Miła odmiana, bieganie po deszczu. Dziś bez szaleństw i tylko bieżnia. Jestem jednak zadowolony z tego biegu bo był dosyć równy i są zapasy o czym świadczy m.in możliwość dociśnięcia i najlepszy międzyczas na ostatnim kilometrze.
Młody potrenował, to ja musiałem. Dwa dni przerwy więc do dyszki trzeba było dorzucić cokolwiek. Po raz kolejny ratowały mnie chmurki i lekki wiaterek ale ciepło dawało się we znaki. Appka pokazuje 27°C. Ciepło. Niemniej jednak bardzo przyjemny bieg. Muszę tylko ogarnąć jakąś sensowną trasę w tej okolicy, bo na razie krążę po okolicznych uliczkach by uciułać dystans.
Kolejna dyszka. Wcześniej nie miałem możliwość się wyrwać więc po zmroku musiała być bieżnia, przynajmniej mnie nie spaliło. O 22 jest już przyjemnie, można biegać Przeraża mnie trochę perspektywa biegania w takie upały jak dziś, a szykuje mi się taki bieg we wtorek.
Wyjątkowo miałem wieczorem ciut więcej czasu (żona z dziećmi u teściów, obowiązki ogarnięte) więc udało się ruszyć po 20. Było jeszcze ciepło ale szybko temperatura spadła do przyjemnej. Korzystając z ostatnich promieni słońca zahaczyłem o puszczę, dalej były okoliczne wiochy i obowiązkowo bieżnia.
Młody miał dziś wakacyjne gierki więc trzeba było dać mu dobry przykład i pójść pobiegać. W tych rejonach jeszcze nie biegałem i kilka razy musiałem nawracać żeby sklecić dystans na dyszkę. Duszno było strasznie tylko chmury ratowały życie.
Chwilę mnie tu nie było bo nie było po co. Czerwiec jeżeli chodzi o bieganie miałem całkowicie stracony. Złożyło się na to wiele czynników, lekka kontuzja, zmiana pracy i konieczności reorganizacji dnia. Całe szczęście zaczął się lipiec, a ja zaczynam odrabiać zaległości, chociaż jest ciężko.
2.07 Bieżnia. Na początek delikatnie, chciałem sprawdzić jak bardzo się zapuściłem i czy kolano nie będzie boleć. Było akceptowalne.
3.07 Wyleciałem z domu o zmierzchu, doleciałem do bieżni i już po ciemku wróciłem do domu. Nie było źle chociaż miejscami nic nie widziałem. Muszę zainwestować w lampkę.
4.07 Podobnie jak dzień wcześniej, z tą różnicą, że biegło mi się gorzej.
5.07 Burzowo. Po 21 na chwilę się uspokoiło, liczyłem na minimum piątkę. Musiałem podjechać kawałek samochodem by nie zaczynać od błota po kostki i potuptać chodnikiem. Międzyczasie zaczęło straszyć dalszym deszczem. To by mi nie przeszkadzało ale burza już tak. Miała być piątka, liczyłem na dychę, wyszło coś pomiędzy. Przy okazji sprawdziłem dokąd nocą tupta jeż.
Reasumując. Czerwiec do zapomnienia, forma w dół, trzeba nadrabiać. Tempo poniżej wszelkiej krytyki ale jak wybiegam swoje to się poprawi. Trzymajcie kciuki.
26.05 pisałem, że podczas biegania ucierpiały moje ulubione spodenki. Niestety nie tylko one. Coś mnie zaczęło kłuć w prawym kolanie. Odpuściłem bieganie w czwartek, odpuściłem w weekend, odpuściłem kolejny wtorek. Dalej nie było idealnie ale #chlopskadyscyplina nie mogła już dłużej czekać. Ponadto korzystając z konieczności nabycia nowych spodenek odwiedziłem Decathlon. Kupiłem polecany tutaj pas, softflask, jakieś zapasowe koszulki i co najważniejsze - buty. Nie mogłem już dłużej czekać i przy najbliższej okazji poszedłem sprawdzić buty i kolano.
Słońce paliło, myślałem że stopy mi spłoną, to na minus nowych butów. Kolano niestety też zaczęło mi dokuczać, mimo wolnego człapania skróciłem dyszkę by się nie załatwić całkowicie. Czerwiec rozpoczęty ale nie wiem kiedy znów pobiegam
Sobota zmarnowana, a dzisiaj wyszedłem jeszcze później niż tydzień temu. Wiedziałem, że dziś nie poszaleje z dystansem, postarałem się za to trzymać w miarę równe tempo w efekcie mam swój mały rekordzik.
Miała być czwartkowa dyszka. Najpierw młodemu odwołano trening z powodu ciągle padającego deszczu.
Trudno, pobiegam jak młody pójdzie spać. Tak przynajmniej wtedy pomyślałem.
Wieczorem, żeby nie tracić czasu przebrałem się na trening i poszedłem kłaść juniora spać. Nie przewidziałem jednej rzeczy - że sam zasnę
Obudziłem się, była gdzieś 21:30. Niby wcześnie ale stwierdziłem, że to nie ma sensu, przestawię budzik i pobiegam rano, chociaż ostatni raz biegałem przed pracą ze 3 lata temu i to jakieś 3km.
Jak postanowiłem, tak zrobiłem (na tym polega #chlopskadyscyplina). Energii brak (co w sumie mnie nie dziwi, bo ostatni posiłek jadłem gdzieś o 17 czyli 12,5h wcześniej ).
Doczłapałem
"minimum przyzwoitości"
prysznic i do pracy. Ciekawe doświadczenie ale raczej prędko na poranne bieganie się nie przestawię.
@czomik Też wolę późniejsze bieganie, rano mam wrażenie że wszystko jeszcze takie nie rozkręcone. ¯\_(ツ)_/¯ Ale za to wtedy czuje się większą satysfakcję bo jak się kocha spać to jest to dodatkowy wyczyn, że człowiek się zebrał tak wcześnie na biegi.
@czomik generalnie tez mialem co do tego opor, ale u mnie chodzilo w gre bieganie o 21-22 albo wczesnie rano jak dzieciaki spia. Wybralem bieganie rano, nie pamietam jak sie dlugo meczylem, ale bylo uczucie braku sil i ze generalnie po poludniu mam wiekszego powera. Teraz chyba nie robi mi to roznicy. Przy okazji, zrzucilem szybciej nadmiar tluszczyku
@mkbiega U mnie temat jest prosty, biegam albo jak młody jest na piłce albo jak dzieci śpią więc też 21-22.
Dzisiejsze poranne bieganie trochę z przypadku ale żeby biegać w ten sposób regularnie, to musiałbym cały dzień przeorganizować, między innymi zacząć jeść kolacje. Rano miałem taki zjazd energii, że ósmy kilometr przebiegłem w tempie gorszym niż dwudziesty pierwszy kilometr w ubiegłą niedzielę i prawie każdy międzyczas słabszy niż w dużo dłuższym biegu (nie mam innych danych, tylko czas).
Tak jak kiedyś pisałem, na razie nie przywiązuje większej uwagi do czasów bo cel mam inny ale dobrze to obrazuje brak energii rano
@czomik na luzaku - też dzięki dzieciom biegam rano, bo wtedy jeszcze śpią :D. Ja na przykład nie miałem siły wbiegać na górkę do domu i musiałem czlapac, podczas gdy to samo tempo po południu i wchodziło na miękko. Kwestia przyzwyczajenia tak naprawdę. Ja poranne bieganie sobie chwalę bo mi też to się dobrze zgrywa z całym dniem - na 7.20 muszę być w domu żeby się ogarnąć i córke do przedszkola odprowadzić. Więc długie bieganie to rozpoczynanie biegu gdzieś koło 5
Planuje raz na tydzień człapać nieco większy (przynajmniej dla mnie) dystans. Udało mi się znaleźć w u rodziców stary (choć prawie nieużywany) plecak z softflaskiem 1,5l, zakupiony bodajże w Lidlu. Próbowałem go przetestować w niedzielę i zwyczajnie w świecie mi nie pasował. Irytujące chlupanie wody chyba jest nieuniknione ale nie w tym problem. Picie z tej śmiesznej rurki jakoś mi nie podeszło, ogólnie ergonomia tego rozwiązania jest straszna (brak klamry na klacie to porażka).
Teraz zasadnicze pytania – co polecacie? Pas, czy plecak? 2 mniejsze softflaski czy jeden duży? Mocowane z przodu, czy na plecach?
Wiem, że mnogość rozwiązań wynika z różnych zastosowań i upodobań i każdemu przypadnie co innego do gustu. Ciekawi mnie jednak jakie macie doświadczenia i preferencje, może coś podchwycę. Potrzebuje mieć miejsce na picie, telefon i klucz, czyli standard.
W przypadku butów dobrze doradziliście, bym w sklepie specjalistycznym dobrał i pomierzył różne modele. Tu jednak sprawa jest nieco inna bo każde rozwiązanie trzeba by było wypróbować w terenie.
Na koniec jeszcze jeden aspekt może i nie najważniejszy ale jednak ważny. Cena . Przeglądając różne akcesoria w internecie, ceny potrafią zwalić z nóg. Bieganie to podobno najtańszy sport… tiaa.
Bukłak po napełnieniu woda obracamy do góry nogami i za pomocą rurki odsysamy cale powietrze. Nie będzie chlapało, przynajmniej nie powinno. W przypadku softflaskow to samo - jak napełnisz to musisz odciągnąć trochę bo flaski tez dają radę chlapać.
Testowałam różne plecaki i jestem zdecydowanie fanką Salomona, ale to nie są tanie rzeczy, chociaż jeżeli jesteś skłonny polowac na promo albo masz w okolicy jakiś factory Outlet Salomona (na Ursusie jest podobno jakiś cudowny ale ja oczywiście tam nie bywam i mam daleko) - to plecaki z serii Adv Skin są doskonałe. Decathlonowe są przyzwoite, chinczyki typu Aonijie mam jakieś niepasujące wymiary ciała bo są albo za małe albo za duże ale ogólnie ch⁎⁎⁎we.
Wtykanie flasków w paski mnie tam osobiście wkurwia, bo mi zawsze coś się majta albo uciska albo obciera, ale you do you.
@mozgogrdyczka @Zioman proszę o protipy nt tego, jak wywalić powietrze z soft flask - kupiłem w Decathlon plecak i on ma bukłak 1 litr napełniany od góry i w pozycji docelowej zwisa rurką w dół, więc chyba nie powinno chlupać, a jednak tak się dzieje. Jakieś pomysły? Zaraz zrobię zdjęcie, jak to wygląda
@czomik buty kup sobie jakie ci sie beda podobac w kwocoe 500-700 to jeden c⁎⁎j, plecak jup sobie wygodny i zawsze jak mierzysz sprawdzaj z obciazeniem, moj chujowo nosi sie pusty, ale z obciazeniem jest 11/9
A do picia kuo butelkę filtracyjalna albo poprostu termos, zwilingi maja opcje ala kubek termiczny nawet
A sory, napisałeś człapać myslalem se to chodzenie a na koncu jest o bieganiu xD
Wtorkowe człapanie. Pogoda się popsuła ale to może i dobrze, biegło się przyjemniej w lekkim deszczu i trawnika nie muszę podlewać. Same plusy. W nogach jeszcze trochę czuję niedzielne bieganie ale nie ma tragedii.
Był plan na 30km, niewiele brakło, żeby go zrealizować. Skróciłem trasę z dość prozaicznego powodu. Biegam z telefonem i prawie padła mi bateria, a chciałem by wynik się zapisał
Może i dobrze, bo od czterech kilometrów zdychałem, więc chyba niebyło sensu dalej człapać. To i tak moja "życiówka", następnym razem będzie 30. Ponadto jak kończyłem było już przed samą północą. Ciężko było później zasnąć i w efekcie jestem trochę niewyspany (a sen ważna sprawa )
Jak pierwszy raz wrzucałem "dyszkę" na bieżni, to było zdziwienie, jak tak można biegać w kółko, że nudno i monotonnie. Racja, w terenie jest dużo fajniej ale możliwość przerwania biegu w dowolnym momencie to duży plus. Ciekawe czy będę dzisiaj zdychał i czy jutro będę się nadawał do biegania
@czomik podziwiam determinację. Ja mimo wszystko wybrałbym plener. Szczerze, to w nocy właśnie się czuję najbezpieczniej - kamizelka odblaskowa, mocna czołówka, na plecach pasywny "mrugajek" i wiem że jestem dla samochodów zdecydowanie lepiej widoczny niż gdyby był środek dnia. Do tego tychże aut jest zdecydowanie mniej
Kolejna dyszka, tym razem czwartkowa. Gorąco, chyba najcieplej w tym roku. 16:30 to nie jest dobra godzina na bieganie, strach pomyśleć, co będzie przy +30°C. Fajnie było
Chodzę ostatnio zakatarzony , jeszcze się mi coś z jednym okiem działo, zapalenie spojówki być może, zahamowane kroplami. Stwierdziłem, że jest zbyt ładnie, by odpuścić z powodu byle kataru. W pewnym momencie myślałem, że będę żałował jak na jakimś podbiegu oczy mnie strasznie piekły podrażnione od potu.
Z ciekawych rzeczy - mijałem pana którego lekko zbluzgałem ostatnio za goniącego mnie pieska. Dzisiaj grzecznie wziął go na ręce z odpowiednim wyprzedzeniem, a ja podziękowałem. Tak to powinno wyglądać
Szanuję gościa z pieskiem że posłuchał. Nie ogarniam, że w większości przypadków jak komuś grzecznie zwrócisz uwagę to się unoszą honorem i jeszcze bardziej na złość muszą robić. A przecież można się dogadać
Cześć. Piszę na tagu #gry trochę dla zasięgu. Docelowo, żeby nie "zaśmiecać" tagu chciałbym wszystkich zainteresowanych zaprosić na tag #pokemongo .
Niewiele się tam dzieje, a zakładam, że znajdzie się trochę osób które nadal grają w PoGo, a tag ma spory potencjał do wymiany kodów, czy choćby nawet chwalenia się zdobyczami.
Wiem, że to nie 2016 r. jednak info dla wszystkich zdziwionych - gra nadal żyje i ma dużą zaangażowaną społeczność (choć Niantic usilnie próbuje to zepsuć) i jest znacznie bardziej grywalna niż na premierę. Sam jestem na dwóch lokalnych grupach messengerowych i jednej discordowej więc wiem co mówię.
@schweppess Pytanie jak długo nie grałeś. W czasie pandemi wprowadzono coś takiego jak remote raid pass, umożliwiając zdalne robienie raidów. Docelowo gracze mieli na nim zadawać mniejsze obrażenia, co było odraczane w czasie, a gracze bardzo przyzwyczaili się do takiej formy grania. W 2020r. Niantic zarabiał rekordowo dużo na PoGo. W każdym razie ostatnio wprowadzono dzienny limit wykonywania raidów zdalnych do 5 dziennie i dwukrotnie podniesiono ich cenę (100 -> 195 pokecoin). Protestowano przeciwko tej decyzji, były pisane petycje (brak stanowiska Nianticu), ludzie zagłosowali portfelem i przestali wydawać kasę w grze. Dochody spadły gdzieś o 40% w miesiąc. Ponadto bieżący event w którym debiutuje nowy fajny stworek Volcarona to też trochę kpina. Można go wykluć z specjalnych eventowych jajek ale szansa na to jest znikoma. Do tego dochodzą spore koszty biletów na eventach typu Go Tour, brak zmian balansu między sezonami w pvp, brak dużych aktualizacji. Dużo tego. Dla porównania, jak chcą to potrafią, event w lutym, gdzie wprowadzono primal bestie był bardzo udany i dla graczy i dla $Nianticu. Liczę, że się ogarną.