prawdę można się postarać, by to wyglądało po ludzku. Dodatkowo okropny skład, gdzie część tekstu jest w jednym miejscu a zaraz obok już jakaś inna wypowiedź kolejnej osoby wydrukowana na osobnym "pasku". Fatalnie to jest zrobione. Jednak jeśli skupić się na samych historiach opowiadanych przez rozmówców autora, to jest to lektura obowiązkowa dla metaluchów i nie tylko.
Burza naprawdę dawała z siebie wszystko. Miała swoją wielką szansę. Przez całe lata wędrowała po prowincji, wypełniając pożyteczne prace jako szkwał, nabierała doświadczenia, nawiązywała kontakty, od czasu do czasu zaskakiwała niczego nie podejrzewających pasterzy albo łamała młode dęby. A teraz wolne miejsce w pogodzie dało jej okazję, by się wykazać. Rozbudowywała rolę w nadziei, że zauważy ją któryś z wielkich klimatów.
Książka opowiada o dwóch wrogich do siebie rasach: dzieciach-robaka, które żyją na powierzchni, ich bóstwem jest biały robak a ich duchowy przywódca człowiek-robak operacjami chirurgicznymi upodabnia się do robaka i jękolach, humanoidalnej rasie, która żyje w podziemnych tunelach, ma 6 kończyn, widzi w ciemnościach i jest postrzegana przez powierzchniowców jako zwierzęta i zabijana dla mięsa.
Grupka bohaterów wyrusza do tuneli w podróż nieco dłuższą niż zakładali. Fajny klaustrofobiczny klimat, konstrukcja świata nawet mnie zaciekawiło, chociaż chyba w pełni nie zrozumiałem genezy tego świata i zależności między rasami.
Minusem jest zakończenie, które wydało mi się jakby nieco nagłe.
Donato Carrisi po raz kolejny robi to, co wychodzi mu najlepiej - wrzuca czytelnika w historię, w której bardzo szybko przestajemy być pewni czegokolwiek. Główna bohaterka (Serena) dowiaduje się, że w schronisku w którym przebywa jej córka był pożar, ale dziewczynka jest bezpieczna i nie ma powodów do niepokoju. Gdy dociera na miejsce okazuje się, że była to pomyłka i opiekunka pomyliła imiona dziewczynek, a córka Sereny nie uratowała się z pożaru. Problem w tym, że jej ciała nie odnaleziono. Serenie rzeczywistość zaczyna się rozmywać, dni zlewać, a do tego wpada w nałóg alkoholowo-narkotykowy. My razem z nią coraz bardziej tracimy grunt pod nogami.
Czy ktoś manipuluje bohaterką? Czy sama coś ukrywa? Co ukrywają inni? A może prawda jest znacznie bardziej niepokojąca?
Największą siłą książki jest atmosfera psychozy i ciągłego niepokoju. Dowiadujemy się, że bohaterka nie chciała urodzić córki, planowała oddać ją do adopcji, bo na przerwanie ciąży było już za późno. Niestety z powodu komplikacji zdrowotnych do adopcji nie doszło, a dziecko wróciło z matką do domu. Gdy dowiadujemy się, że dziewczynka "zginęła" w pożarze, (choć określenie: nie uciekła z budynku razem z opiekunkami i innymi podopiecznymi, bardziej tu pasuje), zaczynamy się zastanawiać, czy matka nie miała przypadkiem nic wspólnego z jej "śmiercią". Carrisi świetnie buduje poczucie zagubienia - czytelnik praktycznie do samego końca jest zagubiony, nie wie, co jest prawdą, a co tylko interpretacją albo wspomnieniem zniekształconym przez traumę. Bardzo łatwo wpaść w tę historię i zacząć kwestionować wszystko razem z bohaterką.
Gdy w połowie dowiadujemy się, że pewne wydarzenia to było oszustwo, tracimy punkt zaczepienia, bo wszystkie tropy prowadziły donikąd, ale czy napewno?
Podobało mi się też tempo. To jedna z tych książek, które bardzo skutecznie zmuszają do czytania "jeszcze jednego rozdziału", choć nie pędzą na złamanie karku, a akcji prawie nie ma, choć sporadycznie pojawia się na 1-2 strony. Carrisi dobrze dawkuje informacje i regularnie podrzuca nowe elementy układanki, dzięki czemu napięcie praktycznie cały czas się utrzymuje.
Jednocześnie to nie jest klasyczny thriller oparty wyłącznie na akcji. Znacznie ważniejszy jest tutaj stan psychiczny bohaterki i sposób, w jaki postrzega rzeczywistość, swoje emocje, swój stan upojenia alkoholowego i tropy podrzucane przez innych. Autor mocno gra emocjami, paranoją i poczuciem osaczenia. Momentami miałem wręcz wrażenie, że sama historia jest mniej ważna niż doświadczenie zagubienia, które ma wywołać.
Książka nie jest idealna - niektóre rozwiązania balansują na granicy przesady i efektowności kosztem realizmu. Ale jeśli zaakceptuje się tę konwencję, dostaje się bardzo angażujący thriller psychologiczny. A nie ukrywam, że własnie tego mi było trzeba, gdy po nią sięgałem. Przez co trafiła na podatny grunt.
Szczecin 1957. Milicjant alkoholik - Litwin po obozie pracy, ale za to dobry w swoim fachu. Do tego inspirowana faktami historia o kanibalu szczecińskim, niechęci Polaków do Niemców i generalnie nastrojach tamtych lat. Całkiem dobra książka.
Wydawnictwo Znak zapowiada nowe wydanie książki Normana Daviesa. "Boże igrzysko" wyląduje na sklepowych półkach 20 maja 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie z obwolutą ma 1232 strony, w cenie detalicznej 159,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Boże igrzysko. Historia Polski zostało przedstawione polskim czytelnikom w dwóch odsłonach. Aby uzyskać od cenzury zgodę na druk pierwszego tomu, wydawnictwo Znak musiało w końcu lat 80. zadeklarować, że nie będzie zabiegać o publikację drugiego. Z tego powodu polski przekład drugiej części dzieła ujrzał światło dzienne dopiero w 1991 roku, po upadku komunizmu. Od tamtej pory książka była wielokrotnie wznawiana i wciąż cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem czytelników.
Wydanie obejmuje obszerną przedmowę o powstawaniu dzieła.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Druga (a do niedawna pierwsza) najobszerniejsza pozycja w zbiorze wreszcie za mną. Działo się tu - co oczywiste, mając na uwadze potworną objętość - mnóstwo, ale wreszcie choć część z tych rzeczy wzbudzała jakieś większe emocje - o tym później.
Bohaterowie nie mają za dużo czasu na złapanie oddechu po zakończeniu poprzedniego tomu, jako że wpływy Czarnego coraz wyraźniej oddziałują na tkankę rzeczywistości i tych, którzy mają w tej kwestii coś do powiedzenia. Drużyna znowu dzieli się na inne niż poprzednio grupy, wyruszające w zupełnie różnych kierunkach z zadaniami odmiennymi, ale jednak ważnymi dla każdego członka w zazębiający się sposób. Sam Rand, choć niechętnie i wbrew sobie, uczy się układać plany wykorzystywania ludzi; do faktycznego czynu jeszcze trochę brakuje, choć jest na dobrej drodze do stania się rzeczą, którą ledwie rok wcześniej by gardził.
W tym tomie trochę bardziej niż w poprzednich dają się we znaki 2 kwestie: miłosne i uczuciowe komplikacje przybierają na sile i tak jak dotychczas były dosłownie tłem tła, tak tutaj momentami wychodzą na pierwszy plan - i wychodzi im to dwojako: czasem niezręcznie (w naturalny sposób), czasem za szybko, przeważnie jednak dosyć żenująco. Również okazjonalne zacietrzewienie, upierdliwość i zdziecinnienie postaci (praktycznie zawsze dziewczyn) przechodzą niekiedy ludzkie pojęcie, a najlepszym tego przykładem jest zachowanie towarzyszki Perrina przez dobrą pierwszą połowę książki: dla czystej satysfakcji i utarcia nosa zamierza narażać go na niebezpieczeństwo, a Loiala na dyshonor. Strasznie irytujący to był epizod; ogólnie interakcje między tą dwójką i ich mini-ekipami działały na mnie drażniąco.
Przerywając na chwilę smęcenie przejdę do wspomnianych ekscytujących wydarzeń: dłuższy fragment, rozpoczynający się mniej więcej w okolicach 40% książki, wprowadza wreszcie pierwszą wielką rewelację dotyczącą, ogólnie mówiąc, przeszłości i teraźniejszości oraz łączącego je przez wieki elementu. Niekiedy wydawało się to trochę zagmatwane przez skakanie po scenach, ale najważniejszy przekaz był jasny. No i po prostu zostało to świetnie zaplanowane i napisane, z odpowiednim podziałem i stopniowym wzrostem napięcia, tak że w trakcie człowiek co chwilę mówił "o kurde", a na sam koniec mógł to tylko podsumować dosadnym "ooo jasna cholera". O kolejnym zdarzeniu napiszę tylko, że nie spodziewałem się, iż Jordan ma na tyle duże jaja, aby coś takiego tutaj zrealizować. Owszem, czasami miewa przebłyski brutalności i bezkompromisowości, ale tego nie oczekiwałem, choć miało miejsce "poza ekranem". Efekt jednak jest aż nadto odczuwalny.
Korekta ma się coraz gorzej: na stronie 233 na przestrzeni 5 linijek znalazły się 2 literówki. Strona 647 powiedziała "potrzymaj mi piwo" i w ledwie dwóch linijkach 3 razy nie postawiono spacji po spójniku.
Jak dotąd tom najbogatszy w najciekawsze wydarzenia, będący jednocześnie wstępem do widoczniejszego zaznaczania swojej obecności przez bolączki pokroju nieznośności bohaterów, tymczasowej zmienności ich charakterów, miłosnego pierdololo i powtarzalności pewnych specyficznych elementów jak szarpanie przez Nyaneve swojego warkocza. Poza powyższymi zarzutami styl i język dalej utrzymują poziom i nie uprzykrzają lektury, nawet pomimo uświadczenia pięćdziesiątego opisu wnętrza gospody lub dwusetnego określenia ubioru i urody jakiejś Minetty z Tik'Tokoowa.
Opowiadanie z serii "Opowieści z Meekhańskiego Pogranicza". Opowiada przebieg bitwy o stolicę imperium Meekham.
Same planowania niezbyt mnie interesowały, nie bardzo mnie interesują militaria, ale sam przebieg wydarzeń fajnie się czytało. Jest troche zwrotów akcji, kilka ciekawych postaci, szczególnie charyzmatyczny Imperator. I taki swojski język trochę mi przypominał czytanie wiedzmina.
"- Wstawaj, zasrańcu! Wstawaj! Słyszysz?! Może i umrzemy! Ty umrzesz i ja umrę! Wszyscy umrzemy! Ale nie na kolanach, sukinsynu!
Ale Nie Na Kolanach Sukinsynu."
Fajne epickie opowiadanie z dużą dozą patosu. Może kiedyś się wezmę za to serię, ale na razie skupiam się na krótkich książkach, bo mam takie tempo, że czytałem te 80 stron 2,5h xD Nie wiem jak to zrobiłem, bo audiobook tyle samo wychodzi xD
Jedyny minus to te imiona brzmią tak egzotycznie, że już żadnego nie pamiętam.
#czytelniczebingo muszę użyć środeczka, bo nigdzie indziej nie pasuje
Jedyny minus to te imiona brzmią tak egzotycznie, że już żadnego nie pamiętam.
To mnie właśnie zniechęca do tego cyklu. Imiona brzmiące jak onomatopeja gruźlicy albo spadające ze schodów wiadro śrub, nie da się tych przypadkowych zlepków liter zapamiętać.
Sapkowski miał prostszą metodę - brał oto zagraniczną książkę telefoniczną i lepił przy jej pomocy imiona i nazwiska swoich postaci, czasem tylko zmieniając literę lub dwie.
Jest to pierwsza, pełna wersja książki wydanej pierwotnie pod tytułem 'Kim jesteś?'. Ujrzała ona światło dzienne dopiero 60 lat po napisaniu i stanowi pierwotny koncept historii, którą najlepiej znamy z filmu J. Carpentera z 1982 r. o tym samym tytule 'The thing'.
Film ten ma specjalne miejsce w moim serduszku i dozgonny szacunek. Natomiast po książkę sięgnęłam po raz pierwszy i w ten sposób dowiedziałam się, że ma ona dwie wersje.
Odnosząc się do tej pierwotnej, nie ulepszonej, czuć świeżość pomysłu oraz potencjał pisarski młodego Campbella.
Nie jest to powieść pisana pod publikę, lecz dzika, naturalna i wpasowująca się w złote czasy fantastyki.
Część wydarzeń i postaci może być znana z filmu, ale fabuła zdecydowanie się różni.
Część wydarzeń i postaci może być znana z filmu, ale fabuła zdecydowanie się różni.
Brzmi dobrze. Nie wiedzę sensu czytania zekranizowanych książek jak już obejrzałem film, bo to +/- ta sama historia. Tu bym sie skusił. Gdzie można dostac tą książkę?
@FriendGatherArena przyznaj, że spodobała ci się okładka, która wygląda jak album cover jakiegoś grindcore'a z wylistowanymi na odwrocie 64 kawałkami w 28 minut
No chyba że to prezent od siebie samego dla siebie samego. To wtedy tak umiarkowanie na spokojnie. Zatem oto część druga zakupu książkowego, tu część pierwsza xD Lemon soda dla skali
Skarpa Warszawska przygotowuje siódmy tom serii o najsłynniejszym agencie MI6. "Goldfinger" Iana Fleminga ma zaplanowaną premierę na 20 maja 2026 roku. Wydanie w miękkiej oprawie ma 336 stron, w cenie detalicznej 54,90 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Auric Goldfinger jest najbogatszym człowiekiem w Anglii, jednak nie przechowuje swojego majątku w banku. Gromadzi ogromne ilości cennego kruszcu, którego nazwa pojawia się w jego nazwisku. Sprawa budzi podejrzenia przełożonych Bonda z MI6.
Bond wkracza do akcji i odkrywa skomplikowaną siatkę przemytu złota. Poznaje też najśmielszy jak dotąd plan Goldfingera: operacja "Wielki Szlem" może zachwiać światową gospodarką i pozostawić kraje Zachodu na łasce Smierszu. Jedynie 007 jest w stanie pokonać tajemniczego milionera ogarniętego chorobliwą obsesją na punkcie szlachetnego metalu…
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach