Adaptacja powieści Aleksandra Dumasa ojca. Francja, 1572 rok. Małgorzata "Margot" Walezjuszka, królewna francuska, wychodzi za króla protestanckiej Nawarry Henryka Burbona. Chociaż ich ślub miał się przyczynić do zakończenia wojen religijnych we Francji, po królewskim weselu dochodzi do rzezi protestantów, a Margot z mężem stają się de facto królewskimi więźniami.
Gra o tron, tylko francuska i bez smoków. Ale za to jest dwóch Januszy Sarmatów.
Bardzo dobry dramat ze świetnymi rolami (imo nagrodzona Cezarem Isabelle Adjani wcale nie przyćmiła reszty obsady). Jedynie soundtrack Gorana Bregovica momentami mi nie pasował, brzmiał zbyt egzotycznie jak na miejsce i czas akcji.
Nowa agencja zaczyna odnosić sukcesy, ale im lepiej idzie biznes, tym bardziej widać wewnętrzne problemy ludzi, którzy ją tworzą. Don próbuje nowego życia osobistego, jednak stare mechanizmy wracają. Agencja dąży do pozyskania producenta aut jako klienta, bo ich zdaniem dopiero to świadczy o wielkości zgancji. Ostatecznie im się to udaje, ale koszt, będzie wyższy niż przewidywali.
To sezon bardziej gorzki, pokazujący, że sukces zawodowy nie daje żadnej gwarancji szczęścia, a niektórzy bohaterowie płacą za presję bardzo wysoką cenę. Jeden z bohaterów - najwyższą.
Po nadrobieniu 3 sezonów (3-5) w ostatnich dniach, ten wypada najlepiej, sporo też w nim Dona, który robi to co umie najlepiej, choć nie jest już napędzany alkoholem i romansami, jak w poprzednich sezonach. To dobrze, bo ten bohater trochę siadał, a z nim i serial.
Po zawodowym przewrocie Don i reszta wspólników zakładają nową agencję, ale start od zera nie jest tak romantyczny, jak mogłoby się wydawać.
Don, już po rozpadzie małżeństwa, coraz bardziej tonie w alkoholu, samotności i autodestrukcji. Peggy rozwija się jako coraz silniejsza postać zawodowa, a serial mocniej pokazuje cenę ambicji i wolności.
Jeden z lepszych seriali pokazujący pracę agencji marketingowej i jej pracowników z Donem Draperem na czele.
Sterling Cooper przechodzi duże zmiany biznesowe, a relacje prywatne bohaterów zaczynają się rozpadać jak domek z kart. Małżeństwo Dona i Betty dochodzi do punktu krytycznego, a w agencji narasta potrzeba wyrwania się spod kontroli większych struktur.
Finał sezonu jest jednym z ważniejszych momentów serialu, bo bohaterowie podejmują ryzyko i próbują zacząć od nowa.
"A co gdybyśmy zabili jednego robota żeby widz nie był pewien czy jego ulubiona postać wytrzyma do końca? Przy okazji dzieci rzucą się żeby wykupić zabawki tego martwego".
A Hasbro usłyszało "Zabijmy WSZYSTKIE roboty, które dzieci znają i wyczyścmy magazyny".
USA, 1949 rok. Przeżywający kryzys wieku średniego Harry chce odejść od swojej żony Pat do sporo młodszej Kay. Sądząc, że rozwód będzie druzgocący dla Pat, planuje ją zabić "żeby nie cierpiała". W plan wtajemnicza swojego przyjaciela Richarda, który również ulega urokowi pięknej Kay.
Pierwsze pół godziny robiło wrażenie, jakby film miał być inteligentną komedią wyśmiewającą utarte tropy, lecz Życie małżeńskie szybko zmieniło się w przeciętną, przynudzającą obyczajówkę, dzieło z rodzaju "obejrzeć i zapomnieć". To mógłby być interesujący film, gdyby scenariusz albo reżyser poprowadzili historię z większym jajem.
Można się skusić na seans jedynie ze względu na Rachel McAdams w obcisłych retro sweterkach.
Ekranizacja powieści Thomasa Hardy'ego. Ubogi wieśniak Durbeyfield dowiaduje się, że pochodzi od arystokratycznego rodu D'Urberville. Wysyła swoją atrakcyjną córkę Tess do pracy u rzekomych krewnych. Tam dziewczyna pada ofiarą gwałtu ze strony "kuzyna" i zachodzi w ciążę. Kiedy jej dziecko umiera, usiłuje ułożyć sobie życie na nowo, jednak dramatyczna przeszłość dalej się za nią ciągnie.
Trzeba przyznać, że jest coś wyjątkowo ironicznego w tym, że zwyrol Polański nakręcił film o dziewczynie borykającej się przez całe życie z konsekwencjami przemocy seksualnej, której doświadczyła. To zresztą niejedyne dzieło o podobnej tematyce w jego dorobku, w latach 90. nakręcił jeszcze Śmierć i dziewczyna z Sigourney Weaver.
Zostawiając ten temat i przechodząc do samego filmu, trzeba przyznać, że pod względem wizualnym zachwyca, zdjęcia z Tess nadawałyby się na wystawę w Muzeum Narodowym.
Niestety, film jest za mocno rozwleczony, prawie 3h to za dużo na opowiedzenie tej historii.
Nie powala gra aktorska Nastassji Kinski. Uroda przywodząca momentami na myśl Ingrid Bergman to jej jedyny atut w tym filmie, bo Kinski całą rolę ciągnęła z miną i tonem sierotki Marysi i nawet w najbardziej dramatycznych momentach nie była w stanie wykrzesać z siebie więcej emocji. Nie wiem, czy był to pomysł reżysera na postać, czy może Kinski była tak skupiona na perfekcyjnym angielskim akcencie, że nie była w stanie wysilić się na bardziej dramatyczną grę aktorską. W czasie seansu przyszło mi do głowy, że znacznie lepiej w tej roli sprawdziłaby się Isabelle Adjani.
Chyba będę musiała się zaczaić na miniserial z Gemmą Arterton, kiedyś mi się rzucił w oczy przy przeglądaniu programu TV.
Czy można powiedzieć, że moc Johna to dar (od Boga)? Pewnie tak. W końcu ten czarnoskóry mężczyzna potrafił uleczyć poważną chorobę, a nawet przywrócić do życia.
Jednocześnie odczuwanie czyichś emocji na taką skalę i możliwość zajrzenia komuś w serce poprzez dotyk zdecydowanie było przekleństwem.
Jeszcze jak pomyślę sobie, że gdyby ktoś spoza strażników więziennych i osób z nimi powiązanych uwierzył, że John posiada moc uzdrawiania, to zdecydowanie skończyłoby się to źle. Jeśli nie zostałby zabrany gdzieś w celu przeprowadzenia na nim badań, to z pewnością chodziłyby do niego pielgrzymki z prośbą o pomoc. A gdyby tylko odmówił, ponieważ każda próba bardzo go męczyła, szybko stałby się wrogiem. „Tamtemu pomogłeś, a mnie nie chcesz?”
Stephen King potrafi zagrać na emocjach i nie będę ukrywał, że to mu się udało. Końcówka historii doprowadza do łez, szczególnie że bohaterowie zdają sobie sprawę ze swojej bezsilności i wiedzą, że prowadzą na krzesło niewinnego człowieka.
Mimo to uważam, że poniekąd wyświadczyli mu przysługę.
Dawno czegoś takiego przerażającego nie oglądałem (chociaż to uderza na trochę innych poziomach niż tradycyjny horror). Wolałbym to jednak obejrzeć w domu, bo były momenty, że trzeba było je rozchodzić. I mimo tego całego pierdolnika nie zjebali nawet zakończenia.
Pierwsza część dylogii o zemście zawodowej zabójczyni na dawnych koleżankach z teamu i byłym kochanku.
Debile z telewizji mogliby łaskawie dać napisy do kwestii po japońsku.
A sam film miodzio, zwłaszcza walka w japońskiej klubokawiarni Świetna żonglerka konwencjami i nawiązaniami (nawet do francuskiej Nowej Fali). Bardzo chętnie zobaczyłabym zekranizowaną przez Tarantino i podobną tematycznie książkę Joe Abercrombiego "Zemsta najlepiej smakuje na zimno".
Obejrzałam oba filmy trochę nielegalnie jak miałam jakieś 10-13 lat i oprócz oczywiście hehe krwi to bardzo wywarło na mnie wrażenie SILNA BABA, CHCĘ BYĆ SILNA JAK TA KILL BILLUWNA.
Miałam sentyment do tego filmu i niedawno obejrzałam w kinie jako dorosły użytkownik mózgu i niesamowite wrażenia. Oczywiście rozumiejąc więcej, ale też po prostu sentyment tego, jak wtedy to odbierałam a jak teraz.
@Telezajaczek znalazłem chwilę i obejrzałem tydzień temu na raty ale wersję "the bloody affair" (na heck yeah free media można znaleźć linka do strony gdzie jest, ew. podam na PW). Połączenie jedynki i dwójki + parę nowych scen. Nigdy wcześniej nie oglądałem Kill Billa poza urywkami. Mnie się podobał, choć miejscami typowy u Tarantino brak pomysłu na kontynuację (łączenie) fabuły dało się odczuć... teraz od paru dni męczę "dawno temu w Hollywood". Tarantino to serio jakiś st00pkowy fetyszysta jak @ErwinoRommelo
@SciBearMonky generalnie współcześni reżyserzy powinni czasem odpalić TV jak lecą jakieś filmy z lat 90-00 i podpatrzeć, jak się kiedyś robiło filmy z mniejszościami etnicznymi i rasowymi oraz silnymi postaciami kobiecymi bez wpychania widzowi na siłę nachalnej DEI propagandy.
Początek XX wieku. Po katastrofie statku dzieci Richard i Emmeline oraz okrętowy kucharz trafiają na bezludną wyspę, gdzie uczą się żyć bez zdobyczy cywilizacji. Wiele lat później, już po śmierci kucharza, dzieci dojrzewają i zaczynają eksplorować swoją seksualność.
Jeszcze 20 lat temu ten film dość regularnie leciał w TV w samo południe w niedziele i święta, a teraz ciężko go uświadczyć. Pewnie dlatego, że z dzisiejszej perspektywy film o nastolatkach odkrywających swoją cielesność, w którym w dodatku wystąpili faktyczni nastolatkowie (chociaż łapiący się już na wiek zgody w PL, no ale w US do baru by nie weszli) może wzbudzać kontrowersje i na pewno nie nadaje się do obiadowej ramówki*.
Mi się ten film wydał przede wszystkim niepotrzebnie wydłużony, można by spokojnie wywalić z 20 minut i fabuła niewiele by ucierpiała.
Nie rozumiem też końcówki, wydaje się totalnie z d⁎⁎y. Wiem, że w książce też taka jest, ale still.
Dostępny na CDA.
*Wg informacji dostępnych w necie, Brooke Shields miała dublerkę w scenach pokazujących piersi Emmeline.
No i to się oglądało! Tym razem historia filmowa obleczona prawdziwym mięsem fabularnym.
Akcja filmu dzieje się kilkanaście lat później po powstaniu śląsku (wtedy toczyła się akcja "Sól ziemi czarnej").
Mamy tu Jasia, młodego górnika, na którego po skończonej szychcie czekają jego synkowie, którzy zabierają od niego rzeczy i ruszają razem z nim do domu. W domu czeka piękna, młoda i kochająca żona, która umyje Jasiowi z synkami nogi, poda mu ciepły obiad. Brzmi mocno patriarchalnie, ale takie czasy wtedy były, zresztą Jasio kocha mocno swoją rodzinę, a na dzielni jest traktowany jak król.
Wszystko się zmienia, gdy nadchodzi wiadomość, że kopania ma zostać zalana, a wszyscy górnicy zostaną zwolnieni. Chopy postanawiają nie wracać więc z szychty i zaczynają strajk.
Jasio z jednej strony chce popierać kolegów i swoją pracę, a z drugiej strony boi się, że nie zobaczy już swojej rodziny - losy tego wszystkiego uderzają w niego i mężczyzna żyje w pewnego rodzaju wewnętrznym dysonansie co nie przeszkadza nam oglądać z jego perspektywy losy tegoż strajku.
Bardzo dobrze się oglądało, sporo humoru, wyrazistych postaci i naprawdę wspaniałych zdjęć Stanisława Lotha.
@Telezajaczek raczej matriarchalnie - za staryj piyrwy wszytko boło na gowie baby, dom, dziecka. Chop robioł na grubie, przynosił geltag, ale to baba rzondziła w doma