Poranne tuptanko, na ktore prawie zaspalem - ale po leniwym weekendzie zebralem sie na bieganko. Troche mnie stawy bola ostatnio (cale cialo, nie tylko nogi), to dzis nieco krocej i w bardzo spokojnym tempie - 5:47 i srednio 140HR.
Lekki deszczyk mnie złapał przy 5 stopniach na zewnątrz - za⁎⁎⁎⁎ście, lubię to
W planach miałem rozgrzewkę, 6km w progu a potem 8x100m z 1 minutowa przerwa. No i zacząłem interwały. Drugi odcinek coś trwał za długo więc pomyślałem że biegnę za wolno. Zerkam na zegarek - od 30 sekund jestem na etapie schłodzenia ( ͡° ʖ̯ ͡°)
Trochę zdemotywowany tym, że nie ustawiłem odcinków w pętli porozciagalem się i pobiegłem do domu. Jestem za to zadowolony, bo kadencję przez znaczną część biegania miałem powyżej 170, widac więc duży postęp na tej przestrzeni w tym roku.
Papaton z rana jak śmietana! Obudziłem się o 5.10 i już w myślach miałem jakieś 25km+. Ale ocknąłem się potem o 5.50 i wyszedlem z domu o 6.10.
Dziś wybrałem dawno zapomniana trasę, ale taka pętlę 7.5km z mocnymi przewyższeniami. Zrobiłem ja x2 a potem gdzieś się powloczylem. Generalnie, trasa świetnie zrobiła mi na kadencje + był to bieg regeneracyjny z jakimiś elementami siły, całość poza dwoma podbiegami zrobiłem w pierwszej strefie. Pogoda idealna do biegania - 2 stopnie odczuwalnej przez cały bieg - słońce zupełnie mi nie przeszkadzało dziś 😎
To półmaraton bez atestu PZLA, bo regulamin mówi jasno, że start i meta nie mogą być oddalone od siebie o więcej niż 10% długości trasy. Ale półmaraton z pewnością wyjątkowy. Jeśli ktoś z Was nie wie kto to Bronisław Malinowski, to do tego kozaka należy najstarszy rekord Polski w LA oraz kilka nieco młodszych. No i ikona sportowa Grudziądza.
Plan minimum to było 1.45 a plan docelowy to 1.40. spotkaliśmy się w połowie i wyszło 1.42.30 :D pogoda piękna, ale to nie moje preferencje biegowe - 13 stopni na starcie i 17 stopni w czasie dobiegania do mety. No i prażyło mnie słońce na bezchmurnym niebie, na ostatnim podbiegu byłem już w stanie średnio wysmażonym. Trasa płaska do około 17 kilometra. Ostatnie 4km to w zasadzie jeden długi podbieg. Zabrakło mi nieco sił około 20km i trochę przedreptalem, tętno miałem 185 i gotowałem się od środka. Zając na 1.40 spuchł koło 15km i dobiegł gdzieś dalej za mną.
Wyrównałem trochę rachunki, rok temu tę samą trasę przebiegłem w 2.02. ale jakiś niedosyt wciąż pozostał, więc w przyszłym roku też tutaj wystąpię. Atmosfera mega przyjazna jak zwykle, bo to dość specyficzny bieg.
PB na Parkrun minimalnie poprawione - 20:16. Wydaje mi się, że więcej tempowek muszę wdrożyć w bieganie żeby swobodnie zejść poniżej 20min. Rozpiska odcinków na zdjęciu poniżej, kumpel dziś mnie dość mocno poganiał
Kadencja coraz fajniej, coraz gęściej te kroczki lecą, a dziś zwróciłem uwagę o ile z wyższą kadencja mam większego kopa na poszczególnych odcinkach.
W poniedziałek półmaraton, więc teraz czas na odpoczynek.
Dość ciężkie nogi dziś, albo gorszy dzień albo dały o sobie czuć ostatnie 400m odcinki. W zasadzie optymalne tempo udało mi się osiągnąć gdzieś koło 7km i tego się trzymałem. Poranek dość chłodny, więc ubrałem coś dłuższego na górę, ale pod koniec biegu kiedy wybiegłem w końcu z lasu i słońce na mnie kapnelo- no zrobiło się ciepło
Pod koniec jeszcze trochę pod górę ale jakoś mnie to mocno nie spowolniło - to będzie dobry dzień!
A dzisiaj w planie rozgrzewka, potem 8x400m z 3 minutowym truchtem i rozbieganie do domu.
Tylko tak patrze sobie na mape, ktora mi zegarek dostarczyl, i cos srogo popierdzielil trase. Na szczescie, bieglem stala trasa i jestem przekonany ze plus minus dystanse sie zgadzaja.
2 odcinki niestety wyszly slabo (powyzej 1:40). a reszta calkiem calkiem.
Za to Coros dal mi odznake, bo utrzymalem przez 200m rekordowe tempo Kipchoge
Wstałem rano, zerknalem gdzie na trasie jest Andrzej i pobiegłem do nich. Chłopaki po 120km dość wykończeni, więc w sumie przeszliśmy większość z ostatnich kilometrów. Szacun dla nich za walkę, na mecie zjedliśmy torta i rozeszliśmy się. Biegli przez ponad 25h.
Cóż... Spuchlem, więc to na minus, na minus też że nie pobiegłem poniżej 43 minut. Na plus - nowa zycioweczka - 43.44.
A czemu spuchlem? Zacząłem za szybko. Nie sądziłem że aż tyle osób będzie biegło poniżej 40 minut, więc trzymałem się jakiejś grupki. Pierwsze 2 kilometry wyszły mi poniżej 8 minut (3.52 i 4.02), wtedy nieco zwolniłem, ale potem zwolniłem już nie z własnej woli, tylko dobrało się zmęczenie. Był piach, były kamienie, podbiegi, słońce, trochę fajnych ścieżek. Wspominałem już o piachu i słońcu? Gdzies na 5km był bardziej otwarty teren właśnie w piachu i słońcu i to mnie chyba dobiło. Ostatecznie czlapalem jako tako i na ostatnim kilometrze nieco przyspieszyłem, na ostatniej prostej wyprzedziłem chyba 3 osoby.
Zmęczenie widać wyraźnie po spadającej kadencji
Następnym razem będzie znowu szybciej. Generalnie, pierwszy bieg przy temperaturze około 15 stopni więc zaczynamy ciezka, letnia aklimatyzację. Byle zdrowie dopisało.
A, przy okazji - może popchnięcie kropkę mojego kolegi, który biegnie właśnie z Gdańska do Grudziądza w biegu charytatywnym za żelki dla dzieci z Kresów? Możecie go śledzić tutaj: https://www.poltrax.live/bieg-za-zelki
Kurde, cały tydzień nic nie mogłem dodać bo... Nie biegałem - od Wielkanocy leczę coś grypopodobnego. Cały tydzień wchodziłem na tag tylko żeby po piorunowac. W czwartek miałem jeszcze wysoką gorączkę. No ale się rzekło, więc w piątek po pracy wyruszyłem do Łodzi. W piątek się jeszcze okazało, że żona ma anginę - no za⁎⁎⁎⁎ście się zapowiadało.
W sobotę trochę spacerowania po Łodzi, zaliczone orientarium, w którym spędziliśmy z 6h, pochodzie sporo, z 12km spokojnie. Gardło napierdzielalo, więc większość czasu na ibuprofenie.
No i nastała niedziela, wielki dzień. Bałem się trochę, cel był niezbyt wygórowany -4h do złamania. Nie biegałem od zeszłej soboty no i wciąż z bolącym gardłem. Chciałem pobiec za pacemakerem, ale on był w strefie przede mną, a ja dalej czekałem. Ruszyłem jakieś 5 minut od momentu, w którym wystartowała elita. Więc postanowiłem że będę trzymał tempo 5.25-5.30 żeby podgonic pacemakera. Udało się to dopiero na 15km xD żonę z dzieciakami wycalowalem na 19 km i pobiegłem dalej. Pogoda wymarzona, chłodno, pochmurno, bez deszczu. Po 3h biegu wyszło słońce i dało o sobie znać. Generalnie rekord biegu ciągłego -38km bez przerwy, no bo musiałem się w końcu wysikać. Potem już ból był na tyle mocny, że 3 razy szedłem. A nogi mnie bolały już od 12km xD
Bardzo się cieszę że się udało, maraton w czasie netto ukończony w 3.55.30 - więc poszło lepiej niż przewidywałem. Gdyby nie choroba i przerwa, to pewnie bym zbił jeszcze sporo, ale to zostawię na następny raz
Nie robiłem zdjęć w trakcie biegu, więc dorzucę coś z wycieczki z orientarium
Teraz mam nadzieję, żeby wyzdrowieć, bo przyszła sobota to cross na 10km.
@Patalizator w zeszłym roku bez przygotowania, po pół roku biegania też się zapisałem, ale do maratonu na pętlach. Trochę pochodzilem, trochę pogadałem na punktach żywieniowych i wyszło mi 4.32. a też chciałem poniżej 5. Trzymam kciuki za dobry wynik!
Piękny poranek, po bardzo deszczowym, wręcz ulewnym piątku. Moje jedyne założenie: przebiec 20km w tempie ok. 4.55.
No i weszło pięknie! Nogi co prawda nieco zmęczone po wczoraj, ale kręciły aż miło. Po kadencji jednak widać, że gdzież tam po 18-19km zaczęła wyraźnie spadać - tak, zaczęły się podbiegi pod górę i zaczęły boleć mnie już nogi. Przystanąłem na kilka sekund żeby chwilę się porozciagać i pobiegłem dalej. A w sumie miałem jeszcze jeden przystanek wcześniej, coś na 17.5km - no bo traf chciał że przejazd kolejowy zamknięty xD i ten kilometr miałem o jakieś pół minuty wolniejszy.
Na ten moment to moje najszybsze 20km a zapas jeszcze był. Także zamiast 1.45, to będę walczył o 1.40 w maju na półmaratonie.
Ależ mi dzisiaj fajnie bieganie siadło! Miałem pobiegac wczoraj, ale dzieciaki dały mocno w kośc w nocy i rano stwierdziłem, że to absolutnie nie ma sensu.
Wstałem rano z zamiarem na 15km. I początkowo chciałem zrobic bieg ciągły, ale potem na trasie przypomniałem sobie jaki fajny trening ostatnio zrobiłem. Więc weszło:
5km w tempie 4:25
jakies 200 metrów marszu. Po co? Może to głupie, ale chciałem zakwasic sobie nieco nogi, żeby kolejne 5km zrobic na wiekszym zmeczeniu nóg
700-800m truchtu, tak żeby potruptrac do rownego
5.25km w tempie ok. 4:30. Ostatnie 250m dalem troszke mocniej i ten odcinek wyszedl mi 4:00.
Przetruchtalem sobie jeszcze 2 km, a potem jak zaczelo sie robic pod gore... pocisnalem znowu :) 1km w tempie 4:25
A potem dotruptane do domu.
Po weekendzie chyba mi sie glowa odblokowała, bo dzisiejszy trening wszedł naprawdę na miękko. I zauwazyłem, że zegarek chyba daje dośc dobrze przyblizony pomiar - gdy przy wzniesieniu cisnalem tym samym tempem co na plaskim puls od razu wyraznie podskoczyl. Także rokowania chyba lepsze niż planowałem na ten rok. I oby zdrowko dopisalo.
Bieganko przed 6 weszlo calkiem na milo. Dziś wjechał bieg z narastającą prędkością po ok. 2 kilometrach rozgrzania. Zaczynałem od 5:07 by na 10km miec tempo w granicach 4:20 - chyba caly czas gaz pozostał po weekendzie.
Pieknie widac coraz wieksza predkosc w wydluzajacym sie kroku biegowym przy niemal stalej kadencji. I kurka, zaskakujaco chlodno dzis o poranku.
Zegarek zaczal do mnie gadac, w takim sensie ze stara sie robic juz prognozy wynikow i analizuje zmeczenie. Dzis zmeczenie pokrylo sie z tym co odczuwalem, czyli ze nie jest najlepiej. Za to prognozy mnie nieco zdziwily - o ile 5km brzmi rozsadnie (19:51), to 10km (41:15), polmaraton (1.31.00) i maraton (3.15.00) juz bardzo abstrakcyjnie. Ale zobaczymy, ten rok na pewno przyniesie jeszcze duzy postep w moich wynikach i mam nadzieje, ze tylko jeszcze wieksza satysfakcję z biegania.
@mkbiega Jak lubisz patrzeć na cyferki to polecam założyć sobie konto na runalyze.com - bardzo fajne narzędzie do analizy biegów, formy. Można się sprzężyć na stronie z zegarkiem i automatycznie zasysa wyniki. Stronka przelicza tempa treningowe, prognozy biegów itp.
Z tego co pamiętam to dopiero po około 70 dniach od założenia konta - z mniej więcej regularnym bieganiem strona będzie dokładnie interpretować wyniki. Gdzieś nawet wyskakiwał mi taki komunikat ale nie pamiętam gdzie, bo już trochę czasu minęło od mojego założenia tam konta... Tak czy siak - super narzędzie
@mkbiega Bardzo ładnie, serce roście gdy widzę coraz więcej osób biegających o słusznej porze
Fajny trening i fajne statsy! BTW, co to za apka? Bo chyba nie garmin. Masz jakiegoś footpoda czy jakiś kosmiczny pasek z czujnikami, czy zegarek tak mniej więcej sobie wylicza na podstawie tempa i kadencji?
A co do prognoz na wyścigi - to jakoś średnio to się spina IMHO. Już pomijając, że zegarki jakieś kosmiczne czasy podają (garmin mi szacuje 5K 18:48, dycha 39:01, połówka 1:26 a maraton 304 xD) to wydaje mi się, że robiąc maraton w < 3:15 trzeba spokojnie robić połówkę grubo poniżej 1:30. Choć jak sprawdziłem teraz różne kalkulatory, to co jeden to inny wynik xD
@enron biegać rano zaczalem, od kiedy fizjoterapeuta zrobił mi wykład, dlaczego nie warto biegać po 21 (a kiedyś tylko tak biegałem). Do biegania na czczo się przyzwyczaiłem i maksymalnie 26km zrobiłem bez jedzonko i picia.
A aplikacja to ta od Corosa, który jest moim wciąż nowym przyjacielem. A zegarek ma podobno czujnik kadencji na wyposażeniu.
W sumie mój 3 wyścig wieczorny, dziś na 5km zakończony życiówka! 20.10
Zegarek włączyłem po około 300m dopiero - coś zmulilem na starcie. Pierwszy kilometr wyszedł mi jakieś 3.45 a potem długo trzymałem się czołówki. Kasza manna na podwieczorek o 16 (bieg o 19) dawała o sobie znać przez cały bieg i to mnie trochę zmartwiło. Co mnie ucieszyło to to, że choć płuca przewietrzone, to miałem jeszcze jakiś zapas w nogach. Mimo to nie mogłem uwierzyć że na ostatnich metrach widzę wciąż 19 na zegarze. 20 było do zbicia dziś jednak. Zbije innym razem.
Warunki pogodowe? Pizgalo złem na starcie i mecie, bo bieg 100% po lesie, ale głównie utwardzonej drodze. 2.5km prostej i ostra nawrotka. Bardzo się cieszę, bo przecież wczoraj odcięło mnie na 4.06 a dziś średnia to 4.02
W no i z zegarkiem co do tętna nie mogę się dogadac - albo za słabo wiąże albo za mocno się pocę i potem tętno pewnie 180-190 a na zegarku 160 xd
@enron był wyścig, długo się zaraz za mną jeden koleś trzymał a to zdecydowanie pomogło utrzymać tempo. Coopera nie robiłem od jakichś 10 lat jeszcze w technikum robiliśmy i wtedy miałem 3400-3500m. Dobry pomysł, mógłbym się sprawdzić
Jak sobota - no to Parkrun. Dziś musiałem się mega spieszyć, bo żona na 10 do pracy, więc podjechałem autem, rozgrzałem się i już zabrakło czasu na rozbieganie po biegu. Ale płuca troszkę przeczyscilem - 20:51 daje najszybsza piątkę w tym roku. Odcięło mi nieco paliwo na 3km i zwolniłem z tempa 4:06 na 4:19. Dopiero na ostatnim kilometrze troszkę udało się docisnąć i ukończyć poniżej 21 minut. Chyba gorszy dzień, bo nastawiony byłem na pobiegniecię poniżej 20:30. A może to dlatego że śniadania nie jadłem i w domu włączyło mnie ostre ssanie w żołądku xD
Jeszcze jutro o 19 bieganie na 5km w stylu wyścigowym i płuca na pewno będą przewietrzone. Liczę że uda się utrzymać mocne tempo.
Zarzucam jeszcze kadencję, jestem zadowolony że utrzymuje ja na poziomie 160.
@mkbiega piękne zapieprzańsko, podziwiam! A Twoja kadencja to dla mnie kosmos w drugą stronę - przy moim 4:40/km miałem jak poniżej, przy Twoim tempie miałbym chyba ze 220 xD
@enron haha, faktycznie znacznie więcej. No nie ma bata żebym był w stanie tak szybko biegać. Myślę że masz znacznie większy zakres ruchu i to ile biegasz gdzieś tam nauczyło organizm oszczędzać energię i robić małe kroczki. Ja nie wiem czy bym chociaż przez kilometr był w stanie utrzymać Twoja średnia
Czuje że to był przyjemny trening i mój organizm dość dobrze znosi już takie tempo. Kadencja stabilizuje się na poziomie 160 już całkiem dobrze, a przy takim tuptaniu powolnym mam 150 - widzę poprawę techniki dość znaczna i cieszę się że organizm szybko się zaadaptował. Teraz jeszcze nieco mniej biegania z pięty dolozyc a za pewnie kilka miesięcy pierwsze próby podwyższenia kadencji.
A dziś w sumie 3 białe zwierzątka na trasie, ale tylko 2 dały sobie jako tako zdjęcie zrobić.
Za dwa tygodnie maraton w Łodzi, jestem trochę zawiedziony że nie zrobiłem żadnego długiego wybiegania w tym roku. Mimo to jestem dobrej myśli.