Zdjęcie w tle

Społeczność

Kawiarnia "Za Firewallem"

80

"Mnie to się marzy, żeby ona była miejscem wszelkich swawoli słownych" @George_Stark #naczteryrymy #nasonety #naopowiesci #klubczytelniczy

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Przepraszam za spóźnienie, zagapiłem się. Zatem szybko:

Temat: Kuchenne rewolucje
Rymy: mielony - przesolone - żony - spalone


Miłej zabawy i udanego rymowania


#zafirewallem #naczteryrymy

Zrobiłem dzisiaj kotlet mielony
Jestem z Wieliczki, co to przesolone?
W spokoju słucham krytyki od żony
A jeszcze nie wie, że ziemniaki spalone

Koń z kopytami, pies z budą mielony

Sos niedosolony, pyry przesolone

Pomylone składniki w przepisie od żony

Kotlety wewnątrz surowe, na zewnątrz spalone.

W sobotę na patelni smaży się mielony,

Znowu ja gotuję, robię lepiej to od żony.
Nigdy, dzięki temu, nie są przesolone,

Niepotrzebne rewolucje - nic nie jest spalone!

Zaloguj się aby komentować

Utwór di proposta jakiś przyjemniejszy niż ostatnio, aż się zapaliłem do napisania wytworu!

Proszę bardzo:


***


Świt nad Odrą


Czemuż to nad Odrą znów tak wcześnie dnieje?

Czemuż z nagła północ w ranek się zamienia?

Ma być w nocy ciemno, a tu ciemno nie jest! –

nocny świt gorzowski wynikł z podpalenia.


Znowu płonie Gorzów! Znów tonie w płomieniach,

jak gdyby piekielne otwarto wierzeje!

Znów znikąd pomocy, znikąd ocalenia! –

mieszkańcy szaleją, bo pożar szaleje.


Tak właśnie w Gorzowie następuje rano:

pogorzelcy jeszcze nie doszli do siebie,

a tu noc kolejna! I znowu to samo!


Więc nie zapominaj o pierwszej potrzebie:

zabierz jakąś wodę, kup gaśnicę z pianą

jeśli kiedyś Gorzów odwiedzić pojedziesz.

***


#nasonety

#zafirewallem

@George_Stark ale się Kolega z tym Gorzowem, że się tak wyrażę - odpalił. Cykl Grudziądzki domknięty, to teraz tom 2 - cykl Gorzowski?

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry wieczór się z Państwem,


Kolega @George_Stark zakończył był XCVII (słownie: 97) edycję zabawy #nasonety, namaszczając mnie zwycięzcą, co oznacza ni mniej, ni więcej, że to mnie przypada zaszczyt i przyjemność (no bo przecież nie obowiązek) otwarcia edycji XCVIII (słownie: 98).


No więc niniejszym ją otwieram.


A otwieram ją sonetem #diproposta autorstwa pana Adama Asnyka o jakże wymownym tytule "Sonet". Mam nadzieję, że zestaw rymów pana Adama będzie dla nas wszystkich łaskawszy niż ten od pana Ildefonsa, co przełoży się na większą frekwencję, czego sobie - w kontekście przyszłotygodniowego podsumowania - jak zwykle życzę. Gorąco zapraszam.

Sonet


Niedługo może na przyszłości dzieje
Zostanie tylko blady cień
wspomnienia;
Serdeczne ślady mroźny wiatr
rozwieje
I wszystko zniknie we mgłach
oddalenia.


Więc trzeba będzie zmusić do milczenia
Te drżące struny, z których pieśń się
leje,
I grobowego wziąć pozór
kamienia,
Co pogrzebaną pokrywa
nadzieję.


Na taką przyszłość, co mgłę ołowianą
Rozpostrzeć może na błękitnym
niebie,
Na taką przyszłość, ciemną i
stroskaną_,
_

Co ból i miłość zarówno pogrzebie...
Niechaj te słowa pamiątką
zostaną
I niech przeżyją razem mnie i
Ciebie!


I jeszcze stałe formułki formalne.


Zabawa trwa do najbliższego piątku, czyli do 24.10.2025, kiedy to zwycięzcę wyłonimy na podstawie Państwa głosów. Albo inaczej, jeśli wymyślę coś ciekawszego, ale wtedy o moich zamiarach Państwa poinformuję.

Zasady: układamy sonet, w którym rymy w poszczególnych wersach zgadzają się z rymami w tych samych wersach w powyższym utworze "dawcy".



Powodzenia i udanego rymowania!


#nasonety #zafirewallem #diproposta

Zaloguj się aby komentować

Po pierwsze to chciałem Państwa przeprosić. Nie za to dwudziestokilkugodzinne spóźnienie, bo to mnie, zgodnie z życzeniem kolegi @fonfi, dunder świsnął i dopiero teraz doszedłem do siebie. Przeprosić chciałem za powód tego świśnięcia, które rzeczywiście mi się należało, bo wiersz pana Gałczyńskiego, choć piękny, to do zabawy nie nadawał się wcale, nie mam więc pojęcia dlaczego go tak bezmyślnie wybrałem. Tym bardziej należy docenić tych, którzy podołali zadaniu i do tych madonn licznych wytwory swoje ułożyli – wygraliście wszyscy (oprócz mnie):


wygrał kolega @Piechur, który ułożył wiersz bez tytułu,

wygrał kolega @fonfi, który ułożył wiersz Natura wzywa

i wygrał kolega @RogerThat , który ułożył wiersz Siostra zakonna?

No i jeszcze przegrałem ja, który ułożyłem wiersz Rzeka płonna.




Wygrany to jednak nie to samo co zwycięzca, bo to na zwycięzcy spoczywają obowiązki i tym razem spoczną one na barkach kolegi @fonfi, który zostaje tym nieszczęsnym zwycięzcą XCVII edycji zabawy #nasonety, bo dostał najwięcej piorunów. Gratuluję!



#podsumowanienasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Uwaga, będzie kontrowersyjnie


Zawsze pomijam w sklepie twaróg

poza nim jem wszystko co da bóg

piasek, żwir, a czasem nawet pleśń

nad wielkością twarogu nie ma co pleść

Zaloguj się aby komentować

Siostra zakonna?


Ciężko jest być żydem, choć to zacięcie klawe

Jeśli chcesz wejść z ulicy - nadzieja twa płonna

Jedynie możesz liczyć, że Icek ci poda grabę

Pamiętaj by twa wdzięczność była najmniej dozgonna


Ciężko jest być żydem, kiedy mieszkasz w Maroko

To jakby kawaleria miała być niekonna

Kiedyś przed zabiegiem podali mi propofol

Zdążyłem tylko powiedzieć, szalo szalolo lomma


Ciężko jest być żydem, choć walą do nad gromnie

A ilum odmówili, to sprawa niepomna

Na przejściu granicznym mówimy szonom NIE

Nie ma wstępu tutaj żadna moneta ułomna


Ciężko jest być żydem, gdy wszelkie zieleńce

Są na publiczny widok, choć wiara nietomna

W synagodze słyszę wiecznie tylko WIĘCEJ

W zieleńcu zaś słyszę tylko - serwus, Madonna


#nasonety #diriposta #tworczoscwlasna #zafirewallem


Poeto, litości - pamiętaj o społeczności.

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Kolego @George_Stark, niech Cię dunder świśnie za te rymy w bieżącej edycji #nasonety. Ta "-onna" to mi się będzie przez tydzień po nocach śnić. W każdym razie, jak już się poawanturowałem, to mając na uwadze groźbę organizatora o zakończeniu edycji zaraz po północy, zapraszam Państwa na historię pewnej wycieczki, będącą jednocześnie utworem #diriposta.

Natura wzywa


Wybrał się fonfi na długą wyprawę,
Co piesza nie była, nie była też konna,
Wszak w jeździe rowerem on przecież ma wprawę,
To dyscyplina dla niego koronna.


Trasę ułożył niedbale - na oko,
Do Kampinosu - to puszcza przestronna,
Tam wiją się ścieżki, choć niezbyt wysoko,
Więc jazda zrobiła się ciut monotonna.


Wtem jak go nie zacznie cisnąć ogromnie,
Aż niesie się wokół dygestia wonna,
Już nawet myśleć nie może przytomnie:
"W pieluchę zrobię! Toć ona jest chłonna!"


Popędził w głąb lasu - tempo szaleńcze,
I znalazł polankę, co była ustronna,
Aż od stękania go pieką rumieńce,
Lecz kiedy już skończył - ulga ogromna!


Ale złapała fonfiego, intruza,
Straż rezerwatu, do ustępstw nieskłonna,
Bo czy potrzeba mała czy duża,
Srać w nim nie wolno - to strefa ochronna!


#zafirewallem #nasonety #diriposta

Dobry wieczór.

Dzisiaj remis z @fonfi ale chyba ostatnio za dużo wrzucał rymów bo dziś już się nie odzywa.


Temat: Szalony dzień

Rymy: pajączek / łopata / rączek / zapłata


#naczteryrymy #zafirewallem

Pełznie mi po ścianie dość uroczy pajączek,

Gazeta uniesiona niczym lopata,

Lecz wstrzymuję ruch swych morderczych rączek,

Niech żyje - dobrą pogodą ma być zapłata!

Szalony dzień na budowie


Użarł Ryśka w tyłek pajączek,

I spadła na niego łopata,

Połamało mu palce u rączek,

Za chlanie w pracy to losu zapłata.

Karierę umyślił se zmienić pajączek,

Miast sieć tkać w odnóżach mu śmiga łopata.

Robota aż furczy, gdy jest tyle rączek,

I na dnia koniec jest większa zapłata.

Zaloguj się aby komentować

Kto choć raz nie wyszedł z domu

z gołym tyłkiem, niech rzuci kamieniem


Zamyśliła się raz mocno blondynka

że aż zamarła z wrażenia cała ulica

na jej obliczu zagościła nietęga minka

okazało się, że w domu została spódnica

@ipoqi


Śniła mi się dzisiaj drobna i śliczna blondynka,

Szła ze mną pod rękę, a mi zazdrościła ulica,

Przemówiła do mnie w końcu i zrzedła mi minka,

Szybki rzut oka, widzę że namiocik kryje spódnica.



No ale... W sumie kto wybrzydza ...

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Trafił się remis, ale czas ucieka a kolega @Yes_Man siedzi przyklejony do szyby i ogląda jak mu ciastka w piekarniku rosną. W takim razie pozwalam sobie wrzucić za nas obu.

Temat: Głodnemu chleb na myśli

Rymy: palec - kuzynka - zakalec - rodzynka


Miłej zabawy i udanego rymowania


#zafirewallem #naczteryrymy

Miałem ochotę skosztować rodzynka

Chodźmy do kawiarni rzekła kuzynka

Podali ciasto lecz był to zakalec

Do tego stopnia że mokry był palec

Drzwiczki piekarnika przytrzasnęły palec

śmieje się do rozpuku obok kuzynka

zamiast ciasta wyszedł zakalec

z wyglądu jak rozdeptana rodzynka

Zaloguj się aby komentować

Agata i Stach


Stach gospodarzył na kilku hektarach:

uprawiał ziemniaki, pietruszkę na nać;

i żonę miał dobrą, stała przy garach.

Tylko od dawna nie chciała z nim spać.


Z tego wszystkiego podupadł na zdrowiu,

z nosa mu ciekło, często kasłał –

nieraz lądował na pogotowiu

aż w sanatorium turnus dostał.


Tam, w sanatorium, była Agata

co mąż jej również nie był zbyt chętny.

Agata kasłała, cierpiała na katar,

ze Stachem spędziła tydzień namiętny.

I byłby to może wierszyk radosny,

bo wyleczyli katar i kaszel,

lecz Stach nie dożył kolejnej wiosny –

na kiłę bowiem zszedł przez Agatę.




#wolnewiersze

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Hej, właśnie dotarła do mnie paczuszka od @fonfi w związku z zeszłomiesięcznym konkursem. I celowo piszę paczuszka, nie książka.


Zastanawiałem się, co tak długo idzie. Może nie miał czasu, może po prostu akurat tak zamówił. No nic bardziej mylnego. Zamiast na cel obrać mój paczkomat, to wybrał swój. Dołożył kilka czekolad i wysłał ponownie


Jest mi niezmiernie miło @fonfi choć sama książka to i tak było bardzo dużo. Szkoda tylko że czekolady nie pocięte. Ale nie można mieć wszystkiego


A co sobie wybrałem zapytacie? Ano zdecydowałem się na drugą część Harry'ego Pottera. A czemu akurat drugą zapytacie? Nie pytacie? Nie szkodzi, i tak Wam powiem. A to dlatego że dawno temu zamówiłem sobie fajne wydanie zawierające zestaw wszystkich 7 książek w zbiorczym kartoniku. A jako że jestem trochę fajtłapa (niczym Hagrid), to tę właśnie książkę zgubiłem. A teraz znowu ładnie się cały pakiecik prezentuje (chociaż Komnata tajemnic najładniej).


Jeszcze raz dziękuję @fonfi i serdecznie polecam tego allegrowicza


#naopowiesci #ksiazki

3abffcd7-a19a-440b-95ee-11f323ef8d65
ea5d5d7d-198e-41fa-ad2c-a10ff1f1b1e0
3573c71d-2ed5-4a6a-a6c0-1bacb1520de1

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Wczoraj biskup z papieżem przynieśli mi szczęście, więc dzisiaj proponuję Państwu taki zestaw:


Temat: Autoreklama (hejto?)

Rymy: stworzyć - utrwala - u(po*)korzyć - pozwala

Miłej zabawy i udanego rymowania


*niepotrzebne skreślić
#zafirewallem #naczteryrymy

nie chcę kolejnego gówna stworzyć

i myśl mi w głowie się taka utrwala

że aby się dziś znów nie upokorzyć

nie zrobię tego na co moralność nie pozwala

By zepsute naprawić i na nowo stworzyć

trzeba użyć magii kropelki co utrwala

przed jej mocą karnie się ukorzyć

bo inaczej palców rozkleić nie pozwala

Wbijaj na hejto by poezję stworzyć

Owca siłą dobre nawyki utrwala

By konto przywrócić musisz się ukorzyć

Lecz poza tym na sporo pozwala.

Zaloguj się aby komentować

Wiara


Śmiało młody, wyżej d⁎⁎a,

Niech Cię dotknie dłoń biskupa,

Zobacz jak już stoi wieża,

Jak pastorał u papieża.

Kiedy wrogów kupa i Herkules d⁎⁎a

Nie pomoże błogosławieństwo biskupa

Padła co do nieba miała sięgać wieża

Czy pychą nie jest nieomylność papieża?

Zaloguj się aby komentować

Przyglądając się gwiazdom Internetu i rozwojowi ich karier, a także kontynuując, trochę ku pokrzepieniu serc (a szczególnie serca mojego), wątek z poprzedniego wytworu, wmawiam sobie, że moja chwila ciągle jest jeszcze przede mną i że nadejdzie właśnie wtedy, kiedy najmniej się tego będę spodziewał:




Pani Ałła


Raz w spożywczym pani Ałła

zakupiła cztery sery.

Ani się nie spodziewała,

że to był wstęp do kariery.


Wtedy właśnie panią Ałłę

ktoś tam nagrał na wideo

stała Ałła się viralem –

tak to wszystko się zaczęło.


W Internecie była draka,

oburzały się dziewczyny

i pisały: „Taka! Taka!

Nazad won do Ukrainy!”


Z drugiej strony młodzi chłopcy

też robili Ałle zasięg,

bo choć to element obcy,

mus ratować demografię.


Sama Ałła była mądra,

zajęła się reklamami:

w kalendarzu była Forda,

zatańczyła też z gwiazdami.


Może i ty, przyjacielu

jesteś gwiazdą nieodkrytą?

Dzisiaj jesteś jednym z wielu,

jutro będziesz celebrytą?




#wolnewiersze

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Żyjemy w świecie propagandy sukcesu. Zewsząd wmawiają nam, że możesz być kim chcesz, albo że dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. Nawet pan Artur Andrus wmawia mi, że jestem orzeł. I że orzeł może. A ja jakoś nie bardzo mogę:




AA


Znów nasłuchałem się dziś Andrusa,

pana Andrusa rzadko mam dość.

I choć udaję, że mnie nie rusza,

branżową jednak czuję zazdrość.


No bo dlaczego to on, a nie ja?!

Jak Andrus pisze, tak i ja piszę!

Andrusa znają, mnie nikt nie zna! –

o nim jest głośno, o mnie jest ciszej.


Przecież to nie w talencie różnica!

Więc? W fizjonomii ciut przyjemniejszej?

No… jego fizis też nie zachwyca –

wciąż odpowiedzi szukałem lepszej.


I tak działałem, zamiast się żalić,

i rozważałem: „To kwestia fartu?”,

aż wniosek wysnułem z moich analiz:

„Cholera! – nie mam na imię Artur!”


Więc do urzędu zaraz pognałem

ażeby spełnić największe z marzeń

i choć prosiłem (nawet błagałem!),

obok urzędu skończyłem w barze.


Bowiem w urzędzie panie ponure

twierdzą: „Imienia się zmienić nie da!”

Jeśli nie mogę zostać Arturem,

spróbuję chociaż zostać AA.




#wolnewiersze

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Witajcie!


Z racji większej ilości czasu jesienią również postanowiłem wziąć udział w tej edycji #naopowiesci, jednocześnie kontynuując historię rozpoczętą w poprzednim opowiadaniu i utrzymując się w konwencji #hejtolore. Mam nadzieję że opowiadanie przypadnie Wam do gustu.


ŻYWIOŁY


SCENA 1

HOTEL


Od kilku dni nieustannie padało. Niebo zakryte czarnymi jak smoła chmurami zdawało się wylewać wiadra wody na każdego nieszczęśnika, który był zmuszony choćby wyściubić nos z domu. Ulice spływały potokami wody, a kanalizacyjne wpusty nie były jej już w stanie odbierać. Przekroczenie jezdni suchą stopą stało się zdolnością dostępną tylko wybranym szczęśliwcom. Pozostali musieli zaciskać zęby maszerując z wodą chlupiącą w butach.


Przez hotelowy parking, przeskakując niezliczone kałuże, biegł Pingwin. Jak na złość jedyne wolne miejsce parkingowe znajdowało się na najbardziej oddalonym od wejścia do hotelu rogu placu. „To nie jest mój dzień” pomyślał.


Na recepcji, za wytartym przez lata drewnianym blatem siedział znudzony recepcjonista - pan Smutna Owca. Za nim stał duży regał z ogromem przegródek przyporządkowanych poszczególnym pokojom, zakurzonych i pustych. Nad regałem wisiały zegary, odmierzające aktualny czas w światowych stolicach, co, jak na tak obskurny przybytek, zakrawało na mało śmieszny żart.


Ta praca nigdy nie była marzeniem Owcy. Podjął ją dawno temu w wakacje „na chwilę”, pilnie potrzebując pieniędzy na wymarzony kurs kaligrafii, ale ani się obejrzał, a minęły niepostrzeżenie trzy lata, w trakcie których jego jedyną rozrywką w zasadzie było tylko obserwowanie powoli odłażącej od ściany tapety. Czasem zastanawiał się, czy jego życie nie mogło się potoczyć inaczej, a długimi wieczorami fantazjował o zostaniu gwiazdą międzynarodowej polityki.


Widząc wchodzącego, przemokniętego do suchej nitki gościa, Owca bez słowa rzucił mu klucz do pokoju i od niechcenia pokazał gestem dłoni dokąd ma się udać.


- Dużo dzisiaj jest gości? – Pingwin próbował zagaić rozmowę.


- Tylko pokoje 4, 8, 15, 16, 23 i 42 - wyrecytował od niechcenia pracownik, nie siląc się nawet na uprzejmość.


„9… 10…, 11…, 12…”- krocząc korytarzem Pingwin powoli odliczał numery pokoi. „13! Jest!”. Klucz zazgrzytał w zamku, a drzwi ustąpiły pod naporem jego dłoni przy akompaniamencie skrzypiących zawiasów. Szybki rzut oka na pokój pozbawił go złudzeń – to nie był pięciogwiazdowy hotel i noc nie będzie należała do najprzyjemniejszych. Szybko się rozpakował, obmył i położył do łóżka, chcąc odespać długą podróż.


Powoli już zasypiał, gdy po budynku rozniósł się nieludzki krzyk, który błyskawicznie postawił go na równe nogi.


SCENA 2

PLACÓWKA


Na targanym nieustannymi wichurami wzgórzu, wśród wiekowych drzew zaniedbanego parku, od dziesięcioleci stał stary, poniemiecki pałacyk, zaadaptowany na szpital dla umysłowo chorych. Wśród grubych murów hulały przeciągi, które w długie jesienne wieczory zdawały się przypominać bardziej jęki obłąkanych niż wycie wiatru.


W piwnicznej izolatce, na łóżku, okutany w kaftan bezpieczeństwa, siedziała Dziwna Sowa. Jej żółte oczy błądziły chaotycznie po białych ścianach, zdradzając, że pacjent tylko ciałem znajdował się w tym pomieszczeniu, podczas gdy jego duch podróżował gdzieś po abstrakcyjnych wymiarach poza granicami znanej ludzkości rzeczywistości.


- Doktorze Bożydarze Artas, jak minął dyżur? Czy było dużo problemów? - doktor habilitowany Edward Be recytował zestaw rutynowych pytań, jak zawsze przy obejmowaniu swojej zmiany.


- W przypadku większości pacjentów nic nowego, ale pod numerem 18 coś się zaczęło zmieniać… – usłyszał zaskakującą odpowiedź.


- Nasz pacjent z izolatki? Co z nim? – doktor Be żywo się zaciekawił.


- Od wczoraj zaczęły zachodzić jakieś dziwne zmiany. Już docent Krzysztof Ris na swoim dyżurze zauważył nowe objawy. Pacjent stał się wyraźnie poruszony, jakby toczył jakąś walkę w swojej zaburzonej psychice. Proszę dzisiaj uważnie obserwować i skrupulatnie wszystko notować! W razie potrzeby zawiadomić samego ordynatora! – Doktor Artas rzucił ostatnie informacje, założył amarantowy prochowiec i wyszedł w bezgwiezdną noc, spiesząc się na wieczorny odcinek ulubionego serialu „G jak Guru”.


SCENA 3

HOTEL


Błyskawicznie się ubrawszy Pingwin zbiegł po schodach w dół do hotelowego lobby. Stał tam już Owca, którego lico nabrało kredowobiałego koloru, nadbiegali również goście z pozostałych pokoi. „W końcu trochę wrażeń” – jak szybko ta myśl pojawiła się w jego głowie, tak szybko zniknęła. Szybki rekonesans ujawnił przed nim scenę jak z klasycznego kryminału: przed buzującym żywym ogniem kominkiem stał fotel klubowy, w którym ktoś siedział nieruchomo. Od oparcia, przez ścianę, aż po żyrandol ciągnęła się smuga krwi.


- CO TU SIĘ DZIEJE, DO LICHA CIĘŻKIEGO!? – zakrzyknął od progu Pingwin.


- Tttto… ttto, ttto jjjjest Paaająk, nasz gość z pokkkoju 5…4…5… – Wyjąkał Owca trzęsąc się z przerażenia, w emocjach nie potrafiąc nawet przypomnieć sobie poprawnego numeru pokoju gościa.


Pingwin powoli okrążył fotel. Jego oczom ukazał się siedzący w nim Pająk, z wbitym prosto w pierś stoikiem kawowym. Twarz denata zastygła w wyrazie szoku i zaskoczenia, a szeroko otwarte oczy patrzyły w nicość, co w ponury sposób korespondowało z przytaczanym przez niego jeszcze kilka godzin temu cytatem Nietschego.


Do pomieszczenia zaczęła napływać reszta hotelowych gości. Pojawił się Bażant z pokoju 8, Panda z pokoju 15, Smok spod 16, Suseł z 23 i Manat z pokoju 42.


- Trzeba natychmiast zadzwonić na 112! – zaordynował Pingwin.


- Już próbowałem. Niestety wskutek ulewy zerwało wszelką łączność ze światem – odrzekł blady jak śnieg portier – Gdy to się stało nie było prądu w budynku, na szczęście przywrócono już zasilanie.


- To co teraz zrobimy? – zapytał Suseł.


- Gdzieś tutaj ukrywa się morderca! Chowa się! Trzeba go znaleźć! – gorączkował się Panda.


- Bzdura, to był zwykły wypadek! – prychnął Manat.


- To na pewno nie był wypadek! – zaprotestował Smok.


- Zaczytał się, potknął, upadł na stoik kawowy i tyle, zdarza się. Nie należy oczekiwać za wiele, bowiem los bywa przewrotny… – stwierdził spokojnie Bażant.


- Na wszelki wypadek nie powinniśmy się rozdzielać! – rzucił pomysłem Panda – Trzeba zostać razem w jednym miejscu i pilnować się nawzajem!


- Nie ma mowy! W pokoju zostawiłem na widoku cenne tusze, a drzwi są otwarte! – stanowczo oprotestował pomysł Pandy Manat.


- Panowie, za bardzo panikujecie. Wracam do swojego łóżka! – skonkludował Bażant i nieśpiesznie zniknął w korytarzu.


- Tylko zamknij drzwi na klucz! – przezornie rzucił za nim Panda.


- Nie trzeba dwa razy powtarzać! – skwitował z przekąsem Pingwin.


Owca przykrył nieboszczyka prześcieradłem i wszyscy rozeszli się do swoich pokoi przy akompaniamencie

przekręcanych kluczy w zamkach.


SCENA 4

PLACÓWKA


Doktor habilitowany Edward Be uważnie obserwował na monitorze pacjenta z pokoju numer 18. Na czarno-białym ekranie telewizji przemysłowej śledził niespokojną, nerwowo krążącą po izolatce postać. Wyraźnie coś działo się w jej psychice, coś bardzo dziwenego, a zarazem mocno niepokojącego.


Relatywnie spokojny do tej pory wieczór wraz z upływem czasem robił się dla niego coraz bardziej nerwowy. Mimo ciasno opasającego Sowę kaftanu nie był do końca pewien, czy w swym poplątaniu zmysłów pacjent nie zrobi sobie fizycznej krzywdy. Każdy kolejny ruch na monitorze powodował u obserwatora tej całej sytuacji skoki ciśnienia.


Z niepokojem spojrzał na zegar, przeliczając godziny do przyjścia porannej zmiany, obawiając się dalszego rozwoju sytuacji. Na podstawie własnych doświadczeń czuł w kościach, że sprawy przybierają niepokojący obrót.


SCENA 5

HOTEL


Pingwin spał całą noc niespokojnie, ciągle przewracając się z jednego boku na drugi i obudził się jeszcze przed świtem, bardziej zmęczony niż był wieczorem. Wciąż mając przed oczami makabryczny widok z poprzedniego wieczoru obawiał się opuszczania swojego pokoju, ale nagląca potrzeba wypicia porannego espresso okazała się silniejsza i po długich wahaniach bezszelestnie opuścił bezpieczny pokój.


Powoli posuwał się korytarzem, ostrożnie zaglądając za każdy róg i w każdy zakamarek. Postanowił zejść tylnymi schodami, by ominąć lobby w którym wciąż znajdowało się, teraz już zimne, ciało Pająka, i w ten sposób bezpiecznie dotarł do hotelowej kuchni. Odnalazł ekspres do kawy i go uruchomił. Sprawdził jaka kawa jest w zasobniku. „Hmm, niebieska Prima, moja ulubiona”. Nacisnął guzik i przy akompaniamencie młynka aromatyczna ciecz wypełniła filiżankę. Wziął ją w dłoń i wszedł do sąsiadującej z kuchnią stołówki. Na tle okna zauważył odcinającą się ludzką sylwetkę.


- Kolega widzę też nie może spać – zagadnął przyjaźnie.


Odpowiedziała mu cisza.


- Halo, halo, słychać mnie? – kontynuował niezrażony.


Dalej nic.


Zaniepokojony sięgnął do włącznika prądu, a całe pomieszczenie w ułamku sekundy zostało zalane światłem. W pierwszej chwili Pingwin nie zrozumiał tego, na co patrzą jego oczy. Ale szybko pojął. I jeszcze szybciej pożałował tego, że włączył światło.


Na krześle siedział Smok. A właściwie leżało na nim jego bezwładne ciało. Twarz  była cała sina, a z ust wystawała wbita w gardło bagietka czosnkowa. Jego niewidzące oczy skierowane były na sufit. Raczej nie można było mówić o nieszczęśliwym zadławieniu.


Filiżanka kawy z brzękiem rozbiła się na podłodze. Zresztą kofeina i tak nie była już Pingwinowi potrzebna. Przerażony pobiegł budzić innych gości. Gardło miał tak ściśnięte, że nie był w stanie krzyczeć.


Długo walił w drzwi o numerze 23. Wcześniej, pod numerem 42, nikt mu nie otworzył. Gdy chciał już zrezygnować i iść dalej, otworzył mu zaspany Suseł.


- Co tak długo!? – zakrzyknął Pingwin.


- Spałem jak suseł, czemu mnie budzisz? – odpowiedział rozespany lokator.


- Smok! Smok nie żyje! Znalazłem go w stołówce! – krzyczał w progu Pingwin.


- Zakładam szlafrok i biegnę, a Ty budź pozostałych! – polecił Suseł.


Pingwin pobiegł do kolejnego pokoju. Za plecami słyszał jak Suseł wybiegł do stołówki sadząc długie susy na korytarzu. Już chciał zapukać w drzwi z numerem 15, ale w ostatniej chwili jego ręka zawisła w powietrzu.

Drzwi były lekko uchylone.


Pełen najgorszych obaw, powoli otworzył je na całą szerokość. W środku czekał na niego dantejski widok. W mig pojął tylko, że Pandy na pewno nie ma już po co próbować budzić. Poczuł ostre skurcze w brzuchu, a jego żołądek zafundował mu pełen przegląd ostatnich posiłków.


Gdy torsje minęły, spanikowany pobiegł do stołówki po Susła, powiedzieć mu straszną nowinę.


- Niech to dunder świśnie! - po całym hotelu niosły się jego głośno krzyczane przekleństwa - Motyla noga!


- Suseł, Suseł, gdzie jesteś!? – po dotarciu do celu próbował zlokalizować znajomego.


Niestety zabójca był szybszy. Suseł leżał zaraz na wejściu do pomieszczenia. Głowę miał rozbitą za pomocą wielkiej, niebieskiej puszki szynki konserwowej z żółtym napisem „SPAM”. Najwidoczniej morderca zaczaił się na niego zaraz za drzwiami.


SCENA

PLACÓWKA


Chory leżał na łóżku w konwulsjach, cały dygocząc. Od dobrej godziny nie było z nim żadnego kontaktu. Przy łóżku stał, cały w napięciu, doktor Be, a krople potu perliły się na jego czole. Stracił rachubę czasu, próbując bezskutecznie opanować sytuację. Dla ustabilizowania pacjenta podał mu istny koktajl leków, niebezpiecznie balansując na granicy przedawkowania. Niestety nic nie pomagało. Spazmy chorego trwały nadal, a serce jego waliło jak oszalałe, a życiowe parametry oscylowały w groźnych dla zdrowia przedziałach.


Doktorowi skończyły się już pomysły. Jego wieloletnie doświadczenie było tu niewystarczające, a z takim przypadkiem znana mu medycyna jeszcze się nie spotkała. Rozpaczliwie próbował dodzwonić się do profesora E. N. Tropy, gotów nawet prosić o przyjazd, ale ten nie odbierał. Dawniej zaryzykowałby kurację elektrowstrząsami, ale niestety maszyna od dłuższego czasu stała niesprawna. „Pierdolony NFZ!” przeklinał w myślach zaistniałą sytuację pełen goryczy.


Nie pozostało mu nic innego, jak pokornie czekać na dalszy rozwój sytuacji, godząc się z powoli wzbierające poczucie bezradności.


SCENA

HOTEL


Pingwin postanowił już nie ryzykować i dłużej nie czekać na dalszy rozwój wypadków. Nie udało mu się zlokalizować Bażanta i Manata – zniknęli bez śladu. Przerwał dalsze poszukiwania by nie kusić losu. „Pewnie ich też dopadł” pomyślał nerwowo. Pospiesznie się spakował, wrzucając ciuchy na oślep do walizki, przytomnie jednak nie zapominając o zabraniu hotelowych ręczników. Zbiegł po schodach do recepcji, rzucając niedbale klucze od pokoju na blat. Nie zamierzał nawet się wymeldowywać, ale zbierając się do wyjścia kątem oka zauważył, że stopy recepcjonisty wystają zza drzwi kantorka. Na drżących nogach podszedł powoli i uchylił drzwi.


Na podłodze, w kałuży krwi, leżał martwy Owca. Z jego oka wystawał wbity po samą końcówkę żółty długopis, którym goście byli wpisywani do książki meldunkowej. Reszta jego ciała była zmasakrowana - wyglądała, jakby ktoś przed zadaniem śmiertelnego ciosu, z dziką furią, wielokrotnie wbijał w nie narzędzie zbrodni. W tym momencie na ścianie Pingwin zauważył starannie wykaligrafowano krwią ofiary słowa „NIKT NIE ZOSTANIE POMINIĘTY”. W tym momencie ręce mu zwiotczały, a walizka mimowolnie wysunęła się Pingwinowi z dłoni i upadła z hukiem na podłogę. Krzyknął rozdzierająco i wybiegł z budynku tratując wszystko co tylko stanęło mu na drodze, jakby gonił go sam diabeł.


Na dworze zaczęło się przejaśniać, a nisko zawieszone jesienne słońce raziło w oczy. Uciekinier dopadł auta, szarpiąc w panice klamkę prawie wyrwał drzwi, wsiadł do pojazdu i przekręcił kluczyki w stacyjce. Silnik na szczęście odpalił od razu. Ruszył z miejsca z piskiem opon.


Obserwujący to wszystko z krzaków Bażant zerwał się gwałtownie, chcąc przeciąć tor jazdy ruszającego samochodu. Niestety nie zwrócił uwagi na fakt, że pojazd jedzie pod słońce, które odbijając się od ogromnych kałuż niemal całkowicie oślepia prowadzącego. Nawet żywiołowe machanie rękami nie pomogło – kierowca samochodu zauważył go dopiero w ostatniej chwili, kiedy nie było już szans na jakąkolwiek reakcję. Uderzenie wybiło jego ciało wysoko w powietrze, gruchocząc wszystkie kości. Stracił przytomność zanim jeszcze wylądował w błocie.


Śmiertelnie przerażony Pingwin nawet nie zwolnił sprawdzić co się stało oraz w kogo tak właściwie przed chwilą uderzył. Skręcając ostro wyjechał na ulicę, i nie oglądając się ze siebie pognał jak najdalej od tego przeklętego miejsca.


SCENA

PLACÓWKA


Za oknami placówki świeciło słońce. Zapowiadał się piękny i leniwy dzień. Tylko w dyżurce lekarzy panowało ożywienie.


- Profesorze! Profesorze! Musi Pan niezwłocznie przyjechać! – rozentuzjazmowany doktor E. Be krzyczał do słuchawki telefonu.


- Mam nadzieję że nie chodzi o zwłoki? – zażartował w swój specyficzny sposób profesor E. N. Tropy.


- Proszę przyjechać! Wsiadać w samochód! To musi Pan zobaczyć osobiście! – doktor nie tracił zapału.


- Ale niech Pan w końcu powie, co się dzieje, do diaska! – profesor był już wyraźnie zniecierpliwiony.


- Nasz pacjent! Nasz pacjent z izolatki! Wyzdrowiał! Dziwenność zniknęła bez śladu! – Be nie krył radości.


- Ale Doktorze, to trzeba na spokojnie. Nie ma co się spieszyć! – studził entuzjazm profesor.


- Wszystkie objawy ustąpiły! Nastąpiła pełna remisja choroby! Strigiformes Proiectura zniknęła! – nie tracił entuzjazmu doktor Be.


- Doktorze Rehabilitowany! Nigdy nie można w pełni ufać pacjentom z tak poważnymi schorzeniami psychiatrycznymi! – Profesor starał się tonować coraz bardziej tracącego rozsądek kolegę.


- Ale już dzwoniłem do NFZ. Kazali zwolnić łóżko. Muszę go wypisać! – oponował doktor.


- No dobrze Panie Kolego, ale bierze Pan za to pełną odpowiedzialność! – zakończył rozmowę profesor i odłożył słuchawkę.


Niezrażony nie do końca pomyślnym dla siebie przebiegiem rozmowy, doktor habilitowany Edward Be usiadł do biurka przygotowywać wypis ze szpitala.


EPILOG


Był piękny, słoneczny i ciepły dzień. Po ulewnych opadach deszczu nie zostały już nawet kałuże. W swoim ogrodzie, wśród roślin, klęczał Pingwin, pracowicie pieląc grządki i przycinając wyhodowane przez siebie róże „Manatki”. Od czasu traumatycznych zajść lubił pracować fizycznie, pozwalało mu to odreagować stresy i jednocześnie wyciszało jego stany lękowe.


Zmęczony i spocony, zrobił sobie przerwę, sięgając po butelkę Muszynianki, którą zawsze miał przy sobie. Nagle spostrzegł na ziemi obok siebie cień o znajomym kształcie. Gwałtownie odwrócił się, pełen najgorszych przeczuć.


- Pingwiny nigdy nie dostają drugiej szansy! – usłyszał złowróżbne słowa – Nielot pierdolony, w d⁎⁎ę j⁎⁎⁎ny!


 Pada pełen zwierzęcej furii cios. Spokój leniwego popołudnia przerywa odgłos głuchego łupnięcia bezwładnego ciała o ziemię. Na grządce, między różami, pojawia się szybko rosnąca kałuża w kolorze szkarłatu. Ostatnimi słowami, które dochodzą do uszu nieuchronnie odpływającego w niezbadane Pingwina, są:


- Hmm, kolor przypomina trochę atrament Red Dragon, ale jednocześnie powoli przechodzi w Diamine Oxblood”.


KONIEC


Ilość słów: 2446

Żywioły: są wszystkie cztery

Wszelkie podobieństwo do prawdziwych użytkowników Hejto i zdarzeń jest w pełni przypadkowe i niezamierzone.

Jeśli komuś się wydaje, że podobną historię gdzieś, kiedyś już widział, to mu się dobrze wydaje xD


#kawiarenka #zafirewallem #naopowiesci #hejtolore

bori userbar

Zaloguj się aby komentować

Dziękuję za wczorajsze docenienie wartości bycia żywym mimo brzydkiej pogody i nielubianej pory roku.

Z góry uprzedzam, że rymy były impulsywne i nieprzemyślane i wiem że jeszcze nie 20 ale no lepiej teraz niż zapomnieć.


Temat: Jesienny wieczór

Rymy: huczy / stara / buczy / fujara


#zafirewallem #naczteryrymy

This Diss okay?

Jesienny wiatr głośno huczy

Lecz to portalowa plotka stara 

@pingWIN wcale nie buczy

Że Manat to gejuru fujara

Już mi cisza w uszach huczy W mięśniach czuje się jakaś taka stara W brzuchu głód już buczy Mam ochotę załamać się jak starcza fujara.

Zaloguj się aby komentować

Ponieważ po kilkunastu latach znudziły mi się już płyty, które wożę w samochodzie (a transmiter bluetooth kupię sobie chyba zaraz po powerbanku), zacząłem ostatnio w czasie dojazdów do pracy słuchać radia. Radio ma taki minus, że, oprócz muzyki, czasami nadają w nim wiadomości (i to zwykle we wszystkich słuchalnych stacjach jednocześnie!). To właśnie w taki sposób dowiedziałem się o tym, o czym we wierszu poniższym napisałem:




Bunt


Aby poprawić nasz pierwszy świat

europarlament się dwoi i troi:

kto by tam w końcu czytać chciał skład? –

burgerem zakażmy nazywać soi!


Podnoszą się głosy, że głupio, że źle,

że czas posłowie tracą – niestety.

Ja z taką krytyką nie zgadzam się,

zważywszy na wtórny analfabetyzm.


Bo czy konsument czytać ma czas?

A jak przeczyta, to czy zrozumie?

Więc cieszmy się wszystkim, co robią dla nas:

„Chroń, Boże, von Leyden i całą Unię!”


***


A jednak jest we mnie przekorna dusza

i trochę wbrew prawu zacząłem już czynić –

choć sprawa burgerów mało mnie rusza,

na obiad jadłem makaron z cukinii.




#wolnewiersze

#zafirewallem

c0efccc8-fb22-46c9-b70f-5f5ea842244d

A jeśli ktoś z Was również czuje się buntownikiem, to chciałem powiedzieć, że taka obieraczka do robienia makaronu z warzyw z Pepco to jest naprawdę fantastyczna rzecz! Jutro będę się buntował za pomocą ogórka!

9ab45f9c-8f5e-47f0-bdff-33d6df2f805d

@splash545 A nie. Bo ja zawsze byłem takim buntownikiem, co to buntował się dopiero po lekcjach, więc mięsko z prawdziwej świnki. O ile przeczytałem ze zrozumieniem, co tam na opakowaniu napisali.

Zaloguj się aby komentować