Dzisiaj wyjątkowo nieudany dzień. Pokłuciłem się z mamą, z żoną, i jeszcze rozpieprzyłem nowy telefon o podłogę bo akurat trzymałem go w ręku jak puściły mi nerwy. Chwilę potem stałem w skarpetach na dworze łapiąc oddech i póbując się uspokoić. Poszło o święta, kto gdzie kiedy ma pojechać. Nienawidzę świąt, zawsze jest to samo. Pretensje z jednej i drugiej strony że czemu święta nie u nich, a potem jeszcze od żony że czemu nie tego dnia. A ja nie wiem jak to wszystko pogodzić i czuje się jak w potrzasku bez wyjścia w którym każdy czegoś ode mnie chce. Nic nie jestem w stanie z żoną ustalić, mam wrażenie że mówi do mnie w obcym języku. Nie rozumiem czego ona ode mnie chce, czy chce gdzieś jechać czy nie jechać, o co jej właściwie chodzi. A ja bym chciał żeby każdy był zadowolony i już serio to nawet nie jest kwestia tego co ja chce, tylko wymagania wszystkich na około. A naprawa telefonu to pewnie z 1000 zł wyjdzie bo ekran pękła i rozsypał się wpył, nowy pixel 9. Nie panuje nad sobą i jak jestem przyparty do muru i słysze takie babskie gadanie to mało mi głowa nie eksploduje.
#zalesie

