W liceum mieliśmy zabawę w pogo.
Ustawialiśmy się po dwóch stronach korytarza plecami do ściany i kiedy ktoś przechodził, wystarczyło krzyknąć "pogo" i nagle na randomowego typka rzucało się 10 osób "tańcząc" ten klasyczny układ znany z koncertów.
Kolejna zabawa, którą uskutecznialem ze znajomym, to wieszanie plecaka / piórnika kolegów na doniczce przy tablicy. Nieświadoma ofiarą wchodzi do sali na początku lekcji i po paru chwilach zdaje sobie sprawę, że musi wstać i podejść do nauczyciela i tablicy, aby zdjąć swoje rzeczy. Glupie, ale nieszkodliwe i strasznie bawiło całą klasę. Pewnego razu kolega-ofiara się wkurwil po kolejnej takiej naszej akcji i wziął plecak mojego kolegi z ławki (z którym to miałem w zwyczaju robić ten psikus) i go wy⁎⁎⁎al za okno w ramach rewanżu.
Czy muszę dodawać, że tym razem to ja byłem odpowiedzialny za całą akcję, a kolega z ławki za nią pokutował?
W gimnazjum podłożyłem pod krzesło zakonnicy, pod każdą nogę siedziska, po jednym naboju do pióra, aby sprawdzić, czy zrobią "pyk". Zrobiły. Plamy też piekne. Ale zanim pingwinica usiadła to 4 razy przymierzała się do krzesła, za każdym razem już miała siadać, ale jakiś aspekt tę czynność przerywał. Emocje były niesamowite. W końcu jak usiadła, to mało się nie zesrałem że śmiechu.
Kolega z ławki śmiał się jednak głośniej ode mnie, więc to on musiał to sprzątać.
Ja ogólnie byłem kulturalny i moje żarty były na poziomie - w gimnazjum bardziej pato koledzy z klasy mojej i tych równoległych dopuszczały się gorszych czynów, raz jeden z większych debili podpalił rzeczonej siostrze habit zapalniczką. Rzucanie kluczami o tablice to był standard, raz któraś nauczycielka dostała kluczami, bo kolega (pseudonim ślepy) nie trafił. Potem gruba inba była, bo nie chcieli uwierzyć, że chodziło o rzucanie w tablicę celem zrobienia hałasu vs rzut ciężkim przedmiotem w nauczycielkę celem wyrządzenia uszczerbku na zdrowiu.
Ten sam kolega (ślepy) starał się żyć spokojnie i w ignorancji względem patoli, ale jak się wkurwil, to chwytał za krzesło. Raz na oczach przerażonej nauczycielki chciał tylko postraszyć zaczepiającego go kolegę, wstał chwycił za krzesło, uniósł nad głowę, ale nauczycielka odebrała to jako atak, agresję, zagrożenie życia, trwałe kalectwo i świętokradztwo. Krzesło zostało rzucone na ziemię w ramach gestu. Była inba, choć oczywiście nikomu nic się nie stało, to motyw krzesła ciągnął się za kolegą do końca nauki w placówce.
Jeden kolega przyklejał regularnie podpaskę do drzwi gabinetu dyrektorki. Nie bardzo wiedział do czego podpaska służy, co też dodało całej sprawie smaczku.
Po dzwonku na przerwę pierwszą rzeczą w gimnazjum która się działa było otwieranie okien i wyrzucanie przez nie koszy na śmieci, ewentualnie czyichś plecaków. Proceder nie ustawał mimo apeli, więc po tygodniu zniknęły klamki z okien.
Jako osoba szeroko uzdolniona, tworzyłem z papieru i przyborów szkolnych wierne repliki papierosów, które potem patusiarnia nosiła za uszami, aby wkurzac nauczycieli. Niestety mój pomysł na zrobienie z tego wielkiego biznesu nie wypalił, bo, tu zacytuję, "za 50 groszy to ja mogę mieć prawdziwego szluga".