Śledząc moje wpisy z Korei, można dojść do wniosku, że lubię chodzić po parkach lub lasach oraz jeść i pić. To prawda, jestem prostym człowiekiem
Dlatego dzisiaj proponuję połączenie parku linearnego i rzeczki, czyli Cheonggyecheon. Bonusem będzie okoliczna cukiernia.
A sam park? Jak dla mnie świetny. Przez środek płynie coś na kształt małej rzeczki, może większego strumienia, zaś bo obu stronach można spacerować. Co jakiś czas można spotkać ławeczkę lub most, pod którym można przysiąść w cieniu, czegoś się napić lub coś zjeść. Można również poobserwować ryby, kaczki lub czaple - a być może również i inne zwierzęta - jednak ja spotkałem tylko te. Oba brzegi nieco się różnią, jeden to szerszy deptak, drugi z kolei jest węższy, ale za to bardziej "dziki". Po jego stronie jest więcej roślinności i kamieni, na których można sobie dupnąć i pokontemplować. Spacerując można natknąć się na różne wydarzenia, typu jakiś grajek lub instalacje artystyczne. Przejście całości to ponad 10km.
A co do bonusu, to polecam cukiernię Abebe - nie wiedziałem co to takiego, wszedłem, bo nazwa wydała mi się zabawna
Okazało się, że jest bardzo popularna, a jej flagowym produktem są pączki - oczywiście nie takie jakie znamy. To kilkuwarstwowy miks ciasta, ciasta ryżowego, smakowego kremu, bądź kremów oraz niekiedy posypki. Dzieje się!
Moja podróż do #korea dobiegła końca. Poniżej subiektywne zestawienie TOP5 atrakcji:
Hiking w parku narodowym Bukhansan.
Opis całej przygody tutaj: https://www.hejto.pl/wpis/kolejna-troche-dzika-akcja-w-korea-koniecznie-chcialem-ogarnac-wyjscie-w-gory-po
Lubię chodzić w góry, więc to już z samego założenia było fajne. Jak się dołoży do tego świątynie buddyjskie oraz ciekawą akcję z otrzymaniem obiadu, sprawia to, że ten dzień plasuje się na miejscu pierwszym. Wspaniałe emocje, trochę strachu, dużo wysiłku (więc zdrowo) i za darmo (nie licząc dojazdu komunikacją miejską). Właściwie zero negatywów!
DMZ / wyjazd do strefy zdemilitaryzowanej na granicy z Koreą Północną
Wykupiłem wycieczkę, która trwała około 7h. Wjazd tam bez zorganizowanej grupy wydaje się bardzo trudny, jeśli nie niemożliwy, ponieważ trzeba się zarejestrować w instytucjach wojskowych, a nie sądzę, że ot tak wpuszczają tam ludzi jak leci. Do tego jest sporo tabliczek o zaminowaniu terenu, więc nie sądzę, że można ot tak tam łazić. Podczas tej objazdówki odwiedza się kilka miejsc, z których najciekawsze to:
Third Tunnel- podkop wykonany przez Koreę Północną w celu zaatakowania piechotą południa. Odkryto 4 takie tunele, nie wiadomo ile ich jest nieodkrytych. Do tunelu się wchodzi i można się wcisnąć prawie do samej granicy, gdzie znajdują się stalowe wrota.
Dora Observatory - taras widokowy, z którego można popatrzeć na totalitarny świat. Widać miasta (pokazową wioskę przy granicy, ale także "normalne" miasta trochę dalej). Można pooglądać rolników pracujących w polu oraz żołnierzy na posterunkach, infrastrukturę, jeżdżące samochody (głównie obsługujące rolnictwo). Miałem ciarki kiedy spoglądałem na tamtejszą rzeczywistość. To doświadczenie bardzo mnie poruszyło. Dopiero widząc na żywo tych ludzi, jakoś dotarło do mnie w jak fatalnym położeniu można się znaleźć, rodząc się po tamtej stronie - totalna loteria, z upiornym wynikiem.
Nie można robić zdjęć Korei Północnej ani infrastruktury wojskowej więc w sumie najciekawszych rzeczy się nie sfotografuje.
Pałac Gyeongbokgung w Seulu.
Ogromny zespół pałacowy w stolicy. Jest dużo chodzenia, bo rozciąga on się na sporym terenie. Podczas mojej wizyty, miały tam miejsca różne wydarzenia - zmiana warty tradycyjnie ubranych strażników, przedstawienia historyczne, śpiewy chóralne, machanie flagami, więc to wszystko dodało niezłego klimatu.
Po całym kompleksie można łazić pewnie cały dzień - jest cała masa fotogenicznych punktów, wiele budynków z opisami czemu dokładnie każdy z nich służył, fenomenalne detale architektoniczne, są także bezpłatne toalety. Do takich najbardziej symetrycznych i estetycznych miejsc ustawiają się kolejki do zrobienia zdjęcia, ale zazwyczaj kilkuosobowe, więc do zdzierżenia.
Bilet kosztuje chyba niecałe 10zł, ale jak się wypożyczy tradycyjny strój i w nim przyjdzie, to z tego co pamiętam można wejść za darmo. Sporo jest takich przebierańców, co dodaje fajnego klimatu temu miejscu. Nie ma na terenie pałacu możliwości zjedzenia czegokolwiek, a po wyjściu nie można wejść ponownie na tym samym bilecie, więc warto się najeść wcześniej, jeśli chce się spędzić tam więcej czasu.
Targ rybny w Busan / Jagalchi market
W pobliżu portu jest targ, gdzie handluje się zdobyczami wyłowionymi z głębin. Wszelkiego rodzaju paskudztwa (jak np. gaebul), ryby, zwierzęta w muszlach itp. Są tam punkty, gdzie można zjeść takie świeże zdobycze. Jak można się domyślić, są to raczej miejsca "niezbyt luksusowe", co zapewnia fajny klimacik lokalnej społeczności.
W pawilonie, nad straganami jest restauracja, w której zamówiłem lunch - zupę z owocami morza. Koszt: 100zł (40k wonów), więc niemało, ale sama zupa była ogromna, a w środku różnego rodzaju skorupiaki (małże, ostrygi, kraby - wszystko w pełnym opancerzeniu, więc trochę się kompromitowałem podczas próby ich otwarcia, ale siedzący obok koleś okazał pomoc i wskazywał mi która część jest jadalna). Zupa była podana na małej kuchence przenośnej, w której musiałem zgasić gaz, bo nie przywykłem do jadania potrwa w formie ciągle wrzącej. Do zupy dorzucana jest ośmiornica, którą kelner kroi nożyczkami.
Ponoć można tam zamówić danie z ruszającą się jeszcze ośmiornicą odruchami pośmiertnymi (albo całkiem żywą), ale to byłoby dla mnie zbyt wiele.
Ogólnie osoby mające w sobie wiele empatii wobec zwierząt, raczej nie byłyby zadowolone, bo widziałem jak niektóre stworzenia są patroszone na żywca.
ARTE - muzeum multimedialne w Busan
Muzeum, w którym są wizualizacje, projekcje i dziwne instalacje. Bardzo nowoczesna przestrzeń, gwarantująca ciekawe doznania estetyczne.
Poza powyższymi, było wiele bardzo ciekawych miejsc (jak np. miasto Gyeoungju), pokazy dronów, o których pisałem wcześniej, streetfood, podróże mikro-kolejką Mipo Train w Busan, ale to właśnie pięć atrakcji wylistowanych zrobiło na mnie największe wrażenie.
A giną nie tylko dzieła rąk ludzkich, upływ czasu unicestwia nie tylko budowle wzniesione przez biegłych i skrzętnych ludzi, lecz rozsypują się łańcuchy górskie, zapadają się nieraz całe krainy, a okolice, które znajdowały się daleko od brzegu morza, dzisiaj zalane są przez morskie fale. Olbrzymia siła ognia nadgryzła góry, przez które wyrzucał on swój odblask, i obniżyła bardzo wysokie niegdyś szczyty, stanowiące pocieszenie żeglarzy i dodające im nadziei. Niszczeją dzieła samej natury i dlatego spokojnie znosić musimy zagładę miast. Cokolwiek stoi, ma upaść. Koniec taki oczekuje wszystko.
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat by was miłował jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi. Pamiętajcie na słowo, które do was powiedziałem: "Sługa nie jest większy od swego pana". Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować. Jeżeli moje słowo zachowali, to i wasze będą zachowywać. Ale to wszystko wam będą czynić z powodu mego imienia, bo nie znają Tego, który Mnie posłał”.
John 15:18-21
At that time: Jesus said to his disciples, ‘If the world hates you, know that it has hated me before it hated you. If you were of the world, the world would love you as its own; but because you are not of the world, but I chose you out of the world, therefore the world hates you. Remember the word that I said to you: “A servant is not greater than his master.” If they persecuted me, they will also persecute you. If they kept my word, they will also keep yours. But all these things they will do to you on account of my name, because they do not know him who sent me.’
Rozwiązania przychodzą niespodziewanie. Choć na razie znam jedynie jakiś zarys przyczyny.
Napisałem dziś jednemu takiemu smsa podsumowującego naszą wczorajszą rozmowę. W skrócie było to:
Od zawsze się boję.
Dalej postąpiłem trochę automatycznie, zacząłem szukać w swej pamięci sytuacji pod tę tezę. Znalazłem. Znalazłem bardzo dużo jak na zbyt małe, ówczesne, siły.
Jeśli coś zrobiłem nie tak, zwracano mi uwagę z irytacją, wyrzutem, pretensjami i podobnymi rzeczami. Nauczyłem się, że muszę robić dobrze, ale też, że nie wolno mi dyskutować. Nie mogę też mieć wsparcia, muszę radzić sobie sam.
Tu przyszło oświecenie. Dokładnie tak samo komunikuje się ze mną kierownik. Jeśli zrobię dobrze - mam spokój. Jeśli zrobię źle - świat się wali, przeze mnie.
Wtrąca mnie to w schemat przetrwania z dzieciństwa, występuje regres, a ja jestem zamrożony w strachu.
Dlatego nie podejmuję wyzwań, boję się zmian (zmiana = ryzyko błędu = ryzyko opuszczenia [emocjonalnego] przez rodziców = śmierć dziecka).
Nie ma nic bardziej żałosnego niż niepewność co do rzeczy przyszłych i obawa, jak też one wypadną. Zaniepokojony umysł zadręczany jest zrozumiałą trwogą o ilość i jakość tego, co mu jeszcze zostaje. W jakiż sposób unikniemy takiego niepokoju? W jeden sposób: jeśli życia swego nie będziemy starali się przeciągać, jeśli niejako zewrze się ono samo w sobie. Bo zależy od przyszłości tylko ten, dla kogo nieważna jest teraźniejszość.
Jezus powiedział do faryzeuszów: Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, którego owce nie są własnością, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza; najemnik ucieka dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach. Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz.
John 10:11-16
“I am the good shepherd. The good shepherd lays down his life for the sheep. The hired hand is not the shepherd and does not own the sheep. So when he sees the wolf coming, he abandons the sheep and runs away. Then the wolf attacks the flock and scatters it. The man runs away because he is a hired hand and cares nothing for the sheep. “I am the good shepherd; I know my sheep and my sheep know me— just as the Father knows me and I know the Father—and I lay down my life for the sheep. I have other sheep that are not of this sheep pen. I must bring them also. They too will listen to my voice, and there shall be one flock and one shepherd.
Dzisiaj parę fotek że spaceru po parku położonego wokół wodospadu Cheonjiyeon w Seogwipo, czyli drugim co do wielkości mieście na Jeju.
Wodospad położony jest w dolince, można się do niego dostać bezpośrednio, płacąc za wstęp(symbolicznie, ok 5zł w przeliczeniu).
Można też podziwiać go z platformy widokowej umieszczonej w parku, znajdującego się wokół niego oraz rzeczki, która go zasila.
Przetestowaliśmy obie te opcje.
Zarówno jedna, jak i druga była bardzo malownicza, bez problemu można było znaleźć zakątek, z miejscami, gdzie dało radę przysiąść, odpocząć i się wyciszyć.
A w płatnym obszarze były nawet kosze na śmieci!
Fotki ze wczoraj, bo dziś jesteśmy na powrót w Seulu