No więc spotkałem się kiedyś z ziomeczkami których ładne parę lat nie widziałem.

Wiadomo, w życiu się zmienia, temu się bombelek pojawił, tamtemu kobita zmieniła, itd.


No więc przedstawiamy się sobie nawzajem, ci co się wcześniej nie znali:


- Hej, Opornik jestem

- Małta - rzecze żona kolegi, której wcześniej nie znałem

- Cześć Małta! - wołam radośnie.


Małta robi się czerwona na twarzy.

(może to mój osobisty urok? - myślę, wzruszając ramionami, nie pierwszy raz by to był).


Ale czemu jej mąż odwraca wzrok i jakby się dusił? Zadławił się czymś?


Czemu koledzy zaczynają się tarzać, a jeden schował głowę w ramionach i wali pięścią w stół?


Dopieło po chwiłi złozumiałem, że Małta sepłeni.


#heheszki #oporneperypetie #bekazsiebie #opornikcontent

cdc995ed-c482-4d2e-b88a-3e298fb437c3
Opornik userbar

Komentarze (71)

@Opornik O tym samym pomyślałem, jeśli nie ma kija w dupie to całkiem zabawne i zapadające w pamięć rozpoczęcie znajomości.

Ja nigdy nie zapamiętuje imion, dopiero jak spotkam kogoś któryś raz to znaczy że warto sobie tym głowę zaprzątać.

@myoniwy To ciekawe bo ja też mam problemy z zapamiętywaniem imion ludzi, trochę przypał czasami z tym jest w robocie. Może ta przypadłość ma jakąś swoją nazwę.

@Opornik mam podobnie - imiona, nazwiska, nazwy ulic, daty z pisanymi nazwami miesiąca (te muszę przekonwertować na cyferki aby zapamiętać).

@Opornik @myoniwy wy nie zapamiętujecie imion, ja w ogóle ludzi nie zapamiętuje czasem.

kiedyś w robocie 4 dni z rzędu przedstawiałem się tym samym ludziom

.

.

.

.

potem przestałem się przedstawiać już komukolwiek na wypadek

@Opornik Ale tak serio, skąd miałeś wiedzieć? Moja różowa odwaliła lepiej, rzuciła dawno nie widzianej dziewczynie jak ją spotkała z mężem na parkingu (o której wiedzieliśmy, że jest w ciąży), że ooo, ładnie bobo rośnie, to już chyba niedługo rozwiązanie? A tu jej mąż wyciąga kilkumiesięcznego bombelka z tylnego siedzenia xD Gość poczerwieniał, baba walnęła focha - okzało się, że po ciąży roztyła się w kilka miesięcy o grubych kilkanaście kilo i nie było jej z tym hehe lekko xD

@mannoroth Też mi się kiedyś przydarzyła identyczna wtopa. A jestem kobietą po dwóch ciążach i powinnam z natury być bardziej wyczulona. Teraz mam taktykę, że nie widzę żadnej ciąży.

@mannoroth kiedyś tu już pisałem jak to samo odwaliłem jak byłem oglądać pokój w Londynie do wynajęcia. landlordka z małym bąbelkiem, a ja się pytam czy już wiadomo czy młody będzie miał braciszka czy siostrzyczkę . a ona tak na mnie patrzy bez słowa i się rozpłakała ¯\_( ͡° ͜ʖ ͡°)_/¯


później mieszkałem z nimi rok

@mannoroth podobną sytuację miałam kiedyś na jednym z egzaminów na studiach. Stoimy w kolejce i czekamy, wychodzi profesor rozgląda się po nas i mówi do dziewczyny: o pani w ciąży to pani wejdzie teraz. A ona była kilka miesięcy po porodzie xD

@Rozpierpapierduchacz ale mi przypomniałeś.

Mieliśmy na klatce kolegę który seplenił.

zacząłem mówić na niego Rupert.

Potem wszyscy na niego wołali Rupert.

"Rupert, chodź pograć w gałę!" "Rupert, podaj!"

Ale spoko ziomek był, nie obrażał się, śmiał się z tego.

13586bad-9394-409e-86fd-78eb9e98f53f

@Opornik Sam będąc jeszcze natolatkiem nie potrafiłem wymawiać "R" i miałem na tym punkcie okropne kompleksy. Inne dzieciaki mnie często wyśmiewały i normą było coś w stylu "hahah Małta powiedz łabałbał". Wszyscy chłopcy, którzy mnie wyśmiewali mieli wpiełdol - no może przesadzam, bo nie biłem nikogo po twarzy, ale pozamiatałem podłogę wieloma osobami, że musieli przeprosić. Najgorzej, że mama czasami też "chodź na obiad, dzisiaj łyba", no k⁎⁎wa.


A sama sytuacja z boku dość zabawna, natomiast pewnie Małta wzięło to do siebie.

@HmmJakiWybracNick przeklinanie w twoim wydaniu musiało być komendią samą w sobie biorąć pod uwagę ilość literek Ł w polskich przekleństwach

@HmmJakiWybracNick Łączę się w bólu. To samo miałem. I uraz z podstawówki. Na języku polskim robiliśmy kiedyś krzyżówkę. Byłem przy tablicy, pytanie brzmiało. Ktoś kto żebrze? Odpowiedziałem, żebrak. A że "r" słabo wymawiałem to jebana polonistka (pani Żary, ha tfu) kazała wymówić mi to poprawnie zanim mogłem napisać na tablicy. Prawie się popłakałem wtedy. Spora trauma za dzieciaka wtedy, zwłaszcza, że paru debili z klasy zaczęło mnie wyzywać "żebłak". Dobrze, że w domu lepiej nie było w tej kwestii to pierdołami sobie głowy nie zawracałem z czasem nauczyłem się by sobie nie pozwalać na takie żarty. A potem wymowa mi się poprawiła. Ale wtedy trauma przez jakiś czas była. Zresztą do dzisiaj to pamiętam.

Edit. i to samo co u Ciebie. Ojciec naśmiewał się z mojej wady wymowy. Mało tego, jak byłem dzieckiem i płakałem to się śmiał, że płaczę i dlaczego tak cicho. Ja pierdole. Wychowanie lata '80 to masakra jakaś

@Djnx No dramat, takie doświadczenia potrafią potem przekładać się na dalsze życie. Teraz normalnie mówię, ale mimo wszystko jestem przez to wciąż trochę wycofany w interakcji z ludźmi. Chyba tylko ktoś, kto to przeżył zna ten ból


U mnie z polonistką było całkowicie odwrotnie. Będąc małym dzieckiem chodziłem do logopedy. Ale byłem wtedy zbyt mały, aby rozumieć, że trzeba ćwiczyć wymowę, a rodzice mnie nie przypilnowali, bo w domu było nie za ciekawie... I nic mi te wizyty nie pomogły. Gdzieś na początku gimnazjum, po lekcji zawołała mnie polonistka i zachęciła, aby udać się do logopedy. Jeszcze rodzice byli niezbyt przekonani, bo przecież już chodziłem i mi nie pomogło. W każdym razie dostałem ćwiczenia, zdeterminowany sporo ćwiczyłem i po kilkunastu tygodniach udało się opanować "R". Później jeszcze z pół roku musiałem świadomie myśleć o tym, aby poprawnie mówić, aż w końcu stało się to dla mnie naturalne.

U mnie było tak, że przy mówieniu "R" kompletnie nie ruszałem językiem, leżał on po prostu płasko na dnie jamy ustnej i moje "R" wychodziło takie brytyjskie. Dlatego ja swojej Pani polonistce (oraz Pani logopedyczce - ach, co ta pani z językiem potrafiła zrobić) jestem mega wdzięczny, że się zainteresowała, bo na pewno pozytywnie zmieniła moje życie.

@HmmJakiWybracNick U mnie o logopedzie nikt nawet nie wspomniał. Mniejsza z tym. Zbijam piątkę To mnie też nauczyło, żeby nie być niemiłym dla innych. Między innymi. Poznałem uczucie wyśmiewania i nie było przyjemnie.

Miałem w szkole chłopaka, który mówił j zamiast r. Nie bardzo się przejmował, bo był lekkim patusem.


Kiedyś była jakaś afera, że coś tam odwalili, już do końca nie pamiętam co dokładnie. W każdym razie zapadła w pamięć sytuacja, jak wychowawczyni się dowiedziała o incydencie i chłopaki wchodzili do klasy na "dywanik". Nauczyciela wymieniała ich kolejno, "o, Maciek, po tobie się nie spodziewałam", "Tomek, mama jak się dowie..." I na końcu wchodzi nasz patolog z wada wymowy i padło "no i oczywiście, jest i nasz jabajbaj pieprzony" xD i taka ksywka do niego przylgnęła do dzisiaj. Wadę lekko skorygował, a pseudonim został xD

@onpanopticon historia śmieszna. Ale sam osobiście byłem "wyśmiany" z powodu wady wymowy (wpis w komentarzu wyżej). A byłem grzecznym dzieckiem. Więc daje pioruna, ale się nie śmieję

@Djnx jego akurat nie musi ci być szkoda i nie utożsamiaj się. On wyśmiewał wszystko i wszystkich, więc dlatego to było zabawne, bo w końcu sam dostał. Rówieśnicy raczej się nie śmiali, bo się go bali.

@Opornik

Mały Jasiu dojeżdża na rowerze do przejście dla pieszych

-jowejku stój

-mówi się rowerku- poprawiła małego pani stojąca obok

-spierdalaj stara k⁎⁎wo a ty jowejku jedź


Tak wiem, inna litera ale tak mi się przypomniało

@Opornik To jak w tym dowcipie, gdzie facet wymeldowuje się z hotelu:

-Zasłałem łóżko.

-O, nie trzeba było!

-Płoszę bałdzo.


Dobry jesteś, opie!

@Opornik

Moi rodzice zaprosili na ślub jakąś sepleniącą znajomą która zamiast R wymawiała J.

Jako że na samym ślubie jej nie widzieli zapytali w takim razie gdzie stała.

Odparła, że pod chórem.

@Minralxx poznałem w życiu kilka dziewczyn ze Śląska które miały imiona nigdy wcześniej przeze mnie nie spotkane w Polsce.

Zaloguj się aby komentować