Zdjęcie w tle

fonfi

Fanatyk
  • 604wpisów
  • 3958komentarzy

659 + 1 = 660


Tytuł: Heretycy Diuny

Autor: Frank Herbert

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Rebis

Format: książka papierowa

ISBN: 9788383380766

Liczba stron: 568

Ocena: 8/10


Kolejna (5) część z cyklu Kroniki Diuny. Potwierdza się to co pisałem już wcześniej, że w mojej subiektywnej ocenie co druga książka w cyklu jest udana. Część piąta ustępuje trochę części pierwszej, ale czyta się z równie zapartym tchem. Bo do tego że pierwsza jest najlepsza chyba nikt nie ma wątpliwości. Heretycy dostarczają nam to, czego tak bardzo brakowało w poprzedniej części - akcję. Dzieje się dużo, są walki, ciekawe zwroty akcji, ale nie brakuje też tej typowej dla całej serii filozoficznej otoczki, która na szczęście w tym tomie nie przytłacza.


Fabuły opisywał nie będę, kto chce to na pewno przeczyta. Jedyne co dopiszę to argumenty, które wpłynęły na taką a nie inną ocenę tej książki.


  • Brakuje troszkę "łącznika" z poprzednią cześcią. Jesteśmy rzuceni w świat odległy o kolejne 1500 lat od śmierci Boga Imperatora i nie za bardzo wiadomo jak się w tym czasie potoczyły losy Imperium. Informacje na ten temat są skąpe, pozwalają na zbudowanie sobie jakiejś wizji, ale niedosyt jednak pozostał . Przynajmniej syn Brian z kolegą Kevinem będą mieli mnóstwo przestrzeni do wyciągania kasy od fanów.

  • Kilka wątków, które w mojej ocenie zapowiadały się na interesujące - ba! może nawet kluczowe - a chyba nie do końca autor miał pomysł co z nimi zrobić i skończyły się tak nijak (np. postacie Shieny i Waffa)

  • Zakończenie. Tutaj mam najbardziej mieszane uczucia. Bo z jednej strony ciekawe, trochę może zaskakujące ale z drugiej zupełnie niewykorzystane. Autor kończy książkę dosłownie na kilkunastu ostatnich stronach, opisując wydarzenia, które (znowu w mojej ocenie) mogły by posłużyć na kilkanaście - ale rozdziałów. Zniszczenie Rakis, bitwy, które tam się rozegrały, "ostateczne" starcie baszara Tega z siłami Dostojnych Matron opisane w kilku zdaniach. Frank - wtf?!


No i jak w każdym tomie z tej serii wydawniczej - te grafiki Siudmaka!


Prywatny licznik: 7 + 1 = 8


Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki

aba9ca31-d572-4185-8ca3-1dd2f6bc2ac0

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Pani @Fafalala gdzieś się nam zagubiła i nikt inny się nie kwapi, więc dzisiaj zestaw ode mnie.


Temat: Symulacja się sypie

Rymy: cyfrowy - długi - sowy - obsługi


Życzę miłej zabawy


#zafirewallem #naczteryrymy

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry się z Państwem,

Serce rośnie, jak tak patrzę jak się Państwo ożywiliście. Jakbym wiedział, że wystarczy tupnąć nóżką, to nóżką tą tupnąłbym zdecydowanie wcześniej. Chociaż w moim wieku tupać nóżką jest niebezpiecznie. O czym traktuje poniższy sonet.


O zgubnych skutkach tupania nóżką


Pan Fonfi się bardzo tym przejął,

Że chyba poeci rdzewieją,

No bo wciąż tylko ktoś ubolewa,

Że niby chciałby - lecz rady nie da.


A już najbardziej fakt ten przeżywał,

Że tu w sonetach, sonetów ubywa,

Przez co myśl w myślach taką wciąż mielił:

Co by tu zrobić, by zechcieć chcieli?


Więc zaraz w tonie na pozór miłym,

Nóżką jął tupać z całej swej siły,

I siedem sonetów zarządził - despota.


Teraz społeczność w kawiarni się miota,

Łącząc wysiłki we wspólnej niedoli,

A jego - nóżka od tupnięcia boli...


PS. Jeśli dobrze liczę, a zazwyczaj liczę dobrze, to brakuje nam już tylko jednego poety do kompletu. Ale proszę się na kolegów nie oglądać - im więcej tym lepiej!


#diriposta #nasonety #zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry się z Państwem,

Na wstępie bardzo przepraszam, że dopiero dzisiaj a nie wczoraj, ale niestety wczoraj (z przyczyn nie do końca ode mnie zależnych) nie dałem rady. Chociaż zazwyczaj jeszcze radę daję...


Stało się tak jak się spodziewałem, bo skoro @George_Stark miał w poprzedniej edycji do wyboru sonety dwa - swój i mój - to spodziewać się tej wygranej należało. Nie powiem, nie powiem - liczyłem jeszcze troszkę na tych z Państwa co lubią tak na ostatnią chwilę, z zaskoczenia - no ale jak widać nie tym razem.


W każdym razie przejdźmy do meritum.

Jest mi niezmiernie miło otworzyć kolejną - LXXI (słownie: 71) edycję zabawy #nasonety w kawiarni #zafirewallem . Jako że ostatnio miałem przyjemność być na spektaklu "Tuwim dla dorosłych" w warszawskim teatrze ROMA, na którym to spektaklu bawiłem się wyśmienicie i który serdecznie Państwu polecam (swingująco-jazzujące wykonanie "Ptasiego radia" wbija w fotel) - to z tego właśnie powodu postanowiłem (bo kto mi zabroni?), że sponsorem bieżącej edycji będzie nasz patron. Nie, nie @George_Stark , ten drugi - czyli pan Julian Tuwim ze swoim wierszem "Biologia".


Biologia


Baby latem biodrzeją.

Soki w babach się grzeją,

Owoc żywy dojrzewa,

Lep żywiczny wre w drzewach.


Płeć się pławi płodziwa,

Buchaj ciołę pokrywa,

Mleczem tłustym się klei

W rozjuszonej nadziei.


Dyszy ziemia - kobyła,

Wymion dwoje w świat wzbiła,

Byk wiecznego żywota

Białym ślepiem żar miota.


Roztopiły się pola,

Rozstąpiła się rola

I w czarnoziem tętniący

Trysnął białun gorący.


Jak Państwo widzą wiersz ma 16 wersów, więc klasycznie już w konkursowych wytworach olewamy dwa ostatnie. No chyba, że komuś szczególnie zawarte w nich rymy przypadną do gustu to proszę się nie ograniczać.


UWAGA - teraz będzie najważniejsze, więc proszę o skupienie, bo dwa razy pisał nie będę! Postanowiłem w LXXI edycji troszkę Państwa rozruszać, zwłaszcza tych z Państwa co piszą w komentarzach, że "chcieli..., myśleli żeby..., no prawie pamiętali..., ale się nie udało...". Dlatego skoro edycja jest 71 to dajmy z siebie całe 10% i do zamknięcia edycji potrzebuję 71 * 10% = 7.1 poety. Powiedzmy, że w ramach wyjątku, mogę zaokrąglić do pełnych 7 poetów. No i żeby zapobiec ewentualnym odcinanim jakiś 0.1 części ciała poety ósmego.


Zatem zabawa trwa do najbliższego piątku - 11.04.2025 - pod warunkiem, że do tego czasu 7 poetów opublikuje swoje dzieła. Jeśli nie - bawimy się do skutku.


Jeszcze szybkie przypomnienie zasad - jak zawsze: układamy sonet, w którym rymy w poszczególnych wersach zgadzają się z rymami w tych samych wersach w powyższym utworze "dawcy". W tym wypadku jest to pierwsze 14 wersów.


Zwycięzcę wyłonimy klasycznie - na podstawie rankingu popularności.


Powodzenia i udanego rymowania! Liczę na Was!


#zafirewallem #nasonety #diproposta

898cdd7b-496f-478c-a4aa-271c7852a12b

Zaloguj się aby komentować

165 755 + 25 + 25 + 24 + 25 + 25 + 25 = 165 904

Kolarstwo kulinarno komuterskie (albo kumoterskie) z bieżącego tygodnia. Zdjęcia papaja, to wspólna zdobycz razem z panią Rdza Nieśpi do profilu na insta papieze.na.rowerze , na którą to zdobycz umawialiśmy się zaledwie od wiosny zeszłego roku... Jak się Fonfi z Rdzą umawiają, to nie trzeba im co pół roku przypominać!


Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu

#rowerowyrownik #rower

f20ef734-3be1-4520-9aae-4cd208da977c
a0e2ba93-deb8-451d-abef-2a6bc9fea218
c931b211-1745-457c-a84c-3fdf2c06dfcc
6039924d-1393-4082-8549-e1ca086b0aeb
82e7b717-2614-49d2-b29f-720349b4a942

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Sądząc po średniej wieku jaką udało mi się zaobserwować na ostatnim #hejtopiwowarszawa, to większość z Państwa może nie pamiętać czegoś takiego jak paczki z Ameryki. A ja, ze względu na swój wiek, jeszcze pamiętam. Jak przez mgłę, ale jednak. Pamiętam jakie to w domu było święto. Pamiętam słodycze. Pamiętam kosmetyki. Nawet pieluchy dla rodzeństwa i za duże ubrania... Dzisiaj, kiedy obserwuję w mediach, ale również za pośrednictwem przekazów bezpośrednich, co się dzieje za oceanem - tam, gdzie aktualnie żyje moje młodsze (choć już nie takie młode) rodzeństwo, w osobie mojego jedynego brata - nie sposób jest mi pozostać obojętnym. Dlatego biegnę pakować dary do pudła, a Państwa zostawiam z poniższym wytworem. W jakże ciekawych czasach przyszło nam żyć...


Przewrotność losu


W samolot wsiadł kiedyś mój brat do Ameryki,

Bo życie tam lepsze (tak mówią statystyki),

Urządził się szybko od ojczyzny daleko:

Ślub, praca, samochód, aż wreszcie - alleluja!

Zadzwonił z nowiną: "Zrobiłem z Ciebie wuja!"

Dom jeszcze nabył - za dolary, z hipoteką...


I żyli tak sobie spokojnie w tym domu,

Na suburbiach miasta, nie wadząc nikomu,

Korzystali z życia na wysokiej stopie,

I razem wciąż snuli plany wieloletnie,

W amercian dream'ie pławiąc się kompletnie.

A za oceanem - pożar w Europie...


Lecz zasiadł imć Donald w Białym Domu na tronie,

Sielanki znienacka zadekretował koniec,

Kraj doprowadzając do totalnej demolki,

Aż nagle na pólkach wszystko strasznie zdrożało.

Więc wyślę bratu - by mu się przeżyć udało,

Złotówki w kopercie, i jaj ze trzy worki...


#zafirewallem #nasonety #diriposta

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Dzisiaj zaprezentuję Państwu pióro. Pióro marki Parker. Pióro, które do złudzenia przypomina model Vector, a jednak Vectorem nie jest. 


Opowiem również historię. Historię związaną z rzeczonym piórem. To znaczy z rzeczonym modelem pióra - nie, że z tym konkretnym egzemplarzem. A jak już (z poprzednich moich wpisów) Państwu wiadomo, jeśli chodzi o firmę Parker to historia nudna raczej nie będzie.


W końcówce lat 80 ubiegłego stulecia, a konkretnie w roku 1987 firma Parker zachęcona bardzo dobrym odbiorem i jeszcze lepszą sprzedażą budżetowego modelu Vector, postanowiła zarobić jeszcze więcej pieniążków wypuszczając na rynek wersję dla odrobinę bardziej wymagających klientów. Powiedzmy, że takich z kolejnej, średniej półki. Wzięli więc sprawdzonego Vectora, dodali mu błyszczące i brokatowe lakierowanie korpusu, pozłacaną stalówkę i wykończenia, i tak oto na rynek trafił on - nazwany od roku swojej premiery, czyli 1987 - model 88. Logiczne, nie? No właśnie… 


Ale jakby tego było mało, to dział marketingu dał ciała robiąc research (umówmy się - internet dopiero raczkował, a kto by tam wertował jakieś książki) i bardzo szybko okazało się, że “88” to skrót używany przez neonazistów w zastępstwie rozsławionego ostatnio przez Elona Muska pozdrowienia. Skrót pochodzący od pierwszych liter Heil H***** (gwiazdkuję bo mi @bojowonastawionaowca bana zarzuci) "H" to ósma litera alfabetu - stąd właśnie “88”. 


ALE - to jeszcze nie koniec rewelacji. W 1990 roku na rynek amerykański (który jest jednym z głównych rynków zbytu Parkera) trafia książka “88 Precepts” (88 spostrzeżeń) autorstwa niejakiego pana Davida Lane’a. Pan David - biały suprematysta (tak to się chyba pisze?), członek neonazistowskiej organizacji The Order - mając dużo czasu w trakcie odsiadywania kary 190 lat pozbawienia wolności i wzorując się na fragmentach książki pewnego Austriaka “Mein Kampf”, publikuje manifest, a w nim swoje słynne czternaście słów: “_We must secure the existence of our people and a future for White children._” W ten sposób do dwóch ósemek dochodzi jeszcze liczba 14, a w przestrzeni publicznej zaczyna funkcjonować skrót “14/88”.


Nieoficjalnie mówi się, że to właśnie z powodu powyższych wydarzeń i faktów, Parker z nazwą “88” wytrzymał “tylko” do roku 1994. Wtedy to, dla uniknięcia niewygodnych skojarzeń ktoś bardziej (ale za sekundę zobaczycie, że tylko troszkę bardziej) rozgarnięty wpadł na pomysł, żeby może zrezygnować z kontrowersyjnych dwóch ósemek na rzecz nowej, dumnej nazwy: “Rialto”… dodając w zamian ozdobny grawer o treści - a jakże - “88” na stalówce. W tej postaci i pod tą nazwą pióro było produkowane i sprzedawane aż do roku 2007, kiedy to całkowicie zniknęło z rynku.


No dobrze, teraz kilka słów o samym piórze. Tak jak już zdążyłem napisać pióro 88 vel Rialto konstrukcyjnie jest identyczne z modelem Vector. Serio - można sobie podmieniać części i wszystko do siebie pasuje: sekcja, korpus, skuwka… Pierwsze wersje charakteryzowały się kolorową sekcją i końcówką oraz gładką stalówką. Po pierwszym roku produkcji, czyli już w roku 1989 zrezygnowano z kolorowych sekcji na rzecz koloru czarnego, prawdopodobnie z powodu oszczędności. Dodano też grawer “Parker” na stalówce i zmieniono wersje kolorystyczne. O zmianie nazwy z roku 1994 napisałem w poprzednim akapicie. Razem ze zmianą nazwy dodano jeden nowy kolorek. 


Dwie najbardziej “ekskluzywne” wersje pióra: Corinth 23-karat Gold plated i Corinth Silver Plated produkowane były przez cały czas, od premiery aż do wycofania modelu z produkcji. Oczywiście uwzględniając różne zmiany stalówki i koloru sekcji na czarną.


Tak jak model Vector tak i Rialto nie jest jakimś białym krukiem (umówmy się - to po prostu Vector, ładniej opakowany ale ciągle jednak Vector), chociaż na naszym rodzimym rynku nie widziałem wielu opcji do zakupu. Najtańsze egzemplarze można znaleźć już za kilkadziesiąt PLN, a te najrzadsze wersje kolorystyczne osiągają ceny kilkuset PLN.


#piorawieczne #parkervector

36680315-186d-4d20-9a7c-3140319dcb85
bf6aaa7f-a753-4ded-88c5-e3eac1e40378
5af606a8-a583-486d-aed7-9360550a3adb
1ea1d6bf-fb5c-4921-a903-1f5847d3fff1
5e9537ae-563f-4be2-a8ac-593019d6760c

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry się z Państwem,

Oburzyłem się. Oburzyłem się już wczoraj po przeczytaniu jeremiady pana @George_Stark na temat wieku. Postanowiłem jednak to swoje oburzenie na chwilę odłożyć, żeby zobaczyć czy mi po #hejtopiwo przejdzie. No nie przeszło. Dlatego w drodze powrotnej napisałem ripostę, którą chciałem jeszcze wczoraj opublikować ale... zasnąłem. Co dowodzić może niestety, że pan @George_Stark miał trochę racji pisząc to co napisał na temat czterdziestolatków. Niemniej, oburzony jakby troszkę mniej, poniższym utworem #diriposta (diriposta podwójna, bo w #nasonety i do kolegi poety) wyrażam swój protest w kwestii stygmatyzacji osób w wieku 40+.


Nie ma szacunku dla starszych…


Z kosiarką spędziwszy swe przedpołudnie,

Siadłem przy stole, ze zmęczenia siny, 

Hejto włączyłem by przejrzeć nowiny.

Patrzę - a cóż to za rymy paskudne?!


Oczom nie wierzę - To jakieś są kpiny!

Że niby czterdziestka to popołudnie?!

Że ja skamieliną?! No wprost przecudnie!

Mnie, proszę Pana, brak nawet łysiny!


Od wysiłku wargę wysunąwszy dolną,

Nad ripostą dumam: ciętą, a swawolną.

Aż na policzkach dostałem wypieków!


Wymyślić mi pomóż, zaklinam cię Boże,

Kąśliwy wers taki, co w pięty pójść może...

Mam: Zetrzyj spod wąsów - nygusie - mleko!


#zafirewallem #nasonety #diriposta

No nie daje wiary miroslaw przed @Wrzoo a nie woda …

« Zawalił mi się świat na drzazgi, na kawałki

Wolniej się leje WODA szybciej palą się zapałki. »

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Pod koniec poprzedniej edycji #nasonety obiecałem ( o tutaj ) Pani @moll , że w kolejnej, którą poprowadzi napiszę coś smętnego. Danego słowa lubię dotrzymywać. Wprowadziwszy się zatem w nastrój ponury i mroczny, ryzykując całkowite się w nim zatracenie, dotarłem do wersów, których nie spodziewałem się w sobie znaleźć. Ale skoro dotarłem i znalazłem to się nimi teraz z Państwem podzielę.


Atrapa


Przez szare, gęste poczucie winy,

Które jak cichy nowotwór puchnie,

Patrzę, jak z życia ciekną godziny,

Z życia - co kruche jest niczym próchno...


W myślach jak smoła, bulgocze żałość,

Resztka nadziei się we mnie kruszy

Na to, że będzie się jeszcze dało

Połatać strzępy rozdartej duszy...


Szczęście grobowym całunem spowite,

Serce na milion części rozbite,

Mój świat - tęsknota ze smutkiem trawią…


Tę rozpacz, co we mnie bezgłośnie wyje,

Na twarzy, pustym grymasem kryje

śmiechu atrapa! W skrytości, krwawię…


#nasonety #diriposta

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Tak czekam i zerkam na te wczorajsze nasze #naczteryrymy ale jakbym nie zaklinał to nic się nie chce zmienić. Wychodzi na to, że jesteście Państwo skazani na moją propozycję. Znowu...


A dzisiaj są dwie ważne okazje, więc nietypowo propozycje też będą dwie. Można zarymować do pierwszej, można do drugiej, można do obu. Nie rymować nie można.


Propozycja pierwsza, klasyczna i wałkowana dzisiaj we wszystkich mediach: audio, wideo i tych do czytania.

Temat: Pierwszy dzień wiosny astronomicznej

Rymy: topienie - Marzena - nieporozumienie - scena


A jeśli ktoś uważa, że powyższe zadanie jest tendencyjne (bo jest), to propozycja druga, z okazji nie mniej ważnej okazji:

Temat: Światowy Dzień Żaby

Rymy: żaba - futro - baba - jutro


Powodzenia i miłego rymowania.


#zafirewallem #naczteryrymy

Topienie Marzeny


Udał się Ryszard na wiosenne topienie,

Choć nie Marzanna denatka - a Marzena,

Lecz sędzia dał wiarę w nieporozumienie,

Mimo, że świadków żadnych nie miała scena.

Zaloguj się aby komentować

Dziękuję bardzo Panie @Piechur, za konkretny zapas magnezu, który codziennie nałogowo wypłukuję hektolitrami kawy. Gorzka 100% to zdecydowanie mój faworyt. Smak tylko dla koneserów, przez co mam pewność, że nikt w domu mi tego nie podkradnie. Pozostałe łakocie młodzież rozszabrowała tak szybko, że ledwo zdjęcie zdołałem zrobić - no i cały plan ograniczania im słodyczy w pizdu... W każdym razie takiej paki się nie spodziewałem - jeszcze raz wielkie dzięki!


#podziekowania

fef94964-c498-4576-ae1a-8b2f7bf4309b
6c23c4f0-225b-4d27-a263-57bee991f38b
5fdc128d-1693-411b-91d1-091a2ea1fb42

@fonfi Wawel zdecydowanie nie umie w czekolady powyżej 70%, rośnie to w ustach, jakaś taka konsystencja dziwna. Lindt za to od 90 wzwyż to zajebistosc jest.

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Co prawda mamy już XXI edycję #naopowiesci , ale przez to, że jak się okazuje mamy z Panią @moll zupełnie inne definicje pojęcia wieczór, nieco spóźniony (ale tylko nieco) wrzucam moją opowieść do edycji XX. Jak obiecałem - to jest. Miłej lektury.


------------------------

Ocaleni


W obozie Nr 69 każdy miał przydzieloną osobistą kwaterę. Z własną łazienką i aneksem kuchennym. Nawet wygodne łóżko było na wyposażeniu. Nie to co obóz Nr 1 - ten w Grudziądzu, o którym chodziły słuchy, że Ocaleni musieli spać w nim na stojąco. I w kapokach. Obóz Nr 1 powstał jako pierwszy, w przededniu samej inwazji. Podobno pierwotnie był siedzibą jakiejś sekty wyznającej starożytnych filozofów: stolików, staników, stoików… Nikt już dzisiaj nie pamiętał. Ale idea obozu się przyjęła i po inwazji Hejtochtonów wszyscy Ocaleni zebrali się w społeczności żyjące w obozach właśnie.


W nowej rzeczywistości, w której przyszło im żyć, każdy obóz pełnił konkretną funkcję. Jedne produkowały broń do walki z najeźdźcami - długie nożyce do strzyżenia runa, inne miały charakter treningowy i to one szkoliły chętnych do walki oraz wspaniałą kadrę, dowodem czego był Naczelny Admirał Plusk, który stał na czele samozwańczego rządu. Jeszcze inne, pełniły funkcje zaopatrzeniowe i produkowały podstawowe artykuły niezbędne do przeżycia oraz żywność - tak jak owiany tajemnicą obóz Nr 13 w Kielcach, w którym znajdowała się fabryka majonezu.


Obóz Nr 69 - obóz Ryszarda - produkował i dystrybuował parówki.


— To nie tak, że żyje nam się źle, prawda? - pytał sam siebie - Wszystko co niezbędne do życia, mamy przecież zapewnione. Co z tego, że życie to jest monotonne i przypomina raczej wegetację? Przynajmniej żyjemy…


Tego typu niespokojne myśli zawsze nawiedzały Ryszarda zaraz po przebudzeniu. Usiadł na łóżku, wyjrzał przez okno na budzącą się do życia społeczność Ocalonych, na rzędy jednakowych, czteropiętrowych baraków mieszkalnych z wielkiej płyty, na monumentalny gmach fabryki parówek. Zegar na jej wieży pokazywał godzinę 5:15. Jego zmiana przy linii produkcyjnej zaczynała się dopiero o 6:00 więc miał jeszcze trochę czasu. 


Podreptał do łazienki. Zerknął na odbicie w lustrze, z którego spojrzała na niego jakaś zmęczona i szara twarz. Chwilę zajęło mu zrozumienie, że to on sam. Mechanicznymi ruchami ogarnął poranną toaletę - twarz, zęby, golenie i zostało mu czasu akurat na śniadanie. Parówki z majonezem. Jak co dzień.


Kiedy wchodził do kuchni, obozowy centralny system sterowania uruchomił projektor i obraz na ścianie ożył postacią Naczelnego Admirała Pluska w swoim szarym mundurze i ciemnych okularach a z głośników usłyszał standardowe powitanie, które Ryszard znał już na pamięć:


— Dzień dobry obywatelu Ryszardzie. W ten piękny poranek zwracam się do Was obywatelu, z apelem o wiarę i pomoc oraz o coraz lepszą pracę. Możecie być przekonani, że wszyscy tu jesteśmy ulepieni z tej samej gliny i nie mamy innego celu jak ten, który tu wspólnie deklarowaliśmy. Jeśli nam pomożecie, to jestem pewien, że ten cel uda nam się wspólnie osiągnąć. No więc jak - pomożecie obywatelu Ryszardzie?

— Pomogę… - wymamrotał odruchowo i całkiem bez entuzjazmu Ryszard wychodząc z założenia, że nigdy nie wiadomo kto może słuchać.


Usiadł przy stole, spojrzał z rezygnacją na trzy ciepłe parówki leżące na talerzu, wzruszył ramionami i z niemal fizycznym bólem zmusił się do pierwszego kęsa. Na szczęście z każdym kolejnym kawałkiem śniadania świat zdawał się nabierać cieplejszych barw. Kolorowe graffiti na murach betonowych baraków, okna ozdobione zasłonami w wesołe wzorki, nawet surowa dotąd twarz Naczelnego Admirała Pluska spoglądającego w dalszym ciągu z projekcji na ścianie naraz wydała mu się sympatyczna.


— Jak dobrze się przyjrzeć, to Plusk się całkiem wesoło uśmiecha. - pomyślał Ryszard, i dziwiąc się samemu sobie dodał na głos - No to Wam pomogę! Razem osiągniemy ten cel! - I tylko gdzieś w tyle głowy mignęło mu pytanie “Zaraz, ale jaki cel…?”. Zanim jednak zdążył się na nim skupić uciekło w niebyt.


W doskonałym już nastroju dokończył posiłek, wsunął buty i opuścił swoją kwaterę, kierując się raźnym krokiem w stronę fabryki. Przed samą bramą dogonił Michała, który tak jak i on rozpoczynał pracę na pierwszej zmianie. Michał, zawsze wesoły i pierwszy do żartów wydał mu się jakiś osowiały.


— Ej, cześć, coś taki naburmuszony? Coś się stało? - zapytał kolegę

— Nie wiem stary. Jakoś tak… Nie zjadłem śniadania, nie mam apetytu... I w ogóle… - zaczął się tłumaczyć wyraźnie zakłopotany Michał

— Jak to nie zjadłeś? Nie dostałeś wczoraj parówek i majonezu z przydziału?

— Dostałem. Tylko jak dzisiaj na nie spojrzałem, to… no wiesz… One wydały mi się takie… Eh, zupełnie nie wiem jak Ci to wytłumaczyć… No bo czy my w ogóle wiemy z czego one są zrobione?

— No jak? Pewnie, że wiemy! Przecież codziennie pilnujemy całego procesu przy taśmie. - Ryszard próbował uspokoić Michała

— Rysiek, ale poważnie. Co my wiemy?

— Nooo, naciskamy ten pierwszy zielony przycisk, wtedy gęsta, mięso-podobna masa wlewa się do kadzi, później ten czerwony, który do masy dodaje to coś płynne i lepkie a na koniec ten ostatni jaskrawo żółty, co włącza mieszalnik. A ze szklanych rurek wszystko doprawiane jest bulgoczącym zielonym płynem. Pewnie jakieś przyprawy i konserwanty. Ale po co w ogóle drążyć ten temat? Pamiętaj, im mniej wiesz tym lepiej śpisz.

— No właśnie nie wiem, Rysiek. Nie wiem. Ostatnio jakoś tak mnie naszło na przemyślenia…

— Nie zaprzątaj sobie tym głowy chłopie. - Rysiek klepnął kolegę w ramię i poszli przebrać się w kombinezony ochronne przed wejściem na halę.


Temat rozmowy nie wrócił już przez cały dzień pracy, kiedy pilnowali żeby używać przycisków w odpowiedniej kolejności, zgodnie z instrukcją i obserwowali jak masa wypełnia kadzie, miesza się kolejno z dodatkami i przelewana jest do podłużnych foliowych foremek. Czas umilali sobie - jak co dzień - wesołą rozmową o wszystkim i o niczym, chociaż Ryszardowi zdawało się, że uśmiech kolegi przez większość czasu jest wymuszony.


Nie zwrócili też zupełnie uwagi na czujne, bardziej niż zazwyczaj, spojrzenia strażników pilnujących produkcji z wysokiej rampy.


Nazajutrz Ryszard znowu wstał w nienajlepszym humorze. Znowu spojrzał na szarą rzeczywistość za oknem, na swoją szarą twarz w lustrze, na szary mundur Naczelnego Admirała Pluska witającego go poranną przemową i na brunatno-szare parówki na talerzu. Szarym i zmęczonym głosem odpowiedział Admirałowi: “pomogę” i zmusił się do zjedzenia śniadania. Na szczęście, już po chwili, kiedy zapełnił żołądek, poczuł się lepiej i z zastrzykiem nowej energii wyszedł do pracy.


Zdziwił się trochę, kiedy nie spotkał Michała ani po drodze, ani w szatni, ani przy taśmie produkcyjnej. Zdziwił się jeszcze bardziej, kiedy zastał tam chłopaka, którego w ogóle nie znał.


— Cześć, jestem Marcin - przywitał się nowy

— Cześć. Rysiek. A gdzie jest Michał? - zapytał nie kryjąc swojego zdziwienia

— Podobno wziął urlop. Mam Ci pomóc podczas jego nieobecności. 

Ryszard wzruszył tylko ramionami i postanowił na razie nie przejmować się absencją Michała. Wczoraj faktycznie był jakiś nie swój, może rzeczywiście potrzebował urlopu. Na szczęście Marcin okazał się równie dobrym kompanem i czas przy taśmie produkcyjnej minął im szybko na rozmowach i żartach.


Kolejnego dnia Ryszard obudził się nie tylko z codziennym, dobrze już znanym uczuciem apatii, ale dodatkowo z silnym wrażeniem niepokoju. Dłużej niż zazwyczaj patrzył niewidzącym wzrokiem na szare zabudowania obozu, zanim doszedł do wniosku, że nagłe zniknięcie Michała nie daje mu spokoju. 


— Nawet jeśli pojechał gdzieś na urlop, to czemu nie dał mi znać - zastanawiał się podczas toalety. 


W kuchni zagrzał sobie parówki i usiadł nad parującym talerzem. W tle Admirał Plusk skończył swój apel ale tym razem Ryszard nie zwrócił na to uwagi i nie zapewnił o swojej chęci “pomocy”.


Nabił kawałek parówki na widelec, podniósł ją na wysokość twarzy i przyjrzał się jej uważnie. Szara, jednolita masa, umazana w majonezie. Wzdrygnął się i odłożył talerz z nieruszonym posiłkiem do zlewu. Pogrążony w myślach, ubrał się i wyszedł do pracy. Po drodze spotkał tego nowego - Marcina.


— Cześć, coś taki przybity? - zapytał nowy

— Eee, co? A nie, nic. Tak tylko myślę kiedy wróci Michał.

— Wróci kiedy wróci, po co się tym zadręczać? - skwitował wesoło chłopak


Niespokojne myśli nie dawały jednak Ryszardowi spokoju. Kiedy przyszła pora lunchu i wszyscy skierowali się do stołówki, postanowił zajrzeć do kadr w celu uzyskania jakiś informacji na temat Michała. Wyszedł z hali i ruszył korytarzem, na końcu którego mieściły się biura. Po drodze minął wypełnione bulgoczącym zielonym płynem szklane rury, które przecinały w tym miejscu korytarz i z jednej strony zmierzały w kierunku hali, a z drugiej ginęły w pomieszczeniu z drzwiami na których widniała tabliczka z napisem “Laboratorium”. Zamknięte i zabezpieczone zazwyczaj biometrycznym zamkiem drzwi, tym razem były uchylone. Normalnie Ryszard nie zwróciłby na to pewnie uwagi, ale dzisiaj, kiedy jego myśli pogrążone były w różnego rodzaju domysłach, zatrzymał się i rozejrzał dookoła kierowany dziwną ciekawością. Nie widząc nikogo na korytarzu, wszedł do pomieszczenia.


Pomieszczenie było nieduże, może 10 metrów kwadratowych. Na środku stał okrągły metalowy pojemnik, z którego wychodziły znane mu szklane rurki z zieloną cieczą. Obszedł pojemnik z drugiej strony i przeczytał napis na etykiecie: 


UWAGA! Wenlafaksyna. Silny inhibitor wychwytu zwrotnego serotoniny.


— Hej! Co ty tutaj robisz?! - zdążył tylko usłyszeć zdziwiony głos strażnika za sobą zanim poczuł mocne uderzenie i zapadła ciemność…


Ryszard ocknął się gwałtownie po krótkim letargu, który ciężko było nazwać snem. Przejmujący ból rozlewał się po całym jego ciele. Sytuacji zupełnie nie poprawiał fakt, że klatka, w której leżał skulony, miała może półtora metra szerokości i długości, a przez strzępki ubrania czuł lodowato zimną, metalową podłogę. Nieznośny, kwaśny fetor brudu i odchodów zaatakował mu brutalnie nozdrza, sprawiając, że nawet z zamkniętymi jeszcze oczami zakręciło mu się w głowie i ścisnęło w żołądku. Zwymiotowałby, gdyby tylko miał czym...


1490 słowa


#zafirewallem #naopowiesci

Ależ mi się podoba ta ciasnota (czy może duszność? - albo jeszcze jakieś inne słowo?) kawiarenkowej twórczości, to wzajemne odwoływanie się do znanych już motywów. Tak motywów własnych, jak i motywów cudzych.

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Wczorajsza zabawa #naczteryrymy zakończyła się remisem. A skoro Pan @Kronos tak dyplomatycznie milczy, pozwolę sobie wrzucić coś od siebie, żeby dłużej nie trzymać Państwa w napięciu.


Dzisiaj temat mam nadzieję z przesłaniem i przestrogą (szczególnie dla mnie samego), chociaż pełen obaw jestem w jakim kierunku podążyć mogą Państwa rymowane skojarzenia...


Temat: Miłe złego początki

Rymy: prokrastynacja - frajerem -acja -erem


Zasady są znane, więc zostawiam Państwa z powyższym, życząc miłej zabawy i udanego rymowania.


#naczteryrymy #zafirewallem oraz #poezja #tworczoscwlasna

Codziennością prokrastynacja

Ona Cię czyni życia frajerem

Odkładasz śniadanie, a już kolacja

Na koniec dnia czujesz się zerem

Zaloguj się aby komentować